Connect with us

Nawiasem Pisząc

W krzywym zwierciadle: Polityka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Przez okres świąteczny mogliśmy spróbować trochę odpocząć od polityki i wyciszyć się. Mogliśmy, ale nie wszystkim się udało, ponieważ miłościwie nam panujący nie próżnowali. Praktycznie pierwsze tygodnie rządów Donalda Tuska skutecznie pokazują ogrom hipokryzji i obłudy jednej i drugiej partii. Herr Tusk, ledwie tylko objął stanowisko premiera, postanowił zrobić wszystko to, przed czym ostrzegał, że zrobi PiS i to w osiem dni, a nie osiem lat – tak można to krótko podsumować. Sprawą trzech miliardów złotych dla TVP jeszcze się zajmiemy (w tym konkretnym przypadku ta hipokryzja wręcz bije po oczach), bo zrobiła się z tego naprawdę brazylijska telenowela, ale zobaczcie, co się dzieje. PO przez ostatnie osiem lat krzyczało tylko o Konstytucji i praworządności, dumnie nosząc koszulki z tymi hasłami. Po przejęciu władzy rozjeżdża jedno i drugie czołgiem, łamiąc prawo praktycznie na każdym kroku. Dlatego teraz te same hasła wykrzykują politycy PiS. Niedługo pewnie te koszulki od nich odkupią. Tak samo mogą przejąć hasło: „Wolne media” – chociaż to już akurat zrobili. Oglądając nagrania udostępniane przez posłów PiS na TT/x, zwróciłam uwagę – zdaje się przy filmie Dariusza Mateckiego, ale pewna już nie jestem – że podnoszona tam była kwestia zgłoszenia kolejnych pomysłów PO do Unii Europejskiej. W tamtym filmie argumentowano, że tego nie zrobią, bo ani to nie ma sensu, ani też za bardzo nie mają możliwości, ale znowu – przecież niedawno do Unii kablował tylko „gorszy sort Polaków”, prawda? Tutaj się nawet powtarza metoda walki o wolność „na okupację”. Może pamiętacie, na przełomie 2016-2017 roku przedstawiciele ówczesnej opozycji siedzieli tam przez miesiąc w związku z próbą zmian w organizacji pracy dziennikarzy (przeniesienie pracy mediów w inne miejsce, ograniczona możliwość nagrywania posłów i ograniczenie liczby dziennikarzy do dwóch na jedną redakcję), teraz dziennikarze i politycy PiS próbują robić to samo, tylko że w siedzibach mediów publicznych. Należę do grona osób, które uważają, że więcej powodów do krzyku mają jednak reprezentanci PiS-u, bo faktem jest, że podczas swoich rządów naciągali oni Konstytucję, jak tylko się dało, byle tylko przecisnąć jakieś swoje pomysły (co, nie wiem, czy teraz się na nich nie mści), ale Donald Tusk – za pomocą Bartłomieja Sienkiewicza – robi tutaj taką bandyterkę, że naprawdę niewiele już nas różni od standardów białoruskich. Ale musicie chyba się zgodzić, że ta kadencja to trochę takie lustrzane i sparodiowane (tak jakby poprzednie nie były parodią samą w sobie) odbicie tych z lat 2015-2023? Barierki to chyba już tylko ironiczny symbol tego wszystkiego, co tam się teraz wyprawia.

Akcja – likwidacja

W każdym razie tuż przed Świętami Donald Tusk zdecydował, że przekaże 3 mld złotych z budżetu państwa na TVP. Wcześniej twierdził, że nie widzi powodów, żeby obywatele musieli dokładać miliardy złotych do tej telewizji z własnych kieszeni, bo jest ona zabezpieczona, więc wszystko spoko, nie mamy się o co martwić. Premier już w miarę ogarnął „nowe, rzetelne, obiektywne media”, więc nikt go, zdaje się, nie prosił, żeby jakoś odniósł się do swoich wcześniejszych deklaracji, ale pozostali członkowie Platformy nie mieli już tak łatwo. Bo przypominam, że finansów na swoje obietnice szukali oni właśnie w TVP: „Zabierzemy im te 2 mld złotych i wtedy starczy nam na prawie wszystko, co wam obiecaliśmy! O ile oczywiście, będziemy chcieli to spełnić” – daję słowo, w co drugim wywiadzie z którymś z reprezentantów tej intelektualnej elity właśnie taka argumentacja się przewijała. No, ale teraz 3 mld na TVP, Tusk na pewno wie, co robi, a tamto to były takie luźne pomysły tylko, a w ogóle to przenośnie. W każdym razie wyglądało na to, że plan szefa rządu przebiega bez zakłóceń, kiedy Andrzej Duda zdecydował się przerwać zabawę i zawetował ustawę budżetową (swoją drogą, to też można mu wypomnieć, bo jednak za rządów PiS mu to nie przeszkadzało – wydaje mi się jednak, że to był celowy zabieg, żeby móc wyciągać Platformie niespełnione obietnice). Nie spodobało się to herr Donaldowi, a kiedy herr Donaldowi się coś nie podoba, reaguje w jeden, konkretny sposób, charakterystyczny dla tego gatunku. Mianowicie: kłamie. Przekaz poszedł, że prezydent próbuje uwalić podwyżki dla nauczycieli, mimo że Duda ewidentnie wskazywał na finansowanie TVP jako ten fragment ustawy, z którym się nie zgadzał. Z ich sympatycznej i pełnej uprzejmości wymiany zdań na TT/X wynika, że pan Duda przygotował swój projekt ustawy, według której propozycja podwyżek dla nauczycieli pozostaje bez zmian, ale za to znika zapis o 3 mld złotych dla telewizji publicznej.

Po tym afroncie, Tusk najwyraźniej uznał, że albo będą wolne media, takie jak on chce, albo nie będzie ich wcale i poprosił Sienkiewicza, żeby przekazał, co następuje: „Zabieram swoje zabawki, idę do innej piaskownicy i likwiduję media publiczne”. A to, że przy okazji po raz kolejny przejechał walcem po Konstytucji, to już pal sześć. Cóż, jedyna zasada, jaką mogliśmy dostrzec w tym sejmowym burdelu, brzmi: „Jak Kali łamać Konstytucja to dobrze”, że tak pozwolę sobie zacytować Cezarego Krysztopę. W każdym razie, uzasadnienie było takie, że skoro nie możemy dać 3 mld na media publiczne, to nie będzie ich wcale, bo nas nie stać. Nie wiem, jak to się ma do słów Tuska, że są one zabezpieczone, ale słowa Donalda Tuska mają to do siebie, że szybko się dezaktualizują, więc pewnie tutaj też nie powinnam dociekać. Ciekawy za to okazał się entuzjazm członków nowej koalicji, którzy widocznie uznali decyzję pana Sienkiewicza za niezwykle zabawną i polecieli śmieszkować na TT/X, że Duda zlikwidował TVP, hahaha, hihihi. I nawet im przez te wypełnione tęczą i miłością łby nie przejdzie, że tak naprawdę przyklaskują łamaniu prawa. Że to, co teraz robią przypomina już zamach stanu – a może wręcz zdają sobie z tego sprawę (dość przypomnieć słowa: „Pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk 50 niż dowód na bezsilność władzy”), ale to konsekwentnie ignorują? Ależ po co komu tak niezdrowa dawka refleksji i autokrytyki; lepiej wstawiać zabawne wpisy, jak to Duda sam załatwił TVP. Taki głupek z niego, nie spodziewał się, że skoro złamaliśmy prawo raz, to możemy zrobić to ponownie. Hahaha, hihihi.

To jeszcze nie koniec z wiatrakami

Na zakończenie napiszę jeszcze, że włączyłam sobie z ciekawości nową odsłonę „Wiadomości” – przygotowana na to, że znów zobaczę w starej, dobrej Telewizji Polskiej starą, dobrą propagandę, tylko że w drugą stronę. Nowy program „19:30” (pisane, nie wiadomo czemu, przez „i”), który na około dobę przed premierą był reklamowany, gdzie się dało, bo nowa wejściówka i nowa nazwa. Cóż, nazwą bym się specjalnie nie chwaliła, ale niech im będzie., Nie byłam też specjalnie zdziwiona, że z nowego kanału informacyjnego nie dowiedziałam się:
a) w jaki sposób tak naprawdę została przejęta TVP,
b) co działo się wtedy w siedzibie PAP-u,
c) że przegłosowano „przymusową solidarność” i tylko – w ramach naszej niezawisłości i niezależności – możemy sobie wybrać, czy imigrantów przyjmiemy, czy po prostu za nich zapłacimy,
d) że nie będzie jednak pieniędzy na onkologię dziecięcą, bo TVP ważniejsze,
e) że Bartłomiej Sienkiewicz właśnie postanowił zlikwidować media publiczne.
Obejrzałam za to pasjonujący materiał o… wiatrakach. Rzecz jasna, to wcale nie była propaganda nowego rządu; nie należy, broń Boże, doszukiwać wątków łączących go z nieudaną ustawą Henning-Kloski, a już na pewno, w żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie należy porównywać tego nagrania z działaniami jakichś wiatrakowych lobbystów, bo to byłby, proszę Państwa, skandal. Mam wrażenie, że Platforma zrobiła wszystko tak, jak trzeba, tylko popierdzieliła im się kolejność. Gdyby najpierw puścili ten absolutnie nie-propagandowy materiał (i jeszcze kilka razy go powtórzyli – najlepiej podczas przerwy na reklamę, kiedy człowiek przestaje słuchać, ale jednak podświadomie wyłapuje fragmenty i dzięki temu wie, który proszek do prania kupić następnego dnia), to żadnej afery wiatrakowej by nie było. Ludzie sami by się wywłaszczali, byle tylko jak najwięcej wiatraków zainstalować w całej Polsce. Zero propagandy, maksimum rzetelności. I nawet operatorowi udało się uchwycić dwa ptaki, które jakimś cudem nie dały się wkręcić w maszynkę do mielenia mięsa, więc proszę bardzo, można od razu widzom pokazać, że nie, te wiatraki wcale nie zabijają ptaków, proszę spojrzeć, tym dwóm udało się przelecieć. Link do materiału wrzucam poniżej – rzadko oglądam TVP, więc pewnie ominęło mnie z 90% takich tanich manipulacji serwowanych tam za rządów PiS, ale – daję słowo – większego paździerza niż to, dawno nie widziałam.

M. 

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Pośrednia odpowiedzialność

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Stało się najgorsze. Umarł polski żołnierz, który miał zaledwie 21 lat. I, oczywiście, zewsząd spływają kondolencje. To wszystko, co możemy zrobić, bo morderca był po drugiej stronie granicy. Nawet nie wiemy, co to był za człowiek. Tak po prostu zabił młodego żołnierza i tyle go widzieli. Zabójcy prawdopodobnie już nie znajdą, ale może warto prześledzić, kto, co i jak doprowadziło do tej tragedii. Bo to nie był jeden koleś z brudnym nożem. To były całe lata zaniedbań. Umówmy się – nasze wojsko leży i kwiczy. Niestety. Czytałam gdzieś, że ten zamordowany żołnierz odbywał służbę dopiero od około sześciu miesięcy. Nie wiem, czy był już gotowy na obronę polskich granic. Nie chcę w żaden sposób temu młodemu chłopakowi umniejszać, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Ten człowiek zrobił wszystko, by bronić polskich granic. Oddał życie. Więcej się nie da.

Skucie w kajdanki za obronę polskich granic

I napiszę od razu, że jestem wściekła nie tylko na bezpośredniego sprawcę, bo od dawna bałam się i chyba nawet o tym pisałam, że w końcu na granicy polsko-białoruskiej dojdzie do tragedii. Nie tylko ja zresztą. Martwiłam się od 2021 roku. W końcu się stało i, uwierzcie mi, wcale nie jestem z tego powodu usatysfakcjonowana. Jestem wściekła i smutna. Ponieważ do tej śmierci w ogóle nie powinno dojść. Podejrzewam, że wszyscy domyślacie się, o co mi chodzi. Otóż mniej-więcej dwa miesiące temu (na przełomie marca i kwietnia) skuci w kajdanki zostali nasi żołnierze. Za co? Za to, że oddali kilka ostrzegawczych strzałów. Najpierw w niebo, potem w ziemię. Kosiniak-Kamysz twierdzi, że wiedział o sprawie niemal od początku. Fajnie, że wiedział, ale nic z tym nie zrobił. Olał ciepłym moczem tych żołnierzy, którzy ośmielili się sięgnąć po broń i bronić polskich granic, bo widzieli, że inaczej się nie da. Ci ludzie zostali ukarani za to, że bronili Polski. A „Tygrysek” o tym wiedział. Prawdopodobnie wiedział też Tusk. I co? I nic! Oj tam, oj tam. Zajęci byli, kampania trwała, a teraz? Mamy w zasadzie to samo – umarł, to umarł. Niestety społeczeństwo zareagowało inaczej. Bo sobie do pustych głów nie wbili, że ich obowiązkiem jest zaznaczyć krzyżyk pod konkretnym nazwiskiem, a potem krzyczeć. I płacić. Doniek tak chciał, więc trzeba. Dopiero parę dni temu, kiedy sprawa wyszła na jaw Kosiniak-Kamysz z Tuskiem stali się bezkompromisowi. W cudzysłowie oczywiście, bo ograniczyli się do „mocnych” wpisów na Twitterze. Oczekuję szybkich wniosków i decyzji organizacyjnych, prawnych oraz personalnych – napisał premier. Fajnie. I co dalej? Są jakieś wnioski i decyzje? Czy Tusk sobie to tak tylko napisał, żeby wyglądało, że się przejmuje? A w kolejnych przeszedł już do atakowania PiS-u, bo tak to na razie wygląda na jego profilu.

Kiedy doszło do śmierci?

Ale to jeszcze nie wszystko, bo w Internecie pojawiły się komentarze, że ś.p. Mateusz zmarł wcześniej. Na tę chwilę – oficjalnie umarł w czwartek, szóstego czerwca. Świeć, Panie, nad Jego duszą. Chciałabym się jednak dowiedzieć, dlaczego informacja o jego śmierci wypłynęła tak późno? Dlaczego dopiero w piątek? Fajnie byłoby poznać powody tej decyzji, bo w tej chwili – poza tym, że kogoś w tyłek parzy, więc zwalają winę na wszystkich innych – nie wiemy nic, możemy się domyślać. Spoko, przyzwyczaiłam się do tego rodzaju dyskursu politycznego, ale zginął człowiek! Polak! I co, nikt z obecnego nie-rządu nie poniesie odpowiedzialności? Kosiniak-Kamysz sam przyznał, że wiedział aresztowaniu naszych wojskowych za obronę granicy wcześniej. Postanowił jednak ukrywać ten fakt, bo przecież… co się może stać? I przez dwa miesiące siedział cicho i miał to w poważaniu. Dopiero, kiedy szambo wybiło, bo panowie mundurowi się wkurzyli (i ciężko im się dziwić}, nasz łaskawy nie-rząd postanowił zareagować. Wpisami na Twitterze. Według nich widocznie wystarczy. Umówmy się – jeżeli ten chłopak umarł dzień wcześniej, a nasi rządzący próbowali to ukryć do wyborów, to jest to skandal. A warto podkreślić, że wyciekły screeny prywatnej rozmowy, z której wynikało, że już wcześniej doszło do śmierci mózgu tego człowieka, wątroba też już nie działała… W imię czego znęcaliście się nad rodziną tego młodego mężczyzny? Nad jego rodzicami, prawdopodobnie rodzeństwem, przyjaciółmi, kolegami z służby? W imię wyborów?! To jest totalna kompromitacja nie-rządu Tuska, pokazująca jakimi podłymi, bezdusznymi, makiawelistycznymi wręcz manipulatorami jest cała ta jego ekipa. Mam nadzieję, że odbije się to na dzisiejszych wyborach, ale obawiam się, że jest jeszcze jakieś stado baranów, które pójdzie zagłosować tak, jak ich pan i władca rozkaże. Oczywiście jest jeszcze druga opcja – że oni faktycznie nic nie wiedzieli, o niczym nie mieli pojęcia, co również ich dyskwalifikuje. Podejrzewam jednak, że chodzi o to pierwsze.

Polska w żałobie…

I dzisiaj ci wszyscy politycy składają kondolencje. Napiszę wprost – to są tylko słowa. Bo w słowach nasi szlachetni politycy są mocni. Wygadywali różne bzdury, wylewali wiadro pomyj, a teraz „z olbrzymią przykrością przyjęli informację o śmierci polskiego żołnierza”. Robert Biedroń, Barbara Kurdej-Szatan {chociaż ona, dzięki Bogu, politykiem jeszcze nie jest, ale niebezpiecznie skręca w tę stronę), Donald Tusk, Szymon Hołownia, wszyscy, którzy parę miesięcy temu odmawiali temu chłopakowi i jego kolegom człowieczeństwa. Przeciez to nie byli ludzie, to były maszyny bez serca, bez mózgu, bez niczego. Tak pisała Kurdej-Szatan, pamiętamy to. A teraz składa kondolencje na Instagramie. Przecież to szlag jasny człowieka trafia na taki poziom obłudy. Ci ludzie są pozbawieni jakiegokolwiek honoru. Może za chwilę się Holland dołączy po swoim propagandowym paździerzu. A można się łatwo domyślić, dlaczego Putin i Łukaszenko zdecydowali się na taki ruch. To już Sowieci wymyślili określenie: „pożyteczni idioci”. Prezydent Rosji doskonale zdawał sobie sprawę, że w Polsce znajdą się durnie, którzy zaczną wypisywać i wykrzykiwać o rasizmie, ksenofobii i okrucieństwie po swojej prowokacji przy naszej granicy. Którzy będą uprawiać prorosyjską agendę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie wiem, czy spodziewał się, że aż tylu kretynów da się nabrać na tę jego oczywistą ustawkę… A dali się nabrać celebryci, dziennikarze, politycy. I teraz ci sami ludzie są zszokowani i wyrażają swoje ubolewanie, bo zginął człowiek. Ale już nie dopuszczają tej myśli, że zginął przez nich. Bo tworzyli takie naciski, że żołnierze na granicy zwyczajnie bali się używać broni. Wchodzi mi tu czasem na profil pewna słodka idiotka, która jeszcze parę dni temu mnie przekonywała, że nie potrafię myśleć, bo przecież skoro mają broń, to mogą z niej korzystać. Było to jeszcze przed wyciekiem o aresztowanych mundurowych za to, że tej broni właśnie użyli. Mam nadzieję, że słodka idiotka zapadła się pod ziemię i więcej nie będzie nic pisać. Chyba że to był wybitny trolling, bo w dzisiejszych czasach ciężko odróżnić.

Czy doczekamy się sprawiedliwości?

Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz są głównymi sprawcami tej tragedii – pomijając, rzecz jasna, bezpośredniego zabójcę. Ale że w końcu dojdzie do takiego wypadku było wiadomo od 2021 roku, kiedy zaczęła się przepychanka na granicy. Ci ludzie od początku wylewali na Wojsko Polskie i Straż Graniczną wiadro pomyj, bo przecież tam są kobiety i dzieci. Pamiętam, jak Joanna Mucha oburzała się, bo Dobromir Sośnierz słusznie powiedział, że nasi mundurowi powinni mieć prawo użycia broni w sytuacjach ekstremalnych. Bo muszą mieć możliwość obrony polskich granic, ale również własnego życia. Zmieszano go wtedy z błotem, bo jak to tak!? To jest przecież niehumanitarne! Warto jeszcze podkreślić, jakie pani Mucha ma braki w edukacji, skoro myliła wtedy humanizm z humanitaryzmem. Ale stado baranów ją wybrało, więc może sobie mówić. A Marcin „Pogłos” Kierwiński? On podobno wcale nie klaskał po filmie Agnieszki Holland. Oglądał, ale się nie zaciągał. Tak, oni wszyscy mają krew tego młodego mężczyzny na rękach. Ci wszyscy, którzy poszli i zapłacili, żeby obejrzeć tępą propagandę antypolskiej reżyser, a potem nie kryli łez wzruszenia i oklaskami nagradzali ten paszkwil – mają krew na rękach. Wszyscy „dziennikarze” Wyborczej, Onetu czy innych Noizzów – mają krew tego człowieka na rękach. I chcę do nich skierować tylko jedno zdanie – gardzę wami (celowo z małej litery). Gardzę Tuskiem, Kosiniakiem-Kamyszem, Kierwińskim, Żukowską, Hołownią, Wcisło (ta, która jest przeciwna PCK, CPK i innym nazwom – to tak przy okazji wspominam, bo niektórzy chyba nie mają świadomości, jakich ludzi wybrali do parlamentu) czy innymi politycznymi klakierami, którzy przyłączyli się do opluwania polskiego munduru (wszak to tylko kawałek ubrania, jak zapewniała pani Mołek). Gardzę każdym pracownikiem polskich mediów, który wymyślał niesamowite bzdury o sytuacji na granicy, żeby pani Holland miała materiały do nakręcenia swojego antypolskiego filmu. Gardzę samą Holland i wszystkimi, którzy ten film obejrzeli, a później bronili go w sieci. Że przecież trzeba obejrzeć, zanim się oceni. Nie, nie trzeba. Te fragmenty, które widziałam utwierdziły mnie w przekonaniu, że wstydem byłoby obejrzenie tego paździerza. Bo ja – w przeciwieństwie do was – mam Polskę w sercu. Sprawiliście, co prawda, że jest to państwo z dykty i kartonu, ale i tak je kocham.

Ale oczywiście fanatyków Tuska, Hołowni czy lewicy to nie obchodzi, bo czemuż to miałaby ich obchodzić pogarda jakiejś zacofanej Polki? Oni obmyją ręce z krwi i dzisiaj znowu pójdą głosować na tych samych ludzi.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Kolejne przedstawienie Grzegorza Brauna

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Grzegorz Braun zapunktował u większości zwolenników prawicy. Można się z nim zgadzać albo nie, można go chwalić za jego niektóre akcje albo ganić. Warto jednak zaznaczyć, że większość z nich zwracała uwagę na kwestie, do których się przyzwyczailiśmy, a które w normalnym państwie byłyby nie do pomyślenia – jak na przykład ozdoby choinkowe popierające „jedyną i słuszną” partię polityczną… w sądzie. Niezależnym i niezawisłym, podkreślam. Albo Chanuka w polskim Sejmie, w którym ci sami ludzie, którzy wręcz w niej uczestniczą, potem krzyczą w Sejmie, że trzeba zdjąć stamtąd krzyże. I tym gamoniom się to dodaje – nawet nie zdają sobie sprawy, że zaprzeczają sobie na każdym kroku. No, ale po rewelacjach Herr Tuska na temat uchodźców i polskiej granicy nic mnie już nie zdziwi. W tej ekipie fikołki i akrobacje robią lepiej niż niegdyś Leszek Blanik – który, zdaje się, później do nich dołączył. Tak upadają wielcy sportowcy.

Polska solidarność idzie chyba trochę za daleko

Ale do brzegu. Braun zdjął ukraińską flagę z masztu na Kopcu Kościuszki. Zacznijmy od tego, że w ogóle jej tam nie powinno być. Rozumiem potrzebę niektórych ludzi, żeby wywieszać ukraińskie flagi w ramach jakiegoś tam wsparcia – chociaż ja zawsze przy różnych okazjach, kiedy ludzie ustawiają sobie flagi innych krajów, powtarzam, że jestem Polką i moimi barwami są tylko te biało-czerwone. I ten fakt wcale nie oznacza mniejszego współczucia. Są jednak miejsca, w których powinna powiewać tylko i wyłącznie polska flaga. I uważam, że Kopiec Kościuszki do takich należy. Niebiesko-żółte barwy były tam nawet 2 maja – w Dniu Polskiej Flagi. Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, podejrzewam, że krakowskie władze, ale proponowałabym zastanowić się nad sobą, ewentualnie jasno się określić i wyjechać na Ukrainę, żeby walczyć o swoją ojczyznę. Bo to naprawdę zachodzi już troszeczkę za daleko.

Szykujcie się na wielkie oburzenie

Zastanawiam się, jakie będą reakcje posłów naszego nie-rządu, bo pamiętamy jak się wszyscy zapluli z oburzenia, kiedy Braun chwycił za gaśnicę i zgasił świece chanukowe. I, jasne, z jednej strony w ogóle nie powinno ich tam w ogóle być, z drugiej mógł sobie darować gaśnicę, bo można było chyba znaleźć mniej ekstremalny sposób pozbycia się tych świec. Potem wymyślano różne kłamstwa na temat tego zdarzenia, a brylowała w nich pani, która postanowiła się z posłem Konfederacji szarpać. Ja nie wiem, czy ona pół słowa prawdy powiedziała na temat tamtego zajścia. Z drugiej strony posłowie nowej koalicji kłamać lubią nadzwyczajnie. Krzysztof Bosak opowiadał, że kiedyś robiono awanturę w Sejmie, bo pan Grzegorz miał jechać pod prąd. Tylko zapomniano dodać, że na ulicy wyłączonej z ruchu podczas jakiegoś spotkania Konfederacji, a Braun jechał tam tylko po to, żeby dostarczyć nagłośnienie. I podejrzewam, że tutaj może być tak samo. Jakiś politolog w Gazecie Wyborczej już lamentuje, że lider Konfederacji Korony Polskiej „czuje się bezkarnie”, a sprawa podobno została już zgłoszona na policję i do prokuratury.

Ukraińska flaga potraktowana jednak z szacunkiem

Dzisiaj posłowie i wielbiciele Platformy, wraz z innymi ugrupowaniami, są zajęci, bo Donald Tusk zorganizował dla nich kolejny wiec. Marsz sprzed roku był udany i prawdopodobnie przyczynił się do tego, że Platforma sięgnęła po władze wraz z sojusznikami, więc premier próbuje tej sztuczki kolejny raz, bo europarlamentarzyści z jego ugrupowania będą mieli jeszcze więcej okazji, żeby szkodzić Polsce kosztem Niemiec, więc nie ma co składać broni, prawda? Ale jestem niemal pewna, że jutro w mediach będzie cyrk, że to zbrodnia przeciw Ukrainie i że Grzegorz Braun służy Rosji (oczywiście do spółki z Jarosławem Kaczyńskim, człowiek Putina w Warszawie w życiu by się nie zhańbił taką współpracą, co to to nie, zapomnijcie o resecie). Nie zdziwię się, jeśli dowiemy się o profanacji, zdeptaniu i Bóg wie, czym jeszcze. Tymczasem nie. Ukraińska flaga została normalnie ściągnięta, prawidłowo złożona i przekazana do ukraińskiego konsulatu. Krzywda się chyba nikomu nie stała? Nie wiem, co tam wymyślą posłowie pseudo-koalicji, żeby trochę ponaparzać w Konfederację przed wyborami (podejrzewam, że Donald Tusk dostał już wytyczne z Brukseli, że musi zrobić absolutnie wszystko, żeby ta straszna, nazistowska partia nie dostała się do Europarlamentu), ale warto by było, żeby uzmysłowili sobie, że jak jest akcja to jest też reakcja.

Gdyby sędziowie w jawny sposób nie wspierali partii Herr Tuska, to Grzegorz Braun nie wynosiłby im choinki z ozdobami na temat wolnych sądów, Unii Europejskiej czy LGBT. Gdyby rząd nie zgodził się na cudaczne obchodzenie Chanuki w Sejmie, podczas gdy niektórzy posłowie krzyczeli, że Sejm nie jest miejscem dla krzyżu, afery z gaśnicą by nie było. Gdyby Kraków szanował miejsce symboliczne dla Polski i okazał polskiej fladze należyty szacunek, zamiast wieszać obok niej inną, sugerując, że powinna być ona tak samo ważna dla Polaków, co nasza ojczysta, to nie byłoby dzisiaj czego zdejmować. Proste?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Nowy pomysł na zabezpieczenie wschodniej granicy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie jestem ekspertką w tym temacie, więc nie będę się wypowiadała, czy robienie bagien i mokradeł to dobry i skuteczny pomysł na obronę wschodniej granicy. Wydaje mi się, że jeśli to będzie dobrze zrobione to nie jest to najgorsze z możliwych rozwiązań. Plany wyglądają na solidne. A trzeba pamiętać, że Rosjanom nie udało się zająć Kijowa w dużej mierze przez nieprzejezdne drogi, które Ukraińcom załatwił Sławomir Nowak, kiedy był tam szefem ukraińskiej agencji drogowej. Ci okazali się jednak niewdzięczni i pan Sławomir stracił pracę, kiedy został oskarżony o korupcję. Cóż, wpaść na Ukrainie za korupcję to trochę jakby zostać złapanym na radykalnym fanatyzmie religijnym w meczecie. Trzeba naprawdę się postarać.

Co jest humanitarne, a co już nie jest?

Wydaje mi się również, że podobne tereny mogą być nie do przejścia dla nielegalnych migrantów, którzy codziennie próbują się przedrzeć przez granicę z Białorusią. I teraz się zastanawiam, jak to się łączy wyborcom Platformy z niedawnymi atakami na polską Straż Graniczną. Pamiętamy wszyscy – była ona zła, straszna i bezduszna, bo podobno stosowała tak zwane push-backi. Moim zdaniem, jeśli nasi pogranicznicy odpierali ich wściekłe i agresywne ataki, to push-back naprawdę nie jest jakimś nie wiadomo jak kontrowersyjną metodą. Jak inaczej mieli bronić granicy? No, ale lewica i wyborcy Platformy wyczytali sobie, że tak jest nieładnie, więc mieli już argumenty przeciwko. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, Donald Tusk znowu przywdział nowe piórka i teraz uchodźcy są źli. W związku z tym, metody pracy Straży Granicznej nie zmieniły się, odkąd koalicja Donalda Tuska przejęła władzę i, nie wiedzieć czemu, Agnieszka Holland nie nagrywa „Zielonej Granicy 2”. Nasz premier był łaskaw się ostatnio skompromitować, bo nagle zmienił poglądy o 180 stopni, ale wcześniej atakowanie PiS za to, że nie wpuszcza migrantów było jego największym nabojem przeciwko poprzedniej władzy. Ale teraz ci migranci magicznie się zmienili, więc metoda walki z nimi musi być ostrzejsza. I to ostrzejsza, niż proponował nawet Dobromir Sośnierz, który tłumaczył, że w razie potrzeby SG powinna mieć prawo strzelać do tych ludzi. Osobiście się z tym zgadzam, przy czym to „w razie potrzeby” interpretowałabym jako takie, że faktycznie dochodzi do sytuacji wyjątkowej, wymykającej się spod kontroli. Czyli na przykład wtedy, kiedy życie funkcjonariusza SG jest zagrożone, a nielegalnego gościa nie odstraszają nawet strzały ostrzegawcze. Przypominam, że wtedy posłanki 3D i KO były święcie oburzone, że jak tak można popierać strzelanie do człowieka, wstyd i hańba!

A co ze zwierzątkami?

A teraz serwujemy im po prostu bieg z przeszkodami, nie do przejścia dla większości z nich. Jeżeli uda im się minąć Straż Graniczna, to zapisują się praktycznie na pewną śmierć. Bo jeśli nie utoną w jakimś bagnie, nie połamią gnatów na jakiejś przeszkodzie, to mogą wylecieć w powietrze. Tak, teren ten na pewnym obszarze ma być zaminowany. Czyli strzelanie do nielegalnych migrantów jest niehumanitarne, ale narażanie ich na utonięcia, powolne konanie w środku lasu w wyniku odniesionych obrażeń albo wysadzenie już niehumanitarne nie jest. Wtedy jest spoko. Obawiam się, że tam będą setki trupów, ale tym razem media nie będą nas o nich tak ochoczo informować, jak o tych nieistniejących zgonach. Wszyscy, rzecz jasna, zdajemy sobie z tego sprawę. Drugim problemem są migrujące zwierzęta. Przecież mur był zły, bo jakieś zwierzę mogło się z nim zderzyć. Płaczom i lamentom nie było końca. A przy takich atrakcjach? Będziemy tam pewnie mieli zalew jeleni, łosi, saren czy żubrów itp. z połamanymi nogami, którym nawet nie będzie jak pomóc, bo nikt tam nie wejdzie. I to też jest spoko, szkoda tylko tych zwierzątek, które straciły życie w pobliżu muru, tych, które będą się topić, łamać nogi i wybuchać, już mniej. Niesamowita jest ta logika Platformy. Niemniej jednak liczę na to, że po odpowiedniej modyfikacji terenu przy granicy na pierwszy ogień pójdzie Franek Sterczewski z torbą Ikei. Niech sprawdzi, czy takie zapory faktycznie są skuteczne – zadanie będzie miał ułatwione, bo tym razem pogranicznicy nie będą mu przeszkadzać. Cały jego bieg powinien być transmitowany na żywo. Niestety, nie wiedzieć czemu, Franciszek od piętnastego października ma wygwizdane na biednych uchodźców i już tam nie biega, żeby ich dokarmiać. Niesamowite jest wręcz to, w jaki sposób posłowie robią użytek ze swojego immunitetu. Spróbowałby taki Kowalski z Nowakiem podobnego numeru, to potem by mieli sprawę w sądzie. A taki Sterczewski może świadomie dokonać próby przestępstwa i nic. Z jazdy po alkoholu i bez oświetlenia na rowerze też się w ten sposób wykpił. Nigdy nie zrozumiem idei immunitetu. To jest zwyczajne pozwolenie państwa na dokonywanie przestępstw ludziom, którzy powinni stać na straży praworządności.

Jaki prezydent…

Nie zrozumcie mnie też źle. Uważam, że mocne, twarde i trudno przejezdne granice państwa powinny być naszym priorytetem – zwłaszcza na wschodzie. Wykazuję jedynie brak logiki, zakłamanie i hipokryzję całej nowej koalicji i ich wyborców. Uważam, że zdrowie nielegalnych migrantów, którzy wymknęli się Straży Granicznej czy zwierząt jest mniej ważne, niż obrona naszej granicy, zwłaszcza że graniczymy z Białorusią, która jest nam nieprzyjazna, Ukrainą, gdzie toczy się wojna i Kaliningradem. Chociaż oczywiście powinno się próbować ograniczyć do minimum wypadki śmiertelne. Powinniśmy się tym zająć już wtedy, kiedy Rosja napadła na Gruzję, ale wtedy było ocieplanie stosunków i słynny reset, a Lech Kaczyński, który wielokrotnie podkreślał, że Rosja może być niebezpieczna również dla Polski był wyśmiewany i wyszydzany. Przypominam, że kiedy został on ostrzelany w Gruzji, ówczesny marszałek Sejmu stwierdził, że „jaki prezydent, taki zamach”. I tu akurat miał rację – pamiętajmy jednak, że powiedział to ten sam facet, który o zamach oskarżał gościa, ponieważ przyniósł krzesło na któryś jego wiec albo innego, który chciał po prostu wręczyć mu ulotkę.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej