Connect with us

Nawiasem Pisząc

Licytacja na cierpienie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten artykuł pojawił się tuż po wybuchu wojny i zastanawiałam się, czy wracać tutaj do tak starego wpisu. Postanowiłam, że jednak to zrobię, bo podobne podejście jest wciąż aktualne wśród feministek, a wiele spraw w tym konkretnym materiale budzi we mnie naturalny sprzeciw. Na sam początek nie widzę żadnych racjonalnych powodów, dla których w ogóle powstał. Wydaje mi się, że znakomita większość polityków i dziennikarzy wykorzystuje dramat Ukraińców, żeby przekonać ludzi do swoich tez, wręcz przebiera z niecierpliwości nogami, żeby powiedzieć: „A nie mówiłem!?”. Dziwię się, że podobne zachowanie wykazują też „eksperci”, których wcześniejsze słowa i czyny bynajmniej nie obligują ich do tego, żeby dopuszczać się moralizatorskiego tonu i wyjaśniania, co oni by zrobili i dlaczego lepiej niż konkurencja. W każdym razie ten artykuł jest kolejnym tego przykładem. „Wybuchła wojna? Znakomicie! Napiszmy tekst o tym, jak to żyjemy w patriarchacie i kobiety mają gorzej”.

Rola „wiecznej ofiary”

Przede wszystkim zaskakuje mnie, jak to feministki w każdej sytuacji muszą zrobić z kobiet ofiary, które muszą koniecznie mieć gorzej niż mężczyźni. To zresztą cechuje nie tylko feministki, ale przedstawicieli lewicy, którzy pochylają się nad losem jakiejś mniejszości wyzyskiwanej przez złą większość. Na przykład kilka dni temu jeden z dziennikarzy CD-Action, a także Wyborczej i Dużego Formatu wypuścił wywiad z Igorem Isajewem, o tym jak to źle na wojnie ma społeczność LGBT. Podniósł oczywiście sprawę biednego pana, który czuje się panią i który nie może uciec za granicę albo ogólną homofobię Vladimira Putina, który sprawia widocznie, że Ukraińcy nie walczą teraz za swoją wolność i ojczyznę, ale po to, żeby Ukraina była gay-friendly. Wróćmy jednak do artykułu z Wirtualnej Polski. Ja byłam przekonana, że wojna jest tragedią dla wszystkich – i mężczyzn, i kobiet; i dzieci, i osób starszych; i zdrowych i chorych. I nawet dla zwierząt. Oczywiście, każdy mierzy się z okropieństwami wojny inaczej, ale naprawdę nie kusiłabym się tutaj o licytację, kto ma w takiej sytuacji najgorzej. Że wojna nie wybiera sobie ani płci, ani wieku, żeby doświadczyć człowieka w najgorszy możliwy sposób, pokazuje masakra w Buczy, gdzie rosyjscy „żołnierze” zabijali każdego, kto im się nawinął. Gwałcili kobiety, torturowali mężczyzn. Nie obchodziło ich nic, poza zaspokojeniem swoich prymitywnych żądz.

Codzienność żołnierza na froncie

Poza cywilami z tragedią wojny mierzą się również żołnierze, biorący udział w walkach. Których codziennie jedna zła decyzja czy chwila zawahania może kosztować życie. Którzy widzą, jak na froncie giną ich partnerzy w walce. Wreszcie – którzy każdego dnia widzą porozrywane ciała swoich towarzyszy. Ci ludzie zdają sobie sprawę, że w każdej chwili mogą zginąć, trafić do niewoli, stracić nogi albo zostać tak poważnie ranni, że dwa tygodnie będą wyć w męczarniach zanim wyzioną ducha. Ale wyobraźcie sobie, jaki byłby krzyk, gdyby któryś z nich powiedział, że oni mają gorzej niż kobiety. Kim jest pani redaktor z Wirtualnej Polski, żeby z taką stanowczością oceniać, kto ma gorzej, a kto lepiej w momencie, kiedy żołdacy Putina robią im tam na Ukrainie piekło na ziemi i niszczą całe dotychczasowe życie? Czy ktokolwiek ma w ogóle prawo do takiej oceny? Czy to na pewno jest miejsce i czas, żeby walczyć z tym złym patriarchatem i wszechobecną homofobią? Czy to są naprawdę tematy aż tak naglące, żeby walić w ten bęben 24/7, wykorzystując wojnę, w której tracą życie mężczyźni, kobiety i dzieci, a która toczy się tuż za naszymi granicami, jako dowód, że proszę bardzo, jest jak mówiliśmy, patriarchat i homofobia. Przecież to jest absurd.

Niezrozumiałe kompleksy

Drugim typowym dla feministek podejściem są jakieś dziwne kompleksy, które nie wiadomo, czym są spowodowane. Bo naprawdę nikt tak nie neguje roli kobiet w konfliktach zbrojnych, jak same feministki. One płaczą codziennie, że cały czas mówi się o historii, a powinniśmy więcej mówić o „herstorii” rozumianej właśnie jako pamięć o bohaterskich kobietach. Ależ proszę bardzo, nikt Wam nie broni. Tylko że postawa Ireny Sendler na przykład już Wam nie pasuje do tezy o Polakach – antysemitach, którzy podczas II wojny światowej mordowali Żydów na równi z Niemcami. O Wiktorii Ulmej mało kto w ogóle słyszał, a szkoda, bo rodzina Ulmów jest wręcz symbolem polskiego poświęcenia w pomaganiu Żydom. Albo Danuta „Inka” Siedzikówna, która ma niemalże kryształowy życiorys. Dziewczyna, która jako sanitariuszka pomagała rannym powstańcom warszawskim, ale także niejednokrotnie udzielała pomocy medycznej Niemcom. Która zginęła w wieku niespełna osiemnastu lat, bo komuniści w taki właśnie sposób traktowali polskich bohaterów. Ale „Inka” jest zaliczana do grona Żołnierzy Wyklętych, włóczyła się po lesie z „bandą” Łupaszki, więc też nie bardzo pasuje do narracji. W dodatku przez całe swoje życie przejawiała jedną nadrzędną cechę, której większość z Was nie rozumie i której zwyczajnie się boi – patriotyzm. Ta dziewczyna Polskę nosiła w sercu. Ale nie, przedstawiciele lewicy wolą czcić inną swoją bohaterkę – Różę Luksemburg. Kiedy PiS zaproponował dekomunizację polskich miast, to płakaliście, jak to wpłynie na nasze stosunki z Rosją, a w ogóle jak tak można, skoro radzieccy żołnierze nas WYZWALALI. Naprawdę nie mam pytań.

„Herstoria” polskich kobiet

Ja tych kompleksów nie rozumiem. Doprawdy, nikt inny nie daje mi tak odczuć, jak to mam czuć złość i wstyd, że jestem kobietą, jak same feministki. Nie czuję ani wstydu, ani złości – zamiast tego mam tylko współczucie do feministek, bo zastanawiam się, co je musiało spotkać ze strony mężczyzn, że aż tak im skrzywiło postrzeganie rzeczywistości i każdego faceta traktują jako potencjalnego gwałciciela. Mam za to w pamięci „Wiersz o nas i chłopcach”, który pokazuje okropieństwa wojny z punktu widzenia kobiety – partnerki powstańca warszawskiego.

My musimy być mocne i jasne,
Nam nie wolno płakać i nie wierzyć,
Byłoby ciężej i było daleko,
Naszym chłopcom, naszym żołnierzom.

… Jakże trudno uśmiechać się znowu,
Do zieleni, do wiosny, do słońca,
Nam dziewczynom o gorzkich ustach,
Nam dziewczynom o ramionach tęsknących,
Wiemy przecież, że wrócą kiedyś nasi,
Właśni, najdrożsi chłopcy,
Wrócą kiedyś, nie wiemy kiedy,
Skądś, z tej swojej wędrówki obcej.

Czy taka postawa polskich kobiet z czasów wojny nie zasługuje na szacunek i uznanie? Kiedy tracą one jakikolwiek kontakt ze swoimi mężami, braćmi czy synami? Kiedy nie wiedzą, co się z nimi dzieje przez kilka dni – czy ich „właśni, najdrożsi chłopcy” w ogóle żyją, czy nie zostali ranni i czy na pewno wrócą? A przy tych niszczących psychikę myślach wiedzą też, że muszą sobie jakoś radzić, że muszą ten strach i niepokój przezwyciężyć, bo teraz to one muszą być wsparciem dla walczących mężczyzn. Żeby, kiedy wrócą do nich choćby na krotką chwilę, mogli poczuć przez ten czas choćby namiastkę normalności i wspierającą obecność kochającej kobiety, która pozwoli mu na moment zapomnieć o piekle, które widział i poczuć się bezpiecznie? To jest naprawdę tak mało znacząca postawa? Mnie taka bezsilność i niemoc by przerażała. Wydaje mi się wręcz niemożliwe, żeby znaleźć w sobie tyle siły, bo najchętniej w takiej sytuacji bym się położyła i płakała. Rwała włosy z głowy i dosłownie z tego niepokoju chodziła po ścianach. Pewnie nawet myślałabym o złamaniu nogi partnerowi i bratu, zanim by przyszło otrzeźwienie. Naprawdę nie wiem, jakbym się zachowała.

Wszyscy jesteśmy ludźmi

A niektórzy ludzie zamiast dziękować Bogu, że żyjemy w czasach, kiedy w Polsce panuje względny spokój (mimo że historia raczej nas nie rozpieszczała) i modlić się, żebyśmy nie musieli przeżywać tego, przez co teraz przechodzą Ukraińcy, wykorzystują tę tragedię, żeby dalej mącić i licytować się na to, kto w czasie wojny ma najgorzej. Przecież to jest chore. Mam wrażenie, że niektóre feministki wręcz stają na głowie, żeby skłócić kobiety i mężczyzn. Po co? Przecież, mimo oczywistych różnic między nami jesteśmy wszyscy ludźmi i jako ludzie musimy często wspólnie ciągnąć wózek, żeby żyło nam się odrobinę łatwiej. Mam głęboką wiarę, graniczącą z pewnością, że nie uda się doprowadzić do tego, żeby faceci znienawidzili kobiety i na odwrót. Na razie udało się tylko osiągnąć to, że idea feminizmu jest obecnie wyśmiewana, a sufrażystki, które faktycznie walczyły o prawa kobiet na przełomie XIX i XX wieku, przewracają się dzisiaj w grobach.

M.

źródło: https://kobieta.wp.pl/wojna-doswiadcza-kobiety-inaczej-niz-mezczyzn-wyrzadza-im-wieksza-krzywde-6748743671458560a?fbclid=IwAR04hAdbuOfmOK34_lD5WudZS7iXikc-G60bxZqO1GsLm0ceKJgBU1Q8iwo

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nawiasem Pisząc

Żeby życie miało smaczek…

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kiedy byłam w szkole trafiłam na dokument o kobiecie, która była zakochana w murze berlińskim. Nie pamiętam, czy zatwierdzili ten związek – raczej nie, bo wtedy były jeszcze względnie normalne czasy. Owszem, zaczynały się już ruchy pro-LGBT, ale wtedy to wiecie: chcieli móc się tylko odwiedzać w szpitalach. Gdybyście wtedy powiedzieli mi, że ta wielka narracja o tolerancji przerodzi się w dzisiejszą psychozę, to pewnie popukałabym się w czoło. Dokument, o którym pisze dotyczył obiektofilii. Sama bohaterka wydawała się być zadowolona chwilową sławą, natomiast przekaz dokumentu był jasny: to nie jest zdrowe, jest to odmiana parafilii o charakterze fetyszyzmu, ci ludzie nie są w stanie zbudować normalnych, trwałych relacji z innymi ludźmi. Chociaż wtedy próbowali, bo większość ludzi dotkniętych tym zaburzeniem raczej ukrywała swoje niezdrowe popędy, nawet je powstrzymywać, a na zewnątrz grać rolę przykładnych mężów i żon. Dzisiaj zrobił się z tego sposób na promocję siebie.

Mordercy… muru berlińskiego

Tamta babka była poważnie zaburzona, bo przeprowadziła się w miejsce, gdzie zostały jakieś pozostałości po murze, żeby móc je codziennie przytulać. Zamówiła nawet dokładną, choć oczywiście miniaturową, rekonstrukcję muru, żeby móc z nią spać. Nie pytajcie, czy tylko z nią spała, czy może robiła coś więcej, naprawdę nie pamiętam. Nawet nie chcę pamiętać. Pomyślałam sobie wtedy „co za biedna wariatka” i nie było w tej myśli jakichś złośliwości w jej stronę. Autentycznie jej współczułam, bo pomyślałam sobie, że jest cholernie nieszczęśliwa, chociaż zakodowała sobie w głowie, że wszystko jest w porządku. Był tam fragment, w którym opowiadała, że kiedy burzyli ten mur płakała i czuła się, jakby straciła część siebie. Że nie mogła się z tym pogodzić i nienawidziła ludzi, którzy to zrobili. Czyli wtedy chyba wszystkich Berlińczyków. I że teraz już rozumie, czemu to zrobili, ale jakiś żal w niej pozostał, bo przecież mogli zostawić ten mur, a ludzi normalnie przez niego przepuszczać, komu to przeszkadzało. Nie będę pisać, że wszystkim, bo Berlin mocno się od tamtego czasu rozwinął i ten mur po prostu zabierał miejsce. Nie będę też pisać, że jego upadek był bardzo ważnym symbolem zwycięstwa ludzi nad bezlitosnym, komunistycznym reżimem. Wtedy nikt się nie spodziewał, że nie było to zwycięstwo trwałe. Nie wiem, co dalej się działo z tą kobietą, czy dalej nosi w sobie tę „żałobę” i uważa się za „wdowę”, czy może poprosiła kogoś o pomoc i próbuje nad swoimi niezdrowymi popędami zapanować. Mam nadzieję, że to drugie. I mam nadzieję, że nie wie, że najwięcej pozostałości po murze berlińskim znajduje się w Polsce (sprowadził je berliński dentysta i udostępnił ludziom do zwiedzania), bo kiedyś chciałabym to zobaczyć, ale nie wiem, czy koniecznie być świadkiem – wiecie czego.

Poważne schorzenie czy po prostu nowa moda?

Po obejrzeniu tamtego dokumentu przez dłuższy czas nie natrafiałam na podobne tematy. Jednak w ostatnim czasie coraz więcej takich ludzi znalazło w tym sposób na jakąś chorą autopromocję i próbę wymuszenia na ludziach bezkrytycznej akceptacji. Nie wiem, ilu z nich faktycznie czuje jakiś rodzaj popędu do martwego przedmiotu, ilu z nich w to uwierzyło ze względu na obecną medialną propagandę, a ilu w ten sposób chce po prostu zabłysnąć, bo mam wrażenie, że zrobił się z tego wyścig pod tytułem: „Kto jest najbardziej zaburzony”. Te same podejrzenia zresztą mam, kiedy dotyczy to znanych ludzi, bo obecnie te coming-outy idą masowo i zaczynam mieć wątpliwości, czy są one szczere. W każdym razie ostatnio mieliśmy kobietę, która zakochała się w żyrandolu, faceta, który twierdził, że podobna więź łączy go z samochodem (nawet opublikował zdjęcie, żeby udowodnić, jak głęboka), jeszcze później była dziewczyna, która ożeniła się z kukłą i nawet wystąpiła ze swoim „mężem” w jakimś programie i opowiadała, jak wspaniale się rozumieją (naprawdę; domyślam się, że jej partner raczej nie jest zbyt rozmowny, ale przynajmniej może mieć pewność, że nie zostawi jej dla innej, chyba że ta inna po prostu się włamie i uprowadzi małżonka – mam tylko nadzieję, że te śluby to jakieś udawanie są, chociaż patrząc na kondycję dzisiejszego świata…). A dzisiaj mamy kolejne szczęśliwe małżeństwo: ona i jej kołdra. I najgorsze jest to, że ci ludzie mówią o prawdziwej emocjonalnej więzi i bliskiej relacji. To już nie są cudacy, którzy „chcieli się zabawić” i wsadzali sobie różne przedmioty w pewne części ciała (a takich idiotów w szpitalach każdego roku jest pełno), ale wariaci, którzy twierdzą, że łączy ich z wybrankami, prawdziwe uczucie i wydają się nie zdawać sobie sprawy, że to uczucie jest jednostronne, bo ani mur berliński, ani żyrandol, ani samochód, ani kołdra, ani nawet, kuźwa, kukła nie są w stanie odwzajemnić uczuć. I już nawet nie wiem, co bardziej przeraża – że media mają ludzi za kompletnych idiotów, czy fakt, że to ich przekonanie jest prawdziwe.

Czy to na pewno niegroźna fanaberia?

A jeszcze bardziej przeraża mnie, że takie kretynizmy publikują media stworzone podobno dla kobiet i z myślą o kobietach. Najpierw ochoczo namawiają je do zdrady, bo a nuż uda się zniszczyć im małżeństwa, a przecież wiadomo, że tylko kobieta, która nie ma u swojego boku faceta jest w pełni wyzwolona. Teraz zabierają się za promocję prostytucji – i tutaj też pal sześć jakąkolwiek moralność, ale to że taka kobieta rujnuje sobie tym samym szansę na normalny związek (bo żaden wartościowy facet na taką nie spojrzy), więc co najwyżej może sobie ona wejść w jakiś patologiczny, ale jak znajdą ją gdzieś w rowie z poderżniętym gardłem, to przecież nie ich wina, oni chcieli dobrze. Jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, w której media przyznają się do błędu i biją w pierś, że faktycznie, ich artykuły doprowadziły do tragedii. A gdzie tam, jakby w rzeczonym rowie znaleźli piętnastolatkę, która praktycznie wychowała się na ich bredniach, której zrobili z mózgu papkę i która uwierzyła w dostojne życie ekskluzywnej „sex-workerki” to niespecjalnie by ich to obeszło. Z przerażeniem obserwuję ewolucję feminizmu (bo akurat, dziwnym trafem, bohaterkami tych artykułów są głównie kobiety; idiota od samochodu pewnie po prostu chciał zabłysnąć). Najpierw domagały się praw wyborczych, możliwości pracy i edukacji, ale stanowczo sprzeciwiały się aborcji. Rzecz jasna, nie wszystkie ich postulaty były słuszne, bo domagały się też zakazu sprzedaży alkoholu, a wiemy do czego to doprowadziło w USA. Później w latach 70-tych kobiety coraz odważniej mówiły o aborcji (choć jeszcze nie tak agresywnie jak dzisiaj), ale kiedy w tym czasie Amerykanie mieli poważny problem z seryjnymi mordercami, których ofiarami najczęściej padały – szok i niedowierzanie – prostytutki, domagały się ograniczenia albo całkowitego zakazu pornografii i prostytucji.

Propaganda XXI w.

A dzisiaj? Zdradzajcie swojego męża – będzie fajnie! Sprzedawajcie się za pieniądze – łatwa kasa! Twoje cycki, Twoja sprawa – pokazuj je w internecie! Mężczyźni są przereklamowani – zróbcie to z żyrandolem! I zupełnie nie przejmują się, że ich treści robią im krzywdę, bo nie wszyscy czytają ich brednie, więc taka naiwna i podatna na manipulację idiotka jest skazana na samotność (którą ewentualnie może zaspokoić krótkotrwałą atencją). I ta samotność w końcu zacznie jej doskwierać. Bo przedmiot, który „obdarzyła” uczuciem nie ma duszy, emocji czy charakteru. Z prostego powodu – jest tylko przedmiotem. A poza wszystkim nie wiem, czy oni zdają sobie sprawę, jakie szkody może wyrządzić „seks” z żyrandolem, ale to naprawdę wystarczy odrobina wyobraźni. I nie chodzi mi o to, że tak bardzo mi żal tych kretynek, bo ostatecznie każdy swój rozum ma i powinien wiedzieć, że jak ktoś w Internecie zachęca go do idiotycznego i często niebezpiecznego wyzwania, to może wypadałoby posłuchać raczej głosu rozsądku niż anonimowego idioty. Ale niestety – sytuacja jest taka, że ludzie muszą coraz więcej pracować. Już nawet nie dla bogactwa, ale po to, żeby utrzymać się i swoje dzieci. Roli wychowawcy nie przejmują nauczyciele (bo nie są w stanie tego zrobić), ale rówieśnicy i media. A dzieciaki są skłonne do ulegania manipulacji, łatwowierne i często zwyczajnie głupie. I że te media mają na nie katastrofalny wpływ widać – choćby po tym, ile nastolatek zdecydowało się zarabiać poprzez rozbieranie się na różnego rodzaju streamach w czasach, kiedy sami byliśmy nastolatkami, a ile robi to dzisiaj. Jeśli takie były w tamtych czasach to głęboko schowane w Internetach, dziś to najlepszy sposób na karierę. Ofiarami mediów najczęściej padają dzieci – a one są bezbronne wobec całego systemu współczesnego „wychowania” i manipulacji.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Komiczne protesty celebrytów

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Słyszeliście już na pewno, że Mel C, czyli była wokalistka zespołu Spice Girls, nie wystąpi jednak na Sylwestra dla telewizyjnej „dwójki”, mimo wcześniej złożonej obietnicy. Wiadomo jednak, że nie słowo i honor liczą się dla dzisiejszych celebrytów, ale płynięcie z prądem, więc wsparcie dla LGBT jest dla nich pozycją obowiązkową. A że przy okazji wyjdą na idiotów, to już nieważne – całe to postępowe towarzystwo też przesadną inteligencją nie grzeszy, więc pewnie liczą, że nikt się nie połapie.

Polska homofobią stoi, nie to co…

Z oficjalnego oświadczenia piosenkarki można łatwo wywnioskować, że sama na ten pomysł nie wpadła, a po raz kolejny „życzliwi” poinformowali ją, jak to TVP notorycznie łamie prawa osób nieheteroseksualnych. Nie wiem konkretnie, którzy polscy celebryci tym razem słali wyrazy oburzenia do Brytyjki, bo nikt się chyba nie przyznał. Podejrzewam, że pamiętają, jak wyśmiano Macieja Stuhra po jego akcji ze Stingiem.

W świetle informacji, które zostały mi przedstawione, a które nie zgadzają się z moimi poglądami na temat społeczności, które wspieram, obawiam się, że nie będę mogła wystąpić w Polsce na Sylwestra. Mam nadzieję wrócić niedługo. Życzę Wam wspaniałych Świąt i wszystkiego, co najlepsze na 2023 rok – napisała Melanie Jayne Chisholm.

Czyli tradycyjne „pocałujcie mnie w tyłek, pozdrawiam”. Śmieszne jest to oświadczenie, bo „artystka” nie miała problemów, żeby wystąpić w Rosji w 2018 roku, czyli już po aneksji Krymu. W sumie, idąc tropem rozumowania piosenkarki, pal sześć Ukrainę, ale jeśli chodzi o środowiska LGBT, to też nie są one raczej w Rosji specjalnie hołubione, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Zdaje się, że w jeszcze tym roku nie miała oporów, żeby wystąpić w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie czyny homoseksualne są karane, w skrajnych przypadkach nawet śmiercią. Dlaczego? Bo nikt jej o tym nie powiedział, a sama gwiazdka jest zbyt głupiutka, żeby zaprzątać sobie główkę jakąś tam wiedzą. Wystarczy, że teksty piosenek musi zapamiętać. Bo tego się w sumie od niej wymaga, a nie politykowania, ale być może sama Melanie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Bo u nas nie ma demokracji

A wszystko dlatego, że w Polsce nie ma demokracji, dlatego wszelkiej maści przeciwnicy obecnego rządu mogą w dowolny sposób krytykować, czy wręcz obrażać PiS, a także torpedować wysiłki Telewizji Polskiej, która chciałaby jakąś tam rozrywkę swoim widzom na koniec roku zapewnić. W sumie wypadałoby, patrząc na to, ile kasy od rządu dostają. No ale, ośmieliliście się głosować na PiS, to żadnej zabawy nie będzie, macie się zamartwiać, a najlepiej samobiczować. W takiej Rosji, jakby ktoś próbował ostrzec wokalistkę, że geje też tam tak różowo nie mają, to mógłby się obawiać, że Putin nie będzie zachwycony taką śmiałą inicjatywą, a wiadomo, co Putin lubi robić z przeciwnikami politycznymi. O polityce Zjednoczonych Emiratów Arabskich wobec LGBT Chrisholm też nie miała się jak dowiedzieć, bo homoseksualiści siedzą tam w szafach tak głęboko, że głębiej się nie da i nosa wyściubić się nie odważą. Już widzę, jak tam któryś ośmiela się wychylić i woła: „Melanie, nie przyjeżdżaj, bo oni nas nie szanują!”. Najzabawniejsze, że potem ci sami ludzie, którzy piszą z żalem do zagranicznych gwiazd, żeby przypadkiem noga ich w Polsce nie postała, jeśli ich koncert transmitować będzie ta wredna TVPiS, potem się śmieją, że u nich to tylko Zenek Martyniuk. A kogo mają zaprosić, jak większość polskich piosenkarzy też już jest zainfekowana chorą poprawnością polityczną, a do zagranicznych gwiazd piszecie donosy? I żeby nie było, też nie znoszę obłudnej propagandy serwowanej nam przez Telewizję Polską, ale mieszanie zagranicznych gwiazd do naszej polityki wewnętrznej, żeby one następnie ogłosiły wszem i wobec jakim to koszmarnym krajem jesteśmy, uważam za obrzydliwe.

Popis polskiej artystki

Z naszych polskich wokalistów ostatnio w podobny sposób zabłysnęła Renata Przemyk (a szkoda, bo to artystka na pewno większa niż roztańczona pop-gwiazdka). Odmówiła ona ostatnio przyjęcia Nagrody Mediów Publicznych, bo – rzecz jasna – sumienie jej nie pozwala. Można by rzec, że chwalebnie, zwłaszcza że wiąże się to z przytuleniem jakiejś tam kasy, gdyby nie fakt, że to dosyć wybiórczy protest. W czerwcu bowiem wystąpiła ona na gali 70-lecia Radia Opole – sponsorem koncertu był… Orlen, a patronem Ministerstwo Kultury. I zastanawiam się również, czy te ideologiczne przemyślenia natchnęły wokalistkę podczas wycieczki do USA sponsorowanej przez Ministerstwo Kultury właśnie i pod patronatem prezydenta RP?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

https://twitter.com/NawiasemPiszac?fbclid=IwAR0RIIJ3h9RWH87brRECXPFo909ZT7niuIUZrHhWVGQ1Ix5QA-gPmRxkJjY

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Albo dobrze, albo prawdę

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kiedy pisałam krótkie info o śmierci Urbana, użyłam zwrotu, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale, więc zakończę post. Parę osób napisało, że prawdę należy pisać, i jak najbardziej się zgadzam. Post miał być bardziej ironiczny, ukazujący, że był po prostu złym człowiekiem, a jak złym pewnie wszyscy wiedzą. Tylko i wyłącznie to miałam na myśli. Dzisiaj jednak widzę, że niekoniecznie miałam rację.

Te nekrologi umieściła, a jakże, Gazeta Wyborcza, a udostępnił na swoim profilu Sławomir Cenckiewicz. I o ile po szczujni Michnika nie spodziewałam się niczego innego, bo doskonale pamiętam, jak pan redaktor pożegnał braciszka, ubolewając, że wiele on się wycierpiał ze strony Polaków, bo ośmielali się pamiętać, że był stalinowskim kacykiem. Ale że aż taka ignorancja panuje w naszym społeczeństwie – teģo się nie spodziewałam. Po śmierci starszego Michnika ludzie nie dali się nabrać na łzawe historyjki mainstreamowych mediów i ostro pisali, kim ten człowiek naprawdę był. Przy Urbanie to jakaś katastrofa.

Kontrowersje?

Wydaje mi się, że rozumiem skąd się to bierze. O Stefanie Michniku mało kto po prostu wiedział, więc nikt nie pisał żałobnych komentarzy, bo z niczym konkretnym go nie kojarzył. Urbana natomiast kojarzyli, bo on tak śmiesznie i celnie uderzał w PiS, bo nie lubił księży i w ogóle to taki śmieszny dziadzio od memów. I część ludzi pozapominała, kim on naprawdę był, a część już się z jego „zasługami” z czasów komuny nie zdążyła zapoznać na lekcji historii. A jest jeszcze grupa osób, które uznały, że jego późniejsza działalność całkowicie rekompensuje wcześniejsze… kontrowersje. Tak, kontrowersje. Dla wielu jego matactwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki i Grzegorza Przemyka można nazwać kontrowersjami. Nie, kontrowersje są wtedy, kiedy na przykład James Frey naściemniał w swojej biograficznej książce o uzależnieniu. Kiedy Edyta Górniak i Justyna Steczkowska kłócą się, która więcej dostała za charytatywny koncert na rzecz Ukrainy. Albo kiedy Krzysztof Stanowski drze na wizji „książkę” Mai Staśko, więc ona znowu ma powód, żeby wylewać łzy i robić z siebie ofiarę. To, co robił Urban w sprawie ohydnych zbrodni, pokazuje, jak obrzydliwym, podłym i pozbawionym jakiejkolwiek moralności był człowiekiem.

Usprawiedliwianie zła

A tymczasem, co czytam w komentarzach pod informacjami o tym, że zmarł? Przytoczę Wam kilka z nich.

Urban robił dobrą robotę, krytykując pisowską zarazę. Tym postępowaniem naprawił swoje błędy z PRL. Spoczywaj w pokoju.

Sami widzicie. Ten komentarz napisał ktoś w grupie „Tygodnik NIE jak zawsze z RiGCZ-em”, więc powinnam była się tego spodziewać. Jeżeli ktoś odpowiednio wali w PiS, to można mu wszystko wybaczyć, nawet najohydniejsze zachowania. Może trzeba sprawdzić, jaki stosunek do obecnej władzy ma Trynkiewicz, bo kto wie… Jeśli wystarczająco obelżywie potraktowałby Kaczyńskiego, to odpukutuje swoje morderstwa i gwałty na małych chłopcach?

Był, jaki był, nie ma ludzi idealnych, każdy z nas ma jakieś wady. Tylko widzimy cudze, a nie swoje.

Ten komentarz ze strony Fakty24 jest chyba najgłupszym, jaki czytałam. Tak, ja mam swoje wady. Jestem spóźnialska. Czasem naiwna. Często mi się nic nie chce. Bałaganiara (ale też bez przesady, da się ze mną mieszkać, tylko pranie nie zawsze układam na czas). Ale, jak kiedyś w naszym balkonie obsunęła się szyba, to całymi dniami wydzwaniałam do dewelopera, żeby przysłał kogoś i naprawił, bo pode mną mieszkają ludzie, w tym małe dzieci, a ja nigdy nikogo nie zabiłam i wolałabym, żeby tak zostało. Moim największym przestępstwem jest jazda bez biletu. To trochę tak jakby porównać drobnego złodziejaszka, który kiedyś wyniósł wódkę ze sklepu do seryjnego mordercy, bo jeden i drugi źle robi. Jakaś gradacja powinna być jednak zachowana. I jestem głęboko przekonana, że większość z żyjących obecnie ludzi ma moralne prawo krytykować działania PRL-u. Bo nie przychodzi mi w tej chwili postać bardziej odrażająca i jednocześnie żyjąca na wolności niż Jerzy Urban.

Jest bardzo ważna mądrość w tym, żeby o zmarłych mówić dobrze albo wcale. Jak był dobry to mówimy dobrze i wspominamy. Jak nie ma nic dobrego do powiedzenia to milczymy, żeby pamięć o tej osobie zniknęła.

To wpis pod postem o Urbanie na profilu recenzenta książkowego i filmowego PigOuta, który również na Urbanie suchej nitki nie zostawił. Na pewno jest to komentarz najmniej głupi ze wszystkich, które czytałam, bo niejako sugeruje, że Urban powinien trafić na śmietnik historii. Wdałam się jednak z autorką w dyskusję, argumentując, że o historii uczyć się powinniśmy i wiedzieć, kto i dlaczego robił źle też powinniśmy, żeby tych błędów nie powtarzać. Jej odpowiedź odebrała mi chęć do dalszej dyskusji. Dokładnie Wam nie przytoczę, bo dziewczyna usunęła już te wpisy (pewnie dlatego, że została zasypana również innymi komentarzami), ale sens był taki, że właśnie uczenie historii powoduje, że spotykamy się z naśladowcami. We Włoszech wygrała fanka Mussoliniego, zresztą w całej Europie popularność zyskują… partie faszystowskie. Odpisałam jej już tylko, że być może, gdyby chętniej uczyła się historii, wiedziałaby, kto kogo kazał nazywać faszystami, nazistami czy antysemitami i być może nie rzucałaby wtedy tymi hasłami w sposób tak bezrefleksyjny.

Podobnych przykładów jest pełno, wybrałam te, które najbardziej mnie uderzyły. W pozostałych jak mantra powtarzane jest, że były „pewne kontrowersje”, ale za to fajnie pisał – do tego się już odnosiłam. Bardzo dobry post na temat postawy niektórych ludzi wobec Urbana napisała Żelazna logika. Na koniec wspomnę jeszcze o Rafale Ziemkiewiczu, który informacje o śmierci Urbana skomentował słowami piosenki Jana Pietrzaka:

Wystarczy rano

otworzyć oczy

Świat jest wspaniały

Świat jest uroczy

Każdy dzień budzi mnie do czynu

Pobudką ulicznego gwaru

Muszę przeżyć jeszcze paru skurwysynów

Muszę przeżyć skurwysynów jeszcze paru.

M.

FB: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Twitter: NawiasemPiszac

Czytaj dalej