Connect with us

Nawiasem Pisząc

Komu nie zależy na bezpieczeństwie polskich granic?

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Do sieci trafiła informacja, że na teren Polski przedarł się białoruski żołnierz i próbował uszkodzić płot na granicy. Podobno był uzbrojony. Niestety nie udało się go złapać. Jeżeli to nie jest dowód na to, że sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest prowokacją Łukaszenki i Putina oraz że jest ona zagrożona, to nie wiem, co nim jest. Do tej pory zaciekli przeciwnicy naszej Straży Granicznej uważali, że to kobiety i dzieci, w najgorszym wypadku lekarze i inżynierowie. Ogólnie nieszkodliwi ludzie, biedni, wykończeni i, rzecz jasna, pokojowo nastawieni. Optyka im się zmieniła, kiedy pogranicznicy zaczęli publikować nagrania z poszczególnych incydentów. Całkiem niedawno opublikowano inne nagranie, na którym widać, jak ci biedni inżynierowie również próbują przeciąć zaporę z drutu kolczastego, a inni rzucają kamieniami w polskich funkcjonariuszy. Niezbyt pokojowe to zachowanie, więc zwolennicy przyjmowania do kraju wszystkich jak leci wpadli na inne wyjaśnienie. Była to, Drodzy Czytelnicy, prowokacja… Kaczyńskiego. Tak, prezes PiS-u zakradł się nocą na terytorium Białorusi (w tym celu sam wcześniej uszkodził płot), a potem rzucał w Straż Graniczną kamieniami. Oczywiście, za ich wiedzą i zgodą, nie mogło być inaczej. A może po prostu strażnicy przerzucili go przez to ogrodzenie, jak kiedyś obywatelkę Konga w ciąży.

Uchodźcy, dywersanci, wagnerowcy?

Szkoda, że nie udało się schwytać tamtego człowieka, bo ciekawa jestem, jak wytłumaczyliby to ci przepełnieni współczuciem i tolerancją? Teraz można śmiało mówić, że to wcale nie białoruski żołnierz, tylko polski pogranicznik. A skąd miał mundur? Pewnie pożyczył. Według mnie nie ma żadnej wątpliwości, kim był ten mężczyzna, bo ci głodni i wykończeni ludzie nie daliby rady sforsować ogrodzenia. Chociaż cholera ich wie, oni potrafią sześć dni pływać rzeką praktycznie bez przerwy. Ale żarty na bok, bo sytuacja jest coraz poważniejsza – Łukaszenka poczyna sobie coraz śmielej. Doszło do nielegalnego przekroczenia granicy przez żołnierza innej armii. Pytaniem pozostaje, kogo chciał on wpuścić na terytorium Polski? Tylko tych biednych „uchodźców”, potencjalnych dywersantów, a może nawet członków Grupy Wagnera, która przecież całkiem niedawno zabawiała się niedaleko naszej granicy? Chociaż wagnerowcy muszą się przeorganizować, zresztą niedawno odgrażali jej, że jeśli śmierć Prigożyna się potwierdzi, to oni zrobią pucz w wersji 2.0. Bóg jeden wie, co tam się u nich dzieje. Próbuję znaleźć informacje, czy Białoruś jakoś odniosła się do tej sytuacji, ale nie widzę. Podejrzewam, że wyjaśnienie brzmiałoby, że to samowolna akcja jednego mundurowego, ale tak sobie chciałoby mi się w to wierzyć.

Słuszny zachwyt mediów?

Czyli tak, podsumujmy. W ostatnich miesiącach mieliśmy informacje o Grupie Wagnera niedaleko granicy, kilka, jeżeli nie kilkanaście prób wtargnięcia na teren Polski (w tym raz granicę próbowało sforsować 95 osób) i białoruskiego żołnierza, który dostał się na nasz teren i próbował przeciąć zapory. Jeden z liderów białoruskiej opozycji demokratycznej i były ambasador Białorusi w Polsce, Paweł Łatuszka, ostrzegał na początku sierpnia, że możliwe jest wtargnięcie uzbrojonych ludzi na teren Polski i ostrzelanie białoruskiej straży granicznej. Według niego to może być założenie akcji dywersyjnej, która miała być opracowywana w Mińsku i Moskwie. Białoruskie wojsko prowadzi ćwiczenia blisko granicy z Polską i Litwą niemal od początku wojny na Ukrainie. W tym czasie polskie media rozpływają się w zachwytach nad nowym filmem Agnieszki Holland, z dumą piszą o nagrodzie specjalnej na festiwalu w Wenecji (ciekawa jestem, czy to taka sama nagroda jak ta dla najsympatyczniejszej kobiety na wyborach miss dla Janoszek; według mnie znaczy to tylko tyle, że były tam lepsze filmy, pewnie dużo lepsze, ale dzieło reżyser trzeba było odpowiednio „docenić”) oraz o tym, że po zakończeniu filmu publiczność w Wenecji wstała i klaskała przez piętnaście minut.

Luźne skojarzenie

Zastanawia mnie, czy nie wyglądało to w ten sposób, w jaki opisywała to Dorota Terlikowska w swojej książce „Ono”. W pewnej szkole zorganizowano uroczystości żałobne po śmierci Stalina. Dyrektor najpierw wystosował płomienne przemówienie wychwalające rosyjskiego dyktatora, a potem zastanawiał się, jak jeszcze uczcić jego pamięć, żeby działacze komunistyczni tam zgromadzeni byli usatysfakcjonowani. „Minuta ciszy? Nie, to banalne, będą zawiedzeni. Pięć minut? Nieee, to musi być coś ekstra, żeby nikt nie miał pretensji”. Główkował tak, coraz bardziej zestresowany i spocony, aż w końcu zarządził, że dziesięć minut ciszy i stanie na baczność będzie w sam raz. No i tak stoją i milczą. Minęła pierwsza minuta, druga, trzecia. Ale niedługo już ktoś zaczął delikatnie przestępować z nogi na nogę, ktoś delikatnie zachrząkał, ktoś inny cichutko kaszlnął. Nikt jednak nie miał odwagi przerwać tego cyrku, każdy bał się konsekwencji. Z dziesięciu minut zrobiło się piętnaście, z piętnastu – dwadzieścia. Wszyscy stali, chociaż zaczynały już boleć mięśnie, kręgosłup, stopy. W końcu jeden z nauczycieli machnął na to ręką i usiadł. Ludzie odetchnęli z ulgą i natychmiast poszli za jego przykładem z wyrazem bezgranicznej wdzięczności na twarzach. Nauczyciel następnego dnia w szkole się już nie pojawił. Nie wiem, to takie luźne skojarzenie, ale patrząc na przekonania pani Holland może całkiem słuszne? Wydaje mi się jednak, że całe to piętnastominutowe klaskanie to bogata wyobraźnia naszych dziennikarzy.

Kto usiądzie w kinie?

Wiele z nich jest tak zachwyconych najnowszym filmem pani Agnieszki, że zapomnieli o jednym, małym szczególe. Twórczość Holland została doceniona nie tylko w Wenecji. Bardzo pozytywne recenzje zebrała również w… reżimowych mediach na Białorusi. Wychwalają ten obraz i przekonują, że zawiera on „faktyczne wydarzenia”. Ten wątek umknął większości mediów głównego nurtu w Polsce, ale za to znaleźli oni powód, żeby uderzać w Straż Graniczna, która apeluje do ludzi, żeby na film nie szli, nawiązując do słynnego hasła z II wojny światowej: „Tylko świnie siedzą w kinie”. Bo jakże to tak porównywać takie wybitne dzieło porównywać do nazistowskiej (bo przecież nie niemieckiej!) propagandy. Cóż, ja słyszałam wypowiedzi pani reżyser dotyczące jej interpretacji wydarzeń na granicy i jeżeli w filmie są przedstawione w taki sam sposób, to tak – jest to propaganda. Może nie niemiecka, tylko rosyjska lub białoruska, ale w dalszym ciągu propaganda. I zgadzam się z naszą Strażą Graniczną. Do kina na „Zieloną granicę” się nie wybiorę. Na mnie pani Holland nie zarobi ani grosza. Nie obejrzę go też, także kiedy trafi na streamingi, bo nie przyłożę ręki do kolejnej fali w polskich mediach: „Film Holland z rekordową liczbą wyświetleń. Gratulujemy!”. No nie. Dlatego dokładnej recenzji filmu Wam nie napiszę. Zresztą musiałabym się wcześniej skonsultować z lekarzem lub farmaceutą, bo to na pewno jest szkodliwe dla zdrowia i głowy. A o zdrowie trzeba dbać, ma się tylko jedno!

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Demokracja! Konstytucja! Wolne sądy!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Oczywiście, że jest to zamach na wolność słowa. Zbigniew Ziobro, jak każdy inny obywatel naszego kraju, ma prawo krytykować film, który mu się nie podoba. Ale jeśli chodzi o ograniczanie wolności wypowiedzi w przypadku tego filmu, to przypadki mamy nagminne. Blokowanie ocen na Filmwebie (podczas gdy ta sama strona nie miała żadnych problemów z dopuszczaniem masowo najniższych ocen filmu „Smoleńsk”, mimo że jej redaktorzy powinni być świadomi tego, że akcja była nagłośniona przez Tygodnik NIE), blokowanie komentarzy i tak dalej. Ewentualnie można zostać zakrzyczanym idiotycznymi argumentami pod tytułem: „Nie widziałeś, to się nie wypowiadaj!”, która to życiowa mądrość nie przeszkadzała tym ludziom – znowu przypomnę – kiedy chodziło o skrytykowanie filmu o katastrofie smoleńskiej. Nie widziałam filmu i nie obejrzę. Z prostego powodu. Maciej Stuhr obrażał tam uczestników Marszu Niepodległości, nazywał ich faszystami i nazistami, wykrzykiwał wulgaryzmy. Ja nie lubię, kiedy ktoś mnie obraża. Z tego też powodu nie zapłacę specjalnie za film, żeby wysłuchać tego stosu prostackich wyzwisk w sali kinowej. Tak samo, jak nie musiałam specjalnie iść do teatru, żeby obejrzeć „sztukę” o onanizowaniu się figurką papieża czy wsadzaniu sobie krzyża w te otwory ciała, których cywilizowani ludzie nie pokazują publicznie. Wiedziałam, że była tam taka scena, uważam ją za wulgarną prowokację i mam prawo tak uważać, nawet jeśli nie zapłaciłam za bilet i nie widziałam jej na żywo.

Propaganda jest propagandą

Znam też poglądy reżyser Holland na temat sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, znam jej poprzednią twórczość (chociażby „W ciemności”) i widzę jej olbrzymią niechęć do Polski i Polaków, która wybija się niemal z każdej jej wypowiedzi. Znam bzdury, które głosi, między innymi o dwunastoletnim zakazie głosowania dla mężczyzn. Mam nadzieję, że panowie głosujący na Platformę (jako że te mądrości pani Agnieszka była łaskawa wykrzyczeć na campusie Rafała Trzaskowskiego) wezmą to sobie do serca i na wybory nie pójdą. W przeciwnym razie są hipokrytami. Większymi od tych, którzy nie zamierzają zapłacić pół złamanego grosza na paszkwil pani Holland, a mimo to wiedzą, że jest tanią propagandą. Bo wyzywanie uczestników Marszu Niepodległości od faszystów i nazistów jest tanią propagandą. Wygłaszane przez Agatę Kuleszę zdanie, że zawsze popierała Platformę i pod sądem ze świeczką stała (pod tym sądem, który zakazał Ziobrze wypowiadania się na temat tego filmu?) też jest tanią propagandą. Tego się nie da obronić.

Recenzja reżimowej TV

Nie, nie muszę obejrzeć filmu, żeby wiedzieć, jak spodobał się on reżimowej telewizji na Białorusi. Samo to już powinno dyskredytować ten film w oczach Polaków. Już chociażby to powinno być jasnym sygnałem dla ludzi, jak przedstawiona została tam Straż Graniczna, jak przedstawieni zostali „uchodźcy”, a w jaki sposób wszelkie organizacje „humanitarne”, które mąciły przy granicy i w mediach. Jedna z tych najgłośniej krzyczących chciała złamać karierę Szymonowi Marciniakowi za to, że kiedyś tam, gdzieś tam spotkał się ze Sławomirem Mentzenem. Jak widać ci ludzie mają określone metody. Albo wygłaszasz publicznie te same kretynizmy, co my, albo będziemy próbowali Cię zniszczyć. Fantastyczna strategia. Taka stalinowska. Tatuś pani reżyser byłby dumny. Ale o tym przecież też nie wolno mówić. Przypomnę tylko, że w tej samej reżimowej, białoruskiej telewizji, Aleksandr Łukaszenka, był łaskaw wypowiadać się kiedyś, że Platforma jest znakomitą partią, a PiS jest wredny, zły i – rzecz jasna – rusofobiczny. Mniej więcej taki sam przekaz niesie ze sobą dzieło Agnieszki Holland. Zero zaskoczenia.

HUMANITARYZM!!!

Moje obawy, dotyczące tego filmu, potwierdziły pierwsze recenzje. Te lewoskrętne, które swoim działaniem notorycznie udowadniają, że są „pożytecznymi idiotami” Putina, rozpisywały się o wielkim humanitaryzmie. Natomiast sporo osób pisało, że film jest nudny, że aktorzy też nie na takim poziomie, do jakiego nas przyzwyczaili (Agata Kulesza jest bardzo dobrą aktorką, ale nawet ona swoje zapewnienia o głosowaniu na PO mówiła tak jakoś… nieprzekonująco – widocznie też czuła, że robi trochę za słup ogłoszeniowy najwspanialszej partii wszechświata i okolic), praca kamery też taka sobie. Tego nie oceniam, bo są to faktycznie te elementy filmu, które wypadałoby zrecenzować jednak po jego obejrzeniu. Jednak to, jakie kłamstwa ten film zawiera już nie, zwłaszcza że odpowiednie nagrania wyciekły jeszcze przed premierą. I naprawdę, jeśli te argumenty, które tutaj wymieniłam nie przekonują kogoś, że ja naprawdę nie muszę na własne oczy zobaczyć propagandy, żeby wiedzieć, że coś nią jest, to już nic go nie przekona. Według mnie recenzja reżimu Łukaszenki powinna być wystarczająca. Na koniec jeszcze mogę odnieść się do argumentów, że to film fabularny, a nie dokumentalny. Otóż media rozpisują się, że sytuacja z Kongijką faktycznie się wydarzyła. Nie wierzę w to, wybaczcie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której grupa mężczyzn jest w stanie przerzucić ciężarną, wyrywającą się kobietę przez dwumetrowy płot. Sorry, ale nie. A poza tym – jeśli w takim razie ktoś zrobi film o Żydach mordujących niemieckich Aryjczyków w obozach koncentracyjnych, to też będziemy mówić, że to przecież film fabularny, więc co z tego, że całkowicie przekłamujemy historię? „Ida” też była fabularna, ale wybielała postać Heleny Wolińskiej, która była odrażającą „polakożerczynią”. To nie jest w porządku. Pierwszy film by nie przeszedł, bo Izrael wysłałby takie wyrazy oburzenia w świat, że wszyscy obsraliby zbroję. Drugi przeszedł i nawet zdobył Oscara. Za którego jego twórca dziękował, robiąc z nas pijaków – pamiętam, panie Pawlikowski. Jeśli my się na to godzimy, jeśli my nie szanujemy samych siebie i naszej historii, to nie spodziewajmy się, że ktokolwiek zrobi to za nas. Zarówno „Ida”, jak i „Zielona granica” (co bardzo słusznie zauważył jeden z Czytelników) oddziela wielką, czerwoną (nie zieloną) linią NAS od NICH. I pamiętajmy, przy każdym podobnym paszkwilu, po której stronie chcemy stanąć.

Wolna wola

Jeśli chcesz iść na ten film do kina, to idź. Nie zgadzam się z tym, nie szanuję takiego wyboru, ale też nie zamierzam szarpać się z kimś na ulicy, żeby go od tego powstrzymać. Tak samo nie chciałabym, żeby ktoś mnie zmuszał do jego obejrzenia, tak jak podobno Klaudia Jachira nagabywała ludzi, żeby poszli do kina przy Złotych Tarasach. Ale też pamiętaj o tym, że możesz sobie w spokoju i bezpiecznie ten film obejrzeć między innymi dzięki Straży Granicznej, która teraz broni polskich granic. A którą ten film zwyczajnie opluwa. Tylko o tym pamiętaj, jeśli chcesz potem głosić truizmy o wielkim humanitaryzmie. To są naprawdę podstawy przyzwoitości.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie/

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Zielona granica żenady

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Na X/Twitter pojawiły się fragmenty wybitnego dzieła Agnieszki Holland, które dobitnie udowadniają, że ci, którzy pisali o marnej propagandzie, mieli rację. Sceny, które tam pokazują są tak głupie i tak grubymi nićmi szyte, że naprawdę ciężko dać się na to nabrać. Zwłaszcza, że pani reżyser wybrała sobie pewną mocno nagłośnioną w mediach historię, którą wszyscy wyśmiali – i nie chodzi mi tu wcale o Ibrahima, chociaż może on też się gdzieś tam przewinie. Z ciekawości je sobie obejrzałam, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że nie trzeba się zbliżać do gówna, żeby wiedzieć, że śmierdzi. Myślę, że nawet cenzurowanie ocen na Filmwebie temu filmowi nie pomoże, zwłaszcza że nie wyłączono możliwości komentowania, więc nie w ten sposób, to inną drogą użytkownicy sobie poradzili. I nie, nie popieram wystawiania jedynek filmowi, którego się nie obejrzało, ale tzw. „wielkie wojny filmwebowe” nie są na tym portalu rzadkością. Pamiętam jedną, kiedy widzowie namiętnie wystawiali jedynkę „Kac Wawie”. Uniosłam się honorem i stwierdziłam, że obejrzę, zanim wystawię ocenę. Że będę merytoryczna, rzetelna i obiektywna. Wytrzymałam piętnaście minut tego chłamu i od teraz wiem, że jeśli widzowie mówią „nie”, to lepiej lepiej faktycznie nie. W każdym razie chciałam napisać, żebyście się nie denerwowali, że po raz kolejny poruszam temat tego wybitnego, niezależnego (ekhm, ekhm) dzieła kinematografii polskiej, ale jak zobaczyłam te fragmenty to tak się – dosłownie – skwiczałam, że musiałam się z Wami podzielić. Bo będzie zabawnie, serio. Potem już nie będę poświęcać temu mojej i Waszej uwagi, obiecuję.

Fragment pierwszy

Straż Graniczna zostaje tu przedstawiona jako bandyci i mordercy, którym nie wystarczy już bronienie polskich granic, o nie. Musieli jeszcze stłuc termos i rzucić biednym, spragnionym uchodźcom, żeby się napoili. Jakiś Karim czy inny Azbullah dorywa ten termos i pije tak zachłannie i tak wielkimi łykami, że dziwię się, że się wcześniej nie zorientował, że połyka szkło. Ale po przypadku Ibrahima wiemy przecież, że to twardzi ludzie są. W każdym razie to było za wiele nawet dla młodego, śniadego mężczyzny i facet zaczął pluć krwią. Swoją drogą, czemu to nie były kobiety i dzieci? Bo nie chce mi się wierzyć, żeby niesamowicie wykształcony inżynier dał się nabrać na taki numer. Swoją drogą wie ktoś, czy to inwencja twórcza samej Agnieszki, czy faktycznie kiedyś media rozpisywały się o takiej sytuacji? Starałam się śledzić te wszystkie bajeczki okołograniczne, bo to całkiem zabawne było, ale na to się nie natknęłam.

Fragment drugi

Tutaj mamy artystyczne zbliżenie na Agatę Kuleszę i jej wspaniałe i przekonujące wystąpienie: Julka, kochanie. Znasz mnie. Zawsze głosowałam na Platformę. Jak trzeba było stałam ze świeczką pod Sejmem. No jak to nie jest tania, tandetna propaganda, to już nie wiem, co nią jest. Artystce nawet nie chciało się zmieniać nazw partii politycznych. Swoją drogą, zawiodłam się na Kuleszy, bo zawsze ceniłam ją jako aktorkę. Ale to samo mogę powiedzieć o wielu innych artystach, którzy po wyborach w 2015 roku wylali się na ulicę i dawaj, walczyć o demokrację. Ramię w ramię z byłymi UB-ekami. Na przykład bardzo lubiłam Cezarego Żaka i Artura Barcisia i do takich „Miodowych lat” czy „Rancza” często wracałam. Ale na panią Agatę po takiej bezwstydnej tandecie już chyba nie będę mogła patrzeć. Bodaj pierwszy film, jaki z nią widziałam to „Róża” Wojciecha Smarzowskiego. Wiem, w jaką tematykę lubi ostatnio skręcać reżyser, ale tamten film to był świetny obraz rosyjskiego „wyzwolenia”. Niezły zwrot popełniła Kulesza, bo teraz występuje w filmie, który Putin i Łukaszenka oklaskują nie przez piętnaście minut, ale co najmniej trzydzieści. Szkoda.

Fragment trzeci

Chyba mój ulubiony. Ta potworna Straż Graniczna dorwała jakąś kobietę, której udało się przedrzeć na naszą stronę, biorą ją na ręce i siuuuup! przez płot. Kojarzycie, na samym początku prowokacji pod polską granicą zdaje się OKO.press (albo inny, jeszcze bardziej lewacki od Onetu czy Wybiórczej portal) wypluł z siebie artykuł o przerzuconej ciężarnej kobiecie z Konga, w wyniku czego straciła ciążę. Wszyscy się wtedy zastanawiali, czy znajdzie się ktoś tak głupi, żeby w to uwierzyć. Znaleźli się. Znaczy nie wiem, czy sama Holland jest aż tak naiwna, ale z pewnością za takich uważa swoich widzów. Ci rozsądni zdają sobie sprawę, że czterech chłopa może i przerzuci wrzeszczącą, kopiącą i wyrywającą się kobietę przez ogrodzenie na wysokości pół metra, ale nie już przez takie liczące dwa metry. Jednak faceci z nagrania to naprawdę zdrowe chłopy musiały być, bo ciepnęli nią tak, że poleciała jak z katapulty. Rzecz jasna, o stracie dziecka nie można było zapomnieć, musiała być kalka jeden do jednego z wymyślonego gdzieś na kolanie w redakcji dzbannikarskiego idiotyzmu. Kongijka jak tylko zauważyła, że krwawi uderzyła w straszny ryk, ale na szczęście zaraz podbiegli do niej różni Mohammedzi, żeby poratować. Nie wiem dokładnie, jak ją pocieszali, ale pewnie coś w stylu: Spokojnie, to przecież płód, a nie dziecko. To tylko aborcja, zwykły, normalny, bezpieczny zabieg. Lepiej pokaż, czy ząb Ci się nie rusza. Tak byłoby przynajmniej konsekwentnie. A pani Agnieszce życzę więcej twórczości własnej.

Fragment czwarty

Tutaj mamy Macieja Stuhra w swojej wybitnej roli. Zagrał samego siebie, czyli sfrustrowanego, wściekłego, wulgarnego i plującego jadem cymbała, który nigdzie nie może znaleźć ujścia narastającym gniewom i nikt go nie chce szukać, więc robi to przed swoją psycholog. Jej za to płacą, więc znosi to dzielnie. Co tam wyrzucał z siebie pan Maciuś? Nasze państwo objęło patronatem nazistowski spęd. Rozumiesz? Faszystowski, k-wa, marsz w stolicy – w Warszawie (to chyba na wypadek, gdyby pani psycholog nie wiedziała, co jest stolicą Polski – przyp. M) – pod patronatem, k-wa, rządu. Terapeutka dzielnie próbuje złagodzić zapędy biednego frustrata, tłumacząc: Prowadzenie terapii narodowej (co to w ogóle jest? – przyp. M) mnie przerasta. Nie zajmujemy się sprawami, na które nie mamy wpływu. Porozmawiajmy o twoich problemach. To są moje problemy właśnie! – nie daje za wygraną młodszy Stuhr – Ja mam rasistowskich poj**ów w rządzie! Ja nie mogę przez to jeść, nie mogę spać, nie mogę myśleć (to akurat wszyscy widzimy, Maciuś, aaaale, teraz najlepsze! – przyp. M), libido mi spadło poniżej zera! Zapytaj Anki. ❤ To jest oczywiście kolejny przykład perfidnej propagandy, ale, ale – czy Stuhr nie przedstawił nam tutaj typowego, wściekłego z nienawiści wyborcy PO? Mnie się skojarzył od razu z Lisem, Hołdysem, Jandą… i samym sobą. Biedni, tak bardzo nie mogą pogodzić się z faktem, że ten „niewykształcony, zacofany plebs” w drodze DEMOKRATYCZNYCH wyborów daje szansę pisiorom, a nie tym wybitnym i wykształconym, że biedacy aż się z tego stresu seksić nie mogą. Nic dziwnego, że frustracja rośnie. Zawsze zastanawiałam się, czemu oni chodzą aż tak wściekli. Dzięki, Aga, za wyjaśnienie!

Zaskakująca frekwencja?

Na tym jak na razie koniec fragmentów. Szczerze, nie wiem, czy będę chciała oglądać więcej, jeśli jakieś się pojawią, bo oczy krwawią. W każdym razie tak na zakończenie: MSWiA zapowiedziało, że przed seansem w kinach studyjnych specjalny spot, który ma przekonać nieprzekonanych, że to, co pokazują w tym filmie to paszkwil, gniot, tania propaganda, a przede wszystkim nieprawda. Szczerze, to nie wiem, jaki to ma sens. Ludzie, którzy zdecydują się pójść na to do kina są już tak zaślepieni main-streamową propagandą, że jedyne, na co będzie ich stać podczas pokazywania tego spotu to buczenie i rzucanie popcornem w stronę ekranu. Ewentualnie po seansie półgodzinne oklaskiwanie, a potem płakanie na korytarzu, żeby udowodnić, że się da (też bym płakała, ale ze śmiechu – przyp. M) Nic więcej. Oni nie zrozumieją z tego, co chcą im przekazać ani słowa. Już teraz burzą się w Internecie, że cenzura. Ja wiem, że oni pewnie cenzury nie widzieli i nie do końca wiedzą, co to znaczy, więc myli im się ona z prostym ostrzeżeniem przed początkiem filmu, że jest niebezpiecznie słaby i nie nadaje się dla osób z IQ plus 60. Widocznie biorą przykład ze swojej idolki, która zapewnia, że wypuściła ten film właśnie teraz, bo po wyborach, gdyby PiS wygrało, to by go zablokowali. Biedulka, nie zauważyła, że żyje w pisowskim państwie już od ośmiu lat i jakoś jej, kurczę, niczego nie zablokowali.

W każdym razie powyżej na pocieszenie – grafika przedstawiająca, jak olbrzymim zainteresowaniem cieszy się ten film (źródło: Ta irytująca julka-lewatywka). Na całą salę mamy sześć miejsc zarezerwowanych. Kosmos. Oby tylko ataku paniki nie dostali podczas jednej z tych wstrząsających scen, bo gotowi się tam zadeptać. Wczoraj ktoś inny sprawdzał rozkład w kinie Helios w Olsztynie. Na piątek i sobotę zaplanowano aż dziewięć seansów. Miejsc zarezerwowanych było na tamtą chwilę około sześćdziesięciu na jakieś 1900. Na trzy seanse nie było żadnego chętnego. W niedzielę: pięć seansów, osiem miejsc zarezerwowanych. ❤ Wydaje mi się, że twórcy filmu powinni raczej podziękować PiS za reklamę, bo sami – z olbrzymim wsparciem lewicowych mediów – kiepsko sobie radzą.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

https://www.stefczyk.info/2023/09/20/tylko-swinie-siedza-w-kinie-wersja-2-0-wstrzasajace-fragmenty-filmu-agnieszki-holland/?fbclid=IwAR2S399s-VuAfB2po1LMepqyFhP0w16okxTnlaUgLahypI3YsvUG_8K1eko

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Kilka pomysłów na udaną kampanię

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Jak już wszyscy zdążyliśmy zauważyć, ta kampania wyborcza jest chyba najbardziej absurdalna ze wszystkich po 89, a Platforma zachowuje się jak idiota, który codziennie nadeptuje na grabie i mimo tego, że za każdym razem dostaje w łeb, to jakoś nie wpadnie na to, żeby je ominąć albo podnieść i odłożyć. Bo oni, wspólnie z zakochanymi w nich mediami, przez całe dwie kadencje PiS-u (a nasiliło się to, kiedy Tusk wrócił łaskawie do Polski, bo jak to tak – mąż stanu ma przegrać z „niskim karakanem”, przecież to się nie godzi) ciągle wpadają na te same pomysły, żeby w październiku odsunąć ich od władzy. Najpierw wymyślają swoiste „game-changery”, jak to ładnie ujął Rafał Ziemkiewicz – mieliśmy już aferę z dwiema wieżami, aferę z Odrą, teraz jest afera wizowa. I żeby było jasne, szalenie mi się nie podoba, że urzędnicy przyjmowali łapówki i wpuszczali Bóg wie kogo na terytorium Polski. Są jednak dwa małe problemy. Nasz umiłowany, poprzedni rząd chciał robić to samo na polecenie Unii i to pewnie na jeszcze większą skalę, bo pamiętamy cytaty „przyjmiemy, ile będzie trzeba” i „kim są, ustali się później”. I druga sprawa – w tej sytuacji PiS przynajmniej zareagował i wyciągnął konsekwencje, Donald Tusk zaś miał niesamowity talent zamiatania wszystkiego pod dywan. Bo przecież „to nie były pieniądze Polaków”.

Wszystkich powsadzam do więzień!

Drugim sposobem PO jest udowadnianie wszem i wobec, że żyjemy w reżimowym państwie i gorzej jest u nas, niż na Białorusi. Zero różnicy. Tylko nie przyjdzie im do pięknych główek, że gdyby faktycznie tak było, to oni siedzieliby w więzieniach, jak białoruscy opozycjoniści, a nie urządzali ustawki. A do dwóch takich sytuacji doszło niedawno. Na pierwszy ogień weźmy Tuska i Rachonia. Były premier zrobił oczywistą prowokację pod siedzibą TVP. Nie wiem, czy liczył konkretnie na Rachonia (chociaż musiał wiedzieć, że dziennikarz od dawna żądał odpowiedzi na pytania związane z „Resetem”), ale na pewno miał nadzieję, że dojdzie do próby zakłócenia konferencji. I faktycznie, pan Michał wpadł jak śliwka w kompot, bo nie mógł nawet doczekać końca konferencji, tylko od razu zaczął wykrzykiwać swoje pytania. Tyle tylko, że jego pomagierzy nie potrafili zachować takiego spokoju, jak szef PO. Najpierw na Rachonia wystartował Rozenek, odpychając go i grożąc, że zdradzi jego adres. Na swoje nieszczęście, Tusk nie zdołał utrzymać na smyczy również swojego ratlerka, więc za chwilę niemalże z pięściami na reżysera „Reseta” rzucił się Kołodziejczak, co – umówmy się – wyglądało komicznie. Ale on akurat znany jest z tego, że lubi takie pyskówki. Znowu wyszło, że stroną agresywniejszą jest jednak Platforma, bo można były spokojnie krzyki dziennikarza przeczekać, a potem kulturalnie zwrócić mu uwagę, że odpowie, kiedy skończy. Tyle pewnie, że Tusk doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego będą dotyczyły pytania Rachonia, a odpowiedzi miał tylko dwie. Pierwsza, że to kłamstwo, co prawda odpowiednio udokumentowane, ale kłamstwo, a druga to „Bez komentarza”. Lider opozycji wybrał bramkę numer trzy i zaczął przekonywać ludzi, jakiego to on porządku nie zrobi z dziennikarzami TVP i całym obecnym rządem. Wszystkich do więzień powsadza, co do jednego. Ale skąd Ty to, Donku, wiesz? Przecież za Twoich rządów będą wolne, niezależne i niezawisłe sądy, więc jakim cudem już znasz wyrok? Coś mam wrażenie, że nas tutaj wszystkich w bambuko próbujesz robić. Nie byłby to zresztą pierwszy raz. W każdym razie, awantura pod siedzibą TVP nie spodobała się dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Bardziej jednak nie spodobało jej się zachowanie Rozemka, Kołodziejczaka i Tuska, niż Rachonia. No kto by pomyślał?

Na immunitet reżim nie działa

Autorką drugiej ewidentnej ustawki jest Kinga Gajewska, która najpierw zrobiła nielegalny wiec, na którym wykrzykiwała coś o imigrantach, których jeszcze sama niedawno by wpuściła i przytuliła do serduszka. Na miejscu stawiła się policja, prosząc posłankę o wylegitymowanie się. Przedstawicielka Platformy, rzecz jasna, nie zamierzała tego zrobić, licząc właśnie na taki efekt końcowy, jaki osiągnęła. Zdaniem policji, doszło do obrażania funkcjonariuszy, więc policjanci zaciągnęli ją do wozu. Gajewska starała się pokazać świadkom cały swój kunszt aktorski: wyrywała się, stawiała, ostrzegała, że ma immunitet, więc jej wolno. Udało jej się sprowokować ludzi, którzy zaraz zaczęli wykrzykiwać, że „halo, panowie, to przecież posłanka”. No i co z tego, że posłanka? Dlaczego ma być z tego tytułu traktowana lepiej, niż przeciętny obywatel? To jest to słynne, platformerskie: „By żyło się lepiej. Wszystkim”? W furgonetce pani Kinga dalej zgrywała odważną i poszkodowaną, bo wmawiała policjantom, że ona przecież chciała się wylegitymować, ale trzymali ją za ręce. Szkoda tylko, że nagrania pokazują, że to nieprawda. Nikt nikogo za nic nie łapał – funkcjonariusze od razu poprosili o pokazanie legitymacji, czego kobieta nie chciała uczynić. Wolała zrobić awanturę i dopiero po akcji pomachała im przed oczami immunitetem. Ja osobiście uważam, że immunitet powinien być zniesiony, bo prowadzi to do nadużyć i jawnego łamania przepisów. To dzięki immunitowi poseł Jachira zachęcała ludzi do wandalizmu. To dzięki immunitetowi poseł Sterczewski mógł sobie jeździć rowerkiem w stanie wskazującym i bez oświetlenia. To dzięki immunitetowi Joanna Sheuring-Wielgus mogła rozkręcać kolejną awanturę na zamieszkach i atakować policjantów, którzy zatrzymywali agresywne dziewczę, Julcze. Przykłady można mnożyć. Immunitet i po sprawie, łapy przy sobie. Ale zwykłemu Kowalskiemu można wlepić mandat, jak sobie otworzy piwko w parku. Wracając jednak do tych dwóch ostatnich prowokacji – ja zdaję sobie sprawę, że ich wierni wyborcy uwierzą w te sploty niesamowitych okoliczności i będą mieli kolejny dowód na pisowski reżim. Oni są już zaślepieni do tego stopnia, że gdyby Tusk wszedł im do mieszkania i nasikał do kawy, uwierzyliby, że to w imię większego dobra wszystkich Polaków i wypili ze smakiem. Wydaje mi się jednak, że takimi akcjami nie przekonają do siebie nowych wyborców, a o to chyba w tej kampanii chodzi. A nie o to, żeby jeszcze bardziej zacietrzewić swoich wyznawców? Chyba, że Platforma już ich szykuje do robienia sajgonu na ulicach po 15 października?

Priorytety polityków

Na zakończenie dopiszę jednak, że obie strony dwóch najbardziej zwaśnionych partii w Polsce grają nierówno. Ostatni spot PiS-u ujawniający plany obrony Polski w razie rosyjskiego ataku jest, w mojej opinii, nie do wybronienia. Po pierwsze – jestem niemal pewna, że te plany układała NATO, a Tusk tylko pokiwał głową (być może, gdyby to od niego zależało wcale by wielkich planów nie czynił, bo przecież Rosja zawsze była spoko). Wydaje mi się, że PiS w ten sam sposób akceptował ich plany, więc troszkę wieje hipokryzją. Może zmieniły się one pod wpływem rosyjskiej agresji, ale co z tego? Po drugie – ładnie to tak machać tajnymi planami obrony Polski? Tak żeby sobie Putin z Łukaszenką mógł je swobodnie przeczytać i poanalizować? Ten spot uświadomił mi tak naprawdę jedno – że dla jednych i drugich nie ma ważniejszych rzeczy od nawalania w przeciwnika, nieważne czego by nie musieli użyć. Wszystkie chwyty dozwolone, prawda? No właśnie, nieprawda, bo bezpieczeństwo kraju i jego obywateli powinno być dla nich świętością. Parafrazując słowa Marka Budzisza z rozmowy z Piotrem Zychowiczem: niech oni się publicznie oblewają błotem, niech uskuteczniają te swoje ustawki, szukają aferek czy licytują na socjale. Ale po wszystkim powinni wziąć się za swoją robotę i za zamkniętymi drzwiami ustalić, jaki jest najlepszy i najskuteczniejszy sposób na obronę ojczyzny, gdyby doszło do najgorszego. Bo obawiam się, że nasze wojsko jest już w tak opłakanym stanie, że nawet najlepsze plany NATO nie wystarczą. A jest to efekt ponad trzydziestoletnich zaniechań w tej kwestii, bo zawsze było dla nich ważniejsze właśnie nawalanie w przeciwnika. Albo zamiatanie aferek.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej