Connect with us

Nawiasem Pisząc

Wybory coraz bliżej, szaleństwo coraz większe

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kampania się rozkręca, w sondażach jednak niewiele się zmienia (obserwuję je sobie na stronie euwybory; według nich PiS jak na razie stoi w miarę stabilnie, KO na zmianę notuje niewielkie spadki albo wzrosty, Konfederacja trochę straciła, a Hołownia i Lewica praktycznie stoją w miejscu) i Tusk chyba już zupełnie nie wie, co dalej ma robić, żeby ugryźć ten wredny PiS. Od jakiegoś czasu podejmuje wiele decyzji, dotyczących między innymi list wyborczych, i – niestety dla niego – co jedna, to głupsza. Zdecydował się nawet na proces w trybie wyborczym i radośnie odbębnił zwycięstwo, bo sąd przyznał mu rację – faktycznie, bezrobocie za jego rządów wynosiło 14,4%, a nie 15%. Szybko przyszło mu się przekonać, że było to pyrrusowe zwycięstwo, bo ludzie zwyczajnie go wyśmiali. Bo przecież nieco ponad pół procenta to jest ogrooomna różnica. Memy w stylu: „A imię jego czternaście i cztery” zalały Internet i tyle wyciągnął Tusk z tego szturmu na rząd. Pozostało mu dalej robić wiece i uderzać w Kaczyńskiego, tyle że naboje ma jak na razie ślepe.

Szostak za bardzo postępowa

Przede wszystkim były premier nie jest w stanie zrobić porządku na swoich listach. Najpierw zaryzykował z Janą Szostak, która do tej pory wsławiła się krzykiem pod ambasadą Białorusi i dociekaniem, dlaczego Lewandowski nie musi nosić stanika, a ona tak. Chociaż już dokładnie nie pamiętam, czy to ona podnosiła takie dyskusje, czy robiła to w jej imieniu Maja Staśko (obie są chyba podobnie odklejone), nie jest to nawet istotne. Niedoszła posłanka Platformy zdecydowała się popracować nad popularnością, bo przed zamieszaniem z listami, znowu mało się o niej słyszało. Udzieliła więc wywiadu, w którym uznała, że musiała dokonać aborcji, bo miała wybór. Nie wiem, czy pani Jana nie dostrzega oczywistej sprzeczności – język polski opanowała dosyć dobrze, więc to raczej nie błąd wynikający z braku jego znajomości, a raczej z bezmyślności. W każdym razie, kiedy słuchałam tego wywiadu miałam przed oczami słynny komiks z dwiema wyzwolonymi i postępowymi lesbijkami, z których jedna przybiega, chcąc podzielić się radością ze swoją partnerką: „Zaszłam w ciążę z in vitro!”. „To cudownie!” – odpowiada wyraźnie wzruszona druga z kobiet – „Teraz będziemy mogły… DOKONAĆ ABORCJI”. I wesoła celebracja wspólnego szczęścia. Mniej więcej tak postrzegam wypowiedź Szostak. W dalszej części wywiadu aktywistka podkreśliła, że jest współczesną sufrażystką, w związku z tym popiera aborcję do ostatniego dnia ciąży, bo dopóki płód się nie urodzi, to nie jest człowiekiem, tylko płodem. Nie spodobało się to jednak liderowi Platformy, który już dawno temu obiecał, że wyrzuci z partii każdego, kto nie poprze legalnej aborcji do dwunastego tygodnia ciąży, ale do takiej nowoczesności jeszcze nie dorósł. Widać, że sztab szefa KO próbuje śledzić nastroje społeczne i podpowiada swojemu liderowi, co i jak, ale nie wiem, czy mogą liczyć na aż takie zaniki ludzkiej pamięci, bo Tusk w tej kampanii co chwilę zmienia stanowisko. Wiadomo jednak, że Doniek jest szalenie tolerancyjnym człowiekiem, więc Jana pożegnała się z partią szybciej, niż się przywitała, bo jej mądrości to było nawet za dużo, jak na tak postępowego polityka, jakim jest nasz wspaniały mąż stanu. Kobietę jednak szybko przytuliła lewica, która jest już obeznana z tak oderwanymi poglądami, a jak dają, to się bierze, prawda? Zastanawiam się, czy oni nie widzą, że polityk, który skacze w trakcie kampanii z partii do partii, byle się tylko gdzieś załapać i dostawać kasę za małpowanie w Sejmie przez kolejne cztery lata, jest kompletnie niewiarygodny. Nic im w każdym razie ta Jana w sondażach nie ruszyła.

Ośmieszenie Giertycha

Propozycję startu dostał za to Roman Giertych. Z ostatniego miejsca w świętokrzyskim. Adwokat jest chyba wyjątkowo zdeterminowany, żeby dostać immunitet, bo wydaje mu się nie przeszkadzać, że startuje z okręgu, w którym przewaga PiSu od ładnych paru lat jest wyraźna (według sondażów na tę chwilę obecnie rządzący mogą tam liczyć na 5 mandatów, przy 2 mandatach KO), więc szanse na wejście ma… takie sobie. Musiałoby się okazać, że Polacy niesamowicie go kochają, ale mam duże wątpliwości, czy tak będzie. Z Romkiem jest śmieszna sytuacja, bo jeszcze do niedawna opozycja przerzucała go sobie jak kukułcze jajo – Giertych koniecznie chciał gdzieś wystartować, jednak mało kto chciał go na swoich listach – ostatnio bowiem prawnik jest znany głównie z kompromitujących teorii spiskowych, które tworzył razem z Lisem (ale że Tomka nie chcą na listę wciągnąć; wszak ładnych parę lat temu wróżono mu prezydenturę!), problemach z prawem i poglądów, które kiedyś wyznawał zupełnie odmienne, więc też jest mało przekonującym kandydatem. W każdym razie wydaje mi się, że widzę w tym misterny plan Tuska. Wszak ten „tchórz, łajdak i kanalia”, czyli Jarek, UCIEKŁ z Warszawy i będzie startował w Kielcach. Dla środowiska Platformy jest jasne, że zrobił to, bo boi się debaty ze słońcem narodu… niemieckiego. Być może, bo prezes PiS nie jest posłem, który lubi prowadzić debaty i niekoniecznie dobrze na nich wypada. On zdecydowanie lubi po cichu pociągać za sznurki, bo machnął przecież ręką na wysokie państwowe stanowiska. Tusk zaczął więc prowokacyjnie wzywać Kaczyńskiego do odwagi: „Robię to tylko dla ciebie Jarosławie Kaczyński, wystawię na naszej liście twojego wicepremiera Romana Giertycha, na ostatnim miejscu”. Tak, żeby mógł z nim się kiedyś publicznie pogryźć w jakiejś telewizji. Ale po co Kaczyński ma debatować z posłem z ostatniego miejsca? Nie dostrzegają tutaj absurdu? Przy okazji Tusk albo popisał się krótką pamięcią, albo ma nadzieję na podobną u swoich wyborców (ci już przecież wielokrotnie mu udowadniali, że może na nich liczyć w tej kwestii), albo jeszcze w trakcie kampanii utrzeć trochę nosa Rafałowi Trzaskowskiemu, bo zapewniał ze sceny, że on domaga się dyskusji na najważniejsze tematy polityczne z Jarosławem Kaczyńskim i „może być nawet w ich mediach”. Wszyscy pamiętamy, jak komicznie skończyło się podczas ostatnich wyborów prezydenckich, kiedy obaj panowie argumentowali sami ze sobą w swoich ulubionych telewizjach i – jestem niemal pewna – z przygotowanymi przez ich sztaby pytaniami. Nie wiem tylko, czy mieli promptery, czy musieli się jednak nauczyć odpowiedzi na pamięć.

Demokratyczne pozbawienie praw wyborczych

Co do samego Trzaskowskiego, to niespecjalnie wspierał swojego „ukochanego” wodza, kiedy był zajęty na swoim apolitycznym kampusie (był tak apolityczny, jak ostatni Poland Rock). Przede wszystkim niespecjalnie zainteresował się, że z Warszawy pod jego panowaniem znowu zrobiła się druga Wenecja i mieszkańcy nie mogli przejechać z punktu A do punktu B. To przecież nic takiego, bo na pewno większość z nich wciąż miała spalinowe samochody, więc dobrze im tak! Na nieszczęście dla sztabu Platformy, prezydent stolicy dopuścił do głosu Agnieszkę Holland (o której ostatnio znowu głośno, bo nakręciła kolejny antypolski film, rzecz jasna, z udziałem Mai Ostaszewskiej, która na chwilę odłożyła kartkę z apelem o obronę karpii). Reżyser postanowiła przypomnieć wszystkim, że mężczyźni przez trzy kadencje powinni być pozbawieni prawa głosu. Zdaje się, że łaskawie mogą startować, bo przecież nikt nie ośmieli się tego zabronić Donkowi, ale głosować na siebie już najwyraźniej nie. Artystka zgadza się, że to kontrowersyjny pomysł, ale za to „jakże inspirujący”. Pani Agnieszka jest na tyle wyrozumiała, że zabrałaby Wam, drodzy panowie, prawo o decydowaniu, kto będzie Wami rządził tylko na dwanaście lat, a nie tak jak wredni szowiniści odebrali kobietom na setki lat i w sumie biedne, uciśnione kobiety mogą głosować dopiero od niedawna. Zdaje się, że Holland niespecjalnie przykładała się do polskiej historii, bo Polki otrzymały prawa wyborcze tuż po odzyskaniu przez nasz kraj Niepodległości, ale widocznie bardziej zainteresowana była historią swoich przodków. W każdym razie nie wiem, co mają w głowach mężczyźni, którzy po takim wystąpieniu wciąż będą popierali platformiane środowisko, ale gorąco liczę na to, że posłuchają apelu i na wybory nie pójdą. Zakaz to zakaz, pani Agnieszka na pewno wie, co mówi.

Pieska afera

Trzecią drogą i Lewicą chyba nie ma sensu zaprzątać sobie głowy, bo stanęli w miejscu już jakiś czas temu i tak stoją. Natomiast notowania spadły trochę Konfederacji. Być może wyhamowała trochę promocja, jaką rozkręcał Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak, a być może trochę zawiniła ostatnia „afera z psami”. Co prawda, pani, która ją rozpętała również pożegnała się z możliwością startu, ale media w końcu trafiły na nośny temat, który wykorzystały do końca, mimo że tak naprawdę nie dotyczy to żadnych ważnych politycznych spraw. Jestem pewna, że nawet gdyby Konfederacji zależało na zniesieniu ustawy o zakazie uboju psów, to nic by to w polskiej rzeczywistości nie zmieniło. Od dawna żyjemy w takim kręgu kulturowym, że niektóre zwierzęta się lubi i trzyma w domu jako pupile, a inne zjada. Nie jest to sprawiedliwe, ale w życiu często tak bywa. I jestem pewna, że gdyby ktoś zdecydował się postawić knajpę, w której będą podawane potrawy z psa albo kota, rynek szybko go zweryfikuje, bo po prostu nie będzie miał klientów. Polacy raczej będą skręcali w stronę restauracji, w których serwują ich ulubione kurczaki, wołowinę czy wieprzowinę. Według mnie nie był to w ogóle temat istotny, bo Konfa w ogóle nie ma takich planów, ale media znakomicie wyczuły, że przecież nasz naród jest jednym z najbardziej psolubnych w Europie, więc jak się całą sprawę odpowiednio rozdmucha i wytnie z kontekstu, to temat chwyci. I chwycił, bo mieliśmy krótką, głośno i kompletnie mało istotną burzę. Dawno się na to czaili, więc chyba wypada pogratulować wytrwałości. Pytanie, czy faktycznie wiele to zmieni, bo mamy jeszcze półtora miesiąca kampanii i w tym momencie na pewno żadna z partii nie będzie zamierzała zwalniać tempa.

M.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Nie było nigdy nic

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Rafał Ziemkiewicz zauważył kiedyś bardzo ciekawą rzecz. Kiedy Andrzej Lepper jeszcze żył i działał w polityce często używał on pamiętnego zwrotu: „Balcerowicz musi odejść”. Budziło to wtedy powszechne oburzenie i krytykowano ostro polityka Samoobrony, że jest niewychowany, pozbawiony kultury cham i jak tak może. Teraz to samo towarzystwo wychodzi na ulicę z hasłami pełnymi miłości o wypier**laniu i ośmiu gwiazdkach. O wyrywaniu chwastów i dorżnięciu watahy. O tym kogo należy wsadzić do wora przed wrzuceniem go do jeziora albo o tym, że niestety nie umarł ten Kaczyński, co trzeba (nawiązanie do śmierci Teda Kaczyńskiego, słynnego „Unabombera”). To samo środowisko jest oczywiście dalej przekonane, że to PiS zieje nienawiścią, a oni robią za baranki pokoju. I nie jest to dla mnie szczególnie zaskakujące, bo przecież oni święcie wierzą w to, że Platforma jest najbardziej antyrosyjską partią na świecie, a wypominanie im resetu czy nazywania Polaków „rusofobami” to sianie nienawiści. Zobaczycie, jeszcze kilka tygodni i będą Wam wmawiać, że to Tusk zawsze był antyimigrancki, a PiS to by wpuszczał każdego jak leci. W ogóle to oni kazali otwierać granice z Białorusią, tylko w ostatniej chwili szef PO zareagował.

Z Pablo Moralesem na pewno tak nie było!

A dlaczego o tym piszę, bo przecież to nie jest specjalna nowość dla każdego, kto choć odrobinę interesuje się polityką i nie uważa Donalda za zbawcę narodu? Ponieważ już w lipcu okazało się, że znany internetowy troll Pablo Morales, który publikował na Twitterze obrzydliwe (i często niesprawdzone) komentarze, dotyczące PiS-u i Konfederacji, to w rzeczywistości Bartosz Kopania, były doradca Platformy Obywatelskiej. Pana „Pabla” obserwuje na TT ok. 70 tysięcy internautów. I żeby jego wpisy dotyczyły tylko krytyki PiS-u i obrony PO, to jeszcze bym zrozumiała, wszak nie wypada robić do własnego gniazda, ale ten człowiek popisał się również porównaniem krytyków jego ukochanej partii do nazistów, a dziennikarzy (zwłaszcza TVP) do agentów UB z czasów stalinowskich. Prawda, że rozkosznie? Teraz chyba pan Kopania ma jeszcze więcej powodów do żalu w stronę tych ostatnich, bo to właśnie oni zidentyfikowali go jako pana Moralesa. Jak twierdzą, sam im w tym trochę pomógł, ponieważ zdjęcie opublikowane na TT pod tym pseudonimem, pojawiło się dokładnie w tym samym czasie na profilu Bartosza Kopanii. On oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, ale zdaje się, że mleko się rozlało. Nic sobie jednak z tego nie robił, bo swoją radosną działalność uprawiał dalej. Nie wiadomo, czy jednak nie będzie musiał ostatecznie odpuścić, bo temat znowu ożył, a sprawą zainteresowały się większe media w Polsce.

Nic nam o tym nie wiadomo!

Nie jest to oczywiście pierwszy i ostatni taki przypadek, bo o innym, bardzo podobnym usłyszeliśmy w zeszłym roku, a rzecz miała miejsce w moim rodzinnym Inowrocławiu. W czasie kiedy młodszy Brejza, pan Krzysztof, płakał, że padł ofiarą nielegalnego podsłuchiwania za pomocą oprogramowania Pegasus, jego ojciec, prezydent miasta, pan Ryszard miał sporo problemów w ratuszu. Akurat użerał się z tzw. „aferą fakturową” (w tej sprawie śledztwo prowadzi już prokuratura, objętych jest nim kilkanaście osób, a wątek przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez Brejzę-seniora wciąż jest badany), która dotyczyła wyłudzenia publicznych z Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia za pomocą lewych faktur w latach 2015-2017 (ok. 300 tysięcy złotych), to jeszcze podejrzewano go o utworzenie w ratuszu farmy trolli, którą też miał zorganizować z pieniędzy miasta. „To rzeczywiście mogło mieć znaczenie, ponieważ władze PO oszacowały wtedy, że powiązanie Krzysztofa Brejzy z tą sprawą może mieć wpływ na wizerunek partii i został on odsunięty od zarządzania kampanią” – tłumaczył Marcin Habel, redaktor naczelny „Gazety Pomorskiej”, „Ekspressu Bydgoskiego” i „Nowości Dziennika Toruńskiego”. Mało?

A z tym to już w ogóle nie mamy nic wspólnego!

No to przyjrzyjmy się profilowi „Sok z buraka”. Na pierwszy rzut oka widać, że autor ocieka aż z nienawiści do obozu rządzącego, nie wiem, czy kiedykolwiek opublikował coś, co nie byłoby ordynarnym kłamstwem albo manipulacją, a Tuskiem zachwyca się tak, że samemu zainteresowanemu pewnie byłoby głupio, gdyby o tym wiedział… A nie, czekajcie. Ta sprawa też się rypła. Z doniesień medialnych wynika, że Platforma finansowała kretynizmy, które autor profilu wrzucał na FB. W promowanie „Soku…” zaangażowany również był uśmiechnięty pan ze zdjęcia, czyli Roman Giertych. Panie Romanie, czy mogę się uśmiechnąć o kontakt z Sebastianem. Muszę jakoś przetrwać, proza życia. Bez Pana pewnie już by nie było soku – pisał do adwokata administrator strony. Zapisy wiadomości pana Romana i Mariusza Kozaka-Zazgozdy zostały opublikowane. Wcześniej obaj panowie tym informacjom stanowczo zaprzeczali. Giertych w ogóle ucinał temat, a pan Mariusz twierdził, że potrzebował jedynie jego pomocy prawnej po „tragicznej śmierci teściowej”. Wyszło na to, że troszkę minęli się z prawdą, bo spotkali się rok wcześniej w jednej… z publicznych toalet i to właśnie wtedy autor „Soku…” miał załatwić sobie finansowanie. Widocznie pieniążków od Platformy było mu mało, bo przypomnijmy, co opublikowali dziennikarze „Sieci” w 2019 roku: Przez ostatnie pięć miesięcy (od kwietnia) otrzymał co najmniej 25 tys. zł. […] Drugim etatem Kozaka-Zagozdy jest praca w partii Platforma Obywatelska. Jest tam zatrudniony od lutego 2018 r. do dziś. Jego wynagrodzenie to miesięcznie od kilku do kilkunastu tysięcy złotych (w sumie ponad 150 tys.). W tym samym czasie współpracuje także z Klubem Parlamentarnym Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska, co miesiąc takie same pieniądze, też kilka tysięcy. Najlepszym czasem do zarobku są kampanie wyborcze. Jak ustaliliśmy, we wrześniu, październiku i listopadzie 2018 r. wykonuje zlecenia dla KKW Platforma Nowoczesna Koalicja Obywatelska (przed wyborami samorządowymi), w kwietniu i maju 2019 r. dla KKW Koalicja Europejska PO-PSL (przed wyborami do PE). Bierze za to od kilku do nawet ponad 20 tys. zł miesięcznie. Od marca do maja 2019 r. zarabia także po kilka tysięcy na zleceniach dla współpracującej z PO Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana.

Wredne szczujnie to po tamtej stronie

Ale gdyby ktoś Was pytał, to najwięcej szczuła na ludzi hejterska TVP, a teraz faszystowska TV Republika, i nikt inny! Pamiętajcie, wszystko, co wypuszcza TVP ocieka nienawiścią i kłamstwem. To, co ja Wam tutaj opisałam to też podłe łgarstwa są. Oczywiście, wszyscy zainteresowani tak to właśnie teraz przedstawiają, ale zastanawiam się – skoro są tutaj bez winy, padli ofiarą zniesławienia (bo nagle okazuje się, że działalność Pabla Moralesa czy SzB to żaden powód do dumy, wręcz przeciwnie), to dlaczego nie wytoczą procesu dziennikarzom, którzy wpadli na trop tych afer? Zwłaszcza że sądy – w większości – mają po swojej stronie?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Przychodzi polityk z kamerą, czyli poradnik dla dziennikarzy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Jeden z naszych obserwujących przesłał nam film, w którym Patryk Jaki wprost pokazuje praktyki TVN-u i nie bierze przy tym jeńców. Mało powiedziane, zrobił ze swojej biednej rozmówczyni kompletną idiotkę, a ona sama wyglądała, jakby miała zamiar się popłakać. Dlaczego? Bo widocznie po raz pierwszy w karierze spotkała się z taką bezczelnością polityka, który nie pozwala wycinać niewygodnych dla stacji fragmentów, więc przychodzi z własną kamerą. Ale nie tylko, bo pani redaktor wyraźnie zależało, żeby Jaki się przed nią ukorzył i przepraszał, że żyje. Tymczasem europoseł musiał przez cały wywiad tłumaczyć jej oczywistości, których biedna kobieta nie potrafiła zrozumieć, bo jej nie pasowały do narracji.

https://www.facebook.com/share/v/sq9EgcBmiD1RyE4D/?mibextid=oFDknk

Krok 1: Powołaj się na nieistniejące prawo

Pan Patryk wyczuł chyba, że program będzie obrzydliwie wręcz tendencyjny, dlatego się na niego przygotował, w przeciwieństwie – zdaje się – do prowadzącej „Czarno na białym”, która będzie musiała chyba w ogóle zrezygnować z emitowania programu, bo przez cały ten czas Jaki konsekwentnie punktował jej niewiedzę i brak obiektywizmu. A przecież miało wyjść tak, żeby to polityka Suwerennej Polski pokazać w jak najgorszym świetle, ona miała być tą nieugiętą, dociekliwą dziennikarką, która piecze swojego gościa na ruszcie. Kiedy zobaczyła jednak, że jest trochę za dużo kamer i nie wszystkie należą do jej operatorów uszło z niej trochę powietrze. Próbowała się powoływać na prawa autorskie, ale biedaczka niedokładnie znała niestety zapis, który miała nadzieję, że ją uratuje. Mianowicie cały, skończony, zmontowany utwór podlega prawom autorskim, Jaki swoją kamerą mógł publikować coś, do czego on będzie miał prawo. Coś, czym być może uratuje swoje dobre imię, gdyby redaktor wyszła jednak z pierwszego oszołomienia i wróciła do starej, dobrej techniki manipulacyjnej, którą stosują jej redakcyjni koledzy. Tak samo jest, kiedy na przykład jacyś politycy ogłaszają konferencję prasową – wtedy każda z zaproszonych redakcji nagrywa wszystko swoją kamerą, a nie domagają się od siebie nawzajem, że reszta ma spadać, bo prawa autorskie. Każdy nagrywa swój materiał i to on jest potem objęty prawami autorskimi. Jaki więc nagrał swój. Po drugie – jest też coś takiego jak prawo cytatu, które zakłada, że można udostępnić dowolny fragment jakiegoś utworu, żeby móc go potem zrecenzować. Cóż, poseł Suwerennej Polski zrecenzował bardzo dokładnie, zarówno program, w którym wystąpił, jak i całą stację. Zgodnie chyba z zasadą, że cała prawda całą dobę, ale jakoś dziennikarce ten rodzaj prawdy nie odpowiadał. Swoją drogą – niedawno oglądałam odcinek poświęcony TVN-owi na kanale YouTube: „Nie wiem, ale się dowiem”. Autor posługiwał się w nim pewnymi, krótkimi fragmentami programów TVN, żeby udowodnić, że ta telewizja najzwyczajniej w świecie ogłupia ludzi. TVN postraszył go za to sądem. Autor usunął więc swój pierwotny film, po czym wrzucił go ponownie tym razem z właściwymi podpisami i opinią prawnika, który stwierdził jednoznacznie, że TVN raczy sobie z tym pozwem żartować. Takie praktyki.

Krok 2: Zadaj pytanie z tezą, żeby widzowie wiedzieli, kto jest ten zły

Prowadząca „Czarno na białym” bardzo chciała się dowiedzieć, czy Jakiemu nie jest wstyd za to, że udostępnił kiedyś legalny i zgodny z prawem spot partii, do której wówczas należał. Prawda, że brzmi to abstrakcyjnie? Widać, nie dla pani redaktor, która najwyraźniej była mocno skonfundowana, że jej się liczba kamer nie zgadza i już na samym początku straciła rezon. No bo co to jest w ogóle za pytanie? Jak ktoś w ogóle może zakładać, że nie jest ono tendencyjne i zawierające w sobie pewną opinię – mianowicie, że Patrykowi Jakiemu POWINNO BYĆ wstyd. Nie zrozumcie mnie źle, ja też często zastanawiam się, głównie oglądając wygłupy posłów obecnego nie-rządu, czy nie jest im wstyd. Wychodzę jednak ze smutnego założenia, że nie, skoro dalej robią to samo. Widocznie receptory w mózgu, odpowiadające za poczucie wstydu u nich nie działają, dlatego nie zdają sobie sprawy, że konsekwentnie i notorycznie robią z siebie kompletne głąby. Zamiast tego zapytałabym na przykład tańcujące posłanki, jaką WYMIERNĄ pomoc uzyskały kobiety doświadczające przemocy, dzięki temu, że one sobie trochę poruszały bioderkami w Sejmowym korytarzu. A mogłabym: „Nie jest wam głupio, że zamiast pracować urządzacie sobie potańcówki za pieniądze obywateli?”. Chyba mogłabym, skoro TVN to praktykuje, prawda?

Krok 3: Ratuj się kolejnymi tendencyjnymi pytaniami, żeby udowodnić gościowi, że nie ma racji

W każdym razie rozmowa od początku nie kleiła się redaktor, bo ten wredny Jaki odpowiedział, że nie, nie jest mu wstyd, bo pokazuje prawdę, zamiast bić się w pierś i przepraszać. Wtedy już biedna kobieta kompletnie nie wiedziała, cóż dalej począć. Moim zdaniem, gdyby na takie stwierdzenie Jakiego, mogłaby równie dobrze powiedzieć: „Ale jak to nie jest panu wstyd?!”, a następnie się rozpłakać. Byłoby to na pewno mądrzejsze od tego, co zrobiła dalej – próbowała bowiem udowodnić Jakiemu, że powinno być mu wstyd, bo spot był zły. I tutaj podam Wam kilka fragmentów, które zapamiętałam, a w których dziennikarka strzela naprawdę widowiskowe gole, tyle tylko że do własnej bramki.

J(aki): Dlaczego miałbym się wstydzić, czy te obrazy były nieprawdziwe?

(R)edaktor: Ale to nie ma znaczenia! Tu chodzi o to, w jaki sposób Wy tę prawdę pokazujecie.

Chyba ani mnie, ani nikogo z Was nie powinno to dziwić, bo TVN od dawna słynie z takich manipulacji. Dość powiedzieć, w jaki sposób pokazywali tych biednych uchodźców. Bynajmniej nie tak, jak spot PiS-u, który jednak zawierał prawdziwe ujęcia, a nie tylko zbliżenia na biedne uchodźczynie i uchodźcątka, których były w tym tłumie pojedyncze egzemplarze.

J: Platforma nagrała całkiem podobny spot, tylko że tam jeszcze przedstawili uchodźców jako potwory.

R: Nie zajmujemy się teraz Platformą!

Też już klasyka gatunku. Coś niewygodnego o Platformie? Nie zajmujemy się. Nie było tematu. Dlatego widzowie tej stacji prawdopodobnie nie mają pojęcia, że Doniek zgodnie z obietnicą poleciał walczyć o reparację, które rok temu obiecywał i załatwił tylko tyle, że Olaf Scholz pozwolił, żeby Tusk ogłosił przed kamerami, że to nie wina pana kanclerza, że Niemcy mordowali. Że do tej pory nie załatwił KPO, bo Unia niby powiedziała, że mu da, ale na razie nie daje, żeby trzymać go na smyczy. Zresztą po przykładzie Ukrainy możemy stwierdzić, że kiedy Niemcy mówią, że dadzą… to mówią. Że przegłosowali już relokację uchodźców (tych samych, o których PO nagrała taki nienawistny spot!), a w Poznaniu już szukają osób do pracy na odpowiednie stanowiska, mimo że Sejm jeszcze nie przegłosował, że będziemy ich przyjmować, a nie co najwyżej płacić haracz. Cóż, prezydent Poznania jest z Platformy, widocznie ma info z pierwszej ręki.

R: Tyle Państwo straszyli ludzi, a te okropne sceny jednak się nie ziściły.

J: Dlatego, że wygraliśmy wybory i się z tego wycofaliśmy. Natomiast ziściły się w innych krajach europejskich, które zdecydowały się tych migrantów przyjmować.

To już była kompletna katastrofa, pani redaktor ewidentnie nie wiedziała już, jak ma przekonać Jakiego, że powinno być mu wstyd, więc zdecydowała, że będzie pogrążać siebie. Być może miała nadzieję, że europoseł odtworzy sobie to nagranie i faktycznie zrobi mu się głupio, że tak się znęcał nad kobietą. Co prawda, tylko intelektualnie, ale mimo wszystko. Niestety, Jaki okazał się skończonym mizoginem i całe to nagranie nam udostępnił. Żeby spełniało warunki prawa cytatu dorzucił tam też swoje zdanie. Szach mat.

R: A gdyby tam była np. pokazana swastyka albo przypadki pedofilii też by pan to tak bezrefleksyjnie udostępniał?

J: Nie. Ale tam nie było ani swastyki ani aktów pedofilii.

Czy gdyby pani dziennikarka miała w głowie mózg, a nie tylko sznurek, żeby jej się uszy trzymały, to też by zadała takie debilne pytanie? Tak, to było pytanie retoryczne, tendencyjne i z tezą, więc sama odpowiem: Wątpię. W każdym razie redaktor chyba wyczuła, że grunt jej się kompletnie osuwa spod nóg, więc zadała jedno, ostatnie rozpaczliwe pytanie. O swastykę. Ze swastyką mają już doświadczenie, bo kiedyś, podobno, ich redaktorek trafił na pięciu idiotów w lesie (bo widocznie bali się wyjść na ulicę w tej nazistowskiej Polsce), którzy wpierdzielali tort z wafelkami ułożonymi w kształt swastyki na cześć urodzin Hitlera. Tylko im się czas emisji trochę rozjechał, bo opublikowali to w listopadzie przed Marszem Niepodległości, a Hitler urodził się w kwietniu. Ale to nic, w żadnym wypadku nie było to tendencyjne i wcale, absolutnie nie było wymierzone w sam Marsz.

Krok 4: Staraj się nie rozpłakać

Tak mniej więcej wyglądała cała rozmowa. Prowadząca wiła się, jak piskorz, żeby tylko udowodnić Jakiemu, że powinien się wstydzić, a on, cham i prostak, wstydzić się nie chciał. Strzelała więc kolejnymi ślepakami: „Czy nie jest im głupio tak straszyć ludzi?”, „To państwu odebrano immunitety, a nie posłom Platformy” oraz „Pan tutaj twierdzi, że to jest jakaś próba odebrania panu wolności słowa”. Wszystkie te pytania, polityk SP po kolei miażdżył, więc biedna redaktor próbowała brać przykład ze swojej starszej koleżanki, Moniki Olejnik, i nie dopuszczała swojego gościa do głosu. Standardy zachowane!

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żałoba według Jachiry

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nawalny nie żyje i większość posłów obecnego nie-rządu uskutecznia na Twitterze wielką żałobę. Najdurniej wypadła chyba Klaudia Jachira, a ja nie byłabym sobą, gdybym się nad nią z tej okazji trochę nie poznęcała.

Wielki bohater – tyle że nie dla Polski

Pomyliłam się. Pamiętam jak Nawalny podjął decyzję o powrocie do ojczyzny, byłam z niego wtedy taka dumna. Podziwiałam, że jest prawdziwym bohaterem, patriotą, który chce ratować swój kraj przed putinem. Że inaczej się nie da, jak tylko od środka. Że nie da się naprawdę walczyć o Wolność będąc na obczyźnie.

To jest głupie z tak wielu poziomów, że naprawdę ciężko to skomentować. Przede wszystkim samo podejście do Nawalnego jest zastanawiające – wszak Klaudia przecież brzydzi się nacjonalizmem i imperializmem? A tutaj roni rzewne łzy za człowiekiem, któremu być może bliżej było do demokracji, niż Putinowi, ale jeśli chodzi o jego marzenia o wielkiej Rosji – nie ustępuje mu w niczym. Otwarcie popierał aneksję Krymu i wojnę w Gruzji. Putin był zły tylko dlatego, że za bardzo Rosjan za ryje trzymał, a nie dlatego, że Nawalny brzydził się jego polityką zagraniczną. Dla Polski nie ma większej różnicy, czy rządziłby on, czy Putin.

Wielkie nadzieje

Myślałam, że trochę posiedzi, że dzięki temu naród rosyjski się zbudzi, obali reżim i staną się demokracją. To było jeszcze przed agresją na Ukrainę. Kolejny raz przekonuję się, że te nasze romantyczne ideały rodem z Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida o siedzeniu w kajdanach i ratowaniu ojczyzny, nijak się mają do prawdziwego, podłego świata. Mógł sobie siedzieć bezpiecznie z całą rodziną w Niemczech czy Szwajcarii i wracać do zdrowia po zamachu na jego życie. Jego dzieci mogły mieć ojca, znać go, mieć z nim wspomnienia na całe życie. Peszek po prostu ma rację. Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater. Sorry, świecie.

Tutaj Klaudia wykazała się olbrzymią naiwnością, jeśli chodzi o swoje marzenia względem Rosji. Już pomijając już dumę, jaka rozpierała jej serduszko, bo jest to wpis infantylny, ale wiadomo było, że ten człowiek w Rosji trafi od razu do więzienia. I jak on tam miał stamtąd przekonywać do siebie ludzi i wlewać im w serca chęć do wielkiego zrywu i nadzieję na odzyskanie wolności. A mało to przed nim próbowało? Ja się zastanawiam w ogóle, czemu on tam wrócił. Podejrzewam, że może go Unia Europejska nakłoniła, obiecując mu, że Putin go nie skrzywdzi, ponieważ jest ich pupilkiem. I to co najwyżej może martwić, bo Putin właśnie wprost im pokazał, jak bardzo gwiżdże na całą Unię. Pewny siebie prezydent Rosji to nigdy nie jest dobra wiadomość. Informacje napływające z ich mediów nie pozostawiają złudzeń, że po raz kolejny mieliśmy do czynienia z zabójstwem politycznym – jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości.

Putin ma się czego obawiać

Ale tobie, putinie, nie odpuścimy.

A skoro rosyjski przywódca gwiżdże sobie na całą Unię, to tym bardziej nie przejmie się głupiutkimi pogróżkami ze strony przeciętnie inteligentnej i śmiesznej posłanki z Polski. Podejrzewam, że nie przejął się nawet Tuskiem, który grzmiał dzisiaj, że „nie wybaczymy”. Nie zauważyłam, żeby Putin kogokolwiek prosił o wybaczenie. Co mu może zrobić polski premier i jego posłanka, która nie dalej jak dwa dni wcześniej wydurniała się, tańcując na sejmowych korytarzach? I Putin ma ich potraktować poważnie? Premierowi też radziłabym trochę opanować swoje powarkiwania, bo wojna na Ukrainie się kiedyś skończy, Niemcy uznają, że można znowu robić interesy z Wołodią, każą mu zrobić kolejny reset i Doniek może się obawiać, czy Putin na pewno już zapomniał, nie chowa urazy i nie poczęstuje go herbatą przy pierwszym spotkaniu. Klaudii pewnie też jest teraz głupio, bo przecież to ona krytykowała PiS, kiedy ci zamierzali uniezależnić Polskę od rosyjskiego gazu. Jak to było? „Na złość mamie odmrożę sobie uszy”? A raczej byłoby jej pewnie wstyd, gdyby ta dziewczyna posiadała choć odrobinę samokrytyki. Już pomijając fakt, że do tej pory byli pierwsi do odpuszczania Putinowi – chociażby kwestię katastrofy smoleńskiej.

Rób zdjęcie, żeby wszyscy widzieli jak bardzo mnie to dotknęło

I na sam koniec – tak, ona naprawdę kazała komuś zrobić sobie zdjęcie, jak jest smutna. Naprawdę nie widzi w tym nic niestosownego czy żenującego. To już nawet Marcin Józefaciuk, który niemal do każdego wpisu dodaje swoje zdjęcie uznał, że tutaj jednak nie wypada i po prostu pożegnał swojego „bohatera”.

Złośliwi mogą mieć wątpliwości, bo ten na zdjęciu to tak sobie podobny do Nawalnego, a przecież przy takich wpisach raczej daje się zdjęcie zmarłego. A jeszcze złośliwsi, że pewnie jest ono jakieś świeże, bo widać, że czas spędzony w karcerze nie obszedł się z nim zbyt łaskawie.

Tak, więc – brawo Klaudia. Pełna kompromitacja.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej