Connect with us

Nawiasem Pisząc

Ci praworządni Niemcy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie wiem, czy wiecie, ale w Niemczech ostatnio zgwałcono jedenastolatkę. Obrzydliwa sprawa, prawda? Pewnie każdy z nas życzyłby gwałcicielowi jak najsurowszej kary. Najlepiej, żeby z więzienia nie wyszedł, a jakby jeszcze współwięźniowie mu wytłumaczyli w najlepiej sobie znany sposób, że dzieci się nie gwałci, to też nikt pewnie by się nie pogniewał. Bo nam bardziej szkoda tej jedenastoletniej dziewczynki, niż ****** (tutaj można wstawić dowolne przekleństwo, ja staram się nie używać wulgaryzmów, jednak tego zwyrodnialca nie jestem w stanie nazwać człowiekiem), który ją zgwałcił. Ale my to nie Niemcy. Niemcy mają o wiele lepszy sposób na karanie takich zboczeńców. Rok więzienia. Tak, dobrze czytacie – rok. Za zniszczenie życia jedenastoletniemu dziecku. Bo ta dziewczynka pewnie wiele lat będzie walczyła z traumą, strachem i straszliwymi wspomnieniami i tak naprawdę nie wiadomo, jak sobie z tym poradzi. A taki gwałciciel wyjdzie z więzienia, otrzepie się i pójdzie robić „swoje” dalej. A skąd tak niski wyrok? Ponieważ Niemcy,. podobnie jak Szwecja, są już ubogaceni kulturowo, nie to, co my, ciemniaki. A gwałciciel był Afgańczykiem. I żeby nie było wątpliwości – to są te same Niemcy, które praktycznie trzęsą całą Unią Europejską, a nam zarzucają brak praworządności. Jak widać, sami są świecącym przykładem… I aż słów mi nie starcza, żeby wyrazić podziw. Bo patrzcie – bardziej przejmują się naszą praworządnością niż swoimi obywatelami i – przede wszystkim – dziećmi.

Solidarność według Niemców

Wielokrotnie wspominałam (i ma swojej stronie FB, i w rozmowach prywatnych), że Niemcy, obok Rosji, to największa zakała Europy. Przepraszam za dosadność, ale tak myślę. Nikt mnie nie chciał słuchać. Na moje niesłuszne zarzuty odpowiadano w różny sposób. Daj spokój, oni już się zmienili, to już nie naziści, mówili (a co z nimi zrobili? Wyplenili? Ale tak jak my komunistów, czy może trochę skuteczniej?). To nie te czasy i w ogóle dawno żadnej wojny nie wywołali, mówili (swoje chłopy, a to że Putin wojny prowadzi za ich pieniądze to już oj tam, oj tam). W ogóle to największy nasz sojusznik, mówili (źle to świadczy o polskich władzach, ale o tym za chwilę). Teraz w ramach solidarności europejskiej te same Niemcy domagają się od nas gazu. Ot tak, z dobrego serca mamy się podzielić. Wcześniej w ramach walki o środowisko, rękami Platformy (bo Tusk to taki ich piesek – bliżej mu do francuskiego pinczerka niż owczarka niemieckiego, ale swoje zadania spełnia), likwidowali nasz przemysł węglowy. Nie lubię PiS-u, ale gdyby dalej rządziła u nas Platforma to mielibyśmy dzisiaj takie same problemy, jakie mają Niemcy, bo tak by nas uzależnili od rosyjskich dostaw, że pierdnąć bez ich wiedzy byśmy nie mogli. Problem byłby taki, że nie byłoby jelenia, który mógłby nas obdarować surowcami. A gdyby jakiś się znalazł, to wspomógłby Niemcy, a nie nas – oczywiście w ramach solidarności europejskiej. Teraz my, w ramach tej samej solidarności, mamy ratować Niemców, bo tyyyyyyyyle im zawdzięczamy, że powinno nam dawno zabraknąć słów wdzięczności. Mojej Cioci już zabrakło, ale to pewnie dlatego, że nie żyje, bo Niemcy ją zamordowali. Ale do końca życia była wdzięczna! Teraz, ci sami Niemcy, grożą paluszkiem Litwie, że oj, oj, z tymi sankcjami to niech oni się nie rozpędzają i proszę natychmiast ruch towarowy otworzyć! Nie wyrywajcie się, towarzyszu Litwo!

Sąsiedzkie stosunki

A ponieważ teraz Niemcy, którzy ochoczo robili interesy z Rosją (i dalej usiłują robić), nagle dość boleśnie przekonali się o rzeczywistości, to w zgodzie ze starymi zwyczajami, postanowili wydoić Polskę. Za mało ją doili przez ostatnie kilkaset lat, trzeba więcej, bo nie starcza. I my, w ramach tej EUROPEJSKIEJ SOLIDARNOŚCI, mamy się dzielić. Pies srał na potrzeby Polski, która przyjęła najwięcej ukraińskich uchodźców – radźta sobie sami, nie nasz problem, ale dobrze, że nam przypomnieliście, bo mamy pakiet nowych kar za BRAK PRAWORZĄDNOŚCI, bo u nas w Niemczech, to taka praworządność, że cholernego degenerata wsadzimy tylko na rok do więzienia, bo mamy ubogacenie kulturowe. To jest ta „europejska solidarność” w XXI wieku. Jeżeli ktoś ma jeszcze jakiekolwiek złudzenia względem Niemiec, to naprawdę po ich zachowaniu wobec wojny na Ukrainie, powinien się ich wyzbyć. Nic się nie zmienili. Tylko płakać się chce, że oni nam akurat trafili się na sąsiada. Od takiego to soli nie pożyczysz, ale zupę, drugie danie i podwieczorek wpierdzieli ci od razu.

Niebezpieczne skojarzenia

Olaf Scholz

Ale, ale – odnośnie jeszcze tej europejskiej solidarności! Olaf Scholz proponuje, aby Unia stała się wspólnotą geopolityczną pod przewodnictwem Niemiec, konkretnie Berlina (bo za mało tej władzy jeszcze mają). Dzięki temu będzie mógł doić od innych państw potrzebne surowce, bo nie mam żadnych wątpliwości, że o to temu małemu, żałosnemu, przegranemu człowieczkowi chodzi. Nie o podbój kontynentu, broń Boże świata, bo dlaczego miałby to robić, skoro obmyślił sobie plan, w którym cała (albo prawie cała – są równi i równiejsi) Europa będzie mu płacić daniny? Jednocześnie mam takie silne przekonanie, że przerabialiśmy coś podobnego w historii. Był taki jeden, który też chciał zjednoczyć Europę i też pod przywództwem Berlina. Wyleciało mi z głowy nazwisko. Taki niski był, z wąsikiem. Malować lubił… Coś tam krzyczał i mocno przy tym gestykulował. Potem wygrał wybory (jacyś naziści go wybrali, nie mam pojęcia skąd się wzięli) i zaczęła się chryja. Nie pamiętam, pomożecie? Jak ten mały gnojek się nazywał?

M.

źródło: https://www.wnp.pl/gazownictwo/niemcy-oczekuja-aby-polska-podzielila-sie-z-nimi-gazem,604364.html

Facebook: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Twitter: https://twitter.com/NawiasemPiszac

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Spór o reparacje

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Dorzucę jeszcze swoje parę groszy odnośnie do reparacji, bo pojawiły się głosy, że domagać się, owszem, powinniśmy, ale nie teraz. Ja uważam, że teraz jest akurat najlepszy moment, mimo że – tak jak pisałam w poprzednim poście na ten temat – jestem przekonana, że ich nie wywalczymy. Przede wszystkim jednak chcę napisać, że doskonale zdaję sobie sprawę, po co PiS wyciągnął ten temat akurat teraz. Nie wiem, czy był to jedyny powód, ale podejrzewam, że w dużej części chodziło o przykrycie inflacji. Dwucyfrowy wynik, a PiS zdaje się nie do końca wiedzieć, jak sobie z nią radzić. W dodatku wyborcy nie są tak naiwni i niekoniecznie uwierzyli, że jedynym winnym inflacji jest ten zły Putin, a nie pińcet plusy, czternaste emerytury czy lock downy i zamrażanie gospodarki. Tak jak niezadowolenie wynikające z działań rządu w ramach „walki z pandemią” trzeba było przykryć aborcją, tak rosnącą inflację, wzrost cen i zbliżający się kryzys – reparacją. Nie oznacza to jednak, że ani o aborcji, ani o reparacji nie powinniśmy rozmawiać, ale też nie chcę tutaj udawać, że tego nie widzę, dlatego pro forma podkreśliłam swoje zdanie a propos naszej sytuacji.

Co na to Niemcy?

Wracając do reparacji – po rozpoczęciu wojny opadły maski, zwłaszcza Niemcom i Francuzom. Europa zwróciła uwagę, że dwa kraje trzęsące całą Unią, wymagające od innych państw, żeby tańczyły, jak one im zagrają, są rządzone przez ludzi obłudnych, cynicznych, niemoralnych i kłamliwych. Ludzi uderzyło wręcz, że skoro oni grają w ten sposób wobec Ukrainy, na której terenie toczy się wojna, to tym bardziej bez skrupułów będą postępować z innymi mniejszymi krajami. Wyszły na jaw wszystkie interesy z Rosją, wyszło na jaw, że Niemcy próbowali uzależnić nie tylko siebie, ale niemal całą Unię od rosyjskich dostaw pod pozorem troski o klimat. Widać, jak na tragedię Ukraińców zareagowała Polska, a jak Niemcy i Francja, które po całej serii kłamstw i kompromitacji znajdują się w poważnym kryzysie wizerunkowym. Zdaniem np. Jacka Bartosiaka nawet Stany Zjednoczone doskonale widzą, co się dzieje i zachowanie Niemców działa im na nerwy. Nie sądzę, żeby to odwróciło w jakikolwiek sposób siły w Europie, ale czemu nie mamy próbować? Zwłaszcza że domyślam się, jaka byłaby odpowiedź Niemców, gdybyśmy takie żądania wysnuli, kiedy ci byli na szczycie. Rozgnietliby nas butem. Dzisiaj jednak sytuacja na Ukrainie przypomniała niektórym ludziom, jak wygląda wojna. Że to niekoniecznie są jakieś stare, nieważne wydarzenia sprzed lat, ale realny dramat tysięcy, ba, milionów ludzi. To zadośćuczynienie zwyczajnie nam się należy, a jeśli nie teraz, to kiedy? Tym bardziej, że to, jakie państwo zmusiło nas do zrzeczenia się roszczeń, też nie jest bez znaczenia, bo Rosjanie dobitnie udowodnili, że „dziedzictwo ZSRR” jest im ciągle bliskie.

Rafał Ziemkiewicz zauważył, że ten, komu grunt usuwa się spod nóg, próbuje głośniej krzyczeć i to było widać w niedawnym wystąpieniu Olafa Scholza, który stwierdził, że Ukraina zrealizowała udaną ofensywną akcję na Rosjan jest efektem olbrzymiej pomocy Niemców, największą ze wszystkich. Kłamał w żywe oczy, jeszcze bardziej skompromitował swój kraj i ludzie to widzą. A jego mniej lub bardziej ukryta groźba, że nie chciałby, żeby ktoś zaczął sprawdzać na mapie granice przed wojną i się o nie upominać, jest zwykłą bezczelnością, która też została zauważona, chociaż oczekiwałabym ostrzejszej reakcji ze strony naszych rządzących. Po raz kolejny powołam się na słowa Ziemkiewicza: wolę otwartego wroga niż fałszywego przyjaciela.

A co Polacy?

Jeśli chodzi o polskie realia, to miotanie się opozycji mówi samo za siebie. Tak jak w przypadku Niemiec i Francji, tak i u nas opadły niektóre maski i chyba tylko najbardziej zaślepiony wyborca KO nie widzi, że ta partia dosłownie chodzi we mgle. Bowiem tuż po ogłoszeniu tych roszczeń próbowała negować ten pomysł. Bo przecież to było dawno. Bo przecież Niemcy to teraz nasi przyjaciele. Bo przecież nie możemy się z nimi kłócić. Bo przecież to nasi sojusznicy i warto dbać o dobre relacje, a nie szukać waśni. Tłumaczenia, które można skrócić do „bo Niemiec nie pozwolił”. Nagle jednak zmienili front. Wyglądało na to, jakby ktoś przypomniał Tuskowi, że jest znowu w Polsce, a nie w Niemczech i musi trochę zmienić nastawienie, bo nie wypada ciągle przypominać ludziom, komu służy. I po krytykowaniu tego pomysłu z dnia na dzień Borys Budka stwierdził, że reparacje, owszem, należą się, ale tylko oni, Platforma, mogą je faktycznie wywalczyć. Przecież to jest jakaś komedia. Zwłaszcza, że KO ma argumenty do uderzania w PiS, ale zamiast tego, robi dokładnie to, czego chce polityczny konkurent i ładuje się w szambo. A szczytem obłudy były nawoływania Tuska w stronę Niemców, że powinni dać JESZCZE więcej broni, czyli bawi się w Morawieckiego z początku konfliktu na Ukrainie. Jeszcze niedawno biadolił, jak PiS próbuje nas skłócić z resztą Europy, a teraz usiłuje z siebie zrobić antyrosyjskiego i antyniemieckiego. I to na przestrzeni pół roku, może trochę więcej, jeśli chodzi o rzekomą antyrosyjskość, a kilku dni w przypadku antyniemieckości. Albo jest człowiekiem-kameleonem, albo uważa swoich wyborców za idiotów. Za rok przekonamy się, czy słusznie. Nie ma co jednak ukrywać, że to o te wybory toczy się gra, a PiS na ostatnie okrążenie przed metą zyskał, w mojej opinii, sporą przewagę.

 

M.

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Eksperyment na żywym dziecku? Spokojnie, to tylko… tolerancja!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Wczoraj przypomniałam na TZT swój stary tekst o Jamesie Shupie, dzisiaj sprawa bardziej znana, ale też dużo bardziej bulwersująca, gdzie w imię jakichś swoich „szczytnych” idei psycholog i seksuolog postanowił zniszczyć życie innej osobie, a przy okazji też jej rodzinie, i przeprowadzić sobie na niej… eksperyment. Jeśli nie słyszeliście o tym skandalu, to trzymajcie się krzeseł, bo to jest taki przykład lewackiego imbecylizmu i znęcania się nad dzieckiem – nad drugim człowiekiem – że krew mnie osobiście zalewa.

Złe gorszego początki

David Reimer urodził się w 1965 roku w Kanadzie jako Bruce Peter Reimer. W wieku dwóch miesięcy doznał trwałego uszkodzenia genitaliów w wyniku błędu lekarskiego (stało się to podczas zabiegu naprawy stulejki). Rodzice starali się szukać pomocy dla dziecka. I znaleźli ją (a raczej wręcz przeciwnie) w osobie Johna Money’a – psychologa, seksuologa z… Gender Identity Institute.

John Money

Ów lekarz postanowił sobie zrobić eksperyment na dziecku. Polecił rodzicom chłopca, żeby poddali go usunięciu jąder i wychowywali jako dziewczynkę, bo „płeć biologiczna nie ma znaczenia” i jest tylko „konstruktem społecznym”. David (wówczas jeszcze Bruce) miał około dwóch lat, kiedy pan Money zdecydował się przeprowadzić na nim eksperyment. Na dwuletnim dziecku. Bez jego zgody i świadomości. Brawo. Szkoda tylko, że rodzice dali się tak łatwo zmanipulować i oszukać. Owszem, byli zrozpaczeni i szukali pomocy gdziekolwiek, ale jednak… aż taka ingerencja w organizm dwuletniego dziecka?

Challenge accepted… challenge failed

Od tamtego czasu Bruce miał stać się Brendą, a rodzice mieli traktować chłopca jako dziewczynkę. Ale… no, cóż… wbrew lewicowej nauce nie zadziałało. Dziecko dalej zachowywało się jak typowy chłopczyk – oddawało mocz na stojąco, wolało bawić się raczej w „chłopięce” zabawy i kategorycznie odmawiało chodzenia w sukience. Przy okazji pragnę gorąco podkreślić, że zabawy „niezgodne z płcią” nie są i nie mogą być żadną podstawą do tego, żeby decydować się o zmianie płci niepełnoletniego dzieciaka, bo to naprawdę niewiele znaczy. To tak dla jasności – ja opisuję po prostu, jak było.

Pana psychologa to nie zniechęcało. Oj tam, oj tam, kto by się przejmował niefajnymi efektami, skoro eksperymenty robi się na kim innym, prawda? Dziecko, razem z bratem bliźniakiem, Brianem, było corocznie monitorowane, żeby – de facto – potwierdzić sukces eksperymentu. Inicjator tego „projektu” w swoich raportach przedstawiał wyniki jako potwierdzające jego teorię. Według niektórych źródeł szanowny pan doktor puszczał tym chłopcom pornograficzne filmy – tak, żeby zobaczyć jak reaguje chłopiec i „dziewczynka”. Albo w sumie nie wiem dlaczego… Bo był chorym człowiekiem?

Walka o odzyskanie życia

Bracia Reimerowie jako dzieci

Kiedy David miał dwanaście lat, lekarze rozpoczęli podawanie mu estrogenów – mimo że chłopak kategorycznie odmawiał ich przyjmowania i część dawek, kiedy mógł, zwyczajnie wyrzucał. Był już świadomym, młodym – choć niedorosłym jeszcze – człowiekiem i zaczynał rozumieć, co mu robią. David nie akceptował swojego kobiecego wyglądu, buntował się przeciwko terapii hormonalnej. Rodzice zdecydowali się poinformować swojego syna o jego przeszłości. Mając czternaście lat, Reimer zdecydował, że jednak – wbrew wszystkiemu! – chce żyć jako mężczyzna. W związku z tym – zgodnie z zaleceniem lekarzy – David zaczął przyjmować testosteron, zdecydował się na zabieg podwójnej mastektomii, a kiedy miał piętnaście albo szesnaście lat przeszedł operacje mające na celu odbudowę prącia. Od tamtego czasu twierdził, że jego komfort życia uległ znacznej poprawie i przyjął imię David. Następnie ożenił się i adoptował troje dzieci swojej partnerki. Żona zawsze przedstawiała go jako stuprocentowego mężczyznę.

Tragiczny finał bezdusznego eksperymentu

Niestety w 2004 roku David popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę. Dwa lata wcześniej w wyniku przedawkowania leków zmarł jego chorujący na schizofrenię brat-bliźniak. W opinii matki, gdyby nie ten wyniszczający eksperyment, David żyłby do dziś. Według jej wspomnień problemy i przejścia Davida miały olbrzymi wpływ na jego brata. Nie znaczy to oczywiście, że były one powodem jego schizofrenii – szanujmy jednak psychologię i psychiatrię mimo pana Moneya. Ale być może rodzina byłaby w stanie lepiej pomóc Brianowi, gdyby nie była wcześniej tak skrzywdzona? Nie wiem, gdybam tylko.

Warte odnotowania jest to, że lewica absolutnie nic z tej historii nie wyniosła. Dalej twierdzi, że „płeć to konstrukt społeczny”. Dalej twierdzi, że można dzieci wychowywać niezgodnie z ich płcią biologiczną albo w ogóle „bezpłciowo” (na przykład modelka Emily Ratajkowska niedawno stwierdziła, że pozna płeć swojego dziecka dopiero, jak to osiągnie osiemnaście lat), a jakiś czas temu Prawicowy gej – Waldemar Krysiak ujawnił screeny, które wyraźnie wskazywały, że niektóre dzieciaki tego typu leki hormonalne sprzedają innym dzieciakom.

Ludzie rozumni uczą się na własnych błędach. Jak widać po tym przykładzie, lewica do takich ludzi się nie zalicza.

M.

źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/David_Reimer

FB: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

TT: https://twitter.com/NawiasemPiszac

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Niebinarne kłamstwo

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Mężczyzna, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, nazywa się James Shupe. Parę lat temu został uznany za pierwszą niebinarną osobę w USA. Dzisiaj przyznaje, że to wszystko było oszustwem.

Jamie Shupe, 52, was born male, married a woman and had a child. But Shupe felt neither male nor fully female. Now, an Oregon judge has allowed Shupe to identify as non-binary, believed to be a first in the United States.

Identyfikuję się jako… jako kto tak naprawdę?

Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy Shupe napisał dla New York Times o swojej decyzji, żeby żyć jako kobieta. Opowiadał wówczas, że autentycznie czuł się kobietą oraz że „skutecznie przehandlował swój biały, męski przywilej, aby stać się jedną z najbardziej znienawidzonych mniejszości w Ameryce”. Rok później Shupe zmienił zdanie i stwierdził, że jednak nie identyfikuje się ani jako kobieta, ani jako mężczyzna i chce żyć jako osoba niebinarna. Trafił wówczas na pierwsze strony gazet, ponieważ sąd w Oregonie zgodził się, aby mógł wpisać w dokumentach tzw. „trzecią płeć”.

Zastraszanie w imię ideologii

A jak się ta cała metamorfoza zaczęła? Shupe nie ukrywa dzisiaj, że wielokrotnie, wspierany przez mainstreamowe media, uciekał się do szantażów i gróźb. W 2013 roku, w czasie poważnego kryzysu psychicznego, Shupe przekonał sam siebie, że jest kobietą i udał się do pielęgniarki, domagając się przepisania hormonów. Zagroził, że jeśli nie wyda mu odpowiedniej recepty, to sam sobie odpowiednie leki kupi przez Internet. Kobieta zgodziła się i przepisała mu hormony (2 mg doustnego estrogenu i 200 mg spironolaktonu), mimo że nigdy wcześniej Jamesa nie widziała. Całkowicie zignorowała fakt, że Shupe cierpiał na zespół stresu pourazowego (wcześniej przez około osiemnaście lat służył w wojsku), niektórzy psychiatrzy podejrzewają też u niego chorobę afektywną dwubiegunową oraz zaburzenie osobowości z pogranicza (czyli inaczej borderline). Jak dzisiaj przekonuje Shupe już wtedy ktoś powinien go powstrzymać, ale jak sam określa „niekontrolowany aktywizm transpłciowy sprawił, że pielęgniarka za bardzo się bała, aby mu odmówić”. Tylko jedna terapeutka próbowała mu się przeciwstawić – skończyło się tak, że Shupe złożył przeciwko niej formalną skargę i doprowadził do jej zwolnienia. Nie minęły dwa tygodnie, kiedy Shupe znalazł nowego terapeutę, który już bez żadnej dyskusji potwierdził jego tożsamość jako kobiecą.

Zrobię sobie krzywdę i nikt mnie nie powstrzyma

Zaraz po tym, jak zaczął przyjmować hormony, zapisał się również na terapię do kliniki płciowej w Pittsburghu, gdzie przymierzał się do operacji zmiany płci, która – jak go przekonywali transpłciowi aktywiści – rozwiąże wszystkie jego problemy i sprawi, że będzie szczęśliwym człowiekiem. Zmiana płci była ich zdaniem lekiem na całe zło i Shupe uwierzył w ich zapewnienia. W tamtej chwili nikt nie mógł już stanąć Amerykaninowi na jego drodze do poddania się operacji waginoplastyki. Istnieje obfita literatura internetowa informująca osoby transpłciowe, że ich zmiana płci nie jest prawdziwa. Ale kiedy licencjonowany lekarz pisze do ciebie list, w którym stwierdza, że ​​urodziłeś się w niewłaściwym ciele, a agencja rządowa lub sąd potwierdza to złudzenie, stajesz się uszkodzony i zdezorientowany. Z całą pewnością tak właśnie było ze mną – opowiada dzisiaj Shupe.

Bolesna przeszłość

Zwierza się on również, że jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez krewnego oraz bity przez rodziców. Jak sam opisuje, był narażony na tak wiele przemocy i seksualnych cielesnych kontaktów, że do tej pory nie wie, jak przetworzyć mentalnie niektóre rzeczy, które widział i których doświadczał. Dzisiaj Shupe zgadza się z bardzo niepopularną w niektórych kręgach teorią Raya Blancharda, że istnieje grupa mężczyzn, u których podniecenie seksualne wywołuje myśl, że sami są kobietami. Zdaniem weterana amerykańskiej armii przyczyniły się do tego traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, lata oglądania pornografii, kiedy służył w wojsku oraz małżeństwo z kobietą, która opierała się jego żądaniom, aby stała się idealna. W tamtym momencie faktycznie we własnej głowie stał się tą kobietą, a noszenie peruki, sukienek, szpilek i malowanie się podtrzymywało tę iluzję.

Shupe mówi dziś wprost, że najlepszą dla niego rzeczą byłaby intensywna terapia, która uchroniłaby go przed jego niezdrowymi – jak sam obecnie przyznaje – skłonnościami:

Społeczność medyczna tak bardzo boją się społeczności trans, że teraz nie chcą już stawiać nikomu diagnozy Blancharda. Transpłciowi mężczyźni wygrywają w medycynie i wygrywają walkę o język- wspomina – Udało im się uczynić określenie transwestyty wulgarnym, a przecież oznacza on po prostu mężczyznę ubierającą się w kobiece ubrania. Podkreśla on, że teraz koniecznie trzeba nazywać ich transseksualistami (a przecież jeszcze do niedawna znaczenie tego słowa było zupełnie inne – transseksualista był osobą, która przeszła już jakąś formę medycznej lub chirurgicznej terapii korekty płci – przyp. M.) Zauważa on również pewne zjawisko – twierdzi mianowicie, że kobiety, które stają się mężczyznami nie walczą w sposób równie zaciekły w wojnach społeczności transpłciowych; robią to teraz prawie wyłącznie „mężczyźni w sukienkach”. Trauma, hiperseksualność spowodowana wykorzystywaniem seksualnym w dzieciństwie i autogynefilia powinny być sygnałami ostrzegawczymi dla osób zajmujących się sztuką medyczną, psychologią, psychiatrią i medycyną fizykalną – ale nikt oprócz jedynego terapeuty w Pittsburghu nigdy nie próbował mnie powstrzymać przed zmianą mojej płci. Po prostu pomagali mi się krzywdzić – podkreśla mężczyzna. Trudno im się jednak dziwić, skoro Shupe osobiście przyczynił się do zwolnienia wspomnianego terapeuty.

Trudna sława

Trzy lata po określeniu się jako kobieta, Shupe zwrócił uwagę, że mimo zażywania wszystkich hormonów, w dalszym ciągu nie przypomina on kobiety. Wtedy zaczął chronić się za określeniem „niebinarny”. Zwrócił się więc do swoich lekarzy z prośbą, aby zrobili z niego osobę niebinarną, a nie dalej walczyli z jego organizmem, żeby coraz bardziej przypominał kobietę. Lekarze zgodzili się, ale terapia wyglądała podobnie – Shupe znowu musiał faszerować się hormonami. Aby uciec od złudzenia, że stał się kobietą, Shupe właśnie wtedy zwrócił się do sędziego z Oregonu, aby prawnie uznał jego płeć jako niebinarną. Miało to miejsce w 2016 roku – Shupe stał się wówczas pierwszą prawnie uznaną osobą niebinarną w Stanach Zjednoczonych. Wtedy to właśnie został on gwiazdą wśród społeczności LGBT – jego historia i zdjęcia trafiły do publikacji na całym świecie. W tym czasie skontaktowała się z nim organizacja pomocy prawnej dla osób LGBT z siedzibą w Waszyngtonie z propozycją pomocy zmiany w metryce urodzenia. To było kolejne „historyczne zwycięstwo” Amerykanina – wystawiono mu zupełnie nową metrykę urodzenia w Waszyngtonie – po raz pierwszy w historii stolicy Ameryki Północnej wydrukowano akt urodzenia ze znacznikiem płci innym niż mężczyzna czy kobieta. Jego płeć określono jako nieznaną.

Od bohatera do wroga

W 2017 roku Shupe otwarcie wystąpił przeciwko sterylizacji i okaleczaniu dzieci zdezorientowanych płciowo i transpłciowych członków służby wojskowej. Wtedy też organizacje LGBT odwróciły się od niego – z dnia na dzień z pupila liberalnych mediów stał się konserwatywnym pariasem. Z kolei w 2019 roku James wyjawił prawdę na temat swoich doświadczeń. Stwierdził, że i tak miał szczęście, bo jego ciało, pomimo poddawaniu go procesowi hormonalnej zmiany płci przez sześć lat, jest praktycznie nienaruszone. Nie znaczy to jednak, że mężczyzna wyszedł z tego eksperymentu bez szwanku – jak sam opisuje na jego psychice pozostanie niezagojona blizna, a kilka lat przyjmowania hormonów przyczyniło się do różnego rodzaju problemów zdrowotnych. Twierdzi również, że ma olbrzymie wyrzuty sumienia z powodu „oszustwa”, w którym brał udział. Pod wpływem jego działań wydano miliony dolarów z pieniędzy podatników na korektę dokumentów prawa jazdy w jedenastu stanach i mocno popchnięto do przodu transseksualne szaleństwo.

Gorzka prawda

Dzisiaj Shupe otwarcie mówi, że nie ma trzeciej płci. Że osoby interpłciowe są albo kobietami, albo mężczyznami, a ich stan jest wynikiem zaburzenia rozwoju seksualnego. Potrzebują one terapii psychologicznej, a nie faszerowania hormonami. „Odegrałem swoją rolę w rozwijaniu tej wielkiej iluzji. Nie jestem tutaj ofiarą. Moja żona, córka i amerykańscy podatnicy są prawdziwymi ofiarami” – wyznaje po latach. Oczywiście o jego historii nie przeczytamy w żadnym medium głównego nurtu – media zaczęły go po prostu ignorować, mimo że wcześniej praktycznie nie schodził z pierwszych stron gazet. Z jednego powodu – wyznanie Jamesa jest bardzo niewygodne dla lewicowych aktywistów. Nie pierwszy raz prawda jest dla nich tak bolesna, że za wszelką cenę starają się ją uciszyć. Warto jednak to doświadczenie Amerykanina nagłaśniać – być może przekona kogoś do zmiany zdania, zanim wyrządzi sobie nieodwracalną krzywdę.

M.

źródło: https://www.intellectualtakeout.org/article/i-was-americas-first-nonbinary-person-it-was-all-sham/

FB: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

TT: https://twitter.com/NawiasemPiszac

Czytaj dalej