Connect with us

Nawiasem Pisząc

Komu nie zależy na bezpieczeństwie polskich granic?

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Do sieci trafiła informacja, że na teren Polski przedarł się białoruski żołnierz i próbował uszkodzić płot na granicy. Podobno był uzbrojony. Niestety nie udało się go złapać. Jeżeli to nie jest dowód na to, że sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest prowokacją Łukaszenki i Putina oraz że jest ona zagrożona, to nie wiem, co nim jest. Do tej pory zaciekli przeciwnicy naszej Straży Granicznej uważali, że to kobiety i dzieci, w najgorszym wypadku lekarze i inżynierowie. Ogólnie nieszkodliwi ludzie, biedni, wykończeni i, rzecz jasna, pokojowo nastawieni. Optyka im się zmieniła, kiedy pogranicznicy zaczęli publikować nagrania z poszczególnych incydentów. Całkiem niedawno opublikowano inne nagranie, na którym widać, jak ci biedni inżynierowie również próbują przeciąć zaporę z drutu kolczastego, a inni rzucają kamieniami w polskich funkcjonariuszy. Niezbyt pokojowe to zachowanie, więc zwolennicy przyjmowania do kraju wszystkich jak leci wpadli na inne wyjaśnienie. Była to, Drodzy Czytelnicy, prowokacja… Kaczyńskiego. Tak, prezes PiS-u zakradł się nocą na terytorium Białorusi (w tym celu sam wcześniej uszkodził płot), a potem rzucał w Straż Graniczną kamieniami. Oczywiście, za ich wiedzą i zgodą, nie mogło być inaczej. A może po prostu strażnicy przerzucili go przez to ogrodzenie, jak kiedyś obywatelkę Konga w ciąży.

Uchodźcy, dywersanci, wagnerowcy?

Szkoda, że nie udało się schwytać tamtego człowieka, bo ciekawa jestem, jak wytłumaczyliby to ci przepełnieni współczuciem i tolerancją? Teraz można śmiało mówić, że to wcale nie białoruski żołnierz, tylko polski pogranicznik. A skąd miał mundur? Pewnie pożyczył. Według mnie nie ma żadnej wątpliwości, kim był ten mężczyzna, bo ci głodni i wykończeni ludzie nie daliby rady sforsować ogrodzenia. Chociaż cholera ich wie, oni potrafią sześć dni pływać rzeką praktycznie bez przerwy. Ale żarty na bok, bo sytuacja jest coraz poważniejsza – Łukaszenka poczyna sobie coraz śmielej. Doszło do nielegalnego przekroczenia granicy przez żołnierza innej armii. Pytaniem pozostaje, kogo chciał on wpuścić na terytorium Polski? Tylko tych biednych „uchodźców”, potencjalnych dywersantów, a może nawet członków Grupy Wagnera, która przecież całkiem niedawno zabawiała się niedaleko naszej granicy? Chociaż wagnerowcy muszą się przeorganizować, zresztą niedawno odgrażali jej, że jeśli śmierć Prigożyna się potwierdzi, to oni zrobią pucz w wersji 2.0. Bóg jeden wie, co tam się u nich dzieje. Próbuję znaleźć informacje, czy Białoruś jakoś odniosła się do tej sytuacji, ale nie widzę. Podejrzewam, że wyjaśnienie brzmiałoby, że to samowolna akcja jednego mundurowego, ale tak sobie chciałoby mi się w to wierzyć.

Słuszny zachwyt mediów?

Czyli tak, podsumujmy. W ostatnich miesiącach mieliśmy informacje o Grupie Wagnera niedaleko granicy, kilka, jeżeli nie kilkanaście prób wtargnięcia na teren Polski (w tym raz granicę próbowało sforsować 95 osób) i białoruskiego żołnierza, który dostał się na nasz teren i próbował przeciąć zapory. Jeden z liderów białoruskiej opozycji demokratycznej i były ambasador Białorusi w Polsce, Paweł Łatuszka, ostrzegał na początku sierpnia, że możliwe jest wtargnięcie uzbrojonych ludzi na teren Polski i ostrzelanie białoruskiej straży granicznej. Według niego to może być założenie akcji dywersyjnej, która miała być opracowywana w Mińsku i Moskwie. Białoruskie wojsko prowadzi ćwiczenia blisko granicy z Polską i Litwą niemal od początku wojny na Ukrainie. W tym czasie polskie media rozpływają się w zachwytach nad nowym filmem Agnieszki Holland, z dumą piszą o nagrodzie specjalnej na festiwalu w Wenecji (ciekawa jestem, czy to taka sama nagroda jak ta dla najsympatyczniejszej kobiety na wyborach miss dla Janoszek; według mnie znaczy to tylko tyle, że były tam lepsze filmy, pewnie dużo lepsze, ale dzieło reżyser trzeba było odpowiednio „docenić”) oraz o tym, że po zakończeniu filmu publiczność w Wenecji wstała i klaskała przez piętnaście minut.

Luźne skojarzenie

Zastanawia mnie, czy nie wyglądało to w ten sposób, w jaki opisywała to Dorota Terlikowska w swojej książce „Ono”. W pewnej szkole zorganizowano uroczystości żałobne po śmierci Stalina. Dyrektor najpierw wystosował płomienne przemówienie wychwalające rosyjskiego dyktatora, a potem zastanawiał się, jak jeszcze uczcić jego pamięć, żeby działacze komunistyczni tam zgromadzeni byli usatysfakcjonowani. „Minuta ciszy? Nie, to banalne, będą zawiedzeni. Pięć minut? Nieee, to musi być coś ekstra, żeby nikt nie miał pretensji”. Główkował tak, coraz bardziej zestresowany i spocony, aż w końcu zarządził, że dziesięć minut ciszy i stanie na baczność będzie w sam raz. No i tak stoją i milczą. Minęła pierwsza minuta, druga, trzecia. Ale niedługo już ktoś zaczął delikatnie przestępować z nogi na nogę, ktoś delikatnie zachrząkał, ktoś inny cichutko kaszlnął. Nikt jednak nie miał odwagi przerwać tego cyrku, każdy bał się konsekwencji. Z dziesięciu minut zrobiło się piętnaście, z piętnastu – dwadzieścia. Wszyscy stali, chociaż zaczynały już boleć mięśnie, kręgosłup, stopy. W końcu jeden z nauczycieli machnął na to ręką i usiadł. Ludzie odetchnęli z ulgą i natychmiast poszli za jego przykładem z wyrazem bezgranicznej wdzięczności na twarzach. Nauczyciel następnego dnia w szkole się już nie pojawił. Nie wiem, to takie luźne skojarzenie, ale patrząc na przekonania pani Holland może całkiem słuszne? Wydaje mi się jednak, że całe to piętnastominutowe klaskanie to bogata wyobraźnia naszych dziennikarzy.

Kto usiądzie w kinie?

Wiele z nich jest tak zachwyconych najnowszym filmem pani Agnieszki, że zapomnieli o jednym, małym szczególe. Twórczość Holland została doceniona nie tylko w Wenecji. Bardzo pozytywne recenzje zebrała również w… reżimowych mediach na Białorusi. Wychwalają ten obraz i przekonują, że zawiera on „faktyczne wydarzenia”. Ten wątek umknął większości mediów głównego nurtu w Polsce, ale za to znaleźli oni powód, żeby uderzać w Straż Graniczna, która apeluje do ludzi, żeby na film nie szli, nawiązując do słynnego hasła z II wojny światowej: „Tylko świnie siedzą w kinie”. Bo jakże to tak porównywać takie wybitne dzieło porównywać do nazistowskiej (bo przecież nie niemieckiej!) propagandy. Cóż, ja słyszałam wypowiedzi pani reżyser dotyczące jej interpretacji wydarzeń na granicy i jeżeli w filmie są przedstawione w taki sam sposób, to tak – jest to propaganda. Może nie niemiecka, tylko rosyjska lub białoruska, ale w dalszym ciągu propaganda. I zgadzam się z naszą Strażą Graniczną. Do kina na „Zieloną granicę” się nie wybiorę. Na mnie pani Holland nie zarobi ani grosza. Nie obejrzę go też, także kiedy trafi na streamingi, bo nie przyłożę ręki do kolejnej fali w polskich mediach: „Film Holland z rekordową liczbą wyświetleń. Gratulujemy!”. No nie. Dlatego dokładnej recenzji filmu Wam nie napiszę. Zresztą musiałabym się wcześniej skonsultować z lekarzem lub farmaceutą, bo to na pewno jest szkodliwe dla zdrowia i głowy. A o zdrowie trzeba dbać, ma się tylko jedno!

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Nie było nigdy nic

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Rafał Ziemkiewicz zauważył kiedyś bardzo ciekawą rzecz. Kiedy Andrzej Lepper jeszcze żył i działał w polityce często używał on pamiętnego zwrotu: „Balcerowicz musi odejść”. Budziło to wtedy powszechne oburzenie i krytykowano ostro polityka Samoobrony, że jest niewychowany, pozbawiony kultury cham i jak tak może. Teraz to samo towarzystwo wychodzi na ulicę z hasłami pełnymi miłości o wypier**laniu i ośmiu gwiazdkach. O wyrywaniu chwastów i dorżnięciu watahy. O tym kogo należy wsadzić do wora przed wrzuceniem go do jeziora albo o tym, że niestety nie umarł ten Kaczyński, co trzeba (nawiązanie do śmierci Teda Kaczyńskiego, słynnego „Unabombera”). To samo środowisko jest oczywiście dalej przekonane, że to PiS zieje nienawiścią, a oni robią za baranki pokoju. I nie jest to dla mnie szczególnie zaskakujące, bo przecież oni święcie wierzą w to, że Platforma jest najbardziej antyrosyjską partią na świecie, a wypominanie im resetu czy nazywania Polaków „rusofobami” to sianie nienawiści. Zobaczycie, jeszcze kilka tygodni i będą Wam wmawiać, że to Tusk zawsze był antyimigrancki, a PiS to by wpuszczał każdego jak leci. W ogóle to oni kazali otwierać granice z Białorusią, tylko w ostatniej chwili szef PO zareagował.

Z Pablo Moralesem na pewno tak nie było!

A dlaczego o tym piszę, bo przecież to nie jest specjalna nowość dla każdego, kto choć odrobinę interesuje się polityką i nie uważa Donalda za zbawcę narodu? Ponieważ już w lipcu okazało się, że znany internetowy troll Pablo Morales, który publikował na Twitterze obrzydliwe (i często niesprawdzone) komentarze, dotyczące PiS-u i Konfederacji, to w rzeczywistości Bartosz Kopania, były doradca Platformy Obywatelskiej. Pana „Pabla” obserwuje na TT ok. 70 tysięcy internautów. I żeby jego wpisy dotyczyły tylko krytyki PiS-u i obrony PO, to jeszcze bym zrozumiała, wszak nie wypada robić do własnego gniazda, ale ten człowiek popisał się również porównaniem krytyków jego ukochanej partii do nazistów, a dziennikarzy (zwłaszcza TVP) do agentów UB z czasów stalinowskich. Prawda, że rozkosznie? Teraz chyba pan Kopania ma jeszcze więcej powodów do żalu w stronę tych ostatnich, bo to właśnie oni zidentyfikowali go jako pana Moralesa. Jak twierdzą, sam im w tym trochę pomógł, ponieważ zdjęcie opublikowane na TT pod tym pseudonimem, pojawiło się dokładnie w tym samym czasie na profilu Bartosza Kopanii. On oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, ale zdaje się, że mleko się rozlało. Nic sobie jednak z tego nie robił, bo swoją radosną działalność uprawiał dalej. Nie wiadomo, czy jednak nie będzie musiał ostatecznie odpuścić, bo temat znowu ożył, a sprawą zainteresowały się większe media w Polsce.

Nic nam o tym nie wiadomo!

Nie jest to oczywiście pierwszy i ostatni taki przypadek, bo o innym, bardzo podobnym usłyszeliśmy w zeszłym roku, a rzecz miała miejsce w moim rodzinnym Inowrocławiu. W czasie kiedy młodszy Brejza, pan Krzysztof, płakał, że padł ofiarą nielegalnego podsłuchiwania za pomocą oprogramowania Pegasus, jego ojciec, prezydent miasta, pan Ryszard miał sporo problemów w ratuszu. Akurat użerał się z tzw. „aferą fakturową” (w tej sprawie śledztwo prowadzi już prokuratura, objętych jest nim kilkanaście osób, a wątek przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez Brejzę-seniora wciąż jest badany), która dotyczyła wyłudzenia publicznych z Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia za pomocą lewych faktur w latach 2015-2017 (ok. 300 tysięcy złotych), to jeszcze podejrzewano go o utworzenie w ratuszu farmy trolli, którą też miał zorganizować z pieniędzy miasta. „To rzeczywiście mogło mieć znaczenie, ponieważ władze PO oszacowały wtedy, że powiązanie Krzysztofa Brejzy z tą sprawą może mieć wpływ na wizerunek partii i został on odsunięty od zarządzania kampanią” – tłumaczył Marcin Habel, redaktor naczelny „Gazety Pomorskiej”, „Ekspressu Bydgoskiego” i „Nowości Dziennika Toruńskiego”. Mało?

A z tym to już w ogóle nie mamy nic wspólnego!

No to przyjrzyjmy się profilowi „Sok z buraka”. Na pierwszy rzut oka widać, że autor ocieka aż z nienawiści do obozu rządzącego, nie wiem, czy kiedykolwiek opublikował coś, co nie byłoby ordynarnym kłamstwem albo manipulacją, a Tuskiem zachwyca się tak, że samemu zainteresowanemu pewnie byłoby głupio, gdyby o tym wiedział… A nie, czekajcie. Ta sprawa też się rypła. Z doniesień medialnych wynika, że Platforma finansowała kretynizmy, które autor profilu wrzucał na FB. W promowanie „Soku…” zaangażowany również był uśmiechnięty pan ze zdjęcia, czyli Roman Giertych. Panie Romanie, czy mogę się uśmiechnąć o kontakt z Sebastianem. Muszę jakoś przetrwać, proza życia. Bez Pana pewnie już by nie było soku – pisał do adwokata administrator strony. Zapisy wiadomości pana Romana i Mariusza Kozaka-Zazgozdy zostały opublikowane. Wcześniej obaj panowie tym informacjom stanowczo zaprzeczali. Giertych w ogóle ucinał temat, a pan Mariusz twierdził, że potrzebował jedynie jego pomocy prawnej po „tragicznej śmierci teściowej”. Wyszło na to, że troszkę minęli się z prawdą, bo spotkali się rok wcześniej w jednej… z publicznych toalet i to właśnie wtedy autor „Soku…” miał załatwić sobie finansowanie. Widocznie pieniążków od Platformy było mu mało, bo przypomnijmy, co opublikowali dziennikarze „Sieci” w 2019 roku: Przez ostatnie pięć miesięcy (od kwietnia) otrzymał co najmniej 25 tys. zł. […] Drugim etatem Kozaka-Zagozdy jest praca w partii Platforma Obywatelska. Jest tam zatrudniony od lutego 2018 r. do dziś. Jego wynagrodzenie to miesięcznie od kilku do kilkunastu tysięcy złotych (w sumie ponad 150 tys.). W tym samym czasie współpracuje także z Klubem Parlamentarnym Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska, co miesiąc takie same pieniądze, też kilka tysięcy. Najlepszym czasem do zarobku są kampanie wyborcze. Jak ustaliliśmy, we wrześniu, październiku i listopadzie 2018 r. wykonuje zlecenia dla KKW Platforma Nowoczesna Koalicja Obywatelska (przed wyborami samorządowymi), w kwietniu i maju 2019 r. dla KKW Koalicja Europejska PO-PSL (przed wyborami do PE). Bierze za to od kilku do nawet ponad 20 tys. zł miesięcznie. Od marca do maja 2019 r. zarabia także po kilka tysięcy na zleceniach dla współpracującej z PO Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana.

Wredne szczujnie to po tamtej stronie

Ale gdyby ktoś Was pytał, to najwięcej szczuła na ludzi hejterska TVP, a teraz faszystowska TV Republika, i nikt inny! Pamiętajcie, wszystko, co wypuszcza TVP ocieka nienawiścią i kłamstwem. To, co ja Wam tutaj opisałam to też podłe łgarstwa są. Oczywiście, wszyscy zainteresowani tak to właśnie teraz przedstawiają, ale zastanawiam się – skoro są tutaj bez winy, padli ofiarą zniesławienia (bo nagle okazuje się, że działalność Pabla Moralesa czy SzB to żaden powód do dumy, wręcz przeciwnie), to dlaczego nie wytoczą procesu dziennikarzom, którzy wpadli na trop tych afer? Zwłaszcza że sądy – w większości – mają po swojej stronie?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Przychodzi polityk z kamerą, czyli poradnik dla dziennikarzy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Jeden z naszych obserwujących przesłał nam film, w którym Patryk Jaki wprost pokazuje praktyki TVN-u i nie bierze przy tym jeńców. Mało powiedziane, zrobił ze swojej biednej rozmówczyni kompletną idiotkę, a ona sama wyglądała, jakby miała zamiar się popłakać. Dlaczego? Bo widocznie po raz pierwszy w karierze spotkała się z taką bezczelnością polityka, który nie pozwala wycinać niewygodnych dla stacji fragmentów, więc przychodzi z własną kamerą. Ale nie tylko, bo pani redaktor wyraźnie zależało, żeby Jaki się przed nią ukorzył i przepraszał, że żyje. Tymczasem europoseł musiał przez cały wywiad tłumaczyć jej oczywistości, których biedna kobieta nie potrafiła zrozumieć, bo jej nie pasowały do narracji.

https://www.facebook.com/share/v/sq9EgcBmiD1RyE4D/?mibextid=oFDknk

Krok 1: Powołaj się na nieistniejące prawo

Pan Patryk wyczuł chyba, że program będzie obrzydliwie wręcz tendencyjny, dlatego się na niego przygotował, w przeciwieństwie – zdaje się – do prowadzącej „Czarno na białym”, która będzie musiała chyba w ogóle zrezygnować z emitowania programu, bo przez cały ten czas Jaki konsekwentnie punktował jej niewiedzę i brak obiektywizmu. A przecież miało wyjść tak, żeby to polityka Suwerennej Polski pokazać w jak najgorszym świetle, ona miała być tą nieugiętą, dociekliwą dziennikarką, która piecze swojego gościa na ruszcie. Kiedy zobaczyła jednak, że jest trochę za dużo kamer i nie wszystkie należą do jej operatorów uszło z niej trochę powietrze. Próbowała się powoływać na prawa autorskie, ale biedaczka niedokładnie znała niestety zapis, który miała nadzieję, że ją uratuje. Mianowicie cały, skończony, zmontowany utwór podlega prawom autorskim, Jaki swoją kamerą mógł publikować coś, do czego on będzie miał prawo. Coś, czym być może uratuje swoje dobre imię, gdyby redaktor wyszła jednak z pierwszego oszołomienia i wróciła do starej, dobrej techniki manipulacyjnej, którą stosują jej redakcyjni koledzy. Tak samo jest, kiedy na przykład jacyś politycy ogłaszają konferencję prasową – wtedy każda z zaproszonych redakcji nagrywa wszystko swoją kamerą, a nie domagają się od siebie nawzajem, że reszta ma spadać, bo prawa autorskie. Każdy nagrywa swój materiał i to on jest potem objęty prawami autorskimi. Jaki więc nagrał swój. Po drugie – jest też coś takiego jak prawo cytatu, które zakłada, że można udostępnić dowolny fragment jakiegoś utworu, żeby móc go potem zrecenzować. Cóż, poseł Suwerennej Polski zrecenzował bardzo dokładnie, zarówno program, w którym wystąpił, jak i całą stację. Zgodnie chyba z zasadą, że cała prawda całą dobę, ale jakoś dziennikarce ten rodzaj prawdy nie odpowiadał. Swoją drogą – niedawno oglądałam odcinek poświęcony TVN-owi na kanale YouTube: „Nie wiem, ale się dowiem”. Autor posługiwał się w nim pewnymi, krótkimi fragmentami programów TVN, żeby udowodnić, że ta telewizja najzwyczajniej w świecie ogłupia ludzi. TVN postraszył go za to sądem. Autor usunął więc swój pierwotny film, po czym wrzucił go ponownie tym razem z właściwymi podpisami i opinią prawnika, który stwierdził jednoznacznie, że TVN raczy sobie z tym pozwem żartować. Takie praktyki.

Krok 2: Zadaj pytanie z tezą, żeby widzowie wiedzieli, kto jest ten zły

Prowadząca „Czarno na białym” bardzo chciała się dowiedzieć, czy Jakiemu nie jest wstyd za to, że udostępnił kiedyś legalny i zgodny z prawem spot partii, do której wówczas należał. Prawda, że brzmi to abstrakcyjnie? Widać, nie dla pani redaktor, która najwyraźniej była mocno skonfundowana, że jej się liczba kamer nie zgadza i już na samym początku straciła rezon. No bo co to jest w ogóle za pytanie? Jak ktoś w ogóle może zakładać, że nie jest ono tendencyjne i zawierające w sobie pewną opinię – mianowicie, że Patrykowi Jakiemu POWINNO BYĆ wstyd. Nie zrozumcie mnie źle, ja też często zastanawiam się, głównie oglądając wygłupy posłów obecnego nie-rządu, czy nie jest im wstyd. Wychodzę jednak ze smutnego założenia, że nie, skoro dalej robią to samo. Widocznie receptory w mózgu, odpowiadające za poczucie wstydu u nich nie działają, dlatego nie zdają sobie sprawy, że konsekwentnie i notorycznie robią z siebie kompletne głąby. Zamiast tego zapytałabym na przykład tańcujące posłanki, jaką WYMIERNĄ pomoc uzyskały kobiety doświadczające przemocy, dzięki temu, że one sobie trochę poruszały bioderkami w Sejmowym korytarzu. A mogłabym: „Nie jest wam głupio, że zamiast pracować urządzacie sobie potańcówki za pieniądze obywateli?”. Chyba mogłabym, skoro TVN to praktykuje, prawda?

Krok 3: Ratuj się kolejnymi tendencyjnymi pytaniami, żeby udowodnić gościowi, że nie ma racji

W każdym razie rozmowa od początku nie kleiła się redaktor, bo ten wredny Jaki odpowiedział, że nie, nie jest mu wstyd, bo pokazuje prawdę, zamiast bić się w pierś i przepraszać. Wtedy już biedna kobieta kompletnie nie wiedziała, cóż dalej począć. Moim zdaniem, gdyby na takie stwierdzenie Jakiego, mogłaby równie dobrze powiedzieć: „Ale jak to nie jest panu wstyd?!”, a następnie się rozpłakać. Byłoby to na pewno mądrzejsze od tego, co zrobiła dalej – próbowała bowiem udowodnić Jakiemu, że powinno być mu wstyd, bo spot był zły. I tutaj podam Wam kilka fragmentów, które zapamiętałam, a w których dziennikarka strzela naprawdę widowiskowe gole, tyle tylko że do własnej bramki.

J(aki): Dlaczego miałbym się wstydzić, czy te obrazy były nieprawdziwe?

(R)edaktor: Ale to nie ma znaczenia! Tu chodzi o to, w jaki sposób Wy tę prawdę pokazujecie.

Chyba ani mnie, ani nikogo z Was nie powinno to dziwić, bo TVN od dawna słynie z takich manipulacji. Dość powiedzieć, w jaki sposób pokazywali tych biednych uchodźców. Bynajmniej nie tak, jak spot PiS-u, który jednak zawierał prawdziwe ujęcia, a nie tylko zbliżenia na biedne uchodźczynie i uchodźcątka, których były w tym tłumie pojedyncze egzemplarze.

J: Platforma nagrała całkiem podobny spot, tylko że tam jeszcze przedstawili uchodźców jako potwory.

R: Nie zajmujemy się teraz Platformą!

Też już klasyka gatunku. Coś niewygodnego o Platformie? Nie zajmujemy się. Nie było tematu. Dlatego widzowie tej stacji prawdopodobnie nie mają pojęcia, że Doniek zgodnie z obietnicą poleciał walczyć o reparację, które rok temu obiecywał i załatwił tylko tyle, że Olaf Scholz pozwolił, żeby Tusk ogłosił przed kamerami, że to nie wina pana kanclerza, że Niemcy mordowali. Że do tej pory nie załatwił KPO, bo Unia niby powiedziała, że mu da, ale na razie nie daje, żeby trzymać go na smyczy. Zresztą po przykładzie Ukrainy możemy stwierdzić, że kiedy Niemcy mówią, że dadzą… to mówią. Że przegłosowali już relokację uchodźców (tych samych, o których PO nagrała taki nienawistny spot!), a w Poznaniu już szukają osób do pracy na odpowiednie stanowiska, mimo że Sejm jeszcze nie przegłosował, że będziemy ich przyjmować, a nie co najwyżej płacić haracz. Cóż, prezydent Poznania jest z Platformy, widocznie ma info z pierwszej ręki.

R: Tyle Państwo straszyli ludzi, a te okropne sceny jednak się nie ziściły.

J: Dlatego, że wygraliśmy wybory i się z tego wycofaliśmy. Natomiast ziściły się w innych krajach europejskich, które zdecydowały się tych migrantów przyjmować.

To już była kompletna katastrofa, pani redaktor ewidentnie nie wiedziała już, jak ma przekonać Jakiego, że powinno być mu wstyd, więc zdecydowała, że będzie pogrążać siebie. Być może miała nadzieję, że europoseł odtworzy sobie to nagranie i faktycznie zrobi mu się głupio, że tak się znęcał nad kobietą. Co prawda, tylko intelektualnie, ale mimo wszystko. Niestety, Jaki okazał się skończonym mizoginem i całe to nagranie nam udostępnił. Żeby spełniało warunki prawa cytatu dorzucił tam też swoje zdanie. Szach mat.

R: A gdyby tam była np. pokazana swastyka albo przypadki pedofilii też by pan to tak bezrefleksyjnie udostępniał?

J: Nie. Ale tam nie było ani swastyki ani aktów pedofilii.

Czy gdyby pani dziennikarka miała w głowie mózg, a nie tylko sznurek, żeby jej się uszy trzymały, to też by zadała takie debilne pytanie? Tak, to było pytanie retoryczne, tendencyjne i z tezą, więc sama odpowiem: Wątpię. W każdym razie redaktor chyba wyczuła, że grunt jej się kompletnie osuwa spod nóg, więc zadała jedno, ostatnie rozpaczliwe pytanie. O swastykę. Ze swastyką mają już doświadczenie, bo kiedyś, podobno, ich redaktorek trafił na pięciu idiotów w lesie (bo widocznie bali się wyjść na ulicę w tej nazistowskiej Polsce), którzy wpierdzielali tort z wafelkami ułożonymi w kształt swastyki na cześć urodzin Hitlera. Tylko im się czas emisji trochę rozjechał, bo opublikowali to w listopadzie przed Marszem Niepodległości, a Hitler urodził się w kwietniu. Ale to nic, w żadnym wypadku nie było to tendencyjne i wcale, absolutnie nie było wymierzone w sam Marsz.

Krok 4: Staraj się nie rozpłakać

Tak mniej więcej wyglądała cała rozmowa. Prowadząca wiła się, jak piskorz, żeby tylko udowodnić Jakiemu, że powinien się wstydzić, a on, cham i prostak, wstydzić się nie chciał. Strzelała więc kolejnymi ślepakami: „Czy nie jest im głupio tak straszyć ludzi?”, „To państwu odebrano immunitety, a nie posłom Platformy” oraz „Pan tutaj twierdzi, że to jest jakaś próba odebrania panu wolności słowa”. Wszystkie te pytania, polityk SP po kolei miażdżył, więc biedna redaktor próbowała brać przykład ze swojej starszej koleżanki, Moniki Olejnik, i nie dopuszczała swojego gościa do głosu. Standardy zachowane!

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żałoba według Jachiry

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nawalny nie żyje i większość posłów obecnego nie-rządu uskutecznia na Twitterze wielką żałobę. Najdurniej wypadła chyba Klaudia Jachira, a ja nie byłabym sobą, gdybym się nad nią z tej okazji trochę nie poznęcała.

Wielki bohater – tyle że nie dla Polski

Pomyliłam się. Pamiętam jak Nawalny podjął decyzję o powrocie do ojczyzny, byłam z niego wtedy taka dumna. Podziwiałam, że jest prawdziwym bohaterem, patriotą, który chce ratować swój kraj przed putinem. Że inaczej się nie da, jak tylko od środka. Że nie da się naprawdę walczyć o Wolność będąc na obczyźnie.

To jest głupie z tak wielu poziomów, że naprawdę ciężko to skomentować. Przede wszystkim samo podejście do Nawalnego jest zastanawiające – wszak Klaudia przecież brzydzi się nacjonalizmem i imperializmem? A tutaj roni rzewne łzy za człowiekiem, któremu być może bliżej było do demokracji, niż Putinowi, ale jeśli chodzi o jego marzenia o wielkiej Rosji – nie ustępuje mu w niczym. Otwarcie popierał aneksję Krymu i wojnę w Gruzji. Putin był zły tylko dlatego, że za bardzo Rosjan za ryje trzymał, a nie dlatego, że Nawalny brzydził się jego polityką zagraniczną. Dla Polski nie ma większej różnicy, czy rządziłby on, czy Putin.

Wielkie nadzieje

Myślałam, że trochę posiedzi, że dzięki temu naród rosyjski się zbudzi, obali reżim i staną się demokracją. To było jeszcze przed agresją na Ukrainę. Kolejny raz przekonuję się, że te nasze romantyczne ideały rodem z Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida o siedzeniu w kajdanach i ratowaniu ojczyzny, nijak się mają do prawdziwego, podłego świata. Mógł sobie siedzieć bezpiecznie z całą rodziną w Niemczech czy Szwajcarii i wracać do zdrowia po zamachu na jego życie. Jego dzieci mogły mieć ojca, znać go, mieć z nim wspomnienia na całe życie. Peszek po prostu ma rację. Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater. Sorry, świecie.

Tutaj Klaudia wykazała się olbrzymią naiwnością, jeśli chodzi o swoje marzenia względem Rosji. Już pomijając już dumę, jaka rozpierała jej serduszko, bo jest to wpis infantylny, ale wiadomo było, że ten człowiek w Rosji trafi od razu do więzienia. I jak on tam miał stamtąd przekonywać do siebie ludzi i wlewać im w serca chęć do wielkiego zrywu i nadzieję na odzyskanie wolności. A mało to przed nim próbowało? Ja się zastanawiam w ogóle, czemu on tam wrócił. Podejrzewam, że może go Unia Europejska nakłoniła, obiecując mu, że Putin go nie skrzywdzi, ponieważ jest ich pupilkiem. I to co najwyżej może martwić, bo Putin właśnie wprost im pokazał, jak bardzo gwiżdże na całą Unię. Pewny siebie prezydent Rosji to nigdy nie jest dobra wiadomość. Informacje napływające z ich mediów nie pozostawiają złudzeń, że po raz kolejny mieliśmy do czynienia z zabójstwem politycznym – jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości.

Putin ma się czego obawiać

Ale tobie, putinie, nie odpuścimy.

A skoro rosyjski przywódca gwiżdże sobie na całą Unię, to tym bardziej nie przejmie się głupiutkimi pogróżkami ze strony przeciętnie inteligentnej i śmiesznej posłanki z Polski. Podejrzewam, że nie przejął się nawet Tuskiem, który grzmiał dzisiaj, że „nie wybaczymy”. Nie zauważyłam, żeby Putin kogokolwiek prosił o wybaczenie. Co mu może zrobić polski premier i jego posłanka, która nie dalej jak dwa dni wcześniej wydurniała się, tańcując na sejmowych korytarzach? I Putin ma ich potraktować poważnie? Premierowi też radziłabym trochę opanować swoje powarkiwania, bo wojna na Ukrainie się kiedyś skończy, Niemcy uznają, że można znowu robić interesy z Wołodią, każą mu zrobić kolejny reset i Doniek może się obawiać, czy Putin na pewno już zapomniał, nie chowa urazy i nie poczęstuje go herbatą przy pierwszym spotkaniu. Klaudii pewnie też jest teraz głupio, bo przecież to ona krytykowała PiS, kiedy ci zamierzali uniezależnić Polskę od rosyjskiego gazu. Jak to było? „Na złość mamie odmrożę sobie uszy”? A raczej byłoby jej pewnie wstyd, gdyby ta dziewczyna posiadała choć odrobinę samokrytyki. Już pomijając fakt, że do tej pory byli pierwsi do odpuszczania Putinowi – chociażby kwestię katastrofy smoleńskiej.

Rób zdjęcie, żeby wszyscy widzieli jak bardzo mnie to dotknęło

I na sam koniec – tak, ona naprawdę kazała komuś zrobić sobie zdjęcie, jak jest smutna. Naprawdę nie widzi w tym nic niestosownego czy żenującego. To już nawet Marcin Józefaciuk, który niemal do każdego wpisu dodaje swoje zdjęcie uznał, że tutaj jednak nie wypada i po prostu pożegnał swojego „bohatera”.

Złośliwi mogą mieć wątpliwości, bo ten na zdjęciu to tak sobie podobny do Nawalnego, a przecież przy takich wpisach raczej daje się zdjęcie zmarłego. A jeszcze złośliwsi, że pewnie jest ono jakieś świeże, bo widać, że czas spędzony w karcerze nie obszedł się z nim zbyt łaskawie.

Tak, więc – brawo Klaudia. Pełna kompromitacja.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej