Connect with us

Nawiasem Pisząc

Kim naprawdę jest Ramzan Kadyrow?

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Całkiem niedawno obejrzałam wywiad Piotra Zychowicza z Krystyną Kurczab-Redlich na temat zbrodni dokonanych przez Putina. Oczywiście, wszyscy wiemy, że Putin jest człowiekiem, który swoich wrogów politycznych lubi uciszyć w jeden, konkretny i niestety skuteczny sposób. Rzecz jasna, opisane były również zabójstwa dokonane na Litwinience i Politkowskiej (te dwa były chyba najgłośniej komentowane w Polsce). I oczywiście, trzeba o tym mówić, absolutnie tego nie neguję. Sama jestem ciekawa, ilu zbrodni dopuścił się Putin (oczywiście nie własnymi rękami) – pomijając setki tysięcy, a nawet miliony, zabitych Ukraińców, Czeczenów, Gruzinów, i tak dalej. Bo tego się już zmierzyć nie da. Ale w tym wszystkim umyka nam inny, cichy „bohater”, którego w polskich mediach przedstawia się jako karykaturę, jako faceta ośmieszającego się i kompromitującego na każdym kroku. O kim piszę? O… tak, tak… Ramzanie Kadyrowie.

Historia pewnej zbrodni

Przejdźmy jednak do samej historii, którą chcę Wam przedstawić, i która – mam nadzieję – opisuje, jak bezwzględnym człowiekiem potrafi być Kadyrow. Bo w naszych mediach pełno było prześmiewczych artykułów na przykład o krótkim filmie, na którym widać było, jak czeczeński przywódca usiłuje grać w koszykówkę (i słowo „usiłuje” jest tu chyba adekwatne), ale próżno doszukiwać się jakichkolwiek informacji na temat zbrodni, którą chcę Wam opisać. Otóż 29 czerwca 2007 roku do pewnego mieszkania w dzielnicy w Groznym weszło dwóch niezidentyfikowanych sprawców (coś na kształt tzw. „zielonych ludzików”, którzy pojawili się w 2014 roku na Krymie). Oddali oni kilkanaście strzałów w stronę dwóch znajdujących się w mieszkaniu kobiet. Była to, dwudziestoletnia wówczas, Milana Bałajewa oraz jej 41-letnia matka. Starsza z kobiet zginęła na miejscu, jej córka została ciężko ranna w twarz i brzuch. Została przewieziona do szpitala miejskiego w Groznym, a następnie do szpitala wojskowego w Chankale, gdzie miała przez długi czas przebywać w śpiączce. Co dalej stało się z dziewczyną? Nie wiadomo, ale teorii jest sporo. Niektórzy utrzymują, że zmarła, inni, że dalej znajduje się w stanie śpiączki, a jeszcze inni, że żyje obecnie we Francji (podobno ukazały się jakieś jej zdjęcia z 2014/2015 roku, ale do nich nie dotarłam). Pojawiały się teorie, że dwudziestolatka doszła do siebie po zamachu na jej życie i przebywała w jednym z dużych rosyjskich miast, a następnie przeniosła się właśnie do Francji. Jednym słowem, wielu ludzi ma różne teorie dotyczące jej dalszych losów, ale tak naprawdę Bóg jeden wie, co się z nią stało. Przepadła jak kamień w wodę.

Zaloty Kadyrowa

Zarówna Milana, jak i jej matka, były piosenkarkami. Pierwsza z kobiet wykonywała piosenki pop, druga była wieloletnią solistką zespołu „Prezydent” działającego pod egidą promoskiewskiego czeczeńskiego OMON-u kierowanego przez Artura Achmadowa. Młoda i atrakcyjna Milana zwróciła uwagę Ramzana Kadyrowa. Czeczeniec był dziewczyną tak zafascynowany, że próbował nawiązać z nią kontakt i zwrócić na siebie uwagę w wręcz obsesyjny sposób. Dwudziestolatce jednak jego umizgi nie imponowały i związała się z jednym z braci Jamadajewów (konkretnie Badrudim, dla którego stała się drugą żoną zgodnie z prawem szariatu), którzy byli wówczas w narastającym konflikcie z samym Kadyrowem. Źródłami tego nieporozumienia są kwestie polityczne. Nie wiem, czy Milana związała się z Jamadejowem z powodów czysto pragmatycznych, aby zapewnić sobie ochronę przed narastającą obsesją Ramzana, czy tam faktycznie serduszko mocniej zapikało i motylki w brzuszku fruwały, bo wszyscy chyba orientujemy się mniej więcej, w jaki sposób działa to w islamie.

Honor po islamsku

Czeczeński przywódca próbował później zmusić młodą kobietę do występowania na organizowanych przez niego przyjęciach i wydarzeniach – spotykał się jednak z jej stanowczą odmową. Milana liczyła wtedy na ochronę ze strony swojego wpływowego męża. Nie trzeba chyba pisać, że Kadyrowa mocno to irytowało, bo jak to tak, on – wówczas prezydent Czeczeni! – a mu tu jakaś kobieta (KOBIETA!) odmawia? Ba, chce się trzymać od niego jak najdalej i zerwać jakikolwiek kontakt? Nie godzi się! No i ten gniew znalazł ujście właśnie 29 czerwca 2007 roku. Na początku utrzymywano wersję, że do zamachu na życie dwóch kobiet doszło ze względu na konflikt o mieszkanie. Potem jednak brat Badrudiego, Sulim, wpadł na – niezrozumiały dla nas – pomysł obrony honoru rodziny. Zamiast przyznać się, że ani mąż, ani jego bracia, nie byli w stanie zapewnić bezpieczeństwa jego dwudziestoletniej żonie, wolał rozpuścić wersję, że to on i jego rodzina zlecili zabójstwo bratowej, bo ta rzekomo miała zachowywać się wulgarnie i wyzywająco. Nie wiemy, jak ubierała się i zachowywała Milana, ale była piosenkarką popową, więc może to wystarczyło? Warto jednak przyjrzeć się, jak traktuje się tam kobiety – zupełnie niezrozumiale na nasze realia, wręcz nieakceptowalnie. Bo podejrzewam, że żadnemu polskiemu mężczyźnie nie przyjdzie do głowy zwalać winę za usiłowanie zabójstwa na samą szwagierkę.

Cóż, prawo islamu jest niby proste, ale niezrozumiałe dla nas. Słabo by wyglądało, według ich pojmowania, gdyby wyszło na jaw, że nie potrafili zadbać o należytą ochronę żony własnego brata. O wiele lepiej jest przyznać się, że to z tą kobietą było coś nie tak, a oni tylko bronili honoru rodziny, prawda? Tak czy inaczej – Ramzen Kadyrow już wtedy pokazał, jak potrafi postępować z ludźmi, którzy nie są mu ślepo posłuszni. Piszę ten post po to, żebyśmy nie widzieli w nim tylko głupkowatego cwaniaka, jak to lubi się go przedstawiać w polskich mediach, ale też bezwzględnego zbrodniarza, którzy przecież ma za swoimi plecami samego Putina. Sam Kadyrow kiedyś napisał na swoich mediach społecznościowych: „Uwierzcie mi, jeśli ktoś działa na mój rozkaz, wykona go, i jeśli misja będzie wykonana dyskretnie, nikt o tym się nie dowie”. I, jak widać po tej historii, nie jest to zwykła przechwałka, bo ten człowiek ma siły i narzędzia, aby takie groźby spełniać.

M.

zdjęcie i źródło: Czeczenia Info

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Polsko – niemieckie barwy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Słyszeliście pewnie aferę z nowymi strojami polskich olimpijczyków, którzy w sierpniu będą walczyć o medale? Ogólnie ani ładne, ani polskie. Ludzie oburzyli się, że ubrania szyła niemiecka firma, a nie polska – i słusznie, zwłaszcza że marka 4F szyje naprawdę ładne sportowe stroje. Sama kupiłam sobie olimpijską bluzę w ich wykonaniu (zdaje się, że z 2016 roku – bardzo podobały mi się te srebrne orły na plecach <3 ). Wygodne, ładne, dobrze leżą. Nie ma się do czego przyczepić. Stroje zaproponowane przez niemiecki Adidas są… no, są. I tyle dobrego można o nich napisać.

Kontrowersyjny wybór

Ani to kolorystycznie nie pasuje, jakieś inne kolory wklejone byle gdzie i nie wiadomo po co, napis „POLSKA” sprawiał wrażenie, jakby był napisany jakimś mazakiem, bo albo skończyły się fundusze, albo Niemcom się nie chciało. Co się będą przepracowywać na jakąś tam reprezentację Polski, prawda? Na szparagi jeździć i zbierać, a nie na Igrzyska medale zdobywać, w dupach nam się poprzewracało od tego dobrobytu! Dobra, ale bez żartów. Ogólnie jakąś wielką fanką Adidasa nie jestem, wolę Nike, a najchętniej właśnie 4F, ale firma jak firma, mają lepsze albo gorsze propozycje. Ta była gorsza i dziwię się, że została zaakceptowana przez PKOl. Inną sprawą jest historia tej marki, bo jest ona jedną z tych związanych z Adolfem Hitlerem i NSDAP. @lemingopedia napisał więcej w tym temacie na swoim FB, polecam się zapoznać. Cóż, jeśli świat postanowił dać szansę Niemcom na przeżycie i odbudowanie, to nie ma się co dziwić – większość z tych najstarszych niemieckich firm przed laty, które do tej pory istnieją, było w jakiś tam sposób powiązani z partią kanclerza Hitlera. Bardzo często zresztą firmy, zwłaszcza te wielkie, przechodzą z ojców na synów, ale już nie zdążyłam sprawdzić, jak było konkretnie w tym przypadku. Nie jest to zresztą specjalnie istotne.

Oczywiście na Polski Komitet Olimpijski i nasz nie-rząd spłynęła fala krytyki, bo mieliśmy ładne, schludne, dobrze leżące i skromne stroje, a teraz mamy dresy, których nikt szanujący się by nie założył nawet w latach 90-tych. 😛 I, oczywiście, PKOl zawalił, że je w ogóle zaakceptował. Teraz tłumaczą się, że zależy im na sportowcach i ich wygodzie i dlatego wybrali właśnie Adidas. Zaraz mi na czole kaktus wyrośnie, bo osobiście uwielbiam Igrzyska Olimpijskie, na letnie zawsze biorę sobie wolne w pracy (tak, to jest ten poziom obsesji), więc sporo się naczytałam o tej dbałości o wygodę i interesy naszych reprezentantów. Ale, zostawmy to, mnie się ten strój nie podoba. Jednak byłabym ostrożna w oskarżaniu naszego nie-rządu o to, że ledwo się dorwali do władzy i już od razu dają Szwabom zarabiać. Mimo wszystko weźmy pod uwagę fakt, że dzisiaj te stroje zostały dopiero zaprezentowane. Najpierw musiało pójść zamówienie, wstępny projekt, wykonanie, akceptacja, a potem jeszcze organizacja hali na oficjalną prezentację. Adidas jest firmą, która ubiera wiele krajów, więc na pewno nie zrobili od ręki. Może się więc okazać, że to nie nasz nie-rząd zdecydował się na Adidasa, ale poprzednia władza. Decyzja głupia, nieuzasadniona i zwyczajnie smutna – i tak, bardzo wiele może wskazywać na to, że spowodowana otwartą proniemieckością Donalda Tuska, bo od początku kadencji tego rządu słyszymy tylko o decyzjach, które byłyby korzystne dla nich, a nie dla nas – ale, biorąc pod wszystkie fakty, być może za tę konkretnie „dobrą zmianę” nie odpowiada akurat Tusk i jego ekipa. Nie mogłam znaleźć, kto i kiedy zaakceptował projekt Adidasa – w tej chwili wyskakują mi tylko informacje o oficjalnej prezentacji – więc nie jestem Wam w stanie napisać na 100%, który rząd podjął taką decyzję.

Tomasz Lis w formie

Ale, nie byłabym sobą, gdybym się do kogoś nie przypierdzieliła, więc zacytuję Wam wpis Tomasza Lisa na Twixie:

Ładne te stroje naszych reprezentantów. I fajne jest to, że niemiecka firma przygotowuje dla polskich sportowców stroje nawiązujące do pięknej historii polskiego olimpizmu.

Aha, aha. Nie wiem, co jest jakoś specjalnie fajnego w tym, że to nie polska, a niemiecka firma przygotowała te stroje. Nie potrafię znaleźć pozytywów, zwłaszcza że 4F sroce spod ogona nie wypadli i naprawdę szyją piękne stroje. Być może Lis poleciał na ogólnej tendencji w Internecie, że Tusk – jak to Tusk – zatrudnił firmę niemiecką, a kiedy być może dokopiemy się do informacji, kiedy i kto zamawiał te stroje i (jeśli okaże się, że to jednak PiS), to opublikuje stosowny wpis, w którym skrytykuje taką decyzję i stwierdzi, ze to skandal i że on – jako (ekhm, ekhm) – Polak jest oburzony. Nie wiem jednak, w którym miejscu on widzi nawiązania do polskiego olimpizmu? To są te czarne wstawki w innych, niż nasze barwy, kolorach? Nie widzę tego nawiązania, ale dostrzegam trochę nawiązań do polsko – niemieckiej historii:

Biały – symbol niewinności

Czerwony – przelana krew (właśnie tych niewinnych ludzi)

Czarny – może to jakieś nawiązanie do żałoby?

A, i jeszcze fakt, że czarny, biały i czerwony to barwy Niemiec, a konkretnie Cesarstwa Niemieckiego, flagi III Rzeszy do 35. roku oraz III Rzeszy aż do jej upadku.

Tak więc reparacji nie będzie, bo nie ma za co, ale trochę nam przykro, więc macie czarne kolory na Waszych biało-czerwonych barwach i sami sobie zinterpretujcie, o co nam chodzi. „Tyle od nas! Dzięki za przelew! Bajo!”. M. P.S.: Wrzuciłam zdjęcie projektu 4F, bo po co macie brzydotę oglądać? 😉

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

O pewnej wielkiej imprezie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Na pewno zauważyliście, że wielu polityków odwala jakieś chore akcje. Mam subiektywne wrażenie, że częściej są to ludzie wywodzący się z nowej koalicji rządzącej, ale tu się przyznaję, że jestem dość mocno stronnicza. Ale można choćby wspomnieć Grzegorza Brauna, najbardziej prawicowego z prawaków. Zgodzicie się chyba ze mną, że akcje tych bardziej po lewej śmiało można określić mianem „cringe’u”, jak to teraz mówi młodzież. Niezwykle trafne, patrząc na to, na jakie pomysły wpadają przedstawiciele nowego nie-rządu.

Ciekawe przypadki politycznej zabawy

Mieliśmy bowiem Julię Żołędziowską, która w pewien sylwestrowy wieczór pochwaliła się w mediach społecznościowych, że usypuje sobie ściechę – konkretnie wrzuciła zdjęcie. Kiedy spadła na nią fala krytyki, tłumaczyła się, że to tylko taki żart, a tak naprawdę to przecież mąka. Ciekawe poczucie humoru. Nie do końca jej jednak wierzę, bo miewam mąkę w domu i konsystencja jest trochę inna, mniej kryształowa, ale to może inna odmiana dla nowobogackich, do której jako plebs nie mam dostępu. Był też Sławomir Nitras, który kiedyś szarpał się z posłem Kaletą, ale też zdarzyło mu się przeszukiwać torby i plecaki członków PiS-u. Niedawno stanął też po stronie Holendrów, którzy szarpali prezesa Legii, kojarzycie może tę awanturę? Szczerze powiem, że Sławka uważam za największego buca z naszego nie-rządu, zaraz obok Michała Kołodziejczaka. Któremu zresztą też niedawno przytrafiła się wpadka, bo Ukraińcy dość mocno sugerowali, że spec od rolnictwa był w stanie wskazującym, podczas niedawnej dyskusji na temat ukraińskiego zboża. I to wskazującym nie na jakiś tam alkohol, tylko na substancje nie do końca w Polsce legalne. Nie ma co wierzyć we wszystko Ukraińcom, bo znamy ich nie od dziś, ale ich słowa są bardziej wiarygodne, jeśli przypomnimy sobie zdjęcie z owego spotkania, na którym pan Michał był już pogrążony w kamiennym śnie, co może sugerować, że nastąpiło tzw. „zejście”. Przypomina mi się też Rafał Trzaskowski, który kiedyś na dyskotece zrobił awanturę, bo DJ nie puszczał jakiejś piosenki, którą wybrał, bo – zdaniem Rafała – nie wiedział, kim on jest! Aha, i oczywiście Jacek Sutryk, który napisał niepełnosprawnemu człowiekowu, skarżącemu się na kiepską pomoc MOPSu w sprawach tak prozaicznych jak codzienna toaleta, żeby mniej siedział w Internecie, a więcej się mył. Prezydent Wrocławia rywalizuje teraz w II turze wyborów prezydenckich z Izabelą Bodnar, która dała się poznać w Sejmie po okrzykach: „Go, Poland! Goooo!”. Oczywiście, na prawicy mieliśmy kontrowersyjne wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego i bójkę z policją w wykonaniu Przemka Wiplera, ale…\

Lider pelatonu

Ale ten osobisty konkurs wygrywa zdecydowanie Jacek Protasiewicz, któremu obca jest chyba maksyma: „Piłeś, nie pisz”. Jego ostatnia chora akcja była na tyle żenująca i idiotyczna, że zostawił konkurencję daleko w tyle. Bo wiecie, nie jednemu Jackowi zdarza się przesadzić z alkoholem (chociaż jemu w miarę regularnie), ale mało komu przychodzi do głowy, żeby pisać jakieś obrzydlistwa w sieci. To był bardziej etap dwunastolatka, który po raz pierwszy podwędził rodzicom pół flaszki z barku, a potem – zanim zwymiotował i stracił przytomność – uznał, że fajnym pomysłem będzie napisać, co by się zrobiło z Anią z IV b, publicznie i wulgarnie obrażać wychowawczynię, a potem zapowiedzieć koledze z klasy, że w poniedziałek go pobije. Umówmy się, to jest mniej więcej ten sam kaliber, tylko że dwunastolatek to tak naprawdę dzieciak, więc poza naganą i pasem od ojca nic mu raczej nie grozi, a Protasiewicz jest mężczyzną w kwiecie wieku, na dodatek pełniącym funkcję publiczne…. Impreza Jacka trwała trochę dłużej niż nasze, zwykłe, plebejskie, bo zaczął w sobotę, a skończył w niedzielę. Zaczął od Oskara Szafarowicza, któremu napisał: Biedaku, nawet nie wiesz, co oznacza starcie całego Parmiggiano na obiad z seniorem, bo od Ciebie chcą tylko miękkich ust… współczuję… nie! Twoje czerwone i duże wargi muszą robić karierę w PiS, nieprawdaż? Przyznam szczerze, że sama nie przepadam za młodym rycerzem PiS-u, ale spójrzcie co my tutaj mamy. Najpierw facet utrzymujący się z pieniędzy podatników obraża innego za gorszą sytuację materialną, potem sugeruje mu robienie kariery przez łóżko i homoseksualizm, a przy okazji wyśmiewa się z jego wyglądu. Wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby ktoś w podobny sposób odnosił się do chłopaka w makijażu i rurkach. Tutaj oczywiście afera gigantyczna też musiała być, ale odnoszę wrażenie, że bardziej ze względu na jego stosunek do Darii Brzezickiej, niż przez to, że poobrażał iluś tam ludzi w Internecie. Dziwne zainteresowanie starszego gościa wyglądem młodego studenta wydaje mi się mocno niepokojące, ale wiadomo – żeby życie miało smaczek…

Niezdrowe fascynacje

Protasiewicz w ogóle wydaje się mieć skłonności do studentów obojga płci, ale do 22-letniej, zdaje się, Darii jeszcze wrócimy. Kolejną ofiarą pana Jacka okazał się Samuel Pereira – pan wojewoda dolnośląski, koniecznie chciał wiedzieć, czy ten „bidok” dalej siedzi w wannie. Nie wiem, do czego potrzeba mu była ta informacja, ale ten człowiek wykazuje naprawdę nienaturalną ciekawość życiem seksualnym innych ludzi. Kiedy bowiem sympatyk Prawa i Sprawiedliwości odpowiedział, że nie jest zainteresowany bliższymi relacjami z Protasiewiczem, ten odpisał mu: Kijem bym opędzał… nawet gdybyś pan się starał, jak przy rozporku Kurskiego. No dobrze, ale się nie stara, więc w czym problem? Poza tym znowu – wyśmiewanie sytuacji materialnej (chociaż Pereira jako były wicedyrektor TVP chyba nie może narzekać na biedę – przynajmniej dość mocno sugerowały to swego czasu prorządowe media, publikując zarobki byłych pracowników publicznej telewizji) oraz sugerowanie niezbyt przyzwoitych zachowań. Obsesja jakaś? Chyba tak, bo pan Jacek zdaje się wiedzieć, jak wygląda przyrodzenie dziennikarza śledczego, Marcina Dobskiego: Bo z niego taki dziennikarz śledczy, jak z jego 20 cm – 20 cm! 😂 Zwykla, przeciętna fujara 🤣. Przypominam, ten człowiek był w związku z kobietą i tym również nie zawahał się pochwalić. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy pytał innych mężczyzn, czy jeszcze biorą kąpiel oraz oceniał ich penisy… Pewnej użytkowniczce Twixa napisał, że Daria Brzezicka leży jeszcze w łóżeczku, a ja przygotowuję jej kanapki i kawusię… i zaraz zaniosę do łóżeczka… Proszę nie zazdrościć, że nie nasza wina, że się w życiu poukładało… a z tej zazdrości tylko głupie tweety Pani wychodzą spod klawiatury 😉 oraz A teraz z Darią Brzezicką przygotowujemy się do niedzielnego obiadu, więc – trolle! – nie przeszkadzać!. Ale panie Jacku, przecież to pan dzwoni… Ale przynajmniej on nie rozsiada się w kuchni, kiedy żona zapierdziela to się szanuje. Powiem Wam, że to dość ciekawe, bo po wpisach pana wojewody widać, że troszkę wstawiony był i troszkę mu się paluszki plątały, ale jednak był w stanie pisać zrozumiale i nikt nie miał wątpliwości, o co mu chodziło (zachowałam ich oryginalne brzmienie, więc możecie ocenić, chociaż kilka literówek litościwie poprawiłam – przyp. m). A mimo wszystko wydawało mu się, że takie pisanie jest z jakichś powodów dosyć zabawne. W każdym razie – związek młodziutkiej studentki z prawie sześćdziesięcioletnim mężczyzną budzi pewne kontrowersje, ale ostatecznie – przestępstwa nie popełnili, dorośli ludzie mogą tworzyć takie związki, jakie im się podobają. Zresztą pani Brzezicka zapewnia o ich wielkiej miłości, więc widziały gały, co brały. Zastanawiam się tylko, czy na pewno nie przeszkadza jej to zainteresowanie partnera męskimi narządami płciowymi. Mnie by przeszkadzało, ale ja jestem nietolerancyjna. Niech się bawią, romantycy.

Tusk znowu się wściekł

W każdym razie szambo wybuchło i trzeba było zareagować, dlatego Donald Tusk odwołał go ze stanowiska wojewody. Oczywiście, media znowu pisały, że premier jest wściekły. To jest standardowe hasło, kiedy Koalicja Obywatelska coś zawali – oczywiście ma to sugerować, że szef PO o niczym nie wiedział, nie słyszał, nie maiał pojęcia – chciał, żeby było zrobione dobrze, a tutaj jakieś szkodliwe dla Polaków ustawy? Tak było przecież po ustawie wiatrakowej. Niechcący sugeruje to jednak co innego – że Tusk jest zwyczajnie mściwym i wybuchowym człowiekiem, bo kto normalny tak często się wścieka? I pewnie taka jest racja, a o te ustawy to się denerwuje, że ich autorzy nie dopilnowali, żeby jakoś ukryć te niezbyt korzystne pomysły. No i może jeszcze to, że nie jest w stanie zapanować nad tym, co wyczynia jego partia.

A Protasiewicz? Tutaj może odwyk mógłby coś pomóc…

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Podsłuchiwać to my, ale nie nas

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Konto TT/X Szymona Hołowni

W uśmiechniętej Polsce prawo działa tak, że za popełnione czyny można skazać tylko kogoś, kto się uśmiechniętej Polsce nie podoba. Często też można tego kogoś skazać, nawet jeśli nie popełnił przestępstwa, bo sam fakt, że ktoś się uśmiechniętej Polsce nie podoba jest już przestępstwem. Jeśli natomiast jesteś uśmiechniętym Polakiem – to wszystko jest w porządku. Czyli wszystko zgodnie z doktryną Neumanna: Pamiętaj: jedna zasada jest dla mnie święta, k***a. Naucz się tego, jak będziesz o czymkolwiek rozmawiał. Jak będziesz w Platformie, będę cię bronił, k***a, jak niepodległości.

Pamiętne ośmiorniczki

I tak samo sprawa ma się z podsłuchami. Pamiętacie może aferę podsłuchową, w której w rolach głównych wystąpili politycy PO, zajadający się ośmiorniczkami? Dowiedzieliśmy się wtedy o wielu mało fajnych sprawach (na przykład o tym, że to nie narodowcy uczestniczący w Marszu Niepodległości są odpowiedzialni za podpalenie budki pod rosyjską ambasadą – co do czego mało kto powinien mieć wątpliwości, ale dzięki temu mieliśmy dowody czarno na białym). Ostatecznie skończyło się dymisją części ministrów, ale dopiero po tym, kiedy Zbigniew Stonoga udostępnił publicznie wszystkie skrypty i zeznania świadków. Wcześniej Donald Tusk grzmiał, że nikogo dymisjonować nie będzie, bo polski rząd nie może zginać się przez przestępcami. A to, że nagrane tam były większe przestępstwa? Oj tam, oj tam. Wiecie, mnie zachowanie naszego ówczesnego rządu skojarzyło się z pewną hipotetyczną sytuacją – mężczyzna, widząc, że niedaleko jakiś zwyrodnialec bije kobietę i usiłuje ją zgwałcić, rzuca się jej na ratunek i przepędza napastnika, a następnie ukarany zostaje on, a nie niedoszły gwałciciel, bo podczas próby obrony wbiegł on na trawnik, na którym wyraźnie było widać tabliczkę: „Zakaz deptania”. Albo może z mniej hipotetyczną sytuacją, w której Polka nagrywała swojego niemieckiego szefa, kiedy ten krzyczał, że jest nazistą i jako nazista uważa, że powinno się wymordować Polaków. Ta druga sprawa nie ma, co prawda, wiele wspólnego z Platformą Obywatelską, poza tym, że autorem tych skandalicznych słów był przedstawiciel ulubionej nacji Donalda Tuska. Dymisja była największą karą, jaka spotkała niektórych ministrów ówczesnego rządu, poza tym sprawę zamieciono pod dywan. Wszak nic się takiego nie stało, więc nie ma co drążyć tematu.

Wszystkich ukarać!

Potem mieliśmy aferę Pegasus i tutaj szefowie również byli zgodni – trzeba ukarać wszystkich, którzy mieli z tym cokolwiek wspólnego, a najlepiej jeszcze paru innych, mimo że pojęcia o niczym nie mieli. Profilaktycznie. Tak przynajmniej wygląda praca nowo powstałej komisji w tej sprawie, która jak na razie głownie się kompromituje. Najpierw postanowiono ukarać Jarosława Kaczyńskiego, za to, że członkowie (hehe) komisji nie wypełnili swoich obowiązków i nie załatwili od premiera zgody na to, żeby prezes PiS-u mógł zdradzić tajemnice państwowe. Pomijając oczywiście fakt, że kiedy kluczowy świadek przychodzi i zgodnie z prawdą informuje, że nie może powiedzieć wszystkiego, co wie z wiadomych przyczyn, komisja powinna przerwać obrady, bo na cholerę to całe przesłuchanie, skoro wiadomo, że nie dowiemy się wszystkiego? Ale to przecież podatnik płaci, więc możemy odbębnić ten cyrk, że niby tak ciężko pracujemy. Podobny wniosek o ukaranie do Sądu Okręgowego w Warszawie został skierowany w sprawie Michała Wosia, byłego ministra, za niestawiennictwo na przesłuchanie. Później jednak okazało się, że poseł jedynie się spóźnił i miał na to cholernie dobre usprawiedliwienie – mianowicie w tym czasie CBŚ przekopywało mu mieszkanie i pokój hotelowy i, nie wiedzieć czemu, pan Woś wolał być przy tym obecny. Został jednak poinformowany przez przewodniczącą komisji, panią Srokę, że wszystko spoko, ona rozumie, jednak wniosek został już przegłosowany, więc jest jej bardzo przykro, ale czasu przecież nie cofnie. Ogólnie więcej jaj jest na razie z tą komisją, niż pożytku, bo w dalszym ciągu nie wiemy tak naprawdę nic, a zadania jej członków ograniczają się do tego, żeby jak najbardziej uprzykrzyć życie posłom PiS, a nie żeby cokolwiek rozwiązać.

Dobre podsłuchiwanie

Mieliśmy tutaj dwa przykłady, w których podsłuchiwać nie wolno. A kiedy wolno? Kiedy robi to KO, rzecz jasna! I to nawet nie tych wrednych pisiorów, ale własnych koalicjantów. „Sejmowa telewizja transmitowała zamknięte posiedzenie klubu parlamentarnego Lewicy, na którym omawiano taktykę formacji dotyczącą m.in. projektów ustaw dotyczących aborcji” – czytamy na Wirtualnej Polsce. Wiadomo, że jest to temat dla Lewicy priorytetowy (ja się w ogóle zastanawiam, czy oni pamiętają o jakichkolwiek innych swoich postulatach), więc posłowie próbowali przygotować jak najskuteczniejszą taktykę. Tak więc debatowali i debatowali, a w międzyczasie ich rozmowa była transmitowana przez sejmową telewizję – tak więc wszyscy politycy wszystkich innych partii mogli sobie całą tę gorliwą dyskusję i końcowe wnioski obejrzeć. Co na to Lewica? Oczywiście są oburzeni i interweniowali u szefa Kancelarii Sejmu, ale mleko się rozlało. Mogą co najwyżej zorganizować nowe spotkanie i wpaść na inne pomysły, bo te już wszyscy znają. I trochę się jeszcze pooburzać, bo powodów mają sporo – nie tak dawno okazało się, że byli potrzebni Tuskowi tylko po to, żeby mógł zostać premierem, a dalej to niech sobie robią osobną listę, on już nie chce. Dostali parę śmiesznych ministerstw i powinno im wystarczyć. W sumie nie będę nawet zdziwiona, jeśli Lewica dalej zostanie w koalicji rządzącej, mimo że szefostwo KO coraz wyraźniej daje im do zrozumienia, że ich rola w obecnym nie-rządzie ma ograniczyć się do słuchania i wykonywania poleceń. Jednak idee ośmiu gwiazdek są widocznie mocniejsze niż jakiś tam honor, godność i szacunek do samego siebie.

Po prostu się uśmiechajmy

Dlaczego tak sądzę? Bo Szymon Hołownia wrzucił na swojego Twixa zdjęcie z Anną Marią Żukowską, której dziękował za dobre i miłe spotkanie. Tak, tą samą Anną Marią Żukowską, która niedawno za pośrednictwem tej samej platformy społecznościowej kazała mu… szybko sobie iść z tym swoim spokojem i cierpliwością. Bo, wiecie, spokojne one już były. A teraz Szymon, bez żadnej żenady, wrzuca zdjęcie z podziękowaniami. Nie wiem, być może marszałek Sejmu chce grać na bezdomnego pieska – możesz go kopnąć w tyłek raz, drugi, trzeci, ale potem pomachaj mu kiełbasą, to on przybiegnie, będzie się łasił i może nawet jakichś sztuczek się nauczy. Wszystkie te kryzysy obecnego nie-rządu mogą sugerować, że daleko w tym składzie nie pociągną, bo oni tam są już praktycznie wszyscy skłóceni. Przecież całkiem niedawno pan Hołownia przestał być już fajnym Szymkiem i dostało mu się od jednej i drugiej stronie, że sobie nie radzi, że zwleka z tym głosowaniem na temat aborcji. Na razie ciągle są jeszcze Donkowi potrzebni, żeby sprawiać w Sejmie wrażenie, że w ogóle robią cokolwiek innego, niż swoistą vendettę wobec polityków PiSu (chociaż fajnopolakom się to chore pojęcie sprawiedliwości podoba, więc aż tak ich nie ciśnie, żeby na przykład zająć się którymś ze swoich konkretów), ale kiedy będzie wystarczająco silny, to i Hołownia, i Żukowska, i pewnie całe to towarzystwo lewicowo-trzeciodrogowe zostaną po prostu spłukani w kiblu. Trzeba trzymać kciuki, żeby może otrząsnęli się wcześniej – nie dlatego, że byłoby mi ich przesadnie szkoda (uważam zresztą, że marszałek powinien przed sądem wytłumaczyć się z paru swoich zachowań), ale im szybciej się obudzą, tym szybciej ten rząd po prostu padnie. A im szybciej padnie, tym lepiej dla Polski.

M.

Czytaj dalej