Connect with us

Nawiasem Pisząc

Zdanie elity o polskim motłlochu

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Dzisiaj mamy kolejną aferę spod znaku: „Nasi polscy wielcy, którzy wyżej srają niż dupę mają”. Olga Tokarczuk, wybitna (ekhm, ekhm) noblistka była łaskawa wyjaśnić, że literatura nie jest dla idiotów, ona sama dla idiotów nie pisze, bo jej książki są dla ludzi inteligentnych. Co więcej wcale nie chce, żeby jej powieści trafiały „pod strzechy” – zapewne dlatego, że uważa Polaków za kolonizatorów, właścicieli niewolników, oprawców Żydów, a dodatkowo jeszcze za idiotów.

Ostra reakcja feministycznej aktywistki

Nie wiem, czy ładnie wypowiadać się w ten sposób – zwłaszcza noblistce. Według mnie to zwykły klasizm i elityzm, żeby nie powiedzieć chamstwo i snobizm, dlatego nie wiem, czy lewicowy piewcy tolerancji będą zachwyceni. Maja Staśko bynajmniej nie była, więc pani Oldze mocno jej słowa już pewnie w pięty poszły. Inna sprawa, że Maja w typowy dla siebie sposób najpierw skrytykowała Tokarczuk, a parę godzin później tych, którzy ośmielili się wyrazić swoje zdanie na temat słów pisarki. To już któryś raz, kiedy Maja najpierw pisze jedno, a potem zupełnie co innego, mimo to liczy na to, że ludzie potraktują ją poważnie, a na końcu dziwi się, ze jednak tego nie zrobili i płacze, że hejt. Wróćmy jednak do pierwszoplanowej bohaterki dzisiejszego wpisu. Domyślam się z jakiego powodu padła taka wypowiedź. I sama sobie nadam prawo do skomentowania tego, ponieważ książki lubię czytać i na dodatek rozumiem, co czytam, więc jak mniemam – jestem godna? Co prawda, pani Tokarczuk akurat nie czytuję, ale przecież tak uznana artystka nie może wychodzić z założenia, że liczy się tylko jej twórczość i tylko słowa wypływające spod jej ręki są ucztą intelektualną dla wybranych, prawda?

Olga Tokarczuk

W każdym razie według mnie jest to odpowiedź na coraz częstszą krytykę jej powieści. Wiadomo – otrzymała nagrodę Nobla, w związku z tym jej książki stały się pożądanymi bestsellerami, a potem nagle okazało się, że ludzie są rozczarowani, bo po noblistce spodziewali się dużo, dużo więcej. Pani Olga oczywiście wie dlaczego – ponieważ są głupi. „Szanowny Polaku, jeśli nie podobała ci się moja książka, toś głupi. Nie dojrzałeś do tak wybitnej prozy, siedź tam pod swoją strzechą i kartofle obieraj, bo prawdziwa sztuka nie jest dla ciebie” – zdaje się tłumaczyć Tokarczuk. Kojarzy mi się to z pewnym wybitnym poetą i pewną wybitną dziennikarką, o której była już mowa. Jaś Kapela i Maja Staśko też lubią odpowiadać na jakąkolwiek krytykę pod ich adresem, że po prostu użyli metafory. A ci wszyscy ludzie, którzy ich krytykują oczywiście jej nie zrozumieli i prawdopodobnie w ogóle nie wiedzą, czym ta metafora jest. O ile oczywiście coś na tę krytykę odpowiedzą, bo zazwyczaj mylą ją z mową nienawiści albo kasują i udają, że jej nie było. To jest zresztą bliskie lewicowemu sposobowi na dyskusję: Nie zgadzasz się ze mną? Jesteś homofobem/rasistą/faszystą/pisiorem/szowinistą (a ostatnio jeszcze doszła ruska onuca) – niepotrzebne skeślić.

Krytyka boli?

Pani Tokarczuk zachowuje się bardzo podobnie. Kiedy była łaskawa opowiedzieć, jak to Polacy mordowali Żydów, handlowali niewolnikami i kolonizowali inne kraje, listem otwartym odpowiedziała jej ś.p. Iwona Konieczna. Nie doczekała się żadnej reakcji, pisarka zdawała się udawać, że w ogóle o takim liście nie słyszała. Niestety pani Iwona wykazała się zbyt dużą wiedzą, umiejętnością argumentacji, celną ironią, ale też wysoką kulturą, więc noblistka nie mogłaby odpowiedzieć, w taki sam sposób, w jaki zwraca się do „motłochu” – że jest po prostu za głupia. Nie wiem też, w jaki sposób należy traktować Stanisława Lema, który najwyraźniej też nie dojrzał do jej niezwykle wybitnej twórczości, bo pisarstwo pani Olgi ocenił tak: Czytałem niedawno książkę Tokarczuk o „Lalce”. To jest nie tylko mowa-trawa, ale również dowód na to, że autorka studiowała psychologię w ubiegłych wiekach. „Lalka” to nie tylko piękna książka o miłości, która z „Hymnem o Perle” ma tyle wspólnego, że Izabela Łęcka mogła nosić sznur pereł. Innych związków nie widzę. Książka ta zirytowała mnie tak, że więcej niż połowy nie uczytałem. Nie wykluczam, że na ostatnich stronach mogły się w niej znaleźć jakieś mądrości, ale wątpię, bo to jest dobre dla dziesięcioletnich dzieci, ale nie dla mnie. Tokarczuk do tego stopnia obraziła mój rozum, że chciałem napisać polemikę, ale uznałem, że gra jest niewarta świeczki, bo musiałbym jej książkę przeczytać do końca.

Stanisław Lem

M

List otwarty do Pani Olgi Tokarczuk: http://pressmania.pl/list-otwarty-do-p-olgi-tokarczuk-pisze-iwona-l-konieczna/

Facebook: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Twitter: https://twitter.com/NawiasemPiszac

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Och! Jak kolorowo!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

W końcu zaczyna być światowo w tej naszej zacofanej, choć uśmiechniętej Polsce! Już niedługo Sylwestra będziemy mieli cały rok, tylko że zamiast tych zaściankowych fajerwerków, będziemy puszczać z dymem samochody – choć tutaj musimy się jeszcze pościgać trochę z Europą, bo tutaj niekoniecznie mamy tylko elektryczne auta, a te to wiadomo, że jarają się jak złoto. A benzynowe podpalać to jakoś tak mało klimatolubnie. Nie wiem tylko, czy będzie to akurat wielka przeszkoda dla naszych wspaniałych gości, których widzimy już w Polsce coraz więcej. I zanim przejdę do kolejnych akapitów napiszę wyraźnie (chociaż pewnie osoby z innej bańki i tak w to nie uwierzą) nie mam nic do czarnoskórych czy mieszkańców Bliskiego Wschodu. U mnie w pracy jest sporo takich ludzi i nie mam z tym żadnego problemu – z jednym się nawet zakolegowałam. Ale, no właśnie… pracują, uczą się polskiego, nie stwarzają problemów. Z tym polskim to wiadomo – niektórym idzie lepiej, innym trochę słabiej, ale jak się wchodzi do kuchni i życzy któremuś „Smacznego”, to wie, że odpowiada się „Dziękuję”. Wiem, że to nic przesadnie skomplikowanego, ale chciałam dać prosty przykład. A też nie wymagam od każdego cudu, bo nasz język jest jednak bardzo trudny.

Pierwsze próby ubogacenia

Ale do brzegu – tylko w ciągu ostatnich kilku dni mieliśmy parę przykładów takiego ubogacenia. Najpierw Internet obiegł film, na którym widać, jak czarnoskóry mężczyzna skacze po jednym samochodzie, próbuje włamać się do drugiego, zaczepia ludzi na ulicy, a w końcu przewrócił przechodnia. Na tym się jednak skończyła jego radosna zabawa, bo Polacy wciąż są nietolerancyjni, więc przewrócony chłopak od razu wstał i bardzo chciał wyjaśnić, co sądzi o tego rodzaju ubogaceniu kulturowym. Wtedy Murzyn odszedł bardzo przyspieszonym krokiem. W Piotrkowie Trybunalskim niedawno policja musiała obezwładnić innego uśmiechniętego gościa, który chodził z nożem po ulicy i groził ludziom, a w Warszawie funkcjonariusze wyciągnęli broń i wywlekli z Bolta innego ubogacającego, chociaż ten akurat nie wiem, co zrobił. Cóż, mnie się wydaje, że policjanci jeszcze nie wyciągają broni i nie wyrzucają ludzi z ich samochodów bez powodu, ale pewnie się nie znam i był to jawny przykład rasizmu systemowego. A to jest tylko kilka przykładów z ostatnich dni – o wielu innych pewnie nie słyszeliśmy. Strasznie szybko nam się ich namnożyło, od kiedy Tusk objął władzę, a przecież jeszcze oficjalnie nikogo nie wpuszczamy. Zdaję sobie sprawę, że tych ludzi było już całkiem dużo wcześniej i dobrze widać to było zwłaszcza na warszawskim Śródmieściu, ale też do takich sytuacji nie dochodziło. Poczuli się zbyt pewnie, czy może po prostu nie zauważyliśmy, że nagle zrobiło się ich jakby trochę więcej? Dobrze by było jednak otworzyć oczy i zacząć działać w tym temacie, bo jeśli doprowadzimy do sytuacji, jak w Niemczech i we Francji, to będzie już za późno.

Rozwiązaniem post na Twitterze!

Tymczasem nasz rząd i jego pozbawieni rozumu wyborcy widzą tylko jednego winowajcę. PiS i aferę wizową. Nie zamierzam udawać, że nic się nie stało, bo to akurat mają opanowane do perfekcji tuskowi wyznawcy, kiedy chodzi o afery ich ukochanego rządu, ale akurat wypisywanie na Twixie, że to wszystko wina tamtych, a nie nasza sytuacji nie rozwiąże. Średnio też jest to przekonujące, kiedy ci sami ludzie wyzywają PiS od rasistów, bo puścili jakiś spot ze zdjęciem trójki czarnych mężczyzn. Bo co ci konkretni ludzie zrobili? W sumie to nie wiemy, może nawet nic i może nie zamierzają nic zrobić, ale to miało nam po prostu uświadomić, że tych ludzi jest coraz więcej. A jak zacznie być za dużo, to zrobi się niefajnie. I oczywiście ci sami ludzie, którzy mówią o wielkim rasizmie w nowym spocie PiS, zapomnieli, że kiedy wyszła ta cała afera wizowa, ekipa Tuska zrobiła całkiem podobny film. Ten sam, którym Jaki załatwił pewną niezbyt dobrze przygotowaną do wywiadu panienkę z TVN. A wiecie, kto jeszcze był oburzony tym spotem? Stefan Niesiołowski, który pisał o szczuciu nienawiścią. Facet, który nigdy – przenigdy! – nie czuł do nikogo nienawiści, a na wizji, co prawda, pluł jadem, ale się nie oblizywał W każdym razie winnego już mamy. I wiemy też, kto na pewno nie jest winny. Niemcy. Wydało się, że niemiecka policja przewiozła przez naszą zachodnią granicę pewną migrancką rodzinę, zostawiła ich tutaj i sobie pojechała. Ale tym nie ma się co martwić, bo podobno Niemcy przyznali, że było to złamanie procedur, przeprosili i obiecali poprawę. Szef MSWiA daje wiarę ich tłumaczeniom, że to byli po prostu niedoświadczeni funkcjonariusze, co szybko podchwycił DEMAGOG (czyli finansowany przez Unię Europejski „fact-checking”, mający dementować fejki, ale niestety coraz częściej dementujący prawdę), iż kłamstwem jest, że Niemcy CELOWO podsyłają nam migrantów.

To tak tylko przypadkiem…

Ja mam w takim razie dwa pytania. Jak bardzo niedoświadczeni byli ci policjanci? Nie wiedzieli, że nie można sobie wziąć randomowej migranckiej rodziny, przejechać z nią przez granicę i porzucić? Naprawdę kupujemy tłumaczenia, że nie znali takich procedur? Niemcy mają nas za idiotów i – wiecie co? Jak czytam teraz tłumaczenia Macieja Duszczyka, to w sumie się im nie dziwię. I co to znaczy, że nie zrobili tego celowo? Pobłądzili przy polskiej granicy, nie wiedzieli, że wiozą migrantów, czy przyjechali na zakupy i zapomnieli ich zabrać z powrotem, jak przywiązanego psa? Przez przypadek to zrobili? Chyba na to wychodzi, każą nam myśleć, że albo przez przypadek, albo przez pomyłkę. Cóż, ja nie kupuję tych tłumaczeń. Mam podejrzenia, że robią to już od jakiegoś czasu, a teraz po prostu dali się złapać. I jeśli jakiekolwiek konsekwencje spadną na tych funkcjonariuszy, to tylko za to. Wątpię, czy trwało to jeszcze za rządów PiS-u, bo oni akurat coś by pokrzyczeli (i na tym by się pewnie skończyło), ale kiedy do władzy doszedł wielki przyjaciel narodu niemieckiego, to nie ma problemu. Jakby co, to się naściemnia, że mamy tu kompletnych idiotów w służbach, Doniek i tak zrobi wszystko, o co go ładnie poprosimy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Kolejna ofiara ideologii trans

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Całkiem przystojny facet, prawda? Tylko że… to wcale nie jest facet. To kolejna ofiara transseksualnego oszustwa, która uwierzyła, że tranzycja rozwiąże wszystkie jej problemy, a potem pozostało tylko żałować swoich decyzji. Scott Newgent, bo tak obecnie nazywa się człowiek urodzony jako kobieta, nie wzbudza jednak aż takiej mojej empatii, jak wspominana tu kiedyś Chloe Cole. Ta pierwsza dała się bowiem oszukać jeszcze jako nastolatka, a środowisko transpłciowe zataiło przed nią i jej rodzicami wszelkie skutki uboczne operacji zmiany płci. Tymczasem Scott…

Uczmy się na cudzych błędach

Tymczasem Scott zdecydowała się (tak, wiem, jak to brzmi, ale co poradzę?) na ten krok już jako dorosła osoba i matka trójki dzieci. Staram się zrozumieć, ale wydaje mi się, że dobro dzieci powinno być na pierwszym miejscu – a podejrzewam, że dla nich było to co najmniej dziwne, kiedy mama nagle stała się tatą. A teraz znowu mamą, mimo że wygląda jak mężczyzna. Nastolatki są bardzo łatwe w manipulacji, ale wydaje mi się, że dorosła kobieta powinna być odporniejsza na takie zabiegi. Tak czy inaczej, Newgent jest kolejną osobą, która głośno mówi, że tranzycja wcale nie jest ratunkiem, dlatego też przez „przyjazne” mu kiedyś środowisko jest nazywana obecnie fanatykiem. Bardzo podobna sytuacja dotknęła przecież Polaka, Łukasza Sakowskiego. Scott przede wszystkim podkreśla, że w medycznych tranzycjach, zwłaszcza dzieci, nie chodzi o żadną tolerancję czy prawa człowieka, ale o pieniądze. Jak zawsze. Badania rynkowe mają przewidywać, ze w ciągu mniej niż dziesięć lat, „opieka” afirmująca tożsamość płciową będzie generować więcej niż pięć miliardów dolarów rocznie. I dokona tego, oszukując i manipulując przede wszystkim młodymi ludźmi. A, jak podkreśla ten człowiek, operacja zmiany płci jest zwyczajnie eksperymentalna, niebezpieczna i niczego nie leczy. Na co mamy niestety coraz więcej przykładów. Na tej stronie opisałam co najmniej trzy, a słyszałam jeszcze o kilku kolejnych. Nie zapominajmy też, jak środowisko LGBT reaguje na takie osoby, więc można chyba śmiało podejrzewać, że tych osób jest więcej, ale boją się ujawnić.

Konsekwencje nie do naprawienia

Newgent przeszła terapię hormonalną i serię operacji, żeby zmienić się z Kellie w Scotta i, jak twierdzi, prawie umarła w jej trakcie, a na pewno skróciła sobie życie o ładnych kilka lat. I to chyba boli ją najbardziej, bo obecnie jej dzieci są dla niej najważniejsze, a obawia się, że nie będzie żyła na tyle długo, żeby poznać swoje wnuki. Do tej pory ma powracające zakażenia i nikt nie wie, dlaczego, bo „nie powinno tak być”. Ale czego innego można się spodziewać po operacji tak mocno ingerującej w organizm człowieka, zwłaszcza że była zupełnie niepotrzebna? Tak, tranzycja jest formą samookaleczenia i należałoby zacząć karać z pełną surowością ludzi, którzy manipulują młodymi, zagubionymi dzieciakami, bo przecież liczy się kasa. Trans-mężczyzna podkreśla, że tak naprawdę nie wiadomo, co się będzie działo z ciałami dzieciaków w przyszłości, które przeszły taką operację, bo… nigdy nie zrobiono żadnych badań. Lobbyści transseksualizmu nie mają jednak żadnych oporów, żeby nakłaniać do tego najmłodsze osoby, mimo że wiadomo już, że skutkuje to wczesną osteoporozą, bezpłodnością i brakiem zadowolenia z seksu – przy czym to ostatnie jest chyba najmniejszym problemem. Newgent wylicza, że często dorosłe już osoby, które przeszły takie operacje we wczesnej młodości, mają serca i płuca o rozmiarach jak u dwunastolatków. Można się domyślać, z jakimi rodzajami problemami zdrowotnymi prawdopodobnie będzie się to wiązało. Albo już wiąże.

Niewygodne fakty?

Newgant miał też odkryć, dlaczego w Szwecji, która do niedawna była wiodącym krajem, jeśli chodzi o tranzycje, wstrzymano wszelką medykalizację dzieci w tym zakresie. Podobno istnieje dokument, który w USA jest całkowicie niedostępny, mówiący że kręgosłupy dziewczynek nie rozwijają się prawidłowo podczas przyjmowania blokerów dojrzewania. Jest duża szansa, że taka przykładowo piętnastolatka będzie chodzić zgarbiona przez resztę swojego życia. A dodajmy sobie do tego niemal pewną osteoporozę. Scott zresztą prognozuje, że takie nastolatki dożyją potem najwyżej trzydziestki, ale nie wiem, czy trochę nie przesadza. Nawet jeżeli tak, to mimo wszystko inne skutki takiej operacji powinny skutecznie zniechęcać do podobnych eksperymentów. Newgantowi mieli wmawiać, że jest mężczyzną uwiezionym w ciele kobiety (najczęstszy „argument” chyba), że jej silna osobowość stanowi dowód, że tak naprawdę jest facetem. Słyszał ktoś kiedyś podobne bzdury? To kobiety nie mogą mieć silnej osobowości? Czekajcie, nasłuchuję głosów sprzeciwu ze strony feministek. A nic, cisza. Ciekawe dlaczego? Powiedziałby coś podobnego Bosak albo Kaczyński, a kwik ciągnąłby się jeszcze przez dwa tygodnie. Aha, i Kellie miała się ubierać bardziej jak mężczyzna. To zadecydowało. Tak jakby zjawisko tzw. chłopczyc, czyli dziewczynek, które ubierają się raczej w ciuchy dla chłopców i lubią podobne rozrywki nie jest chyba nikomu obce. To się przecież bardzo często zdarza. Sama taka byłam w dzieciństwie.

Kiedy pociągniemy trans-aktywistów do odpowiedzialności?

Wciąż jednak nie potrafię zrozumieć, jak mogła dać się tak nabrać 42-letnia kobieta? Która na dodatek była matką, więc odpowiedzialność rodzicielską powinna jednak przedkładać nad własne dobro. To była już dorosła, wydawałoby się, że dojrzała osoba, która podjęła świadomą decyzję. Nieodwracalną decyzję. Decyzję, która zrujnowała jej życie. Ale dużą część odpowiedzialności ponosi ona sama. Wydaje mi się, że nie może szukać winy tylko wśród trans-aktywistów, bo sama chyba powinna mieć już na tyle oleju w głowie, żeby rozumieć, że chodzenie w sportowych ciuchach i interesowanie się „męskimi” sprawami niczego w kobiecości nie ujmuje. Co nie zmienia faktu, że mam olbrzymią pogardę do ludzi, którzy w ten sposób manipulują nastolatkami i przekonują ich do samookaleczenia, żeby czerpać z tego zyski czy to finansowe, czy medialne. Nie ma we mnie odrobiny zrozumienia do osób, które świadomie (albo przeciwnie, z powodu własnej ignorancji) doprowadzają innych do zniszczenia swojego życia. To jest coraz szersze zjawisko, a pamiętajmy, że coraz częściej słyszy się, że mówi się, że są transpłciowe o dwuletnich dzieciach. A że to szaleństwo się nie zatrzymuje, można się obawiać, że być może zaczną stosować taką „terapię” na kilkulatkach, bo na przykład taki malec w ramach zabawy wysmaruje się szminką i wskoczy w szpilki swojej mamy. Dlatego ważne są takie głosy, jak ten, mimo że tym razem ofiara tego rodzaju działalności w dużej mierze sama jest sobie winna.

M.

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Pośrednia odpowiedzialność

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Stało się najgorsze. Umarł polski żołnierz, który miał zaledwie 21 lat. I, oczywiście, zewsząd spływają kondolencje. To wszystko, co możemy zrobić, bo morderca był po drugiej stronie granicy. Nawet nie wiemy, co to był za człowiek. Tak po prostu zabił młodego żołnierza i tyle go widzieli. Zabójcy prawdopodobnie już nie znajdą, ale może warto prześledzić, kto, co i jak doprowadziło do tej tragedii. Bo to nie był jeden koleś z brudnym nożem. To były całe lata zaniedbań. Umówmy się – nasze wojsko leży i kwiczy. Niestety. Czytałam gdzieś, że ten zamordowany żołnierz odbywał służbę dopiero od około sześciu miesięcy. Nie wiem, czy był już gotowy na obronę polskich granic. Nie chcę w żaden sposób temu młodemu chłopakowi umniejszać, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Ten człowiek zrobił wszystko, by bronić polskich granic. Oddał życie. Więcej się nie da.

Skucie w kajdanki za obronę polskich granic

I napiszę od razu, że jestem wściekła nie tylko na bezpośredniego sprawcę, bo od dawna bałam się i chyba nawet o tym pisałam, że w końcu na granicy polsko-białoruskiej dojdzie do tragedii. Nie tylko ja zresztą. Martwiłam się od 2021 roku. W końcu się stało i, uwierzcie mi, wcale nie jestem z tego powodu usatysfakcjonowana. Jestem wściekła i smutna. Ponieważ do tej śmierci w ogóle nie powinno dojść. Podejrzewam, że wszyscy domyślacie się, o co mi chodzi. Otóż mniej-więcej dwa miesiące temu (na przełomie marca i kwietnia) skuci w kajdanki zostali nasi żołnierze. Za co? Za to, że oddali kilka ostrzegawczych strzałów. Najpierw w niebo, potem w ziemię. Kosiniak-Kamysz twierdzi, że wiedział o sprawie niemal od początku. Fajnie, że wiedział, ale nic z tym nie zrobił. Olał ciepłym moczem tych żołnierzy, którzy ośmielili się sięgnąć po broń i bronić polskich granic, bo widzieli, że inaczej się nie da. Ci ludzie zostali ukarani za to, że bronili Polski. A „Tygrysek” o tym wiedział. Prawdopodobnie wiedział też Tusk. I co? I nic! Oj tam, oj tam. Zajęci byli, kampania trwała, a teraz? Mamy w zasadzie to samo – umarł, to umarł. Niestety społeczeństwo zareagowało inaczej. Bo sobie do pustych głów nie wbili, że ich obowiązkiem jest zaznaczyć krzyżyk pod konkretnym nazwiskiem, a potem krzyczeć. I płacić. Doniek tak chciał, więc trzeba. Dopiero parę dni temu, kiedy sprawa wyszła na jaw Kosiniak-Kamysz z Tuskiem stali się bezkompromisowi. W cudzysłowie oczywiście, bo ograniczyli się do „mocnych” wpisów na Twitterze. Oczekuję szybkich wniosków i decyzji organizacyjnych, prawnych oraz personalnych – napisał premier. Fajnie. I co dalej? Są jakieś wnioski i decyzje? Czy Tusk sobie to tak tylko napisał, żeby wyglądało, że się przejmuje? A w kolejnych przeszedł już do atakowania PiS-u, bo tak to na razie wygląda na jego profilu.

Kiedy doszło do śmierci?

Ale to jeszcze nie wszystko, bo w Internecie pojawiły się komentarze, że ś.p. Mateusz zmarł wcześniej. Na tę chwilę – oficjalnie umarł w czwartek, szóstego czerwca. Świeć, Panie, nad Jego duszą. Chciałabym się jednak dowiedzieć, dlaczego informacja o jego śmierci wypłynęła tak późno? Dlaczego dopiero w piątek? Fajnie byłoby poznać powody tej decyzji, bo w tej chwili – poza tym, że kogoś w tyłek parzy, więc zwalają winę na wszystkich innych – nie wiemy nic, możemy się domyślać. Spoko, przyzwyczaiłam się do tego rodzaju dyskursu politycznego, ale zginął człowiek! Polak! I co, nikt z obecnego nie-rządu nie poniesie odpowiedzialności? Kosiniak-Kamysz sam przyznał, że wiedział aresztowaniu naszych wojskowych za obronę granicy wcześniej. Postanowił jednak ukrywać ten fakt, bo przecież… co się może stać? I przez dwa miesiące siedział cicho i miał to w poważaniu. Dopiero, kiedy szambo wybiło, bo panowie mundurowi się wkurzyli (i ciężko im się dziwić}, nasz łaskawy nie-rząd postanowił zareagować. Wpisami na Twitterze. Według nich widocznie wystarczy. Umówmy się – jeżeli ten chłopak umarł dzień wcześniej, a nasi rządzący próbowali to ukryć do wyborów, to jest to skandal. A warto podkreślić, że wyciekły screeny prywatnej rozmowy, z której wynikało, że już wcześniej doszło do śmierci mózgu tego człowieka, wątroba też już nie działała… W imię czego znęcaliście się nad rodziną tego młodego mężczyzny? Nad jego rodzicami, prawdopodobnie rodzeństwem, przyjaciółmi, kolegami z służby? W imię wyborów?! To jest totalna kompromitacja nie-rządu Tuska, pokazująca jakimi podłymi, bezdusznymi, makiawelistycznymi wręcz manipulatorami jest cała ta jego ekipa. Mam nadzieję, że odbije się to na dzisiejszych wyborach, ale obawiam się, że jest jeszcze jakieś stado baranów, które pójdzie zagłosować tak, jak ich pan i władca rozkaże. Oczywiście jest jeszcze druga opcja – że oni faktycznie nic nie wiedzieli, o niczym nie mieli pojęcia, co również ich dyskwalifikuje. Podejrzewam jednak, że chodzi o to pierwsze.

Polska w żałobie…

I dzisiaj ci wszyscy politycy składają kondolencje. Napiszę wprost – to są tylko słowa. Bo w słowach nasi szlachetni politycy są mocni. Wygadywali różne bzdury, wylewali wiadro pomyj, a teraz „z olbrzymią przykrością przyjęli informację o śmierci polskiego żołnierza”. Robert Biedroń, Barbara Kurdej-Szatan {chociaż ona, dzięki Bogu, politykiem jeszcze nie jest, ale niebezpiecznie skręca w tę stronę), Donald Tusk, Szymon Hołownia, wszyscy, którzy parę miesięcy temu odmawiali temu chłopakowi i jego kolegom człowieczeństwa. Przeciez to nie byli ludzie, to były maszyny bez serca, bez mózgu, bez niczego. Tak pisała Kurdej-Szatan, pamiętamy to. A teraz składa kondolencje na Instagramie. Przecież to szlag jasny człowieka trafia na taki poziom obłudy. Ci ludzie są pozbawieni jakiegokolwiek honoru. Może za chwilę się Holland dołączy po swoim propagandowym paździerzu. A można się łatwo domyślić, dlaczego Putin i Łukaszenko zdecydowali się na taki ruch. To już Sowieci wymyślili określenie: „pożyteczni idioci”. Prezydent Rosji doskonale zdawał sobie sprawę, że w Polsce znajdą się durnie, którzy zaczną wypisywać i wykrzykiwać o rasizmie, ksenofobii i okrucieństwie po swojej prowokacji przy naszej granicy. Którzy będą uprawiać prorosyjską agendę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie wiem, czy spodziewał się, że aż tylu kretynów da się nabrać na tę jego oczywistą ustawkę… A dali się nabrać celebryci, dziennikarze, politycy. I teraz ci sami ludzie są zszokowani i wyrażają swoje ubolewanie, bo zginął człowiek. Ale już nie dopuszczają tej myśli, że zginął przez nich. Bo tworzyli takie naciski, że żołnierze na granicy zwyczajnie bali się używać broni. Wchodzi mi tu czasem na profil pewna słodka idiotka, która jeszcze parę dni temu mnie przekonywała, że nie potrafię myśleć, bo przecież skoro mają broń, to mogą z niej korzystać. Było to jeszcze przed wyciekiem o aresztowanych mundurowych za to, że tej broni właśnie użyli. Mam nadzieję, że słodka idiotka zapadła się pod ziemię i więcej nie będzie nic pisać. Chyba że to był wybitny trolling, bo w dzisiejszych czasach ciężko odróżnić.

Czy doczekamy się sprawiedliwości?

Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz są głównymi sprawcami tej tragedii – pomijając, rzecz jasna, bezpośredniego zabójcę. Ale że w końcu dojdzie do takiego wypadku było wiadomo od 2021 roku, kiedy zaczęła się przepychanka na granicy. Ci ludzie od początku wylewali na Wojsko Polskie i Straż Graniczną wiadro pomyj, bo przecież tam są kobiety i dzieci. Pamiętam, jak Joanna Mucha oburzała się, bo Dobromir Sośnierz słusznie powiedział, że nasi mundurowi powinni mieć prawo użycia broni w sytuacjach ekstremalnych. Bo muszą mieć możliwość obrony polskich granic, ale również własnego życia. Zmieszano go wtedy z błotem, bo jak to tak!? To jest przecież niehumanitarne! Warto jeszcze podkreślić, jakie pani Mucha ma braki w edukacji, skoro myliła wtedy humanizm z humanitaryzmem. Ale stado baranów ją wybrało, więc może sobie mówić. A Marcin „Pogłos” Kierwiński? On podobno wcale nie klaskał po filmie Agnieszki Holland. Oglądał, ale się nie zaciągał. Tak, oni wszyscy mają krew tego młodego mężczyzny na rękach. Ci wszyscy, którzy poszli i zapłacili, żeby obejrzeć tępą propagandę antypolskiej reżyser, a potem nie kryli łez wzruszenia i oklaskami nagradzali ten paszkwil – mają krew na rękach. Wszyscy „dziennikarze” Wyborczej, Onetu czy innych Noizzów – mają krew tego człowieka na rękach. I chcę do nich skierować tylko jedno zdanie – gardzę wami (celowo z małej litery). Gardzę Tuskiem, Kosiniakiem-Kamyszem, Kierwińskim, Żukowską, Hołownią, Wcisło (ta, która jest przeciwna PCK, CPK i innym nazwom – to tak przy okazji wspominam, bo niektórzy chyba nie mają świadomości, jakich ludzi wybrali do parlamentu) czy innymi politycznymi klakierami, którzy przyłączyli się do opluwania polskiego munduru (wszak to tylko kawałek ubrania, jak zapewniała pani Mołek). Gardzę każdym pracownikiem polskich mediów, który wymyślał niesamowite bzdury o sytuacji na granicy, żeby pani Holland miała materiały do nakręcenia swojego antypolskiego filmu. Gardzę samą Holland i wszystkimi, którzy ten film obejrzeli, a później bronili go w sieci. Że przecież trzeba obejrzeć, zanim się oceni. Nie, nie trzeba. Te fragmenty, które widziałam utwierdziły mnie w przekonaniu, że wstydem byłoby obejrzenie tego paździerza. Bo ja – w przeciwieństwie do was – mam Polskę w sercu. Sprawiliście, co prawda, że jest to państwo z dykty i kartonu, ale i tak je kocham.

Ale oczywiście fanatyków Tuska, Hołowni czy lewicy to nie obchodzi, bo czemuż to miałaby ich obchodzić pogarda jakiejś zacofanej Polki? Oni obmyją ręce z krwi i dzisiaj znowu pójdą głosować na tych samych ludzi.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej