Connect with us

Nawiasem Pisząc

„W pysk dać trzeba dać” – czyli afera oscarowa

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Will Smith sprzedał Chrisowi Rockowi plaskacza podczas ceremonii oscarowej. I co? W sumie to nic i nawet bym o tym nie pisała, bo nie jest to jakiś specjalnie ważny temat, którym powinniśmy się emocjonować tak, jak niektórzy się emocjonują. Wydarzenie to przyniosło sporo popularności samej ceremonii, bo ogólnie ta impreza nie ma ostatnio dobrej passy i mało komu chce się to teraz tak naprawdę oglądać. Dlatego mówiło się, że cała ta akcja to ustawka, chociaż pojawiały się w sieci fragmenty, w trakcie których organizatorzy puszczali reklamy, a goście ceremonii próbowali uspokoić Smitha. Potem gruchnęła wieść, że aktorowi odebrano statuetkę za jego zachowanie, więc może jednak nie ustawka. Nie wiem. Nieważne zresztą.

Czego chcą feministki?

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo feministki, a czemuż by inaczej. Współczesne feministki zdają się wręcz nienawidzić mężczyzn, czemu one same gorączkowo zaprzeczają. Jednocześnie szukają pogwałcenia praw kobiet nawet pod kamieniem, ignorując przy tym całkowicie wszelkie przejawy dyskryminacji mężczyzn, które aż rażą po oczach, jak np. prawo pracy czy wychowywanie dziecka po rozwodzie. Kobiety ogólnie powinny rządzić światem, bo wtedy podobno nie byłoby wojen (nie wiem, jak to się ma do hasła „To jest wojna”, które feministki ogłosiły, kiedy rząd zaostrzył prawo aborcyjne), sprawować najważniejsze funkcje w państwie i ogólnie w każdej sytuacji wygrywać, jeśli rywalizują o jakieś stanowisko z mężczyzną, bo inaczej patriarchat. Tutaj znowu można się przyczepić, jak to się ma do sportu, gdzie faceci uważający się za baby powoli wypaczają wyniki kobiecej sportowej rywalizacji, bo to jakoś feministkom nie przeszkadza. Jeśli któraś się przeciwko temu buntuje, to jest pogardliwie nazywana TERF-iarą, co wśród normalnych ludzi oznacza trochę mądrzejszą feministkę, a wśród przedstawicieli lewicy – transfobkę. Ale do brzegu – wydaje się, jakby feministkom mężczyźni byli potrzebni tylko do bronienia kobiet, noszenia ciężarów czy do jakichś remontów i napraw, a poza tym mają siedzieć cicho, bo jak tylko otworzą usta, żeby się sprzeciwić, to są mizoginami i szowinistami.

Bronić – ale jak?

I właśnie podczas oscarowej nocy Will Smith postanowił bronić honoru swojej kobiety i uderzył Chrisa Rocka w twarz za to, że ten wcześniej śmiał się z jej fryzury, a raczej jej braku. I co tam, feministki, chyba dobrze zrobił? NIE! Źle, bo przemoc. I tu już abstrahując od całej tej sytuacji i jej bohaterów, ponieważ fakt, że wybranka serca Smitha wcześniej go zdradziła, a sam aktor zamiast pokazać jej drzwi, uznał, że widocznie są w związku otwartym – zastanawiam się po prostu, czego konkretnie oczekują „obrończynie praw kobiet” od mężczyzn? No bo bronić mają, ale bez przemocy. Może powinni grzecznie poprosić napastnika, żeby ten odpalantował się od ich kobiety, a jeśli odmówi – z rozbrajającym uśmiechem powiedzieć partnerce: „Sorry, maleńka, próbowałem”. Żart Chrisa Rocka, co prawda, nie należał do tych najwyższych lotów; sam komik mówił później, że nie wiedział o chorobie Jady Pickett. I faktycznie, czym innym są takie złośliwości, kiedy kobieta sama ogoli sobie głowę – czy to do roli, czy po to, żeby „szokować i prowokować”, a czym innym kiedy zostało to wymuszone przez chorobę. Więc wydaje się, że tę sprawę można było akurat rozwiązać inaczej. Ale feministki nie życzą sobie takiej obrony, nawet kiedy kobieta rzeczywiście jest zagrożona.

Źli Polacy za granicą

Podejrzewam, że każdy normalny człowiek woli załatwić sprawę polubownie niż od razu trzaskać po pysku, ale są takie okoliczności, kiedy zwykła rozmowa nie wystarczy. Kiedy trzeba po prostu przejść do bardziej „przekonujących” argumentów, żeby bronić dobre imię swoje i swojej rodziny. Albo nawet, kiedy trzeba ratować zdrowie albo życie – własne albo najbliższych. Kiedy po prostu jakiś człowiek przekracza Twoją granicę cierpliwości i musisz zareagować bardziej stanowczo, bo miarka się przebrała. To są naturalne zachowania, jeśli nie chce się być ludzką wycieraczką, gdy pokojowe próby załatwienia sprawy nie wystarczają. Człowiek powinien po prostu wiedzieć, kiedy machnąć ręką na takiego narwańca, a kiedy sprawy już zajdą za daleko i trzeba komuś wytłumaczyć inaczej. To chyba normalne. I w sumie się nie dziwię, że dla „obrończyń praw kobiet” tak zwani „feminiści” okazują się tacy męczący. Skoro one same nie wiedzą, czego chcą („broń mnie, ale nie tak jak ty uważasz za stosowne, ale tak jak ja bym chciała”), to skąd biedny chłop ma wiedzieć? Nawet jeśli zdecyduje się bawić w tę ich gierkę.

Nie zna szwedzkiego? To się pośmiejmy!

Zabawne jest też to, że feministki krytykujące postawę naszego rodaka, postanowiły wytknąć mu brak znajomości języka szwedzkiego. Te same feministki przecież głośno ubolewają nad tym, że nie wpuszczamy do Polski wszystkich „uchodźców” jak leci – a dam sobie rękę uciąć, że większość towarzystwa spod białoruskiej granicy polskiego nie zna. Mało tego – jeśli zamawiacie sobie Bolta albo innego Ubera, to macie sporą szansę trafić na kierowcę, który mało tego, że po polsku ani be, ani me, ani kukuryku, to jeszcze nie bardzo wie, którędy Was zawieźć do miejsca docelowego. Mało tego, jak kiedyś byłam z przyjaciółmi na obiedzie w jednej z restauracji w pobliżu Dworca Centralnego w Warszawie, facet, który miał nas obsłużyć, nie potrafił przyjąć zamówienia ani po polsku, ani po angielsku i musiał szukać polskiej kelnerki, żebyśmy w ogóle mogli cokolwiek zamówić. To jest w porządku. Ale jak Polak w Szwecji nie zna szwedzkiego, to oczywiście trzeba się przyczepić. I to nic, że my o tym facecie nic nie wiemy i równie dobrze mógł on być zwykłym turystą, a nie imigrantem. Feministki próbowały nawet śmiać się z jego znajomości angielskiego. Szkopuł w tym, że Polak zrozumiał, co się dzieje, kiedy aktor biorący udział w eksperymencie zwrócił się do niego w tym języku. Po wszystkim podali sobie ręce i rozeszli się w swoją stronę.

M.

źródło: https://krytykapolityczna.pl/kultura/will-smith-chris-rock-przemoc-oscary-2022/

https://www.ofeminin.pl/swiat-kobiet/to-dla-nas-wazne/przemoc-w-obronie-honoru-kobiety-will-smith-chris-rock-i-jada-pinkett/53gxc1n

https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art3909511-polak-bohaterem-w-szwecji-obronil-kobiete-w-metrze

 

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nawiasem Pisząc

Żeby życie miało smaczek…

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kiedy byłam w szkole trafiłam na dokument o kobiecie, która była zakochana w murze berlińskim. Nie pamiętam, czy zatwierdzili ten związek – raczej nie, bo wtedy były jeszcze względnie normalne czasy. Owszem, zaczynały się już ruchy pro-LGBT, ale wtedy to wiecie: chcieli móc się tylko odwiedzać w szpitalach. Gdybyście wtedy powiedzieli mi, że ta wielka narracja o tolerancji przerodzi się w dzisiejszą psychozę, to pewnie popukałabym się w czoło. Dokument, o którym pisze dotyczył obiektofilii. Sama bohaterka wydawała się być zadowolona chwilową sławą, natomiast przekaz dokumentu był jasny: to nie jest zdrowe, jest to odmiana parafilii o charakterze fetyszyzmu, ci ludzie nie są w stanie zbudować normalnych, trwałych relacji z innymi ludźmi. Chociaż wtedy próbowali, bo większość ludzi dotkniętych tym zaburzeniem raczej ukrywała swoje niezdrowe popędy, nawet je powstrzymywać, a na zewnątrz grać rolę przykładnych mężów i żon. Dzisiaj zrobił się z tego sposób na promocję siebie.

Mordercy… muru berlińskiego

Tamta babka była poważnie zaburzona, bo przeprowadziła się w miejsce, gdzie zostały jakieś pozostałości po murze, żeby móc je codziennie przytulać. Zamówiła nawet dokładną, choć oczywiście miniaturową, rekonstrukcję muru, żeby móc z nią spać. Nie pytajcie, czy tylko z nią spała, czy może robiła coś więcej, naprawdę nie pamiętam. Nawet nie chcę pamiętać. Pomyślałam sobie wtedy „co za biedna wariatka” i nie było w tej myśli jakichś złośliwości w jej stronę. Autentycznie jej współczułam, bo pomyślałam sobie, że jest cholernie nieszczęśliwa, chociaż zakodowała sobie w głowie, że wszystko jest w porządku. Był tam fragment, w którym opowiadała, że kiedy burzyli ten mur płakała i czuła się, jakby straciła część siebie. Że nie mogła się z tym pogodzić i nienawidziła ludzi, którzy to zrobili. Czyli wtedy chyba wszystkich Berlińczyków. I że teraz już rozumie, czemu to zrobili, ale jakiś żal w niej pozostał, bo przecież mogli zostawić ten mur, a ludzi normalnie przez niego przepuszczać, komu to przeszkadzało. Nie będę pisać, że wszystkim, bo Berlin mocno się od tamtego czasu rozwinął i ten mur po prostu zabierał miejsce. Nie będę też pisać, że jego upadek był bardzo ważnym symbolem zwycięstwa ludzi nad bezlitosnym, komunistycznym reżimem. Wtedy nikt się nie spodziewał, że nie było to zwycięstwo trwałe. Nie wiem, co dalej się działo z tą kobietą, czy dalej nosi w sobie tę „żałobę” i uważa się za „wdowę”, czy może poprosiła kogoś o pomoc i próbuje nad swoimi niezdrowymi popędami zapanować. Mam nadzieję, że to drugie. I mam nadzieję, że nie wie, że najwięcej pozostałości po murze berlińskim znajduje się w Polsce (sprowadził je berliński dentysta i udostępnił ludziom do zwiedzania), bo kiedyś chciałabym to zobaczyć, ale nie wiem, czy koniecznie być świadkiem – wiecie czego.

Poważne schorzenie czy po prostu nowa moda?

Po obejrzeniu tamtego dokumentu przez dłuższy czas nie natrafiałam na podobne tematy. Jednak w ostatnim czasie coraz więcej takich ludzi znalazło w tym sposób na jakąś chorą autopromocję i próbę wymuszenia na ludziach bezkrytycznej akceptacji. Nie wiem, ilu z nich faktycznie czuje jakiś rodzaj popędu do martwego przedmiotu, ilu z nich w to uwierzyło ze względu na obecną medialną propagandę, a ilu w ten sposób chce po prostu zabłysnąć, bo mam wrażenie, że zrobił się z tego wyścig pod tytułem: „Kto jest najbardziej zaburzony”. Te same podejrzenia zresztą mam, kiedy dotyczy to znanych ludzi, bo obecnie te coming-outy idą masowo i zaczynam mieć wątpliwości, czy są one szczere. W każdym razie ostatnio mieliśmy kobietę, która zakochała się w żyrandolu, faceta, który twierdził, że podobna więź łączy go z samochodem (nawet opublikował zdjęcie, żeby udowodnić, jak głęboka), jeszcze później była dziewczyna, która ożeniła się z kukłą i nawet wystąpiła ze swoim „mężem” w jakimś programie i opowiadała, jak wspaniale się rozumieją (naprawdę; domyślam się, że jej partner raczej nie jest zbyt rozmowny, ale przynajmniej może mieć pewność, że nie zostawi jej dla innej, chyba że ta inna po prostu się włamie i uprowadzi małżonka – mam tylko nadzieję, że te śluby to jakieś udawanie są, chociaż patrząc na kondycję dzisiejszego świata…). A dzisiaj mamy kolejne szczęśliwe małżeństwo: ona i jej kołdra. I najgorsze jest to, że ci ludzie mówią o prawdziwej emocjonalnej więzi i bliskiej relacji. To już nie są cudacy, którzy „chcieli się zabawić” i wsadzali sobie różne przedmioty w pewne części ciała (a takich idiotów w szpitalach każdego roku jest pełno), ale wariaci, którzy twierdzą, że łączy ich z wybrankami, prawdziwe uczucie i wydają się nie zdawać sobie sprawy, że to uczucie jest jednostronne, bo ani mur berliński, ani żyrandol, ani samochód, ani kołdra, ani nawet, kuźwa, kukła nie są w stanie odwzajemnić uczuć. I już nawet nie wiem, co bardziej przeraża – że media mają ludzi za kompletnych idiotów, czy fakt, że to ich przekonanie jest prawdziwe.

Czy to na pewno niegroźna fanaberia?

A jeszcze bardziej przeraża mnie, że takie kretynizmy publikują media stworzone podobno dla kobiet i z myślą o kobietach. Najpierw ochoczo namawiają je do zdrady, bo a nuż uda się zniszczyć im małżeństwa, a przecież wiadomo, że tylko kobieta, która nie ma u swojego boku faceta jest w pełni wyzwolona. Teraz zabierają się za promocję prostytucji – i tutaj też pal sześć jakąkolwiek moralność, ale to że taka kobieta rujnuje sobie tym samym szansę na normalny związek (bo żaden wartościowy facet na taką nie spojrzy), więc co najwyżej może sobie ona wejść w jakiś patologiczny, ale jak znajdą ją gdzieś w rowie z poderżniętym gardłem, to przecież nie ich wina, oni chcieli dobrze. Jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, w której media przyznają się do błędu i biją w pierś, że faktycznie, ich artykuły doprowadziły do tragedii. A gdzie tam, jakby w rzeczonym rowie znaleźli piętnastolatkę, która praktycznie wychowała się na ich bredniach, której zrobili z mózgu papkę i która uwierzyła w dostojne życie ekskluzywnej „sex-workerki” to niespecjalnie by ich to obeszło. Z przerażeniem obserwuję ewolucję feminizmu (bo akurat, dziwnym trafem, bohaterkami tych artykułów są głównie kobiety; idiota od samochodu pewnie po prostu chciał zabłysnąć). Najpierw domagały się praw wyborczych, możliwości pracy i edukacji, ale stanowczo sprzeciwiały się aborcji. Rzecz jasna, nie wszystkie ich postulaty były słuszne, bo domagały się też zakazu sprzedaży alkoholu, a wiemy do czego to doprowadziło w USA. Później w latach 70-tych kobiety coraz odważniej mówiły o aborcji (choć jeszcze nie tak agresywnie jak dzisiaj), ale kiedy w tym czasie Amerykanie mieli poważny problem z seryjnymi mordercami, których ofiarami najczęściej padały – szok i niedowierzanie – prostytutki, domagały się ograniczenia albo całkowitego zakazu pornografii i prostytucji.

Propaganda XXI w.

A dzisiaj? Zdradzajcie swojego męża – będzie fajnie! Sprzedawajcie się za pieniądze – łatwa kasa! Twoje cycki, Twoja sprawa – pokazuj je w internecie! Mężczyźni są przereklamowani – zróbcie to z żyrandolem! I zupełnie nie przejmują się, że ich treści robią im krzywdę, bo nie wszyscy czytają ich brednie, więc taka naiwna i podatna na manipulację idiotka jest skazana na samotność (którą ewentualnie może zaspokoić krótkotrwałą atencją). I ta samotność w końcu zacznie jej doskwierać. Bo przedmiot, który „obdarzyła” uczuciem nie ma duszy, emocji czy charakteru. Z prostego powodu – jest tylko przedmiotem. A poza wszystkim nie wiem, czy oni zdają sobie sprawę, jakie szkody może wyrządzić „seks” z żyrandolem, ale to naprawdę wystarczy odrobina wyobraźni. I nie chodzi mi o to, że tak bardzo mi żal tych kretynek, bo ostatecznie każdy swój rozum ma i powinien wiedzieć, że jak ktoś w Internecie zachęca go do idiotycznego i często niebezpiecznego wyzwania, to może wypadałoby posłuchać raczej głosu rozsądku niż anonimowego idioty. Ale niestety – sytuacja jest taka, że ludzie muszą coraz więcej pracować. Już nawet nie dla bogactwa, ale po to, żeby utrzymać się i swoje dzieci. Roli wychowawcy nie przejmują nauczyciele (bo nie są w stanie tego zrobić), ale rówieśnicy i media. A dzieciaki są skłonne do ulegania manipulacji, łatwowierne i często zwyczajnie głupie. I że te media mają na nie katastrofalny wpływ widać – choćby po tym, ile nastolatek zdecydowało się zarabiać poprzez rozbieranie się na różnego rodzaju streamach w czasach, kiedy sami byliśmy nastolatkami, a ile robi to dzisiaj. Jeśli takie były w tamtych czasach to głęboko schowane w Internetach, dziś to najlepszy sposób na karierę. Ofiarami mediów najczęściej padają dzieci – a one są bezbronne wobec całego systemu współczesnego „wychowania” i manipulacji.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Komiczne protesty celebrytów

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Słyszeliście już na pewno, że Mel C, czyli była wokalistka zespołu Spice Girls, nie wystąpi jednak na Sylwestra dla telewizyjnej „dwójki”, mimo wcześniej złożonej obietnicy. Wiadomo jednak, że nie słowo i honor liczą się dla dzisiejszych celebrytów, ale płynięcie z prądem, więc wsparcie dla LGBT jest dla nich pozycją obowiązkową. A że przy okazji wyjdą na idiotów, to już nieważne – całe to postępowe towarzystwo też przesadną inteligencją nie grzeszy, więc pewnie liczą, że nikt się nie połapie.

Polska homofobią stoi, nie to co…

Z oficjalnego oświadczenia piosenkarki można łatwo wywnioskować, że sama na ten pomysł nie wpadła, a po raz kolejny „życzliwi” poinformowali ją, jak to TVP notorycznie łamie prawa osób nieheteroseksualnych. Nie wiem konkretnie, którzy polscy celebryci tym razem słali wyrazy oburzenia do Brytyjki, bo nikt się chyba nie przyznał. Podejrzewam, że pamiętają, jak wyśmiano Macieja Stuhra po jego akcji ze Stingiem.

W świetle informacji, które zostały mi przedstawione, a które nie zgadzają się z moimi poglądami na temat społeczności, które wspieram, obawiam się, że nie będę mogła wystąpić w Polsce na Sylwestra. Mam nadzieję wrócić niedługo. Życzę Wam wspaniałych Świąt i wszystkiego, co najlepsze na 2023 rok – napisała Melanie Jayne Chisholm.

Czyli tradycyjne „pocałujcie mnie w tyłek, pozdrawiam”. Śmieszne jest to oświadczenie, bo „artystka” nie miała problemów, żeby wystąpić w Rosji w 2018 roku, czyli już po aneksji Krymu. W sumie, idąc tropem rozumowania piosenkarki, pal sześć Ukrainę, ale jeśli chodzi o środowiska LGBT, to też nie są one raczej w Rosji specjalnie hołubione, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Zdaje się, że w jeszcze tym roku nie miała oporów, żeby wystąpić w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie czyny homoseksualne są karane, w skrajnych przypadkach nawet śmiercią. Dlaczego? Bo nikt jej o tym nie powiedział, a sama gwiazdka jest zbyt głupiutka, żeby zaprzątać sobie główkę jakąś tam wiedzą. Wystarczy, że teksty piosenek musi zapamiętać. Bo tego się w sumie od niej wymaga, a nie politykowania, ale być może sama Melanie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Bo u nas nie ma demokracji

A wszystko dlatego, że w Polsce nie ma demokracji, dlatego wszelkiej maści przeciwnicy obecnego rządu mogą w dowolny sposób krytykować, czy wręcz obrażać PiS, a także torpedować wysiłki Telewizji Polskiej, która chciałaby jakąś tam rozrywkę swoim widzom na koniec roku zapewnić. W sumie wypadałoby, patrząc na to, ile kasy od rządu dostają. No ale, ośmieliliście się głosować na PiS, to żadnej zabawy nie będzie, macie się zamartwiać, a najlepiej samobiczować. W takiej Rosji, jakby ktoś próbował ostrzec wokalistkę, że geje też tam tak różowo nie mają, to mógłby się obawiać, że Putin nie będzie zachwycony taką śmiałą inicjatywą, a wiadomo, co Putin lubi robić z przeciwnikami politycznymi. O polityce Zjednoczonych Emiratów Arabskich wobec LGBT Chrisholm też nie miała się jak dowiedzieć, bo homoseksualiści siedzą tam w szafach tak głęboko, że głębiej się nie da i nosa wyściubić się nie odważą. Już widzę, jak tam któryś ośmiela się wychylić i woła: „Melanie, nie przyjeżdżaj, bo oni nas nie szanują!”. Najzabawniejsze, że potem ci sami ludzie, którzy piszą z żalem do zagranicznych gwiazd, żeby przypadkiem noga ich w Polsce nie postała, jeśli ich koncert transmitować będzie ta wredna TVPiS, potem się śmieją, że u nich to tylko Zenek Martyniuk. A kogo mają zaprosić, jak większość polskich piosenkarzy też już jest zainfekowana chorą poprawnością polityczną, a do zagranicznych gwiazd piszecie donosy? I żeby nie było, też nie znoszę obłudnej propagandy serwowanej nam przez Telewizję Polską, ale mieszanie zagranicznych gwiazd do naszej polityki wewnętrznej, żeby one następnie ogłosiły wszem i wobec jakim to koszmarnym krajem jesteśmy, uważam za obrzydliwe.

Popis polskiej artystki

Z naszych polskich wokalistów ostatnio w podobny sposób zabłysnęła Renata Przemyk (a szkoda, bo to artystka na pewno większa niż roztańczona pop-gwiazdka). Odmówiła ona ostatnio przyjęcia Nagrody Mediów Publicznych, bo – rzecz jasna – sumienie jej nie pozwala. Można by rzec, że chwalebnie, zwłaszcza że wiąże się to z przytuleniem jakiejś tam kasy, gdyby nie fakt, że to dosyć wybiórczy protest. W czerwcu bowiem wystąpiła ona na gali 70-lecia Radia Opole – sponsorem koncertu był… Orlen, a patronem Ministerstwo Kultury. I zastanawiam się również, czy te ideologiczne przemyślenia natchnęły wokalistkę podczas wycieczki do USA sponsorowanej przez Ministerstwo Kultury właśnie i pod patronatem prezydenta RP?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

https://twitter.com/NawiasemPiszac?fbclid=IwAR0RIIJ3h9RWH87brRECXPFo909ZT7niuIUZrHhWVGQ1Ix5QA-gPmRxkJjY

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Albo dobrze, albo prawdę

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kiedy pisałam krótkie info o śmierci Urbana, użyłam zwrotu, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale, więc zakończę post. Parę osób napisało, że prawdę należy pisać, i jak najbardziej się zgadzam. Post miał być bardziej ironiczny, ukazujący, że był po prostu złym człowiekiem, a jak złym pewnie wszyscy wiedzą. Tylko i wyłącznie to miałam na myśli. Dzisiaj jednak widzę, że niekoniecznie miałam rację.

Te nekrologi umieściła, a jakże, Gazeta Wyborcza, a udostępnił na swoim profilu Sławomir Cenckiewicz. I o ile po szczujni Michnika nie spodziewałam się niczego innego, bo doskonale pamiętam, jak pan redaktor pożegnał braciszka, ubolewając, że wiele on się wycierpiał ze strony Polaków, bo ośmielali się pamiętać, że był stalinowskim kacykiem. Ale że aż taka ignorancja panuje w naszym społeczeństwie – teģo się nie spodziewałam. Po śmierci starszego Michnika ludzie nie dali się nabrać na łzawe historyjki mainstreamowych mediów i ostro pisali, kim ten człowiek naprawdę był. Przy Urbanie to jakaś katastrofa.

Kontrowersje?

Wydaje mi się, że rozumiem skąd się to bierze. O Stefanie Michniku mało kto po prostu wiedział, więc nikt nie pisał żałobnych komentarzy, bo z niczym konkretnym go nie kojarzył. Urbana natomiast kojarzyli, bo on tak śmiesznie i celnie uderzał w PiS, bo nie lubił księży i w ogóle to taki śmieszny dziadzio od memów. I część ludzi pozapominała, kim on naprawdę był, a część już się z jego „zasługami” z czasów komuny nie zdążyła zapoznać na lekcji historii. A jest jeszcze grupa osób, które uznały, że jego późniejsza działalność całkowicie rekompensuje wcześniejsze… kontrowersje. Tak, kontrowersje. Dla wielu jego matactwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki i Grzegorza Przemyka można nazwać kontrowersjami. Nie, kontrowersje są wtedy, kiedy na przykład James Frey naściemniał w swojej biograficznej książce o uzależnieniu. Kiedy Edyta Górniak i Justyna Steczkowska kłócą się, która więcej dostała za charytatywny koncert na rzecz Ukrainy. Albo kiedy Krzysztof Stanowski drze na wizji „książkę” Mai Staśko, więc ona znowu ma powód, żeby wylewać łzy i robić z siebie ofiarę. To, co robił Urban w sprawie ohydnych zbrodni, pokazuje, jak obrzydliwym, podłym i pozbawionym jakiejkolwiek moralności był człowiekiem.

Usprawiedliwianie zła

A tymczasem, co czytam w komentarzach pod informacjami o tym, że zmarł? Przytoczę Wam kilka z nich.

Urban robił dobrą robotę, krytykując pisowską zarazę. Tym postępowaniem naprawił swoje błędy z PRL. Spoczywaj w pokoju.

Sami widzicie. Ten komentarz napisał ktoś w grupie „Tygodnik NIE jak zawsze z RiGCZ-em”, więc powinnam była się tego spodziewać. Jeżeli ktoś odpowiednio wali w PiS, to można mu wszystko wybaczyć, nawet najohydniejsze zachowania. Może trzeba sprawdzić, jaki stosunek do obecnej władzy ma Trynkiewicz, bo kto wie… Jeśli wystarczająco obelżywie potraktowałby Kaczyńskiego, to odpukutuje swoje morderstwa i gwałty na małych chłopcach?

Był, jaki był, nie ma ludzi idealnych, każdy z nas ma jakieś wady. Tylko widzimy cudze, a nie swoje.

Ten komentarz ze strony Fakty24 jest chyba najgłupszym, jaki czytałam. Tak, ja mam swoje wady. Jestem spóźnialska. Czasem naiwna. Często mi się nic nie chce. Bałaganiara (ale też bez przesady, da się ze mną mieszkać, tylko pranie nie zawsze układam na czas). Ale, jak kiedyś w naszym balkonie obsunęła się szyba, to całymi dniami wydzwaniałam do dewelopera, żeby przysłał kogoś i naprawił, bo pode mną mieszkają ludzie, w tym małe dzieci, a ja nigdy nikogo nie zabiłam i wolałabym, żeby tak zostało. Moim największym przestępstwem jest jazda bez biletu. To trochę tak jakby porównać drobnego złodziejaszka, który kiedyś wyniósł wódkę ze sklepu do seryjnego mordercy, bo jeden i drugi źle robi. Jakaś gradacja powinna być jednak zachowana. I jestem głęboko przekonana, że większość z żyjących obecnie ludzi ma moralne prawo krytykować działania PRL-u. Bo nie przychodzi mi w tej chwili postać bardziej odrażająca i jednocześnie żyjąca na wolności niż Jerzy Urban.

Jest bardzo ważna mądrość w tym, żeby o zmarłych mówić dobrze albo wcale. Jak był dobry to mówimy dobrze i wspominamy. Jak nie ma nic dobrego do powiedzenia to milczymy, żeby pamięć o tej osobie zniknęła.

To wpis pod postem o Urbanie na profilu recenzenta książkowego i filmowego PigOuta, który również na Urbanie suchej nitki nie zostawił. Na pewno jest to komentarz najmniej głupi ze wszystkich, które czytałam, bo niejako sugeruje, że Urban powinien trafić na śmietnik historii. Wdałam się jednak z autorką w dyskusję, argumentując, że o historii uczyć się powinniśmy i wiedzieć, kto i dlaczego robił źle też powinniśmy, żeby tych błędów nie powtarzać. Jej odpowiedź odebrała mi chęć do dalszej dyskusji. Dokładnie Wam nie przytoczę, bo dziewczyna usunęła już te wpisy (pewnie dlatego, że została zasypana również innymi komentarzami), ale sens był taki, że właśnie uczenie historii powoduje, że spotykamy się z naśladowcami. We Włoszech wygrała fanka Mussoliniego, zresztą w całej Europie popularność zyskują… partie faszystowskie. Odpisałam jej już tylko, że być może, gdyby chętniej uczyła się historii, wiedziałaby, kto kogo kazał nazywać faszystami, nazistami czy antysemitami i być może nie rzucałaby wtedy tymi hasłami w sposób tak bezrefleksyjny.

Podobnych przykładów jest pełno, wybrałam te, które najbardziej mnie uderzyły. W pozostałych jak mantra powtarzane jest, że były „pewne kontrowersje”, ale za to fajnie pisał – do tego się już odnosiłam. Bardzo dobry post na temat postawy niektórych ludzi wobec Urbana napisała Żelazna logika. Na koniec wspomnę jeszcze o Rafale Ziemkiewiczu, który informacje o śmierci Urbana skomentował słowami piosenki Jana Pietrzaka:

Wystarczy rano

otworzyć oczy

Świat jest wspaniały

Świat jest uroczy

Każdy dzień budzi mnie do czynu

Pobudką ulicznego gwaru

Muszę przeżyć jeszcze paru skurwysynów

Muszę przeżyć skurwysynów jeszcze paru.

M.

FB: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Twitter: NawiasemPiszac

Czytaj dalej