Connect with us

Inny Wymiar

Inny Wywiad (VI) – gość: Roman Warszawski

Avatar photo

Opublikowano

on

Dzień dobry wszystkim, bądźcie zdrowi. Zapraszam na moją rozmowę z Romanem Warszawskim, chyba najsłynniejszym obecnie w Polsce obrońcą praw mężczyzn, który opowiedział mi co nieco o czerwonej pigułce💊💊💊…

Inny Wymiar⚫: Red Pill to ruch związany z obroną praw mężczyzn, a przynajmniej ja najprościej opisałbym go w taki właśnie sposób. A jak Pan rozszerzyłby definicję, opisującą tę ideę?

Roman Warszawski🔴: Red pill to świadomość natury ludzkiej. Prakseologia, a nie zbiór dogmatów. Zauważenie gynocentryzmu, kobiecej hipergamii i męskiego instynktu dominacji. Dopiero na tym mogą być nadbudowane ideologie. Ze świadomości natury relacji międzyludzkich wychodzą np. MRA Mens Right Activist – którzy zauważyli, że już od dawna płcią dyskryminowaną na wielu polach są mężczyźni. Dalej mamy PUA – pick up artists – środowisko doskonalące się w sztuce uwodzenia. Mamy też najbliższych mi MGTOW, czyli mężczyzn idących swoją drogą – to skrajnie indywidualistyczna filozofia, zakładająca osobiste poszukiwanie celu i sensu życia.

IW⚫: Proszę powiedzieć trochę o historii tego ruchu. Gdzie, kiedy i za czyją sprawą on powstał?

RW🔴: Jak już wspomniałem, red pill nie jest ruchem albo ideologią. Z grup posługujących się tą wiedzą najstarszą są MRA – mens rights activist. Wywodzą się oni od feministów drugiej fali, gdzie kilku działaczy zorientowało się, że wbrew obowiązującej narracji, kobiety nie są ofiarami systemu, a jest problem z męskimi ofiarami przemocy domowej czy też z kontaktami ojca z dziećmi po rozpadzie małżeństwa.

PUA powstali w latach 90-tych XX wieku. W ogromnym uproszczeniu – nerdy zaczęli zadawać pytanie dlaczego nie wychodzi im z dziewczynami, później poszli w teren, zebrali doświadczenia i porównali notatki. Pewien ogląd środowiska daje książka Neila Strausa „Gra”.

Najmłodszą grupą są MGTOW – mężczyźni idący swoją drogą. Powstali ok. 2012 r. jako społeczności internetowa. Wyznają oni skrajnie indywidualistyczną filozofię, według której życie mężczyzny powinno skupiać się na samorozwoju i ostatecznie stworzeniu dla siebie samego własnego celu i sensu życia nie opartego na uznaniu że strony społeczeństwa, a zwłaszcza kobiet. W założeniu tej filozofii leży sprzeciw wobec państwowego małżeństwa jako instytucji, która nie daje mężczyźnie żadnych korzyści, a w pewien sposób prowadzi do oddania kontroli nad własnym życiem w ręce żony, która może korzystać ze wsparcia instytucji państwa.

IW⚫: Czy w związku z tym indywidualizmem, warunkiem, aby być MGTOW jest nie szukanie sobie stałej partnerki życiowej czy nie jest to konieczne, a chodzi tylko o, jak Pan stwierdził: „sprzeciw wobec państwowego małżeństwa jako instytucji, która nie daje mężczyźnie żadnych korzyści, a w pewien sposób prowadzi do oddania kontroli nad własnym życiem w ręce żony, która może korzystać ze wsparcia instytucji państwa”?

RW🔴: Zależy kogo zapytać. Filozofia jest skrajnie indywidualistyczna, nie ma papieża który rozstrzygnie. Trafiają się głosy, że tylko mężczyźni żyjący w trybie mnicha mogą naprawdę być MGTOW. Ja się z tym stanowiskiem zupełnie nie zgadzam. Uważam, że wystarczy, iż kierujesz się wewnętrzną motywacją i wyżej od wszelkich relacji cenisz własne zasady. Bo właśnie o to chodzi w pójściu swoją drogą – aby żyć na własnych warunkach i nie podlegać mocy magicznych zaklęć – „jesteś zły, samolubny, prawdziwy mężczyzna tak nie postępuje”.

IW⚫: A jak ma się red pill do konserwatyzmu? Przecież to właśnie ten ostatni, (zwłaszcza w skrajniejszej formie) zakłada, że kobiety i mężczyźni są inni, wskazując z reguły na konieczność męskiej dominacji, ustępstwa wobec kobiet, itd. Jak wygląda to od tej strony?

RW🔴: Jako ateista widzę święte księgi głównych religii świata, w tym Biblię jako zagregowane doświadczenie odnośnie natury ludzkiej. W tym sensie tradycyjny konserwatyzm uosabiał kompromis pomiędzy męską i żeńską strategią reprodukcyjną. Tyle, że to już pieśń przeszłości. Dziś nie ma praktycznie kobiet które nie są feministkami co najmniej drugiej fali, a kobiety (ze względu na swoją wspólnotowość) to największy klaster wyborców i konsumentów. A więc i konserwatyści mają swoją gynocentryczną ofertę dla nich – mężczyźni mają akceptować swoje stare obowiązki i nie mają jednocześnie dawnych przywilejów. Oferta zjeść ciastko i mieć ciastko.

IW⚫: Dlaczego zdecydował się Pan „wziąć czerwoną pigułkę”? Tzn. mówiąc prościej, dlaczego zdecydował się Pan zaangażować w obronę praw mężczyzn?

RW🔴: Sam pigułkę wziąłem, bo widzę, że to prawdziwy opis rzeczywistości i pozwala lepiej działać w świecie. Co do skali makro – kiedy widzisz mechanizmy, to aż nazbyt oczywiste staje się, że niebieska pigułka w takim społeczeństwie musi prowadzić do apokalipsy Zombie. Po pierwsze, rozpada nam się podstawowa komórka społeczna jaką jest małżeństwo, a za nią rozpadają się wszystkie naturalne wspólnoty. Mamy zapaść demograficzną i zatomizowane społeczeństwo. Za chwilę przeciętny wyborca będzie po 60-tce, bez dzieci i rodziny. A wszystko dlatego, że kobiety nie chcą mieć nic do czynienia z nieatrakcyjnymi mężczyznami, a mężczyźni dostają cały czas błędną informację jak być atrakcyjnym. Na końcu wszystko postanawiają dać sobie ze wszystkim spokój, mają podejście po nas choćby potop, społeczeństwo jest trupem, a pozory życia zapewnia mechanizm państwa, który podtrzymywany jest przez coraz bardziej wąską grupę podatników netto, a jednocześnie wzmacnia mechanizmy które doprowadziły do powstania problemu. Chcę mieć na starość ciepłą wodę w kranie i chcę, aby moi synowie mogli mieć normalnie dzieci, aby móc cieszyć się życiem.

IW⚫: „Mężczyźni dostają cały czas błędną informację jak być atrakcyjnym”. To znaczy co, według Pana powinni robić mężczyźni, aby być atrakcyjni – zarówno dla kobiet jak i dla samych siebie?

RW🔴: Pierwszym krokiem jest zmiana założeń i postawienie na zdrowy egoizm. Należy stać się swoim własnym mentalnym początkiem. Dla tradycjonalistów od razu dodam – nie da się uratować nikogo nie ratując najpierw samego siebie, a poświęcenie bez nagrody to droga donikąd. Dla kobiet atrakcyjny jest mężczyzna posiadający własne terytorium, autonomiczny, wiedzący czego chce oraz zmierzający aby to osiągnąć. Dlatego też tak ważne jest zabicie w sobie beciaka, który uważa, że związek z kobietą jest dla niego nagrodą, gdy tymczasem w relacji, w której kobieta czuję się szczęśliwa, jej hipergamia jest zaspokojona, to on jest nagrodą.

IW⚫: Jak odpowiada Pan na zarzuty wobec ludzi red pill’u, typu: „mówisz tak, bo jesteś jeszcze młody chłopak”, „jakbyś znalazł sobie w końcu jakąś dziewczynę, to przestałbyś tak gadać” lub „ktoś kiedyś musiał Cię skrzywdzić” i inne takie? Jest w ogóle sens rozmawiania z takimi osobami?

RW🔴: Ja dostaję raczej zarzuty, że jestem już starym dziadem i mając tak siwe włosy nie wypada mi o takich rzeczach mówić🙈.

IW⚫: Czy czerwona pigułka stoi na przeciwnym biegunie w stosunku do feminizmu? Można to śmiało nazwać czymś skrajnie przeciwstawnym?

RW🔴: Czerwona pigułka to opis. Jeśli jakiś mężczyzna decyduje się w życiu na swoją naturą i męska strategią reprodukcyjną – w tym sensie to tak. Ponieważ feminizm to tak naprawdę kobiecy szowinizm na sterydach.

IW⚫: Obserwuję i widzę, że aktywność Pana czy Pani Marty Markowskiej w temacie red pill’a cieszy się od pewnego czasu sporą popularnością. Jest Pan zadowolony z odbioru waszej działalności? Spodziewał się Pan tak (w wyraźnej większości pozytywnego) feedbacku od ludzi?

RW🔴: Spodziewałem się większej fali krytyki i oburzenia. Mimo wszystko, trochę obawiam się nadmiernej popularyzacji red pilla, bo bardzo łatwo nim przestraszyć. Kobiety po pobieżnym zapoznaniu się mają wrażenie, że red pill to ataka na nie i przedstawienie ich jako złych osób, z kolei konserwatyści widzą w red pillu pochwałę degeneracji i zepsucia obyczajów. I to z kolei właśnie generuje fale hejtu. Dla konserwatystów red pill daje możliwość pokazania samych siebie jako ludzi środka, bo z jednej strony są złe feministki, z drugiej red pill, a oni mają trzecią drogę. Tak naprawdę drogę donikąd, bo chcą konserwować drugą falę feminizmu.

Roman Warszawski (pierwszy z prawej), razem z Martą Markowską i Waldemarem Krysiakiem na spotkaniu z fanami w stołecznej „Świetlicy Wolności”.

IW⚫: Obawia się Pan, że w miarę wzrostu popularności red pill’a hejt w waszym kierunku będzie przybierał na sile?

RW🔴: Niestety, bardzo łatwo na takim hejcie zrobić zasięgi. A natura social mediów wręcz zachęca do takiego działania.

IW⚫: Stawia Pan sobie jakieś red pillowe cele na najbliższy czas? Coś, co chciałby Pan osiągnąć w tym temacie i rozpowszechnianiu go.

RW🔴: Chcę po prostu dotrzeć do jak największej liczby ludzi, którzy dzięki czerwonej pigułce mogliby poprawić swoje życie. Tak czy siak, zainteresowanie red pillem będzie rosło, bo problemy stworzone przez blue pill będą narastać.

IW⚫: Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

RW🔴: Cała przyjemność po mojej stronie.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Inny Wymiar

Jak Prof. Matczak obraził uczucia ateistyczne

Avatar photo

Opublikowano

on

Marcin Matczak
Fot. Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl

Profesor Marcin Matczak poglądy ma, jakie ma, ale właśnie został kolejnym symetrystą w oczach twitterowych opozycjonistów spod znaku , za sprawą swojego artykułu opublikowanego w „Gazecie Wyborczej”, który streścił na swoim TT oraz w mniejszym stopniu przez to, co powiedział w dzisiejszej rozmowie z Konradem Piaseckim na antenie TVN24. A powiedział wiele mądrych słów, których szczerze mówiąc akurat po nim się nie spodziewałem, a które bardzo zdenerwowały lemingów.

Pan Profesor zauważa tu rzecz, której nie widzą lub nie chcą widzieć, tzw. „postępowcy”, a mianowicie, że tolerancja, poszanowanie dla innych i ich poglądów nie powinno się tyczyć tylko opinii progresywnych i ludzi o takim nastawieniu, ale i wobec konserwatywnego punktu widzenia. Jeśli nie chcemy być obrażani ze względu na odmienną orientację seksualną i my nie obrażajmy kogoś przez jego inne nastawienie do religii, bo sami nie będziemy wiarygodni w tym, co mówimy.‎

Matczak trafnie uderza w krytyków, pisząc: „jak elektorat PiS jesteście unikaczami różnorodności, tylko unikacie innej różnorodności. I zasługujecie na rewanż tych, których obrażacie – na 3 kadencję PiS, w czasie której będziecie się zastanawiać, dlaczego tak światli ludzie jak wy muszą cierpieć dyktaturę ciemniaków.”

W tych słowach zawarł masę prawdy. Są ludzie, słuchający tylko przekazu „Wiadomości” i mediów Sakiewicza, są fanatycy Marcina Roli i powtarzania sloganów o „banderowcach”, ale są i demoliberałowie, których Profesor celnie streszcza w tytule swojego artykułu: „przytulicie znajomego, który wyzna, że jest gejem, ale znajomemu, który powie, że wierzy w Boga, każecie wy**erdalać z domu.”

Podobne słowa wypowiedział w porannej „Rozmowie Piaseckiego”, dodając przy tym rozsądnie, że choć jest przeciwny pisowskiej reformie wymiaru sprawiedliwości to jest też przeciwnikiem podejścia na zasadzie: „to pomysł PiS-u, więc za sam fakt tego, że to ich inicjatywa, będę ją krytykował.”

Sekciarze musieli poczuć się bardzo dotknięci, tym bardziej, że stwierdził tak w dyskusji z red. Piaseckim, czyli wyklętym przez nich symetrystą. Swoją drogą to ciekawa obelga wymyślona już trochę czasu temu przez demoliberałów, używana przez nich zawsze wtedy kiedy ktoś powie coś niezgodnego z kanonem poglądów „postępowych”. Przekładając to na 2 stronę to tak, jakby braunista określił tym „epitetem” Mentzena kiedy ten ostatni powiedział, iż powinniśmy wspierać Ukrainę i, że „spodziewa się raczej polonizacji Ukraińców niż ukrainizacji Polski.”

A sam tekst Pana Profesora jak najbardziej polecam. Po 1 dlatego, że świetnie wypunktował zjawisko, które nas otacza, a po 2, ponieważ miło patrzeć na ten ból pewnej części ciała po stronie demoliberalnej. W sumie, 2 wynika z 1 🙂😉😊.

Czytaj dalej

Inny Wymiar

Inny Wywiad (VIII) – gość: Nagroda Złotego Goebbelsa

Avatar photo

Opublikowano

on

Dzień dobry wszystkim, bądźcie zdrowi. Zapraszam na kolejny . Dzisiaj moim gościem jest już po raz kolejny jeden z autorów TŻT, a konkretnie Nagroda Złotego Goebbelsa, z którym pomówiłem o jego bogatej internetowej karierze. Zapraszam do czytania.

Inny Wymiar⚫️: Kiedy i jak powstała Nagroda Złotego Goebbelsa?

Nagroda Złotego Goebbelsa🟡: Szczerze, musiałem to sobie wygooglować. Tak, że 1 rok temu ekstremiści z FB usunęli wszystkie konta administratorskie, a stało się to po 6 latach pisania, czyli został założony w 2015. W leniwy weekend podczas oglądania telewizji.

IW⚫️: Dlaczego postanowiłeś utworzyć ten profil?

NZG🟡: Z frustracji jakością dziennikarstwa. Chciałem zrobić coś, co będzie zauważone bardziej, niż jeden krytyczny komentarz pod postem, spośród setek innych. Miało szansę chwycić.

IW⚫️: Czego spodziewałeś się na początku prowadzenia „NZG”?

NZG🟡: Że stracę mnóstwo energii, a nikt nawet nie zauważy, że coś takiego istnieje 🙂.

IW⚫️: Miałeś w swojej działalności jakieś punkty zwrotne kiedy, np. wskutek udostępnienia i polecenia Cię przez popularniejszą stronę nagle Twoje zasięgi skoczyły? A może takich „punktów zwrotnych” było kilka? Opowiedz trochę o tym.

NZG🟡: Większość adminów pamięta pierwsze udostępnienie przez popularny profil, dzięki czemu i oni stali się popularni. W przypadku NZG była to Żelazna Logika (za co admini ŻL osobiście usłyszeli podziękowania). Był szok, gdy nagle przybyło 2 tys. obserwujących. A po paru latach można było przeoczyć, że wybiło 120 tys.

IW⚫️: Zajmujesz się głównie, tzw. fact-checkingiem, czyli krótko mówiąc: weryfikowaniem prawdziwości informacji. Co skłoniło Cię do skupienia się akurat na tym punkcie?

NZG🟡: Większość treści określanych mianem fejkniusa lub przynajmniej manipulacji, wykorzystuje lenistwo lub zapracowanie czytelnika, który nie ma czasu na weryfikację. A czasem wystarczy przeczytać treść artykułu, by odwrócił on tezę z nagłówka o 180 stopni. NZG miało pokazać mechanizmy stosowane przez media oraz uczyć nawyku domniemania manipulacji i weryfikowania treści.

IW⚫️: Były u Ciebie jakieś inspiracje przy tworzeniu „NZG”?

NZG🟡: Wtedy już chyba latał po internecie mem ze złotym Goebbelsem, chciałem ożywić tę koncepcję.

IW⚫️: A wzorowałeś się na innych, np. na wspomnianej już Żelaznej Logice, Rafale Ziemkiewiczu czy może jeszcze kimś innym?

NZG🟡: Po prostu zacząłem prowadzić profil tak jak lubię i potrafię, nie wiem czy to w ogóle jakiś styl 🙂. Zależało mi na tym, by chociaż grafiki były charakterystyczne.

IW⚫️: Jakie aspekty takiego działania są najbardziej stresujące? Narażanie się na gniew cenzorów od tzw. „standardów społeczności”?

NZG🟡: Dla mnie i wielu internautów portal Facebook (chyba tak to się pisało 😉) to już kiczowata przeszłość. Jak Nasza Klasa. Ale mityczne „standardy społeczności” stały się dosłownie memem. Często żartowałem, że dzięki histerycznej polityce FB, ludzie urodzeni po ’89 mogli się zabawić w artystów próbujących ominąć komunistyczną cenzurę. Przy czym komunistyczni cenzorzy byli zdecydowanie bardziej liberalni. Firma Facebook świadomie zatrudniła lewicowych ekstremistów do pracy jako moderatorzy treści, co musiało się skończyć na żenującym nieprofesjonalizmie. Początkowo potrafili być dokuczliwi, ale im bardziej absurdalne stawało się ich zachowanie, tym śmieszniejsze w odbiorze. Po czasie taki portal jest postrzegany jako kpiące z użytkownika zideologizowane badziewie i użytkownik zaczyna mieć, mówiąc brzydko, wywalone, na durne komunikaty i bany. Myślałem, że poczuję maksymalne rozgoryczenie i ból po permanentnym banie, a nic takiego nie nastąpiło. Zaśmiałem się. wzruszyłem ramionami, bo FB skreśliłem sam na długo przed ich decyzją i po tylu przygodach, złośliwościach, kłodach rzucanych pod nogi, nie wiązałem z nim żadnej przyszłości. Powie Ci to wielu adminów trwałe ocenzurowanych przez FB. To jak z pracownikiem, który tylko męczy się w swojej obecnej pracy i gdy zostaje zwolniony, nie czuje smutku, ani złości, a wyłącznie ulgę.

IW⚫️: Szybko po banie na fb wpadł Ci do głowy pomysł, żeby przenieść się na Twittera? Miałeś jeszcze jakiś inny plan B?

NZG🟡: Twitter ruszył jeszcze przed banem na FB, konta długo chodziły równolegle. Chociaż Twitter z racji na ograniczoną formę (limity znaków, wielkości galerii, długości wideo) nie daje takich samych możliwości, to w porównaniu z FB jest tu swoboda. A od dłuższych publikacji mamy „Takżetego”.

IW⚫️: Jakie miałeś zdanie o TT kiedy tu wchodziłeś? Chodzi mi tutaj głównie o poziom innych użytkowników i wolność wypowiedzi. Twoje odczucia apropo tej platformy się jakoś odmieniły po tym jak działasz na niej już przez jakiś czas?

NZG🟡: Wiele osób krytykuje Twitter za lewicową cenzurę, ale przejście z FB na TT, przynajmniej dla Polaka, to jednak powiew wolności. Pomijając podejrzenia o tzw. shadowban, to dotychczas konto NZG nie dostało tutaj ani jednego ostrzeżenia, ani jeden tweet nie został usunięty, nie został nałożony ani jeden dzień kary. Twitter to inny rodzaj komunikacji, ale jest dobrze. Facebook to upadająca platforma, stała się parodią samej siebie, a pod kątem użytkowym jest dziś istną katastrofą, szczególnie po ostatnich zmianach na rzecz uprzywilejowania prymitywnych treści obrazkowych nad formą pisaną.

IW⚫️: Niby tak, ale z 2 strony to wysyp jeszcze większej ilości „silnych razem” i ich prostactwa…

NZG🟡: Być może tak, bo Twitter to nieco większe możliwości (złudzenie) anonimowości, ale równie łatwo się odseparować od takich elementów. Przy czym trzeba pamiętać, że na Twitterze łatwo też wpaść w bańkę, dlatego ewentualny ban za prymitywizm i uciążliwość, a nie same poglądy.

IW⚫️: Myślisz, że Twitter stanie się jeszcze lepszą platformą po kupieniu go przez Elona Muska? Jak zareagowałeś na ten zakup?

NZG🟡: Myślę, że warto przeczekać klasyczną histerię lewicy i obserwować faktyczne ruchy nowego kierownictwa, patrzyć czy przełożą się na jakieś realne zmiany z punktu widzenia użytkownika, śledzić kurs akcji. Podejrzewam, że tego nie odczujemy. Przejęcie Twittera to ciekawa sprawa. Jeśli deklaracje Muska są szczere, to jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Komunistyczna Kalifornia zamienia cyfrowy świat w cyrk, od Facebooka po Netfliksa mamy festiwal politycznej poprawności w lewicowym wydaniu czyli propagandę, cenzurę i dom wariatów, kibicuję każdej próbie odkręcenia tej tragifarsy.

IW⚫️: Jak to zwyczajowo bywa, kiedy jako NZG odniosłeś sukces, to poza fanami pojawili się również Twoi przeciwnicy, także z prawej strony. Jak reagujesz na zarzuty, że „się zmieniłeś” czy, że „jesteś pisowcem”? Warto się w ogóle przejmować takimi głosami?

NZG🟡: A już taki mamy klimat, zabetonowana mniejszość rzuca w innych różnymi oklepanymi przytykami, tak było, jest i będzie, nie ma co się nad tym zjawiskiem rozwodzić. Najbardziej zafiksowani zawsze mierzą swoją miarą i przyporządkowują do konkurencyjnego plemienia. Do tego standardowe rozważania nad sprzedażą konta lub byciem częścią jakiejś tajemniczej siatki trolli nadających z podziemnej bazy. Beton każdej partii jest taki sam.

IW⚫️: Co z perspektywy czasu byś zmienił w prowadzeniu strony? Co zrobiłbyś inaczej, lepiej gdybyś mógł cofnąć czas? A może nie było takiej rzeczy?

NZG🟡: Zadawałem sobie pytanie – czy warto było? – i choćby z szacunku dla tych tysięcy followersów, którzy latami motywowali do dalszej aktywności, zdecydowanie tak. To znaczy, że ta energia nie szła na marne, że są ludzie, którzy to docenili i jakoś na tych treściach zyskali. Tylko wiesz, prowadząc taki profil jednego dnia możesz się poczuć dumny i znaczący widząc ponad sto tysięcy odbiorców i milionowe zasięgi, a drugiego dnia stwierdzisz, że to bez sensu, skoro SokzBuraka albo profil ze zdjęciami śmiesznych kotów, mają kilka razy więcej. Dlatego nie ma co się licytować na liczby, szczególnie jeśli robi się dla idei.

IW⚫️: Jakie masz plany na przyszłość?

NZG🟡: Już wiele ambitnych planów zweryfikowało życie, więc nie chcę rzucać słów na wiatr, mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie, by dalej robić swoje. Teraz na topie jest walka z rosyjska propagandą, której uległo wielu Polaków, ale też wiele postaci się przed nami odsłoniło. Ostatnio pokazaliśmy skalę demoralizacji Polek przez tzw. działy kobiece i szykuje się kolejna odsłona obszernej galerii. Przed nami parę innych ciekawych wydarzeń, w tym wybory w USA i można się skoncentrować na politycznej propagandzie w amerykańskich mediach.

IW⚫️: Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.

NZG🟡: Dzięki serdeczne.

Czytaj dalej

Inny Wymiar

„Michalkiewicz. Biografia” – moja recenzja

Avatar photo

Opublikowano

on

Świetna lektura, bo i człowiek świetny – tak w skrócie można by podsumować biografię Pana red. Stanisława Michalkiewicza autorstwa Pana Tomasza Cukiernika. Poniżej dlaczego polecam ją wszystkim fanom tego wybitnego felietonisty.

Jeden z fragmentów ze zdjęciem

Pozycja kompletna – nie o każdej biografii możemy tak powiedzieć, ale o tej na temat Stanisława Michalkiewicza jak najbardziej. Od jej początku jesteśmy raczeni ciekawymi opisami rodziny Pana Stanisława (zwłaszcza rodziców), a także jego samego z lat najmłodszych. Informacje o Lubelszczyźnie i tamtejszej szkole, parafii czy domu rodzinnym przeplatają się z dobrymi fotografiami powyższych. Te ostatnie są zarówno czarno-białe sprzed kilkudziesięciu lat, jak i kolorowe, świeże, bo wykonane dosłownie kilka lat temu. Dzięki temu oraz barwnemu tekstowi, wiemy lub przynajmniej możemy sobie wyobrazić jak dane obiekty prezentowały się w dawnych czasach i na ile w ich wypadku sprawdza się powiedzenie, że czas nie jest z gumy.

Pochwały należą się w mojej opinii również za to, że książka ta nie jest hagiografią. Oczywiście, że płynie z niej wiele ciepłych i dobrych słów dla Pana Michalkiewicza, ale skoro mówimy o postaci takiego kalibru, to raczej nie może ich nie być.
Natomiast poza słowami uznania, znalazło się też w środku trochę miejsca na słowa mniejszej albo większej krytyki. Jako przykład podam w tym miejscu Mateusza Michalkiewicza, syna Pana Stanisława, który chociaż bardzo szanuje swojego ojca za wiedzę, jaką posiada, uważa, że w pewnych kwestiach bardziej rodzinnych powinien być inny. Innym przykładem mogą być publicyści, nawet ci z prawej strony (jak Rafał Ziemkiewicz), którzy uważają, że w pewnej chwili w swoim pisaniu Michalkiewicz za bardzo skupił się na kwestii Żydów.
Pan Stanisław, który przez całe życie walczy z cenzurą chciał, aby i tu jej nie stosowano, co Pan Cukiernik, jak widać bardzo dobrze rozumie. To niewątpliwie „plus dodatni”, szczególnie w czasach coraz powszechniejszej stronniczości i zakazów.

Początek rozdziału „Michalkiewizmy”

Od podszewki możemy także zajrzeć za kulisy politycznej działalności Pana redaktora, w PRL-u jak i w III RP. Przechodzimy wtedy m.in przez ROPCiO, internowanie w Białołęce, aż do czasów UPR, a potem wycofania się z aktywności politycznej.

Kolejną rzeczą, którą szczegółowo poznajemy jest współpraca z różnymi mediami – od założenia „Najwyższego Czasu”, na początku lat 90., przez „Gońca”, media o. Tadeusza Rydzyka, ale i rożnorakie książkowe wydawnictwa. Jak na tego fenomenalnego publicystę i jego biografię przystało, to sprawy niezwykle istotne.

Pozytywnie odbieram też 2 inne interesujące rozdziały: „Michalkiewizmy” i „Ankieta”. Pierwszy to zbiór różnych powiedzonek Michalkiewicza, a nieraz i ich genezy, zaś drugi to kilkadziesiąt różnorodnych pytań zadanych Panu Stanisławowi przez autora, dzięki którym dowiemy się m.in jaka jest ulubiona kuchnia lub aktor redaktora. Powiedziałbym, że te 2 rozdziały są dosyć nieszablonowe, ale to jest ich zaleta, a nie wada.

1 strona rozdziału „Egzotyka”

Z zupełnie innej beczki, chciałbym również pochwalić lakierowaną twardą oprawę publikacji. Przez nią, bardzo przyjemnie się książkę nie tylko czyta, ale i po prostu trzyma w rękach.

Na koniec mała prywatna ciekawostka historyczna. W dniu kiedy piszę i publikuję ten tekst, czyli 28 października 2022 roku mija dokładnie rok od mojego spotkania z Tomaszem Cukiernikiem i Stanisławem Michalkiewiczem, z okazji wydania tej pozycji.

Reasumując, dla fanów publicysty ta książka jest pozycją absolutnie obowiązkową. Polecam ją każdemu prawemu człowiekowi. 

Czytaj dalej