Connect with us

Nawiasem Pisząc

Mosbacher: „Spora część z tego, co docierało na Zachód było efektem rosyjskiej dezinformacji.”

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Pani ze zdjęcia nazywa się Georgette Mosbacher i do niedawna sprawowała urząd ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Nie mogę powiedzieć, że darzę ją szczególnie dużą sympatią, chociaż trzeba przyznać, że na słowa izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza, że skoro Icchak Szamir powiedział, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, to tak jest, oni mają prawo tak się czuć i buńczucznie zapowiadał, że „nie zapomnimy i nie przebaczymy”, odpowiedziała że między „bliskimi sojusznikami” (którymi podobno z Izraelem jesteśmy) nie ma miejsca na takie obraźliwe komentarze, jak te w wykonaniu izraelskiego „dyplomaty”. 

Ostatnio jednak powiedziała jedną bardzo ważną rzecz, obok której nie można przejść obojętnie:

„Wygląda na to, że w sercu Europy musiała wybuchnąć krwawa wojna, żeby niektórzy – zwłaszcza Niemcy – uświadomili sobie konsekwencje wiązania się umowami handlowymi z Moskwą. O tym, jak oporny był to proces, niech świadczy fakt, że dopiero kilka miesięcy temu Unia zmieniła taksonomię energetyczną, uznając gaz i atom jako zielone źródło energii. Zatrzymajmy się na chwilę przy tym, jak krótkowzroczne były to działania. Gdy Berlin wygaszał kolejne reaktory, Rosja zwiększała wpływy na kontynencie. Przechodząc do LNG – tutaj też trzeba było lat, aby uznać gaz jako etap pośredni w drodze do dekarbonizacji w przypadku państw, których energetyka oparta jest w dużym stopniu na węglu. To szokujące. Na początku 2022 roku około 20% energii w Europie pochodziło z Rosji. Jak można było na to pozwolić? Jak można było dopuścić do tego, aby państwo autorytarne korzystało z ropy i gazu jak z broni, budując z politykiem anektującym Krym i Donbas wspólny gazociąg.” 

To tylko fragment połajanki byłej ambasador USA w Polsce na Niemcy (całkiem słusznej zresztą), ale najciekawsze dla nas słowa padły chwilę później, kiedy Mosbacher głośno oświadczyła, że Polsce należą się przeprosiny ze strony Unii i USA:

„Polska jest dzisiaj najważniejszym państwem regionu, które koordynuje politykę humanitarną oraz transport broni na Ukrainę. Jesteście w pełnym tego słowa znaczeniu wchodnią flanką NATO, kluczowym elementem architektury bezpieczeństwa kontynentu. Warszawa jest modelowym przykładem stopniowego zwiększania wydatków na obronność oraz modernizacji armii. Niestety, niektórzy nie chcą uznać tego faktu. Unia zajmuje się w tej chwili praworządnością w Polsce i debatuje nad sankcjami (przy ogromnym wsparciu niektórych „polskich” polityków – przyp. M). Pora powiedzieć to głośno – jeśli chodzi o problemy z praworządnością, spora część z tego, co docierało na Zachód było efektem rosyjskiej dezinformacji. Zarówno Unia, jak i Ameryka, przyjmowały ją bezkrytycznie”. 

Trzeba przyznać, że w ten sposób Mosbacher skrytykowała nie tyle rosyjską propagandę, a w dużej mierze polskojęzycznych polityków i dziennikarzy, którzy teksty o upadku demokracji i sądownictwa w Polsce serwowali nam każdego dnia, dowodząc, że Polska to już niemal jak druga Białoruś (ciekawe, że żaden z głoszących te teorie nie trafił do więzienia, tak jak opozycyjni dziennikarze na Białorusi). Teraz w dalszym ciągu nas przekonują, że jesteśmy o krok od Rosji, jeśli chodzi o prorządową propagandę. Też tego nie widzę. Wystarczyło parę ostatnich tygodni, żeby wszystkie ich teorie poszły w piach – pamiętacie na pewno, ile krzyków było przy okazji kryzysu na granicy polsko-białoruskiej; tymczasem obecna sytuacja pokazuje nam, że Polacy potrafią nieść ogromną pomoc ludziom naprawdę potrzebującym. Jojczenie o rasizmie uchodźczym na niewiele się zdało, bo z całego świata spływały do Polski pochwały za naszą bezinteresowną pomoc. Nawet Oprah Winfrey mówiła, że polska reakcja na ukraińską tragedię – to, że Polacy często przyjmują uchodźców pod swój dach; to, że na granicę co chwilę spływa pomoc w postaci jedzenia, ubrań, środków opatrunkowych, leków czy choćby zabawki dla dzieci – porusza jej serce. 

Niestety wciąż są ludzie, którzy pozostają ślepi i głusi na to, co się dzieje. Niedawno Iga Świątek powiedziała, że jest dumna z postawy rodaków, z tego, że każdy potrzebujący pomocy, tę pomoc otrzymuje. Cytat ten zamieścił u siebie Eurosport i z ciekawości zajrzałam w komentarze – a tam niestety spora część drwiła z wypowiedzi naszej tenisistki. Pytano ironicznie, czy tak samo dumna była, kiedy Polacy tej pomocy odmawiali tłumowi na granicy z Białorusią, a na odpowiedzi wyjaśniające, jakie były różnice między tamtym tłumem, a uciekinierami z Ukrainy odpowiadano, że jedynym powodem takiego stanu rzeczy jest rasizm. I nie pogadasz. 

Tymczasem ostatnie wydarzenia pokazują dobitnie, że te wszystkie płacze i lamenty w Europarlamencie na temat odradzającego się faszyzmu w Polsce, upadku praworządności czy braku poszanowania z naszej strony dla Matki Natury były tylko zabiegami odwracającymi uwagę od faktycznego problemu. Unia zajmowała się (i zajmuje!) kolejnymi sankcjami na Polskę, które mogą być dla nas dosłownie miażdżące w związku z olbrzymią liczbą uchodźców napływającą do naszego kraju, których trzeba jakoś rozlokować i wyżywić, dopóki nie staną na nogi i nie znajdą pracy, jaka pomogłaby im się jakoś utrzymać do końca wojny na Ukrainie. Niektórzy nasi politycy są dosłownie jak dzieci – Polska nie chciała im kupić jakiejś idiotycznej zabawki, więc biegli z płaczem do Cioci Unii, żeby otarła załzawione policzki i pogroziła palcem tej niedobrej Polsce. 

A jak pomoc Ukraińcom niosą obecnie przedstawiciele lewicy? Konrad Berkowicz relacjonuje ze swojej wizyty na granicy, że przyjeżdżali oni w pełni załadowanymi autami, żeby zrobić sobie zdjęcie, jak to oni niosą pomoc, ale ponieważ samochód był pełen, to nie mieli już możliwości zabrać kogoś z tej granicy i poszukać mu schronienia. Sam poseł Konfederacji podobno znalazł lokum dla kilkunastu ludzi. Maja Staśko zaoferowała się, że nagra reportaż o sytuacji Ukraińców uciekających przed wojną, wparowując komuś do mieszkania z kamerą. Na dworcu w Warszawie są rozdawane ulotki w języku ukraińskim, że miłe panie chętnie pomogą Ukrainkom w dokonaniu aborcji, a jeszcze inni oświadczyli, że to dobry moment, żeby zmienić nawyki żywieniowe Ukraińców, bo wpierdzielają za dużo mięsa, więc można śmiało przerzucić ich na weganizm. Bo oczywiście selfiki robione sobie na granicy, reportaże Mai, możliwość nielegalnej aborcji czy zmiana diety jest tym, czego obywatele Ukrainy potrzebują teraz najbardziej. 

No właśnie, a jak z takimi słowami krytyki poradziły sobie media, które do tej pory najgłośniej płakały o faszyzmie i upadku demokracji w Polsce? Ano, bardzo prosto – zwyczajnie wycięły fragment, w którym Mosbacher tak nieładnie mówi o ich potrzebie walki za polską praworządność. Ale po szczegóły odsyłam Was do wpisu Żelazna logika:

M.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nawiasem Pisząc

Chodź, opowiem Ci bajeczkę…

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Opowiem Wam piękną bajkę o spełnianiu marzeń. Będzie kolorowo, tęczowo i baśniowo – do tego stopnia, że niektórzy z Was zechcą sobie sprawić różowego kucyka. To historia o przewadze umysłu nad własnym ciałem, o pięknej wyzwolonej krainie, zwanej Finlandią, gdzie cały rząd pracuje tylko po to, żeby spełniać marzenia swoich obywateli (więc nie za bardzo jest czas na cokolwiek innego) i o tym, że żeby osiągnąć swój cel wcale nie trzeba ciężko pracować, wystarczy tylko zamknąć oczka i marzyć…

Różowy kucyk wesoło sobie hasa

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami (czyli właśnie w Finlandii) żył sobie pewien rolnik Markku-Pekka Antikainen. Od najmłodszych lat marzył on o karierze łyżwiarki figurowej, ponieważ Markku, rzecz jasna, czuł się kobietą. Na początku rzeczywistość rzucała mu jednak kłody pod nogi, bo Fin musiał zapieprzać na polu i nie starczało już czasu na łyżwiarskie akrobacje. On jednak się nie poddawał i z całych sił czuł się i kobietą, i łyżwiarką – i głęboko w jego serduszku tak właśnie było. Wierzył w to całą mocą! Nikt jednak o zdolnym rolniku nie słyszał, mimo że ten się nie poddawał i marzył tak dzielnie i wytrwale! Z jakiegoś powodu to jednak nie wystarczało – prawdopodobne dlatego, że Finlandia była wtedy zacofana i nietolerancyjna. Dusiła wręcz swoją wielką gwiazdę sportu w zarodku. Markku był jednak uparty. Postanowił być łyżwiarką figurową i postanowił zrobić to jak najszybciej, zanim dotarłoby do niego, że to bez sensu. Dlatego w wieku około 45 lat rozpoczął treningi łyżwiarstwa figurowego i osiągnął pierwszy sukces – zajął trzecie miejsce w nieformalnych Mistrzostwach Świata w łyżwiarstwie figurowym dla amatorów. Na ceremonię wręczania nagród przyszedł w spódnicy, przez co organizatorzy go nie dopuścili. Sami widzicie, jakim smutnym, szarym krajem była wtedy Finlandia. Nie zniechęciło to jednak Markku, który zaczął sobie teraz wyobrażać, że z poziomu amatorskiego na poziom zawodowy w łyżwiarstwie można przejść bez jakiegoś tam zbędnego treningu. Zwłaszcza że w tym czasie można robić inne, kluczowe dla osiągnięcia sukcesu, rzeczy. Na przykład zmieniać płeć. I tak właśnie przeciętny rolnik stał się piękną, powabną i niezwykle kuszącą Minną-Maarią Antikainen. A że w tym czasie Finlandia też przestała być szara i smutna i stała się krainą tęczą i tolerancją płynącą, to Minna-Maaria, mimo że sprawiała wrażenie, jakby łyżwy miała po raz pierwszy na nogach, zakwalifikowała się na otwarcie Mistrzostw Europy – w imię równości i tolerancji!

Kucyk padł…

I jak się skończyła ta piękna bajka? Ano tak, że jeśli naprawdę zamarzył Wam się różowy kucyk, to się wstrzymajcie, bo Wam zdechnie. Minna-Maaria wjechała na lód podczas prezentacji flag i już na pierwszy rzut oka było widać, że nie za bardzo pasuje do reszty towarzystwa – co mogła zauważyć nawet osoba, która po raz pierwszy w ogóle widziała łyżwiarstwo figurowe. Bardziej wyglądało to na jakąś parodię, niż poważne zawody i może to też jest pomysł na karierę dla naszej bohaterki? Mogłaby stworzyć program w konwencji Benny’ego Hilla, w którym będzie jeździła na łyżwach, bo szczerze wątpię, żeby organizatorzy konkursów łyżwiarskich, mimo wypełnionych tolerancją i tęczowych serc, dopuścili kiedykolwiek do podobnej sytuacji. Fin(ka) bowiem wyrżnął w trakcie występu tyłkiem o lód (no, dobra – kolanem, ale wiele mu to nie pomogło) i nie potrafił podnieść się o własnych siłach. Ratować musiała go młodsza koleżanka z zespołu, która wcześniej zajęta była nie tranzycjami i przyjmowaniem hormonów, ale nauką jazdy na łyżwach właśnie. Pomogła mu wstać i, nie wiedzieć czemu, wręczyła flagę narodową. Markku-Pekka vel Minna-Maaria za jednym zamachem skompromitował siebie, swoją ojczyznę i całą dyscyplinę. Można powiedzieć, że skompletował hat-trick za jedną przewrotką. Ale spokojnie, mimo wszystko możecie urządzić swojemu kucykowi godny pogrzeb, bo sam zainteresowany nic sobie z tej kompromitacji nie robi: „To było niezwykle ekscytujące, nigdy nie zapomnę tego przeżycia. To także pokazuje, jak wymagająca jest ta dyscyplina. Obawiałam się upadku i tak się stało. Jednak wciąż była to dla mnie wspaniała zabawa. Zaczęłam jeździć figurowo w wieku 50 lat. To moje marzenie z dzieciństwa, aby jeździć jako kobieta, ale urodziłam się jako mężczyzna. Zaczynałam od podstaw, a teraz potrafię robić bardziej zaawansowane rzeczy” – stwierdził w wywiadzie.

Koniec bajki.

Łapcie link do wzruszającego występu panny (?) Antikainen. Na YouTube znajdziecie więcej, ale zalecam rozsądność podczas dawkowania, bo można się udusić ze śmiechu.

A jeszcze niżej dowód, że przy konwencji Benny’ego Hilla wyglądałoby to lepiej:

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żeby życie miało smaczek…

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kiedy byłam w szkole trafiłam na dokument o kobiecie, która była zakochana w murze berlińskim. Nie pamiętam, czy zatwierdzili ten związek – raczej nie, bo wtedy były jeszcze względnie normalne czasy. Owszem, zaczynały się już ruchy pro-LGBT, ale wtedy to wiecie: chcieli móc się tylko odwiedzać w szpitalach. Gdybyście wtedy powiedzieli mi, że ta wielka narracja o tolerancji przerodzi się w dzisiejszą psychozę, to pewnie popukałabym się w czoło. Dokument, o którym pisze dotyczył obiektofilii. Sama bohaterka wydawała się być zadowolona chwilową sławą, natomiast przekaz dokumentu był jasny: to nie jest zdrowe, jest to odmiana parafilii o charakterze fetyszyzmu, ci ludzie nie są w stanie zbudować normalnych, trwałych relacji z innymi ludźmi. Chociaż wtedy próbowali, bo większość ludzi dotkniętych tym zaburzeniem raczej ukrywała swoje niezdrowe popędy, nawet je powstrzymywać, a na zewnątrz grać rolę przykładnych mężów i żon. Dzisiaj zrobił się z tego sposób na promocję siebie.

Mordercy… muru berlińskiego

Tamta babka była poważnie zaburzona, bo przeprowadziła się w miejsce, gdzie zostały jakieś pozostałości po murze, żeby móc je codziennie przytulać. Zamówiła nawet dokładną, choć oczywiście miniaturową, rekonstrukcję muru, żeby móc z nią spać. Nie pytajcie, czy tylko z nią spała, czy może robiła coś więcej, naprawdę nie pamiętam. Nawet nie chcę pamiętać. Pomyślałam sobie wtedy „co za biedna wariatka” i nie było w tej myśli jakichś złośliwości w jej stronę. Autentycznie jej współczułam, bo pomyślałam sobie, że jest cholernie nieszczęśliwa, chociaż zakodowała sobie w głowie, że wszystko jest w porządku. Był tam fragment, w którym opowiadała, że kiedy burzyli ten mur płakała i czuła się, jakby straciła część siebie. Że nie mogła się z tym pogodzić i nienawidziła ludzi, którzy to zrobili. Czyli wtedy chyba wszystkich Berlińczyków. I że teraz już rozumie, czemu to zrobili, ale jakiś żal w niej pozostał, bo przecież mogli zostawić ten mur, a ludzi normalnie przez niego przepuszczać, komu to przeszkadzało. Nie będę pisać, że wszystkim, bo Berlin mocno się od tamtego czasu rozwinął i ten mur po prostu zabierał miejsce. Nie będę też pisać, że jego upadek był bardzo ważnym symbolem zwycięstwa ludzi nad bezlitosnym, komunistycznym reżimem. Wtedy nikt się nie spodziewał, że nie było to zwycięstwo trwałe. Nie wiem, co dalej się działo z tą kobietą, czy dalej nosi w sobie tę „żałobę” i uważa się za „wdowę”, czy może poprosiła kogoś o pomoc i próbuje nad swoimi niezdrowymi popędami zapanować. Mam nadzieję, że to drugie. I mam nadzieję, że nie wie, że najwięcej pozostałości po murze berlińskim znajduje się w Polsce (sprowadził je berliński dentysta i udostępnił ludziom do zwiedzania), bo kiedyś chciałabym to zobaczyć, ale nie wiem, czy koniecznie być świadkiem – wiecie czego.

Poważne schorzenie czy po prostu nowa moda?

Po obejrzeniu tamtego dokumentu przez dłuższy czas nie natrafiałam na podobne tematy. Jednak w ostatnim czasie coraz więcej takich ludzi znalazło w tym sposób na jakąś chorą autopromocję i próbę wymuszenia na ludziach bezkrytycznej akceptacji. Nie wiem, ilu z nich faktycznie czuje jakiś rodzaj popędu do martwego przedmiotu, ilu z nich w to uwierzyło ze względu na obecną medialną propagandę, a ilu w ten sposób chce po prostu zabłysnąć, bo mam wrażenie, że zrobił się z tego wyścig pod tytułem: „Kto jest najbardziej zaburzony”. Te same podejrzenia zresztą mam, kiedy dotyczy to znanych ludzi, bo obecnie te coming-outy idą masowo i zaczynam mieć wątpliwości, czy są one szczere. W każdym razie ostatnio mieliśmy kobietę, która zakochała się w żyrandolu, faceta, który twierdził, że podobna więź łączy go z samochodem (nawet opublikował zdjęcie, żeby udowodnić, jak głęboka), jeszcze później była dziewczyna, która ożeniła się z kukłą i nawet wystąpiła ze swoim „mężem” w jakimś programie i opowiadała, jak wspaniale się rozumieją (naprawdę; domyślam się, że jej partner raczej nie jest zbyt rozmowny, ale przynajmniej może mieć pewność, że nie zostawi jej dla innej, chyba że ta inna po prostu się włamie i uprowadzi małżonka – mam tylko nadzieję, że te śluby to jakieś udawanie są, chociaż patrząc na kondycję dzisiejszego świata…). A dzisiaj mamy kolejne szczęśliwe małżeństwo: ona i jej kołdra. I najgorsze jest to, że ci ludzie mówią o prawdziwej emocjonalnej więzi i bliskiej relacji. To już nie są cudacy, którzy „chcieli się zabawić” i wsadzali sobie różne przedmioty w pewne części ciała (a takich idiotów w szpitalach każdego roku jest pełno), ale wariaci, którzy twierdzą, że łączy ich z wybrankami, prawdziwe uczucie i wydają się nie zdawać sobie sprawy, że to uczucie jest jednostronne, bo ani mur berliński, ani żyrandol, ani samochód, ani kołdra, ani nawet, kuźwa, kukła nie są w stanie odwzajemnić uczuć. I już nawet nie wiem, co bardziej przeraża – że media mają ludzi za kompletnych idiotów, czy fakt, że to ich przekonanie jest prawdziwe.

Czy to na pewno niegroźna fanaberia?

A jeszcze bardziej przeraża mnie, że takie kretynizmy publikują media stworzone podobno dla kobiet i z myślą o kobietach. Najpierw ochoczo namawiają je do zdrady, bo a nuż uda się zniszczyć im małżeństwa, a przecież wiadomo, że tylko kobieta, która nie ma u swojego boku faceta jest w pełni wyzwolona. Teraz zabierają się za promocję prostytucji – i tutaj też pal sześć jakąkolwiek moralność, ale to że taka kobieta rujnuje sobie tym samym szansę na normalny związek (bo żaden wartościowy facet na taką nie spojrzy), więc co najwyżej może sobie ona wejść w jakiś patologiczny, ale jak znajdą ją gdzieś w rowie z poderżniętym gardłem, to przecież nie ich wina, oni chcieli dobrze. Jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, w której media przyznają się do błędu i biją w pierś, że faktycznie, ich artykuły doprowadziły do tragedii. A gdzie tam, jakby w rzeczonym rowie znaleźli piętnastolatkę, która praktycznie wychowała się na ich bredniach, której zrobili z mózgu papkę i która uwierzyła w dostojne życie ekskluzywnej „sex-workerki” to niespecjalnie by ich to obeszło. Z przerażeniem obserwuję ewolucję feminizmu (bo akurat, dziwnym trafem, bohaterkami tych artykułów są głównie kobiety; idiota od samochodu pewnie po prostu chciał zabłysnąć). Najpierw domagały się praw wyborczych, możliwości pracy i edukacji, ale stanowczo sprzeciwiały się aborcji. Rzecz jasna, nie wszystkie ich postulaty były słuszne, bo domagały się też zakazu sprzedaży alkoholu, a wiemy do czego to doprowadziło w USA. Później w latach 70-tych kobiety coraz odważniej mówiły o aborcji (choć jeszcze nie tak agresywnie jak dzisiaj), ale kiedy w tym czasie Amerykanie mieli poważny problem z seryjnymi mordercami, których ofiarami najczęściej padały – szok i niedowierzanie – prostytutki, domagały się ograniczenia albo całkowitego zakazu pornografii i prostytucji.

Propaganda XXI w.

A dzisiaj? Zdradzajcie swojego męża – będzie fajnie! Sprzedawajcie się za pieniądze – łatwa kasa! Twoje cycki, Twoja sprawa – pokazuj je w internecie! Mężczyźni są przereklamowani – zróbcie to z żyrandolem! I zupełnie nie przejmują się, że ich treści robią im krzywdę, bo nie wszyscy czytają ich brednie, więc taka naiwna i podatna na manipulację idiotka jest skazana na samotność (którą ewentualnie może zaspokoić krótkotrwałą atencją). I ta samotność w końcu zacznie jej doskwierać. Bo przedmiot, który „obdarzyła” uczuciem nie ma duszy, emocji czy charakteru. Z prostego powodu – jest tylko przedmiotem. A poza wszystkim nie wiem, czy oni zdają sobie sprawę, jakie szkody może wyrządzić „seks” z żyrandolem, ale to naprawdę wystarczy odrobina wyobraźni. I nie chodzi mi o to, że tak bardzo mi żal tych kretynek, bo ostatecznie każdy swój rozum ma i powinien wiedzieć, że jak ktoś w Internecie zachęca go do idiotycznego i często niebezpiecznego wyzwania, to może wypadałoby posłuchać raczej głosu rozsądku niż anonimowego idioty. Ale niestety – sytuacja jest taka, że ludzie muszą coraz więcej pracować. Już nawet nie dla bogactwa, ale po to, żeby utrzymać się i swoje dzieci. Roli wychowawcy nie przejmują nauczyciele (bo nie są w stanie tego zrobić), ale rówieśnicy i media. A dzieciaki są skłonne do ulegania manipulacji, łatwowierne i często zwyczajnie głupie. I że te media mają na nie katastrofalny wpływ widać – choćby po tym, ile nastolatek zdecydowało się zarabiać poprzez rozbieranie się na różnego rodzaju streamach w czasach, kiedy sami byliśmy nastolatkami, a ile robi to dzisiaj. Jeśli takie były w tamtych czasach to głęboko schowane w Internetach, dziś to najlepszy sposób na karierę. Ofiarami mediów najczęściej padają dzieci – a one są bezbronne wobec całego systemu współczesnego „wychowania” i manipulacji.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Komiczne protesty celebrytów

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Słyszeliście już na pewno, że Mel C, czyli była wokalistka zespołu Spice Girls, nie wystąpi jednak na Sylwestra dla telewizyjnej „dwójki”, mimo wcześniej złożonej obietnicy. Wiadomo jednak, że nie słowo i honor liczą się dla dzisiejszych celebrytów, ale płynięcie z prądem, więc wsparcie dla LGBT jest dla nich pozycją obowiązkową. A że przy okazji wyjdą na idiotów, to już nieważne – całe to postępowe towarzystwo też przesadną inteligencją nie grzeszy, więc pewnie liczą, że nikt się nie połapie.

Polska homofobią stoi, nie to co…

Z oficjalnego oświadczenia piosenkarki można łatwo wywnioskować, że sama na ten pomysł nie wpadła, a po raz kolejny „życzliwi” poinformowali ją, jak to TVP notorycznie łamie prawa osób nieheteroseksualnych. Nie wiem konkretnie, którzy polscy celebryci tym razem słali wyrazy oburzenia do Brytyjki, bo nikt się chyba nie przyznał. Podejrzewam, że pamiętają, jak wyśmiano Macieja Stuhra po jego akcji ze Stingiem.

W świetle informacji, które zostały mi przedstawione, a które nie zgadzają się z moimi poglądami na temat społeczności, które wspieram, obawiam się, że nie będę mogła wystąpić w Polsce na Sylwestra. Mam nadzieję wrócić niedługo. Życzę Wam wspaniałych Świąt i wszystkiego, co najlepsze na 2023 rok – napisała Melanie Jayne Chisholm.

Czyli tradycyjne „pocałujcie mnie w tyłek, pozdrawiam”. Śmieszne jest to oświadczenie, bo „artystka” nie miała problemów, żeby wystąpić w Rosji w 2018 roku, czyli już po aneksji Krymu. W sumie, idąc tropem rozumowania piosenkarki, pal sześć Ukrainę, ale jeśli chodzi o środowiska LGBT, to też nie są one raczej w Rosji specjalnie hołubione, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Zdaje się, że w jeszcze tym roku nie miała oporów, żeby wystąpić w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie czyny homoseksualne są karane, w skrajnych przypadkach nawet śmiercią. Dlaczego? Bo nikt jej o tym nie powiedział, a sama gwiazdka jest zbyt głupiutka, żeby zaprzątać sobie główkę jakąś tam wiedzą. Wystarczy, że teksty piosenek musi zapamiętać. Bo tego się w sumie od niej wymaga, a nie politykowania, ale być może sama Melanie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Bo u nas nie ma demokracji

A wszystko dlatego, że w Polsce nie ma demokracji, dlatego wszelkiej maści przeciwnicy obecnego rządu mogą w dowolny sposób krytykować, czy wręcz obrażać PiS, a także torpedować wysiłki Telewizji Polskiej, która chciałaby jakąś tam rozrywkę swoim widzom na koniec roku zapewnić. W sumie wypadałoby, patrząc na to, ile kasy od rządu dostają. No ale, ośmieliliście się głosować na PiS, to żadnej zabawy nie będzie, macie się zamartwiać, a najlepiej samobiczować. W takiej Rosji, jakby ktoś próbował ostrzec wokalistkę, że geje też tam tak różowo nie mają, to mógłby się obawiać, że Putin nie będzie zachwycony taką śmiałą inicjatywą, a wiadomo, co Putin lubi robić z przeciwnikami politycznymi. O polityce Zjednoczonych Emiratów Arabskich wobec LGBT Chrisholm też nie miała się jak dowiedzieć, bo homoseksualiści siedzą tam w szafach tak głęboko, że głębiej się nie da i nosa wyściubić się nie odważą. Już widzę, jak tam któryś ośmiela się wychylić i woła: „Melanie, nie przyjeżdżaj, bo oni nas nie szanują!”. Najzabawniejsze, że potem ci sami ludzie, którzy piszą z żalem do zagranicznych gwiazd, żeby przypadkiem noga ich w Polsce nie postała, jeśli ich koncert transmitować będzie ta wredna TVPiS, potem się śmieją, że u nich to tylko Zenek Martyniuk. A kogo mają zaprosić, jak większość polskich piosenkarzy też już jest zainfekowana chorą poprawnością polityczną, a do zagranicznych gwiazd piszecie donosy? I żeby nie było, też nie znoszę obłudnej propagandy serwowanej nam przez Telewizję Polską, ale mieszanie zagranicznych gwiazd do naszej polityki wewnętrznej, żeby one następnie ogłosiły wszem i wobec jakim to koszmarnym krajem jesteśmy, uważam za obrzydliwe.

Popis polskiej artystki

Z naszych polskich wokalistów ostatnio w podobny sposób zabłysnęła Renata Przemyk (a szkoda, bo to artystka na pewno większa niż roztańczona pop-gwiazdka). Odmówiła ona ostatnio przyjęcia Nagrody Mediów Publicznych, bo – rzecz jasna – sumienie jej nie pozwala. Można by rzec, że chwalebnie, zwłaszcza że wiąże się to z przytuleniem jakiejś tam kasy, gdyby nie fakt, że to dosyć wybiórczy protest. W czerwcu bowiem wystąpiła ona na gali 70-lecia Radia Opole – sponsorem koncertu był… Orlen, a patronem Ministerstwo Kultury. I zastanawiam się również, czy te ideologiczne przemyślenia natchnęły wokalistkę podczas wycieczki do USA sponsorowanej przez Ministerstwo Kultury właśnie i pod patronatem prezydenta RP?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

https://twitter.com/NawiasemPiszac?fbclid=IwAR0RIIJ3h9RWH87brRECXPFo909ZT7niuIUZrHhWVGQ1Ix5QA-gPmRxkJjY

Czytaj dalej