Connect with us

Nawiasem Pisząc

Dziwne przypadki Ewy Zajączkowskiej

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Zazwyczaj krytykuję tu albo wyśmiewam się z lewicy lub obecnego rządu, bo jest to nieograniczone źródło „kontentu”. Praktycznie codziennie któryś z tych cudaków powie coś wybitnie głupiego albo bezczelnego, a bardzo łączy w swojej wypowiedzi obie te cechy. Niestety i na prawicy zdarzają się głupsze wypowiedzi i o jednej z nich chciałam Wam napisać. Jej autorką jest Ewa Zajączkowska-Hernik, nad czym ubolewam, bo śledziłam jej karierę z pewnymi nadziejami, a jej wystąpienie w Europarlamencie mi się podobało, chociaż było może trochę zbyt buńczuczne. Byłam też na jednym spotkaniu z nią i nie przypominam sobie, żeby wygadywała jakieś bzdury. Moment, kiedy uroniła łzę, opowiadając o swoich dzieciach i mężu, był wzruszający i wydawał się autentyczny. Zresztą całkiem niedawno rozkleiła się w innym wywiadzie, wspominając swoje najtrudniejsze chwile w dzieciństwie i też nie sprawiało to wrażenia wyreżyserowanego. Przynajmniej ja nie wyczułam w tym fałszu. Oczywiście nie wierzyłam jej ślepo we wszystko, bo wobec ludzi, a zwłaszcza polityków, kieruję się zasadą ograniczonego zaufania, ale widziałam w niej jakiś potencjał. W dalszym ciągu widzę, ale pojawiła się wyraźna zadra na jej wizerunku.

Obiecujące początki

Ewa Zajączkowska-Hernik dała się poznać szerszej publiczności podczas debaty w TVN, kiedy to dyskutowała z przedstawicielkami innych partii. Zasłynęła wówczas słowami: „Tak to jest rozmawiać z blondynką”, którymi skwitowała Aleksandrę Gajewską. I, owszem, było to niegrzeczne, złośliwe, niepotrzebne i nie tak powinna wyglądać debata publiczna na poziomie. Ale umówmy się – debaty publicznej na poziomie w Polsce nie ma już od dawna, a wybryk młodej europoseł i tak był całkiem niewinny w porównaniu z epitetami, jakimi obrzucają się posłowie wszystkich ugrupowań w Sejmie i poza nim. Mieliśmy już zdradzieckie mordy, debilów, mało kulturalne gesty… Czego tak naprawdę nie mieliśmy? Przecież całkiem niedawno Marek Suski wprost i przed kamerami zwrócił się do swojego oponenta: „Ty debilu”. Nie mnie oceniać, czy miał rację, chociaż patrząc na to, jakie tuzy intelektualne zasiadają w szeregach Platformy, wnioskuję, że miał duże szanse trafić. Gdyby ktoś chciał mi teraz wypomnieć, że robię teraz to samo, to chciałam zaznaczyć, że mój sposób jest jednak dużo bardziej dyskretny i zawoalowany. I dowcipny. Taką przynajmniej mam nadzieję. A może tylko sobie wmawiam. W każdym razie trochę rozumiem panią Ewę, bo ileż razy można odpowiadać na jedno i to samo pytanie? Poza tym jednym momentem, kiedy Zajączkowska straciła trochę cierpliwości, wydaje mi się, że wypadła w tej debacie całkiem dobrze, zwłaszcza że była w mniejszości, bo wszystkie pozostałe uczestniczki atakowały głównie ją i to uciekając się do tanich i emocjonalnych chwytów. Warto zaznaczyć, że w rewanżu została nazwana chamką, a rzuciły się na nią dosłownie wszystkie rywalki, zabierając jej czas, który miała na udzielenie odpowiedzi. Oraz że prowadząca debatę (to była zdaje się Monika „Stokrotka” Olejnik) absolutnie nie zwróciła na to uwagi, a wręcz dołączyła się do chóru oburzonych, co już samo w sobie mówi wiele o obiektywizmie tej stacji. Powinna oczywiście zwrócić uwagę reprezentantce Konfederacji, ale potem również uciszyć awanturujące się panie. No, ale do brzegu – nowa twarz (chociaż może nie tak do końca nowa, bo Zajączkowska była przecież kiedyś „rudą od Korwina”) spodobała się ludziom, bo w następnych wyborach parlamentarnych brakowało jej naprawdę niewiele, żeby uzyskać mandat, a parę miesięcy później dosyć pewnie dostała się do Europarlamentu.

Miłe złego początki?

Ostatnio jednak Zajączkowska padła ofiarą ostrej, ale całkowicie zasłużonej krytyki. Dała się ona bowiem złapać w koszulce z ośmioma gwiazdkami, a już samo to budzi we mnie głęboką niechęć, bo uważam, że jest to hasło ludzi prostackich i mało kulturalnych. Jednak pierwsze tłumaczenie pani Ewy można by było jeszcze zrozumieć – była to rzekomo forma protestu przeciwko polityce PiS względem rolników. No OK, ale w tej kwestii nie tylko posłowie poprzedniej władzy zasłużyli tutaj na krytykę. Po drugie w dalszym ciągu jest to protest mało elegancki i skoro krytykujemy młodzież wywrzaskującą wulgaryzmy na antypolitycznym (ekhm, ekhm) kampusie Trzaskowskiego, to tym bardziej powinniśmy mieć odwagę wyrazić taką krytykę wobec, było – nie było, europosłanki. Najlepszym wyjściem z tej sytuacji byłoby oczywiście przeproszenie i przyznanie się do błędu. Że nie pomyślałam, że wtedy wydawałoby mi się to dobrym pomysłem, ale teraz widzę, że był głupi. Byłaby chyba pierwszym politykiem, który kiedykolwiek przyznał się do błędu i mogłaby z całego tego zamieszania wyjść obronną ręką. Ostatecznie nie ona pierwsza i nie ostatnia powiedziała coś głupiego, a warto pamiętać, że wielu jej kolegów bądź rywali powtarza głupoty wręcz nagminnie. Chociaż to nie jest i nie może być żadnym usprawiedliwieniem. Niestety pani Ewa postanowiła się pogrążyć, bo zaczęła tłumaczyć, że tak naprawdę miało to znaczyć „Jezus Pan” i o to jej od początku chodziło. Naprawdę? Wszyscy wiedzą jak należy interpretować ten symbol. Nie wiem, czy kojarzycie, ale jakiś czas temu na nagrobku pewnej kobiety pojawiły się właśnie te nieszczęsne gwiazdki. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby kazać sobie wygrawerować coś takiego na grobie, bo ja to rozumiem tylko w jeden sposób – ta osoba musiała być tak bardzo chora z nienawiści do ówczesnej władzy, że w końcu zalał ją jad i trafił szlag. Oczywiście zwolennicy Tuska byli zachwyceni, jego przeciwnicy zniesmaczeni, ale właśnie tych tłumaczenie tych pierwszych, że to tylko osiem gwiazdek, skąd my wiemy, co to znaczy, bo mogło znaczyć cokolwiek było próbą robienia z ludzi idiotów. A jeśli ktoś usilnie stara się zrobić głupców z innych ludzi, niestety najczęściej robi go z siebie. Niestety, pani Ewo. Tak było w tamtym przypadku, tak też jest w tym. Później europoseł tłumaczyła, że podobnie interpretował to pewien ksiądz, który wrzucił nagranie na swoich social-mediach, parodiując „Koło Fortuny”, a zakończył je słowami: „Jezus jest moim Panem”. Myślę jednak, że czym innym jest ironia i próba „odwulgarnienia” tego symbolu, a czym innym nieudolne tłumaczenie się, że tak naprawdę o to chodziło z tą koszulką. Odrobinę szacunku do własnych wyborców, bo to oni są tym najbardziej zawiedzeni. Wszyscy wiemy, co te osiem gwiazdek znaczy i nie powinniśmy udawać, że znaczy co innego. A tym bardziej się później w taki sposób z tego wykręcać.

Czy zawiodłam się na świeżo upieczonej europosłance? Tak. Czy to znaczy, że teraz postawię już na niej krzyżyk. Nie, chociaż na pewno tego nie zapomnę. Mam po prostu nadzieję, że pani Ewa wyciągnie nauczkę z tej lekcji. Co jest zabawne w tej całej historii, to to że Zajączkowską krytykują teraz wszyscy (absolutnie słusznie), również fanatycy Tuska, którzy jakiś czas temu zapewniali nas, że gwiazdki na grobie mogły znaczyć cokolwiek. Trzeba jednak przyznać, że faktycznie „Jezus Pan” dużo lepiej by w takiej sytuacji pasowało. A pani Ewa tak czy inaczej powinna przeprosić. Na to nigdy nie jest za późno.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Afera Zero

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Rodacy Kamraci nie są mi ani bracia, ani swaci, dlatego nawet nie zakładałam, że obejrzę program z nimi. Dziwiłam się, że wyszedł dopiero, zdaje się, wczoraj, bo Stanowski już jakiś czas temu zapowiadał, że taka rozmowa będzie, ale że tematem się nie interesowałam, to i sprawy specjalnie nie śledziłam. Słyszałam pewną teorię dlaczego tak, a nie inaczej, ale nie mam jak jej zweryfikować, więc zostawmy to. Wczoraj wróbelki na X-ie zaczęły ćwierkać, że wydarzyła się grubsza akcja i może warto na rzucić okiem. No to rzuciłam. I szczerze Wam napiszę: co tam się odchajzerowało, to ja nawet nie…

Chęć na głęboką wodę

Przede wszystkim zdziwiłam się, że specjalnie dla Kamratów zmieniono format tych dłuższych wywiadów, bo zazwyczaj lecą one na żywo, a widzowie mają możliwość zadzwonienia i zadania własnego pytania. Dla tych gości z tego zrezygnowano i naprawdę nie wydaje mi się, żeby wymusili to Olszański z Osadowskim, bo nie wyglądają mi oni na facetów, którzy baliby się niewygodnych pytań. Zresztą, dość szybko przekonałam się, ku własnemu zaskoczeniu, że to wcale nie są jacyś skończeni durnie. Trochę ich tak odebrałam, bo kiedyś z ciekawości włączyłam sobie ich kanał i szybko doszłam do wniosku, że mam do czynienia z jakimś politycznym patostreamingiem. A oni, owszem, są w wielu kwestiach odklejeni, ale na pewno nie można ich nazwać skończonymi idiotami. Inną kwestią był wybór prowadzącego ten wywiad. Dawid Chęć jest jednym z młodszych, o ile nie najmłodszym, dziennikarzem w kanale Krzysztofa Stanowskiego i dość szybko okazało się, że chłopak nie ma doświadczenia w takich konfrontacjach. Pisząc wprost, kamraci w pewnym momencie weszli mu na głowę, a on nie bardzo wiedział, jak ma sobie z tym poradzić. Zarówno Stanowski, jak i Mazurek, wielokrotnie podkreślali, że zawód dziennikarza polega na czymś więcej niż na byciu podstawką na mikrofon. Niestety Chęć trochę taką podstawką był – starał się, żeby tak nie było, ale mam wrażenie, że zadawał tylko te pytania, które miał zaplanowane, ale kompletnie nie potrafił wejść w dyskusję (nawet bezpośrednio zagadywany, całkiem sympatycznie zresztą, przez obu panów odpowiadał krótkimi zdaniami i nie ciągnął tematu) ani pociągnąć za język. Może poza sytuacją, w której prawdopodobnie przyszedł mu na ratunek ktoś z reżyserki i podsunął materiał, gdzie Jaszczur faktycznie wyzywał kogoś od Żydów. W efekcie obaj panowie wymieniali się opiniami, a Dawid siedział obok, od czasu do czasu zadając pojedyncze pytania, na które mógł otrzymać odpowiedź, ale wcale nie musiał. Co mnie uderzyło najbardziej? Kiedy Wojciech Olszański poprosił Dawida Chęcia o przykłady ich prorosyjskości, ten odpowiedział, że jest nim chociażby ich stosunek do Ukrainy. Przepraszam, co takiego? To, że ktoś ma krytyczny stosunek do Ukrainy, chociażby ze względu na nierozliczoną zbrodnię wołyńską, nie oznacza z automatu, że jest zwolennikiem Rosji. Ja osobiście wolałabym, żeby oba te państwa trzymały się od nas jak najdalej. A zaraz, jak tylko to zrobią, byłabym bardzo wdzięczna, gdyby Niemcy poszły za ich śladem.

Wytłumaczmy widzom, co mają myśleć

Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź na moje wątpliwości dotyczące formatu tego wywiadu, bo po każdej bardziej kontrowersyjnej wypowiedzi pojawiał się ktoś z redakcji, żeby mi wyjaśnić, co powinnam myśleć na dany temat. Czułam się trochę, jak podczas oglądania serialu „Przyjaciele”, w którym rozbawiona widownia głośnym śmiechem tłumaczy widzom, że teraz właśnie było zabawnie i należy się śmiać. I o ile zgadzałam się z Igorem Zalewskim, trochę mniej z Joanną Pinkwart, o tyle uważam, że Arleta Bojke kompletnie odpłynęła, ale do niej jeszcze przejdziemy. Stanowski wielokrotnie podkreślał, że chce stworzyć przestrzeń dla widzów, w której będą oni mogli faktycznie zapoznać się z poglądami danego człowieka, w której będą mogli samodzielnie wyrobić sobie swoją opinię i w której nikt im nie będzie mówił, co mają myśleć. Nie zawsze to się udawało, bo twórca Kanału Zero obiecywał na przykład, że porozmawia ze wszystkimi kandydatami na prezydenta, ale z Maciakiem zrobił tak, jak zrobił. Zupełnie bez sensu według mnie, bo naprawdę nie wydaje mi się, żeby zaproszenie Macieja Maciaka do studia, w którym zamienił z nim dosłownie dwa zdania, było spełnieniem tej obietnicy. Szczerzej byłoby po prostu powiedzieć widzom, że poglądy tego pana są dla niego tak niedopuszczalne, że nie chce mu oddawać ani minuty na swoim kanale, a nie ściągać faceta z Koszalina, czy skąd on tam jest, żeby go potem odesłać z kwitkiem. Miałam też duże zastrzeżenia co do jego sposobu prowadzenia rozmowy z Januszem Walusiem czy Piotrem Wielguckim. Zastanawiam się, dlaczego zdecydowano się tak to rozwiązać – być może wynikało to z faktu, że Dawid Chęć faktycznie nie udźwignął tego wywiadu, więc należało stworzyć złudę jakiejś konfrontacji, ale nagadać komuś, kiedy tego kogoś już dawno nie ma i odpowiedzieć nie może, każdy głupi potrafi. Nie rozumiem, dlaczego tej rozmowy nie poprowadzili Stanowski, Mazurek albo ktokolwiek z bardziej doświadczonej ekipy Kanału Zero. Ktoś, kto na bieżąco potrafiłby wypominać swoim gościom manipulacje czy brak konsekwencji. Wyszłoby to na pewno o wiele lepiej, niż takie pyskowanie, kiedy goście już dawno pojechali do domów. Stanowski tłumaczył to potem, że jego program nigdy nie będzie miejscem dla jakiejkolwiek rosyjskiej narracji – OK, ale dlaczego w takim razie Zalewski musiał specjalnie nagrywać swój komentarz dotyczący opinii kamratów o Unii Europejskiej? Czyżby twórca Kanału Zero także wychodził z fałszywego, według mnie, założenia, że albo Rosja, albo UE i trzeciej nogi, pardon, drogi już nie ma? Przecież sama Unia jeszcze do niedawna handlowała z Rosja, robiła z Rosjanami interesy, tylko teraz każe się nam udawać, że nic takiego nie miało miejsca, a jeśli ktoś pamięta inaczej, to jest ruskim trollem. Strasznie słabo to wyszło. Stanowski mógł wycisnąć z tej rozmowy naprawdę wiele, konfrontując się z Rodakami Kamratami na żywo i samodzielnie, a tak to zrobił dziwnie posklejany wywiad i mamy mu wierzyć na słowo, że na pewno nie wyciął niczego niewygodnego czy znaczącego. Strzelił sobie chyba w kolano, a patrząc na jego nerwowe reakcje na Twixie, chyba sam zdaje sobie z tego sprawę.

Krótka polemika z Bojke

OK, ale wróćmy jeszcze do Arlety. Pani Bojke była łaskawa wspomnieć, że kult Bandery na Ukrainie nie wynika z ludobójstwa na Wołyniu, ale z faktu, że UPA walczyło również z Armią Czerwoną. Ależ my sobie z tego doskonale zdajemy sprawę, pani Arleto. Tylko co z tego? Historia nie jest nauką, w której można sobie wymazać niewygodne kwestie i udawać, że nigdy nie miały miejsca. Tak robi Ukraina, tak robią Niemcy, tak robi Izrael i – tak, tak, pani Arleto – tak robi Rosja. Tylko że Rosja nie pcha się do Unii Europejskiej i NATO, a Ukraina chce się tam dostać, nosząc cały czas ludobójców na sztandarach. I chyba najwyższy czas wymagać od nich, żeby zdecydowali, w którą stronę chcą iść. To dorośli chłopcy już są. Ostatecznie – trzydzieści cztery lata, kawał historii. No dobrze, bez złośliwości. W jednym Arleta Bojke miała rację – na Ukrainie faktycznie się o Wołyniu nie mówi, tylko że dla mnie to nie jest żaden powód, żeby ich usprawiedliwiać. Poznałam wielu Ukraińców i mało który z nich w ogóle wiedział o ludobójstwie na Wołyniu. Ich się tam tego w szkole w ogóle nie uczy, to jest na Ukrainie temat tabu, dlatego udają, że on nie istnieje. Tak jak ten niewidzialny słoń w pokoju – człowiek czuje, że coś wisi w powietrzu, ma wrażenie, że coś za chwilę, brzydko pisząc, pierdolnie, tylko jeszcze nie wie co. I ten słoń, który ulokował się gdzieś między nami, a Ukraińcami coraz bardziej domaga się uwagi. Warto też przypomnieć, jakie inne państwa uczą swoich najmłodszych obywateli fałszywej, wymazanej wersji historii, poza Ukrainą. Niemcy, Izrael i… no, tak znowu… ta zła, niedobra Rosja.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Blisko tragedii na Boże Narodzenie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

W Polsce prawdopodobnie udało się udaremnić zamach terrorystyczny. 19-letni student planował zamach i od miesięcy zbierał informacje, jak samodzielnie skonstruować ładunek wybuchowy. Nie miał jednak jasno sprecyzowanego miejsca zamachu – służbom mówił, że NA PRZYKŁAD jakiś jarmark bożonarodzeniowy. Równie dobrze mogło to być centrum handlowe, dworzec, cholera go tak naprawdę wie. Dziewiętnastolatek prawdopodobnie jest konwertytą na islam, wiadomo, że utrzymywał kontakt z przedstawicielami ISIS i zamierzał do nich dołączyć. Być może udany zamach byłby jego przepustką do tego. Ciekawa jestem powodu, dla którego młody chłopak stał się tak zafascynowany islamem i organizacją terrorystyczną? Co go fascynuje w tej niby-kulturze? Do tego stopnia, że był gotów nawet zabić iluś tam ludzi, żeby się do nich przyłączyć i… dalej zabijać. A jak długo, to już zależy, kiedy by go odstrzelili albo dostał zlecenie dokonania samobójczego zamachu i pewnie wykonałby to z poczuciem olbrzymiego zaszczytu, który go spotkał. Dramat.

Medialne manipulacje

Co jednak ciekawe, nagłówki krzyczą o studencie KUL, nie o młodym mężczyźnie zafascynowanym ISIS i islamem. To już skłania do przekłamań i manipulacji, bo chociażby Alicja Defratyka zastanawiała się, co na to ultra-prawica, konfederaci i brauniarze? Ta tzw. „ultra-prawica” jest przeciwna islamowi w Polsce. Może chłopak by się tak nie zradykalizował, gdyby go u nas nie było? A może po prostu miał nie po kolei w głowie? Albo był psychopatą, któremu zachciało się zabijać ludzi i usiłował sobie do tego dopasować jakąś ideologię, a z wiarą chrześcijańską byłoby mu jakkolwiek trudno? Silni Razem też już wsiedli na swojego konika i przekonują na X-ie, że katolik chciał zabijać innych katolików na jarmarku bożonarodzeniowym. Pomijając fakt, że to bzdura, warto byłoby się dowiedzieć, że nie trzeba być osobą wierzącą, żeby starać się dostać na KUL. Rekrutacja jest całkowicie świecka – liczą się wyniki w nauce, egzaminy. Kryteria są takie, jak na każdej innej uczelni. Nie trzeba składać żadnych deklaracji religijnych. „Katolicki” w nazwie oznacza patronat i tożsamość, a nie obowiązek światopoglądowy nakładany na studentów. Student KUL-u nie oznacza więc zadeklarowanego katolika. Warto też zauważyć, że skoro ten człowiek miał dziewiętnaście lat, to studentem KUL-u był co najwyżej trzy miesiące, co zresztą potwierdza uniwersytet. Nie jest to wystarczająco długo, żeby uczelnia zdążyła wtłoczyć mu do głowy ideologię chrześcijańską – nawet zakładając, że faktycznie takie próby są tam wobec studentów podejmowane, ale nic takiego nie słyszałam. To uczelnia jak każda inna.

Stanowisko uczelni

Ósmego grudnia na Katolicki Uniwersytet Lubelski dotarło pismo z Sądu Rejonowego w Szczecinie z informacją o tymczasowym aresztowaniu, które zostało zastosowane wobec wskazanego studenta drugiego grudnia. Więc po wpływie pisma 8 grudnia student został zawieszony w prawach studenta na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Decyzja ta była, można by rzec, natychmiastowa. Dodatkowo do rzecznika dyscyplinarnego do spraw studentów i doktorantów został skierowany wniosek o zajęcie się tą sprawą – mówił Wojciech Adnrusiewicz, rzecznik prasowy uczelni – Oczywiście ubolewamy, podkreślam po dwakroć: ubolewamy, że taka sytuacja dotyczy studenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Na pewno jednak jest to postępowanie godne najwyższego ubolewania i pozostaje nam przeprosić, że dotyczy naszego studenta. Przyznam szczerze, że nawet ja jestem zaskoczona takimi click-baitami, bo fakt, której uczelni studentem był ten człowiek, jest w tym momencie drugorzędny. Bardziej istotne są jego motywy, a te w sposób oczywisty nie są chrześcijańskie. Doskonale wszyscy wiemy, że sporo ludzi czyta tylko nagłówki, a takie w istotny sposób wprowadzają w błąd. Po co? Tak jest bardziej poprawnie politycznie, żeby bez żadnej podstawy nawalać w katolików? Pozostaje sprawdzić dokładnie, z kim ten chłopak się kontaktował – być może pozwoli to wykryć innych takich odklejeńców. A być może tropy poprowadzą bezpośrednio do któregoś z meczetów? Nastolatek został aresztowany na co najmniej trzy miesiące.

Uważajcie na siebie.

M.

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Bez chanukowych świec w Pałacu Prezydenckim

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie wiem jak Wy, Drodzy Obserwujący, ale ja przesadnie zdziwiona taką decyzją pana Nawrockiego nie jestem. Prezydent już w trakcie kampanii deklarował, że żadnych chanukowych świec zapalał nie będzie. Ja swoje poglądy i swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich traktuję poważnie, więc obchodzę święta, które są bliskie mojej osobie – powiedział w wywiadzie dla Radia RMF FM. To, że nie jestem zaskoczona, nie oznacza jednak, że się nie cieszę, bo od dawna mam wrażenie, że o wiele bardziej honorujemy wartości żydowskie, niż nasze tradycyjne, chrześcijańskie. Zwłaszcza że jedna z tych wartości głosi, że goje, czyli my, mamy służyć Żydom, czyli im. Polecam Wam zresztą tekst Razprozaka (Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem) – swoją drogą jakiś uśmiechnięty demokrata napisał mi ostatnio, że jestem Razprozakiem 2.0, tyle że on to traktował jako obelgę, ja jako komplement. Wspominał coś jeszcze o napluciu mi do ryja, taki to przykład lewicowej tolerancji i miłości.

Przełomowa akcja z gaśnicą

To świętowanie Chanuki weszło w zwyczaje naszych polityków tak głęboko, że w sumie przyzwyczailiśmy się już do tego. Dopiero Grzegorz Braun musiał nam przypomnieć, że chyba coś jest nie tak, swoją akcją z gaśnicą. Ówczesny marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, zorganizował w związku z tym kolejne obchody i próbował wymusić na Krzysztofie Bosaku, że ma wziąć w nich udział, mimo że ten tłumaczył, że jest katolikiem i obowiązuje go m.in. pierwsze Boże przykazanie: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Zresztą w tej całej chanukowej szopce brały udział osoby, które najgłośniej krzyczały o zdejmowaniu krzyży z Sejmu i urzędów, bo państwo ma być świeckie. Ale hipokryzja tych ludzi nie jest chyba dla nikogo z nas nowością. W każdym razie bardzo długo spekulowano czy nowy prezydent nie ugnie się pod tą dziwną żydowską modą i jednak nie weźmie udziału w uroczystościach chanukowych, mimo jego jasnych deklaracji. Argumentowano to tym, że przecież Karol Nawrocki jest protrumpowski, z Trumpa bierze przykład, uzależnia swoją politykę od prezydenta USA i nawet ubiera się tak jak on. A Trump z kolei jest wielkim przyjacielem i sojusznikiem Izraela i premiera Natenjahu. Jest w zasadzie ucieleśnieniem popularnego skrótu „USrael”. Skoro więc polski prezydent nie chce psuć swoich relacji z przywódcą Stanów Zjednoczonych, będzie musiał zapalić świece, nie ma wyjścia.

Szacunek do wartości

No nie, nie będzie musiał. Nawrocki może jest zafascynowany Trumpem, może jest on politykiem, którym się inspiruje i z którego chce w większym lub mniejszym stopniu brać przykład, ale wszystko ma swoje granice. A tymi granicami są wartości tego człowieka, którym pozostaje wierny. Po prostu. Ja mu uwierzyłam i dlatego w końcu zagłosowałam z czystym sumieniem na konkretnego kandydata, a nie tylko po to, żeby nie wygrał ten drugi, jak było w przypadku Andrzeja Dudy. Nie sądzę, żeby przywódca USA miał z tego tytułu jakiś wielki problem, sam sobie może palić te świeczki, jeśli chce, chociaż wydaje mi się, że on jest związany z Izraelem przede wszystkim politycznie. Nieważne, Trump Trumpem. Ja się cieszę, że w końcu mamy polityka na wysokim stanowisku, który sprzeciwia się tej czołobitności wobec Żydów (bo tak to należy nazwać) i nie musi w tym celu biegać z gaśnicą. 😉 Zresztą umówmy się – musiałby być idiotą, żeby się na to zgodzić. Doskonale wie, czego oczekują od niego wyborcy i wie, że straciłby sporo zaufania, gdyby się na to zdecydował. A co do tej szopki w tytule – nie sądzę, żeby Czarzasty, mimo że komunista, odważył się aż tak denerwować chrześcijan. Szopkę zresztą stawia się wieczorem 24 grudnia, po Adwencie. Sam Czarzasty ogłosił, że będą uroczystości chanukowe w Sejmie (jakże by inaczej), ale będzie też Boże Narodzenie: Jest kontynuacja. Tu nie ma żadnej ideologii, a jedynie tradycja. Była Chanuka, to jest. Były święta Bożego Narodzenia, to są. Jeżeli ktoś się spodziewał, że będę robił rewolucję ze względu na swoje poglądy, to się zawiódł, gdyż poglądy swoje mam, ale tradycje i kontynuację szanuję.

Inna sprawa, że to dopiero marszałek Bosak zaproponował postawienie w Sejmie szopki bożonarodzeniowej i podobno była kupowana na ostatnią chwilę. Choinki są, a czy Czarzasty uzna stajenkę za tradycję, skoro pojawiła się dopiero w zeszłym roku z inicjatywy posła Konfederacji…? Zobaczymy. Inna sprawa – jak to skomentował mój przyjaciel: „Szopka i tak jest w Sejmie przez cały rok”.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej