Nawiasem Pisząc
Bardzo niedobry żart
Większość uwagi w dalszym ciągu skupia się na bezprawnej próbie przejęcia, a następnie likwidacji mediów publicznych. Złość Tuska nie ograniczyła się tylko „szczujni” TVP, oberwało się również Polskiemu Radiu i Polskiej Agencji Prasowej, gdzie w mojej opinii krytyka nowego premiera i jego środowiska była dużo bardziej wstrzemięźliwa. Ba, nie ograniczyła się również tylko do odpowiednich dziennikarzy, bo tak na dobrą sprawę nie wiadomo, co będzie z kanałami sportowymi i rozrywkowymi, które raczej nie były nacechowane politycznie. Nie wiadomo więc, ile tej TVP w TVP zostanie. I wcale się nie dziwię, że ludzi to porusza, rozmawiają o tym i buntują się przeciwko temu, bo szef nowego rządu udowodnił właśnie, że „te wstrętne pisiory” byli tak naprawdę chłopcami w krótkich spodenkach, jeśli chodzi o łamanie Konstytucji, więc teraz on, Tusk, rękami Sienkiewicza pokaże nam jak się roz***** Konstytucję na pełnej ***** (w miejsce gwiazdek można sobie wstawić dowolne literki, ale nawet nie będę ukrywała, że w mojej koncepcji najbardziej tu pasują słowa powszechnie uważane za niecenzuralne). Nie możemy jednak zapomnieć o innej istotnej sprawie – mianowicie o przymusowej relokacji uchodźców.
Święte oburzenie
Temat trochę odżył za sprawą TV Republika (która ostatnimi czasy bije rekordy popularności i pewnie nasz obecny rząd wyjątkowo denerwuje, bo przejęła trochę pałeczkę po TVP; Tusk pewnie już zlecił swoim ludziom zadanie wymyślenia uchwały, która dałaby radę tym razem udupić te nieposłuszne media prywatne) oraz żartowi, który padł właśnie na jej antenie z ust Jana Pietrzaka. Satyryk miał bowiem powiedzieć: Ja mam okrutny żart z tymi imigrantami. Że oni liczą na to, że Polacy są przygotowani, bo mamy baraki, mamy baraki dla imigrantów w Auschwitz, Majdanku, w Treblince, w Sztutowie, mamy dużo baraków zbudowanych tu przez Niemców. No i zgadzam się, żart może rzeczywiście zbyt mocny, zwłaszcza że musimy pamiętać, jakimi osobami są ludzie, którzy stoją po przeciwnej stronie barykady. Są to chorzy z nienawiści frustraci, którym mózg się automatycznie wyłącza, jeśli zostanie użyte któreś z zakazanych słów w kontekście, który nam się nie spodoba – a czasem nawet kontekst też jest nieistotny, bo znam przypadki banowania stron właścicieli serwisów rowerowych za użycie nazwy części rowerowej. Tym razem użyto innego złego słowa, kontekst w ogóle się lewoskrętnym nie spodobał, więc zawiadomienie do prokuratury złożył już Adam Bodnar i pewien ośrodek, którego założyciel ciągle ukrywa się w Norwegii, gdzie musiał uciekać z żoną i dzieckiem, ponieważ w Polsce nie lubi się homoseksualistów. Czy jakoś tak. Co ciekawe, śledztwo ma objąć nie tylko Jana Pietrzaka, ale też całą TV Republika, która oczywiście powinna przewidzieć, co ich gość zamierza powiedzieć w programie na żywo. Nie wiem, może to już pierwsza próba uwalenia prywatnej stacji, zanim Tusk rzeczywiście straci cierpliwość, bo wtedy to już nikt nie wie, jak zareaguje.
Jaką uchwałą zatrzymać uchodźców w Polsce?
Wypowiedź Pietrzaka ma jednak pewien głębszy sens i logikę, którą – nie wiem, co prawda, czy akurat pan Bodnar i członkowie OMZRiK są do tego zdolni – naprawdę jest szansa dostrzec, jeśli się nie zacznie od razu krzyczeć o rasizmie, antysemityzmie i ludobójstwie, tylko najpierw przeanalizuje ten głos na spokojnie. Przede wszystkim, ci uchodźcy, których nam zamierzają tutaj wcisnąć szanowni nasi towarzysze z europejskiej wspólnoty, wcale nie chcą tutaj być. Nie po to oni zapierdzielali pontonem do Niemiec albo Francji, żeby ich teraz stamtąd wyrzucać i transportować do Polski, gdzie socjal nie taki. Wyłapanie ich i wciśnięcie do pociągu, który ich do nas przewiezie, to już ich broszka i mogą oni sobie spokojnie przed samymi sobą udawać, że nie ma w tym nic dziwnego i absolutnie wszystko jest w porządku, ale co my mamy zrobić z nimi tu, na miejscu? Jak zmusić ich, żeby tu zostali, skoro sami nie chcemy, żeby to zostawali? Istnieje tylko kilka rozwiązań tego problemu: albo ich zamknąć, albo darować sobie obronę wschodnich granic i przerzucić wojsko i pograniczników na zachodnią, gdzie będą musieli dla odmiany bronić Niemców (a co się wtedy będzie działo na granicy z Białorusią, to przecież nie ich problem), albo nic nie robić, a jak zwieją za niemiecką granicę, to oni nam po prostu nałożą karę pieniężną, a potem odeślą z powrotem. I tak w koło Macieju. Ja tu innych wyjść nie widzę. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się zamknięcie ich. I, szczerze pisząc, nie mam żadnych wątpliwości, że większość radosnych przybyszów, których Europa Zachodnia z kompletnie niewiadomych powodów chce się pozbyć, pewnie trafi wcześniej czy później do więzienia, bo jednego, czego jestem pewna, to to, że nie przyślą nam tutaj inżynierów i lekarzy, których wśród tego tłumu podobno pełno. W każdym razie – nie wypada ich jednak na „dzień dobry” wsadzić do więzienia, skoro jeszcze nie zdążyli nic zrobić, a jakoś ich zatrzymać musimy. No, a jeśli nie więzienie, to obozy koncentracyjne. Innych możliwości tak jakby nie mamy.
Polska niegościnność
I tutaj z pomocą przychodzą nam Niemcy, którzy na taki pomysł wpadli już dawno – mniej więcej w okresie, kiedy Angela Merkel postanowiła zaprosić tłumy kompletnie obcych nam ludzi nie tylko do Niemiec (wbrew woli samych Niemców), ale w ogóle do całej Europy (wbrew woli Europejczyków). Bezczelny babsztyl, jednym słowem, a że ma jakąś dziwną słabość do Donalda Tuska (myślę, że można ją porównać do sympatii Elżbiety II do psów rasy corgi, nie wydaje mi się bowiem, żeby za tym sentymentem szedł jakikolwiek szacunek), tym gorzej o niej świadczy. Nasi zachodni sąsiedzi mieli wtedy ten sam problem, który my będziemy mieć niedługo – musieli wykombinować, gdzie całe to szanowne towarzystwo najlepiej zakwaterować. Koleżanka, która pracowała w Niemczech jakoś tak w 2016 roku, mówiła mu, że część na początku ładowali do hotelów, ale szybko się wycofano, bo właściciele ani obsługa hotelowa nie byli zachwyceni nowymi gośćmi, nie wspominając już o innych klientach. Wpadli wtedy na pomysł, że w sumie te obozy koncentracyjne takie zapomniane trochę stoją, nie wiadomo, co z tym zrobić (przecież nie muzeum, bo to nie Niemcy, tylko Polacy i naziści mordowali, a najlepiej w ogóle o tym mało istotnym szczególe historycznym zapomnieć), tylko stoi i się kurzy. Wpuśćmy tam naszych milusińskich! Mam spore wątpliwości, czy zdążyli oni przed wpadnięciem na ten pomysł, a jego realizacją, przystosować tam warunki do nowych mieszkańców, więc możemy się chyba domyślać, że pięciu gwiazdek to tam oni nie mają. Zresztą, jeśli przejrzeć zdjęcia większości obozów dla uchodźców, to raczej luksusów tam się nie uświadczy. W tekście wspomniano o obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, ale wiadomo dzisiaj, że taką samą rolę miał spełniać KL Dachau. Niemcy nie widzą w tym kompletnie nic złego. Bo tak naprawdę co takiego bulwersującego w tym, że zamierzamy zamknąć iluś tam ludzi w obozach, które kiedyś nasi przodkowie stawiali, żeby masowo mordować innych ludzi, prawda? Nie raziło ich w oczy, że przetrzymują w takich warunkach ludzi, którzy niekoniecznie chcieli być zamykani, wszak obiecano im lepsze życie. Przecież ostatecznie nie palą ich tam teraz w komorach gazowych, swoje pany, więc absolutnie nie należy się ich czepiać.

A może by tak…?
W Polsce mamy jednak diametralnie inne podejście do tego typu miejsc i – głównie z szacunku do ofiar – nie chcemy organizować tam teraz mieszkań dla nielegalnych imigrantów, ale prawda jest taka, że za chwilę władzom się zacznie tyłek w tej sprawie palić, a pomysłów za bardzo nie ma. Wiadomo, że Polacy nie będą tym razem tak gościnni, jak w lutym i kwietniu 2022 roku, kiedy pod własne dachy przyjmowali Ukraińców. Jest ku temu wiele powodów. Co prawda, któreś z wybiórczopodobnych mediów sugerowało, że to tak zwany „rasizm uchodźczy”, ale załóżmy, że to prawda. Ani nowego rządu, ani całej UE nie powinno interesować, dlaczego nie chcemy u siebie zbyt wielu przybyszów z Bliskiego Wschodu – powinni wiedzieć i akceptować, że nie chcemy, a o powodach to mogą sobie dyskutować między sobą. Nie wiem, jaka ostatecznie będzie decyzja Polski w sprawie „pakietów uchodźców”. Pojawiły się informacje, że pierwsi uchodźcy mają do nas napływać już w styczniu, ale nie znalazłam żadnego potwierdzenia, a wydaje mi się, że jest to sprawa na tyle ważna, że poddamy to pod głosowanie w Sejmie? Żeby chociaż stwarzać iluzję demokracji? Obawiam się jednak, że większość posłów może zechcieć zdecydować, ze musimy mieć dobre serduszka, więc bierzemy, jak leci, a kim są sprawdzi się później. I co dalej? Bo wydaje mi się, że najrozsądniejszym byłoby kwaterowanie tych ludzi do mieszkań gorących zwolenników niekontrolowanej migracji. Niedawno mieliśmy oświadczenia majątkowe posłów, z których wynika, że np. przedstawiciele lewicy, którzy brzydzą się własnością prywatną, mają po kilka mieszkań. Do tego dorzućmy celebrytów pokroju Barbary Kurdej-Szatan, Piotra Zelta czy Martyny Wojciechowskiej i jakoś by się ich tam upchnęło. Najwyżej by się wywłaszczyło właścicieli mieszkań, gdyby uchodźcy się nie mieścili, przecież nie mają nic przeciwko. Co się nie da, jak się da, uchwałą przecież można! Niestety, nasz Sejm słynie z tego, że najrozsądniejsze i najprostsze rozwiązania są ponad ich możliwości. Chciałam tutaj dopisać, że zabawnie by było, gdyby żart pana Pietrzaka, okazał się proroczy, ale wydaje mi się, że jednak wcale nie byłoby zabawnie.
Przysłowie o Kalim i krowie
Jestem zdania, że żeby w wypowiedzi znanego satyryka i aktora doszukiwać się rasizmu, antysemityzmu i nawoływania do ludobójstwa z powodów etnicznych, trzeba być albo skończonym kretynem, nieposiadającym jakiejkolwiek umiejętności samodzielnego myślenia, albo pozbawionym jakiegokolwiek wstydu czy kręgosłupa moralnego cynikiem, który w ten sposób postanowił eliminować ludzi mądrzejszych od siebie i mających możliwości dotarcia do dużej liczby osób. Ciężko mi powiedzieć, kto z tych najbardziej wrzeszczących, jest podły, a kto najzwyczajniej w świecie po prostu głupi. Tak samo nie mam pojęcia, czy dziennikarka Wybiórczej, która zarzuciła Rafałowi Ziemkiewiczowi negację Holocaustu była podła czy głupia, ale tutaj mamy mniej więcej taką samą sytuację. Publicysta powiedział kiedyś w wywiadzie, że nazywanie obozów koncentracyjnych polskimi tylko dlatego, że znajdują się w Polsce, ma tyle samo sensu, co gdybyśmy nazwali je żydowskimi, bo przecież Żydzi je budowali – co prawda zmuszani i pilnowani przez Niemców, ale zawsze. Prawda, że trzeba być albo głupim, albo podłym, żeby znaleźć w tej wypowiedzi Ziemkiewicza antysemityzm i negację Holocaustu? Prawda. Jednak nie jestem pewna, która z tych dwóch cech jest dominująca u szanownej zagranicznej korespondentki, ale takie kłamstwo wypłynęło i ukazało się, zdaje się, m.in. w New York Timesie. Zastanawia mnie też, skoro już jesteśmy tacy wrażliwi, dlaczego żadne konsekwencje nie dosięgnęły Tomasza Lisa, który kiedyś napisał: Znajdzie się komora dla Dudy i Kaczora? Gdzie wtedy był Bodnar, OMZRiK i inni wielce oburzeni? Dlaczego wtedy było fajnie, a teraz jest niefajnie? Jeśli bowiem chodzi o moją interpretację jednej i drugiej sytuacji, to w przypadku Pietrzaka już ją znacie, a jeśli chodzi o dziennikarza to dał on, moim zdaniem, po raz kolejny ujście swojej nienawiści wobec poprzedniego rządu. Mogłabym też dociekać, dlaczego nie ukarano TVN za to, że gość programu na żywo palnął tekst o płci, czym bardzo uraził Piotra Jaconia, do którego nie był on skierowany, skoro śledztwem należy objąć także całą TV Republikę. Domyślam się jednak, że to dlatego, iż prowadzący „Szkła kontaktowego” szybko przeprosił każdego, kogo się tylko dało i zapakował to całe gówno w ładny papierek, a Daukszewiczowi zrobiono potem takie piekło na ziemi, że sam się z programem pożegnał. Natomiast dziennikarze TV Republiki, mimo że odcięli się od słów satyryka, to jednak ośmielają się tłumaczyć, że miał on dużo racji, mimo że forma wypowiedzi rzeczywiście nie była najszczęśliwsza. No, ale jest pretekst do nawalania w telewizję, której Tusk jeszcze nie dał rady dosięgnąć, a patrząc na jej rosnące słupki popularności, pewnie coraz mocniej go to denerwuje, więc próbujemy, a nuż się uda?
M.
Wesprzeć nas można poprzez Patronite
Nawiasem Pisząc
Smutna złego końcówka
Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?
Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia
Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:
– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?
– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*
– No pan podpisał tę ustawę.
– No dobrze, no, podpisałem.
– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.
– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…
– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?
– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.
– Żałuje pan tego?
– Nie.
Twardym trzeba być…
Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.
M.
Nawiasem Pisząc
Żenujący popis posła Treli
Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa
Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.
Podwójne standardy
Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.
M.
Nawiasem Pisząc
Zły wpis w złym momencie
Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy
Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.
Śmiać się, żeby nie płakać
Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.
Konsekwentne rozmydlanie win
W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.
Kiepscy asystenci
To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.
M.
