Connect with us

Nawiasem Pisząc

Demokracja po europejskiemu

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Zabawnie, ale i żenująco, dzieje się obecnie w Parlamencie Europejskim, ale zanim do tego przejdę, myślę, że warto też zabrać głos w jednej sprawie, może nie tak poważnej i niosącej jakieś długotrwałe konsekwencje, ale pokazującej, jak media doskonale już radzą sobie z zakłamywaniem rzeczywistości. Rzecz dotyczy sceny pod jednym z warszawskich okręgów wyborczych, która pokazuje, jak Jarosław Kaczyński miał rzekomo próbować wepchnąć się w kolejkę, ale został ostatecznie odesłany na jej koniec przez „zmęczonych rządami PiS wyborców”. Nie wiem, kto jako pierwszy wypuścił to nagranie – czy zrobiła to osoba prywatna, a potem podchwyciła któraś ze stacji lub redakcji reprezentujących tzw. „wolne media”, czy może było dokładnie odwrotnie, a ich bezkrytyczni wyborcy zrobili sobie z tego swoisty viral, ale niedawno dostałam link do tego nagrania z głosem. Wynikało z niego, że JK pytał się ludzi, gdzie jest koniec kolejki, jakaś kobieta zaproponowała, że go przepuści, JK odparł, że nie ma takiej potrzeby i prosił jedynie o wskazanie, gdzie mógłby stanąć i czekać na swoją kolej. I wtedy właśnie jakiś mężczyzna w kurtce wskazał mu palcem kierunek. Ale wiadomo, kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą – jak to nauczał Joseph Goebbels, z którego partie i media opozycyjne biorą przykład jak przystało na pilnych uczniów – dlatego wszyscy są przekonani, że oto prezes PiS próbował na chama wejść w kolejkę (coś jak Krystyna Janda w przypadku szczepionek na COVID, ale o tym nie wolno przypominać), ale oburzeni jego zachowaniem ludzie pokazali mu, gdzie jego miejsce. Na TT/X trafiłam na wpis pani, która w opisie miała hasło „Silni Razem” (nie wiem jednak, czy to ich przedstawicielka, czy zwolenniczka, bo nazwisko nic mi nie mówiło), która wpadła na pomysł, żeby mural pokazujący całe to zajście namalować gdzieś na drodze z Żoliborza na Wiejską, co by ten wredny Kaczyński musiał go codziennie mijać i żeby mu gula rosła. Widać, jakie ci ludzie mają dojrzałe podejście do polityki i jakimi wartościami się kierują. Nie uda im się spełnić większości obietnic wyborczych, ale będą robić wszystko, żeby wkurzyć Kaczyńskiego. Przepraszam bardzo, ale kto wpuścił te dzieci z piaskownicy na salę sejmową? Piaskiem mogą się przecież posypać pod swoim domem. Jednak gdybym napisała, że nowa koalicja nie spełni absolutnie żadnej ze swoich obietnic wyborczych, to bym skłamała. Bo w dwóch kwestiach są wyjątkowo zgodni.

Więzienie za polubienie posta?

 

Obiecali, że „wyzwolą TVP z partyjnego ucisku”, czyli po prostu zatrudnią sex-workerów, do których zadań będzie należało drapanie po uszku Donalda Tuska, żeby sobie mógł rozkosznie mruczeć zwinięty w kłębek przez cały okres trwania kadencji. Oraz – że będą rozliczać wstrętnych pisiorów. Nie wiem, czy mają odpowiednią większość, żeby zrobić to w Polsce, ale w Europarlamencie mają całe Niemcy za sobą, którzy oczywiście poparli swoich lokajów. O co chodzi? O odebranie immunitetów czterem posłom Zjednoczonej Prawicy, żeby potem być może wsadzić ich do więzienia na trzy lata – Patrykowi Jakiemu, Beacie Kempie, Beacie Mazurek i Tomaszowi Porębie. A cóż to tak ohydnego zrobili europosłowie? Dopuścili się korupcji? Zabili kogoś, jadąc pod wpływem alkoholu? Rozpoczęli strzelaninę na wiecu któregoś ze swoich kontrkandydatów, albo w samym Parlamencie? Jeszcze gorzej. Parę lat temu polubili post. Post Prawa i Sprawiedliwości, który ostrzegał przed masową, nielegalną imigracją i który ukazywał prawdziwe sceny z udziałem tzw. „uchodźców” w Zachodniej Europie. Widać na nim w skrócie to, co od paru miesięcy dzieje się we Francji, ale w pigułce. Demolowanie sklepów, napady, rozboje, bijatyki. Znalazła się tam również jedna głośna scena sprzed lat, w której biedny uchodźca postanowił ubogacić kulturalnie młodą Niemkę i zepchnął ją ze schodów. Dziewczyna poleciała na łeb na szyję ładnych kilkanaście stopni w dół i tylko cudem się nie zabiła. Pisałam niedawno, że jeśli nie zgodzisz się, żeby biedni muzułmanie zgwałcili Ci żonę, zdemolowali Twój dom i spalili samochód, to będziesz nazwany ksenofobem i rasistą, prawda? Zastanawiam się, co w takim razie Unia Europejska zrobi z Tuskiem, który niedługo przed wyborami nagrał przemówienie (na kiblu albo w kuchni, jak na szanującego się polityka przystało), gdzie wyrażał swój stanowczy sprzeciw wobec nielegalnej imigracji czy aferze wizowej i ostrzegał, że trzeba zrobić wszystko, aby nie dopuścić do tego, żeby w Polsce działy się takie rzeczy, jak teraz np. we Francji. Oczywiście, UE nic z Donaldem Tuskiem nie zrobiła, nawet wyrazów oburzenia nie było, co pozwala mi sądzić, że były (i niestety pewnie przyszły) premier dostał zielone światło od swoich unijnych zwierzchników, byle tylko odsunąć PiS od władzy. A teraz jego partyjni koledzy w Europarlamencie radośnie zagłosowali za odebraniem immunitetów europosłom z ZP za to, że polubili spot wyborczy swojej własnej partii, który parę lat temu głosił dokładnie to samo. Ja proponuję dopisać jeszcze „H” do skrótowca partii Tuska. KOH – Kłamstwo, Obłuda, Hipokryzja. Nada się wyśmienicie. Potem można ją przedłużać o kolejne literki, tak jak to robi umęczone w Polsce środowisko LGBT.

Towarzyszy już mamy!

 

Jak zareagowali na to oczywiste bezprawie, zamordyzm i despotyzm wyborcy nowej koalicji? Oczywiście entuzjazmem. Ci ludzie są już tak obłąkani, ogłupieni i bezmyślni, że nawet nie zdają sobie sprawy, jakich durniów z siebie robią. Zawsze będą tańczyć tak, jak zagra im Tusk. Tanecznym krokiem zbliżają się do skraju przepaści, ale hej, raźno, żwawo, wszyscy razem: „J***ć PiS! J***ć PiS! Jeeeeeeeeeeeeeeeeeebać Piiiiiiiiiiiiiii…!”. Ci ludzie krzyczeli przez ostatnie parę lat, że w Polsce wraca zamordyzm i komuna. Krzyczeli to na organizowanych przez swoich idoli manifestacjach, które ochraniała policja. Wolność im zabierają! Więc pójdą pokrzyczeć na ulicy, jak bardzo jest im z tym źle. I nawet nie przyjdzie im do pustych głów, że gdyby faktycznie panował tu zamordyzm, despotyzm czy autorytatyzm, to oni by na tych ulicach spieprzali przed milicyjnymi pałami, a nie darli japy, że Kaczyński ma WY*****LAĆ. A w tym przypadku? Proszę bardzo, trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny, hańba im, hańba! Trochę przypomina mi się reakcja zwolenników KOD-u, którzy przyszli na spotkanie, zdaje się, z Adamem Michnikiem, na happening Młodzieży Wszechpolskiej. Na salę weszło iluś tam młodych ludzi, którzy zaczęli głośno sprzeciwiać się obecności SB-eków na wiecach KOD, propagandzie Michnika i kłamstwom Donalda Tuska, po czym wtargnęli tam ich koledzy poprzebierani w mundury MO, SB czy innych komunistycznych służb i w tej przećwiczonej scence zaczęli pałować i wyciągać z sali za szmaty protestujących. Jak zareagowało zebrane na sali towarzystwo? Wstało, zaczęło głośno i radośnie klaskać, wykrzykując słowa pochwały dla pałujących milicjantów. I powiedzcie mi, jak można nazwać tych ludzi? Przecież to jest skończony prymitywizm, bezmyślność, głupota, zaślepienie i nieograniczona wręcz miłość do ich naczelnego wodza, Donalda Tuska i ich pomagierów. Przypomnicie mi, jaki to był ustrój polityczny, w którym z takim bałwochwalstwem należało się wypowiadać o wodzu? Bo widzę tu spore podobieństwo do pewnego nielubianego przez nich, ale oni by przecież nigdy, nie! Oni są demokratami! Dlatego teraz popierają wsadzenie do więzień posłów za to, że polubili post, który im się nie spodobał. Ja o to obwiniam przede wszystkim brak prawdziwej dekomunizacji Polski po 89 roku. Pozwoliliśmy komunistycznym sługusom zajmować stołki w sejmie, sądach i mediach, a parę lat później mamy taki obrazek. Stado kretynów, przyklaskujących radośnie komunistycznym i bezprawnym metodom. To jest naprawdę gorszy sort Polaków, Kaczyński nie kłamał. Tusk wiedział, co robi, kiedy na początku lat 90-tych zachęcał do policzenia głosów. Teraz może stać dumnie w szeregu z takimi właśnie aparatczykami.

Imigrantów znów będziemy kochać

 

Po samym głosowaniu europosłów KO i Lewicy widać wyraźnie, że ostrzeganie Tuska przed nielegalną falą migrantów można już odesłać do lamusa. To jest już nieważne, tak mu się powiedziało, ale to przenośnia była taka. Teraz trzeba potupać nóżkami ze zniecierpliwienia, że Duda się mazgai i nie ogłasza od razu Donka szefem rządu, bo jakże by tu inaczej, skoro Tusk szefuje partii, która zdobyła… drugie miejsce w wyborach. Logiczne, prawda? Ale potem, jak już się dorwie do koryta, wyśle radośnie SMS-a do zwierzchników z UE i zamelduje wykonanie zadania. Co kiedyś ironicznie zrobił Lech Kaczyński, któremu to wypominano do końca życia. Nowy premier zrobi to niemal jawnie, a jego ogłupieni zwolennicy zapiszczą z radości. A potem to już kilka tygodni, może miesięcy, i będziemy mieć prawdziwą postępową Europę. Z rabunkami, kradzieżami, pobiciami, gwałtami i koniecznie – KONIECZNIE! – z zamachami terrorystycznymi, bo tak zacofani jesteśmy pod tym względem, że aż wstyd. I gdyby, nie daj Boże, doszło u nas do zamachu, w którym zginęłoby iluś tam ludzi, to jak myślicie, co zrobi Donald Tusk? Wyrazi współczucie, może jeszcze uda mu się wycisnąć kilka łezek i położy wieniec na ich grobach. To wszystko, bo w oszukiwaniu ludzi był dobry od zawsze. Ale głupi to on nie jest (chociaż tak się zachowuje, odkąd wrócił do Polski), doskonale zdaje sobie sprawę, jakie to konsekwencje może przynieść, ale Niemcy powiedzieli, więc Doniek zrobi. Zwłaszcza że w nagrodę może dostanie jakieś kolejne pseudo-stanowisko w Europie, a jego wyborcy będą dumni, że mają takiego wspaniałego wodza. Znad grobów swoich bliskich będą stali i klaskali. A co zrobią wyborcy jego i reszty nowej koalicji? Nic do nich nie dotrze. Jakaś tam prawackie, faszystowskie szury będą im wmawiały, że mają krew na rękach, bo dając się tak oszukać, doprowadzili do tragedii. I że powinni sobie w lustro splunąć. I gdyby mieli odrobinę honoru, to pewnie by splunęli. Ale nie mają. Więc będą dalej głupawo się uśmiechać, od czasu do czasu wybuchając furią, kiedy usłyszą parę słów prawdy o sobie, i organizować kolejne np. parady równości. I jak na takiej paradzie dojdzie do kolejnej tragedii, to winnego już mamy. Winny jest Duda i cały PiS, bo to efekt jego łamiących serduszka słów, że LGBT to nie ludzie, a ideologia. A to, że pomiędzy paradujących wbiegł jakiś Mohammed z pasem Szahida nie ma nic do rzeczy! A jeżeli ktokolwiek uważa, że ma, to jest wrednym ksenofobem, rasistą i islamofobem. Do więzienia go! W wolnej Polsce!

Odzyskaliśmy praworządność!

 

Ale przynajmniej będziemy mieli praworządność, prawda? Wszystko będzie zgodne z prawem, źli ludzie będą siedzieć w więzieniach, a dobrzy w domach, bo mogą się bać wyjść na ulicę, ale jakiś porządek został zaprowadzony! Unia powiedziała, że już jest praworządność, więc jest. Nie ma się czego czepiać. To ja tak tylko nieśmiało wspomnę, że czwórkę tych wrednych, rasistowskich europosłów oskarżył Rafał Gaweł, pseudonim „Knur”. Wiecie, twórca OMZRiK lubiący kablować do prokuratury na każdego, kto mówi coś, co mu się nie podoba i oszust, który ocyganił innych z grubego hajsu za co został prawomocnie skazany, więc spierdzielił do Norwegii. Gdzie dostał azyl jako… polityczna ofiara reżimu PiS-owskiego. Podobno nawet twierdził, że jest homoseksualistą. Takim z żoną i dziećmi, ale jednak. Sami widzicie, że niżej się już upaść nie da. Ale dla zlewaczonej Unii ten człowiek okazał się wiarygodny, bo jest okazja wywalić czterech niewygodnych posłów z Europarlamentu. I najlepiej wsadzić do więzień, żeby w ponownych wyborach startować nie mogli. Tak po stalinowskiemu, ale że wielu ludzi udało się ogłupić, to co to szkodzi? Mamy nowych kandydatów, tak żeby wszystko hulało i buczało! O, na przykład taki Włodzimierz Karpiński z Platformy! Co prawda od paru miesięcy siedzi w areszcie w związku z podejrzeniem o korupcję, ale zaraz mu się podaruje immunitet i będzie mógł sobie spokojnie korumpować dalej, ale za to głosować będzie tak, jak nam pasuje. A może Eva Kaili z Grecji? Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, wraz z kolegami z Włoch, miała przyjmować gigantyczne łapówki za promocję Mundialu w Katarze. Już podobno wyszła z aresztu, więc nie ma problemu. Na korupcje można przymknąć oko, ale niech ktoś chociaż wyrazi przejawy sprzeciwu wobec naszych genialnych planów na federalizację Unii i trzymaniu takich krajów jak Polska pod butem, to my mu pokażemy! I absolutnie nie ma to nic wspólnego ze Stalinem, który po kolei kasował wszystkich, którzy ośmielili się knuć przeciwko niemu, albo tylko jemu się wydawało, że knują. Za takie skojarzenia też będą konsekwencje! My jesteśmy praworządni, tolerancyjni i kochani, a kto twierdzi inaczej – na szafot! Tutaj macie tą swoją praworządność, wolność i tolerancję w pigułce. Udławcie się nią.

Pozostaje mieć nadzieję, że Unia skończy tak, jak Stalin, który w końcu zrobił coś dobrego dla świata i „z dech”, bo nie było już nikogo, kto miałby odwagę podejść i ratować mu życie. Tego życzę całej naszej wspaniałej Unii Europejskiej, bo ostatnie wybory pokazały, że do samodzielnego PolExitu jeszcze nie dojrzeliśmy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Taka tam orka na Wojewódzkim

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Wszyscy o tym piszą, to ja też napiszę, a co! Tym bardziej, że już wcześniej chciałam napisać parę słów o Kanale Zero, a dzięki pewnemu wywiadowi będę mogła zmieścić to w jednym tekście. Ale zanim do tego przejdę, chciałabym Was przeprosić, że pojawiam się tutaj tak rzadko. Dużo złych i niefajnych sytuacji podziało się ostatnio w moim życiu i straciłam całą ochotę, żeby babrać się w naszej rodzimej polityce. Miałam nadzieję, że Igrzyska Olimpijskie pomogą mi zresetować umysł, ale nie do końca się udało. Ale spokojnie, powoli podnoszę się z kolan, zaraz wyjdę na prostą i wtedy ruszymy z tematem! Na razie proszę Was jeszcze o trochę wyrozumiałości i jeszcze raz przepraszam.

Naiwne wypominanie dawno wyjaśnionych spraw

Podejrzewam, że po wstępie i zdjęciu już wiecie, o czym będę pisała. Tak, chodzi o słynny już wywiad, którego Krzysztof Stanowski udzielił Jakubowi Wojewódzkiemu i Piotrowi Kędzierskiemu. Temu ostatniemu niewiele poświęcę czasu, bo podczas tej rozmowy niewiele mówił (a odnosiłam wręcz wrażenie, że był zażenowany tym, co wyprawiał jego kolega z pracy), ale Kuba znany jest z tego, że nie ma hamulców. I tym razem faktycznie nie wyhamował i wpierdzielił się z całym impetem w ścianę. Bo, Drodzy Obserwujący, co tam się nie działo! Było o Dorocie Wysockiej-Schnepf i rzekomym ataku Stanowskiego na jej syna (atak miał polegać na tym, że właściciel Kanału Zero wspomniał o tym, jak – wówczas – czternastolatek ma na imię), było o zatrudnieniu Tomasza Kammela (Wojewódzkiemu nie pasowało, że dostał pracę u Stanowskiego, ale od kiedy to jego sprawa i co takiego złego zrobił Kammel, że nie powinno się go zatrudniać?), tradycyjne już czepianie się, że do Kanału Zero zapraszane są te osoby, które nie powinny być zapraszane, przynajmniej w oczach main-streamu (Braun czy Rodacy Kamraci). Bardzo spodobała mi się odpowiedź Stana, że Wojewódzki może zapraszać do swoich wywiadów tylko i wyłącznie Krystynę Jandę i ona będzie opowiadała to, co ludzie „powinni” usłyszeć, ale to nie sprawi z automatu, że pewne zjawiska przestaną istnieć. A ja też osobiście uważam, że dziennikarz powinien zajmować się wszystkimi tematami, nie tylko takimi, które mu się podobają.

Samozaoranie Wojewódzkiego

Ale najpiękniej Wojewódzki wykaszanił się tuż pod koniec rozmowy (tak mi się wydaje, chociaż przyznam szczerze, że wywiad oglądałam partiami, bo praktycznie w całości polegał na słownych przepychankach i wchodzeniu w słowo, czego nie lubię; więc chronologia mogła mi się popierdzielić). Próbował sugerować Stanowskiemu, że na słynnych urodzinach Roberta Mazurka (a były słynne, bo Mazurek zaprosił polityków, zarówno z KO, jak i z PiS; ci politycy nie wzięli się za łby i pewna część społeczeństwa była tym bardzo zaskoczona) rozmawiał z pewnym posłem PiS-u, żeby przyjąć korzyści majątkowe na poczet swoich mediów. No i się okazało, że Stanowskiego w ogóle nie było na tych urodzinach. Fizycznie nie miał możliwości rozmawiania tam z nikim. Nawet zadzwonił do Mazurka, żeby potwierdził. Wojewódzki próbował potem i tak wszystko obrócić w ten sposób, że Stano po prostu nie szanuje swoich kolegów i olewa ich urodziny. Jak rozumiem, miał to być rozpaczliwy żart, żeby odwrócić uwagę od tej wtopy. Ja naprawdę nie rozumiem tego rodzaju weryfikacji, bo wystarczyło po prostu wcześniej zadzwonić do Mazurka i dopytać. „Król TVN-u” nie musiał w tym celu sprawdzać tajnych akt i siedzieć nad nimi godzinami, wystarczył jeden telefon. Ale nawet to było za dużo.

Niezrozumiałe zarzuty

I tym pięknym sposobem przejdziemy do tematu, który chciałam poruszyć wcześniej, ale życie prywatne mnie ostatnio nie rozpieszcza. Otóż dojdziemy do materiałów Marii Wiernikowskiej, która pojechała do Rosji, żeby pokazać, jak ten kraj wygląda „od środka”. I do których Kuba Wojewódzki też miał zarzuty. Tutaj trzeba przyznać, że Wojewódzki się przygotował, bo obejrzał aż sześć odcinków z trzyodcinkowej serii, więc „szapoba”. Ja obejrzałam tylko trzy. I naprawdę zachodzę w głowę, co w tym było prorosyjskiego? Ja, na przykład, po obejrzeniu całości doszłam do wniosku, że nigdy nie chciałabym żyć w tym kraju. Maria Wiernikowska prowadzi swoje materiały lekko, nawet jeśli dotykają poważnych tematów, bo posiada umiejętność rozmawiania z ludźmi. I z nimi rozmawia. A oni opowiadają. I naprawdę, po tym trzęsieniu ziemi, które wybuchło w Kanale Zero po publikacji tego materiału (na znak protestu odeszło stamtąd paru dziennikarzy; jeśli się nie mylę m. in. Jarosław Wolski) tracę wiarę w ludzi.

Czy wolno nam jeszcze myśleć samodzielnie?

Odnoszę bowiem wrażenie, że współczesne dziennikarstwo polega na tym, że trzeba dokładnie wskazać ludziom palcem, co jest dobre, a co złe. Że trzeba im wytłumaczyć, co mają myśleć. Kiedy widziałam Rosjan, którzy się w tym materiale wypowiadali, byłam przerażona, że można być aż tak zindoktrynowanym, tak zamkniętym w swojej bańce. Ale Maria Wiernikowska popełniła jeden, niewybaczalny błąd. Ona nie powiedziała potem widzom: „O, patrzcie, jaki zmanipulowany”. Ona po prostu pokazała te wypowiedzi, ale pozwoliła widzom samodzielnie wyciągnąć wnioski. Zastanawiam się w takim razie, kto jest bardziej prorosyjski, skoro z takiego materiału ktoś wyciągnął wnioski, że został zrobiony „ku chwale wielkiej Rosji”. Ja tego nie widziałam. Ja tym ludziom po prostu współczułam. Naprawdę.

Należy pokazywać nieprawdę?

Czytałam też zarzuty, że pokazała, że w Rosji są centra handlowe, że mają tam jakieś rozrywki i że na straganach naprawdę można coś kupić, a nie że rozstawiają je dla samego rozstawiania, a potem tam bezczynnie siedzą, bo i tak nie mają nic innego do robienia. Czyli, jak rozumiem, miała udawać, że tego nie ma? Miała przekłamać w tym materiale? Celowo chodzić po jakichś podejrzanych zaułkach, żeby udowodnić ludziom, że Rosja to nic innego, jak bieda i nędza? Czy podpalić to centrum handlowe i stragany, żeby potem powiedzieć z satysfakcją „patrzcie, jacy biedni”? A może ten materiał pokazał co innego? Że te sankcje, które Unia Europejska nakłada na Rosję, wcale nie działają. Przecież ja na samym początku wojny na Ukrainie słyszałam, że nałożyliśmy na Rosję już takie sankcje, że rok, góra dwa i Rosji praktycznie nie będzie. Tymczasem wojna trwa już cztery lata i teraz to Rosja jest bardziej dominującą stroną.

Podwójne standardy?

Okazuje się również, że Maria Wiernikowska naraża swojego operatora na niebezpieczeństwo, zmuszając go do tego wyjazdu. Nie wiem, skąd informacje o jakimkolwiek zmuszaniu? Podejrzewałam raczej, że zaproponowali konkretnemu człowiekowi takie zadanie do wykonania, a on się zgodził. Być może o czymś nie wiem. Zadaję sobie w takim razie pytanie: a co z Ukrainą? Czy kiedy dziennikarze i ich operatorzy jadą tam, żeby realizować reportaże z frontu, nie narażają się na niebezpieczeństwo? Dlaczego o tym się nie mówi? Super bezpiecznie tam na pewno też nie jest. Wtedy jest w porządku? Było też o tym, jakim cudem kobieta dostała w ogóle akredytację dziennikarską. Problem polega na tym, że wcale jej nie dostała. Nie mogła wchodzić na pałę, gdziekolwiek chciała. Ona to nagrywała z ulicy, z ogólnodostępnych miejsc albo z pociągu. Z tego co pamiętam, dostała jakąś „kartę influencera”, żeby tam wjechać, ale jakie to jej dawało uprawnienia, nie mam pojęcia. Ona też nie wiedziała.

Trzecia strona medalu

Zresztą, Maria Wiernikowska była też w Strefie Gazy. Dokładnie wtedy, kiedy wybuchło tam całe szambo, kiedy Ż dokonywali ludobójstwa na Palestyńczykach. I co, wtedy nie narażała swojego operatora na niebezpieczeństwo? Nie rozumiem tej logiki. Z tamtych materiałów mogliśmy zresztą dowiedzieć się, czarno na białym, jaki stosunek do Polaków mają obywatele Izraela. Nie, żebyśmy wcześniej o tym nie wiedzieli, ale w tamtych reportażach Wiernikowska zaczepiała przypadkowych ludzi, którzy byli przekonani, że Polacy mordowali Żydów. Na odpowiedź, że to nie Polacy, tylko Niemcy, mogliśmy usłyszeć odpowiedź: „Tak, ale Polacy im pomagali”. Ale po tamtych materiałach było jeszcze spokojniej, bomba wybuchła, kiedy dziennikarka postanowiła pokazać Rosję od środka. I widocznie to było nie do przetrawienia, bo okazało się, że Rosja wcale nie jest taką ruiną, jak nam to media przedstawiały. Nie, żeby było tam sielsko i anielsko, ale kamień na kamieniu jeszcze stoi. Sankcje nie działają, a zapewniano nas, że działają. I może o to jest ten cały raban?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Podwójne standardy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

My jesteśmy niepodrabialni jako naród. Zdecydowanie: niepodrabialni. Bo czy wyobrażacie sobie, żeby w jakimkolwiek innym kraju, tuż po tym jak wyszły naprawdę kompromitujące fakty na temat partii rządzącej, tłum najbardziej obruszył się tym, że prezydent w końcu się zdenerwował i wytłumaczył idiocie, że jest idiotą? A u nas, proszę bardzo: jak kraść, to miliony, jak kochać, to nie tylko dzieci, ale też psy… ale podnosić głos na dziennikarza TVN-u? Skandal, nie godzi się! Pewnie teraz mu przykro. Zamknął się w łazience i od dziesięciu godzin nie chce wyjść! Mamusia mu musi jedzenie przez drzwi podawać.

Słuszne oburzenie?

Wiecie, że ta cała afera z frankami kojarzyła mi się do tej pory głównie z dwoma politykami? Z Ryszardem Petru, który zachęcał ludzi, żeby brali kredyty we frankach, bo są super pewne i bezpieczne. A potem śmiał się z tych ludzi, że co za kretyn bierze kredyty w obcej walucie i potem się dziwi, że trzeba płacić po kursie? A ci kretyni, którzy na niego głosowali, potem razem z nim śmiali się z innych kretynów, którzy na niego głosowali, ale ci pierwsi akurat w tamtym okresie nie potrzebowali kredytu. Śmiali się, że przecież trzeba było się słuchać Ryśka. Drugim takim politykiem jest Roman Giertych, który lubi od czasu do czasu (zwłaszcza od 2023 roku) odpalać się, że frankowicze wciąż czekają na pomoc, a PiS nie robi nic, podkreślam: NIC (tu należy wstawić długi ciąg wykrzykników przerywanych jedynkami, żeby to odpowiednio wybrzmiało), żeby tych ludzi w jakikolwiek sposób wesprzeć! Nic, a nic!

Nasz cyrk… nasza foka i nasz koń

Cóż, taka to rola konia, żeby od czasu do czasu rżeć, ale jednak wypadałoby zachować jakieś resztki przyzwoitości. Bo kancelaria Giertycha na tych frankach zarobiła już ponad 8 milionów złotych. I w sumie, co chłopu żałujecie, wredny PiS nie chciał pomóc, więc on przyszedł i zrobił, naturalna sprawa, prawda? Tak by było, gdyby nie fakt, że procesy frankowiczów były bardzo konsekwentnie sabotowane – przez pana Sebastiana, na którego wszyscy wołają „Foka”, a tak się składa, że to bliski kumpel Giertycha. A to składał nieprawdziwe oświadczenia, a to popełniał błędy na poziomie proceduralnym. Normalna kancelaria już by takiego gagatka wzięła na dodatkowe szkolenia, opierdzieliła, w najgorszym razie zasugerowała szukanie nowej pracy, ale Romek widocznie rozumie, że foka to foka i nie ma co od niej oczekiwać cudów. Pan Sebastian na razie jest na poziomie obracania piłki na własnym nosie przy jednoczesnym klaskaniu – uczy się więc i rozwija. A w tym czasie pan Roman może batem okładać ten wstrętny PiS, że tak ludzi zostawił bez pomocy.

Krystaliczny poseł!

W międzyczasie kasa do kieszeni strumieniem spływała, ale podobno dzielny Roman ani razu nie zemdlał w tym czasie. Każde takie opóźnienie było mu, bardzo niewygodnie, na rękę. I za każde takie opóźnienie była przyznawana premia, więc z góry widać, że to jeden, wielki przypadek. Oczywiście, od wyjaśniania i załatwiania jakichkolwiek nieprawidłowości (bo teraz mamy do czynienia z nieprawidłowościami jedynie, drodzy Państwo, gdyby to się zdarzyło w partii PiS byłaby to skandaliczna kradzież) w szeregach Platformy, jest Donald Tusk. Więc przyszedł i wyjaśnił, że w sumie ma to w poważaniu, bo on ocenia Romana Giertycha jako posła, a nie adwokata. A posłem, Drodzy Obserwujący, jest PRZE-UCZ-CI-WYM! W życiu uczciwszego nie znajdziecie.

Prywatne kontakty

Chociaż trochę się dziwię, jakim cudem taki troskliwy mąż, ojciec i dziadek aż tak nie interesuje się prawniczą działalnością swojego kolegi, bo tak się składa, że Giertych reprezentował też jego i jego rodzinę. Między innymi dlatego jego córka trafiła na nagrania z Pegasusa, a sam Tusk rozkręcił z tego powodu kolejną aferę. No, chyba że jego córka zadzwoniła tylko do wujka Romana, żeby się go zapytać, jaką szczotę następnym razem zabrać do czesania jego długiej grzywy, po tym jak tam się gdzieś wybiorą na wspólny galopik. Jeżeli teraz coś sobie niejednoznacznie wyobrażacie, to przestańcie, proszę Was. Naprawdę, przestańcie. Bo zaraz będę Wam musiała napisać, że w tej partii wcale nie jest tak źle, jak się Wam wszystkim wydaje. Jest jeszcze gorzej. I zaraz będę musiała Wam ten sielski obrazek zniszczyć.

Skomplikowane powiązania

Tak naprawdę nie wiem, od czego to niszczenie mam zacząć? Czy od tego, że prawie zawsze w takich sprawach, jakiś parszywiec dobierający się do dzieci okazuje się być związany z KO? A to Józefaciuk zapraszał jakiegoś do Sejmu, a to syn posłanki KO popełnia samobójstwo, bo ktoś opublikował jego dane… i tylko dlatego, bo w przekazie medialnym dość mocno umyka fakt, że chłopak był molestowany przez… działacza KO. Ale to by było zbyt brutalne, więc może napiszmy to jakoś lżej. Otóż, kiedy posłowie KO tak mocno krytykowali prezydenta za weto tej ustawy, co to niby tylko nie pozwalała trzymać psów na łańcuchu, to tylko i wyłącznie dlatego, że oni ze swojego całego i szczerego serca… kochają psy. A rzecz dotyczy jednej z działaczek partii, która wplątała się w związek, jaki na FB określilibyśmy jako: „To skomplikowane”.

„Czy przestał Pan…?”

Na początek, żeby być wierną wobec faktów. A więc facet tej kobiety został skazany na 25 lat więzienia za znęcanie się nad partnerką i jej dzieckiem. I tutaj nie ma co oceniać, źle trafiła na chłopa, chłop okazał się sk****lem – co jakiś czas w Polsce, niestety, słyszy się o podobnych historiach. Tylko nie tym razem, bo niestety ta pani również usłyszała wyrok – 6,5 roku. Za ukrywanie sprawcy, nie udzielenie pomocy dziecku i… zabawianie się ze zwierzętami. Był kiedyś wywiad Bogdana Rymanowskiego ze Sławomirem Mentzenem. Polityk upierał się, że nie da się odpowiedzieć na każde pytanie „tak” lub „nie”, a taki sposób odpowiedzi narzucała mu formuła tego wywiadu. Kiedy Rymanowski wciąż nalegał, że się da, Mentzen zadał mu pytanie: „Czy przestał pan już molestować swojego kota nocą w piwnicy?”. Po tym pytaniu zapadła chwila ciszy, a potem sam Rymanowski się roześmiał. Cóż, obawiam się, że gdyby takie pytanie padło w tej sytuacji, cisza mogłaby być znacznie dłuższa, a śmiech po niej dużo bardziej nerwowy.

Bardzo chcielibyśmy to nagłośnić, ale…

Oczywiście tylko na takie afery czekali dziennikarze mediów głównego ścieku. Już tylko zacierali rączki, czekając, aż znajdzie się coś stawiającego w gorszym świetle KO, stanęli na starcie, szykując się do biegu i… nic się nie stało. Obie te afery nagle się rozpłynęły, a przekazem dnia stał się wybuch gniewu Karola Nawrockiego, który po prostu podszedł do dziennikarza TVN-u, żeby mu wytłumaczyć, co mówił na konferencji, bo biedak nie zrozumiał. Wiecie pewnie, jak to jest z idiotami? Niby człowiek wie, że nie powinien się irytować, bo idiota znowu nie zrozumiał, taki się urodził, nie jego wina, trzeba wspierać, ale jednak ma się ochotę czasem na niego fuknąć, bo ile można powtarzać to samo? No właśnie. I to właśnie ten krótki wybuch złości sprawił, że… nie mamy już o czym innym mówić. Walić Giertycha, który znowu nas wali na miliony, walić panią, która być może waliła psy i walić innych zboczeńców powiązanych z KO. Teraz mamy grubą aferę. Nawrocki się wkurwił.

Cierpliwość prezydenta

Wiecie, to już nawet nie jest zabawne, bo niektórzy opisują to zdarzenie tak, jakby dziennikarz TVN-u kompletnie pobity trafił do szpitala i musiał być utrzymywany przez miesiąc w śpiączce farmakologicznej. Jakby Karol Nawrocki urządził sobie na tej konferencji ustawkę, oklepał pysk temu facetowi, a potem splunął i poszedł dalej. A ja Wam napiszę, że trochę Nawrockiego rozumiem – od kiedy został kandydatem na prezydenta, codziennie musi mierzyć się z obrzydliwymi atakami. Na siebie, na swoją żonę i na swoje dzieci. I w końcu nie wytrzymał, podszedł do dziennikarza, który zadawał mu pytanie, na które odpowiedział zresztą parę chwil wcześniej, właśnie na tej konferencji, wkurzony widocznie, że musi oczywiste rzeczy trzy razy powtarzać. Tutaj nie ma wiele więcej do dodania – poza tym, że jak będziecie wybierać się gdzieś na wakacje, to zostawiajcie swoje zwierzaki pod opieką kogoś, kto nie jest działaczem KO.

Nie twierdzę, że oni wszyscy tak mają, ale wiecie – licho nie śpi.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Budowany od lat przemysł pogardy i nienawiści

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Szczerze Wam napiszę, że nie przepadam za Dariuszem Michalczewskim. Ani mnie specjalnie nie ciągnęło do jego walk, kiedy zawodowo uprawiał boks, ani tym bardziej po zakończeniu kariery. Często jak się wypowiadał, zastanawiałam się, czy przypadkiem jednak za dużo w głowę nie oberwał. Głównie dlatego, że lubił wypowiadać się na tematy polityczne, a sympatyzował raczej z tym środowiskiem, do którego mi daleko. A jednak to właśnie Dariusz Michalczewski wykazał się honorem. Napisałabym, że jak ktoś jest sportowcem to honor nie jest dla niego uczuciem obcym, ale w porę przypomniałam sobie, ilu sportowców po zakończeniu kariery zapisało się do KO, więc zrezygnowałam.

Prawy sierpowy Michalczewskiego

A o co chodzi? Otóż popularny „Tiger” wyznał niedawno, że nakłaniano go do… udziału w kampanii, nie bójmy się tego słowa, nienawiści w stronę Karola Nawrockiego. Bokser miał być namawiany do opowiadania bzdur na temat ówczesnego kandydata na prezydenta. Jakich? Pewnie zarzutów o bycie alfonsem. Michalczewski nie dość, że odmówił, to jeszcze stwierdził, że Nawrocki jest „równym gościem”. To musiał być mocny cios dla salonu, z którego jednak wywodzi się pięściarz. A skoro Michalczewski odmówił, to trzeba było ratować się postacią znaną, Jackiem Murańskim. Cóż, nie wyszło im to chyba tak, jak planowali. Zastanawiam się, czy może jeszcze Marcina Najmana nie zwerbowali, bo on ostatnio też zaczął politykować. I to tak, że zęby bolą. Bardzo rozbawił mnie jego wpis: Wielki błąd Panie Prezydencie. Historia o tym nie zapomni. Starałem się to Panu wytłumaczyć. Nie udźwignął Pan tego na temat zawetowania ustawy SAFE, czyli tego kredytu, co wszyscy wokół bardzo chcą, żebyśmy wzięli. Tak bardzo chcą, że mimo prezydenckiego weta już zapowiadają, że nam go wcisną. W ten sposób niedługo cały system prawny nam pierdzielnie, bo prezydent będzie wetował, a rząd i tak zrobi, co chce.

Depresja Szymona Hołowni?

Ofiarą ich nagonki padł również Szymon Hołownia, którego oskarżono, że… choruje na depresję. Redaktor Nizinkiewicz, który dokonał tego wielkiego odkrycia, oczywiście dał do zrozumienia, że depresja to ciężka choroba i należy wspierać takie osoby, podkreślając, że dzień, w którym pisał swojego paszkwila, akurat był Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. Swój chłop, tylko że w całym artykule sugerował, że Hołownia z racji choroby i przyjmowania leków być może nie nadawał się do sprawowania funkcji marszałka Sejmu i nie wszystkie jego decyzje były rozsądne. Pił oczywiście do zaprzysiężenia prezydenta. A skąd pan „dziennikarz” czerpał informacje? Podobno z „otoczenia” ówczesnego marszałka, bo z nim samym się nie kontaktował, po co? A wiecie jak na początku zareagowało środowisko, kiedy Hołownia napisał o wszystkim na swoich mediach społecznościowych? Ano, przyznali rację Nizinkiewiczowi. Pod jego wpisem na X-ie wyrazy wsparcia widziałam tylko… z prawej strony. Aha, i Szymon Hołownia w swoim wpisie zaprzeczył jakoby chorował na depresję.

Gorzej miał Cenckiewicz

Przyznać jednak trzeba, że po tym wpisie Nizinkiewicz i cała Rzeczpospolita przeprosiła i artykuł usunęła. Co syfu zdążyli tym artykułem narobić, narobili, ale Hołownia przeprosiny oczywiście przyjął, bo to dobry chłopak jest. Szkoda tylko, że ta cała sytuacja nie dała mu do myślenia, w jakim środowisku się tak naprawdę obraca. Bo przypomnę, że Sławomir Cenckiewicz nie miał tyle szczęścia. Szczegóły jego stanu zdrowia bezlitośnie opublikowali, sugerując, że w wyniku swojej choroby nie może sprawować funkcji, którą sprawuje, bo nie powinien mieć dostępu do pewnych akt. Tam przepychanka trwała przez kilka ładnych tygodni i nikomu nie spieszyło się Cenckiewicza przepraszać. On jest niewygodny, kiedyś dokopał się do prawdy o Wałęsie, więc cholera wie, do czego może się jeszcze dokopać. Być może dlatego aż tak bardzo atakują Karola Nawrockiego, bo też się go boją. Ostatecznie pracował w IPN-ie, cholera wie, co tam się mogło na nich wszystkich znaleźć.

Dlatego aż tak nienawidzą Nawrockiego?

Bo naprawdę nie widzę innych powodów, dla których mają go aż tak nienawidzić. To już nie wygląda tylko na frustrację po przegranych wyborach. Teraz znowu się zmobilizowali w sprawie prezydenckiego weta dotyczącego programu SAFE, o którym już wcześniej pisałam. Mnie się wydaje, że jeśli bankowi bardziej zależy, żebyś wziął kredyt, niż Tobie, to widocznie jest w tym kredycie coś takiego, co sprawia, że bardziej opłaca się bankowi go udzielić, niż Tobie brać. Zresztą mam wrażenie, że kiedyś już przerabialiśmy całkiem podobną aferę z kredytami we frankach. Dotyczyła zupełnie czego innego, jasne, ale zasady były te same. Oczywiście wyszli gorący zwolennicy Tuska, żeby protestować przeciwko temu wetu, trzymając tabliczki z obraźliwymi hasłami w stronę Nawrockiego i widocznie uznali, że taka forma przekazu skłoni prezydenta do zmiany opinii. Przodowała tam, oczywiście, Babcia Kasia, która nie przepuści żadnej okazji, żeby nie zrobić zadymy na ulicy. I Joanna Szczepkowska. Już raz o niej pisałam, więcej nie chce mi się tracić więcej czasu na tę starą wariatkę. Napiszę więc tylko, że ta pani odpaliła się tak bardzo po zwycięstwie Karola Nawrockiego, że też zaczynam się zastanawiać, czy w jej stronę również nie padła delikatna sugestia, żeby zaczęła z siebie idiotkę publicznie robić.

Żonglowanie emocjami

To jest właśnie przemysł pogardy, który zbudował Donald Tusk. Jest on tak skuteczny, że ci ludzie wciąż są święcie przekonani, że to Jarosław Kaczyński jest jedynym człowiekiem, który podzielił Polaków (nie twierdzę, że tego nie robił, ale przynajmniej taką samą robotę wykonywał tutaj Tusk – a teraz wykonuje większą) i że PiS jest partią prorosyjską. To ostatnie mnie zawsze będzie śmieszyło, bo przypominam sobie czasy po tym, co działo się w Gruzji, a potem po Smoleńsku. Ale jeśli przypomnisz o tym w dyskusji, usłyszysz jedynie, że – no właśnie – „czasy się zmieniają”. Premier doskonale wie, co robi. Pobudza nie tylko emocje, ale też najbardziej prymitywne odruchy u ludzi. Dlatego z całej ustawy łańcuchowej słyszeliśmy tylko o biednych pieskach na łańcuchach, z ustawy wiatrakowej, że Nawrocki nie chce dać Polakom tańszego prądu i tak dalej, i tym podobnie. W przypadku SAFE podjudza jednak najbardziej prymitywne ludzkie emocje, jaką jest między innymi strach.

Ryzykowna gra

Wiecie, jak działa adrenalina, prawda? W obliczu zagrożenia adrenalina pobudza ciało migdałowate – ewolucyjnie starszą część mózgu odpowiedzialną za przetrwanie. Tam nie ma miejsca na logikę, fakty czy rozsądek. Wytwarzają się najbardziej prymitywne instynkty: uciec albo zaatakować. Słyszałam o przypadku kobiety, która po jakimś potężnym wypadku samochodowym zauważyła, że jej dziecko leży pod samochodem. W jej mózgu zadziałał prosty instynkt: „ratować potomstwo”. I wiecie, że uniosła to auto? Bo adrenalina daje nam też szybkość i siłę, której byśmy się po sobie nie spodziewali. I w ten sposób właśnie działa Donald Tusk. Oczywiście, on dawkuje te emocje, zapowiada katastrofę, potem uspokaja, ale strach wciąż działa. To on, między innymi, skłonił ludzi do robienia hucpy pod Pałacem Prezydenckim. Wyglądało to żałośnie, to prawda, ale wciąż – niektóre z tych haseł były naprawdę obrzydliwe. Mam wrażenie, że premier zapomniał o jednym. Ludzie, poza emocjami, mają również uczucia. To nas odróżnia od zwierząt. I jednym z tych uczuć jest również nienawiść, a ona w połączeniu ze strachem może prowadzić do tragedii.
 
W Internecie jest coraz więcej wpisów wprost nawołujących do dokonania zamachu na prezydencie Polski. No, ale prezydent nie jest Jurkiem Owsiakiem, więc wszystko spoko. Jego życie jest mniej warte.
 
M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej