Connect with us

Nawiasem Pisząc

Niebinarne kłamstwo

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Mężczyzna, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, nazywa się James Shupe. Parę lat temu został uznany za pierwszą niebinarną osobę w USA. Dzisiaj przyznaje, że to wszystko było oszustwem.

Jamie Shupe, 52, was born male, married a woman and had a child. But Shupe felt neither male nor fully female. Now, an Oregon judge has allowed Shupe to identify as non-binary, believed to be a first in the United States.

Identyfikuję się jako… jako kto tak naprawdę?

Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy Shupe napisał dla New York Times o swojej decyzji, żeby żyć jako kobieta. Opowiadał wówczas, że autentycznie czuł się kobietą oraz że „skutecznie przehandlował swój biały, męski przywilej, aby stać się jedną z najbardziej znienawidzonych mniejszości w Ameryce”. Rok później Shupe zmienił zdanie i stwierdził, że jednak nie identyfikuje się ani jako kobieta, ani jako mężczyzna i chce żyć jako osoba niebinarna. Trafił wówczas na pierwsze strony gazet, ponieważ sąd w Oregonie zgodził się, aby mógł wpisać w dokumentach tzw. „trzecią płeć”.

Zastraszanie w imię ideologii

A jak się ta cała metamorfoza zaczęła? Shupe nie ukrywa dzisiaj, że wielokrotnie, wspierany przez mainstreamowe media, uciekał się do szantażów i gróźb. W 2013 roku, w czasie poważnego kryzysu psychicznego, Shupe przekonał sam siebie, że jest kobietą i udał się do pielęgniarki, domagając się przepisania hormonów. Zagroził, że jeśli nie wyda mu odpowiedniej recepty, to sam sobie odpowiednie leki kupi przez Internet. Kobieta zgodziła się i przepisała mu hormony (2 mg doustnego estrogenu i 200 mg spironolaktonu), mimo że nigdy wcześniej Jamesa nie widziała. Całkowicie zignorowała fakt, że Shupe cierpiał na zespół stresu pourazowego (wcześniej przez około osiemnaście lat służył w wojsku), niektórzy psychiatrzy podejrzewają też u niego chorobę afektywną dwubiegunową oraz zaburzenie osobowości z pogranicza (czyli inaczej borderline). Jak dzisiaj przekonuje Shupe już wtedy ktoś powinien go powstrzymać, ale jak sam określa „niekontrolowany aktywizm transpłciowy sprawił, że pielęgniarka za bardzo się bała, aby mu odmówić”. Tylko jedna terapeutka próbowała mu się przeciwstawić – skończyło się tak, że Shupe złożył przeciwko niej formalną skargę i doprowadził do jej zwolnienia. Nie minęły dwa tygodnie, kiedy Shupe znalazł nowego terapeutę, który już bez żadnej dyskusji potwierdził jego tożsamość jako kobiecą.

Zrobię sobie krzywdę i nikt mnie nie powstrzyma

Zaraz po tym, jak zaczął przyjmować hormony, zapisał się również na terapię do kliniki płciowej w Pittsburghu, gdzie przymierzał się do operacji zmiany płci, która – jak go przekonywali transpłciowi aktywiści – rozwiąże wszystkie jego problemy i sprawi, że będzie szczęśliwym człowiekiem. Zmiana płci była ich zdaniem lekiem na całe zło i Shupe uwierzył w ich zapewnienia. W tamtej chwili nikt nie mógł już stanąć Amerykaninowi na jego drodze do poddania się operacji waginoplastyki. Istnieje obfita literatura internetowa informująca osoby transpłciowe, że ich zmiana płci nie jest prawdziwa. Ale kiedy licencjonowany lekarz pisze do ciebie list, w którym stwierdza, że ​​urodziłeś się w niewłaściwym ciele, a agencja rządowa lub sąd potwierdza to złudzenie, stajesz się uszkodzony i zdezorientowany. Z całą pewnością tak właśnie było ze mną – opowiada dzisiaj Shupe.

Bolesna przeszłość

Zwierza się on również, że jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez krewnego oraz bity przez rodziców. Jak sam opisuje, był narażony na tak wiele przemocy i seksualnych cielesnych kontaktów, że do tej pory nie wie, jak przetworzyć mentalnie niektóre rzeczy, które widział i których doświadczał. Dzisiaj Shupe zgadza się z bardzo niepopularną w niektórych kręgach teorią Raya Blancharda, że istnieje grupa mężczyzn, u których podniecenie seksualne wywołuje myśl, że sami są kobietami. Zdaniem weterana amerykańskiej armii przyczyniły się do tego traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, lata oglądania pornografii, kiedy służył w wojsku oraz małżeństwo z kobietą, która opierała się jego żądaniom, aby stała się idealna. W tamtym momencie faktycznie we własnej głowie stał się tą kobietą, a noszenie peruki, sukienek, szpilek i malowanie się podtrzymywało tę iluzję.

Shupe mówi dziś wprost, że najlepszą dla niego rzeczą byłaby intensywna terapia, która uchroniłaby go przed jego niezdrowymi – jak sam obecnie przyznaje – skłonnościami:

Społeczność medyczna tak bardzo boją się społeczności trans, że teraz nie chcą już stawiać nikomu diagnozy Blancharda. Transpłciowi mężczyźni wygrywają w medycynie i wygrywają walkę o język- wspomina – Udało im się uczynić określenie transwestyty wulgarnym, a przecież oznacza on po prostu mężczyznę ubierającą się w kobiece ubrania. Podkreśla on, że teraz koniecznie trzeba nazywać ich transseksualistami (a przecież jeszcze do niedawna znaczenie tego słowa było zupełnie inne – transseksualista był osobą, która przeszła już jakąś formę medycznej lub chirurgicznej terapii korekty płci – przyp. M.) Zauważa on również pewne zjawisko – twierdzi mianowicie, że kobiety, które stają się mężczyznami nie walczą w sposób równie zaciekły w wojnach społeczności transpłciowych; robią to teraz prawie wyłącznie „mężczyźni w sukienkach”. Trauma, hiperseksualność spowodowana wykorzystywaniem seksualnym w dzieciństwie i autogynefilia powinny być sygnałami ostrzegawczymi dla osób zajmujących się sztuką medyczną, psychologią, psychiatrią i medycyną fizykalną – ale nikt oprócz jedynego terapeuty w Pittsburghu nigdy nie próbował mnie powstrzymać przed zmianą mojej płci. Po prostu pomagali mi się krzywdzić – podkreśla mężczyzna. Trudno im się jednak dziwić, skoro Shupe osobiście przyczynił się do zwolnienia wspomnianego terapeuty.

Trudna sława

Trzy lata po określeniu się jako kobieta, Shupe zwrócił uwagę, że mimo zażywania wszystkich hormonów, w dalszym ciągu nie przypomina on kobiety. Wtedy zaczął chronić się za określeniem „niebinarny”. Zwrócił się więc do swoich lekarzy z prośbą, aby zrobili z niego osobę niebinarną, a nie dalej walczyli z jego organizmem, żeby coraz bardziej przypominał kobietę. Lekarze zgodzili się, ale terapia wyglądała podobnie – Shupe znowu musiał faszerować się hormonami. Aby uciec od złudzenia, że stał się kobietą, Shupe właśnie wtedy zwrócił się do sędziego z Oregonu, aby prawnie uznał jego płeć jako niebinarną. Miało to miejsce w 2016 roku – Shupe stał się wówczas pierwszą prawnie uznaną osobą niebinarną w Stanach Zjednoczonych. Wtedy to właśnie został on gwiazdą wśród społeczności LGBT – jego historia i zdjęcia trafiły do publikacji na całym świecie. W tym czasie skontaktowała się z nim organizacja pomocy prawnej dla osób LGBT z siedzibą w Waszyngtonie z propozycją pomocy zmiany w metryce urodzenia. To było kolejne „historyczne zwycięstwo” Amerykanina – wystawiono mu zupełnie nową metrykę urodzenia w Waszyngtonie – po raz pierwszy w historii stolicy Ameryki Północnej wydrukowano akt urodzenia ze znacznikiem płci innym niż mężczyzna czy kobieta. Jego płeć określono jako nieznaną.

Od bohatera do wroga

W 2017 roku Shupe otwarcie wystąpił przeciwko sterylizacji i okaleczaniu dzieci zdezorientowanych płciowo i transpłciowych członków służby wojskowej. Wtedy też organizacje LGBT odwróciły się od niego – z dnia na dzień z pupila liberalnych mediów stał się konserwatywnym pariasem. Z kolei w 2019 roku James wyjawił prawdę na temat swoich doświadczeń. Stwierdził, że i tak miał szczęście, bo jego ciało, pomimo poddawaniu go procesowi hormonalnej zmiany płci przez sześć lat, jest praktycznie nienaruszone. Nie znaczy to jednak, że mężczyzna wyszedł z tego eksperymentu bez szwanku – jak sam opisuje na jego psychice pozostanie niezagojona blizna, a kilka lat przyjmowania hormonów przyczyniło się do różnego rodzaju problemów zdrowotnych. Twierdzi również, że ma olbrzymie wyrzuty sumienia z powodu „oszustwa”, w którym brał udział. Pod wpływem jego działań wydano miliony dolarów z pieniędzy podatników na korektę dokumentów prawa jazdy w jedenastu stanach i mocno popchnięto do przodu transseksualne szaleństwo.

Gorzka prawda

Dzisiaj Shupe otwarcie mówi, że nie ma trzeciej płci. Że osoby interpłciowe są albo kobietami, albo mężczyznami, a ich stan jest wynikiem zaburzenia rozwoju seksualnego. Potrzebują one terapii psychologicznej, a nie faszerowania hormonami. „Odegrałem swoją rolę w rozwijaniu tej wielkiej iluzji. Nie jestem tutaj ofiarą. Moja żona, córka i amerykańscy podatnicy są prawdziwymi ofiarami” – wyznaje po latach. Oczywiście o jego historii nie przeczytamy w żadnym medium głównego nurtu – media zaczęły go po prostu ignorować, mimo że wcześniej praktycznie nie schodził z pierwszych stron gazet. Z jednego powodu – wyznanie Jamesa jest bardzo niewygodne dla lewicowych aktywistów. Nie pierwszy raz prawda jest dla nich tak bolesna, że za wszelką cenę starają się ją uciszyć. Warto jednak to doświadczenie Amerykanina nagłaśniać – być może przekona kogoś do zmiany zdania, zanim wyrządzi sobie nieodwracalną krzywdę.

M.

źródło: https://www.intellectualtakeout.org/article/i-was-americas-first-nonbinary-person-it-was-all-sham/

FB: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

TT: https://twitter.com/NawiasemPiszac

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Afera Zero

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Rodacy Kamraci nie są mi ani bracia, ani swaci, dlatego nawet nie zakładałam, że obejrzę program z nimi. Dziwiłam się, że wyszedł dopiero, zdaje się, wczoraj, bo Stanowski już jakiś czas temu zapowiadał, że taka rozmowa będzie, ale że tematem się nie interesowałam, to i sprawy specjalnie nie śledziłam. Słyszałam pewną teorię dlaczego tak, a nie inaczej, ale nie mam jak jej zweryfikować, więc zostawmy to. Wczoraj wróbelki na X-ie zaczęły ćwierkać, że wydarzyła się grubsza akcja i może warto na rzucić okiem. No to rzuciłam. I szczerze Wam napiszę: co tam się odchajzerowało, to ja nawet nie…

Chęć na głęboką wodę

Przede wszystkim zdziwiłam się, że specjalnie dla Kamratów zmieniono format tych dłuższych wywiadów, bo zazwyczaj lecą one na żywo, a widzowie mają możliwość zadzwonienia i zadania własnego pytania. Dla tych gości z tego zrezygnowano i naprawdę nie wydaje mi się, żeby wymusili to Olszański z Osadowskim, bo nie wyglądają mi oni na facetów, którzy baliby się niewygodnych pytań. Zresztą, dość szybko przekonałam się, ku własnemu zaskoczeniu, że to wcale nie są jacyś skończeni durnie. Trochę ich tak odebrałam, bo kiedyś z ciekawości włączyłam sobie ich kanał i szybko doszłam do wniosku, że mam do czynienia z jakimś politycznym patostreamingiem. A oni, owszem, są w wielu kwestiach odklejeni, ale na pewno nie można ich nazwać skończonymi idiotami. Inną kwestią był wybór prowadzącego ten wywiad. Dawid Chęć jest jednym z młodszych, o ile nie najmłodszym, dziennikarzem w kanale Krzysztofa Stanowskiego i dość szybko okazało się, że chłopak nie ma doświadczenia w takich konfrontacjach. Pisząc wprost, kamraci w pewnym momencie weszli mu na głowę, a on nie bardzo wiedział, jak ma sobie z tym poradzić. Zarówno Stanowski, jak i Mazurek, wielokrotnie podkreślali, że zawód dziennikarza polega na czymś więcej niż na byciu podstawką na mikrofon. Niestety Chęć trochę taką podstawką był – starał się, żeby tak nie było, ale mam wrażenie, że zadawał tylko te pytania, które miał zaplanowane, ale kompletnie nie potrafił wejść w dyskusję (nawet bezpośrednio zagadywany, całkiem sympatycznie zresztą, przez obu panów odpowiadał krótkimi zdaniami i nie ciągnął tematu) ani pociągnąć za język. Może poza sytuacją, w której prawdopodobnie przyszedł mu na ratunek ktoś z reżyserki i podsunął materiał, gdzie Jaszczur faktycznie wyzywał kogoś od Żydów. W efekcie obaj panowie wymieniali się opiniami, a Dawid siedział obok, od czasu do czasu zadając pojedyncze pytania, na które mógł otrzymać odpowiedź, ale wcale nie musiał. Co mnie uderzyło najbardziej? Kiedy Wojciech Olszański poprosił Dawida Chęcia o przykłady ich prorosyjskości, ten odpowiedział, że jest nim chociażby ich stosunek do Ukrainy. Przepraszam, co takiego? To, że ktoś ma krytyczny stosunek do Ukrainy, chociażby ze względu na nierozliczoną zbrodnię wołyńską, nie oznacza z automatu, że jest zwolennikiem Rosji. Ja osobiście wolałabym, żeby oba te państwa trzymały się od nas jak najdalej. A zaraz, jak tylko to zrobią, byłabym bardzo wdzięczna, gdyby Niemcy poszły za ich śladem.

Wytłumaczmy widzom, co mają myśleć

Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź na moje wątpliwości dotyczące formatu tego wywiadu, bo po każdej bardziej kontrowersyjnej wypowiedzi pojawiał się ktoś z redakcji, żeby mi wyjaśnić, co powinnam myśleć na dany temat. Czułam się trochę, jak podczas oglądania serialu „Przyjaciele”, w którym rozbawiona widownia głośnym śmiechem tłumaczy widzom, że teraz właśnie było zabawnie i należy się śmiać. I o ile zgadzałam się z Igorem Zalewskim, trochę mniej z Joanną Pinkwart, o tyle uważam, że Arleta Bojke kompletnie odpłynęła, ale do niej jeszcze przejdziemy. Stanowski wielokrotnie podkreślał, że chce stworzyć przestrzeń dla widzów, w której będą oni mogli faktycznie zapoznać się z poglądami danego człowieka, w której będą mogli samodzielnie wyrobić sobie swoją opinię i w której nikt im nie będzie mówił, co mają myśleć. Nie zawsze to się udawało, bo twórca Kanału Zero obiecywał na przykład, że porozmawia ze wszystkimi kandydatami na prezydenta, ale z Maciakiem zrobił tak, jak zrobił. Zupełnie bez sensu według mnie, bo naprawdę nie wydaje mi się, żeby zaproszenie Macieja Maciaka do studia, w którym zamienił z nim dosłownie dwa zdania, było spełnieniem tej obietnicy. Szczerzej byłoby po prostu powiedzieć widzom, że poglądy tego pana są dla niego tak niedopuszczalne, że nie chce mu oddawać ani minuty na swoim kanale, a nie ściągać faceta z Koszalina, czy skąd on tam jest, żeby go potem odesłać z kwitkiem. Miałam też duże zastrzeżenia co do jego sposobu prowadzenia rozmowy z Januszem Walusiem czy Piotrem Wielguckim. Zastanawiam się, dlaczego zdecydowano się tak to rozwiązać – być może wynikało to z faktu, że Dawid Chęć faktycznie nie udźwignął tego wywiadu, więc należało stworzyć złudę jakiejś konfrontacji, ale nagadać komuś, kiedy tego kogoś już dawno nie ma i odpowiedzieć nie może, każdy głupi potrafi. Nie rozumiem, dlaczego tej rozmowy nie poprowadzili Stanowski, Mazurek albo ktokolwiek z bardziej doświadczonej ekipy Kanału Zero. Ktoś, kto na bieżąco potrafiłby wypominać swoim gościom manipulacje czy brak konsekwencji. Wyszłoby to na pewno o wiele lepiej, niż takie pyskowanie, kiedy goście już dawno pojechali do domów. Stanowski tłumaczył to potem, że jego program nigdy nie będzie miejscem dla jakiejkolwiek rosyjskiej narracji – OK, ale dlaczego w takim razie Zalewski musiał specjalnie nagrywać swój komentarz dotyczący opinii kamratów o Unii Europejskiej? Czyżby twórca Kanału Zero także wychodził z fałszywego, według mnie, założenia, że albo Rosja, albo UE i trzeciej nogi, pardon, drogi już nie ma? Przecież sama Unia jeszcze do niedawna handlowała z Rosja, robiła z Rosjanami interesy, tylko teraz każe się nam udawać, że nic takiego nie miało miejsca, a jeśli ktoś pamięta inaczej, to jest ruskim trollem. Strasznie słabo to wyszło. Stanowski mógł wycisnąć z tej rozmowy naprawdę wiele, konfrontując się z Rodakami Kamratami na żywo i samodzielnie, a tak to zrobił dziwnie posklejany wywiad i mamy mu wierzyć na słowo, że na pewno nie wyciął niczego niewygodnego czy znaczącego. Strzelił sobie chyba w kolano, a patrząc na jego nerwowe reakcje na Twixie, chyba sam zdaje sobie z tego sprawę.

Krótka polemika z Bojke

OK, ale wróćmy jeszcze do Arlety. Pani Bojke była łaskawa wspomnieć, że kult Bandery na Ukrainie nie wynika z ludobójstwa na Wołyniu, ale z faktu, że UPA walczyło również z Armią Czerwoną. Ależ my sobie z tego doskonale zdajemy sprawę, pani Arleto. Tylko co z tego? Historia nie jest nauką, w której można sobie wymazać niewygodne kwestie i udawać, że nigdy nie miały miejsca. Tak robi Ukraina, tak robią Niemcy, tak robi Izrael i – tak, tak, pani Arleto – tak robi Rosja. Tylko że Rosja nie pcha się do Unii Europejskiej i NATO, a Ukraina chce się tam dostać, nosząc cały czas ludobójców na sztandarach. I chyba najwyższy czas wymagać od nich, żeby zdecydowali, w którą stronę chcą iść. To dorośli chłopcy już są. Ostatecznie – trzydzieści cztery lata, kawał historii. No dobrze, bez złośliwości. W jednym Arleta Bojke miała rację – na Ukrainie faktycznie się o Wołyniu nie mówi, tylko że dla mnie to nie jest żaden powód, żeby ich usprawiedliwiać. Poznałam wielu Ukraińców i mało który z nich w ogóle wiedział o ludobójstwie na Wołyniu. Ich się tam tego w szkole w ogóle nie uczy, to jest na Ukrainie temat tabu, dlatego udają, że on nie istnieje. Tak jak ten niewidzialny słoń w pokoju – człowiek czuje, że coś wisi w powietrzu, ma wrażenie, że coś za chwilę, brzydko pisząc, pierdolnie, tylko jeszcze nie wie co. I ten słoń, który ulokował się gdzieś między nami, a Ukraińcami coraz bardziej domaga się uwagi. Warto też przypomnieć, jakie inne państwa uczą swoich najmłodszych obywateli fałszywej, wymazanej wersji historii, poza Ukrainą. Niemcy, Izrael i… no, tak znowu… ta zła, niedobra Rosja.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Blisko tragedii na Boże Narodzenie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

W Polsce prawdopodobnie udało się udaremnić zamach terrorystyczny. 19-letni student planował zamach i od miesięcy zbierał informacje, jak samodzielnie skonstruować ładunek wybuchowy. Nie miał jednak jasno sprecyzowanego miejsca zamachu – służbom mówił, że NA PRZYKŁAD jakiś jarmark bożonarodzeniowy. Równie dobrze mogło to być centrum handlowe, dworzec, cholera go tak naprawdę wie. Dziewiętnastolatek prawdopodobnie jest konwertytą na islam, wiadomo, że utrzymywał kontakt z przedstawicielami ISIS i zamierzał do nich dołączyć. Być może udany zamach byłby jego przepustką do tego. Ciekawa jestem powodu, dla którego młody chłopak stał się tak zafascynowany islamem i organizacją terrorystyczną? Co go fascynuje w tej niby-kulturze? Do tego stopnia, że był gotów nawet zabić iluś tam ludzi, żeby się do nich przyłączyć i… dalej zabijać. A jak długo, to już zależy, kiedy by go odstrzelili albo dostał zlecenie dokonania samobójczego zamachu i pewnie wykonałby to z poczuciem olbrzymiego zaszczytu, który go spotkał. Dramat.

Medialne manipulacje

Co jednak ciekawe, nagłówki krzyczą o studencie KUL, nie o młodym mężczyźnie zafascynowanym ISIS i islamem. To już skłania do przekłamań i manipulacji, bo chociażby Alicja Defratyka zastanawiała się, co na to ultra-prawica, konfederaci i brauniarze? Ta tzw. „ultra-prawica” jest przeciwna islamowi w Polsce. Może chłopak by się tak nie zradykalizował, gdyby go u nas nie było? A może po prostu miał nie po kolei w głowie? Albo był psychopatą, któremu zachciało się zabijać ludzi i usiłował sobie do tego dopasować jakąś ideologię, a z wiarą chrześcijańską byłoby mu jakkolwiek trudno? Silni Razem też już wsiedli na swojego konika i przekonują na X-ie, że katolik chciał zabijać innych katolików na jarmarku bożonarodzeniowym. Pomijając fakt, że to bzdura, warto byłoby się dowiedzieć, że nie trzeba być osobą wierzącą, żeby starać się dostać na KUL. Rekrutacja jest całkowicie świecka – liczą się wyniki w nauce, egzaminy. Kryteria są takie, jak na każdej innej uczelni. Nie trzeba składać żadnych deklaracji religijnych. „Katolicki” w nazwie oznacza patronat i tożsamość, a nie obowiązek światopoglądowy nakładany na studentów. Student KUL-u nie oznacza więc zadeklarowanego katolika. Warto też zauważyć, że skoro ten człowiek miał dziewiętnaście lat, to studentem KUL-u był co najwyżej trzy miesiące, co zresztą potwierdza uniwersytet. Nie jest to wystarczająco długo, żeby uczelnia zdążyła wtłoczyć mu do głowy ideologię chrześcijańską – nawet zakładając, że faktycznie takie próby są tam wobec studentów podejmowane, ale nic takiego nie słyszałam. To uczelnia jak każda inna.

Stanowisko uczelni

Ósmego grudnia na Katolicki Uniwersytet Lubelski dotarło pismo z Sądu Rejonowego w Szczecinie z informacją o tymczasowym aresztowaniu, które zostało zastosowane wobec wskazanego studenta drugiego grudnia. Więc po wpływie pisma 8 grudnia student został zawieszony w prawach studenta na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Decyzja ta była, można by rzec, natychmiastowa. Dodatkowo do rzecznika dyscyplinarnego do spraw studentów i doktorantów został skierowany wniosek o zajęcie się tą sprawą – mówił Wojciech Adnrusiewicz, rzecznik prasowy uczelni – Oczywiście ubolewamy, podkreślam po dwakroć: ubolewamy, że taka sytuacja dotyczy studenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Na pewno jednak jest to postępowanie godne najwyższego ubolewania i pozostaje nam przeprosić, że dotyczy naszego studenta. Przyznam szczerze, że nawet ja jestem zaskoczona takimi click-baitami, bo fakt, której uczelni studentem był ten człowiek, jest w tym momencie drugorzędny. Bardziej istotne są jego motywy, a te w sposób oczywisty nie są chrześcijańskie. Doskonale wszyscy wiemy, że sporo ludzi czyta tylko nagłówki, a takie w istotny sposób wprowadzają w błąd. Po co? Tak jest bardziej poprawnie politycznie, żeby bez żadnej podstawy nawalać w katolików? Pozostaje sprawdzić dokładnie, z kim ten chłopak się kontaktował – być może pozwoli to wykryć innych takich odklejeńców. A być może tropy poprowadzą bezpośrednio do któregoś z meczetów? Nastolatek został aresztowany na co najmniej trzy miesiące.

Uważajcie na siebie.

M.

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Bez chanukowych świec w Pałacu Prezydenckim

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie wiem jak Wy, Drodzy Obserwujący, ale ja przesadnie zdziwiona taką decyzją pana Nawrockiego nie jestem. Prezydent już w trakcie kampanii deklarował, że żadnych chanukowych świec zapalał nie będzie. Ja swoje poglądy i swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich traktuję poważnie, więc obchodzę święta, które są bliskie mojej osobie – powiedział w wywiadzie dla Radia RMF FM. To, że nie jestem zaskoczona, nie oznacza jednak, że się nie cieszę, bo od dawna mam wrażenie, że o wiele bardziej honorujemy wartości żydowskie, niż nasze tradycyjne, chrześcijańskie. Zwłaszcza że jedna z tych wartości głosi, że goje, czyli my, mamy służyć Żydom, czyli im. Polecam Wam zresztą tekst Razprozaka (Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem) – swoją drogą jakiś uśmiechnięty demokrata napisał mi ostatnio, że jestem Razprozakiem 2.0, tyle że on to traktował jako obelgę, ja jako komplement. Wspominał coś jeszcze o napluciu mi do ryja, taki to przykład lewicowej tolerancji i miłości.

Przełomowa akcja z gaśnicą

To świętowanie Chanuki weszło w zwyczaje naszych polityków tak głęboko, że w sumie przyzwyczailiśmy się już do tego. Dopiero Grzegorz Braun musiał nam przypomnieć, że chyba coś jest nie tak, swoją akcją z gaśnicą. Ówczesny marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, zorganizował w związku z tym kolejne obchody i próbował wymusić na Krzysztofie Bosaku, że ma wziąć w nich udział, mimo że ten tłumaczył, że jest katolikiem i obowiązuje go m.in. pierwsze Boże przykazanie: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Zresztą w tej całej chanukowej szopce brały udział osoby, które najgłośniej krzyczały o zdejmowaniu krzyży z Sejmu i urzędów, bo państwo ma być świeckie. Ale hipokryzja tych ludzi nie jest chyba dla nikogo z nas nowością. W każdym razie bardzo długo spekulowano czy nowy prezydent nie ugnie się pod tą dziwną żydowską modą i jednak nie weźmie udziału w uroczystościach chanukowych, mimo jego jasnych deklaracji. Argumentowano to tym, że przecież Karol Nawrocki jest protrumpowski, z Trumpa bierze przykład, uzależnia swoją politykę od prezydenta USA i nawet ubiera się tak jak on. A Trump z kolei jest wielkim przyjacielem i sojusznikiem Izraela i premiera Natenjahu. Jest w zasadzie ucieleśnieniem popularnego skrótu „USrael”. Skoro więc polski prezydent nie chce psuć swoich relacji z przywódcą Stanów Zjednoczonych, będzie musiał zapalić świece, nie ma wyjścia.

Szacunek do wartości

No nie, nie będzie musiał. Nawrocki może jest zafascynowany Trumpem, może jest on politykiem, którym się inspiruje i z którego chce w większym lub mniejszym stopniu brać przykład, ale wszystko ma swoje granice. A tymi granicami są wartości tego człowieka, którym pozostaje wierny. Po prostu. Ja mu uwierzyłam i dlatego w końcu zagłosowałam z czystym sumieniem na konkretnego kandydata, a nie tylko po to, żeby nie wygrał ten drugi, jak było w przypadku Andrzeja Dudy. Nie sądzę, żeby przywódca USA miał z tego tytułu jakiś wielki problem, sam sobie może palić te świeczki, jeśli chce, chociaż wydaje mi się, że on jest związany z Izraelem przede wszystkim politycznie. Nieważne, Trump Trumpem. Ja się cieszę, że w końcu mamy polityka na wysokim stanowisku, który sprzeciwia się tej czołobitności wobec Żydów (bo tak to należy nazwać) i nie musi w tym celu biegać z gaśnicą. 😉 Zresztą umówmy się – musiałby być idiotą, żeby się na to zgodzić. Doskonale wie, czego oczekują od niego wyborcy i wie, że straciłby sporo zaufania, gdyby się na to zdecydował. A co do tej szopki w tytule – nie sądzę, żeby Czarzasty, mimo że komunista, odważył się aż tak denerwować chrześcijan. Szopkę zresztą stawia się wieczorem 24 grudnia, po Adwencie. Sam Czarzasty ogłosił, że będą uroczystości chanukowe w Sejmie (jakże by inaczej), ale będzie też Boże Narodzenie: Jest kontynuacja. Tu nie ma żadnej ideologii, a jedynie tradycja. Była Chanuka, to jest. Były święta Bożego Narodzenia, to są. Jeżeli ktoś się spodziewał, że będę robił rewolucję ze względu na swoje poglądy, to się zawiódł, gdyż poglądy swoje mam, ale tradycje i kontynuację szanuję.

Inna sprawa, że to dopiero marszałek Bosak zaproponował postawienie w Sejmie szopki bożonarodzeniowej i podobno była kupowana na ostatnią chwilę. Choinki są, a czy Czarzasty uzna stajenkę za tradycję, skoro pojawiła się dopiero w zeszłym roku z inicjatywy posła Konfederacji…? Zobaczymy. Inna sprawa – jak to skomentował mój przyjaciel: „Szopka i tak jest w Sejmie przez cały rok”.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej