Nawiasem Pisząc
Ci wszechwiedzący celebryci
Bardzo fajny wywiad z Jackiem Braciakiem ostatnio przeczytałam. Aż dziwne, że ukazał się na Onecie i to bez żadnego zgryźliwego komentarza. Co prawda dziennikarka próbowała naciągnąć go na pytania o polską transfobię, bo aktor wyjawił jakiś czas temu, że ma transpłciowe dziecko, ale pan Jacek nie dał się wkręcić w dywagacje o złych Polakach i biednych gejach. Ja pozostaję sceptyczna, jeśli chodzi o takie deklaracje, zwłaszcza jeśli dotyczy osoby, która dopiero wchodzi w dorosłość, bo za dużo się naczytałam o operacjach zmiany płci. Opis nad artykułem należy jednak docenić – zwłaszcza że aktorów, piosenkarzy czy prezenterów, którzy nagle są tak bardzo przeciw propagandzie, więc nie pójdą do TVP, ale do TVN jak najbardziej, jak najchętniej, jak najprędzej, jest teraz zatrzęsienie.

Nieskalana Małgorzata Ostrowska
Pamiętam, kiedy Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem pisał o Małgorzacie Ostrowskiej, która zarzeka się, że do TVP ona nie pójdzie, bo to jest taka propaganda, że ona się brzydzi. Ale już dawanie koncertów dla tej stacji za czasów komuny jej nie wprawiała w takie oburzenie, o nie. Wtedy widocznie nie było propagandy. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że występowała dla TVP również w czasie stanu wojennego. I, żeby nie było, ja nie mam o to żadnych pretensji. Polacy w tych szarych, smutnych i często niebezpiecznych czasach zasługiwali na to, żeby chociaż na chwilę odpocząć przy muzyce. Bo ona od tego tam była. Od muzyki, nie od robienia propagandy. Ale skoro TVP nie przeszkadzała jej w czasach komuny, to naprawdę nie wypada, żeby teraz moralizowała kolegów czy koleżanki, że jak to mogą dla tego wstrętnego PiS-u pracować. Sieją kłamstwa i nienawiść, wstydu nie mają i ona, Ostrowska, by tak nie mogła, w życiu! I bardzo ostro się temu sprzeciwia.
Serdeczni przyjaciele
Jeszcze ostrzej sprzeciwili się „serdeczni przyjaciele” Agustina Egurroli, kiedy ten przyjął pracę w TVP. W programie tanecznym, czysto rozrywkowym, który ludzie włączają sobie, żeby już nie myśleć o polityce. Michał Piróg i Kinga Rusin przejechali się po swoim byłym koledze jak po szmacie. Dosłownie. Michał Piróg w sposób mało zawoalowany nazwał go… żeby nie używać brzydkich słów napiszę „panią, która uprawia miłość z panami za pieniądze” i kpił sobie z argumentu, że to tylko rozrywka. Na balach u wielu skur***li grała jakaś orkiestra, tańczył jakiś balet, grali jacyś aktorzy i to jest w tym najgorsze. Oczywiście, to moje subiektywne odczucia. Każdy robi co chce i podejmuje dobre dla siebie decyzje. Jedni uprawiają seks, bo kochają partnera/partnerkę, inni, bo kochają seks, a inni, bo kochają pieniądze. W podobne tony uderzała Kinga Rusin. Nie będę przytaczała może całej wypowiedzi, która też odnosiła się do tego, że argument Egurroli nie jest dla niej wiarygodny, wstawię tylko zakończenie: Gratuluję laudacji we wczorajszych Wiadomościach. Żeby tylko prezes nie był zazdrosny. Takie słowa usłyszał instruktor tańca od wieloletnich kolegów, z którymi prowadził „You Can Dance”, kiedy ośmielił się zmienić pracę. Ale ostatecznie to jest tylko rozrywka. I Ostrowska w TVP też śpiewała dla rozrywki.
Stuhr uczy Stinga polskiej demokracji
Siebie samego przechodzi Maciej Stuhr za każdym razem, kiedy przypomni mu się, że Telewizja Polska jeszcze istnieje, nie zdelegalizowali. Najbardziej ubawiła mnie jego deklaracja, że nie pójdzie na galę wręczania Wiktorów, bo stacja „sieje nienawiść” i on nie mógłby z czystym sumieniem tam wystąpić. Szkopuł w tym, że nie był nawet zaproszony. Oczywiście, jako że był nominowany, to takie zaproszenie dostać powinien, tak nakazuje zwykła przyzwoitość, ale nie zmienia to faktu, że takie wyznania brzmią w tym momencie trochę groteskowo. Ja oświadczam, że nie będzie mnie na kolejnej gali rozdania Oscarów, nie mogłabym z czystym sumieniem, bo promowane są filmy poprawne politycznie lub pokazujące historyczne przekłamania. Mniej więcej w tym czasie Stuhr jeszcze nakręcił aferę w wyniku której Sting nie wystąpił w TVP, właśnie na owej gali. Skoro on, Maciej Stuhr, nie może wystąpić, to Sting tym bardziej! Trochę to wstrętne próbować popsuć innym zabawę i uniemożliwić obejrzenie koncertu, bo nie dostało się zaproszenia, ale i tak by się nie poszło. Jeszcze wstrętniejsze jest wciąganie gwiazdy zza granicy w nasze polskie, wymyślone wojenki. Bo TVPiS sieje propagandę. Chyba pan Maciej jest kolejną osobą, która nie potrafi odróżnić programu rozrywkowego od Wiadomości w TVP (chociaż trzeba napisać, że widocznie organizatorzy Wiktorów też mają z tym problem). Ale już artykuły z NaTemat o tym, jakim to pan aktor jest bohaterem, bo usiadł tyłkiem na podłodze w pociągu to już nie jest manipulacja i wykrzywianie rzeczywistości. Wtedy są odpowiednie proporcje zachowane, Maćka po prostu nie da się nie kochać.
W pogoni za poklaskiem
Wracając jednak do samego wywiadu, to Jacek Braciak słusznie zauważył, że TVN też ma swoją linię narracyjną, a co za tym idzie, niekoniecznie jest stacją kryształowo obiektywną. Gorzko zauważył, że są w środowisku artystycznym ludzie, którzy na polityce zrobią każdy interes. Że w większości te słowa pełne oburzenia na to, co się dzieje w tej Polsce robią dla poklasku, bo wiadomo w show-biznesie trzeba dbać o to, żeby było głośno. Dlatego Stuhr, Szyc, Ostaszewska, a swego czasu także Żak i Barciś (nad czym ubolewam, bo mam sentyment do tych aktorów) wypowiadają te piękne hasełka o wolności i tolerancji. Wiedzą doskonale, że podchwyci to Wyborcza, Onet czy TVN i będą się zachwycać, jak to znany i lubiany dogadał złemu i nielubianemu PiS-owi. I faktycznie, te media, które mają nam głosić najważniejsze fakty i całą prawdę całą dobę rzucają się jak hieny na kloaczny dowcip Borysa Szyca zatytułowany, według Radia Zet bardzo dowcipnie i błyskotliwie: „O, kupa”. I dlatego Kurdej-Szatan poleciała na ten festyn Trzaskowskiego, żeby opowiadać, jaka to krzywda jej się stała i hejt wylał najokrutniejszy. Być może nie narzeka teraz na nadmiar popularności, bo aktorką akurat jest mierną, więc liczy na karierę poselską? Po Klaudii Jachirze, która zasłynęła idiotycznymi filmami na YT, a teraz robi za wielką posłankę, nic mnie już nie zdziwi. Platforma zresztą lubi brać w swoje szeregi ludzi popularnych i z reguły lubianych, jak na przykład byłych sportowców. A jaką sportowcy mają wiedzę o polityce? Z reguły taką sobie, bo zajmowali się czymś zupełnie innym, ale ludzie ich lubią, więc głosy będą.
Gorzka prawda
Braciak w wywiadzie krytykuje swoich kolegów, którzy zbyt ostro atakują innych za występ w TVN – czyli tak jak Piróg i Rusin Agurrelę. Zauważa, że w TVP przynajmniej nie uprawia propagandy w serialach, sugerując że w TVN sprawa wygląda inaczej. Rzadko oglądam polskie seriale, ostatnio chyba „Ranczo” i „Watahę”, więc ciężko mi powiedzieć, jak wyglądają obecnie seriale w TVP, ale mignęła mi parę razy ekranizacja serii o Chyłce na podstawie książek Mroza i mogę potwierdzić, że manipulacja tam jest. Często odbiegająca od samego tekstu, bo specjalnie sprawdzałam, choć Mróz do moich ulubionych pisarzy zdecydowanie nie należy. Większość rozmowy dotyczyła jego najnowszej sztuki teatralnej, ale wspomniał w niej również, że „nie czuje się upoważniony, aby być trybunem społeczeństwa w jakiejś sprawie”. Czyli zupełnie inaczej niż zdecydowana większość polskich celebrytów, którzy czują się specjalistami od wszystkiego. Kiedyś skrytykowałam na tym fp Jacka Braciaka, bo jednak udzielił całego wywiadu o transseksualizmie swojej córki, teraz jestem zmuszona to odszczekać, bo tak odważną deklarację, patrząc na to jak zachowują się jego koledzy po fachu, trzeba docenić. I już na samo zakończenie – nie chciałam tutaj bronić TVP, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się tam dzieje. Szkopuł w tym, że w TVN robią to samo, tylko podają to w lepszym sosie, a wszelkiej maści aktorzy, piosenkarze czy tancerze nie są od politykowania i umoralniania, ale przede wszystkim od dostarczania ludziom rozrywki.
M.
Wesprzeć nas można poprzez Patronite
Nawiasem Pisząc
Smutna złego końcówka
Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?
Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia
Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:
– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?
– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*
– No pan podpisał tę ustawę.
– No dobrze, no, podpisałem.
– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.
– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…
– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?
– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.
– Żałuje pan tego?
– Nie.
Twardym trzeba być…
Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.
M.
Nawiasem Pisząc
Żenujący popis posła Treli
Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa
Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.
Podwójne standardy
Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.
M.
Nawiasem Pisząc
Zły wpis w złym momencie
Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy
Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.
Śmiać się, żeby nie płakać
Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.
Konsekwentne rozmydlanie win
W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.
Kiepscy asystenci
To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.
M.
