Connect with us

Hoplofobia

Krytyka Polityczna o uniewinnieniu Kyle’a Rittenhouse’a

Opublikowano

on

Diagram Venna, obejmujący zbiór osób, które po ogłoszeniu wyroku twierdziły, że Kyle Rittenhouse bez żadnego uzasadnienia zamordował dwóch do rany przyłóż pokojowych demonstrantów z nielegalnej broni, oraz zbiór osób, które uważają, że policja zabija czarnych w Ameryce z pobudek rasistowskich, ma idealnie okrągły kształt.

Ja sobie zdaję doskonale sprawę, że KryPol pełni rolę ideologicznego organu prasowego skrajnej lewicy w Polsce, zatem jest generatorem halucynacji i urojeń prześladowczych, ale żeby w pierwszym krótkim zdaniu wstępu zawrzeć aż trzy zmyślenia? Coś takiego kwalifikuje się już nie tyle do dziennikarskich kompromitacji, co podpada pod jakiś rekord świata.

Najpierw w porządku chronologicznym o tym, co wydarzyło się w miejscowości Kenosha w stanie Wisconsin 23 sierpnia 2020 roku.

  • Patrol odebrał zgłoszenie od byłej narzeczonej Jacoba Blake’a (dalej JB), że ten wtargnął do jej domu i ukradł klucze od samochodu (Blake nie posiadał własnego auta, był bezrobotny i od ośmiu lat nie mieszkał z rodziną). Kobieta rozpaczliwie wołała o policyjną interwencję, bo intruz zamierzał porwać dzieci i odjechać.
  • Docierając na miejsce, troje policjantów było doskonale świadomych, że na nazwisko podejrzanego wystawiony jest nakaz aresztowania za napaść seksualną trzeciego stopnia (w Wisconsin delikt zagrożony karą pozbawienia wolności do dziesięciu lat włącznie). Z treści oficjalnych dokumentów wynika, że JB włamał się na teren posesji swojej eks, stanął nad jej łóżkiem w sypialni i powiedział: “Chcę moje rzeczy” (I want my shit), po czym wsunął jej dłoń między nogi (szczegóły w papierach). Policjanci wiedzieli również, że typ nadużywa alkoholu i w ciągu minionych paru lat miał regularnie atakować kobietę po pijaku.
  • Blake nie rozdzielał dwóch bijących się sąsiadek na trawniku jak fałszywie sugerowały media, cytując zmyślenia tzw. “naocznych świadków”.
  • Funkcjonariusze z patrolu usiłowali porozmawiać z domniemanym porywaczem, ten jednak był kompletnie niezainteresowany odpowiadaniem na pytania. Przystąpiono więc do obezwładnienia podejrzanego. Doszło do szamotaniny. Wystrzelono pierwszy ładunek z tasera – zero reakcji. JB zacisnął ramię wokół szyi jednego z policjantów. Padł drugi strzał z tasera – znowu nic. Agresor zdołał wyswobodzić się z objęć, wstał na równe nogi i zaczął obchodzić auto z zamiarem wejścia do środka, co naturalnie sprowokowało mundurowych do wyciągnięcia z kabur służbowych pistoletów.
  • Media z początku gremialnie zaprzeczały, ale uważni obserwatorzy od razu dostrzegli, że w momencie konfrontacji z policją Jacob Blake był uzbrojony w nóż. Gliniarze powtarzali, żeby wypuścił go z rąk (Drop the knife!), lecz mężczyzna ostentacyjnie ignorował ich polecenia. Gdy w końcu został postrzelony (siedmiokrotnie) w plecy, kosa wypadła mu z dłoni na deskę podłogową samochodu od strony kierowcy. Policjant słusznie założył, iż JB mógł sięgać po broń palną, kiedy się pochylał, więc wygarnął w niego dla pewności połowę magazynka.
  • Reszta jest historią – przewidywalną i rutynową. Nowy święty męczennik BLM oraz bożyszcze bezmózgich celebrytów odhaczył prawie wszystkie punkty ze skeczu Chrisa Rocka, czego nie robić w sytuacji policyjnego zatrzymania. W efekcie wybuchły trwające blisko dwa dni dzikie zamieszki, podczas których spalono większość murzyńskiego dystryktu w Kenosha.
  • Zaprezentowana wyżej rekonstrukcja wypadków stała się zarzewiem i kontekstem dla jeszcze bardziej dramatycznej konfrontacji. Otóż przed północą z wtorku na środę (25-26/08/2020) w okolicach jednej ze stacji benzynowych w mieście doszło do krwawej potyczki. Uzbrojony w karabinek 17-letni chłopak uciekał przed watahą „demonstrantów”, którzy w najgorszym razie chcieli go zlinczować, a w najlepszym – „tylko” pobić do nieprzytomności. Nazajutrz otwarcie sprzyjający uczestnikom „protestów” lokalny prokurator okręgowy, Michael Graveley (oczywiście Demokrata) wydał nakaz aresztowania i oskarżył nastolatka o intencjonalne zabójstwo dwóch mężczyzn oraz spowodowanie ciężkich obrażeń u trzeciego.

Odbył się proces. Ława przysięgłych uniewinniła chłopaka od wszystkich zarzutów. Oto jak po obwieszczeniu werdyktu zareagowała korespondentka „Krytyki Politycznej” w USA, pani Agata Popęda:

Po kolei:

  • Kyle nie „poczuł się zagrożony”. Nastolatek został najpierw zaatakowany przez skazanego pedofila-gwałciciela o skłonnościach samobójczych, który kilka godzin wcześniej opuścił mury szpitala psychiatrycznego i tamtej nocy zamierzał podpalić stację benzynową. Chwilę później dopadł do niego niejaki Maurice Freeland (wielokrotnie aresztowany i notowany, głównie za przemoc domową) i potraktował „z buta”, gdy ten wycofywał się w stronę wozu policyjnego. Rittenhouse strzelił dwukrotnie w kierunku zbira, lecz chybił. Trzeci oprych nazywał się Anthony Huber. Nacierał na Kyle’a z deskorolką i usiłował wyrwać mu z rąk karabinek. Typ miał kartotekę, sięgającą roku 2012 (przypadki zarówno fizycznego, jak i psychicznego znęcania się nad członkami rodziny – dusił brata, bił siostrę, groził babci nożem, przetrzymywał wszystkich w domu wbrew ich woli). Dostał kulkę w klatkę piersiową, po czym osunął się martwy na asfalt. Czwarty z napastników, Gaige Paul Grosskreutz, po wylądowaniu w szpitalu na operacji bicepsa wyjawił w rozmowie z kolegą, iż żałuje, że nie zabił Kyle’a – po prostu zabrakło mu odwagi, by nacisnąć na spust.
  • To, co działo się w Kenoshy, nie było „demonstracją”. Raczej oblężeniem z udziałem wściekłych bojówek BLM/Antify. Demokratyczny burmistrz, J. Antaramian, maksymalnie długo wstrzymywał interwencję policji i nie chciał wzywać Gwardii Narodowej. Ludzie barykadowali się w domach ze strachu przed szalejąca na zewnątrz hołotą i obstawiali sklepy uzbrojoną ochroną.
  • Kyle miał prawo posiadać karabin. W stanie Wisconsin osoba 17-letnia może legalnie posiadać i nosić w miejscach publicznych broń długą (czyli strzelby i karabinki) pod warunkiem, że taka konstrukcja spełnia federalne wymogi co do długości lufy. Broń Kyle’a spełniała.

Najważniejsze zostawiłem na koniec. Proszę zwrócić uwagę, że Popęda użyła w tytule felietonu frazę „biały typ” – jakby kolor skóry ofiary był dla niej istotnym szczegółem w narracji. Nie jest to przypadek.

Zaraz po zapadnięciu wyroku skoordynowana kampania oszczerstw pod adresem nastolatka była czymś spodziewanym, ale stężenie jadu zaskoczyło nawet mnie. Nie da się zrozumieć, zwłaszcza w Polsce, która jest w 99 proc. białym krajem, zachowania lewicowych publicystów, jeśli nie spojrzy się na całokształt przez pryzmat rasowy. Nienawiść do białych ludzi na poziomie niemalże biologicznym stanowi koło zamachowe współczesnych, lewackich ideologii na Zachodzie. Odrazę wzbudza u nich trywialny fakt, że biały człowiek może posiadać skuteczne narzędzia o znacznej sile rażenia (w tym wypadku chodzi o karabinek AR-15) i bronić się przed ich terrorem. Nie bez powodu aktywistka MSNBC, Tiffany Cross, nazwała Kyle’a „małym, morderczym, białym supremacjonistą” (link). Dziennikarka KryPola wywodzi się z tego samego politycznego chowu, więc naturalnie przejęła retorykę środowiska, z którym się solidaryzuje, i mniej lub bardziej świadomie przenosi ją na polski grunt.

Do refleksji.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Hoplofobia

Dlaczego lewica neguje konsensus naukowy w sprawie czynnika G?

Opublikowano

on

W domenie psychologii testowanie ludzkiej inteligencji należy do najbardziej wiarygodnych narzędzi, służących do przewidywania przyszłości – stanowi swoiste ukoronowanie tej dziedziny nauki. Jeśli koncept IQ jest niepoprawny, wszystkie inne twierdzenia w psychologii też są niepoprawne.

– Steve Stewart-Williams (link)

Inteligencja wywiera potężny i rozległy wpływ na stratyfikację społeczną, względnie podziały klasowe. Jej efektów nie da się wytłumaczyć wykształceniem rodziców czy warunkami ekonomicznymi, w których chowały się dzieci. Wbrew obiegowej opinii, oddziaływanie szeroko rozumianego “środowiska” na nasze wyniki w nauce i późniejszy poziom zamożności jest stosunkowo słabe.

– Gary N. Marks (link)

Czynnik G to inaczej inteligencja, względnie zdolności poznawcze (kognitywne). W amerykańskich realiach pomiary robione na ogromnych, reprezentatywnych próbach niezmiennie od dekad wykazują, że przeciętna rozbieżność w ilorazie inteligencji między rasą czarną i białą przyjmuje wartość d Cohena 1.00, co przekłada się na ~15 punktów IQ różnicy, a zatem 1 odchylenie standardowe w rozkładzie empirycznym wyników testów. Zgoda w tej kwestii jest ugruntowana i nie podlega dyskusji, zobacz: Jensen & Reynolds (tabela, artykuł), Rushton (tabele, książka), Roth et al. (tabela, metaanaliza), Weiss et al. (cytat, artykuł), Hunt (książka), Frisby & Beaujean (cytat, artykuł), Hu et al. (tabela, artykuł), Lasker et al. (cytat, artykuł) czy Fuerst et al. (cytat, artykuł). Optymistyczne rokowania części badaczy odnośnie stopniowego zanikania międzyrasowych dysproporcji w inteligencji (łączone z “Efektem Flynna”) zawsze były przedwczesne i nieuzasadnione, patrz Rushton & Jensen (cytat, artykuł), Williams (cytat, artykuł), Platt et al. (cytaty, artykuł) czy Nijenhuis & Flier (cytat, metaanaliza). W ocenie laika 15-punktowa przewaga z korzyścią dla białych wydawać się może trywialna, jednak statystyczne i przede wszystkim praktyczne konsekwencje istnienia rzeczonej asymetrii są w makroskali Stanów Zjednoczonych kolosalne.

(źródło, diagram 10.1)

Znając wartości procentowe konkretnych przedziałów (link), załączona wyżej grafika informuje nas, że

  • raptem ~16% amerykańskich Murzynów ma IQ > 100 (dla białych odsetek ten wynosi średnią 50%);
  • raptem ~3% amerykańskich Murzynów ma IQ > 115 (biali ~16%);
  • ~65% amerykańskich Murzynów ma IQ < 90 (biali ~25%);
  • ~35% amerykańskich Murzynów ma IQ < 80 (biali ~10%), co oznacza, że nie przebrnęliby nawet przez sito rekrutacyjne do armii, ponieważ stwarzaliby zagrożenie dla siebie i innych;
  • ~16% amerykańskich Murzynów ma IQ < 70, co sugeruje intelektualne upośledzenie (biali ~3%);

Test inteligencji zaprojektowany przez Davida Wechslera (link, tabela 3) pokazuje z kolei, że

  • 3.6% białych i 18% czarnych ma IQ < 75 (stosunek ~5:1);
  • 21.9% białych i 59.4%. czarnych ma IQ < 90 (stosunek ~2:1);
  • 53.8% białych i 15.7% czarnych ma IQ > 100 (stosunek ~1:3);
  • 27.9% białych i 3.8% czarnych ma IQ > 110 (stosunek ~1:7);
  • 5.4% białych i 0.2% czarnych ma IQ > 125 (stosunek ~1:27);

Dla krańcowo prawej strony ogona rozkładu sytuacja wygląda następująco (skalkulowane na podstawie tabeli 4.3, link):

  • IQ > 120: biali 11.14%, czarni 1.10%, stosunek ~1:10 (Azjaci 17.67%);
  • IQ > 125: biali 5.68%, czarni 0.40%, stosunek ~1:14 (Azjaci 10.36%);
  • IQ > 130: biali 2.59%, czarni 0.13%, stosunek ~1:20 (Azjaci 5.54%);
  • IQ > 135: biali 1.05%, czarni 0.04%, stosunek ~1:26 (Azjaci 2.70%);
  • IQ > 140: biali 0.38%, czarni 0.01%, stosunek ~1:38 (Azjaci 1.19%);
  • IQ > 145: biali 0.12%, czarni 0.00% (Azjaci 0.47%);
  • IQ > 150: biali 0.03%, czarni 0.00% (Azjaci 0.17%);

Czemu te liczby są ważne? Bo spośród wszystkich powszechnie akceptowanych i dających się skwantyfikować zmiennych to właśnie IQ oferuje największy potencjał prognostyczny w takich kluczowych dziedzinach życia i dla tak istotnych zjawisk jak poziom świadomości zdrowotnej, skłonność do antyspołecznych zachowań, przebieg edukacji, sukcesy w nauce, osiągnięcia zawodowe, talenty przywódcze oraz umiejętność akumulowania majątku w okresie dorosłym (szerzej na ten temat do poczytania tutaj). W rezultacie dodanie komponentu w postaci pomiarów inteligencji do rutynowego zestawu zmiennych kontrolnych sprawia, że wiele najbardziej rażących nierówności socjoekonomicznych między przedstawicielami rasy białej i czarnej w USA ulega drastycznej redukcji lub kompletnie zanika. Krótko mówiąc, wmiksowanie IQ do regresji przekreśla szanse na postawienie kategorycznej tezy o “systemowym rasizmie” jako rzekomej przyczynie dominacji białych nad Murzynami. Jest to główna, aczkolwiek rzadko werbalizowana przesłanka, która kieruje postępowaniem lewoskrętnych intelektualistów (socjologia należy tradycyjnie do skrajnie upolitycznionych i zideologizowanych dyscyplin → diagram, link, zaś metodyka i wnioskowanie socjologów zaliczają się do najmniej rzetelnych z powodu deficytu replikacji i potężnego efektu szuflady → cytat, link), gdy ci ignorują czynnik G w swoich pracach albo wręcz zaprzeczają jego doniosłej roli w rozwoju danej subpopulacji. Ich oficjalna argumentacja jest oczywiście taka, że segregowanie ludzi wedle kryteriów inteligencji nosi znamiona (pseudo)naukowego rasizmu i oni z racji swego “oświecenia” nie zamierzają brać udziału w tym haniebnym, zacofanym procederze.

WYBRANE PRZYKŁADY ODDZIAŁYWANIA IQ NA KONKLUZJE BADAŃ
(znacznie więcej obserwacji tu)

  • skorygowanie modelu o inteligencję całkowicie niweluje dysproporcje w dochodach między czarnymi i białymi w Ameryce: Farkas & Vicknair (cytat+tabela, artykuł), Kagawa (artykuł);
  • dopasowanie modelu o inteligencję odwraca (ze szkodą dla białych) związek na linii rasa-dyskryminacja przy zatrudnieniu w tym sensie, że biali mężczyźni, znajdujący się na identycznym szczeblu IQ co czarni, doświadczają relatywnie gorszego traktowania na rynku pracy: Nyborg & Jensen (artykuł);
  • po skorygowaniu modelu o inteligencję (szacowaną przy wykorzystaniu ogólnego testu klasyfikacyjnego armii/AGCT) rozziew w tygodniowych i rocznych zarobkach między czarnymi i białymi mieszkańcami stanów południowych w latach czterdziestych XX wieku kurczy się w zależności od sposobu wprowadzania brakujących statystyk o odpowiednio 72-76% i 78-97%: Carruthers & Wanamaker (cytaty+tabela, artykuł);
  • po skorygowaniu modelu o inteligencję (mierzoną za pomocą baterii testów kwalifikacyjnych sił zbrojnych typu ASVAB lub AFQT) czarni mężczyźni notują wyższe wskaźniki zdawalności egzaminów uniwersyteckich i częściej dostają dyplomy ukończenia studiów niż ich biali rówieśnicy: Herrnstein & Murray (cytat, rozdział), Cameron & Heckman (cytat, artykuł);
  • dodanie parametru IQ do finalnego modelu wydłuża czas edukacji czarnoskórych kobiet i mężczyzn w stosunku do “ilości” edukacji, którą otrzymują biali: Lang & Manove (cytat+wykresy, artykuł);
  • uwzględnienie inteligencji w modelu likwiduje wszelkie rasowe różnice w międzypokoleniowej, ekonomicznej, wertykalnej mobilności społecznej: Mazumder (cytat+wykres, raport), Acs (cytaty, raport), Mazumder (cytat+wykresy, artykuł);
  • skorygowanie modelu o inteligencję eliminuje różnice w długości zasądzanych wyroków: Simon (tabela+cytat, artykuł);
  • wkalkulowanie inteligencji do modelu zmniejsza niemal do zera przepaść między czarnymi i białymi, jeśli chodzi o względne ryzyko aresztowania i uwięzienia: Beaver et al. (artykuł), Beaver et al. (artykuł);
  • skontrolowanie modelu o inteligencję oraz impulsywność powoduje, że kolor skóry recydywisty przestaje korelować z prawdopodobieństwem jego ponownego aresztowania: Schwartz & Beaver (tabela, artykuł);
  • korekta o inteligencję i agresywne predyspozycje skazańców ujawnia, że uprzedzenia rasowe przy zasądzaniu wyroków śmierci są artefaktem statystycznym, powstałym na drodze niepełnej kalibracji bazowego modelu: Heilbrun et al. (cytat, artykuł);

 

(cytat z Wikipedii, zarchiwizowany 9 lipca 2022)

Negowanie mocy predykcyjnej IQ w generowaniu i podtrzymywaniu różnic międzygrupowych prowadzi do czegoś na wzór zbiorowej paranoi, czyli kolektywnego przeświadczenia, iż oto tajemnicze, wrogie siły działają za naszymi plecami i mimo nieustających prób rugowania z przestrzeni społecznej wszelkich przejawów dyskryminacji oraz uprzedzeń rasowych, ciągle utrwalają nierówności na polu edukacji lub w dostępie do dobrze płatnych zawodów. Jest to później idealny grunt dla rozrostu wielopokoleniowych frustracji, podejrzeń i nienawiści, co w połączeniu z masowymi transferami ograniczonych środków publicznych na chybione bądź nieefektywne programy pomocowe tylko pogłębia poczucie zniweczonych nadziei. Miliony dolarów rocznie wydawane są na wydumane interwencje czy realizowanie mrzonek o “podnoszeniu wyników w nauce”. Niestety, na skutek rasowych implikacji badań dotyczących wpływu IQ i obaw, że w razie poruszenia tego tematu spadnie na nich środowiskowy ostracyzm, amerykańscy decydenci dalej będą udawać, że głaz ten można wtoczyć na szczyt.

Czytaj dalej

Hoplofobia

Czy te oczy mogą kłamać?

Opublikowano

on

Anglojęzyczna Wikipedia podaje (link), że Michael Shermer to popularyzator i historyk nauki, prezes Stowarzyszenia Sceptyków, redaktor naczelny kwartalnika “Skeptic”, autor przeszło tuzina książek, sygnatariusz wielu artykułów na łamach szanowanej prasy oraz postać czynnie zaangażowana w śledzenie, badanie, podważanie i demaskowanie pseudonaukowych, paranormalnych i religijnych twierdzeń, które zaśmiecają przestrzeń społeczną. Słowem, chłodny, analityczny umysł, który nie uwierzy, dopóki nie sprawdzi.

Po ostatniej masakrze-strzelaninie w szkole podstawowej w teksańskim Uvalde Shermer poczuł wenę twórczą, zasiadł do pisania i spłodził felieton na wiadomy temat, ten zaś po dwóch tygodniach wylądował na stronach magazynu “Quillette”. Postawił w nim kategoryczną tezę, że kołem zamachowym przemocy z udziałem broni palnej w Ameryce jest zbyt łatwy dostęp do tejże broni (link). Związek ów ma, jego zdaniem, charakter przyczynowy w tym sensie, że kraje, które obniżyły u siebie wskaźniki zabójstw i samobójstw z użyciem broni, równolegle wdrożyły także surowe zasady jej reglamentacji. Tymi krajami były w latach 90. XX wieku Australia i Austria. O wymiernych konsekwencjach reform premiera Johna Howarda po rzezi w Port Arthur wspominałem w innym miejscu, nie będę się więc powtarzał (dodam tylko, że całokształt materiału dowodowego przekonuje, iż nie wpłynęły one na poziom lokalnej przestępczości). Proponuję za to przyjrzeć się sytuacji w Austrii, bo nasz samozwańczy sceptyk znowu pomija kluczowe detale, niepasujące mu do narracji.

Shermer argumentuje (referując konkluzje tekstu, wydanego nakładem sztandarowego czasopisma brytyjskiego Królewskiego Kolegium Psychiatrów), że po wymuszonym przez unijne dyrektywy nałożeniu restrykcji na cywilny obrót bronią w Austrii w roku 1997 (weryfikacje niekaralności, testy psychologiczne, kursy bezpiecznej obsługi i znajomości prawa, zakazy sprzedaży karabinków “szturmowych”, obowiązkowe szafki i sejfy etc.) zaobserwowano wyraźne kurczenie się puli licencjonowanych posiadaczy broni i korespondujący z nim spadek średniej liczby zabójstw i samobójstw popełnianych z broni palnej. Ten “naturalny eksperyment” – kontynuuje Shermer – powinien być lekcją dla Amerykanów, że przy odpowiedniej determinacji i woli politycznej da się wprowadzić korzystne z punktu widzenia zdrowia publicznego zmiany, przynoszące natychmiastowe efekty.

Problem z tą huraoptymistyczną propagandą sukcesu jest taki, że zarówno pan “sceptyk”, jak i cytowani przez niego autorzy wygodnie przemilczeli długofalowe trendy w kształtowaniu się OGÓLNYCH WSKAŹNIKÓW PRZEMOCY w Austrii przed rokiem 1997 i po roku 1997. Te bowiem ujawniają, że ostrzejsze regulacje w żaden sposób nie korelują z częstością występowania zgonów. Poziom samobójstw ulegał dalszej redukcji w niemal identycznym tempie jak przed wejściem w życie obostrzeń, w przypadku natomiast najważniejszej subkategorii, czyli morderstw i zabójstw, można wręcz pokusić się o wnioskowanie, że restrykcje spowolniły dynamikę spadku śmiertelności, co sugeruje scenariusz znany z USA: rozbrojenie populacji nie-kryminalistów i ograniczenie im możliwości legalnej obrony rozzuchwala populację kryminalistów, skutkując eskalacją zabijania za pomocą innych metod.

(źródło)

(źródło)

Powyższe wykresy nie pozostawiają pola do interpretacji: ja, anonimowy bloger z polskiej piwnicy, jestem lepszym sceptykiem niż amerykański profesjonalista i medialny celebryta, Michael Shermer, który zdecydował się zataić przed swoimi czytelnikami newralgiczne fakty dotyczące rezultatów austriackiej ofensywy legislacyjnej z roku 1997. Nieładnie.

Czytaj dalej

Hoplofobia

Profil rasowy sprawców masowych mordów i strzelanin w Ameryce

Opublikowano

on

Parę lat temu zespół dziennikarzy nowojorskiego „Timesa” przygotował sztucznie rozwleczony reportaż na temat wszystkich strzelanin zarejestrowanych na terenie Stanów Zjednoczonych w roku 2015 z uwzględnieniem rasy sprawców. Ogromną większość z nich stanowiły prywatne wendetty, inicjowane przez lokalne gangi uliczne, oraz mordy rodzinne. Najważniejsze statystyki rozrzucono po całym tekście i przy pierwszym kontakcie jest rzeczą niemożliwą uchwycić ich zniuansowanie, dlatego przechodzę od razu do sedna.

NYT ujawnia, że spośród 358 strzelanin z minimum czterema osobami zabitymi i/lub rannymi w blisko połowie przypadków (160) nie udało się zidentyfikować tożsamości strzelca. Daje to 198 zweryfikowanych incydentów; trzy-czwarte z nich (144 albo 73 proc.) popełnili czarni. Po wykluczeniu 144 „zamkniętych” spraw zostaje zatem 160 nierozwikłanych i 54 z rozpoznanym nie-czarnym zamachowcem. Czy posiłkując się tak okrojonym materiałem można oszacować, za ile ataków ponoszą winę potomkowie europejskich osadników?

214 (160+54) przekłada się na 60 proc. ogółu strzelanin – w tym właśnie przedziale mieszczą się biali napastnicy. Autorzy felietonu podkreślają, że z powodu ułomności policyjnych źródeł, które nie rozróżniają grup etnicznych, zaliczyli do subkategorii „Whites” lwią część Latynosów, znacząco utrudniając wyizolowanie poszukiwanych przypadków. Z drugiej strony wspomnieli także, iż z początkowej puli 358 zdarzeń odnotowanych w 2015 roku 39 zaklasyfikowano jako eksplozje przemocy domowej zakończone rzezią członków rodziny; biali dopuścili się 63 proc. z tych morderstw. Po dokooptowaniu do tego najgłośniejszych medialnie masakr w miejscach publicznych, składających się przeciętnie na kilka incydentów rocznie, oraz zbioru mniejszych ataków z jedną osobą zabitą można spokojnie przyjąć, że „non-Hispanic Whites” odpowiadają bezpośrednio za maksymalnie 36 (~10 proc.) strzelanin [1] (diagramy kołowe prezentują surowe proporcje, nieskorygowane o wielkość populacji, słupki ukazują wskaźniki przeskalowane):

grafika po angielsku link

Co się stanie, gdy zmodyfikujemy bazową definicję z czterech osób rannych (niekoniecznie śmiertelnie) na minimum cztery osoby zabite? Poniższe statystyki pochodzą z najnowszej publikacji Foxa & Levina, kryminologów z Uniwersytetu Północno-Wschodniego w Bostonie:

grafika po angielsku link

Końcowe wnioski

Na przekór fałszywym opiniom kolportowanym w mediach sprawcami znakomitej większości wybuchów masowej przemocy w Ameryce są czarni mężczyźni, stanowiący zaledwie ~6 proc. ludności. Z perspektywy statystycznej sytuacja wygląda następująco: reprezentanci tej populacji odpowiadają rocznie za ~80 proc. wszystkich strzelanin, co oznacza, iż matematyczna szansa dostania się pod lufę czarnoskórego napastnika w USA jest kilkanaście razy wyższa niż w przypadku agresora o białym kolorze skóry. Wywindowanie progu numerycznego ofiar śmiertelnych do 4+ zabitych redukuje wspomniane ryzyko po stronie Murzynów, ale i tak w stosunku do swojej liczebności deklasują oni konkurencję w rankingu morderców. It’s not even close.

_________________________

[1] Jedna kwestia wymaga tutaj uściślenia: jak się rzekło, NYT nie pozostawili explicite uwag odnośnie rasy lub pochodzenia etnicznego przy 160 strzelaninach. Milczące założenie, że ich inicjatorami byli agresorzy o ciemnej karnacji wynika wprost z samego artykułu oraz dedukcji na podstawie statystyk federalnych. Tajemnicą poliszynela jest, że najwięcej nierozwiązanych zabójstw w Ameryce to pochodna konfrontacji ulicznych z udziałem młodych Murzynów albo latynoskich cholos w roli ofiar, co niemal zawsze oznacza też zaangażowanie mordercy bądź morderców o podobnym odcieniu skóry (przy okazji: Murzyni ginący z rąk białych stanowią symboliczny procent wszystkich czarnych ofiar zabójstw; FBI podaje średnio ~200 przypadków w skali roku, ale ponieważ wielu z tych zabójców to w rzeczywistości Latynosi, błędnie zakodowani przez lokalną policję jako biali na wstępnym etapie śledztwa, bardziej realna liczba „white-on-black homicides” jest nieporównywalnie niższa). Problemy z identyfikacją sprawców nie dotyczą natomiast przemocy domowej czy miłosnych trójkątów (cytat), a są to najbardziej typowe motywy zbrodni pośród przedstawicieli białej ludności, regularnie wieńczone aresztowaniem podejrzanego. Nie powinno więc dziwić, że większość (ok. 3/4) skatalogowanych przez nowojorski dziennik zajść, w których uczestniczyli biali Amerykanie, sprowadzała się do eskalowania wewnętrznych konfliktów w patologicznych rodzinach z długim rekordem policyjnych interwencji.

Czytaj dalej