Connect with us
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b0/MTB_over_the_bar_crash.jpg https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b0/MTB_over_the_bar_crash.jpg

Damian Małecki

Facebook banuje za „akuku”, czyli jak się „spada z rowerka”

Opublikowano

on

Kontynuując wątek powodów z jakich powstało TŻT, opowiem Wam o moich (i nie tylko) przygodach z administracją Facebooka, o „przewinieniach” i nakładanych na konto ograniczeniach.

 

Mityczne standardy społeczności już dawno stały się bronią w rękach administracji Facebooka, pozwalającą na zwalczanie profili, których jedyną winą, jest posiadanie poglądów niezgodnych z poglądami administracji, która zdaje się odbierać każde „spadnięcie z rowerka” profili punktujących ich hipokryzję albo niezgodnych z jedyną słuszną, liberalną linią poglądową, jako swój niebywały sukces.


Standardy społeczności – wybiórczość w stosowaniu.


Omawiając Facebooka i jego politykę wobec administratorów stron, należy rozpocząć od pokazania wątku związanego z popularnym Pitu-Pitu – bodaj pierwszym w historii polskiego FB profilem, który pokazał, że w tym serwisie można robić coś więcej, niż tylko dzielić się statusami ze znajomymi. Rozmawiając z wieloma adminami różnych stron, często wskazują oni, że to właśnie działalność Pitu-Pitu od 2013 (?) roku była motorem napędowym do tworzenia własnych stron dla wielu z obecnie prężnie działających twórców. Nie inaczej było ze mną.


Pewnego dnia Pitu-Pitu postanowiło przeprowadzić pewien test – zmienili swoje zdjęcie w tle na grafikę kota z opaską przedstawiającą sierp i młot – symbol promujący system totalitarny, a promowanie totalitaryzmów to działalność rzekomo zakazana w „standardach społeczności”. Aby dodać sprawie prędkości, Pitu-Pitu samo poprosiło o zgłaszanie ich okładki do administracji – efekt?


Okładka nienaruszona zachowała się przez 30 dni, a wszystkim zgłaszającym Facebook odpisał, że okładka nie narusza żadnego standardu.


Po 30 dniach, kontynuując test, Pitu-Pitu wrzuciło tę samą grafikę, tym razem zmieniając sierp i młot na swastykę. Efekt był piorunujący, już tego samego dnia okładka została usunięta, a wrzucający ją admin zbanowany na pewien czas.

 

Co ciekawe powyższy screen pokazuje, że zbanowany zostałem również ja, bo miałem czelność napisać o tej sytuacji i wytknąć hipokryzję administracji |FB w stosowaniu swoich rzekomych standardów.

 

 

Standardy społeczności – „co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie”.


Co powiecie na bana za udostępnienie wpisu wrzuconego przez Newsweek Polska?  Dla części z Was ban za takie przewinienie brzmi pewnie jak abstrakcja, ale niestety nic nie jest niemożliwe dla miłościwie nam panujących administratorów.

Bo przecież, gdy ja oburzam się na Newsweek wrzucający perfidną przeróbkę zdjęcia, pod którym stado trolli serwuje bezrefleksyjnym odbiorcom narrację, że Duda faktycznie szedł na czele flag ONR, to zasługuję na natychmiastową karę za promowanie grafiki ONR.
Dla mnie ban na 24 godziny od Facebooka, a oryginalny post Newseeka wisi pewnie do dziś.

Tak wyglądał komentowany wpis Newsweeka

 

A tak moja nagroda za napisanie, że to ordynarny fotomontaż

 

A co powiecie na kolejne 24 godziny bana, za wzięcie udziału w dyskusji pod jednym z postów ASZ dziennika, gdzie tłumaczyłem jednej z Pań, że Marta Lempart wydała wszystkie pieniądze ze zbiórek i sama twierdzi, że nie ma już za co żyć? Ponieważ Pani nie chciała uwierzyć w moje rewelacje, postanowiłem wkleić jej w odpowiedzi link do zaufanego dla niej źródła, czyli do Wysokich Obcasów, które przeprowadziły wywiad z Martą Lempart, w którym sama zainteresowana stwierdziła, że nie ma środków na życie. Kolejnego ranka powitało mnie powiadomienie o banie na 24 godziny za uwaga – spam

A co powiecie na ban w 2016 roku za totalnie grzeczny wpis z 2014 roku?

 

 

 

Obostrzenia nieoficjalne – shadowbany, blokady funkcji, obcinanie zasięgów itp

 

Nie myślcie sobie, że w repertuarze Facebooka są tylko bany, o nie nie, czasem o wiele gorsze są te ciche „atrakcje”, te bez żadnej oficjalnej komunikacji – po prostu pewnego dnia zauważasz, ze coś się zmieniło. Co dokładnie? Wyliczę poniżej:

1) prowadzenie na Facebooku strony pozwala przede wszystkim na komunikację ze społecznością. Pozwala na prowadzenie dyskusji jako strona, odpowiadanie na komentarze użytkowników jako strona. Tym co pozwoliło wielu z nas na osiągnięcie pewnego sukcesu, czyli przekonanie kilkudziesięciu a często kilkuset tysięcy użytkowników do swoich treści, był zawsze bliski kontakt z odbiorcami. Możliwość dyskutowania z nimi pod wrzucanymi przez siebie postami, komunikacja odbiorcy z autorem, która nie występuje w telewizji, radiu czy też mediach papierowych.

Na moim koncie założona jest obecnie blokada możliwości komentowania jako strona – dotyczy tylko części stron, głównie tych o tematyce politycznej, jeśli nawet na takiej stronie uda mi się dodać komentarz i rozpocząć jakąś ciekawą dyskusję, tylko pierwszy komentarz mogę dodać jako strona, każdy kolejny jest automatycznie przedstawiany jako dodany z mojego konta prywatnego – mi to mniej przeszkadza, ale jestem przekonany, że adminom stron, którzy przecież niekoniecznie z niecnych pobudek, wolą zostać anonimowi, to już z pewnością zatruwa życie.

2) blokada możliwości komentowania mojej strony przez inne strony czyli odwrócenie poprzedniego punktu, jakakolwiek dyskusja pomiędzy niektórymi stronami jest u mnie niemożliwa (oczywiście dotyczy to tylko „wybranej” części stron)

3) Fizyczne usuwanie polubień, oraz blokady nakładane na chcących polubić moją stronę.

Trafiłeś w sieci na mój post? Spodobał Ci się? Postanowiłeś polubić/obserwować moją stronę, aby częściej zapoznawać się z tematyką, którą podejmuję? O nie, nie ma tak łatwo! Nie ma takiego lajkowania. A zresztą nawet jeśli w końcu się uda polubić, kto wie, może za jakiś czas zastanowisz się, czemu nie widzisz moich postów, wejdziesz na moją stronę i zauważysz, że Twoje polubienie zostało usunięte.

Od kilku dobrych miesięcy liczba polubień mojej strony magicznie stoi w miejscu.





4) Szantażowanie konsekwencjami polubienia

Chcesz polubić tę stronę? CZY TY NA PEWNO CHCESZ POLUBIĆ TAKĄ STRONĘ? 
Wiedz, że jak polubisz, to my to na pewno zapamiętamy, ostatnia szansa, to jak, dalej chcesz to polubić?…

 

 

Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi? Czyli jak zbanować konto na miesiąc, nakładając 3 kary za ten sam (niewinny) post. Oczywiście można się odwołać, ale to tylko przyśpiesza dalsze restrykcje.

Zapewnie kojarzycie pełnometrażowy film „Upadek”, opowiadający jak sam tytuł wskazuje o zakończeniu kariery pewnego austriackiego malarza.

Film był puszczany w kinach, do dziś jest dostępny w telewizjach. Jest to film, który z całą pewnością jest dziełem atakującym nazizm i nikt o zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że jest on jakąkolwiek promocją totalitaryzmu. Prawda?

No wiadomo, że nieprawda. Kiedy więc Prawo i Sprawiedliwość robi w Sejmie zamieszanie, reasumpcję itp, ty nie możesz wrzucić mema sugerującego, że takie działanie jest niedobre. 


Najpierw ban na 24 godziny za promowanie treści niebezpiecznych (screen z filmu to treść niebezpieczna!)
Postanowiłem się odwołać, odpowiedź przyszła dość szybko, przepraszamy, Twój wpis jest przywrócony.




No super, że przeprosili, prawda? Tylko zupełnym przypadkiem ban nie został zdjęty…
Do tego po dosłownie 2 godzinach, ten sam post ponownie został zdjęty a mnie poinformowano, że to już drugie ostrzeżenie w ciągu jednego dnia, co może skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami. Niestety byłem na tyle nieodpowiedzialny, by odwołać się ponownie. Kolejny raz skutecznie, 2 raz przeprosili, bana wciąż nie zdjęli.

 

Następny poranek po odbyciu dobowego bana przyniósł 3 i finalne ostrzeżenie za ten sam post (który dwukrotnie już okazywał się być zgodny ze standardami społeczności), ale sami chyba rozumiecie, że profil, który w ciągu 24 godzin aż 3 razy sprowadza na siebie karę od Facebooka musi być ukarany mocniej.


30 dni odpoczynku od Facebooka, włączającego blokadę komunikacji przez messengera na pewno mnie nauczy rozsądku!

 

 

 

Ostatnia prosta, całkowite usunięcie profilu to tylko kwestia czasu. Nie znam dnia ani godziny, kiedy dołączę do stale powiększającego się grona osób, które na stałe „spadły z rowerka”.


W podobny przecież sposób FB rozprawił się np z profilem Nagrody Złotego Goebbelsa, po prostu pewnego dnia pojawiło się info, że strona wycofana z publikacji i że niestety nie możesz się odwołać, bo nasz zespół administratorski jest bardzo przeciążony przez covid…




Poniżej lista wszystkich naruszeń widocznych na moim profilu: 


8 kwietnia – spamowałem wkejając jeden link do Wysokich Obcasów
10 sierpnia – pierwszy ban za obrazek z Upadku
10 sierpnia – drugi ban za obrazek z Upadku
12 sierpnia – 30 dniowy ban za obrazek z Upadku

 

I za te 4 powyższe zbrodnie, Facebook straszy wycofaniem z publikacji. Za 4 wpisy spośród kilkuset, może ponad tysiąca wpisów, które stworzyłem na FB. Jestem bardzo niebezpiecznym człowiekiem, prawda?


 




Mam nadzieję, że już lepiej rozumiecie, co nami powodowało, gdy podejmowaliśmy decyzję o otwarciu portalu www.takzetego.pl

Dziękuję Wszystkim z Was za dotychczasowe wsparcie finasowe w serwisie Patronite i zachęcam wszystkich do wspierania naszej inicjatywy – wystarczy kliknąć TUTAJ.

 

Racjonalny republikanin komentujący życie polityczne. W latach 2013-2016 współtworzył portal Żelazna Logika. Pomysłodawca i organizator serii wywiadów oraz oddolnych akcji społecznościowych. Fan rzetelności dziennikarskiej. Przez 11 lat jedną nogą w Irlandii, gdzie aktywnie działał w społeczności polonijnej. Pomysłodawca inicjatywy SejmLog, założyciel Fundacji SejmLog.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Damian Małecki

Opinia – Wołyń a teraźniejsza sytuacja polityczna, racjonalnie.

Opublikowano

on

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Poland_and_Ukraine.png

„Małecki ty ukrainofilu, jeszcze ci te twoje ukry bokiem wyjdą, zobaczysz. Nie przeprosili za Wołyń, to nie nasza wojna, wjeżdżają tu na jeden dzień, żeby dostać 500+” i pewnie jeszcze z milion innych fobii pojawia się w komentarzach zawsze, gdy okazuje się, że będąc szczery i pisząc to co myślę, nie mieszczę się w bańce światopoglądowej niektórych czytelników.

Pewne sprawy muszę więc jasno określić, żeby nikt z Was nie był potem zaskoczony, dlaczego na pewne tematy mam takie, a nie inne opinie.

 

 

Ludobójstwo na Wołyniu i moralna racja.

Zacznę od zaznaczenia czegoś bezdyskusyjnego: ludobójstwo na Wołyniu jest faktem, jest zadrą na relacjach polsko-ukraińskich a z punktu widzenia Polaka nie ma innej możliwości rozpatrywania tych wydarzeń, jak nazwanie ówczesnych Ukraińców sprawcami. Koniec i kropka.

Historia jest jasna – Lwów kiedyś był polski, Wrocław był kiedyś niemiecki, były czasy gdy Polski nie było na mapie, były czasy, gdy nazwa Ukraina znaczyła po prostu wschodnie peryferia Rzeczpospolitej.

Natomiast ja żyję obecnie, moje dzieci będą żyły w niedalekiej przyszłości i moim obowiązkiem, jak każdego z nas, jest dbanie o to, by ta przyszłość była dla Polski korzystna. Na ile to możliwe staram się patrzeć na politykę racjonalnie i na ile to możliwe jak najmniej emocjonalnie. Osobiście wolę trzeźwo myślącego Cata-Mackiewicza, niż epatującego górnolotnymi hasłami o honorze Becka i dziś tym mocniej widzę potrzebę odejścia od naszego historycznego afektu do „moralnej racji”, która zawsze stawiana była wyżej niż realna korzyść i prawdziwa wygrana.

Dlatego, kiedy słyszę słowa w rodzaju „My Polacy znamy pojęcie honor, nie pomagajmy bo Wołyń, nie dawajmy broni, bo Wołyń, wypad z Polski, bo Wołyń, a te ukry to nie chcą pracować, tysiące dostają 500+” nie potrafię się przyłączyć do takiego chóru. Można powiedzieć, że w tej sprawie mam stanowisko zbieżne z Robertem Winnickim, który za te swoje mądre słowa też zebrał cięgi od sporej części swoich wyborców.

 

Oni wciąż nie przeprosili!

Argument, który słyszę najczęściej, Niemcy przeprosili za wojnę, Rosjanie przeprosili za Katyń a Ukraińcy wciąż nie! Wybaczcie, ale to jest dla mnie idealny przykład „Beckizmu”, w którym jako naród oczekujemy gestów i pochwał zamiast realnych działań. Co nam realnie dadzą przeprosiny? Kogo z ludzi antyukraińskich takie przeprosiny zadowolą? Przecież widać, że niektórych nie zadowolą żadne gesty, bo będą one uznane, za niewiarygodne, za nieszczere, za niepełne itp itd. Na Cmentarzu Łyczakowskim znów odsłonięto nasze lwy, niejako w geście pojednania i podziękowania za nasze obecne wsparcie a malkontenci skomentowali to jako „zakłamane” oraz „ale bez napisów”… Beckisty nie zadowolisz.

 

Jak to jest, że Rosjanie zgwałcili i zamordowali tysiące Niemek, że Niemcy dopuścili się niezliczonych zbrodni na terenie Rosji, a po latach oba te kraje potrafiły na potrzeby bieżącej polityki schować historyczne zadry i przybić sobie gazowo-benzynowe żółwiki? Ba, można by nawet powiedzieć, że politycy obu krajów poszli ze sobą do łóżka. Jak to jest, że my nie mamy takiego samego prawa do racjonalnej decyzji o współpracy z Ukrainą, gdy jasne jest, że w obecnej sytuacji geopolitycznej, taka współpraca jest konieczna?

I żeby była jasność, skoro ustaliliśmy, że wiemy, że na Wołyniu mordowali Ukraińcy, dobrze by było aby przeprosili, ale sensem tego wpisu jest to, że to jest jeden z tysiąca wątków w naszych stosunkach i jeżeli będziemy ewentualną współpracę uzależniać od tych przeprosin, to Niemcy z radością zajmą nasze miejsce, dla nich biznes to biznes.

 

Jeśli więc moi krytycy tak bardzo chcą sprawiedliwości dla Polski i Polaków (co dziwne, emanacja tego żądania eskalowała przypadkiem akurat po 24 lutego), to właściwym adresem są raczej Niemcy z reparacjami za zniszczenia wojenne a nie Ukraina z przeprosinami za Wołyń. Przeprosinami inflacji nie pokonamy.

Oczywiście, że Zełenski wychodzący przed kamery i przepraszający w imieniu Ukrainy za Wołyń to byłby miły krok, ale raczej wolałbym, aby ten Zełenski powiedział, że oto rozpoczynają się rozmowy z Polską na temat pakietu umów gospodarczych-wojskowych itp.

 

Wołyń w moich oczach jest z dzisiejszej perspektywy tematem wyłącznie emocjonalnym (oczywiście w kontekście relacji polityki międzypaństwowej a nie odczuć wciąż żyjących świadków). Racjonalnie prowadzące politykę państwa po II wojnie światowej dostały pieniądze, my prowadzący politykę na „honorze”, „gestach” i poklepywaniach po plecach, wylaliśmy krew za honor i zostaliśmy w dupie. Nie chcę aby mój kraj znów odwiedził to miejsce. Dlatego cieszę się, że choć raz to ktoś inny ginie za sprawę, cieszę się, że nasze Kraby testują się na Ukrainie a nie w Polsce i nie uważam, aby pieniądze wydane na pomoc Ukrainie były wydane niepotrzebnie.

 

Spotykam się z opiniami, że „my pomagamy a koniec końców na ten rynek wjadą Niemcy i zarobią na odbudowie”. I najczęściej te same osoby zmieniają front i mówią, że jeśli analogicznie miałaby to zrobić Polska, to „za czyje pieniądze? z pieniędzy podatnika?!”

To bardzo ciekawa wizja jest – niemieckie firmy wjadą odbudować Ukrainę i na tym zarobią, ale gdy polskie firmy mają wjechać i odbudowywać Ukrainę, to nagle pojawia się „z naszych kieszeni odbudowa”. Pal licho, że Beckisty nie zadowolisz. Gorzej jeśli rozmówcą nie jest Beckista zakręcony na punkcie moralnej konieczności uzyskania przeprosin, tylko zwykły opłacany troll mający podsycać animozje polsko-ukraińskie.

No, ale dla niektórych to moje wpisy są złe, antypolskie i zapewne to ja mam pod łóżkiem ołtarzyk Bandery, natomiast taki wpis, jak ten poniżej, jest mądry i prawdopodobny i znowu to po prostu ja nie rozumiem Korwina. Zresztą obecne bożyszcze opozycji, Roman Giertych też wieszczy, że cała ta wojna, to od początku plan Kaczora na odbicie Lwowa…

Czytaj dalej

Damian Małecki

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, czyli jak „idiota” pouczał „mądre” Niemcy.

Opublikowano

on

Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych, rok 2018, do zgromadzonych przemawia prezydent USA Donald Trump. Jego słowa spotykają się z szyderczymi uśmieszkami i festiwalem kpiących komentarzy o idiocie pouczającym Niemcy.

Sprawdźmy co takiego powiedział wtedy Donald Trump i dlaczego te szyderstwa nie zestarzały się najlepiej.

„Zależność od pojedynczego, zagranicznego dostawcy, sprawi, że naród będzie bezbronny wobec zastraszania i wymuszania. Dlatego wyróżniamy kraje takie jak Polska, prowadząca budowę rurociągu Baltic Pipe, co sprawi, że te kraje nie będą uzależnione od Rosji w zaspokajaniu swojego zapotrzebowania w energię. Niemcy staną się totalnie uzależnione od rosyjskiej energii, jeżeli natychmiast nie zmienią swojego kursu”

 



Te niemieckie szydercze uśmieszki jako reakcja na słowa Trumpa mają dziś podwójne znaczenie, bo jak się okazuje, słowa te padły do nich z ust polityka, który do dziś jest obsmarowywany, jako agent Putina. Pomyśleć można, że było to więc przypadkowe nawiązanie Trumpa do współpracy niemiecko-rosyjskiej?

Otóż nie, Donald Trump wielokrotnie przestrzegał Niemców przed zacieśnianiem współpracy z Rosją. Jeszcze przed Zgromadzeniem ONZ, na szczycie NATO w lipcu 2018 wypowiedział następujące słowa:

„To bardzo smutne, że Niemcy zawierają ogromny układ naftowo-gazowy z Rosją. Gdy powinniśmy chronić się przed Rosją, to Niemcy wychodzą i płacą Rosji miliardy dolarów rocznie. Ochraniamy Niemcy, chronimy Francję, chronimy wszystkie te kraje, a potem te kraje zawierają umowę rurociągową z Rosją, na mocy której wpłacają miliardy dolarów do skarbca Rosji.

Więc jeżeli mamy cię chronić przed Rosją, a ty płacisz Rosji miliardy dolarów to myślę, że to bardzo niestosowne, zwłaszcza jeśli były Kanclerz Niemiec, jest obecnie szefem rosyjskiej firmy, która dostarcza gaz. Koniec końców Niemcy będą miały prawie 70 proc. swojego kraju kontrolowanego przez Rosję za pomocą gazu ziemnego. Powiedz mi, czy to właściwe?” –
  Trump pytał wtedy sekretarza NATO, Jensa Stoltenberga, podsumowując, że:

„Jeśli na to spojrzeć, to Niemcy są zniewoleni przez Rosję. Pozbyli się elektrowni węglowych, pozbyli się atomu, 70% ropy i gazu dostają z Rosji. Myślę, że NATO musi się temu przyjrzeć, bo to jest bardzo niestosowne.”

 


„Nie bardzo rozumiem co on ma na myśli, ciężko powiedzieć, ale jeżeli jest jakiś region, który widzi zmianę rosyjskiego zachowania, to jest to Europa a w Europie są to oczywiście Niemcy….” – z uśmiechem skomentowała jego słowa Ursula von der Leyen. A o tym, że miała rację, realizator zapewnił nas pokazując wyselekcjonowane ujęcie z widowni, gdzie pewna blondynka ze zrozumieniem i uśmiechem potakuje głową, szach mat, Trump zaorany…



Cokolwiek nie mówił Trump, spotykało się ze śmieszkami, szyderstwami, udawaniem zdziwionego unoszenia brwi. Pół biedy, że śmieszkowali zwykli ludzie, przyzwyczajeni, że śmiać się z Trumpa jest modnie. Gorzej, że tej samej retoryki używali również dziennikarze i komentatorzy polityczni.

Przykładowo BuzzFeed sugerował, że „wyśmiewanie się z Trumpa to sposób na jego rozbrojenie”

Natomiast Bloomberg niemieckie uśmieszki nazwał „najlepszą reakcją na przemowę Trumpa”…



Mamy rok 2022 i co się stało?

Spełniło się wszystko przed czym ostrzegano Niemców, o czym na forum unijnym głośno mówiła także strona rządowa z Polski. Dziś te roześmiane wtedy twarze, wspominają o tym, że inne kraje powinny solidarnie wspomóc Niemcy w zaopatrzeniu w gaz, że może te sankcje to niezbyt dobry pomysł, że może Ukraina powinna zrezygnować z części terytorium, wreszcie, że Kanada powinna ominąć sankcje i wysłać do Rosji (za pośrednictwem Niemiec) turbinę potrzebną do ponownego uruchomienia Nord Stream 1.

I jakoś dziwnie mi się wydaje, że transport tej turbiny do Rosji, Niemcy ogarnęliby o wiele szybciej, niż obiecywane transporty broni na Ukrainę.

Chciałoby się członkom tamtej niemieckiej podśmiechującej się delegacji powiedzieć dziś „Stecken Sie sich dieses Grinsen in Ihren Arsch

Czytaj dalej

Damian Małecki

Bez absurdów o Orlenie

Opublikowano

on

Niestety w debacie publicznej, zwłaszcza tej prowadzonej w internetowych komentarzach, gołym okiem widać nadreprezentację osób wypowiadających się w temacie Orlenu, które to osoby mówiąc kolokwialnie – „nie potrafią samodzielnie pokolorować drwala”, czyli nie posiadają wystarczającej wiedzy, zrozumienia podstawowych pojęć, oraz umiejętności łączenia faktów, pozwalającej im na dostrzeżenie oczywistej sprzeczności głoszonych przez siebie tez.

 

Porozmawiajmy więc o faktach w zderzeniu z niektórymi popularnymi narracjami, które pojawiają się w w internetowych dyskusjach. Nie zamierzam tutaj opiniować, czy zniżka Orlenu jest duża, wspaniała, mała czy nikczemna. Nikt z Orlenu mi też za ten wpis nie płaci. Po prostu jeśli zabieramy się za dyskusję, warto abyśmy znali podstawowe informacje i rozumieli pewne pojęcia.

Wymienię jedynie suche fakty, by zestawić je z absurdalnymi komentarzami lansowanymi przez osoby, które albo nie wstydzą się swojej niewiedzy albo co gorsza, nawet nie zauważają, jak bardzo ich wpisy są odklejone od rozsądku i logiki. Uważam, że taki wpis może się tym ludziom przydać edukacyjnie.

 

Zacznijmy od wyjaśnienia, jak dokładnie działa „paliwowa zniżka Orlenu”:

– Zniżka wynosi 30 groszy za litr paliwa.
– Ze zniżki można skorzystać do 3 razy w miesiącu, czyli 6 krotnie podczas wakacji.
– Jednorazowo można zatankować do 50 litrów, czyli do końca wakacji można kupić do 300 litrów paliwa w obniżonej cenie.
– Oznacza to, że maksymalna wartość zniżki na jednego klienta to 90 złotych.
– Zniżkę uzyskać można jedynie posiadając zainstalowaną aplikację Orlen Vitay albo samodzielnie drukując kupon po zalogowaniu na swoim koncie na stronie orlenowskiego programu lojalnościowego.
– Posiadacze Karty Dużej Rodziny otrzymują dodatkowe 10 groszy zniżki.

 

Tyle jeśli chodzi o fakty, przejdźmy do pojawiających się „argumentów” i narracji. Na początek zauważalna gładka zmiana w narracji u osób, które nic sobie nie robią z tego, że to co mówią dziś, zupełnie przeczy temu, co mówili jeszcze wczoraj:

 

Wczoraj – „Orlen nabija sobie kasę na biednych klientach, zdzierca Obajtek, paliwo za drogie!”

Taką narrację słyszeliśmy od dłuższego czasu – krzyczano, że cena paliwa jest za duża, że Orlen powinien obniżyć ceny, że przecież wyniki finansowe Orlenu potwierdzają łupieżczą marżę Orlenu. Ba – pojawiły się grupy osób nawołujące do blokowania stacji należących do Orlenu. Nawoływano do uwaga – podjęcia przez Orlen decyzji o obniżeniu cen paliwa.

 

Dziś – „Orlen obniża cenę paliwa, to dumpingowa zagrywka monopolisty, przez Obajtka inne stacje zbankrutują, to jest gra na wykoszenie konkurencji!”

Szanowni Państwo bez zająknienia krzyczący, że obniżenie ceny paliwa o 30 groszy to jest dumping Orlenu, czyli Z DEFINICJI tego słowa – sprzedaż wyprodukowanego przez siebie produktu PONIŻEJ JEGO KOSZTU PRODUKCJI.

Poważnie nie dostrzegacie absurdu polegającego na tym, że stwierdziliście właśnie, że różnica pomiędzy krwiożerczym wyzyskiem a sprzedażą ze stratą wynosi 30 groszy?

Kurtyna…

 

Im dalej w las, tym „cięższe działa” wytaczają przeciwnicy Orlenu i wciąż najczęściej są na bakier z logiką:

 

„Tylko 50 litrów, nawet do pełna nie można zatankować, taka to zniżka!”
Oczywiście, że można tankować do pełna, można zatankować i 200 litrów jeśli ktoś ma tak pojemny bak, po prostu tylko pierwsze 50 litrów będzie naliczone po obniżonej cenie. Tak proste, a tak trudne do zrozumienia przez niektórych.

 

„Jeśli ktoś ma zbiornik powiedzmy 50 litrów, to statystycznie tankuje do niego jakieś 42 litry, czyli na trzech tankowaniach jest stratny 24 litry tańszego paliwa.”
Taka strata brzmi konkretnie, zwłaszcza kiedy przeliczymy ją na złotówki i dowiemy się, że takie niewykorzystanie przysługującego limitu, to utrata zniżki w kwocie 7,20 zł w skali miesiąca. Osobom wybitnie oszczędnym podpowiadam, że po zatankowaniu 42 litrów, pozostałe 8 litrów można w zupełności legalnie zatankować do kanistra.

 

„Sztuczne pompowanie liczby użytkowników apki”
Gratulacje! Epokowe odkrycie, ta sztuczność ma nawet swoją nazwę – MARKETING i w każdej szkole marketingu obecna akcja Orlenu byłaby prawdopodobnie przedstawiana jako przykład taniej i skutecznej reklamy. Jedni wolą marketing w postaci wszechobecnych reklam „shopipi”, inni w postaci zniżki na paliwo. Z punktu widzenia Orlenu, w dość tani sposób pozyskują więcej użytkowników swojej aplikacji, co za tym idzie poszerzają bazę potencjalnych klientów. Nie ma chyba żadnej firmy na świecie, której akcjonariusze nie odebrali by takiego efektu pozytywnie.

 

„Ceną za rabat jest udostępnienie swoich zwyczajów konsumenckich”
Kolejne odrycie argumentu „inwalidy” – w marketingu nigdy nie ma nic za darmo, praktycznie gdziekolwiek słowo „rabat” oznacza oddanie przez klienta czegoś w zamian, czy to swojego maila, czy też zgód marketingowych. Dlaczego w tym wypadku miało by być inaczej? Dlaczego sześć tankowań w przeciągu 90 dni miałoby ujawniać nasze tajemnice i bliżej nie określone zwyczaje konsumenckie, a zakup z tej samej aplikacji tańszego o złotówkę zestawu z hot dogiem i kawą już nie?

Aplikacja Vitay nie jest nowym pomysłem i punkty na Orlenie Polacy mogą zbierać od wielu lat, tak samo jak zbierają je posiadając analogiczne aplikacje, czy karty klienci na BP czy Shellu. Aby zakupić paliwo ze zniżką nie trzeba robić nic więcej poza wygenerowaniem w aplikacji kodu kreskowego dla zniżki, analogicznie jak przy zakupie tańszego hot doga… Sugerowanie, że to rząd knuje i śledzi nas przy użyciu aplikacji, gdy tankujemy paliwo, ale odmawia sobie śledzenia nas przy okazji zakupu hot doga jest zwyczajnie żenujące.

 

Na koniec najważniejsze czego większość komentujących zdaje się nie zauważać:

Orlen to spółka akcyjna, której zadaniem jest generowanie i maksymalizacja zysków swoich akcjonariuszy i inwestorów, w tym Skarbu Państwa posiadającego zaledwie 27% udziału w Orlenie. Orlen nie jest instytucją charytatywną, choć jak większość firm przeznacza również pewne środki finansowe na działalność charytatywną. Ale naiwnością jest oczekiwanie, że jakakolwiek firma będzie działać wbrew interesowi swoich akcjonariuszy, sprzedając swoje towary w cenach niezgodnych z aktualnymi warunkami rynkowymi, bo każda firma, z definicji, nastawiona jest na generowanie zysków.

I Orlen taki zysk generuje i rzeczywiście jest on rekordowy – z tym, że Orlen zarabia głównie na sprzedaży paliwa w innych krajach stosując tam wyższe marże. Rzadko też wspomina się, że największe zyski Orlenu pochodzą z pozapaliwowych źródeł przychodu.

Dyskutujmy o cenach paliwa i o polityce Orlenu, ale róbmy to w oparciu o fakty i logikę, a nie o teorie narażające komentujących na śmieszność.

Czytaj dalej