Connect with us

Nawiasem Pisząc

Immunitet na pedofilię

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Kiedy narzeczony pokazał mi film „Bagno”, długo nie mogłam dojść do siebie. Przedstawia on historię, która wstrząsa, doprowadza do wściekłości, ale również do poczucia bezsilności. Mamy tu znanego i cenionego muzyka, który okazuje się pedofilem, mamy jego ofiary, które zdecydowały się przerwać milczenie, mamy jednego dziennikarza, który robi wszystko, aby zwyrodnialec nie pozostał bezkarny oraz jego kolegów po fachu, którzy nie wykazali zainteresowania tematem, mimo że wcześniej uchodzili za obrońców tak okrutnie skrzywdzonych oraz bezkompromisowych łowców tych, którzy tej krzywdy się dopuścili. To jest naprawdę materiał, po którym długo nie można dojść do siebie. Który pokazuje obłudę i podwójne standardy dziennikarzy mediów głównego nurtu, jak chyba nikt inny wcześniej – chociaż oczywiście byli ludzie, którzy konsekwentnie demaskowali ich kłamstwa i manipulacje. Ta sprawa jednak oburza jeszcze bardziej, bo dotyka niestety najmłodszych.

Absurdalna decyzja sądu

Według ustaleń Mariusza Zielkego, bo to on jest autorem tego reportażu i to on bezskutecznie odbijał się od drzwi, kiedy szukał pomocy u większych mediów, Krzysztof Sadowski miał dopuszczać się czynów pedofilskich w latach 1960-2017, a jego ofiarą miało paść co najmniej czterdzieścioro dzieci – przynajmniej do tylu dotarł reporter, a ile jest jeszcze osób, które nie odważyły się mówić? Początek filmu pokazuje nam zwierzenia i wspomnienia ludzi, którzy mieli nieszczęście w dzieciństwie poznać muzyka, a niestety trzeba powiedzieć, że miał on łatwy dostęp do nieletnich, bo organizował warsztaty muzyczne dla nich. W latach 90-tych założył dziecięcy zespół „Tęcza” oraz Fundację Wspierającą Dzieci Uzdolnione Muzycznie. Możemy sobie łatwo wyobrazić jak to działało: okłamywał dzieci i ich rodziców, obiecując rozwijać ich talent, zdobywał ich zaufanie, a potem maskia niestety opadała. Nie będę tutaj zamieszczała opowieści ofiar Sadowskiego – każdy z nas na pewno domyśla się, jak one brzmiały i jakie wstrząsające były. Napiszę za to, jak zareagował warszawski sąd na śledztwo Mariusza Zielkego, bo tutaj naprawdę włos się jeży na głowie. Otóż po ujawnieniu afery Krzysztofa Sadowskiego na dziennikarza został nałożony zakaz pisania o pedofilskich skłonnościach muzyka. Po kilkunastu miesiącach został on zdjęty, ale w tym czasie sprawa zniknęła z mediów głównego nurtu. Od tego czasu reporter bezskutecznie zabiega o to, żeby dziennikarze pracujący dla największych telewizji, gazet czy portali internetowych znowu się nią zainteresowali i tym samym kładli nacisk na prokuraturę, aby łaskawie zajęła się bezkarnym pedofilem.

Niezrozumiała bezczynność mediów

W dalszej części dokumentu możemy usłyszeć, z jakimi odpowiedziami spotykał się Zielke, kiedy interweniował u innych dziennikarzy. Na przykład Tomasz Krzyżak z Rzeczypospolitej mówił wprost: Ja mam generalnie takie wrażenie, że po prostu właśnie takich kwestii, o których Pan mówi, czyli pedofilii w innych środowiskach, w ogóle generalnie nie dotykamy i nic nie podejmujemy z różnych przyczyn. Jak sądzę nie są atrakcyjne, tak jak atrakcyjna jest pedofilia w Kościele. Redaktor naczelny tej gazety, Bolesław Chrabota, mówił: Mam świadomość tego, że ta sfera w świecie mediów, ale nie tylko, jak się okazuje w Kościele, również była zaniedbana i zamieciona pod dywan. Ja oczywiście znam ten temat wyłącznie z prasy, z Pańskich publikacji, nie mam żadnych dowodów na to, że tak było, no ale jeśli tak, to to jest coś, co rzuca bardzo poważny cień na jego życie i na środowisko, w którym funkcjonował. TVN z kolei zajął się sprawą Sadowskiego w taki sposób, że na antenie „Dzień dobry TVN” padły słowa: Sam Krzysztof Sadowski powiedział, że on jest niewinny, że te zarzuty tak naprawdę wymyśla jedna osoba, której odmówił pomocy i która tej pomocy od niego oczekiwała, to miała być pomoc finansowa. Czyli pan Krzysiu tak naprawdę jest w porządku, to tylko jakaś hańbiąca zmowa, dobrze rozumiem? Około czterdziestu ludzi, teraz już dorosłych, którzy zaczęły mówić niezależnie od siebie i do których dotarł autor „Bagna”. Redaktorzy naczelni OKO.pressu i Onetu zareagowali tak, jak można się po nich spodziewać – zwykłą bezczelnością. Odwrócili po prostu kota ogonem i zareagowali, jakby to oni byli największymi ofiarami w tej sprawie – ot, uparł się stary dziad na niezależne i wolne media. Piotr Pacewicz (OKO.press) powiedział: Pan jednak, chcąc – nie chcąc, oskarża media o przemilczanie tematu, bo do tego się to sprowadza. Ja nie chcę występować w roli osoby, która będzie się przed kamerą tłumaczyć. No bo co ja mam powiedzieć? Że po prostu nie zawsze wszystkim się można zająć? Jak to zabrzmi dla słuchaczy?. No, ma pan rację – nie najlepiej. Zwłaszcza, że sprawa dotyczy największej chyba afery pedofilskiej w Polsce, na którą „po prostu” zabrakło Wam czasu, ale znajdujecie go aż nadto, żeby napierdzielać w PiS i Konfederację, zajmować się transgenderowymi głupotkami, robić wywiady z ludźmi, którzy nie wiedzą, jakiej są płci, wypisywać różnego rodzaju feministyczne wysrywy i to, jakie to uciążliwe są dzwony kościelne czy procesje na Boże Ciało. Ale przyjrzeć się człowiekowi, który przez wiele lat molestował i zgwałcił kilkadziesiąt dzieci, to już nie ma komu. Bartosz Węglarczyk był jeszcze bezpośredni: Ja pracuję od 7 rano do 22. Gdzie mam pana wepchnąć – o 24, czy wtedy mogę juz odpocząć, czy nie mogę jeszcze?. Biedny, zarobiony facet. Nie miał czasu się zająć skandalem pedofilskim i ktoś śmie mieć o to do niego pretensje. Chociaż trzeba też przyznać, że naczelny Onetu starał się jeszcze bronić, tłumacząc że tą historią zajmowała się… Plejada. I że znalazł około trzydzieści tekstów opisujących ten temat właśnie na tym portalu. Sprawdziłam to sobie i – co prawda trzydziestu nie znalazłam, ale zgadza się – coś tam było. Jeden z nich informuje o tym, że prokuratura umorzyła śledztwo z powodu przedawnienia. Nigdy nie zrozumiem idei „przedawnienia” w przypadku najgorszych zbrodni. Przedawnienie to może być, kiedy – ja wiem? – ktoś zapomni opłacić karę za brak biletu, ale nie w przypadku przestępstw, które niszczą czyjeś życie. Warto jednak podkreślić, że Mariusz Zielke utrzymuje, że przedawnienia jeszcze nie było – dlatego zdecydował się nakręcić materiał, w którym opisuje dramat ofiar i rozprawia się z mediami, które sprawę bagatelizowały. Póki jest jeszcze szansa, żeby ukarać przestępcę seksualnego. Inne materiały Plejady dotyczące muzyka? Podam Wam kilka tytułów, na jakie natrafiłam. Maria Sadowska zabiera głos. O sprawie jej ojca było głośno. Przez krótki czas, zanim sąd nie zdecydował się zamknąć ust twórcy „Bagna” – istotnie. Ale nie na łamach tego portalu. Mamy jeszcze tytuł: Tak mieszka Maria Sadowska. Szalone wnętrza jej domu zrobią na tobie wrażenie. Tak, to jest zdecydowanie ważniejszy temat, niż jakiś tam bezkarny pedofil, przekonaliście mnie. Na końcu mamy jeszcze oświadczenie tego chorego zwyrola, w którym wszystkiemu zaprzecza. I tyle ze śledztwa całej Plejady. Dodam tylko na koniec, że na miejscu Węglarczyka nie broniłabym się w ten sposób. Nazwa „Plejada” co prawda sugeruje, że jest to portal plotkarski, ale faktycznie pojawiały się tam artykuły na temat chociażby Iwony Wieczorek. Zawierające kompletnie nieprawdziwe informacje i rażące click-baity w tytułach. Rzeczywiście, jest się czym chwalić.

Ekspert od pedofilii… w Kościele

Przedstawiciele TVN-u i Wyborczej twierdzili, że w ogóle nie mieli pojęcia o sprawie. Jest jednak pewna kwestia, która pokazuje, że TVN też ma swoje za uszami, jeśli chodzi o pomijanie pedofilii, jeśli sprawa nie dotyczy Kościoła. Konkretnie mowa o panach Sekielskich, którzy nakręcili głośne „Nie mów nikomu”, gdzie zajęli się księdzem, który był wtyką SB. Zielke dotarł do kobiety, którą w dzieciństwie molestował inny zboczeniec – Jarosław B. Jak opowiada, próbowała szukać pomocy właśnie u Sekielskich, konkretnie u pana Tomasza. Niestety usłyszała tylko, że on się już tym nie zajmuje, ale za to był na tyle miły, że podał jej numer do adwokata, który mógłby jej pomóc. Swój pan, można by rzec, zastanawiam się jednak, dlaczego dziennikarz nie chciał nagłośnić tej sprawy? Nasze ofiary są lepsze niż wasze, czy coś w ten deseń? W każdym razie kobieta opowiedziała Zielkemu, że wspomniany adwokat miał przyjąć dwieście tysięcy złotych od jej oprawcy. Kiedy się o tym dowiedziała, wypowiedziała mu pełnomocnictwo. Sprawa utknęła w martwym punkcie. A kim był rzeczony prawnik? Nazywa się Artur Nowak i jest swego rodzaju ekspertem od pedofilii – niestety tylko tej w Kościele. Powiedział on zresztą wprost autorowi reportażu: Wiesz co, prokuratura, jak prowadzą te sprawy, te wnioski… Kurde no, no jest jakiś taki zwykły pedofil, no to się domagają od niego jakiejś tam kary, nie? A jak już jest tam jakiś tam ksiądz, nie, to po prostu mu przyjebie sąd, to po prostu wiesz tam, ile Bozia dała. Cóż, wypada przynajmniej pogratulować szczerości. Inne cytaty pana Nowaka? Dotyczą przede wszystkim Kościoła, zanotowałam sobie kilka z nich: Uważam, że ta instytucja jest po prostu szkodliwa; I dlatego właśnie mówimy i odważamy się nazwać Kościół poniekąd organizacją przestępczą; Jan Paweł II dzisiaj jest postacią po prostu groteskową; Dla mnie, powtarzam, Wojtyła nie jest problemem, jako patron pedofilii, jako Jan Paweł II i czasy pedofilskiego karnawału w Kościele; Niech gwałcą sobie dalej, niech dalej nas okradają, po prostu, dalej ogłupiają tą swoją historią; A ja sobie wyobrażam, że niedzielny rosół jest przyprawiany jakimiś opiłkami z zębów Jana Pawła II, jakiś ząbek został. Pan Nowak wypowiadał te kwestie w różnych programach telewizyjnych, również w TVN. Podczas dwóch z nich w studiu obok niego siedziały m.in. Manuela Gretkowska i Karolina Korwin-Piotrowska, także znakomite towarzystwo. Obie panie uśmiechały się szeroko na takie i podobne słowa prawnika. Mariusz Zielke i pod tym względem ma sporo do zarzucenia mediom, które oskarżał w swoim reportażu o brak chęci pomocy. Artur Nowak jest wypromowany przez TVN, Onet, Newsweek, OKO.press, Krytykę Polityczną, pewnie jeszcze parę innych mediów, tak zwanych wolnych mediów, które się szczycą tą wolnością, które mówią o tym, że ważny jest dyskurs publiczny, dyskusja o różnych ważnych sprawach społecznych, które są ważnym elementem medialnym w Polsce. One wypromowały człowieka, którego nikt nie sprawdził. Tutaj również przedstawiciele „dziennikarstwa” nie mieli przekonujących argumentów na swoją obronę, ale daruję Wam ich tłumaczenia. Tak czy inaczej link do filmu wrzucę Wam pod tekstem, więc jeśli jeszcze go nie widzieliście, będziecie mogli się zapoznać. Chcę przy okazji pisania tego tekstu jasno podkreślić, że absolutnie nie jestem przeciwna nagłaśnianiu pedofilii w Kościele. Pisałam to już wielokrotnie i napiszę jeszcze raz: uważam, że każdego pedofila powinna spotkać jak najsurowsza kara, niezależnie od tego, czy jest księdzem, policjantem, traktorzystą czy aktywistą LGBT. Nie zamierzam ukrywać, że do trzech pierwszych zawodów mam większy szacunek, niż do tego ostatniego (o ile można to w ogóle nazwać zawodem), ale takimi zbrodniami brzydzę się w sposób szczególny. Szkoda, że nasze państwo bywa tak bezsilne w przypadkach tego rodzaju przestępstw. Naprawdę nie jestem w stanie pojąć, co stoi na przeszkodzie, żeby tego człowieka osądzić i ukarać? Ja rozumiem, że jeśli zgłasza się jedna ofiara po kilkunastu latach, ciężko jest cokolwiek udowodnić, ale jeśli robi to kilkadziesiąt osób, to można chyba przyjąć, że coś jest na rzeczy. W przypadku Jeffreya Epsteina czy Jimmy’ego Saville’a od tego się przecież zaczęło i udało się coś z tym zrobić (chociaż jeśli chodzi o tego pierwszego mam wrażenie, że to jednak grubsza sprawa jest i coś, mimo wszystko, jest zamiatane pod dywan – za dużo sławnych osób było w to zamieszanych).

Szokujące śledztwo Ewy Żarskiej

ie jest to niestety jedyna sprawa, kiedy sprawcy tak obrzydliwych czynów udaje się uniknąć odpowiedzialności. Tę ostatnią przybliże Wam w skrócie, bo tu nie można mówić o bezczynności głównych mediów w Polsce – sprawą zajęła się dziennikarka Polsatu. Mowa o Ewie Żarskiej, autorce reportażu o wstrząsającym tytule: „Mała prosiła, żeby jej nie zabijać”. Natrafiła ona na szokujące rozmowy w Internecie między pedofilami i zdecydowała się dokładnie zbadać sprawę. Wraz ze swoim zespołem rozpoczęła śledztwo, mające na celu wytropienie tych ludzi. Okazało się, że była to grupa kilkudziesięciu osób i tylko niektórym z nich prokuratura postawiła zarzuty rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem małoletnich poniżej 15. roku życia. W pozostałych przypadkach stwierdziła… niską szkodliwość społeczną czynu (!!!). Żarska zdecydowała się znaleźć przede wszystkim jednego z nich. Miał on opowiedzieć, w jaki sposób dokonał morderstwa na sześcioletniej dziewczynce (wcześniej opisywał również porwania i gwałty na dzieciach, których się dopuszczał). Dziennikarka dowiedziała się, że mężczyzną, którego szukała jest Krzysztof P., obywatel Polski, mieszkający w Petersburgu. Policja do pewnego momentu szukała gwałciciela, również wtedy, kiedy ten zorientował się, co się dzieje i wykasował całą swoją aktywność internetową. Niestety strona rosyjska nie odpowiedziała na informację udostępnione jej przez polską policję. Prokuratura postawiła mu jedynie zarzut rozpowszechniania dziecięcej pornografii i nie wystawiła europejskiego nakazu aresztowania, dzięki czemu mógł on swobodnie podróżować między krajami. To spowodowało, że był on dla policji nieuchwytny, jednak autorka reportażu na własną rękę ustaliła, gdzie on mieszka oraz gdzie pracuje. Okazało się, że w Rosji jest on osobą publiczną, wysoko postawioną i często występuje w mediach. Zarabia ogromne pieniądze w dużej międzynarodowej korporacji, gdzie zajmuje prestiżowe stanowisko. Żarska przekazała informacje, do których dotarła, policji – wraz z dokładnym adresem miejsca zamieszkania i pracy i materiałami udowadniającymi jego zbrodnię. W nagrodę otrzymała 6000 zł kary za to, że nie chciała ujawnić swojego źródła. Co dalej działo się z reporterką? Oficjalnie popełniła samobójstwo… W dniu swojej śmierci wrzuciła na FB swoje zdjęcie z plaży i podpisała: „Tak mi się przypomniało… ech. Chcę nad morze! JUŻ!”. Tak sobie pasuje to do osoby, która za chwilę będzie chciała odebrać sobie życie. Trudno jednak powiedzieć, co tak naprawdę się stało, ciężko też oceniać czyjś stan psychiczny na podstawie wpisów w mediach, jednak rodzina, przyjaciele i współpracownicy Żarskiej nie wierzą w jej samobójstwo. Linki do obu materiałów zamieszczam pod tekstem, ale muszę Was ostrzec, że – zwłaszcza ten drugi – zawiera naprawdę drastyczne opisy.

M.

Linki do obu materiałów:

„BAGNO” W REŻYSERII MARIUSZA ZIELKEGO
„MAŁA PROSIŁA, ŻEBY JEJ NIE ZABIJAĆ” W REŻYSERII EWY ŻARSKIEJ







Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Pośrednia odpowiedzialność

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Stało się najgorsze. Umarł polski żołnierz, który miał zaledwie 21 lat. I, oczywiście, zewsząd spływają kondolencje. To wszystko, co możemy zrobić, bo morderca był po drugiej stronie granicy. Nawet nie wiemy, co to był za człowiek. Tak po prostu zabił młodego żołnierza i tyle go widzieli. Zabójcy prawdopodobnie już nie znajdą, ale może warto prześledzić, kto, co i jak doprowadziło do tej tragedii. Bo to nie był jeden koleś z brudnym nożem. To były całe lata zaniedbań. Umówmy się – nasze wojsko leży i kwiczy. Niestety. Czytałam gdzieś, że ten zamordowany żołnierz odbywał służbę dopiero od około sześciu miesięcy. Nie wiem, czy był już gotowy na obronę polskich granic. Nie chcę w żaden sposób temu młodemu chłopakowi umniejszać, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Ten człowiek zrobił wszystko, by bronić polskich granic. Oddał życie. Więcej się nie da.

Skucie w kajdanki za obronę polskich granic

I napiszę od razu, że jestem wściekła nie tylko na bezpośredniego sprawcę, bo od dawna bałam się i chyba nawet o tym pisałam, że w końcu na granicy polsko-białoruskiej dojdzie do tragedii. Nie tylko ja zresztą. Martwiłam się od 2021 roku. W końcu się stało i, uwierzcie mi, wcale nie jestem z tego powodu usatysfakcjonowana. Jestem wściekła i smutna. Ponieważ do tej śmierci w ogóle nie powinno dojść. Podejrzewam, że wszyscy domyślacie się, o co mi chodzi. Otóż mniej-więcej dwa miesiące temu (na przełomie marca i kwietnia) skuci w kajdanki zostali nasi żołnierze. Za co? Za to, że oddali kilka ostrzegawczych strzałów. Najpierw w niebo, potem w ziemię. Kosiniak-Kamysz twierdzi, że wiedział o sprawie niemal od początku. Fajnie, że wiedział, ale nic z tym nie zrobił. Olał ciepłym moczem tych żołnierzy, którzy ośmielili się sięgnąć po broń i bronić polskich granic, bo widzieli, że inaczej się nie da. Ci ludzie zostali ukarani za to, że bronili Polski. A „Tygrysek” o tym wiedział. Prawdopodobnie wiedział też Tusk. I co? I nic! Oj tam, oj tam. Zajęci byli, kampania trwała, a teraz? Mamy w zasadzie to samo – umarł, to umarł. Niestety społeczeństwo zareagowało inaczej. Bo sobie do pustych głów nie wbili, że ich obowiązkiem jest zaznaczyć krzyżyk pod konkretnym nazwiskiem, a potem krzyczeć. I płacić. Doniek tak chciał, więc trzeba. Dopiero parę dni temu, kiedy sprawa wyszła na jaw Kosiniak-Kamysz z Tuskiem stali się bezkompromisowi. W cudzysłowie oczywiście, bo ograniczyli się do „mocnych” wpisów na Twitterze. Oczekuję szybkich wniosków i decyzji organizacyjnych, prawnych oraz personalnych – napisał premier. Fajnie. I co dalej? Są jakieś wnioski i decyzje? Czy Tusk sobie to tak tylko napisał, żeby wyglądało, że się przejmuje? A w kolejnych przeszedł już do atakowania PiS-u, bo tak to na razie wygląda na jego profilu.

Kiedy doszło do śmierci?

Ale to jeszcze nie wszystko, bo w Internecie pojawiły się komentarze, że ś.p. Mateusz zmarł wcześniej. Na tę chwilę – oficjalnie umarł w czwartek, szóstego czerwca. Świeć, Panie, nad Jego duszą. Chciałabym się jednak dowiedzieć, dlaczego informacja o jego śmierci wypłynęła tak późno? Dlaczego dopiero w piątek? Fajnie byłoby poznać powody tej decyzji, bo w tej chwili – poza tym, że kogoś w tyłek parzy, więc zwalają winę na wszystkich innych – nie wiemy nic, możemy się domyślać. Spoko, przyzwyczaiłam się do tego rodzaju dyskursu politycznego, ale zginął człowiek! Polak! I co, nikt z obecnego nie-rządu nie poniesie odpowiedzialności? Kosiniak-Kamysz sam przyznał, że wiedział aresztowaniu naszych wojskowych za obronę granicy wcześniej. Postanowił jednak ukrywać ten fakt, bo przecież… co się może stać? I przez dwa miesiące siedział cicho i miał to w poważaniu. Dopiero, kiedy szambo wybiło, bo panowie mundurowi się wkurzyli (i ciężko im się dziwić}, nasz łaskawy nie-rząd postanowił zareagować. Wpisami na Twitterze. Według nich widocznie wystarczy. Umówmy się – jeżeli ten chłopak umarł dzień wcześniej, a nasi rządzący próbowali to ukryć do wyborów, to jest to skandal. A warto podkreślić, że wyciekły screeny prywatnej rozmowy, z której wynikało, że już wcześniej doszło do śmierci mózgu tego człowieka, wątroba też już nie działała… W imię czego znęcaliście się nad rodziną tego młodego mężczyzny? Nad jego rodzicami, prawdopodobnie rodzeństwem, przyjaciółmi, kolegami z służby? W imię wyborów?! To jest totalna kompromitacja nie-rządu Tuska, pokazująca jakimi podłymi, bezdusznymi, makiawelistycznymi wręcz manipulatorami jest cała ta jego ekipa. Mam nadzieję, że odbije się to na dzisiejszych wyborach, ale obawiam się, że jest jeszcze jakieś stado baranów, które pójdzie zagłosować tak, jak ich pan i władca rozkaże. Oczywiście jest jeszcze druga opcja – że oni faktycznie nic nie wiedzieli, o niczym nie mieli pojęcia, co również ich dyskwalifikuje. Podejrzewam jednak, że chodzi o to pierwsze.

Polska w żałobie…

I dzisiaj ci wszyscy politycy składają kondolencje. Napiszę wprost – to są tylko słowa. Bo w słowach nasi szlachetni politycy są mocni. Wygadywali różne bzdury, wylewali wiadro pomyj, a teraz „z olbrzymią przykrością przyjęli informację o śmierci polskiego żołnierza”. Robert Biedroń, Barbara Kurdej-Szatan {chociaż ona, dzięki Bogu, politykiem jeszcze nie jest, ale niebezpiecznie skręca w tę stronę), Donald Tusk, Szymon Hołownia, wszyscy, którzy parę miesięcy temu odmawiali temu chłopakowi i jego kolegom człowieczeństwa. Przeciez to nie byli ludzie, to były maszyny bez serca, bez mózgu, bez niczego. Tak pisała Kurdej-Szatan, pamiętamy to. A teraz składa kondolencje na Instagramie. Przecież to szlag jasny człowieka trafia na taki poziom obłudy. Ci ludzie są pozbawieni jakiegokolwiek honoru. Może za chwilę się Holland dołączy po swoim propagandowym paździerzu. A można się łatwo domyślić, dlaczego Putin i Łukaszenko zdecydowali się na taki ruch. To już Sowieci wymyślili określenie: „pożyteczni idioci”. Prezydent Rosji doskonale zdawał sobie sprawę, że w Polsce znajdą się durnie, którzy zaczną wypisywać i wykrzykiwać o rasizmie, ksenofobii i okrucieństwie po swojej prowokacji przy naszej granicy. Którzy będą uprawiać prorosyjską agendę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie wiem, czy spodziewał się, że aż tylu kretynów da się nabrać na tę jego oczywistą ustawkę… A dali się nabrać celebryci, dziennikarze, politycy. I teraz ci sami ludzie są zszokowani i wyrażają swoje ubolewanie, bo zginął człowiek. Ale już nie dopuszczają tej myśli, że zginął przez nich. Bo tworzyli takie naciski, że żołnierze na granicy zwyczajnie bali się używać broni. Wchodzi mi tu czasem na profil pewna słodka idiotka, która jeszcze parę dni temu mnie przekonywała, że nie potrafię myśleć, bo przecież skoro mają broń, to mogą z niej korzystać. Było to jeszcze przed wyciekiem o aresztowanych mundurowych za to, że tej broni właśnie użyli. Mam nadzieję, że słodka idiotka zapadła się pod ziemię i więcej nie będzie nic pisać. Chyba że to był wybitny trolling, bo w dzisiejszych czasach ciężko odróżnić.

Czy doczekamy się sprawiedliwości?

Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz są głównymi sprawcami tej tragedii – pomijając, rzecz jasna, bezpośredniego zabójcę. Ale że w końcu dojdzie do takiego wypadku było wiadomo od 2021 roku, kiedy zaczęła się przepychanka na granicy. Ci ludzie od początku wylewali na Wojsko Polskie i Straż Graniczną wiadro pomyj, bo przecież tam są kobiety i dzieci. Pamiętam, jak Joanna Mucha oburzała się, bo Dobromir Sośnierz słusznie powiedział, że nasi mundurowi powinni mieć prawo użycia broni w sytuacjach ekstremalnych. Bo muszą mieć możliwość obrony polskich granic, ale również własnego życia. Zmieszano go wtedy z błotem, bo jak to tak!? To jest przecież niehumanitarne! Warto jeszcze podkreślić, jakie pani Mucha ma braki w edukacji, skoro myliła wtedy humanizm z humanitaryzmem. Ale stado baranów ją wybrało, więc może sobie mówić. A Marcin „Pogłos” Kierwiński? On podobno wcale nie klaskał po filmie Agnieszki Holland. Oglądał, ale się nie zaciągał. Tak, oni wszyscy mają krew tego młodego mężczyzny na rękach. Ci wszyscy, którzy poszli i zapłacili, żeby obejrzeć tępą propagandę antypolskiej reżyser, a potem nie kryli łez wzruszenia i oklaskami nagradzali ten paszkwil – mają krew na rękach. Wszyscy „dziennikarze” Wyborczej, Onetu czy innych Noizzów – mają krew tego człowieka na rękach. I chcę do nich skierować tylko jedno zdanie – gardzę wami (celowo z małej litery). Gardzę Tuskiem, Kosiniakiem-Kamyszem, Kierwińskim, Żukowską, Hołownią, Wcisło (ta, która jest przeciwna PCK, CPK i innym nazwom – to tak przy okazji wspominam, bo niektórzy chyba nie mają świadomości, jakich ludzi wybrali do parlamentu) czy innymi politycznymi klakierami, którzy przyłączyli się do opluwania polskiego munduru (wszak to tylko kawałek ubrania, jak zapewniała pani Mołek). Gardzę każdym pracownikiem polskich mediów, który wymyślał niesamowite bzdury o sytuacji na granicy, żeby pani Holland miała materiały do nakręcenia swojego antypolskiego filmu. Gardzę samą Holland i wszystkimi, którzy ten film obejrzeli, a później bronili go w sieci. Że przecież trzeba obejrzeć, zanim się oceni. Nie, nie trzeba. Te fragmenty, które widziałam utwierdziły mnie w przekonaniu, że wstydem byłoby obejrzenie tego paździerza. Bo ja – w przeciwieństwie do was – mam Polskę w sercu. Sprawiliście, co prawda, że jest to państwo z dykty i kartonu, ale i tak je kocham.

Ale oczywiście fanatyków Tuska, Hołowni czy lewicy to nie obchodzi, bo czemuż to miałaby ich obchodzić pogarda jakiejś zacofanej Polki? Oni obmyją ręce z krwi i dzisiaj znowu pójdą głosować na tych samych ludzi.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Kolejne przedstawienie Grzegorza Brauna

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Grzegorz Braun zapunktował u większości zwolenników prawicy. Można się z nim zgadzać albo nie, można go chwalić za jego niektóre akcje albo ganić. Warto jednak zaznaczyć, że większość z nich zwracała uwagę na kwestie, do których się przyzwyczailiśmy, a które w normalnym państwie byłyby nie do pomyślenia – jak na przykład ozdoby choinkowe popierające „jedyną i słuszną” partię polityczną… w sądzie. Niezależnym i niezawisłym, podkreślam. Albo Chanuka w polskim Sejmie, w którym ci sami ludzie, którzy wręcz w niej uczestniczą, potem krzyczą w Sejmie, że trzeba zdjąć stamtąd krzyże. I tym gamoniom się to dodaje – nawet nie zdają sobie sprawy, że zaprzeczają sobie na każdym kroku. No, ale po rewelacjach Herr Tuska na temat uchodźców i polskiej granicy nic mnie już nie zdziwi. W tej ekipie fikołki i akrobacje robią lepiej niż niegdyś Leszek Blanik – który, zdaje się, później do nich dołączył. Tak upadają wielcy sportowcy.

Polska solidarność idzie chyba trochę za daleko

Ale do brzegu. Braun zdjął ukraińską flagę z masztu na Kopcu Kościuszki. Zacznijmy od tego, że w ogóle jej tam nie powinno być. Rozumiem potrzebę niektórych ludzi, żeby wywieszać ukraińskie flagi w ramach jakiegoś tam wsparcia – chociaż ja zawsze przy różnych okazjach, kiedy ludzie ustawiają sobie flagi innych krajów, powtarzam, że jestem Polką i moimi barwami są tylko te biało-czerwone. I ten fakt wcale nie oznacza mniejszego współczucia. Są jednak miejsca, w których powinna powiewać tylko i wyłącznie polska flaga. I uważam, że Kopiec Kościuszki do takich należy. Niebiesko-żółte barwy były tam nawet 2 maja – w Dniu Polskiej Flagi. Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, podejrzewam, że krakowskie władze, ale proponowałabym zastanowić się nad sobą, ewentualnie jasno się określić i wyjechać na Ukrainę, żeby walczyć o swoją ojczyznę. Bo to naprawdę zachodzi już troszeczkę za daleko.

Szykujcie się na wielkie oburzenie

Zastanawiam się, jakie będą reakcje posłów naszego nie-rządu, bo pamiętamy jak się wszyscy zapluli z oburzenia, kiedy Braun chwycił za gaśnicę i zgasił świece chanukowe. I, jasne, z jednej strony w ogóle nie powinno ich tam w ogóle być, z drugiej mógł sobie darować gaśnicę, bo można było chyba znaleźć mniej ekstremalny sposób pozbycia się tych świec. Potem wymyślano różne kłamstwa na temat tego zdarzenia, a brylowała w nich pani, która postanowiła się z posłem Konfederacji szarpać. Ja nie wiem, czy ona pół słowa prawdy powiedziała na temat tamtego zajścia. Z drugiej strony posłowie nowej koalicji kłamać lubią nadzwyczajnie. Krzysztof Bosak opowiadał, że kiedyś robiono awanturę w Sejmie, bo pan Grzegorz miał jechać pod prąd. Tylko zapomniano dodać, że na ulicy wyłączonej z ruchu podczas jakiegoś spotkania Konfederacji, a Braun jechał tam tylko po to, żeby dostarczyć nagłośnienie. I podejrzewam, że tutaj może być tak samo. Jakiś politolog w Gazecie Wyborczej już lamentuje, że lider Konfederacji Korony Polskiej „czuje się bezkarnie”, a sprawa podobno została już zgłoszona na policję i do prokuratury.

Ukraińska flaga potraktowana jednak z szacunkiem

Dzisiaj posłowie i wielbiciele Platformy, wraz z innymi ugrupowaniami, są zajęci, bo Donald Tusk zorganizował dla nich kolejny wiec. Marsz sprzed roku był udany i prawdopodobnie przyczynił się do tego, że Platforma sięgnęła po władze wraz z sojusznikami, więc premier próbuje tej sztuczki kolejny raz, bo europarlamentarzyści z jego ugrupowania będą mieli jeszcze więcej okazji, żeby szkodzić Polsce kosztem Niemiec, więc nie ma co składać broni, prawda? Ale jestem niemal pewna, że jutro w mediach będzie cyrk, że to zbrodnia przeciw Ukrainie i że Grzegorz Braun służy Rosji (oczywiście do spółki z Jarosławem Kaczyńskim, człowiek Putina w Warszawie w życiu by się nie zhańbił taką współpracą, co to to nie, zapomnijcie o resecie). Nie zdziwię się, jeśli dowiemy się o profanacji, zdeptaniu i Bóg wie, czym jeszcze. Tymczasem nie. Ukraińska flaga została normalnie ściągnięta, prawidłowo złożona i przekazana do ukraińskiego konsulatu. Krzywda się chyba nikomu nie stała? Nie wiem, co tam wymyślą posłowie pseudo-koalicji, żeby trochę ponaparzać w Konfederację przed wyborami (podejrzewam, że Donald Tusk dostał już wytyczne z Brukseli, że musi zrobić absolutnie wszystko, żeby ta straszna, nazistowska partia nie dostała się do Europarlamentu), ale warto by było, żeby uzmysłowili sobie, że jak jest akcja to jest też reakcja.

Gdyby sędziowie w jawny sposób nie wspierali partii Herr Tuska, to Grzegorz Braun nie wynosiłby im choinki z ozdobami na temat wolnych sądów, Unii Europejskiej czy LGBT. Gdyby rząd nie zgodził się na cudaczne obchodzenie Chanuki w Sejmie, podczas gdy niektórzy posłowie krzyczeli, że Sejm nie jest miejscem dla krzyżu, afery z gaśnicą by nie było. Gdyby Kraków szanował miejsce symboliczne dla Polski i okazał polskiej fladze należyty szacunek, zamiast wieszać obok niej inną, sugerując, że powinna być ona tak samo ważna dla Polaków, co nasza ojczysta, to nie byłoby dzisiaj czego zdejmować. Proste?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Nowy pomysł na zabezpieczenie wschodniej granicy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie jestem ekspertką w tym temacie, więc nie będę się wypowiadała, czy robienie bagien i mokradeł to dobry i skuteczny pomysł na obronę wschodniej granicy. Wydaje mi się, że jeśli to będzie dobrze zrobione to nie jest to najgorsze z możliwych rozwiązań. Plany wyglądają na solidne. A trzeba pamiętać, że Rosjanom nie udało się zająć Kijowa w dużej mierze przez nieprzejezdne drogi, które Ukraińcom załatwił Sławomir Nowak, kiedy był tam szefem ukraińskiej agencji drogowej. Ci okazali się jednak niewdzięczni i pan Sławomir stracił pracę, kiedy został oskarżony o korupcję. Cóż, wpaść na Ukrainie za korupcję to trochę jakby zostać złapanym na radykalnym fanatyzmie religijnym w meczecie. Trzeba naprawdę się postarać.

Co jest humanitarne, a co już nie jest?

Wydaje mi się również, że podobne tereny mogą być nie do przejścia dla nielegalnych migrantów, którzy codziennie próbują się przedrzeć przez granicę z Białorusią. I teraz się zastanawiam, jak to się łączy wyborcom Platformy z niedawnymi atakami na polską Straż Graniczną. Pamiętamy wszyscy – była ona zła, straszna i bezduszna, bo podobno stosowała tak zwane push-backi. Moim zdaniem, jeśli nasi pogranicznicy odpierali ich wściekłe i agresywne ataki, to push-back naprawdę nie jest jakimś nie wiadomo jak kontrowersyjną metodą. Jak inaczej mieli bronić granicy? No, ale lewica i wyborcy Platformy wyczytali sobie, że tak jest nieładnie, więc mieli już argumenty przeciwko. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, Donald Tusk znowu przywdział nowe piórka i teraz uchodźcy są źli. W związku z tym, metody pracy Straży Granicznej nie zmieniły się, odkąd koalicja Donalda Tuska przejęła władzę i, nie wiedzieć czemu, Agnieszka Holland nie nagrywa „Zielonej Granicy 2”. Nasz premier był łaskaw się ostatnio skompromitować, bo nagle zmienił poglądy o 180 stopni, ale wcześniej atakowanie PiS za to, że nie wpuszcza migrantów było jego największym nabojem przeciwko poprzedniej władzy. Ale teraz ci migranci magicznie się zmienili, więc metoda walki z nimi musi być ostrzejsza. I to ostrzejsza, niż proponował nawet Dobromir Sośnierz, który tłumaczył, że w razie potrzeby SG powinna mieć prawo strzelać do tych ludzi. Osobiście się z tym zgadzam, przy czym to „w razie potrzeby” interpretowałabym jako takie, że faktycznie dochodzi do sytuacji wyjątkowej, wymykającej się spod kontroli. Czyli na przykład wtedy, kiedy życie funkcjonariusza SG jest zagrożone, a nielegalnego gościa nie odstraszają nawet strzały ostrzegawcze. Przypominam, że wtedy posłanki 3D i KO były święcie oburzone, że jak tak można popierać strzelanie do człowieka, wstyd i hańba!

A co ze zwierzątkami?

A teraz serwujemy im po prostu bieg z przeszkodami, nie do przejścia dla większości z nich. Jeżeli uda im się minąć Straż Graniczna, to zapisują się praktycznie na pewną śmierć. Bo jeśli nie utoną w jakimś bagnie, nie połamią gnatów na jakiejś przeszkodzie, to mogą wylecieć w powietrze. Tak, teren ten na pewnym obszarze ma być zaminowany. Czyli strzelanie do nielegalnych migrantów jest niehumanitarne, ale narażanie ich na utonięcia, powolne konanie w środku lasu w wyniku odniesionych obrażeń albo wysadzenie już niehumanitarne nie jest. Wtedy jest spoko. Obawiam się, że tam będą setki trupów, ale tym razem media nie będą nas o nich tak ochoczo informować, jak o tych nieistniejących zgonach. Wszyscy, rzecz jasna, zdajemy sobie z tego sprawę. Drugim problemem są migrujące zwierzęta. Przecież mur był zły, bo jakieś zwierzę mogło się z nim zderzyć. Płaczom i lamentom nie było końca. A przy takich atrakcjach? Będziemy tam pewnie mieli zalew jeleni, łosi, saren czy żubrów itp. z połamanymi nogami, którym nawet nie będzie jak pomóc, bo nikt tam nie wejdzie. I to też jest spoko, szkoda tylko tych zwierzątek, które straciły życie w pobliżu muru, tych, które będą się topić, łamać nogi i wybuchać, już mniej. Niesamowita jest ta logika Platformy. Niemniej jednak liczę na to, że po odpowiedniej modyfikacji terenu przy granicy na pierwszy ogień pójdzie Franek Sterczewski z torbą Ikei. Niech sprawdzi, czy takie zapory faktycznie są skuteczne – zadanie będzie miał ułatwione, bo tym razem pogranicznicy nie będą mu przeszkadzać. Cały jego bieg powinien być transmitowany na żywo. Niestety, nie wiedzieć czemu, Franciszek od piętnastego października ma wygwizdane na biednych uchodźców i już tam nie biega, żeby ich dokarmiać. Niesamowite jest wręcz to, w jaki sposób posłowie robią użytek ze swojego immunitetu. Spróbowałby taki Kowalski z Nowakiem podobnego numeru, to potem by mieli sprawę w sądzie. A taki Sterczewski może świadomie dokonać próby przestępstwa i nic. Z jazdy po alkoholu i bez oświetlenia na rowerze też się w ten sposób wykpił. Nigdy nie zrozumiem idei immunitetu. To jest zwyczajne pozwolenie państwa na dokonywanie przestępstw ludziom, którzy powinni stać na straży praworządności.

Jaki prezydent…

Nie zrozumcie mnie też źle. Uważam, że mocne, twarde i trudno przejezdne granice państwa powinny być naszym priorytetem – zwłaszcza na wschodzie. Wykazuję jedynie brak logiki, zakłamanie i hipokryzję całej nowej koalicji i ich wyborców. Uważam, że zdrowie nielegalnych migrantów, którzy wymknęli się Straży Granicznej czy zwierząt jest mniej ważne, niż obrona naszej granicy, zwłaszcza że graniczymy z Białorusią, która jest nam nieprzyjazna, Ukrainą, gdzie toczy się wojna i Kaliningradem. Chociaż oczywiście powinno się próbować ograniczyć do minimum wypadki śmiertelne. Powinniśmy się tym zająć już wtedy, kiedy Rosja napadła na Gruzję, ale wtedy było ocieplanie stosunków i słynny reset, a Lech Kaczyński, który wielokrotnie podkreślał, że Rosja może być niebezpieczna również dla Polski był wyśmiewany i wyszydzany. Przypominam, że kiedy został on ostrzelany w Gruzji, ówczesny marszałek Sejmu stwierdził, że „jaki prezydent, taki zamach”. I tu akurat miał rację – pamiętajmy jednak, że powiedział to ten sam facet, który o zamach oskarżał gościa, ponieważ przyniósł krzesło na któryś jego wiec albo innego, który chciał po prostu wręczyć mu ulotkę.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej