Connect with us

Nawiasem Pisząc

Licytacja na cierpienie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten artykuł pojawił się tuż po wybuchu wojny i zastanawiałam się, czy wracać tutaj do tak starego wpisu. Postanowiłam, że jednak to zrobię, bo podobne podejście jest wciąż aktualne wśród feministek, a wiele spraw w tym konkretnym materiale budzi we mnie naturalny sprzeciw. Na sam początek nie widzę żadnych racjonalnych powodów, dla których w ogóle powstał. Wydaje mi się, że znakomita większość polityków i dziennikarzy wykorzystuje dramat Ukraińców, żeby przekonać ludzi do swoich tez, wręcz przebiera z niecierpliwości nogami, żeby powiedzieć: „A nie mówiłem!?”. Dziwię się, że podobne zachowanie wykazują też „eksperci”, których wcześniejsze słowa i czyny bynajmniej nie obligują ich do tego, żeby dopuszczać się moralizatorskiego tonu i wyjaśniania, co oni by zrobili i dlaczego lepiej niż konkurencja. W każdym razie ten artykuł jest kolejnym tego przykładem. „Wybuchła wojna? Znakomicie! Napiszmy tekst o tym, jak to żyjemy w patriarchacie i kobiety mają gorzej”.

Rola „wiecznej ofiary”

Przede wszystkim zaskakuje mnie, jak to feministki w każdej sytuacji muszą zrobić z kobiet ofiary, które muszą koniecznie mieć gorzej niż mężczyźni. To zresztą cechuje nie tylko feministki, ale przedstawicieli lewicy, którzy pochylają się nad losem jakiejś mniejszości wyzyskiwanej przez złą większość. Na przykład kilka dni temu jeden z dziennikarzy CD-Action, a także Wyborczej i Dużego Formatu wypuścił wywiad z Igorem Isajewem, o tym jak to źle na wojnie ma społeczność LGBT. Podniósł oczywiście sprawę biednego pana, który czuje się panią i który nie może uciec za granicę albo ogólną homofobię Vladimira Putina, który sprawia widocznie, że Ukraińcy nie walczą teraz za swoją wolność i ojczyznę, ale po to, żeby Ukraina była gay-friendly. Wróćmy jednak do artykułu z Wirtualnej Polski. Ja byłam przekonana, że wojna jest tragedią dla wszystkich – i mężczyzn, i kobiet; i dzieci, i osób starszych; i zdrowych i chorych. I nawet dla zwierząt. Oczywiście, każdy mierzy się z okropieństwami wojny inaczej, ale naprawdę nie kusiłabym się tutaj o licytację, kto ma w takiej sytuacji najgorzej. Że wojna nie wybiera sobie ani płci, ani wieku, żeby doświadczyć człowieka w najgorszy możliwy sposób, pokazuje masakra w Buczy, gdzie rosyjscy „żołnierze” zabijali każdego, kto im się nawinął. Gwałcili kobiety, torturowali mężczyzn. Nie obchodziło ich nic, poza zaspokojeniem swoich prymitywnych żądz.

Codzienność żołnierza na froncie

Poza cywilami z tragedią wojny mierzą się również żołnierze, biorący udział w walkach. Których codziennie jedna zła decyzja czy chwila zawahania może kosztować życie. Którzy widzą, jak na froncie giną ich partnerzy w walce. Wreszcie – którzy każdego dnia widzą porozrywane ciała swoich towarzyszy. Ci ludzie zdają sobie sprawę, że w każdej chwili mogą zginąć, trafić do niewoli, stracić nogi albo zostać tak poważnie ranni, że dwa tygodnie będą wyć w męczarniach zanim wyzioną ducha. Ale wyobraźcie sobie, jaki byłby krzyk, gdyby któryś z nich powiedział, że oni mają gorzej niż kobiety. Kim jest pani redaktor z Wirtualnej Polski, żeby z taką stanowczością oceniać, kto ma gorzej, a kto lepiej w momencie, kiedy żołdacy Putina robią im tam na Ukrainie piekło na ziemi i niszczą całe dotychczasowe życie? Czy ktokolwiek ma w ogóle prawo do takiej oceny? Czy to na pewno jest miejsce i czas, żeby walczyć z tym złym patriarchatem i wszechobecną homofobią? Czy to są naprawdę tematy aż tak naglące, żeby walić w ten bęben 24/7, wykorzystując wojnę, w której tracą życie mężczyźni, kobiety i dzieci, a która toczy się tuż za naszymi granicami, jako dowód, że proszę bardzo, jest jak mówiliśmy, patriarchat i homofobia. Przecież to jest absurd.

Niezrozumiałe kompleksy

Drugim typowym dla feministek podejściem są jakieś dziwne kompleksy, które nie wiadomo, czym są spowodowane. Bo naprawdę nikt tak nie neguje roli kobiet w konfliktach zbrojnych, jak same feministki. One płaczą codziennie, że cały czas mówi się o historii, a powinniśmy więcej mówić o „herstorii” rozumianej właśnie jako pamięć o bohaterskich kobietach. Ależ proszę bardzo, nikt Wam nie broni. Tylko że postawa Ireny Sendler na przykład już Wam nie pasuje do tezy o Polakach – antysemitach, którzy podczas II wojny światowej mordowali Żydów na równi z Niemcami. O Wiktorii Ulmej mało kto w ogóle słyszał, a szkoda, bo rodzina Ulmów jest wręcz symbolem polskiego poświęcenia w pomaganiu Żydom. Albo Danuta „Inka” Siedzikówna, która ma niemalże kryształowy życiorys. Dziewczyna, która jako sanitariuszka pomagała rannym powstańcom warszawskim, ale także niejednokrotnie udzielała pomocy medycznej Niemcom. Która zginęła w wieku niespełna osiemnastu lat, bo komuniści w taki właśnie sposób traktowali polskich bohaterów. Ale „Inka” jest zaliczana do grona Żołnierzy Wyklętych, włóczyła się po lesie z „bandą” Łupaszki, więc też nie bardzo pasuje do narracji. W dodatku przez całe swoje życie przejawiała jedną nadrzędną cechę, której większość z Was nie rozumie i której zwyczajnie się boi – patriotyzm. Ta dziewczyna Polskę nosiła w sercu. Ale nie, przedstawiciele lewicy wolą czcić inną swoją bohaterkę – Różę Luksemburg. Kiedy PiS zaproponował dekomunizację polskich miast, to płakaliście, jak to wpłynie na nasze stosunki z Rosją, a w ogóle jak tak można, skoro radzieccy żołnierze nas WYZWALALI. Naprawdę nie mam pytań.

„Herstoria” polskich kobiet

Ja tych kompleksów nie rozumiem. Doprawdy, nikt inny nie daje mi tak odczuć, jak to mam czuć złość i wstyd, że jestem kobietą, jak same feministki. Nie czuję ani wstydu, ani złości – zamiast tego mam tylko współczucie do feministek, bo zastanawiam się, co je musiało spotkać ze strony mężczyzn, że aż tak im skrzywiło postrzeganie rzeczywistości i każdego faceta traktują jako potencjalnego gwałciciela. Mam za to w pamięci „Wiersz o nas i chłopcach”, który pokazuje okropieństwa wojny z punktu widzenia kobiety – partnerki powstańca warszawskiego.

My musimy być mocne i jasne,
Nam nie wolno płakać i nie wierzyć,
Byłoby ciężej i było daleko,
Naszym chłopcom, naszym żołnierzom.

… Jakże trudno uśmiechać się znowu,
Do zieleni, do wiosny, do słońca,
Nam dziewczynom o gorzkich ustach,
Nam dziewczynom o ramionach tęsknących,
Wiemy przecież, że wrócą kiedyś nasi,
Właśni, najdrożsi chłopcy,
Wrócą kiedyś, nie wiemy kiedy,
Skądś, z tej swojej wędrówki obcej.

Czy taka postawa polskich kobiet z czasów wojny nie zasługuje na szacunek i uznanie? Kiedy tracą one jakikolwiek kontakt ze swoimi mężami, braćmi czy synami? Kiedy nie wiedzą, co się z nimi dzieje przez kilka dni – czy ich „właśni, najdrożsi chłopcy” w ogóle żyją, czy nie zostali ranni i czy na pewno wrócą? A przy tych niszczących psychikę myślach wiedzą też, że muszą sobie jakoś radzić, że muszą ten strach i niepokój przezwyciężyć, bo teraz to one muszą być wsparciem dla walczących mężczyzn. Żeby, kiedy wrócą do nich choćby na krotką chwilę, mogli poczuć przez ten czas choćby namiastkę normalności i wspierającą obecność kochającej kobiety, która pozwoli mu na moment zapomnieć o piekle, które widział i poczuć się bezpiecznie? To jest naprawdę tak mało znacząca postawa? Mnie taka bezsilność i niemoc by przerażała. Wydaje mi się wręcz niemożliwe, żeby znaleźć w sobie tyle siły, bo najchętniej w takiej sytuacji bym się położyła i płakała. Rwała włosy z głowy i dosłownie z tego niepokoju chodziła po ścianach. Pewnie nawet myślałabym o złamaniu nogi partnerowi i bratu, zanim by przyszło otrzeźwienie. Naprawdę nie wiem, jakbym się zachowała.

Wszyscy jesteśmy ludźmi

A niektórzy ludzie zamiast dziękować Bogu, że żyjemy w czasach, kiedy w Polsce panuje względny spokój (mimo że historia raczej nas nie rozpieszczała) i modlić się, żebyśmy nie musieli przeżywać tego, przez co teraz przechodzą Ukraińcy, wykorzystują tę tragedię, żeby dalej mącić i licytować się na to, kto w czasie wojny ma najgorzej. Przecież to jest chore. Mam wrażenie, że niektóre feministki wręcz stają na głowie, żeby skłócić kobiety i mężczyzn. Po co? Przecież, mimo oczywistych różnic między nami jesteśmy wszyscy ludźmi i jako ludzie musimy często wspólnie ciągnąć wózek, żeby żyło nam się odrobinę łatwiej. Mam głęboką wiarę, graniczącą z pewnością, że nie uda się doprowadzić do tego, żeby faceci znienawidzili kobiety i na odwrót. Na razie udało się tylko osiągnąć to, że idea feminizmu jest obecnie wyśmiewana, a sufrażystki, które faktycznie walczyły o prawa kobiet na przełomie XIX i XX wieku, przewracają się dzisiaj w grobach.

M.

źródło: https://kobieta.wp.pl/wojna-doswiadcza-kobiety-inaczej-niz-mezczyzn-wyrzadza-im-wieksza-krzywde-6748743671458560a?fbclid=IwAR04hAdbuOfmOK34_lD5WudZS7iXikc-G60bxZqO1GsLm0ceKJgBU1Q8iwo

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nawiasem Pisząc

To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.

Tu nie o łańcuch chodziło

Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.

Od kogo i dla kogo była ta ustawa?

No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.

Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej