Nawiasem Pisząc
Wkurza mnie pan, panie Bodnar
Ostatnio starałam się mocno sobie przypomnieć, za co właściwie tak bardzo nie lubię Adama Bodnara. Nie, nie tylko dlatego, co wyprawia, odkąd jego przełożony wygrał wybory, ta niechęć była już dużo wcześniej. Po prostu po jego ostatnich akcjach zaczęłam się zastanawiać o powody tej mojej wyraźnej politycznej antypatii, bo coś było, czymś mnie wkurzył, ale za cholerę nie pamiętałam czym. Widziałam go i wiedziałam, że nie trawię człowieka. Nie chodziło o jego romans z pewną partią, bo nie dyszę nienawiścią do każdego posła Platformy. Za żadnym nie przepadam, ale taka Jachira czy Józefaciuk bardziej mnie śmieszą, niż irytyją. Inna sprawa, że to jest śmiech przez łzy, bo do tej pory nie mogę pojąć, jakim cudem Polacy wybrali do Sejmu TAKICH ludzi.
Polski, ale ukraiński
Odpowiedź przyszła w pod koniec zeszłego tygodnia, bo uczyłam się do egzaminu, więc siłą rzeczy myśli uciekały mi wszędzie, tylko nie do notatek – zaczęłam nawet oglądać koci Mundial. Pasjonujący. W każdym razie, jak tylko pojawiła się w mojej głowie od razu wiedziałam, że to musiało o to chodzić, ale rzecz jasna, sprawdziłam to sobie. Ojciec byłego rzecznika praw obywatelskich był Ukraińcem, który został przesiedlony w wyniku akcji „Wisła” spod Sanoka na Ziemie Obiecane. Nie, to też nie jest powodem mojej niechęci. Ostatecznie w tamtych czasach było wiele małżeństw polsko-ukraińskich, a ja – mimo że zdaję sobie sprawę z polityki historycznej prowadzonej przez Ukrainę – nie zionę jadem do każdego przedstawiciela tego narodu, bo wiem też doskonale, że nie wszyscy Ukraińcy tę politykę popierają. Wiedziałam jednak, że to dobry trop. Sam polityk mówił, co prawda, wprost, że owszem, ma korzenie ukraińskie, ale wychowywał się w Polsce i w 100% czuje się Polakiem. Miałabym mu nie wierzyć, tylko dlatego, że należy do Platformy? Fakt, byłby to solidny argument, żeby zachować daleko idącą podejrzliwość, ale pan Adam dość szybko, bo w 2020 roku, zdjął maskę i zdradził, do którego narodu mu tak naprawdę bliżej.
Znowu dyskryminujemy mniejszość!
Kiedy pełnił jeszcze funkcję rzecznika praw obywatelskich był łaskawy wystosować apel do prezydenta RP. Martwił się bowiem, że Polacy nienależycie dbają o… pomniki UPA, które znajdują się, nie wiedzieć czemu, na terytorium naszego państwa. Argumentów, rzecz jasna, miał sporo – trzeba przyznać, że potrafił się przygotować, jeśli chodzi o walkę o prawa mniejszości. Gorzej z tymi polskimi. Bodnar bardzo zaniepokoił się celową i świadomą dewastacją ukraińskich miejsc pamięci w Polsce. Z całego serca popierał deklarację prezydentów obu państw o potrzebie uczczenia ofiar konfliktów i represji XX wieku oraz zadośćuczynienia ich pamięci w duchu poszanowania prawdy historycznej. Do tego duchu poszanowania prawdy historycznej jeszcze wrócimy, bo to zabawne jest. Minister sprawiedliwości zastrzegł jednak, że równie istotne jest potępienie przez prezydentów aktów wandalizmu, często motywowanych nienawiścią, dokonywanych wobec pomników kultury i miejsc pamięci mniejszości i oznajmił, że ograniczenie zainteresowania państwa wyłącznie do upamiętnień postawionych „legalnie” sprawia, że ochrona prawa mniejszości do pamięci o ofiarach nie będzie skuteczna. Rozumiecie? Oni sobie mogą czcić banderowców na terenie naszego kraju, a nam nie wolno wyrazić sprzeciwu i społecznego nieposłuszeństwa. I Adaś od lat z ogromnym niepokojem wsłuchuje się w głosy poszkodowanych Ukraińców, którym jest tutaj bardzo źle i niedobrze, bo Polacy niespecjalnie chcą poszanować ich prawo do upamiętniania ważnych dla niej postaci i wydarzeń historycznych, zwłaszcza tragicznych epizodów wspólnej, ale i trudnej historii polsko-ukraińskiej.
Nie podoba się? A Konstytucją chcecie?
Następnie pan Adam postraszył prezydenta art. 35 Konstytucji, co jest tym bardziej śmieszne, że teraz sam traktuje ten dokument, jakby był papierem toaletowym. Ewentualnie wycieraczką. Po 13 grudnia przestał już być najwyższym aktem prawnym w Polsce, a stał się wytrychem lub narzędziem, który ten wstrętny PiS wykorzystuje do walki z nowym rządem, który przecież nie robi nic innego, tylko stara się, żebyśmy wszyscy się uśmiechali. W każdym razie od niedawna nowy minister sprawiedliwości napisał wówczas prezydentowi, co następuje: Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom mniejszości, w Biurze RPO stworzono przestrzeń do rzetelnej dyskusji nad historią Polski. Chodzi o to, aby pamięć historyczna mniejszości – często różniąca się od dominującej w debacie publicznej i jednoznacznie polocentrycznej narracji – znalazła należne jej miejsce. I tutaj możemy się zastanowić nad tym poszanowaniem prawdy historycznej i rzetelnej dyskusji. Bo pan Bodnar zdaje się nie rozumieć jednej ważnej kwestii – tych dwóch wersji historii zwyczajnie nie da się pogodzić. Mamy do wyboru albo uszanować pamięć naszych rodaków albo zgodzić się na szarganie ich imienia poprzez czczenie zbrodniarzy. Polacy wybrali pierwszą opcję. Pan Bodnar i jemu podobni – jak widać – drugą. Jednoznacznie polakocentryczna narracja – i on to tak na poważnie napisał. Po pierwsze – od kiedy w Polsce „skończyła się” komuna narrację mieliśmy głównie antypolską. Najpierw za sprawą lewicowych rządów i gazety Michnika, potem za sprawą rządów PO, gazety Michnika… i niestety kilka innych mediów. Dopiero niedawno coś się zaczęło poprawiać i co nagle zaczyna przeszkadzać pionkowi Donalda Tuska? Polakocentryzm. Ta jednoznaczna, polakocentryczna narracja jest ZGODNA Z HISTORIĄ, panie Bodnar. Facet parę zdań wcześniej pisał o „poszanowaniu prawdy historycznej” i „rzetelnej dyskusji na temat historii”, a potem wyskoczył z czymś takim. Ja nie wiem, czy żeby tak otwarcie podzielać antypolskie poglądy w Polsce, trzeba być głupim czy bezczelnym? Być może w tym przypadku trzeba połączyć te dwie cechy. W każdym razie nie wiem, co takiego ma w sobie Tusk, że wybiera na swoich sługusów ludzi, którzy tak szczerze nienawidzą i potępiają polskość. A nie, wiem, racja. Korzenie niemieckie.
Ukraińcy otwarci na dyskusję?
Później Bodnar wspominał coś jeszcze, że to skandal, ponieważ mniejszość ukraińska żaliła mu się również, że nie znaleźli partnera do rozmów ani w IPN-ie, ani w ówczesnym Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rzeczywiście, niesłychane. Ciekawe, jak miałby wyglądać taki dialog? „Dzień dobry, chcielibyśmy porozmawiać o Banderze. Chcemy go czcić. Pozwólcie nam, bo inaczej dyskryminacja”? Podejrzewam, że ówczesny pan rzecznik nie widzi w tym nic dziwnego, bo w jego zaprzyjaźnionej partii panują takie standardy, że likwiduje się symbol Polski Walczącej, ale powinien zdawać sobie sprawę, że to nie są do końca polskie standardy. Dalej odnosił się już do tego, o czym wspominałam na początku – można to skrócić w następujący sposób: Tak, pamięć o ofiarach, potrzeba ich uczczenia, dialog historyczny, bla, bla, bla, ale pamiętajcie, że nie wolno niszczyć zbrodniarzy z UPA, bo mniejszości jest przykro”. I w związku z tym pan Andrzej Duda ma ruszyć tyłek i coś z tym zrobić: Jako Rzecznik Praw Obywatelskich – w którego kompetencjach leży ochrona praw mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce – wiem, jak poważny jest problem świadomej i celowej dewastacji ukraińskich miejsc pamięci, jak istotny jest wyrażony publicznie sprzeciw wobec tak manifestowanej nienawiści, i jak potrzebny jest apel do władz lokalnych, ale też organów ścigania, o należytą ochronę takich miejsc – upewnił się jeszcze, czy aby pewno prezydent wszystko dobrze zrozumiał, bo wiadomo, że on z PiS-u, to ciężko chwyta.
Nie to, co my, mądrzy i wykształceni. Właśnie dlatego będziemy domagać się od Polski, żeby czciła pamięć morderców swoich synów i córek. To jest tak oczywista rzecz do zrobienia, że chyba tylko pisowski motłoch nie jest w stanie tego zrozumieć! Zresztą dewastować to sobie można polskie zabytki, kościoły i antyaborcyjne billboardy, pomniki UPA należy szanować!
M.
Wesprzeć nas można poprzez Patronite
Nawiasem Pisząc
To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!
Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.
Tu nie o łańcuch chodziło
Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.
Od kogo i dla kogo była ta ustawa?
No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.
Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?
M.
Nawiasem Pisząc
Smutna złego końcówka
Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?
Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia
Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:
– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?
– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*
– No pan podpisał tę ustawę.
– No dobrze, no, podpisałem.
– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.
– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…
– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?
– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.
– Żałuje pan tego?
– Nie.
Twardym trzeba być…
Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.
M.
Nawiasem Pisząc
Żenujący popis posła Treli
Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa
Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.
Podwójne standardy
Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.
M.
