Connect with us

Nawiasem Pisząc

Minister od głupich pomysłów

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Barbarze Nowackiej płaci się za to, żeby mówiła głupie rzeczy i wpadała na głupie pomysły. I trzeba przyznać, że jako jedna z niewielu faktycznie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Od czasu uformowania się nowego nie-rządu nie powiedziała jeszcze ani razu nic mądrego. A mówi dużo. Czyli są jeszcze politycy odpowiedzialni, pracowici i spełniający swoje obietnice. Chyba, że pani Barbarze wcale nie płaci się za to, żeby mówiła i robiła głupie rzeczy, tylko za coś innego – w takim wypadku nie rozumiem, czemu ona to robi, ale najwyraźniej lubi. Nie do końca też wiem, co ona w ogóle robi. Teoretycznie jest minister edukacji, ale to mi się w ogóle nie zgadza. Ministrowi edukacji chyba powinno zależeć na tym, żeby stan polskiego szkolnictwa był jak najwyższy, żeby uczniowie osiągali jak najlepsze wyniki oraz żeby po zakończeniu edukacji nie byli debilami. Posłanka Lewicy robi jednak wszystko, żeby efekt był dokładnie odwrotny. Uparcie, ambitnie i konsekwentnie.

Wstępne przymiarki

Pierwsze jej pozbawione sensu i logiki pomysły już znamy. „Tęczowe piątki” w szkołach, brak ocen z niektórych przedmiotów, brak zadań domowych – a jeśli już koniecznie trzeba zadać, to broń Boże nie sprawdzać. Niech uczeń nie będzie świadomy, że źle wykonuje jakieś zadanie, co za problem? Pani Nowacka wspominała również o obiadach dla dzieci w każdej szkole, ale później widocznie uznała, że to jednak za mądry pomysł, więc z niego zrezygnowała. Odrzuciła na stertę innych niespełnionych obietnic swojego nowego szefa, bo przecież ten człowiek już nie pamięta, co tam naobiecywał. Było coś o podwyżkach dla nauczycieli, było o paliwie za 5 zł i był jeszcze kredyt 0%. Chociaż ekipa Tuska nie będzie miała pewnie problemów, żeby uznać je za spełnione, bo podwyżka ma być, ale nie taka jak obiecano, paliwo za 5 zł obiecywał w tamtym konkretnym momencie, teraz już się nie da, a zamiast załatwić kredyt 0% zlikwidujemy kredyt 2%. Ale do brzegu. Pani Basia, kiedy już uraczyła wszystkich swoimi pierwszymi głupimi pomysłami, postanowiła przekazać kolejne. I tutaj już się robi niefajnie, bo Nowacka zabiera się za język polski i historię. W kolejce pewnie czeka biologia, ale musi jeszcze ustalić z Żukowską, ile jest płci. Jeszcze do tego nie doszły. Trzeba poczekać aż Kaśka Lubnauer nauczy je liczyć do dwóch. W każdym razie – moim zdaniem Tusk może śmiało wycofać się z tej obietnicy podwyżek dla belfrów, bo oni niedługo nie będą mieli co robić.

Najpierw podstawówki…

Jeśli chodzi o język polski to rzecz jasna przede wszystkim oberwie się lekturom, chociaż nie wykluczam, że później wycofa się z alfabetu literę „r” na cześć naszego premiera. I podejrzewam, że lektury, które zostaną usunięte, nie będą dla Was zaskoczeniem. Za chwilę do tego przejdę, wspomnę jedynie, że minister edukacji dokładnie wyjaśniła takie, a nie inne decyzje: Na liście lektur nie ma żadnej książki, która powstała w XXI wieku. Warto się zastanowić nad tym, że jak chcemy mieć młodzież z wiedzą, otwartą na świat, to muszą też czytać literaturę współczesną. Argument nie do zbicia, zwłaszcza że wiadomo, jak olbrzymi jest współczesny poziom literacki. Proponuję dorzucić „365 dni” i jakiś kryminałek Remigiusza Mroza – oczywiście w miejsce Mickiewicza, Sienkiewicza, Żeromskiego. Ale nie martwcie się, nie będzie aż tak źle, chociaż niewiele lepiej. Dołożą Olgę Tokarczuk. Dzieci w liceum będą czytały książki kobiety, która twierdziła, że Polacy mordowali Żydów, byli właścicielami niewolników oraz kolonizatorami. Każdy normalny człowiek popukałby się w czoło, ale pani parlamentarzystka z Lewicy świętuje kolejny głupi pomysł. A teraz przejdźmy do samych lektur. Po kolei – z lektur ma zostać wyrzucony „Powrót taty” Adama Mickiewicza, „Pan Tadeusz” można powiedzieć, że zostaje, ale niepełny – wytnie się opisy, ówczesne zwyczaje i – a jakże! – polowania. Poza tym zniknie „Katarynka” Bolesława Prusa. Z „W pustyni i w puszczy” ostaną się jedynie fragmenty, trwają też rozmowy, czy nie wyrzucić „Potopu”, „Quo Vadis” też już nie będzie, bo przecież wiadomo, że Sienkiewicz to stary rasista. Przypominam, że w tym nie-rządzie jest jego prawnuk. Strasznie polskiego pisarza pokarało za ten jego rasizm – taką kanalię ma wśród swoich potomków. Lećmy jednak dalej: „Syzyfowe prace” Stefana Żeromskiego, tren I i V Jana Kochanowskiego i „Żona modna” Ignacego Krasickiego. Poezja Cypriana Kamila Norwida, Jana Lechonia czy Marka Rymkiewicza też jest niepotrzebna. Będą również czystki w lekturach dla klas z rozszerzonym językiem polskim. Wypadną „Topsy i lupus” Zofii Kossak-Szczuckiej, bo była wredną antysemitką, która ratowała Żydów (na szczęście mają zostać „Bursztyny”), znowu oberwało się Sienkiewiczowi, bo zniknąć ma „Janko Muzykant”.

Później licea

No to przejdźmy szybko do liceów, bo tutaj ministerstwo edukacji również zadbało, żeby przypadkiem uczniowie się nie przemęczali. Zniknąć mają Pieśń nad pieśniami, „Odyseja” Homera, Legenda o św. Aleksym, Kroniki Galla Anonima, „Boska komedia” Dantego (chociaż na szczęście ma być wciąż dostępna na poziomie rozszerzonym), Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska, „Romeo i Julia” Shakespeara, „Rozdziobą nas kruki, wrony” Stefana Żeromskiego. Nowacka uznała również, że to wcale nie jest konieczne, żeby uczniowie klas rozszerzonych czytali więcej, bo więcej znaczy za dużo, więc tutaj też planuje okroić listę lektur. Pożegnamy więc „Chmury” Arystofanesa, „Eneidę” Wergiliusza, „Wyznania” św. Augustyna, Summę teologiczną św. Tomasza z Akwinu, „Lilla Weneda” Juliusza Słowackiego. Te wybory chyba nikogo nie dziwią. Za dużo świętych. Barbarę Nowacką tyłek parzy na samo tylko wspomnienie, więc won. Żadnych świętych! A skoro tak, to… z listy lektur uzupełniających ostała się jedna książka. JEDNA. I tutaj chyba najwidoczniejszy jest cel działania Barbary Nowackiej i jej motywy – ona nienawidzi wszystkiego co katolickie i chrześcijańskie. Licealiści nie będą musieli czytać: „Historyji o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” Mikołaja z Wilkowiecka, Kroniki książąt polskich, „Świętego” Jana Józefa Szczepańskiego, „Zapiski więzienne” Stefana Wyszyńskiego, „Przekroczyć próg nadziei”, „Tryptyk rzymski”, „Pamięć i tożsamość” Jana Pawła II oraz „Ojciec wolnych ludzi. Opowieść o Prymasie Wyszyńskim” Pawła Zuchniewicza. Sporo, prawda? Do tego należy prawdopodobnie doliczyć pieśni patriotyczne, bo na cholerę rozwijać i uczyć uczniów takiej idei, skoro można pokazać im, jak należy się masturbować. Jak widać z kanonu lektur wypada bardzo wiele wartościowych pozycji, które znajdowały się tam od lat. Co w zamian? Niewiele. Wspominałam o Oldze Tokarczuk. Dorzucą jeszcze „Wroniec” Jacka Dukaja i „Gorzką Czekoladę i inne opowiadania o ważnych sprawach” Barbary Kosmowskiej i Pawła Beręsewicza. Trzy książki. Zamierza wypierdzielić pół lektur, a w zamian za to da trzy książki, z czego jedna kobiety, która pojęcia nie ma o polskiej historii. Pani Barbara pewnie uśmiecha się pod nosem, bo tak głupio to się jeszcze nikomu nie udało.

Historia… a po co komu historia?

Myśleliście, że to koniec? Nie, nie, nie, Basieńka ma całe mnóstwo kolejnych głupich pomysłów. A czego Basieńka nie lubi najbardziej – poza chrześcijaństwem? Tak, dokładnie! Polskości! Patriotyzmu! Naszej historii! Dlatego, rzecz jasna, nie zamierzała tej historii oszczędzać. „Wśród tematów, które proponuje się wykreślić z podstawowych lub dodatkowych treści nauczania, są m.in. Kulturkampf, chrzest Polski, średniowieczne wojny z Niemcami, Żołnierze Niezłomni, zwycięstwo grunwaldzkie, rola Jana Pawła II w obaleniu komunizmu i przykłady bohaterstwa Polaków podczas II wojny światowej” – opublikował portal Niezależna. I zobaczmy, co my tu mamy. Kulturkampf – wiadomo, cesarz Otto von Bismarck usiłował ograniczyć wpływ Kościoła Katolickiego w Cesarstwie Niemieckim. Kościół Katolicki należy tępić, więc nie ma co roztrząsać, Bismarck dobrze zrobił. W ogóle w tej nowszej wersji historii ci Niemcy to będą fajne ziomeczki. Ale już druga pozycja budzi spore obawy. Chrzest Polski. Przecież to był praktycznie początek istnienia Polski. Początek jej cywilizacji. Nie da się być tak głupim, żeby całkowicie na trzeźwo wymyślić coś takiego, prawda? Nieprawda. Bo tu właśnie wchodzi Baśka, cała na biało. Średniowieczne wojny z Niemcami też wyrzucimy, pamiętajcie, że od teraz Niemcy są fajni. Bitwę pod Grunwaldem też, bo Doniek dostał wytyczne od naszych zachodnich sąsiadów, że ich ta porażka ciągle wkurza. Zniknięcie kwestii Żołnierzy Wyklętych czy Jana Pawła II nie dziwi mnie absolutnie. Tego się spodziewałam. Ale podobno ma pojawić się temat Inki, chociaż mocno okrojony. Obawiam się, że polska bohaterka może posłużyć do tworzenia HERstorii, bo przecież pamiętamy, że takie debilizmy lewicy po głowach chodziły. Czy to wszystko? Nie. Bo na przykład zamiast rzezi wołyńskiej dzieci będą się uczyć o konflikcie polsko-ukraińskim, zamiast o przykładach Polaków ratujących Żydów dowiedzą się o postawach Polaków względem Żydów. Wiadomo jakich postawach. Przekłamane Jedwabne przepracują od początku do końca, starannie pomijając wątek niemiecki (wiadomo, wbijcie sobie do głów, Niemcy fajne chłopy są!), o rodzinie Ulmów nie będzie już czasu nauczyć. Zaraz przejdziemy do historii II wojny światowej (bo jej oberwało się najmocniej), ale o jednym muszę Wam wspomnieć, mimo że chciałam się skupić głównie na historii Polski, którą nowa minister zamierza potraktować najsurowiej. „Zasięg ekspansji arabskiej” zastąpiono „narodzinami islamu”, wykreślono też „rolę Kościoła w dziedzinie nauki, architektury i sztuki”, sprowadzając ją jedynie do „kultury i życia codziennego”. Brzmi znajomo, prawda? Niestety, jak wspominałam, bardzo dużo uwagi nowa minister edukacji poświęciła II wojnie światowej. Jak można się domyśleć jest tam sporo treści, które nie spodobały się pani Nowackiej. Wśród treści przewidzianych do usunięcia […] są „przykłady szczególnego bohaterstwa Polaków, np. obrona poczty w Gdańsku, walki o Westerplatte, obrona wieży spadochronowej w Katowicach, bitwy pod Mokrą i Wizną, bitwa nad Bzurą, obrona Warszawy, obrona Grodna, bitwa pod Kockiem”. W podpunkcie dotyczącym przykładów zbrodni niemieckich i sowieckich wykreślono nawias „(Palmiry, Katyń, kaźń profesorów lwowskich, Zamojszczyzna)”. Z materiałów dotyczących początków komunizmu w Polsce proponuje się usunąć wątki „opór zbrojny (żołnierze niezłomni)” oraz „rola Jana Pawła II i jego wpływ na przemiany społeczne”.

Nowa podstawa programowa, czyli niczego nie będzie

A czemu tak? Bo tak i prawdopodobnie mamy się nie interesować. W tej fajniejszej wersji historii, Niemcy to nasi starzy, dobrzy kumple, więc sami rozumiecie, że akurat to wydarzenie trzeba troszeczkę przyciąć. Ale spokojnie, Baśka wszystko ogarnie. Na początku rzuciła się ratować najbardziej palące ją przedmioty, ale podejrzewam, że głupich pomysłów jej nie brakuje. Trzeba jednak przede wszystkim zrobić porządek z historią i polskim, bo na cholerę młodzi Polacy mają się uczyć o naszych bohaterach i czytać powieści naszych pisarzy? Nikomu to do niczego potrzebne nie jest – zwłaszcza na szparagach u Niemca. Ale skąd to wiadomo, zapytacie, może nie będzie aż tak źle? Z dokumentu o nazwie: „Podstawa programowa kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej”, który jest już rozsyłany do urzędników MEN do konsultacji. Wspomniane zmiany nie są ostateczne, ale wszystkie są autorstwa resortu edukacji. Spodziewałam się podobnych rozwiązań, ale że pani Basia tak jawnie przyzna się, że jest zwykłą antypolską szczekaczką – tego nie. Nie wiem tylko, czy mam pogratulować bardziej odwagi czy raczej kolejnego głupiego pomysłu? W każdym razie – Nowacka z całą pewnością zamierza zostać najgorszą minister edukacji w historii. Konkurencję ma dużą, ale i szanse ogromne. Wydaje mi się, że może nawet wyprzedzić tego śmieszka, który wprowadził gimnazja – a to było dawno, bo zdaje się, że za rządów Jerzego Buzka.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie/

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Zły wpis w złym momencie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy

Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.

Śmiać się, żeby nie płakać

Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.

Konsekwentne rozmydlanie win

W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.

Kiepscy asystenci

To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej