Connect with us

Partia Rakłem

Bajka o „Dupiarzu” i Majeczce

Zapraszam was na małą bajkę, lecz tym razem nie o tym, jak kot pali fajkę, lecz o pewnym „Dupiarzu” oraz Majeczcę, obrończyni cnót niewieścich

Opublikowano

on

Żył raz kiedyś pewien znany w mieście szambelan

Potężny władca Warszawy, od Wawra do Bielan.

„Dupiarzem” się wstrętnie określił nasz Trzaskowski

w rozmowie z Wojewódzkim na kanale onetowskim.

Zanosząc się przy tym rechotem rubasznym,

niczym wujek wąsaty na jakimś weselu ważnym.

Określenie to miało ponoć dowodzić jurności

z młodzieńczych lat Rafała, gdy nie był przy kości.

Urodziwym kawalerem, proweniencji majętnej,

mający ogromne powodzenie u płci pięknej.

Też w tymże mieście stołecznym żyła Majeczka.

Ot niepozorna, internetowa dzieweczka.

Swą całą energię zawsze mocno poświęcała

na walkę o prawa kobiet. Często wrzucała

na media socjalne, bez wyraźnych wytycznych

swoje zdjęcia różne, często w pozach erotycznych.

Staśko, co „sex-working” i frywolność zawsze popierała

wielce się oburzyła na „Dupiarza” Rafała.

Wszak panie Rafałku, seks i wiele partnerek

jest dla kobiet, dla pana pogarda aborterek.

Czemuż u Mai amberheardowy incydent?

Problemem dla Staśko nie jest zaiste prezydent

i jego brzydkie, rubaszne słownictwo wulgarne

nieprzystające do powagi funkcji, wyrażenie ordynarne.

Tego typu wypowiedzi bowiem raczej się nadają

do męskiej szatni, gdzie często „kurwy” latają.

Ale nie! Dla Majeczki przeto największymi problemami

jest to, że nazwał kochane kobiety po prostu „dupami”.

Sprowadzić miał je tym chamskim i złym określeniem

do roli przedmiotów lub innym obrażeniem.

Bo jak wszyscy wiemy, kobiety są wspaniałe

nigdy by nie nazwały mężczyzny „towarem”,

ani „ciachem”, „seksiakiem”, czy nawet tą „dupą”.

Och nie! Kobiety są perfekt całą swą grupą.

I ze Staśko wypływa więc wielkie oburzenie,

że ktoś śmiał zastosować tak podłe określenie.

Jednak, gdy jesteśmy już w temacie Majeczki,

takie na jej socjalkach znajdują się foteczki:

Akuku!

Czy to nie jest przypadkiem gołym zadkiem świecenie?

A więc też może jej samouprzedmiotowienie?

Jaki tegoż społeczny odbiór być może?

Może ktoś mi odpowie? Może ktoś pomoże?

I wciąż dalej feministek podwójne standardy

będą głównym powodem dla nich mojej wzgardy.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Partia Rakłem

Dlaczego uważam, że NALEŻY krytykować premier Finlandii?

Temat Marin jest wciąż obecny w mediach, więc w sumie dorzucę swoje trzy grosze. Otóż uważam, że ludzie mają prawo do krytyki w tej sytuacji. I nie zamierzam udawać, że nic nie zaszło.

Opublikowano

on

By

Mówimy o 36-letniej kobiecie, która nie tylko jest żoną i matką, ale również premierem jednego z największych państw regionu, świeżo upieczonego członka NATO, który boryka się z problemem permanentnego zagrożenia ze strony Rosji. Jest odpowiedzialna za bezpieczeństwo 5 milionów ludzi.

Co robi owa osoba kilka dni po tym, jak jej kraj wszedł do NATO? Idzie na imprezę z jakimiś celebrytami i influencerami, pozwala, aby wyciekły nagrania, jak w sposób wyuzdany tańczy z jakimś fińskim piosenkarzem (przypominam, że ma męża i dziecko), a zachodzą także podejrzenia, że na imprezie mogły być narkotyki i bynajmniej nie chodzi o trawkę.

O ile takie zachowanie można wybaczyć celebrytom, nastolatkom lub nawet zwykłemu Kowalskiemu lub Kowalskiej, tak trudno coś takiego wybaczyć premierowi 5-milionowego kraju, któremu zagraża sąsiednie państwo prowadzące działania zbrojne na Ukrainie, przy okazji dokonując zbrodni wojennych na ludności cywilnej.

Jak mają czuć się dumni potomkowie Mannerheima, wiedząc, że ich premier w sposób idiotyczny daje się nagrywać na imprezie, a nagrania w sposób niekontrolowany trafiają do internetu? Co więcej, Marin po incydencie udawała, że nic w zasadzie nie zaszło, twierdząc, jak na typową „julkę” przystało, że ma prawo robić, co chce:

„Tańczyłam, śpiewałam, bawiłam się, robiłam rzeczy legalne. Mam życie zawodowe, rodzinne, a także czas wolny, który spędzam z przyjaciółmi. Prawie tak samo, jak inni w moim wieku”

Premier-julka nie rozumie, że straciła to prawo w momencie, gdy objęła tekę premiera. Wówczas powzięła odpowiedzialność za los 5 milionów obywateli Finlandii.

Przypomnę, że to nie pierwszy taki wyskok premier-julki. W grudniu 2021 roku poszła na kluby w czasie pandemii COVID-19, mając kontakt z osobą zakażoną, choć własnym obywatelom zgotowała lockdown. O ile COVID to żadne zagrożenie na ten moment, to zadajmy sobie pytanie: a co w przypadku, gdyby w klubie był rosyjski agent i podał premier GHB, a następnie wyciągnął wrażliwe dane lub, co gorsza, porwał ją? Jak widać, premier nie ma żadnej kontroli nad własnym otoczeniem. A powtarzam – jest przywódcą 5-milionowego państwa, nie studentką uniwersytetu, która poszła się zabawić po sesji egzaminacyjnej.

To pokazuje, że skrajna lewica (Marin wywodzi się ze skrajnie lewicowej partii (Socjaldemokratyczna Partia Finlandii, czyli takie fińskie Razem) nie dorosła mentalnie do odpowiedzialności, jaką niesie za sobą posiadanie władzy. Dla nich życie to wieczna impreza, brak odpowiedzialności za własne decyzje, a co gorsza brak odpowiedzialności za los innych.

Ktoś mi powie, że przecież Kwaśniewski zataczał się na grobach w Charkowie. I to też jest skandal. Inna sprawa, że były to inne czasy, a picie było elementem „obowiązków służbowych”. Co nie zmienia faktu, że swoim zachowaniem naraził również i nas na straty wizerunkowe.

Jeszcze bardziej idiotyczne jest robienie z krytyki pod adresem premier-julki problemu płci. Taki oto artykuł ukazał się w „Gazecie Wyborczej”:

To kolejny przykład tego, że lewicowe kobiety nie pojmują słowa „odpowiedzialność”. Odpowiedzialna osoba nie tylko przeprosiłaby za swoje zachowanie, nie tylko nie zbagatelizowałaby problemu, ale też przeprosiłaby obywateli Finlandii, że przez własną głupotę naraziła ich kraj. Bo w momencie, gdy jawnie występujesz przeciwko twojemu największemu wrogowi (a tak właśnie Rosja odczytuje przystąpienie Finlandii do NATO), to takim nieodpowiedzialnym zachowaniem narażasz wszystkich swoich obywateli.

Abstrahując od tego, co powiedziałem, 36-letnia matka i żona obściskująca się z celebrytami i chodząca do klubu to straszny cringe. I jeśli uważacie, że nie mam racji, to pomyślcie, czy byście chcieli, żeby wasza matka lub żona robiły coś podobnego, zwłaszcza będąc na wysokim stanowisku i na ustach opinii publicznej całego świata.

Rak nonjudgementalizmu kiedyś naprawdę doprowadzi do tragedii i wówczas te wszystkie feministki krzyczące „odpierdolta się od naszej pani premier i od nas i od premier!!11!” będą moralnie odpowiedzialne za to. Chociaż raz w życiu poniosą odpowiedzialność…

Czytaj dalej

Partia Rakłem

Kilka faktów o tzw. „rejestrze ciąż”

W lewicowo-liberalnych mediach zaczęła się histeria pt. „łolaboga Opowieści Podręcznej szykujo!!111”, bo rząd ma wprowadzić tzw. rejestr ciąż. Problem w tym, że już teraz pojawiło się na ten temat sporo mitów i półprawd, a nawet czystych kłamstw.

Opublikowano

on

By

Zacznijmy od tego, że ten cały rejestr ciąż w zasadzie nie istnieje. Istnieje za to elektroniczny System Informacji Medycznej, który ogólnie zbiera dane na temat pacjentów. Z tym że owy system istnieje od co najmniej 2017 roku. Już w 2015 roku Fundacja Panoptykon, zajmująca się czuwaniem nad obroną obywatelskich wolności, informowała o zagrożeniach jakie niesie za sobą taki sposób ewidencjonowania pacjentów. Jednak jakoś problem ten nie był nagłaśniany wówczas w mediach.

Dopiero teraz, gdy ministerstwo wydało nowe rozporządzenie o rozszerzeniu tego systemu na kolejne obszary medycyny, podniosło się larum. No bo wiadomo, jak chodzi o PiS, to z pewnością chodzi o to, by tropić kobiety, które dokonały aborcji za granicą.

I tutaj pojawia się kolejny mit, bo rozszerzenie rejestru powstało de facto z inicjatywy samej UE. Tej samej, która przecież chciała nakładać na Polskę sankcje za wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Konkretnie zaś rozszerzenie SIM jest wynikiem prac zespołu Komisji Europejskiej, która wręcz nakazała krajom członkowskim objęcie nim ciężarnych kobiet.

Patient Summary ma obowiązywać w Unii Europejskiej od przyszłego roku. Jego wdrożenie jest obligatoryjne dla wszystkich państw Wspólnoty. Objęcie ciąży obowiązkiem raportowym jest jak najbardziej zasadne w świetle istotności tej informacji z perspektywy prowadzonego procesu leczniczego – powiedział rzecznik Ministerstwa Zdrowia Adam Andruszkiewicz dla Dziennika Gazety Prawnej.

Czyli cały ten „ambaras” jest wynikiem zaleceń tej samej Komisji Europejskiej, którą trudno nazwać szczególnie konserwatywną, a na pewno już nie jest ideowym sojusznikiem obecnego rządu Polski. Nie przeszkadza to jednak liberalnym mediom na wszczęcie ogólnokrajowej histerii.

Dodajmy do tego, że rozporządzenie ministra obejmuje nie tylko ciąże, ale również m.in. alergie i grupy krwi.

Właściwie cała afera została rozkręcona już pod koniec zeszłego roku. Wówczas to politycy opozycji sugerowali, że PiS „weźmie się za kobiety”.

Chciałbym, żeby to były intencje opiekuńcze, ale żadne z działań tego rządu nie wskazuje, żeby to była ich intencja. Kontrola i przymus, przymus i kontrola, to jest to, co stało się ideologiczną obsesją PiS. – mówił w listopadzie 2021 roku Donald Tusk.

Z kolei marszałek senat Tomasz Grodzki mówił tak:

Wydawało mi się, że proza (George’a) Orwella, w tym „Rok 1984”, to jest fantazja literacka, która nigdy się nie zdarzy. Nie rozumiem, nie potrafię pojąć, dlaczego obecna władza tak nienawidzi kobiet, aby zamieniać je w maszyny do reprodukcji. Nie wiem, czy ma się zgadzać liczba ciąż z liczbą porodów, żeby wykrywać aborcje czy poronienia, nie wiem w czyich chorych umysłach legną się takie idiotyczne pomysły.

Autentycznie zabrakło tylko słynnego porównania do Handmaid’s Tale. Zresztą samo dziennikarskie określenie „rejestr ciąż” ma wprost nawiązywać do dzieła Margaret Atwood. O ile prawica ma „Orwella”, to spokojnie można powiedzieć, że lewicowym ekwiwalentem takich absurdalnych porównań są właśnie Opowieści Podręcznej. Takie działanie oczywiście ma na celu wywołanie odpowiedniego nastawienia odbiorcy medialnych treści i wywołanie w nim wkurwienia na rząd i skojarzenie z antyutopią kanadyjskiej pisarki.

Ale niestety opinia publiczna, zwłaszcza kobiety, nabierają się na taką narrację w mediach. I zupełnie bezrefleksyjnie łykają mity na temat przeforsowanych przez ministerstwo zmian. Oczywiście taki rejestr to nic fajnego. Jak osoba popierająca libertariańskie poglądy w tej kwestii, nie życzę sobie, żeby państwo miało zbierać informacje na temat mojego stanu zdrowia. Tylko pytanie – gdzie były te krzyczące i histeryzujące dziś media i politycy w roku 2015, gdy propozycja założenia SIM się narodziła? Gdy pisała o tym Fundacja Panoptykon? No cóż… inaczej się gada gdy jest się u żłoba, a inaczej gdy się nie jest.

Czytaj dalej

Partia Rakłem

Czy jesteśmy w stanie przywrócić wysoką dzietność w Polsce?

W zasadzie to pytanie jest mocno retoryczne. Lepiej byłoby zadać pytanie „Dlaczego już nigdy nie będziemy mieć wysokiej dzietności?”. Ale widzę mały promyk nadziei, że ten postępujący, negatywny trend w końcu się odmieni, choć nie będzie to łatwe. Ale po kolei…

Opublikowano

on

By

Zacznijmy może od małej analizy poziomu dzietności na świecie.

Statystyki dzietności na świecie

Krajem o najwyższej dzietności na świecie jest Niger ze wskaźnikiem aż 6,91 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Druga Angola ma aż o 1,0 mniej – dokładnie 5,90. Kraj europejski o najwyższym wskaźniku dzietności to Francja – 2,04. Wśród czterech krajów europejskich o najwyższym współczynniku dzietności mamy Francję, Wielką Brytanię, Szwecję i Irlandię. Wszystkie te cztery państwa mają wysoki procent imigrantów w społeczeństwie – w każdym z nich urodzeni poza granicami danego kraju stanowią ponad 10% społeczeństwa.

Irlandia to w ogóle ewenement, bo mimo znacznej ilości imigrantów, są oni głównie pochodzenia europejskiego, w przeważającej liczbie polskiego. I to właśnie Polacy w Irlandii stanowią bardzo solidną grupę imigrantów, bo jest ich aż 120 tysięcy (jest to też najliczniejsza grupa etniczna w Irlandii). Ale mimo to procent dzieci urodzonych w rodzinach z tzw. nowej unii jest porównywalny z procentem dzieci urodzonych poza Europą. Irlandczyków w Irlandii jest 84,5%, ale procent wszystkich dzieci pochodzenia irlandzkiego wynosi już tylko 77%.

I właśnie tu jest pogrzebany pies… W czterech najbardziej dzietnych krajach, za wysoki wskaźnik urodzin odpowiada wąska grupa imigrantów. We Francji imigrantki odpowiadają za prawie 19% wszystkich urodzeń, chociaż imigranci stanowią zaledwie 10%. Dzietność imigrantów wynosi 2,6, podczas gdy natywnych Francuzek 1,7 (co i tak jest niezłym wynikiem, trzeba przyznać).

Wśród krajów pochodzenia imigrantek z najwyższym wskaźnikiem dzietności, w pierwszej trójce mamy Algierię, Maroko oraz Tunezję.

Znalazłem też inną statystykę dotyczącą dzietności w Europie. Udział kobiet autochtonicznych i imigrantek we wszystkich państwach UE jeśli chodzi o dzietność. Widzimy, że kraje typowo imigranckie mają dzietność zawyżoną dzięki właśnie imigracji. Mowa tutaj o Francji, Belgii, Irlandii, Wielkiej Brytanii oraz Szwecji (wyjątkiem jest mikroskopijna Islandia). Weźmy pod uwagę, że grafika pochodzi z 2014 roku, czyli sprzed kryzysu imigracyjnego, kiedy to Szwecja przyjęła ok. 2 miliony imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, co znacznie musiało podnieść dzietność.

Oczywiście tutaj też warto wziąć pod uwagę fakt, iż dane te nie biorą pod uwagę kobiet z rodzin imigranckich z drugiego pokolenia. Takie już są uważane za „native women”.

Co jest przyczyną niskiej dzietności białych kobiet?

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie – co sprawia, że typowa Fatima czy Aisha mieszkając w nędznych warunkach, nie mając perspektyw, pieniędzy i zaplecza socjalnego ma więcej dzieci, niż nowoczesna Europejka, która ma dostęp nie tylko do odpowiedniego zatrudnienia, w którym kodeks pracy chroni ją w razie zajścia w ciążę, ale także całego zaplecza socjalnego, które zabezpiecza finansowo ją i jej dzieci?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, a jednocześnie dla wielu osób będzie trudna do przełknięcia i gorzka niczym tonik z dodatkiem gorczycy. Ta odpowiedź to feminizm.

Brzydkie słowo na „f” jest odpowiedzialne za zmianę postrzegania u kobiet macierzyństwa. Macierzyństwo było kiedyś naturalną konsekwencją życia każdej kobiety, dopełnieniem jej szczęśliwego pożycia małżeńskiego, przejściem w dorosłe, odpowiedzialne życie. Obecnie ten styl życia jest uwłaczający, a macierzyństwo kojarzy się z niewolą – kobieta jest zależna od męża, pozbawiona możliwości odczuwania przyjemności życia i zmuszona do wzięcia odpowiedzialności. Słowo „odpowiedzialność” jest tu w zasadzie słowem klucz. Współczesne społeczeństwo boi się brać odpowiedzialność lub przedkłada własną, hedonistyczną przyjemność ponad nią. Dotyczy to w równym stopniu współczesne kobiety, jak i mężczyzn.

Brzydkie słowo na „f” doprowadziło do tego, że najpierw dzieci wychowywały się bez ojca, potem pozbawiono ich naturalnej męskości i kobiecości, by w końcu im wmówiono, że w życiu najważniejsze są doczesne przyjemności. I że zanim będziesz gotowy na dzieci, musisz się „wyszaleć”. Najlepiej tak mniej więcej do 40-tki.

Problem polega na tym, że w tym wieku płodność kobiet spada do 10% ze stanu najwyższej płodności w wieku ok. 20 lat, nie mówiąc już o ryzyku chorób genetycznych u potencjalnego dziecka przy tak późnej ciąży, jak chociażby zespół Downa. Dla mężczyzn biologia jest bardziej łaskawa i mogą mieć dzieci mając więcej niż 40 lat, jednak ich płodność również z wiekiem spada, nie wspominając o kwestiach społecznych – rodzice w wieku dziadków to raczej kiepski pomysł. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że dzieci późno się usamodzielniają i mając potomstwo w wieku 35-40 lat, to samemu już idziesz na emeryturę, gdy ono dopiero zaczyna wkraczać w dorosłe życie w pełni.

Czy możemy odwrócić ten trend?

Łatwo policzyć, że przy tej różnicy w dzietności kobiet białych i imigrantek oraz biorąc pod uwagę bardzo wysoką dzietność w krajach afrykańskich, za 3-4 pokolenia Europa przestanie być biała. Oczywiście pod względem rasowym nie ma to znaczenia, czy ktoś jest biały czy czarny. Gorzej, że Stary Kontynent utraci również swoją tożsamość kulturową. Podstawy cywilizacji łacińskiej zostaną w prosty, wręcz, nomen omen, dziecinny sposób zniszczone. Oczywiście możemy zakładać, że większość z przybyszów z Afryki i ich potomków w kolejnych pokoleniach przyjmie naszą kulturę w pełni, ale szczerze w to wątpię, biorąc pod uwagę obecny trend i to, że chociażby znaczna większość z nich zostaje przy swojej religii i zwyczajach.

Jedyną więc szansą dla Polski jest powrót do przyrostu naturalnego z końca lat 80-tych, gdy rodziło się w naszym kraju ponad 700 tysięcy dzieci (obecnie poniżej 400 tysięcy). Do tego doprowadzić mogą tylko głębokie i daleko idące zmiany społeczne, które zmienią całkowicie podejście ludzi do rodzicielstwa.

Jak wiemy dobrze, prorodzinne programy socjalne nie działają w krajach zachodnich. Gdyby działały, migranci, mimo stanowienia nie więcej niż 10-15% społeczeństwa, nie odpowiadaliby za znaczną część narodzin w krajach o najwyższej dzietności, które przy okazji też są chwalone za swój system socjalny, jednak nieprzekładający się na wskaźnik urodzin autochtonek. Co zatem mogłoby zmienić obecny trend?

Takim czynnikiem w Polsce może być migracja ukraińskich uchodźców do Polski. Choć część zdążyła już wrócić do ojczyzny, wielu z nich na pewno zostanie u nas na stałe. W 90% są to kobiety i dzieci. Przypomnę, że Polska przyjęła łącznie prawie 3,5 miliona uchodźców z Ukrainy. Jest to liczba, która w znaczący sposób wpłynie na strukturę demograficzną w Polsce. Dzieci do 14 roku życia jest obecnie w Polsce prawie 6 milionów. Dodatkowy 1,5-2 miliony ukraińskich dzieci z tej grupy wiekowej (wierząc statystykom dotyczących uchodźców) mogłyby naprawdę być dla nas zbawienne

Również duży napływ młodych kobiet mógłby pomóc w podniesieniu dzietności. Dochodzi tutaj też aspekt relacji damsko-męskich – jest spora szansa, że młode dziewczyny z Ukrainy zwiększą nieco konkurencję i pomogą w założeniu rodziny chłopakom, którzy do tej pory nie mieli na to szans (przypomnę, że w grupie wiekowej do 30 roku życia mężczyzn jest nieznacznie więcej niż kobiet). Według statystyk z 2018 roku wśród małżeństw binacjonalnych dominują małżeństwa Polaków z kobietami z Ukrainy.

Z doświadczeń Polek z Wielkiej Brytanii i Irlandii wiemy, że imigrantki ze wschodu, nieprzesiąknięte zachodnim stylem życia, chętniej decydują się na posiadanie potomstwa. W 2009 roku Irlandia dobiła do wskaźnika dzietności 2,1, głównie dzięki Polkom i innym imigrantkom z krajów nowej unii. Podobnie może być z Ukrainkami teraz, jeśli tylko zostanie obrany konkretny kierunek polityki prorodzinnej.

Natomiast nie łudziłbym się, że Polki nagle zaczną masowo rodzić dzieci. Co prawda wiele zarzeka się, że gdyby tylko zarabiały więcej i miały bardziej stabilną sytuację na rynku pracy, to podjęłyby się macierzyństwa. Jednak jest to w moim odczuciu raczej wymówka. Po prostu przesiąknięta zachodnią kulturą kobieta nie chce mieć dzieci. I taka jest niestety smutna konstatacja.

Natomiast nowe pokolenie, pomieszane z Ukraińcami i będące jeszcze niezindoktrynowane przez progresywnych edukatorów seksualnych i feministki, jest czystą kartką, którą możemy zapisać do woli. I w zasadzie od zaangażowania nas samych zależeć będzie, jak wpłyniemy na ich wychowanie i czy damy radę uratować je i tym samym nas samych. Imigracja z Ukrainy, kraju nam bliskiego kulturowo, którego przedstawiciele w naszym kraju w sposób błyskawiczny się asymilują, daje nam nową szansę, by nie spieprzyć tysiącletniego dorobku Polski. My mamy łatwiej – nie musimy ganiać z szablą na polu bitwy czy poświęcać polską krew na zboczach Monte Cassino. Wystarczy słowem i czynem zachęcać ludzi do wybierania postaw, które pomogą przetrwać nam kryzys cywilizacji zachodniej.

Daleko jest mi do twierdzenia pt. „ugabuga, Europa umiera proszem paniom!” i nakręcanie jakiejś psychozy, jak to niektóre środowiska prawicowe mają w zwyczaju. Ale zamykanie oczu na problem również nie jest dobrym wyjściem. A w sumie warto zacząć o tym mówić i starać się słowem i argumentami zwalczać środowiska, które wmawiają kobietom, że macierzyństwo to dosłownie bycie żywym inkubatorem, by nowe pokolenie, które jeszcze nie jest politycznie zindoktrynowane, nie hasało w przyszłości po warszawskich ulicach z wymalowanymi piorunkami na twarzach i z syndromem zlemparcienia. Myślę, że nie jest to coś bardzo trudnego, a już na pewno w zasięgu każdego jest porozmawianie z waszą drugą połówką w celu uratowania Polski… jeśli wiecie, co mam na myśli 😏

I tym nieco boomerskim żarcikiem zakończę wpis, żeby też nie było zbyt poważnie. Poniżej kilka linków, którymi wspomogłem się przy pisaniu artykułu.

Linki:

https://www.cairn-int.info/journal-population-and-societies-2019-7-page-1.htm

https://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia_Polski

https://en.wikipedia.org/wiki/Demographics_of_the_Republic_of_Ireland

https://porady.sympatia.onet.pl/infografiki/malzenstwa-polsko-ukrainskie-infografika/z8kq5me

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_wsp%C3%B3%C5%82czynnika_dzietno%C5%9Bci

Czytaj dalej