Connect with us

Nawiasem Pisząc

Wkurza mnie pan, panie Bodnar

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ostatnio starałam się mocno sobie przypomnieć, za co właściwie tak bardzo nie lubię Adama Bodnara. Nie, nie tylko dlatego, co wyprawia, odkąd jego przełożony wygrał wybory, ta niechęć była już dużo wcześniej. Po prostu po jego ostatnich akcjach zaczęłam się zastanawiać o powody tej mojej wyraźnej politycznej antypatii, bo coś było, czymś mnie wkurzył, ale za cholerę nie pamiętałam czym. Widziałam go i wiedziałam, że nie trawię człowieka. Nie chodziło o jego romans z pewną partią, bo nie dyszę nienawiścią do każdego posła Platformy. Za żadnym nie przepadam, ale taka Jachira czy Józefaciuk bardziej mnie śmieszą, niż irytyją. Inna sprawa, że to jest śmiech przez łzy, bo do tej pory nie mogę pojąć, jakim cudem Polacy wybrali do Sejmu TAKICH ludzi.

Polski, ale ukraiński

Odpowiedź przyszła w pod koniec zeszłego tygodnia, bo uczyłam się do egzaminu, więc siłą rzeczy myśli uciekały mi wszędzie, tylko nie do notatek – zaczęłam nawet oglądać koci Mundial. Pasjonujący. W każdym razie, jak tylko pojawiła się w mojej głowie od razu wiedziałam, że to musiało o to chodzić, ale rzecz jasna, sprawdziłam to sobie. Ojciec byłego rzecznika praw obywatelskich był Ukraińcem, który został przesiedlony w wyniku akcji „Wisła” spod Sanoka na Ziemie Obiecane. Nie, to też nie jest powodem mojej niechęci. Ostatecznie w tamtych czasach było wiele małżeństw polsko-ukraińskich, a ja – mimo że zdaję sobie sprawę z polityki historycznej prowadzonej przez Ukrainę – nie zionę jadem do każdego przedstawiciela tego narodu, bo wiem też doskonale, że nie wszyscy Ukraińcy tę politykę popierają. Wiedziałam jednak, że to dobry trop. Sam polityk mówił, co prawda, wprost, że owszem, ma korzenie ukraińskie, ale wychowywał się w Polsce i w 100% czuje się Polakiem. Miałabym mu nie wierzyć, tylko dlatego, że należy do Platformy? Fakt, byłby to solidny argument, żeby zachować daleko idącą podejrzliwość, ale pan Adam dość szybko, bo w 2020 roku, zdjął maskę i zdradził, do którego narodu mu tak naprawdę bliżej.

Znowu dyskryminujemy mniejszość!

Kiedy pełnił jeszcze funkcję rzecznika praw obywatelskich był łaskawy wystosować apel do prezydenta RP. Martwił się bowiem, że Polacy nienależycie dbają o… pomniki UPA, które znajdują się, nie wiedzieć czemu, na terytorium naszego państwa. Argumentów, rzecz jasna, miał sporo – trzeba przyznać, że potrafił się przygotować, jeśli chodzi o walkę o prawa mniejszości. Gorzej z tymi polskimi. Bodnar bardzo zaniepokoił się celową i świadomą dewastacją ukraińskich miejsc pamięci w Polsce. Z całego serca popierał deklarację prezydentów obu państw o potrzebie uczczenia ofiar konfliktów i represji XX wieku oraz zadośćuczynienia ich pamięci w duchu poszanowania prawdy historycznej. Do tego duchu poszanowania prawdy historycznej jeszcze wrócimy, bo to zabawne jest. Minister sprawiedliwości zastrzegł jednak, że równie istotne jest potępienie przez prezydentów aktów wandalizmu, często motywowanych nienawiścią, dokonywanych wobec pomników kultury i miejsc pamięci mniejszości i oznajmił, że ograniczenie zainteresowania państwa wyłącznie do upamiętnień postawionych „legalnie” sprawia, że ochrona prawa mniejszości do pamięci o ofiarach nie będzie skuteczna. Rozumiecie? Oni sobie mogą czcić banderowców na terenie naszego kraju, a nam nie wolno wyrazić sprzeciwu i społecznego nieposłuszeństwa. I Adaś od lat z ogromnym niepokojem wsłuchuje się w głosy poszkodowanych Ukraińców, którym jest tutaj bardzo źle i niedobrze, bo Polacy niespecjalnie chcą poszanować ich prawo do upamiętniania ważnych dla niej postaci i wydarzeń historycznych, zwłaszcza tragicznych epizodów wspólnej, ale i trudnej historii polsko-ukraińskiej.

Nie podoba się? A Konstytucją chcecie?

Następnie pan Adam postraszył prezydenta art. 35 Konstytucji, co jest tym bardziej śmieszne, że teraz sam traktuje ten dokument, jakby był papierem toaletowym. Ewentualnie wycieraczką. Po 13 grudnia przestał już być najwyższym aktem prawnym w Polsce, a stał się wytrychem lub narzędziem, który ten wstrętny PiS wykorzystuje do walki z nowym rządem, który przecież nie robi nic innego, tylko stara się, żebyśmy wszyscy się uśmiechali. W każdym razie od niedawna nowy minister sprawiedliwości napisał wówczas prezydentowi, co następuje: Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom mniejszości, w Biurze RPO stworzono przestrzeń do rzetelnej dyskusji nad historią Polski. Chodzi o to, aby pamięć historyczna mniejszości – często różniąca się od dominującej w debacie publicznej i jednoznacznie polocentrycznej narracji – znalazła należne jej miejsce. I tutaj możemy się zastanowić nad tym poszanowaniem prawdy historycznej i rzetelnej dyskusji. Bo pan Bodnar zdaje się nie rozumieć jednej ważnej kwestii – tych dwóch wersji historii zwyczajnie nie da się pogodzić. Mamy do wyboru albo uszanować pamięć naszych rodaków albo zgodzić się na szarganie ich imienia poprzez czczenie zbrodniarzy. Polacy wybrali pierwszą opcję. Pan Bodnar i jemu podobni – jak widać – drugą. Jednoznacznie polakocentryczna narracja – i on to tak na poważnie napisał. Po pierwsze – od kiedy w Polsce „skończyła się” komuna narrację mieliśmy głównie antypolską. Najpierw za sprawą lewicowych rządów i gazety Michnika, potem za sprawą rządów PO, gazety Michnika… i niestety kilka innych mediów. Dopiero niedawno coś się zaczęło poprawiać i co nagle zaczyna przeszkadzać pionkowi Donalda Tuska? Polakocentryzm. Ta jednoznaczna, polakocentryczna narracja jest ZGODNA Z HISTORIĄ, panie Bodnar. Facet parę zdań wcześniej pisał o „poszanowaniu prawdy historycznej” i „rzetelnej dyskusji na temat historii”, a potem wyskoczył z czymś takim. Ja nie wiem, czy żeby tak otwarcie podzielać antypolskie poglądy w Polsce, trzeba być głupim czy bezczelnym? Być może w tym przypadku trzeba połączyć te dwie cechy. W każdym razie nie wiem, co takiego ma w sobie Tusk, że wybiera na swoich sługusów ludzi, którzy tak szczerze nienawidzą i potępiają polskość. A nie, wiem, racja. Korzenie niemieckie.

Ukraińcy otwarci na dyskusję?

Później Bodnar wspominał coś jeszcze, że to skandal, ponieważ mniejszość ukraińska żaliła mu się również, że nie znaleźli partnera do rozmów ani w IPN-ie, ani w ówczesnym Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rzeczywiście, niesłychane. Ciekawe, jak miałby wyglądać taki dialog? „Dzień dobry, chcielibyśmy porozmawiać o Banderze. Chcemy go czcić. Pozwólcie nam, bo inaczej dyskryminacja”? Podejrzewam, że ówczesny pan rzecznik nie widzi w tym nic dziwnego, bo w jego zaprzyjaźnionej partii panują takie standardy, że likwiduje się symbol Polski Walczącej, ale powinien zdawać sobie sprawę, że to nie są do końca polskie standardy. Dalej odnosił się już do tego, o czym wspominałam na początku – można to skrócić w następujący sposób: Tak, pamięć o ofiarach, potrzeba ich uczczenia, dialog historyczny, bla, bla, bla, ale pamiętajcie, że nie wolno niszczyć zbrodniarzy z UPA, bo mniejszości jest przykro”. I w związku z tym pan Andrzej Duda ma ruszyć tyłek i coś z tym zrobić: Jako Rzecznik Praw Obywatelskich – w którego kompetencjach leży ochrona praw mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce – wiem, jak poważny jest problem świadomej i celowej dewastacji ukraińskich miejsc pamięci, jak istotny jest wyrażony publicznie sprzeciw wobec tak manifestowanej nienawiści, i jak potrzebny jest apel do władz lokalnych, ale też organów ścigania, o należytą ochronę takich miejsc – upewnił się jeszcze, czy aby pewno prezydent wszystko dobrze zrozumiał, bo wiadomo, że on z PiS-u, to ciężko chwyta.

Nie to, co my, mądrzy i wykształceni. Właśnie dlatego będziemy domagać się od Polski, żeby czciła pamięć morderców swoich synów i córek. To jest tak oczywista rzecz do zrobienia, że chyba tylko pisowski motłoch nie jest w stanie tego zrozumieć! Zresztą dewastować to sobie można polskie zabytki, kościoły i antyaborcyjne billboardy, pomniki UPA należy szanować!

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Przychodzi polityk z kamerą, czyli poradnik dla dziennikarzy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Jeden z naszych obserwujących przesłał nam film, w którym Patryk Jaki wprost pokazuje praktyki TVN-u i nie bierze przy tym jeńców. Mało powiedziane, zrobił ze swojej biednej rozmówczyni kompletną idiotkę, a ona sama wyglądała, jakby miała zamiar się popłakać. Dlaczego? Bo widocznie po raz pierwszy w karierze spotkała się z taką bezczelnością polityka, który nie pozwala wycinać niewygodnych dla stacji fragmentów, więc przychodzi z własną kamerą. Ale nie tylko, bo pani redaktor wyraźnie zależało, żeby Jaki się przed nią ukorzył i przepraszał, że żyje. Tymczasem europoseł musiał przez cały wywiad tłumaczyć jej oczywistości, których biedna kobieta nie potrafiła zrozumieć, bo jej nie pasowały do narracji.

https://www.facebook.com/share/v/sq9EgcBmiD1RyE4D/?mibextid=oFDknk

Krok 1: Powołaj się na nieistniejące prawo

Pan Patryk wyczuł chyba, że program będzie obrzydliwie wręcz tendencyjny, dlatego się na niego przygotował, w przeciwieństwie – zdaje się – do prowadzącej „Czarno na białym”, która będzie musiała chyba w ogóle zrezygnować z emitowania programu, bo przez cały ten czas Jaki konsekwentnie punktował jej niewiedzę i brak obiektywizmu. A przecież miało wyjść tak, żeby to polityka Suwerennej Polski pokazać w jak najgorszym świetle, ona miała być tą nieugiętą, dociekliwą dziennikarką, która piecze swojego gościa na ruszcie. Kiedy zobaczyła jednak, że jest trochę za dużo kamer i nie wszystkie należą do jej operatorów uszło z niej trochę powietrze. Próbowała się powoływać na prawa autorskie, ale biedaczka niedokładnie znała niestety zapis, który miała nadzieję, że ją uratuje. Mianowicie cały, skończony, zmontowany utwór podlega prawom autorskim, Jaki swoją kamerą mógł publikować coś, do czego on będzie miał prawo. Coś, czym być może uratuje swoje dobre imię, gdyby redaktor wyszła jednak z pierwszego oszołomienia i wróciła do starej, dobrej techniki manipulacyjnej, którą stosują jej redakcyjni koledzy. Tak samo jest, kiedy na przykład jacyś politycy ogłaszają konferencję prasową – wtedy każda z zaproszonych redakcji nagrywa wszystko swoją kamerą, a nie domagają się od siebie nawzajem, że reszta ma spadać, bo prawa autorskie. Każdy nagrywa swój materiał i to on jest potem objęty prawami autorskimi. Jaki więc nagrał swój. Po drugie – jest też coś takiego jak prawo cytatu, które zakłada, że można udostępnić dowolny fragment jakiegoś utworu, żeby móc go potem zrecenzować. Cóż, poseł Suwerennej Polski zrecenzował bardzo dokładnie, zarówno program, w którym wystąpił, jak i całą stację. Zgodnie chyba z zasadą, że cała prawda całą dobę, ale jakoś dziennikarce ten rodzaj prawdy nie odpowiadał. Swoją drogą – niedawno oglądałam odcinek poświęcony TVN-owi na kanale YouTube: „Nie wiem, ale się dowiem”. Autor posługiwał się w nim pewnymi, krótkimi fragmentami programów TVN, żeby udowodnić, że ta telewizja najzwyczajniej w świecie ogłupia ludzi. TVN postraszył go za to sądem. Autor usunął więc swój pierwotny film, po czym wrzucił go ponownie tym razem z właściwymi podpisami i opinią prawnika, który stwierdził jednoznacznie, że TVN raczy sobie z tym pozwem żartować. Takie praktyki.

Krok 2: Zadaj pytanie z tezą, żeby widzowie wiedzieli, kto jest ten zły

Prowadząca „Czarno na białym” bardzo chciała się dowiedzieć, czy Jakiemu nie jest wstyd za to, że udostępnił kiedyś legalny i zgodny z prawem spot partii, do której wówczas należał. Prawda, że brzmi to abstrakcyjnie? Widać, nie dla pani redaktor, która najwyraźniej była mocno skonfundowana, że jej się liczba kamer nie zgadza i już na samym początku straciła rezon. No bo co to jest w ogóle za pytanie? Jak ktoś w ogóle może zakładać, że nie jest ono tendencyjne i zawierające w sobie pewną opinię – mianowicie, że Patrykowi Jakiemu POWINNO BYĆ wstyd. Nie zrozumcie mnie źle, ja też często zastanawiam się, głównie oglądając wygłupy posłów obecnego nie-rządu, czy nie jest im wstyd. Wychodzę jednak ze smutnego założenia, że nie, skoro dalej robią to samo. Widocznie receptory w mózgu, odpowiadające za poczucie wstydu u nich nie działają, dlatego nie zdają sobie sprawy, że konsekwentnie i notorycznie robią z siebie kompletne głąby. Zamiast tego zapytałabym na przykład tańcujące posłanki, jaką WYMIERNĄ pomoc uzyskały kobiety doświadczające przemocy, dzięki temu, że one sobie trochę poruszały bioderkami w Sejmowym korytarzu. A mogłabym: „Nie jest wam głupio, że zamiast pracować urządzacie sobie potańcówki za pieniądze obywateli?”. Chyba mogłabym, skoro TVN to praktykuje, prawda?

Krok 3: Ratuj się kolejnymi tendencyjnymi pytaniami, żeby udowodnić gościowi, że nie ma racji

W każdym razie rozmowa od początku nie kleiła się redaktor, bo ten wredny Jaki odpowiedział, że nie, nie jest mu wstyd, bo pokazuje prawdę, zamiast bić się w pierś i przepraszać. Wtedy już biedna kobieta kompletnie nie wiedziała, cóż dalej począć. Moim zdaniem, gdyby na takie stwierdzenie Jakiego, mogłaby równie dobrze powiedzieć: „Ale jak to nie jest panu wstyd?!”, a następnie się rozpłakać. Byłoby to na pewno mądrzejsze od tego, co zrobiła dalej – próbowała bowiem udowodnić Jakiemu, że powinno być mu wstyd, bo spot był zły. I tutaj podam Wam kilka fragmentów, które zapamiętałam, a w których dziennikarka strzela naprawdę widowiskowe gole, tyle tylko że do własnej bramki.

J(aki): Dlaczego miałbym się wstydzić, czy te obrazy były nieprawdziwe?

(R)edaktor: Ale to nie ma znaczenia! Tu chodzi o to, w jaki sposób Wy tę prawdę pokazujecie.

Chyba ani mnie, ani nikogo z Was nie powinno to dziwić, bo TVN od dawna słynie z takich manipulacji. Dość powiedzieć, w jaki sposób pokazywali tych biednych uchodźców. Bynajmniej nie tak, jak spot PiS-u, który jednak zawierał prawdziwe ujęcia, a nie tylko zbliżenia na biedne uchodźczynie i uchodźcątka, których były w tym tłumie pojedyncze egzemplarze.

J: Platforma nagrała całkiem podobny spot, tylko że tam jeszcze przedstawili uchodźców jako potwory.

R: Nie zajmujemy się teraz Platformą!

Też już klasyka gatunku. Coś niewygodnego o Platformie? Nie zajmujemy się. Nie było tematu. Dlatego widzowie tej stacji prawdopodobnie nie mają pojęcia, że Doniek zgodnie z obietnicą poleciał walczyć o reparację, które rok temu obiecywał i załatwił tylko tyle, że Olaf Scholz pozwolił, żeby Tusk ogłosił przed kamerami, że to nie wina pana kanclerza, że Niemcy mordowali. Że do tej pory nie załatwił KPO, bo Unia niby powiedziała, że mu da, ale na razie nie daje, żeby trzymać go na smyczy. Zresztą po przykładzie Ukrainy możemy stwierdzić, że kiedy Niemcy mówią, że dadzą… to mówią. Że przegłosowali już relokację uchodźców (tych samych, o których PO nagrała taki nienawistny spot!), a w Poznaniu już szukają osób do pracy na odpowiednie stanowiska, mimo że Sejm jeszcze nie przegłosował, że będziemy ich przyjmować, a nie co najwyżej płacić haracz. Cóż, prezydent Poznania jest z Platformy, widocznie ma info z pierwszej ręki.

R: Tyle Państwo straszyli ludzi, a te okropne sceny jednak się nie ziściły.

J: Dlatego, że wygraliśmy wybory i się z tego wycofaliśmy. Natomiast ziściły się w innych krajach europejskich, które zdecydowały się tych migrantów przyjmować.

To już była kompletna katastrofa, pani redaktor ewidentnie nie wiedziała już, jak ma przekonać Jakiego, że powinno być mu wstyd, więc zdecydowała, że będzie pogrążać siebie. Być może miała nadzieję, że europoseł odtworzy sobie to nagranie i faktycznie zrobi mu się głupio, że tak się znęcał nad kobietą. Co prawda, tylko intelektualnie, ale mimo wszystko. Niestety, Jaki okazał się skończonym mizoginem i całe to nagranie nam udostępnił. Żeby spełniało warunki prawa cytatu dorzucił tam też swoje zdanie. Szach mat.

R: A gdyby tam była np. pokazana swastyka albo przypadki pedofilii też by pan to tak bezrefleksyjnie udostępniał?

J: Nie. Ale tam nie było ani swastyki ani aktów pedofilii.

Czy gdyby pani dziennikarka miała w głowie mózg, a nie tylko sznurek, żeby jej się uszy trzymały, to też by zadała takie debilne pytanie? Tak, to było pytanie retoryczne, tendencyjne i z tezą, więc sama odpowiem: Wątpię. W każdym razie redaktor chyba wyczuła, że grunt jej się kompletnie osuwa spod nóg, więc zadała jedno, ostatnie rozpaczliwe pytanie. O swastykę. Ze swastyką mają już doświadczenie, bo kiedyś, podobno, ich redaktorek trafił na pięciu idiotów w lesie (bo widocznie bali się wyjść na ulicę w tej nazistowskiej Polsce), którzy wpierdzielali tort z wafelkami ułożonymi w kształt swastyki na cześć urodzin Hitlera. Tylko im się czas emisji trochę rozjechał, bo opublikowali to w listopadzie przed Marszem Niepodległości, a Hitler urodził się w kwietniu. Ale to nic, w żadnym wypadku nie było to tendencyjne i wcale, absolutnie nie było wymierzone w sam Marsz.

Krok 4: Staraj się nie rozpłakać

Tak mniej więcej wyglądała cała rozmowa. Prowadząca wiła się, jak piskorz, żeby tylko udowodnić Jakiemu, że powinien się wstydzić, a on, cham i prostak, wstydzić się nie chciał. Strzelała więc kolejnymi ślepakami: „Czy nie jest im głupio tak straszyć ludzi?”, „To państwu odebrano immunitety, a nie posłom Platformy” oraz „Pan tutaj twierdzi, że to jest jakaś próba odebrania panu wolności słowa”. Wszystkie te pytania, polityk SP po kolei miażdżył, więc biedna redaktor próbowała brać przykład ze swojej starszej koleżanki, Moniki Olejnik, i nie dopuszczała swojego gościa do głosu. Standardy zachowane!

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żałoba według Jachiry

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nawalny nie żyje i większość posłów obecnego nie-rządu uskutecznia na Twitterze wielką żałobę. Najdurniej wypadła chyba Klaudia Jachira, a ja nie byłabym sobą, gdybym się nad nią z tej okazji trochę nie poznęcała.

Wielki bohater – tyle że nie dla Polski

Pomyliłam się. Pamiętam jak Nawalny podjął decyzję o powrocie do ojczyzny, byłam z niego wtedy taka dumna. Podziwiałam, że jest prawdziwym bohaterem, patriotą, który chce ratować swój kraj przed putinem. Że inaczej się nie da, jak tylko od środka. Że nie da się naprawdę walczyć o Wolność będąc na obczyźnie.

To jest głupie z tak wielu poziomów, że naprawdę ciężko to skomentować. Przede wszystkim samo podejście do Nawalnego jest zastanawiające – wszak Klaudia przecież brzydzi się nacjonalizmem i imperializmem? A tutaj roni rzewne łzy za człowiekiem, któremu być może bliżej było do demokracji, niż Putinowi, ale jeśli chodzi o jego marzenia o wielkiej Rosji – nie ustępuje mu w niczym. Otwarcie popierał aneksję Krymu i wojnę w Gruzji. Putin był zły tylko dlatego, że za bardzo Rosjan za ryje trzymał, a nie dlatego, że Nawalny brzydził się jego polityką zagraniczną. Dla Polski nie ma większej różnicy, czy rządziłby on, czy Putin.

Wielkie nadzieje

Myślałam, że trochę posiedzi, że dzięki temu naród rosyjski się zbudzi, obali reżim i staną się demokracją. To było jeszcze przed agresją na Ukrainę. Kolejny raz przekonuję się, że te nasze romantyczne ideały rodem z Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida o siedzeniu w kajdanach i ratowaniu ojczyzny, nijak się mają do prawdziwego, podłego świata. Mógł sobie siedzieć bezpiecznie z całą rodziną w Niemczech czy Szwajcarii i wracać do zdrowia po zamachu na jego życie. Jego dzieci mogły mieć ojca, znać go, mieć z nim wspomnienia na całe życie. Peszek po prostu ma rację. Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater. Sorry, świecie.

Tutaj Klaudia wykazała się olbrzymią naiwnością, jeśli chodzi o swoje marzenia względem Rosji. Już pomijając już dumę, jaka rozpierała jej serduszko, bo jest to wpis infantylny, ale wiadomo było, że ten człowiek w Rosji trafi od razu do więzienia. I jak on tam miał stamtąd przekonywać do siebie ludzi i wlewać im w serca chęć do wielkiego zrywu i nadzieję na odzyskanie wolności. A mało to przed nim próbowało? Ja się zastanawiam w ogóle, czemu on tam wrócił. Podejrzewam, że może go Unia Europejska nakłoniła, obiecując mu, że Putin go nie skrzywdzi, ponieważ jest ich pupilkiem. I to co najwyżej może martwić, bo Putin właśnie wprost im pokazał, jak bardzo gwiżdże na całą Unię. Pewny siebie prezydent Rosji to nigdy nie jest dobra wiadomość. Informacje napływające z ich mediów nie pozostawiają złudzeń, że po raz kolejny mieliśmy do czynienia z zabójstwem politycznym – jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości.

Putin ma się czego obawiać

Ale tobie, putinie, nie odpuścimy.

A skoro rosyjski przywódca gwiżdże sobie na całą Unię, to tym bardziej nie przejmie się głupiutkimi pogróżkami ze strony przeciętnie inteligentnej i śmiesznej posłanki z Polski. Podejrzewam, że nie przejął się nawet Tuskiem, który grzmiał dzisiaj, że „nie wybaczymy”. Nie zauważyłam, żeby Putin kogokolwiek prosił o wybaczenie. Co mu może zrobić polski premier i jego posłanka, która nie dalej jak dwa dni wcześniej wydurniała się, tańcując na sejmowych korytarzach? I Putin ma ich potraktować poważnie? Premierowi też radziłabym trochę opanować swoje powarkiwania, bo wojna na Ukrainie się kiedyś skończy, Niemcy uznają, że można znowu robić interesy z Wołodią, każą mu zrobić kolejny reset i Doniek może się obawiać, czy Putin na pewno już zapomniał, nie chowa urazy i nie poczęstuje go herbatą przy pierwszym spotkaniu. Klaudii pewnie też jest teraz głupio, bo przecież to ona krytykowała PiS, kiedy ci zamierzali uniezależnić Polskę od rosyjskiego gazu. Jak to było? „Na złość mamie odmrożę sobie uszy”? A raczej byłoby jej pewnie wstyd, gdyby ta dziewczyna posiadała choć odrobinę samokrytyki. Już pomijając fakt, że do tej pory byli pierwsi do odpuszczania Putinowi – chociażby kwestię katastrofy smoleńskiej.

Rób zdjęcie, żeby wszyscy widzieli jak bardzo mnie to dotknęło

I na sam koniec – tak, ona naprawdę kazała komuś zrobić sobie zdjęcie, jak jest smutna. Naprawdę nie widzi w tym nic niestosownego czy żenującego. To już nawet Marcin Józefaciuk, który niemal do każdego wpisu dodaje swoje zdjęcie uznał, że tutaj jednak nie wypada i po prostu pożegnał swojego „bohatera”.

Złośliwi mogą mieć wątpliwości, bo ten na zdjęciu to tak sobie podobny do Nawalnego, a przecież przy takich wpisach raczej daje się zdjęcie zmarłego. A jeszcze złośliwsi, że pewnie jest ono jakieś świeże, bo widać, że czas spędzony w karcerze nie obszedł się z nim zbyt łaskawie.

Tak, więc – brawo Klaudia. Pełna kompromitacja.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Awantura o Mackiewicza

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Niedawno pisałam Wam o niepokojących pomysłach Barbary Nowackiej na zniszczenie polskiej edukacji, dzisiaj na pewnym przykładzie napiszę Wam o niepokojącym stanie… polskiej edukacji. Dlatego zwróciłam uwagę na pewien artykuł, który tu opiszę (screen poniżej). Myślę, że ręce Wam opadną, kiedy napiszę, która to książka stała się według redaktorów portalu „eDziecko”, będącym jedną z gałęzi Gazety.pl, która z kolei jest odnógą Wybiórczej. Zdaję sobie sprawę, że większość z Was pewnie o tym wie, ale wspominam o tym nie bez powodu, bo będzie to istotne. Otóż tym koszmarkiem jest… „Droga donikąd” Józefa Mackiewicza. Owszem, nie jest to łatwa książka, ale można już chyba wymagać od licealisty, który przecież niedługo wchodzi w dorosłość, przeczytania czegoś ambitniejszego, niż na przykład mangę, książki Blanki Lipińskiej, Remigiusza Mroza (z całym szacunkiem dla fanów tego rodzaju twórczości, bo sama parę razy sięgnęłam po takiego Mroza) czy nie wiem, co tam obecnie czyta młodzież? O ile czyta cokolwiek, bo przecież w szkołach ich tak straszliwie torturują.

Na szybko, na kolanie

Jak to się ma do zmian, które chce wprowadzić Nowacka, zapytacie? I zapytacie słusznie, bo „Droga donikąd” zdecydowanie należy do książek, którą nowa pani minister powinna chcieć zwalczać. Będę z Wami szczera: odpowiedź brzmi: nie wiem. Artykuł jest sprzed tygodnia, a pani Barbara dopiero co zabrała się za poważne rozmontowywanie naszego chwiejnego systemu edukacji. Według najnowszych informacji Ministerstwo Edukacji wyszło naprzeciw oczekiwaniom uczniów (i jak się okaże w tekście – również nauczycieli) i uspokaja, że powieści Józefa Mackiewicza jednak w kanonie lektur nie będzie. Weźmy też pod uwagę fakt, że nowa szefowa resortu zajęła się tą sprawą na ostatnią chwilę, byle szybciej – byle dalej i widać, że oni te zmiany wprowadzają na kolanie z czym wcale się nie kryją. Opinie można przesyłać do 19 lutego, niedługo później chcą wszystko zaklepać i od nowego roku szkolnego stopniowo wdrażać, a zaczęli przecież trzy-cztery dni temu. Sami widzicie, że ci ludzie potrzebują niewiele ponad tydzień, żeby całą polską szkołę wywrócić do góry nogami. Kamień na kamieniu by nie został, gdyby zdecydowali się traktować swoje obowiązki odrobinę poważniej i zabrali się za to wcześniej. Ale trzeba wszystko zrozumieć, wszak panie miały zaplanowane jeszcze pokazy taneczne. Dlatego wydaje mi się, że ostateczną listę wyrzuconych lektur poznamy pewnie za kilka dni, ale pojawiły się głosy, że ma zniknąć również „Reduta Ordona” Adama Mickiewicza, a „Pan Tadeusz” to jednak poleci w całości, a nie we fragmentach. Aaaa, „Ziemia obiecana” Władysława Reymonta też już ma być zbędna.

Pani (niekompetentna) polonistka

W każdym razie najpierw zajmijmy się samym tekstem, który określił „Drogę donikąd” mianem koszmarka. Bo już w nagłówku możemy przeczytać, że pani nauczycielka „nie wie, co to”. Powtórzmy, żeby to wybrzmiało: pani profesor jednego z liceów nie ma pojęcia, czym jest „Droga donikąd”, i jak się zaraz okaże Józefa Mackiewicza też niespecjalnie kojarzy. Przecież to się nóż w kieszeni otwiera – nie tylko w reakcji na niewiedzę pani polonistki, ale też na to, że ona na tę swoją ignorancję reaguje wzruszeniem ramion: Osobiście nie słyszałam o tej książce. Widać, będę musiała uzupełnić swoje braki (brawo chociaż za to – ciekawe, czy za słowami, pójdą też czyny – przyp. M). Nie wiem, co to za książka. Sam autor też nie jest w Polsce powszechnie znany. Na pewno nie należy do standardowego kanonu omawianego na lekcjach. Może jestem przewrażliwiona, ale ja te słowa nauczycielki odbieram w następujący sposób: ona nie zna, bo nie zna, bo nie musi znać, bo to niepopularny pisarz jest, a przecież niepopularnych znać nie musi, w ogóle uj wie, co to za jeden, nie należy do standardowego kanonu, więc nara. I, jak zgaduję, magister polonistyki nie jest głupio się przyznać, że nie kojarzy Józefa Mackiewicza ani jego najbardziej znanej chyba powieści? „Ja nie wiem, więc ci na górze są źli i głupi, że czegoś takiego każą się dzieciakom uczyć, na dodatek ode mnie wymagać, żebym znała. a nie ja, bo być może przekimałam sobie parę wykładów na studiach”. Napiszę w ten sposób – w sumie to dobrze, że Tusk tak bardzo obniżył tę obiecywaną podwyżkę dla nauczycieli. Jeśli większość z nich osiągnęła poziom polonistki z tego artykułu, to nie zasługują na żadną podwyżkę.

Argument niedostępności

No dobrze, ale przejdźmy sobie do drugiej palącej kwestii, czyli dostępności. Poszperałam sobie na szybko w księgarniach internetowych i faktycznie z tą dostępnością tak średnio. Nie wszędzie była, a cena waha się od pięćdziesięciu do nawet dziewięćdziesięciu złotych, ale nie w każdej księgarni można ją dostać. W wielu najpopularniejszych księgarniach niestety jej nie ma. I tutaj zgadzam się z obiekcjami – jeśli szkoła nakłada na ucznia obowiązek przeczytania jakiejś książki, to powinna mu tę książkę udostępnić w szkolnej bibliotece. Jeśli ministerstwo nakłada taki obowiązek – to powinno zadbać o to, żeby każda szkolna biblioteka miała możliwość jej wypożyczenia. Bo nie każdy może sobie pozwolić na wydanie prawie stu złotych za książkę, nawet najbardziej wartościową. Przekonuje mnie to o wiele bardziej, niż nauczycielka liceum, która na pytanie o powieść Mackiewicza wzrusza ramionami, bo nie wie, co to. Ale warto byłoby się zastanowić, dlaczego ta książka nie jest ogólnodostępna, zamiast od razu nazywać ją koszmarkiem, prawda pani redaktor od Michnika? No to może ją pokrótce przybliżmy: Józef Mackiewicz nie miał łatwego życia, od kiedy tylko ujawnił się jako skrajnie antykomunistyczny twórca. Pisarz był nienawidzony przez wszystkich – i to nie tylko przez komunistów. Bardzo go krytykował Jan Nowak-Jeziorański, który był dyrektorem Radia Wolna Europa (jeśli macie jakieś informacje, skąd wynikała ta niechęć, to chętnie się zapoznam, bo nie potrafię tego zrozumieć). Oczywiście bardzo niechętny był mu również Adam Michnik, który opisał jego twórczość jako zoologiczny antykomunizm. Dlatego też Józef Mackiewicz wiódł bardzo skromne życie – również po tym, jak emigrował do Niemiec.

Zasługi pani Niny

Prawdopodobnie z powodów kłopotów finansowych, Mackiewicz nawiązał współpracę z Niną Karsow, która nabyła od niego prawa autorskie do jego powieści (chociaż inna wersja mówi, że wykupiła je dopiero od żony Mackiewicza – Barbary Topolskiej). A potem konsekwentnie odmawiała publikacji, również po jego śmierci. Wygrała także proces sądowy z córką pisarza, Haliną, która to domagała się praw do publikacji książki. Uważała bowiem, że spuścizna ojca powinna zostać zapamiętana. Pani Nina tłumaczyła brak zgody na publikację dzieł Mackiewicza tym, że nie chciał on, żeby jego twórczość była cenzurowana przez komunistów. Tyle tylko, że podobno komunizm już dawno upadł, prawda? Nie ma żadnych przeciwskazań, żeby wydawać dzieła Józefa Mackiewicza, które bardzo ładnie opisują, jaką ten komunizm był ideologią, prawda? Nie wiadomo, czy prawda, bo Józef Mackiewicz, jak był niedocenianym artystą, tak nim pozostał. I tutaj można wrócić do tego, co pisałam na początku, bo nie bez kozery wspominałam Wam o tym, że opisywany przeze mnie artykuł wypłynął z Wybiórczej. Nie bez kozery również wspominałam w pewnym momencie nazwisko Michnika. Dlaczego? Ano dlatego, że pani Nina była mężatką. A jej mężem był Szymon Szechter. Coś Wam mówi to nazwisko, gdzieś już je słyszeliście, prawda? I dobrze Wam mówi, bo to brat Ozjasza Szechtera i stryj Adama Michnika, a tych panów chyba nie trzeba nikomu przedstawiać.

Nowe wydanie

Ja dostrzegam w tym jakąś zależność, ale warto wspomnieć, że zostało wydane kolejne wznowienie książki „Droga donikąd” przez wydawnictwo Kontra, które należy właśnie do państwa Szechterów (a w tym momencie chyba tylko do pani Niny, bo Szymon zmarł w 1983 roku). Odkupienie win? Możliwość zarobku? Nie wiem – i tak naprawdę nie mnie oceniać. W każdym razie wydano książkę Józefa Mackiewicza w 2022 roku, czyli po ładnych paru latach. Kosztuje 70 złotych. Niezależnie jednak od motywów, jakie kierowały Niną Karsow wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę na to, że należała ona do pewnego środowiska, które to – ujmijmy to delikatnie – było raczej związane z ideologią, która nie kojarzy nam się zbyt dobrze – mianowicie z komunizmem. I to nam się jednak bardzo często zapętla, prawda? Można uznać je za przypadkowe, a można zastanowić się, czy przypadkiem pewien klan nie otrzymał czasem zbyt dużych wpływów, patrząc na to, że jakimś szczególnym heroizmem się specjalnie nie wykazywali. A to już pozostawiam Waszej ocenie.

M.

fot.: Referat Analiz i Informacji

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie/

Czytaj dalej