Connect with us

Nawiasem Pisząc

Dobre prawo – nasze prawo!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Bartłomiej Sienkiewicz miał wczoraj bardzo zły dzień – taki spóźniony o tydzień Blue Monday – bo Sąd Najwyższy zdecydował o nie wpisaniu KRS jego decyzji o likwidacji TVP i Radia Polskiego. Oczywiście, minister kultury staje okoniem i twierdzi w jednym i tym samym oświadczeniu, że ma nadzieję, że wyrok w II instancji będzie już inny, a poza tym brak zgody na wpis do KRS nie ma żadnego znaczenia. Dla niego na pewno nie, premier kazał mu rozpieprzać niewygodne media, więc rozpieprza. I żadne prawo nie będzie go ograniczać. Śmiechu warte. Nie da się tak, to spróbuje inaczej. Albo w ogóle oleje wyrok, bo nasza nowa ekipa rządząca w tym jednym jest akurat dobra. Przecież niemal wszystkie ich działania, zostały zanegowane przez odpowiednie instancje. Dla porównania, Bodnar musi się teraz głowić nad tym, co zrobić z prokuraturą, bo okazało się, że tego organu też nie wolno bezprawnie przejąć. Biednemu zawsze wiatr w oczy i kłody pod nogi. Ja nie wiem, jak to się skończy, ale jeśli po upadku tego rządu (daj Boże) co niektórzy nie pójdą prosto do więzienia, gdzie ewentualnie sami uskutecznią głodówkę, to z naszym państwem jest naprawdę coś nie tak. Wspomnę jeszcze tylko, że pan Sienkiewicz zwołał dzisiaj konferencję prasową, na której wygłosił swoją interpretację na temat „niesłusznego wyroku”. Zaprosił tam przedstawicieli wszystkich mediów. No, poza jednym. Bo dziennikarza TV Republiki nie wpuszczono, mimo że miał akredytację. Ot, wolność mediów. Prawie taka, jak tuż po ogłoszeniu wyroku… pardon, wyników wyborów (chociaż można je chyba nazwać wyrokiem), kiedy Tusk zdecydował, że nikogo z TVP czy Republiki nie chce na swoim wieczorze wyborczym widzieć. Bo media mają być wolne, czyli takie jak on chce. A jak tylko dorwał się do władzy, to swoje zamiary zaczął spełniać, nie patrząc przy okazji, że przy okazji tę wygłaszaną i wychwalaną Konstytucję zwyczajnie depcze. I nawet Szymkowi jakoś nie zbiera się na płacz.

Dobry wyrok…

Mnie się nie chce nawet kłócić z panem Bartłomiejem, który odniósł się do feralnej decyzji Sądu Najwyższego również na swoim TT/X: 11 sądów wpisało likwidację państwowych spółek medialnych a jeden sąd w Warszawie odmówił. Czy dlatego, że na czele tego sądu jest ktoś mianowany przez sędziego Plebiaka od Ziobry? Tego nie wiem, ale wiem, że świetle prawa obecni likwidatorzy są legalni, po czym dodał hashtag: Ani kroku wstecz. To akurat widzimy. Wyrok jest inny, ale jemu się nie podoba, więc wyrok jest nieważny, a likwidatorzy w porządku. Spoko, przyzwyczaiłam się. Ale za to adwokaci będą mieli niedługo pełne ręce roboty, bo jeśli okaże się, że WSZYSTKIE wyroki z ostatnich paru lat były bezprawne, to zaraz będzie trzeba wypuszczać z więzienia wszystkich zboczeńców i morderców. Na razie jednak okazuje się, że wyrok Sądu Najwyższego jest ważny tylko wtedy, kiedy chodzi o ważność wyborów, a resztę można wyrzucić do kosza. Oni sami zdecydują, co jest zgodne z prawem. Przywrócą praworządność, tak jak oni ją widzą, prawda? Jednak obowiązkiem każdego Polaka, zwłaszcza tego pełniącego funkcje publiczne, jest podnieść tyłek, kiedy grany jest hymn. I nieważne na czyje życzenie został on odśpiewany, bo to w dalszym ciągu jest hymn jego (?) kraju. Kurczę, ja wstaję nawet przed głupim meczem albo podczas dekoracji naszych sportowców, kiedy jestem w domu, nikt mnie w sumie nie widzi, więc mogłabym się rozłożyć, jeść popcorn i drapać się po… nosie. A on uznał, że to najlepszy moment na manifestacje polityczne. Oczywiście, niespecjalnie mnie to dziwi, skoro jego kolega partyjny, Borys Budka, nie zna nawet słów polskiego hymnu. Coś tam było, że ojciec, Basi, zapłakany, ale przepraszam, nie mogę o tym mówić to jest emocjonalnie za trudna – jakoś tak to szło? Spadła bowiem krytyka na uczestników ich „świętego” marszu, którzy nie za bardzo wiedzieli, jaki hymn mają śpiewać? I to go tak emocjonalnie załatwiło, że nie był w stanie przypomnieć sobie jednej zwrotki hymnu własnego (?) państwa? To już nawet szef ich partii i cała lewica raczyli wstać na te parę minut, chociaż tutaj nie jestem pewna, którego hymnu się spodziewali? Niemieckiego? Radzieckiego? Oj, tak, pradziadek pana Bartłomieja zdecydowanie przewraca się w grobie. Patrzy z góry na to, co wyprawia jego potomek i ociera łzy, tak się wstydzi swojego prawnuka. To oczywiście tylko moje podejrzenie, ale myślę, że jest ono całkiem zasadne.

Dobra równość…

Co tam się jeszcze nawyczyniało? Ach, tak. Katarzyna Kotula, wymyślona minister ds. równości, stwierdziła, że nie, mężczyźni wcale nie są dyskryminowani dlatego, że mają wyższy wiek emerytalny. To w ogóle nie jest problem, dajcie spokój. Kobiety są bardziej dyskryminowane, bo tak. I już. Ponieważ na przykład dostają mniejszą emeryturę. A jak mają dostać większą, skoro krócej pracują? Podejrzewam zresztą, że spora część kobiet pracuje dłużej, żeby zabezpieczyć sobie byt na późniejsze lata – na przykład moja mama i mama Grześka. W każdym razie z takiej sytuacji nie są zadowolone obie płci – z oczywistych przyczyn. I może nad tym warto się pochylić, a nie udawać, że się go nie widzi. Niedługo później, zgodnie z oczekiwaniami, wylała się fala krytyki na panią Kotulę, bo jak to tak może być, żeby minister ds. równości nie widziała dyskryminacji tam, gdzie jest ona aż nazbyt oczywista, wręcz kłująca w oczy. Kasia zabrała więc głos i powiadomiła, że no dobra, owszem, jakaś dyskryminacja tam jest, ale ona ogólnie ma to w dupie, nic z tym nie zrobi, nie ma czasu, zarobiona jest. Czyli z jednej strony przyznała Polakom rację, żeby się odczepili, a z drugiej wprost przyznała, że i tak się sprawą nie zajmie, bo nie. Nie wiem, co jest gorsze – naiwność czy cynizm, jakie płynęły z tych dwóch wypowiedzi, ale już na samym starcie nowego rządu możemy mieć spore obawy, co do poszczególnych ministrów. Bo nawet nie chce mi się rozpisywać o tym, jak dwukrotnie skompromitował się minister Gawkowski, który nie ma żadnego pojęcia o sprawowanej przez siebie funkcji.

Dobra sprawiedliwość…

Nie mam pojęcia, jakim cudem szef nowego rządu nie widzi tego, co się dzieje. Nie dostrzega własnej buty i arogancji i nie chce mu się nawet doprowadzić do porządku swoich ministrów, którzy też wyczyniają, co chcą. Albo co on im każe, ale jednak kompletnie bezmyślnie. Nie jest też dla mnie zrozumiałe, jakim cudem ci jego ludzie dają się aż tak wykorzystywać, bo – nie będę samotna w tym poglądzie – wydaje mi się, że Tusk szybko rozwinie żagle i wypłynie do Brukseli, gdzie pewnie ma obiecaną intratną posadę, a te jego biedne sługusy zostaną w tym szambie same. I – tak jak było ostatnio – stracą władzę (choć cały czas mam nadzieję, ze ten pseudo-rząd chorych z nienawiści obłąkańców upadnie szybciej). A kiedy to się stanie, to liczę, że zostaną jednak doprowadzeni do sprawiedliwości, bo taki Sienkiewicz, Bodnar czy Hołownia zasługują na to, żeby odpowiedzieć na parę pytań przed sądem. Oczywiście, w roli oskarżonych. Ci ludzie jednak tego nie widzą, wręcz przeciwnie. Zabierają się za zmianę prawa. Tego, które teraz łamią. I wprowadzą paragraf dotyczący tzw. „mowy nienawiści”. Obejrzałam sobie kilka wywiadów z członkami lewicy, którzy oczywiście najbardziej ten pomysł promują, ale żaden z nich nie potrafił dokładnie wyjaśnić, o co im chodzi i jak konkretnie zamierzają to prawo zmienić. Wynikają z tego dwie rzeczy. Po pierwsze ci ludzie nie mają żadnego planu, tylko rzucają marksistowskimi sloganami. A po drugie – cóż, ja osobiście mam spore wątpliwości co do ich kompetencji, dlatego obawiam się, że czeka nas ograniczenie wolności słowa i powrót do cenzury. Wiecie, takiej w najlepszym, czerwonym wydaniu. Pamięmy, o czym mowa z lekcji historii. I, w moich obawach utwierdzają mnie właśnie wywiady z posłami lewicy. Pani Żukowska – oczywiście nie jako jedyna, ale o niej wspomnę, bo palnęła kolejną bezdenną głupotę – nie potrafiła odpowiedzieć na żadne konkrety, ale za to stwierdziła, że nie usiądzie do rozmów o zmianie Konstytucji z Konfederacją, bo oni przegłosują przepis, żeby Żydzi nie mogli pełnić funkcji państwowych. Wyobraźcie sobie, proszę, że w tym miejscu wklejam GIF z odpowiednim facepalmem. Inna sprawa, że ta kobieta, zdaje się w 2018 roku, przekonywała publicznie, że nigdy nie będzie skakać z Giertychem, a teraz nie może się go nachwalić (pewnie dlatego, że jego uczciwość jest mało wiarygodna, co dla lewicy zawsze jest plusem), więc jej słowo nie jest warte funta kłaków.

Dobre życzenia

Całkiem niedawno, bo dwa miesiące temu, obchodziłam urodziny. Dostałam wtedy życzenia od koleżanki, która wie, czym się zajmuję: „Obyś żyła w nudnych czasach”. Przy okazji świąt Bożego Narodzenia jeden z obserwujących życzył mi, żebym nie miała o czym pisać. Kurczę, jak ja bardzo bym chciała! Naprawdę! Zmieniłabym tematykę na sportową albo filmową i niczym bym się nie musiała przejmować. Niestety, żyję w ciekawych czasach. Tak ciekawych, że można dziś publicznie łamać prawo, a ogłupieni ludzie będą temu tylko przyklaskiwać, bo już im wyjaśniono w telewizji, że jedni mogą łamać prawo, a inni nie. I że ci, którzy teraz łamią, są do tego zmuszeni, bo przywracają praworządność. I dlatego dalej mam o czym pisać.

M.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Zły wpis w złym momencie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy

Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.

Śmiać się, żeby nie płakać

Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.

Konsekwentne rozmydlanie win

W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.

Kiepscy asystenci

To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej