Connect with us

Nawiasem Pisząc

Po co nam wartości?

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Tydzień temu zapadł wyrok w sprawie pobicia kierowcy ciężarówki pro-life przez przez osobnika zwanego „Margot” oraz jego popleczników. Wyrok chyba sprawiedliwy, bo pan Michał będzie musiał odpracować społecznie jedenaście miesięcy. Co jest budujące, bo w końcu w ogóle spróbuje pracy. Nie chcę tutaj roztrząsać, czy powinien dostać więcej, czy mniej, ale cieszę się, że nie skończyło się, jak w przypadku Barbary Kurdej-Szatan. Zdaję sobie sprawę, że pojawiło się wiele głosów, że Margot powinien za swój czyn trafić do więzienia, ale tutaj pozostanę sceptyczna. Nie sądzę, żeby w więzeniu resocjalizacja działała, jak należy, czego mieliśmy aż nazbyt wiele dowodów. Ten człowiek, po choćby roku odsiadki, wyszedłby jeszcze bardziej spaczony, niż jest teraz. A, powiem szczerze, dość mocno mu się odkleiło w kopule, skoro swego czasu randkował z dwiema dziewczynami, z czego jedna uważała się za lesbijkę i widziała w nim kobietę, a druga za homoseksualnego mężczyznę, który widział w nim chłopa. Przyznacie chyba sami, że do końca normalne to nie jest. Niech się chłopak nauczy, czym jest praca, może w końcu zacznie ją szanować? Tak czy inaczej, cieszę się, że nie było uniewinnienia. Swoją drogą, jego drugiej dziewczynie, która twierdziła, że jest chłopem i która wymyśliła bardzo śliskie kłamstwo o wpychaniu jej pod pociąg, też bym jakąś karę wlepiła.

Ta dzisiejsza młodzież…

Nie piszę tego jednak po to, żeby rozwodzić się nad naszym systemem prawnym. Na szybko wspomnę, że nie jestem jego wielką fanką, bo po pierwsze jestem zwolenniczką kary śmierci za najbardziej brutalne morderstwa; po drugie wydaje mi się, że działa to bardziej tak, że zależy, jaki sędzia zajmuje się daną sprawą, a niekoniecznie w zgodzie z literą prawa. Zresztą o tej praworządności pisałam już kilkukrotnie. Tak, jak wspominałam – cieszę się, że w przypadku Margota (jak również Justyny W. z „Aborcyjnego Dream Teamu, która bez żadnej wiedzy medycznej czy farmakologicznej, wysyłała kobietom tabletki, które miały spowodować poronienie) wyrok padł skazujący. Bardziej chciałabym się pochylić nad ogólną kondycją młodych ludzi w Polsce. Bo zaczyna się robić naprawdę brzydko. Sama sprawa Michała Sz. jest chyba jasna i zrozumiała dla wszystkich naszych obserwujących. Ale pamiętamy, co się działo na ulicach Warszawy, kiedy go aresztowano. To była prawdziwa demolka, ze smutnym niestety epizodem naszych posłów. Na przykład pani Scheuring-Wielgus celowo utrudniała pracę policji, bo przecież ma immunitet i jej wolno. Pracę, polegającą na zaprowadzeniu porządku. Konkretnie nie pasowało jej zatrzymanie agresywnej Julii, która czuła się Julianem i która wyzywała funkcjonariuszy za pomocą takiego języka, że osiedlowa prostytutka mogłaby być zawstydzona. Oraz demolowała policyjny radiowóz. Kojarzycie to łyse, rozwrzeszczane stworzenie? Mniej więcej pół roku temu, w okolicy października, doszło w mojej rodzinnej miejscowości do brutalnego morderstwa na 13-letniej Nadii. Głośna sprawa. Sprawca zadał dziewczynie kilka albo kilkanaście ciosów nożem. Potem zostawił ją w jednym z inowrocławskich pustostanów. Nastolatka wykrwawiła się. Na szczęście szybko wykryto zabójcę, który przyznał się do winy. Był to osiemnastoletni chłopak, który wcześniej na FB prowadził stronę „Inowrocław Antifa” albo „Antyfaszystowski Inowrocław”. Nie będę tutaj usiłowała dociekać, jakie motywy kierowały zabójcą, bo to nie jest tak naprawdę istotne. Czegokolwiek by nie zrobiła trzynastolatka, nie zasługiwała na tak okrutną śmierć. Mieliśmy też warszawską dramę w tzw. squatach, czyli pustostanach nielegalnie zajmowanych przez „antyfaszystowską” młodzież. Pamiętamy chyba tę sprawę. Doszło wtedy do napaści na jeden lewicowy, antyfaszystowski kolektyw przez inny. Na jaw zaczęły wychodzić szczegóły – gwałty, molestowanie, wszechobecna przemoc. Ot, taka tolerancja. Na początku tego roku doszło do bardzo brutalnego pobicia nastolatka w Białej Podlaskiej. Czytaliśmy też o brutalnym zabojstwie 16-letniego Eryka w Zamościu, a w Pruszkowie zabito innego nastolatka. W tej ostatniej sprawie, poza bezpośrednimi sprawcami, postawiono również zarzuty młodej dziewczynie, która tłumaczyła się, że „przecież tylko nagrywała”. Z kolei w 2021 roku 15-latek zamordował swoją trzynastoletnią dziewczynę, bo… była w ciąży.

Parę słów o absurdzie Poppera…

Część z wydarzeń, o których pisałam, nie miała żadnego politycznego nacechowania. Chcę też wyraźnie podkreślić, że nie uważam, żeby przestępstwa w Polsce było tylko i wyłącznie winą „tego złego lewactwa”, bo tak nie jest. My też mamy swoje za uszami. Zwróciłam jednak uwagę na dwie kwestie i chce się z Wami nimi podzielić. Zajmijmy się najpierw przestępstwami, które miały wyraźnie wiele wspólnego z lewicowymi poglądami – dlatego wróćmy do Margota i jego zwolenników, którzy dokonali pobicia na kierowcy furgonetki pro-life (oraz innymi napaściami na te ciężarówki, bo przykładów tego było aż nadto). Wszyscy, którzy tego rodzaju aktywność uprawiali, tłumaczyli to jako „obywatelskie zatrzymanie”. W ten sposób można próbować tłumaczyć wszystko, ale zgodzicie się chyba, że gdybym napadła i pobiła kogoś, tylko dlatego, że miał tęczową torebkę, to mamy do czynienia ze zwykłym, perfidnym przestępstwem, a nie żadnym „obywatelskim zatrzymaniem”. Byłoby to złe, niepotrzebne i zwyczajnie głupie, bo argumentem pięści nie zmienimy czyichś poglądów. Przeciwnie – jeszcze bardziej utwierdzimy takiego człowieka w przekonaniu, że miał rację. To po pierwsze. Po drugie – gdybym faktycznie coś takiego zrobiła, nie spodziewałabym się raczej pospolitego ruszenia na ulicach w mojej obronie. Jednak pamiętacie chyba, jaka była odpowiedź na zatrzymanie Margota i jak teraz – już po wyroku – tłumaczą to niektóre środowiska lewicowe. „PiSowskie, zamordystyczne państwo!” – krzyczą. „Już nie można wyrażać swoich poglądów!” – dodawali oburzeni. Ależ proszę Was bardzo, wyrażajcie i nawet wykrzykujcie swoje poglądy, ale nie za pomocą fizycznej napaści na kogoś, kto ma te poglądy odmienne. Wydaje mi się, że takie podejście pewnych środowisk do tej sprawy wynika z absurdu Poppera: „Nie ma tolerancji dla nietolerancji”, dlatego wolno nam postępować brutalnie i niezgodnie z prawem wobec kogoś nietolerancyjnego. Mogłabym się nawet z tym zgodzić, gdyby nie to, że ich definicja „tolerancji” znacząco odbiega od mojej. Według mnie tolerancja nie oznacza automatycznej zgody na wszystko, co dana społeczność postuluje. Tolerancja, taka, jak ja ją pojmuję, oznacza przyzwolenie na istnienie danej społeczności, danych ludzi. Nie muszę się z Wami zgadzać. Ale nigdy nie zrobię Wam krzywdy za to, że jesteście tacy, a nie inni. Lewicowe postrzeganie „tolerancji” oznacza brak zgody na jakąkolwiek dyskusję. Uważam, że każdy ma prawo do wyrażania własnych poglądów, o ile nie nawołuje do przestępstwa i nie obraża, i nie powinien być z tego powodu nazywany homofobem czy rasistą. Dlaczego, jeśli ktoś zwróci uwagę, że w USA większość przestępstw popełniają ludzie czarnoskórzy, jest nazywany z automatu rasistą? Dlaczego, jeśli niekoniecznie zgadzamy się ze wszystkimi postulatami społeczności LGBT, jesteśmy homofobami? Dlaczego nie możemy powiedzieć „DOŚĆ!”, bez obaw o to, że ktoś nas z tego powodu wrzuci do jednej szufladki z nazistami? Dyskusja nie na tym polega. Irytuje mnie to, że lewica uzurpuje sobie prawo do definiowania, co jest dobre, a co złe. Irytuje mnie, że uważają się oni za wielkich moralizatorów, którzy będą innym wskazywać, czym tak naprawdę jest tolerancja.

… i zaniku pewnych wartości

Teraz chciałabym przejść do innego zagadnienia, odnoszącego się do pobić i zabójstw, które nie są ukierunkowane politycznie, czyli na przykład zabójstwo szesnastoletniego Eryka i nagrywania pobicia, bo „przecież tylko nagrywałam”. Chciałam w tym wątku ugryźć dwie sprawy, dlatego proszę, żeby to odróżniać, bo nie wiemy, jakie motywy przyświecały sprawcom niektórych przestępstw, które wcześniej wymieniłam. W tej drugiej sytuacji zwróciłabym uwagę na brak jakichkolwiek wartości. Żyjemy w czasach, w których nachalnie promuję się pornografię, zdradę czy prostytucję. Żyjemy w czasach, w których gnoi się autorytety, które mówiły o wartościach, takich jak praca, rodzina, patriotyzm, szacunek. Żyjemy w czasach, w których najważniejszy jest czubek naszego nosa, bo przecież po co przejmować się drugim człowiekiem. Żyjemy w czasach, w których wychowujemy dzieci i młodzież na egoistów. Żyjemy w czasach, w których największe okrucieństwo można usprawiedliwić, bo ktoś wcześniej powiedział coś przykrego na mój temat, albo zrzucił mi telefon ze stołu. Żyjemy w czasach, w których nic nie wymagamy od siebie, tylko od innych. Żyjemy w czasach, w których – chorze, według mnie, rozumiana tolerancja jest najważniejsza, ale zapominamy o honorze, patriotyzmie czy własnej godności. Zapomnieliśmy o takich wartościach i teraz jesteśmy zdziwieni, że najmłodsi ludzie ich nie wyznają.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Szopka w Sejmie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

W tej naszej kochanej Polsce chyba nigdy nie będzie normalnie. Przecież to, co się dzisiaj odchajzerowało w polskim Sejmie, to Święci Pańscy nie widzieli. Ludzie, którzy zostali wybrani do rządzenia krajem, najzwyczajniej w świecie robią sobie z nas jaja. I to takie najbardziej chamskie i prymitywne jaja. I tak zastanawiam się, kiedy pękła ta niewidzialna granica, po której politycy przestali nawet udawać, że traktują nas poważnie? Czy tym symbolicznym momentem była słynna debata Trzaskowskiego z Dudą, w której każdy z nich debatował w innej telewizji, czy jeszcze wcześniej? Kiedy zaczęliśmy pozwalać sobie, żeby nam się śmiali w twarz? Od którego momentu im przestało zależeć, żeby chociaż stwarzać pozory? Bo umówmy się, jeśli politycy wprost śmieją się ze swoich niezrealizowanych obietnic, bo ciemny lud to kupił i „cóż szkodzi obiecać”, to znaczy, że oni się nami w ogóle nie przejmują. Nie to, że się nie boją – oni mają centralnie na nas wszystkich wygwizdane.

Ślubowanie przed Prezydentem… bez Prezydenta

Nie to, żebym była tym specjalnie zaskoczona, bo szanowni nam panujący zdążyli nas już do tego przyzwyczaić, ale że my się tak kopać w tyłek pozwalamy jest dla mnie rzeczą niepojętą. Dzisiaj marszałek Czerworzasty postanowił publicznie pochwalić się nieprzestrzeganiem przepisów prawnych i sam sobie zorganizował ślubowanie sędziów TK. Co prawda Prezydenta RP nie było, ale za to był notariusz, który nie wiadomo na jakiej podstawie dostał prawo notyfikowania ślubowania tych sędziów. A żeby kompromitowania polskiego Sejmu stało się zadość, zarówno marszałek Sejmu, jak i nominowani sędziowie używali zwrotu „wobec prezydenta RP”. I ja nie wiem, gdzie oni widzieli prezydenta. To była naprawdę tragikomedia – chwilę się pośmialiśmy, ale jakie będą konsekwencje z tego wszystkiego, to się dopiero przekonamy. W każdym razie wypadałoby zacząć od początku, bo ta cała sytuacja jest smutną kwintesencją tego, co dzieje się w Polsce – zero rozmów, zero debaty, zero jakiejkolwiek próby dojścia do porozumienia, tylko złośliwie podstawiamy sobie nogę, wybijamy zęby, a potem brniemy w to dalej, udając, że prawo nie istnieje, a jeśli nawet istnieje, to nie dla nas, a jeśli nawet dla nas, to tylko takie, jakim my je rozumiemy. Otóż prezydent miał przyjąć nominacje sześciu sędziów, a przyjął tylko dwóch. Co do pozostałych czterech zostały zgłoszone wątpliwości, czy Sejm miał prawo wybrać tych sędziów w danym terminie – czy nie zostali wybrani za wcześnie albo na czyjeś miejsce.

Kopanie się po kostkach

I już tutaj zaczęły się spory, bo tutaj konkretnie Prezydent rzeczywiście ma niewiele do gadania – ma przyjąć i koniec. On nie jest od interpretowania i oceniania słuszności tych wyborów. Szkopuł polega na tym, ze wbrew temu, co głosi Roman Giertych (który zapowiedział dzisiaj, że skieruje sprawę przeciwko Nawrockiemu do sądu) i jemu podobni politycy, że Karol Nawrocki nie odrzucił tej czwórki nominowanych sędziów. Po prostu jeszcze tych czwórki sędziów do złożenia ślubowania nie zaprosił. I samo to można już różnie oceniać, być może mieliśmy nawet do czynienia z nadużywaniem uprawnień, bo trochę słabo to jednak wygląda, jeśli poszczególni sędziowie składają ślubowanie osobno. Ale za to dzisiaj wyglądało i słabo, i śmieszno, więc warto było. W każdym razie według ustawy do TK: „Sędzia Trybunału Konstytucyjnego składa ślubowanie wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Zgodnie z tym zapisem ślubowanie więc nie było ważne – komiczne, owszem, kiedy nominowani sędziowie zwracali się do nieobecnego Prezydenta, ale w sensie prawnym ta cała hucpa w Sejmie nie powinna mieć żadnych skutków prawnych. Dodatkowo ustawa nie wyznacza Prezydentowi terminu na odebranie ślubowania. I już widzę, że Kancelaria Prezydenta będzie teraz grała tą kartą – bo oni przecież chcieli, ale Sejm ich ubiegł, więc dalej można się nawalać. Tutaj pojawiają się też głosy, że przepis o obecności Prezydenta jest zawarty w ustawie dotyczącej Trybunału Konstytucyjnego, nie zaś w samej Konstytucji. I tutaj znowu mnogość interpretacji – jedni mówią, że skoro nie ma w Konstytucji to Prezydent nie musi być obecny, koniec tematu, można się rozejść; drudzy, że Konstytucja, owszem, jest nad ustawą, ale tylko w sytuacji, gdy ich przepisy się wykluczają – tutaj nie ma mowy o tym mowy, ustawę należy więc traktować jako uzupełnienie do zapisów z Konstytucji.

Sędziowie bez pracy

Jak widać z naszym prawem można już robić dosłownie wszystko. Kiedy zmieni się władza zacznie się pewnie poddawać w wątpliwość wyroki tych dzisiaj nie-zaślubionych sędziów. Mam nadzieję, że nie będą robić takich cyrków, jak teraz KO z tzw. neo-sędziami. Oczywiście pod warunkiem, że ci sędziowie w ogóle będą w jakiejkolwiek sprawie orzekać, ponieważ prezes TK już zapowiedział, że takiego wała. Nie mogę ich uznać za sędziów TK, bo Prezydent nie poinformował mnie, że złożyli wobec niego ślubowanie. Nie dostaną spraw ani gabinetów. Jako obywatele mogą odwiedzać TK i spotykać się w bibliotece oraz biurze podawczym – zapowiedział Bogdan Święczkowski. Czyli dalej się bierzemy za pyski, żadna ze stron gardy nie opuszcza. Ja się tylko zastanawiam, czy ci sędziowie będą otrzymywać wynagrodzenie, skoro nie dostaną żadnych spraw, więc de facto będą tam przychodzić, żeby posiedzieć w bibliotece albo nie przychodzić wcale? Czy cała ich praca skończyła się na tym, że poszli ślubować Prezydentowi, którego nie było? Już był kiedyś taki sędzia, Tuleya się nazywał. On był oczywiście męczennikiem wykorzystywanym przez totalitarne władze PiS, bo został zawieszony i nie mógł pracować. Ale to że nie pracował, wcale nie znaczy, że nie zarabiał. Obniżyli mu, co prawda, wynagrodzenie, ale prawda jest taka, że on w okresie kiedy był najbardziej terroryzowany i inwigilowany przez PiS otrzymywał wypłatę za nic nie robienie. Nie wiem, jak nazwać rzeczywistość, w jakiej się obecnie znajdujemy, bo to nawet nie jest Matrix. Takiego burdelu na kółkach, to ja nie widziałam, odkąd żyję. Będziemy się z tego jeszcze długo wygrzebywać – zakładając, oczywiście, że kiedyś w ogóle zaczniemy się wygrzebywać.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Odpowiedzialność za słowa

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Jakiś czas temu wpadł mi w ucho pewien francuski zespół. Muzyka niby nie z mojej bajki, bo wolę raczej ostrzejsze brzmienia, ale dobrze się słucha do pracy, albo żeby sobie leciało w tle. No i często, jak coś tam robię na komputerze, to właśnie dziewczyny tam sobie w tle śpiewają. I w pewnym momencie wskoczył mi francuski, kobiecy rap, a że ten gatunek muzyki to zupełnie nie moje klimaty, chciałam szybko przełączyć, gdy nagle usłyszałam nazwisko Romana Polańskiego, więc z ciekawości sprawdziłam, o co chodzi.

Przemoc wobec słabszych

Nie była to jednak pochwała talentu reżyserskiego tego twórcy, a piosenka traktująca o przemocy wobec kobiet. I ja naprawdę nie mam nic przeciwko temu, żeby takie utwory powstawały. Jak wiemy przemoc wobec kobiet się zdarza, w Polsce na szczęście rzadko, ale też nie jest to niestety zupełnie niespotykane zjawisko, więc jeśli kobieta ma ochotę wykrzyczeć swoją złość w utworze muzycznym, nie mam z tym żadnego problemu, nawet jeśli to francuska raperka. 😉 Ogólnie jestem osobą, którą brzydzi przemoc wobec słabszych. Nie znoszę, kiedy facet bije kobietę (tutaj piszę przykładowo, bo statystycznie mężczyźni są silniejsi, ale gdyby Anita Włodarczyk miała ochotę pobić Adama Małysza na przykład, to też by mi nie pasowało), dorosły znęca się nad dzieckiem albo ktoś kopie psa. Uważam, że jak jesteś taki kozak, to znajdź sobie kogoś równego sobie. Być może dlatego ta cała afera z ustawkami prezydenta Nawrockiego mnie jakoś szczególnie nie oburzyła, bo jeśli obie strony chcą, robią to na określonych zasadach i z dala od ludzi postronnych, to nie jest to mój problem. Nie twierdzę, że to dobre, chwalebne, ani że powinno być legalne (ogólnie wychodzę z założenia, że oklepywanie się po mordzie, dlatego, że kibicuje się innym drużynom jest… debilne), ale wolę to, niż żeby samej dostać w pysk, bo mam na sobie szalik nie tej drużyny.

Emocjonalne oskarżenie

Ale nieważne. Chilla, bo taki pseudonim ma ta raperka, wymieniła tam kilka nazwisk. Z Romanem Polańskim wszyscy wiemy, o co chodzi i nie ma sensu wyjaśniać. Poszperałam więc w poszukiwaniu innych nazwisk. Był Harvey Weinstein i on akurat został prawomocnie skazany za gwałty i napaści seksualne. I to całkiem ładną sumę latek dostał na siedzenie w pasiaku. Był Dominique Strauss-Kahn – to francuski polityk z partii komunistycznej. On poszedł na ugodę, wypłacił miliony euro odszkodowania, ale ostatecznie siedzieć nie poszedł. Francuzi są przekonani o jego winie i panuje tam powszechne przekonanie, że więzienia udało mu się uniknąć przez różne układy i układziki. Znamy to z naszej polskiej polityki, więc wcale bym się nie zdziwiła, ale skazany oficjalnie nie został. Ale na samym końcu wymieniony został… Kevin Spacey. Utwór jest zdaje się z 2018 roku, kiedy wszyscy byli przekonani o winie aktora (szczerze mówiąc ja też, ale ja o nic go publicznie nie oskarżałam akurat), który… został uniewinniony w 2022 roku zdaje się. I tu już pojawia mi się pewien zgrzyt, bo artystka wrzuciła Spacey’a między różnych zwyrodnialców bez wyroku sądowego. I treści piosenki do tej pory nie zmieniła, a tam wystarczyło tylko wyciąć ostatni wers, bo wymieniała go dosłownie na samym końcu, ale za to kilkukrotnie.

Uczciwość i wiarygodność

I tutaj chyba należałoby przejść do odpowiedzialności twórcy za własny utwór. Oskarżyć kogoś publicznie jest bardzo łatwo, bo skoro w mediach pisali, to coś musi być na rzeczy, prawda? I rozumiem emocje, nie przemyślała, napisała, poszło. Ale potem wypadałoby jednak przeprosić i zmienić treść. Przeglądałam sobie jej FB, żeby sprawdzić, czy na pewno takie sprostowanie nie padło i nie znalazłam. Inna sprawa, że przejrzałam tylko FB, a ona podobno bardziej aktywna jest na Instagramie, ale nie chce mi się specjalnie konta zakładać, żeby to sprawdzić, przepraszam. Możliwe więc, że gdzieś indziej takie sprostowanie padło, ale tak czy inaczej – tekst utworu wciąż jest niezmieniony. A fałszywe oskarżenia, zwłaszcza na tak obrzydliwe przestępstwa, mogą zniszczyć facetowi życie. Kevinowi Spacey’owi zniszczyły. Widzieliście go w jakimś filmie po 2022 roku? Ja nie. To jest nazwisko, które do tej pory źle się kojarzy i reżyserzy wolą nie ryzykować i nie zatrudniać go. Wątpię, żeby udało mu się odbudować swoją karierę, nie wiem nawet, czy po tym wszystkim ma jeszcze na to ochotę, skoro całe środowisko filmowe odcięło się od niego przed wyrokiem. Doczytywałam, że jakiekolwiek zmiany w utworze to ogromne pierdzielenie się z platformami, na których ten utwór został już udostępniony (np. Spotify), ale mimo wszystko.

Chilla nic by na tym nie straciła. Jedynie zyskałaby na wiarygodności. I pokazała, że dostrzega nie tylko krzywdę kobiet, ale też mężczyzn. Bo to też nie jest tak, że ona facetów nienawidzi – współpracuje z wieloma muzykami płci męskiej i nigdzie nie znalazłam informacji, żeby kogokolwiek niesłusznie oskarżyła. Dlatego uważam, że w tej konkretnej sytuacji mogłaby próbować jakkolwiek naprawić swój własny błąd.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Taka tam orka na Wojewódzkim

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Wszyscy o tym piszą, to ja też napiszę, a co! Tym bardziej, że już wcześniej chciałam napisać parę słów o Kanale Zero, a dzięki pewnemu wywiadowi będę mogła zmieścić to w jednym tekście. Ale zanim do tego przejdę, chciałabym Was przeprosić, że pojawiam się tutaj tak rzadko. Dużo złych i niefajnych sytuacji podziało się ostatnio w moim życiu i straciłam całą ochotę, żeby babrać się w naszej rodzimej polityce. Miałam nadzieję, że Igrzyska Olimpijskie pomogą mi zresetować umysł, ale nie do końca się udało. Ale spokojnie, powoli podnoszę się z kolan, zaraz wyjdę na prostą i wtedy ruszymy z tematem! Na razie proszę Was jeszcze o trochę wyrozumiałości i jeszcze raz przepraszam.

Naiwne wypominanie dawno wyjaśnionych spraw

Podejrzewam, że po wstępie i zdjęciu już wiecie, o czym będę pisała. Tak, chodzi o słynny już wywiad, którego Krzysztof Stanowski udzielił Jakubowi Wojewódzkiemu i Piotrowi Kędzierskiemu. Temu ostatniemu niewiele poświęcę czasu, bo podczas tej rozmowy niewiele mówił (a odnosiłam wręcz wrażenie, że był zażenowany tym, co wyprawiał jego kolega z pracy), ale Kuba znany jest z tego, że nie ma hamulców. I tym razem faktycznie nie wyhamował i wpierdzielił się z całym impetem w ścianę. Bo, Drodzy Obserwujący, co tam się nie działo! Było o Dorocie Wysockiej-Schnepf i rzekomym ataku Stanowskiego na jej syna (atak miał polegać na tym, że właściciel Kanału Zero wspomniał o tym, jak – wówczas – czternastolatek ma na imię), było o zatrudnieniu Tomasza Kammela (Wojewódzkiemu nie pasowało, że dostał pracę u Stanowskiego, ale od kiedy to jego sprawa i co takiego złego zrobił Kammel, że nie powinno się go zatrudniać?), tradycyjne już czepianie się, że do Kanału Zero zapraszane są te osoby, które nie powinny być zapraszane, przynajmniej w oczach main-streamu (Braun czy Rodacy Kamraci). Bardzo spodobała mi się odpowiedź Stana, że Wojewódzki może zapraszać do swoich wywiadów tylko i wyłącznie Krystynę Jandę i ona będzie opowiadała to, co ludzie „powinni” usłyszeć, ale to nie sprawi z automatu, że pewne zjawiska przestaną istnieć. A ja też osobiście uważam, że dziennikarz powinien zajmować się wszystkimi tematami, nie tylko takimi, które mu się podobają.

Samozaoranie Wojewódzkiego

Ale najpiękniej Wojewódzki wykaszanił się tuż pod koniec rozmowy (tak mi się wydaje, chociaż przyznam szczerze, że wywiad oglądałam partiami, bo praktycznie w całości polegał na słownych przepychankach i wchodzeniu w słowo, czego nie lubię; więc chronologia mogła mi się popierdzielić). Próbował sugerować Stanowskiemu, że na słynnych urodzinach Roberta Mazurka (a były słynne, bo Mazurek zaprosił polityków, zarówno z KO, jak i z PiS; ci politycy nie wzięli się za łby i pewna część społeczeństwa była tym bardzo zaskoczona) rozmawiał z pewnym posłem PiS-u, żeby przyjąć korzyści majątkowe na poczet swoich mediów. No i się okazało, że Stanowskiego w ogóle nie było na tych urodzinach. Fizycznie nie miał możliwości rozmawiania tam z nikim. Nawet zadzwonił do Mazurka, żeby potwierdził. Wojewódzki próbował potem i tak wszystko obrócić w ten sposób, że Stano po prostu nie szanuje swoich kolegów i olewa ich urodziny. Jak rozumiem, miał to być rozpaczliwy żart, żeby odwrócić uwagę od tej wtopy. Ja naprawdę nie rozumiem tego rodzaju weryfikacji, bo wystarczyło po prostu wcześniej zadzwonić do Mazurka i dopytać. „Król TVN-u” nie musiał w tym celu sprawdzać tajnych akt i siedzieć nad nimi godzinami, wystarczył jeden telefon. Ale nawet to było za dużo.

Niezrozumiałe zarzuty

I tym pięknym sposobem przejdziemy do tematu, który chciałam poruszyć wcześniej, ale życie prywatne mnie ostatnio nie rozpieszcza. Otóż dojdziemy do materiałów Marii Wiernikowskiej, która pojechała do Rosji, żeby pokazać, jak ten kraj wygląda „od środka”. I do których Kuba Wojewódzki też miał zarzuty. Tutaj trzeba przyznać, że Wojewódzki się przygotował, bo obejrzał aż sześć odcinków z trzyodcinkowej serii, więc „szapoba”. Ja obejrzałam tylko trzy. I naprawdę zachodzę w głowę, co w tym było prorosyjskiego? Ja, na przykład, po obejrzeniu całości doszłam do wniosku, że nigdy nie chciałabym żyć w tym kraju. Maria Wiernikowska prowadzi swoje materiały lekko, nawet jeśli dotykają poważnych tematów, bo posiada umiejętność rozmawiania z ludźmi. I z nimi rozmawia. A oni opowiadają. I naprawdę, po tym trzęsieniu ziemi, które wybuchło w Kanale Zero po publikacji tego materiału (na znak protestu odeszło stamtąd paru dziennikarzy; jeśli się nie mylę m. in. Jarosław Wolski) tracę wiarę w ludzi.

Czy wolno nam jeszcze myśleć samodzielnie?

Odnoszę bowiem wrażenie, że współczesne dziennikarstwo polega na tym, że trzeba dokładnie wskazać ludziom palcem, co jest dobre, a co złe. Że trzeba im wytłumaczyć, co mają myśleć. Kiedy widziałam Rosjan, którzy się w tym materiale wypowiadali, byłam przerażona, że można być aż tak zindoktrynowanym, tak zamkniętym w swojej bańce. Ale Maria Wiernikowska popełniła jeden, niewybaczalny błąd. Ona nie powiedziała potem widzom: „O, patrzcie, jaki zmanipulowany”. Ona po prostu pokazała te wypowiedzi, ale pozwoliła widzom samodzielnie wyciągnąć wnioski. Zastanawiam się w takim razie, kto jest bardziej prorosyjski, skoro z takiego materiału ktoś wyciągnął wnioski, że został zrobiony „ku chwale wielkiej Rosji”. Ja tego nie widziałam. Ja tym ludziom po prostu współczułam. Naprawdę.

Należy pokazywać nieprawdę?

Czytałam też zarzuty, że pokazała, że w Rosji są centra handlowe, że mają tam jakieś rozrywki i że na straganach naprawdę można coś kupić, a nie że rozstawiają je dla samego rozstawiania, a potem tam bezczynnie siedzą, bo i tak nie mają nic innego do robienia. Czyli, jak rozumiem, miała udawać, że tego nie ma? Miała przekłamać w tym materiale? Celowo chodzić po jakichś podejrzanych zaułkach, żeby udowodnić ludziom, że Rosja to nic innego, jak bieda i nędza? Czy podpalić to centrum handlowe i stragany, żeby potem powiedzieć z satysfakcją „patrzcie, jacy biedni”? A może ten materiał pokazał co innego? Że te sankcje, które Unia Europejska nakłada na Rosję, wcale nie działają. Przecież ja na samym początku wojny na Ukrainie słyszałam, że nałożyliśmy na Rosję już takie sankcje, że rok, góra dwa i Rosji praktycznie nie będzie. Tymczasem wojna trwa już cztery lata i teraz to Rosja jest bardziej dominującą stroną.

Podwójne standardy?

Okazuje się również, że Maria Wiernikowska naraża swojego operatora na niebezpieczeństwo, zmuszając go do tego wyjazdu. Nie wiem, skąd informacje o jakimkolwiek zmuszaniu? Podejrzewałam raczej, że zaproponowali konkretnemu człowiekowi takie zadanie do wykonania, a on się zgodził. Być może o czymś nie wiem. Zadaję sobie w takim razie pytanie: a co z Ukrainą? Czy kiedy dziennikarze i ich operatorzy jadą tam, żeby realizować reportaże z frontu, nie narażają się na niebezpieczeństwo? Dlaczego o tym się nie mówi? Super bezpiecznie tam na pewno też nie jest. Wtedy jest w porządku? Było też o tym, jakim cudem kobieta dostała w ogóle akredytację dziennikarską. Problem polega na tym, że wcale jej nie dostała. Nie mogła wchodzić na pałę, gdziekolwiek chciała. Ona to nagrywała z ulicy, z ogólnodostępnych miejsc albo z pociągu. Z tego co pamiętam, dostała jakąś „kartę influencera”, żeby tam wjechać, ale jakie to jej dawało uprawnienia, nie mam pojęcia. Ona też nie wiedziała.

Trzecia strona medalu

Zresztą, Maria Wiernikowska była też w Strefie Gazy. Dokładnie wtedy, kiedy wybuchło tam całe szambo, kiedy Ż dokonywali ludobójstwa na Palestyńczykach. I co, wtedy nie narażała swojego operatora na niebezpieczeństwo? Nie rozumiem tej logiki. Z tamtych materiałów mogliśmy zresztą dowiedzieć się, czarno na białym, jaki stosunek do Polaków mają obywatele Izraela. Nie, żebyśmy wcześniej o tym nie wiedzieli, ale w tamtych reportażach Wiernikowska zaczepiała przypadkowych ludzi, którzy byli przekonani, że Polacy mordowali Żydów. Na odpowiedź, że to nie Polacy, tylko Niemcy, mogliśmy usłyszeć odpowiedź: „Tak, ale Polacy im pomagali”. Ale po tamtych materiałach było jeszcze spokojniej, bomba wybuchła, kiedy dziennikarka postanowiła pokazać Rosję od środka. I widocznie to było nie do przetrawienia, bo okazało się, że Rosja wcale nie jest taką ruiną, jak nam to media przedstawiały. Nie, żeby było tam sielsko i anielsko, ale kamień na kamieniu jeszcze stoi. Sankcje nie działają, a zapewniano nas, że działają. I może o to jest ten cały raban?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej