Connect with us

Hoplofobia

Jak TVP przebiła dno, czyli reportaż o broni czarnoprochowej

Opublikowano

on

Zamierzam walić w ten bęben do oporu: sytuacja w Polsce jest wyjątkowo beznadziejna. Wszystkie duże media, bez względu na partyjne sympatie czy ideologiczne skrzywienie pokojów redakcyjnych, kłamią w temacie broni palnej na tę samą nutę. Czasami zdarzają się jednak przypadki tak ordynarne w kolportowaniu prymitywnej, antybroniowej propagandy, że nawet osoba totalnie znieczulona na punkcie dziennikarskich manipulacji łapie się za głowę i rzuca z krzykiem przez okno.

Uważam zupełnie nieironicznie, że data 20 maja 2020 roku powinna zapisać się w historii polskiej telewizji. W gmachu przy Woronicza wyemitowano wtedy kuriozalny, urągający wszelkim zasadom rzetelnej publicystyki reportaż dotyczący współczesnych replik broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania, zatem konstrukcji, które każdy pełnoletni obywatel jest w stanie nabyć już za ~1500 złotych bez konieczności wychodzenia z domu czy posiadania policyjnych kwitów. Zaraz na starcie producenci tego gniota uraczyli widzów takim oto stwierdzeniem, cytuję:

Ludzie giną od kul wystrzelonych z broni, którą legalnie można kupić w internecie.

Brzmi niepokojąco. „Ludzie giną od broni z Allegro”. Nagłówki grozy same się drukują. Sęk w tym, że szanowani autorzy nie przytaczają żadnych konkretnych danych, które pozwoliłyby wstępnie ocenić, ilu faktycznie cywilów umiera w Polsce na skutek obrażeń postrzałowych z rewolwerów cp. Postanowiłem więc wykonać tę skomplikowaną robotę za nich i szybko zrozumiałem, czemu jej zaniechali. Otóż twórcy programu „Alarm!” unikają referowania źródeł, bo liczba zabitych jest tu tak mikroskopijna, że w praktyce pomijalna w jakiejkolwiek poważnej (i niepoważnej też) analizie statystycznej.

W najbardziej pesymistycznym i zarazem nierealistycznym wariancie scenariusza co roku na terytorium Polski rejestruje się od 10 (słownie: dziesięciu) do maksymalnie 20 (słownie: dwudziestu) morderstw z użyciem bezpozwoleniowej broni czarnoprochowej. Do tej puli wliczone są także usiłowania (napastnik chciał zabić, ale nie trafił albo zranił ofiarę). Te uśrednione wartości wypreparowałem z tabelek sporządzonych przez Komendę Główną Policji: najpierw zsumowałem liczbę zabójstw z okresu 2002-2020 w subkategorii “Inna broń”, po czym uzyskany wynik (184) podzieliłem przez 19 lat. I po zaokrągleniu wyszło dziesięć. Analogicznie postąpiłem dla podgrupy “Broń palna”, tj. z góry przyjąłem, że połowa (374) uwzględnionych tam zabójstw to postrzały z cp, podzieliłem całość przez 19 i w przybliżeniu dostałem 20. Wcześniej wspomniałem, że jest to wersja nierealistyczna nie bez przyczyny. Elementy składowe w obu rubrykach zinterpretowałem bowiem wspaniałomyślnie na korzyść agitki TVP, natomiast prawda jest taka, że nikt nie wie, jakie rodzaje uzbrojenia wpadają do rzeczonych zbiorów; XIX-wiecznych rewolwerów może być w tym bałaganie mniejszość.

Otrzymane rezultaty warto również przedstawić w szerszym kontekście, mianowicie na przestrzeni tych dziewiętnastu lat stwierdzono w III RP dokładnie 13 414 zabójstw. Oznacza to, że w skrajnym wypadku morderstwa popełniane z dostępnej bez zezwolenia przez internet broni czarnoprochowej stanowią – uwaga – znikome TRZY PROCENT wszystkich zgonów. Po takiej ekspozycji danych robi się boleśnie oczywiste, dlaczego aktywiści zatrudnieni w budynku przy Woronicza zrezygnowali z kwerendy policyjnych statystyk na rzecz serwowania “szokujących” anegdot, przetykanych emocjonalnymi komentarzami naszych rodzimych “Januszy i Grażynek”.

Przy okazji: w narracji TVP pada sugestia, że ataki z udziałem broni cp eskalują. Chciałbym tutaj wyraźnie podkreślić, że wrażenie zwiększonej częstości występowania postrzeleń w ostatnich latach w stosunku do okresu chronologicznie wcześniejszego wcale nie musi być manifestacją rzeczywistego fenomenu. Podejmując się historycznej rekonstrukcji danych w oparciu o relacje medialne, zawsze trzeba brać poprawkę na fakt, że w miarę zbliżania się do teraźniejszości coraz częściej pojawiać się będą spiętrzenia poszukiwanych incydentów. Dzisiaj niegroźny wystrzał z zabytkowego pistoletu ma szansę na uwiecznienie w internetowych archiwach, choćby jakiegoś lokalnego portalu, czego nie da się już powiedzieć o bardziej odległej przeszłości. Wszelkie zaobserwowane trendy wzrostowe należy zatem traktować z ostrożnością, gdyż mogą być one jedynie statystycznym artefaktem.

Odpowiedź Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Jak nietrudno zgadnąć, środowisko strzeleckie w Polsce, w tym szczególnie subkultura tzw. „dymiarzy” (potoczna, nieco pogardliwa łata na właścicieli broni cp), było srogo zbulwersowane ryjącym po dnie i niewybaczalnie żenującym poziomem dziennikarstwa śledczego TVP. Niebawem posypały się skargi pod adresem KRRiT, co zmotywowało państwową biurokrację do pisemnej reakcji. Niestety, odpowiedź Rady okazała się pod wieloma względami gorsza niż sam przedmiot krytyki.

Z korespondencji zwrotnej do pana Andrzeja Turczyna można wyłuskać, że KRRiT „zbadała sprawę” i orzekła, iż program NIE BYŁ MANIPULACJĄ. Cytuję: [Przestępstwa z użyciem czarnoprochowców] to istotny problem, ponieważ od wystrzałów z broni, na którą nie jest wymagane zezwolenie, w ostatnim czasie zginęło kilka osób. I dalej: W takim przedstawieniu faktów nadawca nie dostrzega stronniczości, manipulacji i braku obiektywizmu.

Innymi słowy:

  • Nadawca nie dostrzega manipulacji w celowym i sztucznym wyolbrzymianiu zagrożenia: nie sprawdzałem, ale coś czuję, że „rewolwery z Dzikiego Zachodu” wykorzystywane są w Polsce do zabijania rzadziej niż tłuczek do mięsa.
  • Nadawca nie dostrzega manipulacji w niepoinformowaniu widzów, że przez dziewiętnaście lat w 38-milionowym kraju zdarzało się – po zawyżeniu – raptem 10-20 zabójstw rocznie z broni cp. Nawet gdyby pomnożyć to wszystko x3, w dalszym ciągu mówilibyśmy o marginalnym zjawisku, mającym przyzerowy wpływ na ogólnie pojmowane bezpieczeństwo publiczne.
  • Nadawca nie dostrzega manipulacji w nazywaniu aberracyjnych, jednostkowych, zupełnie odosobnionych przypadków postrzeleń „istotnym problemem” (w domyśle: społecznym).
  • Wreszcie: nadawca nie dostrzega manipulacji w bałamutnym sugerowaniu widzom, że bez dostępu do cp zabójstw można by uniknąć. Jest to ewidentne nadużycie – wystarczy przyjrzeć się okolicznościom, w których doszło do poszczególnych morderstw. Otóż w znakomitej większości incydentów ofiarami były samotne kobiety, starcy albo najbliżsi członkowie rodzin, strzały zaś padały z przyłożenia lub z bardzo bliskiej odległości. Argumentowanie, że gdyby napastnik nie miał rewolweru, to by nie zabił żony, śpiącego brata albo 80-letniego staruszka w parku, jest typowym przejawem infantylnego myślenia życzeniowego.

Generalnie riposta KRRiT jawi się niczym parodia rzetelnego „postępowania wyjaśniającego”. Stanowisko zaprezentowane przez organ kontrolny zahacza wręcz o ponurą farsę. Zignorowanie wyżej wymienionych kontekstów statystycznych jest twardym dowodem na stronniczość nadawcy. Tego nie da się przypudrować. Za ukłon w stronę „obiektywizmu” nie można też uznać zaproszenia miłośnika cp i naświetlenia jego punktu widzenia, gdyż była to co najwyżej słaba kontra do komentarzy hoplofobów (określanych zresztą przez KRRiT mianem „ekspertów”).

Kiedyś dawno temu napisałem, że „budynek przy Woronicza należy zburzyć łącznie z fundamentami, zaś ziemię pod nim wypalić.”

Podtrzymuję tę opinię.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Hoplofobia

Dlaczego lewica neguje konsensus naukowy w sprawie czynnika G?

Opublikowano

on

W domenie psychologii testowanie ludzkiej inteligencji należy do najbardziej wiarygodnych narzędzi, służących do przewidywania przyszłości – stanowi swoiste ukoronowanie tej dziedziny nauki. Jeśli koncept IQ jest niepoprawny, wszystkie inne twierdzenia w psychologii też są niepoprawne.

– Steve Stewart-Williams (link)

Inteligencja wywiera potężny i rozległy wpływ na stratyfikację społeczną, względnie podziały klasowe. Jej efektów nie da się wytłumaczyć wykształceniem rodziców czy warunkami ekonomicznymi, w których chowały się dzieci. Wbrew obiegowej opinii, oddziaływanie szeroko rozumianego “środowiska” na nasze wyniki w nauce i późniejszy poziom zamożności jest stosunkowo słabe.

– Gary N. Marks (link)

Czynnik G to inaczej inteligencja, względnie zdolności poznawcze (kognitywne). W amerykańskich realiach pomiary robione na ogromnych, reprezentatywnych próbach niezmiennie od dekad wykazują, że przeciętna rozbieżność w ilorazie inteligencji między rasą czarną i białą przyjmuje wartość d Cohena 1.00, co przekłada się na ~15 punktów IQ różnicy, a zatem 1 odchylenie standardowe w rozkładzie empirycznym wyników testów. Zgoda w tej kwestii jest ugruntowana i nie podlega dyskusji, zobacz: Jensen & Reynolds (tabela, artykuł), Rushton (tabele, książka), Roth et al. (tabela, metaanaliza), Weiss et al. (cytat, artykuł), Hunt (książka), Frisby & Beaujean (cytat, artykuł), Hu et al. (tabela, artykuł), Lasker et al. (cytat, artykuł) czy Fuerst et al. (cytat, artykuł). Optymistyczne rokowania części badaczy odnośnie stopniowego zanikania międzyrasowych dysproporcji w inteligencji (łączone z “Efektem Flynna”) zawsze były przedwczesne i nieuzasadnione, patrz Rushton & Jensen (cytat, artykuł), Williams (cytat, artykuł), Platt et al. (cytaty, artykuł) czy Nijenhuis & Flier (cytat, metaanaliza). W ocenie laika 15-punktowa przewaga z korzyścią dla białych wydawać się może trywialna, jednak statystyczne i przede wszystkim praktyczne konsekwencje istnienia rzeczonej asymetrii są w makroskali Stanów Zjednoczonych kolosalne.

(źródło, diagram 10.1)

Znając wartości procentowe konkretnych przedziałów (link), załączona wyżej grafika informuje nas, że

  • raptem ~16% amerykańskich Murzynów ma IQ > 100 (dla białych odsetek ten wynosi średnią 50%);
  • raptem ~3% amerykańskich Murzynów ma IQ > 115 (biali ~16%);
  • ~65% amerykańskich Murzynów ma IQ < 90 (biali ~25%);
  • ~35% amerykańskich Murzynów ma IQ < 80 (biali ~10%), co oznacza, że nie przebrnęliby nawet przez sito rekrutacyjne do armii, ponieważ stwarzaliby zagrożenie dla siebie i innych;
  • ~16% amerykańskich Murzynów ma IQ < 70, co sugeruje intelektualne upośledzenie (biali ~3%);

Test inteligencji zaprojektowany przez Davida Wechslera (link, tabela 3) pokazuje z kolei, że

  • 3.6% białych i 18% czarnych ma IQ < 75 (stosunek ~5:1);
  • 21.9% białych i 59.4%. czarnych ma IQ < 90 (stosunek ~2:1);
  • 53.8% białych i 15.7% czarnych ma IQ > 100 (stosunek ~1:3);
  • 27.9% białych i 3.8% czarnych ma IQ > 110 (stosunek ~1:7);
  • 5.4% białych i 0.2% czarnych ma IQ > 125 (stosunek ~1:27);

Dla krańcowo prawej strony ogona rozkładu sytuacja wygląda następująco (skalkulowane na podstawie tabeli 4.3, link):

  • IQ > 120: biali 11.14%, czarni 1.10%, stosunek ~1:10 (Azjaci 17.67%);
  • IQ > 125: biali 5.68%, czarni 0.40%, stosunek ~1:14 (Azjaci 10.36%);
  • IQ > 130: biali 2.59%, czarni 0.13%, stosunek ~1:20 (Azjaci 5.54%);
  • IQ > 135: biali 1.05%, czarni 0.04%, stosunek ~1:26 (Azjaci 2.70%);
  • IQ > 140: biali 0.38%, czarni 0.01%, stosunek ~1:38 (Azjaci 1.19%);
  • IQ > 145: biali 0.12%, czarni 0.00% (Azjaci 0.47%);
  • IQ > 150: biali 0.03%, czarni 0.00% (Azjaci 0.17%);

Czemu te liczby są ważne? Bo spośród wszystkich powszechnie akceptowanych i dających się skwantyfikować zmiennych to właśnie IQ oferuje największy potencjał prognostyczny w takich kluczowych dziedzinach życia i dla tak istotnych zjawisk jak poziom świadomości zdrowotnej, skłonność do antyspołecznych zachowań, przebieg edukacji, sukcesy w nauce, osiągnięcia zawodowe, talenty przywódcze oraz umiejętność akumulowania majątku w okresie dorosłym (szerzej na ten temat do poczytania tutaj). W rezultacie dodanie komponentu w postaci pomiarów inteligencji do rutynowego zestawu zmiennych kontrolnych sprawia, że wiele najbardziej rażących nierówności socjoekonomicznych między przedstawicielami rasy białej i czarnej w USA ulega drastycznej redukcji lub kompletnie zanika. Krótko mówiąc, wmiksowanie IQ do regresji przekreśla szanse na postawienie kategorycznej tezy o “systemowym rasizmie” jako rzekomej przyczynie dominacji białych nad Murzynami. Jest to główna, aczkolwiek rzadko werbalizowana przesłanka, która kieruje postępowaniem lewoskrętnych intelektualistów (socjologia należy tradycyjnie do skrajnie upolitycznionych i zideologizowanych dyscyplin → diagram, link, zaś metodyka i wnioskowanie socjologów zaliczają się do najmniej rzetelnych z powodu deficytu replikacji i potężnego efektu szuflady → cytat, link), gdy ci ignorują czynnik G w swoich pracach albo wręcz zaprzeczają jego doniosłej roli w rozwoju danej subpopulacji. Ich oficjalna argumentacja jest oczywiście taka, że segregowanie ludzi wedle kryteriów inteligencji nosi znamiona (pseudo)naukowego rasizmu i oni z racji swego “oświecenia” nie zamierzają brać udziału w tym haniebnym, zacofanym procederze.

WYBRANE PRZYKŁADY ODDZIAŁYWANIA IQ NA KONKLUZJE BADAŃ
(znacznie więcej obserwacji tu)

  • skorygowanie modelu o inteligencję całkowicie niweluje dysproporcje w dochodach między czarnymi i białymi w Ameryce: Farkas & Vicknair (cytat+tabela, artykuł), Kagawa (artykuł);
  • dopasowanie modelu o inteligencję odwraca (ze szkodą dla białych) związek na linii rasa-dyskryminacja przy zatrudnieniu w tym sensie, że biali mężczyźni, znajdujący się na identycznym szczeblu IQ co czarni, doświadczają relatywnie gorszego traktowania na rynku pracy: Nyborg & Jensen (artykuł);
  • po skorygowaniu modelu o inteligencję (szacowaną przy wykorzystaniu ogólnego testu klasyfikacyjnego armii/AGCT) rozziew w tygodniowych i rocznych zarobkach między czarnymi i białymi mieszkańcami stanów południowych w latach czterdziestych XX wieku kurczy się w zależności od sposobu wprowadzania brakujących statystyk o odpowiednio 72-76% i 78-97%: Carruthers & Wanamaker (cytaty+tabela, artykuł);
  • po skorygowaniu modelu o inteligencję (mierzoną za pomocą baterii testów kwalifikacyjnych sił zbrojnych typu ASVAB lub AFQT) czarni mężczyźni notują wyższe wskaźniki zdawalności egzaminów uniwersyteckich i częściej dostają dyplomy ukończenia studiów niż ich biali rówieśnicy: Herrnstein & Murray (cytat, rozdział), Cameron & Heckman (cytat, artykuł);
  • dodanie parametru IQ do finalnego modelu wydłuża czas edukacji czarnoskórych kobiet i mężczyzn w stosunku do “ilości” edukacji, którą otrzymują biali: Lang & Manove (cytat+wykresy, artykuł);
  • uwzględnienie inteligencji w modelu likwiduje wszelkie rasowe różnice w międzypokoleniowej, ekonomicznej, wertykalnej mobilności społecznej: Mazumder (cytat+wykres, raport), Acs (cytaty, raport), Mazumder (cytat+wykresy, artykuł);
  • skorygowanie modelu o inteligencję eliminuje różnice w długości zasądzanych wyroków: Simon (tabela+cytat, artykuł);
  • wkalkulowanie inteligencji do modelu zmniejsza niemal do zera przepaść między czarnymi i białymi, jeśli chodzi o względne ryzyko aresztowania i uwięzienia: Beaver et al. (artykuł), Beaver et al. (artykuł);
  • skontrolowanie modelu o inteligencję oraz impulsywność powoduje, że kolor skóry recydywisty przestaje korelować z prawdopodobieństwem jego ponownego aresztowania: Schwartz & Beaver (tabela, artykuł);
  • korekta o inteligencję i agresywne predyspozycje skazańców ujawnia, że uprzedzenia rasowe przy zasądzaniu wyroków śmierci są artefaktem statystycznym, powstałym na drodze niepełnej kalibracji bazowego modelu: Heilbrun et al. (cytat, artykuł);

 

(cytat z Wikipedii, zarchiwizowany 9 lipca 2022)

Negowanie mocy predykcyjnej IQ w generowaniu i podtrzymywaniu różnic międzygrupowych prowadzi do czegoś na wzór zbiorowej paranoi, czyli kolektywnego przeświadczenia, iż oto tajemnicze, wrogie siły działają za naszymi plecami i mimo nieustających prób rugowania z przestrzeni społecznej wszelkich przejawów dyskryminacji oraz uprzedzeń rasowych, ciągle utrwalają nierówności na polu edukacji lub w dostępie do dobrze płatnych zawodów. Jest to później idealny grunt dla rozrostu wielopokoleniowych frustracji, podejrzeń i nienawiści, co w połączeniu z masowymi transferami ograniczonych środków publicznych na chybione bądź nieefektywne programy pomocowe tylko pogłębia poczucie zniweczonych nadziei. Miliony dolarów rocznie wydawane są na wydumane interwencje czy realizowanie mrzonek o “podnoszeniu wyników w nauce”. Niestety, na skutek rasowych implikacji badań dotyczących wpływu IQ i obaw, że w razie poruszenia tego tematu spadnie na nich środowiskowy ostracyzm, amerykańscy decydenci dalej będą udawać, że głaz ten można wtoczyć na szczyt.

Czytaj dalej

Hoplofobia

Czy te oczy mogą kłamać?

Opublikowano

on

Anglojęzyczna Wikipedia podaje (link), że Michael Shermer to popularyzator i historyk nauki, prezes Stowarzyszenia Sceptyków, redaktor naczelny kwartalnika “Skeptic”, autor przeszło tuzina książek, sygnatariusz wielu artykułów na łamach szanowanej prasy oraz postać czynnie zaangażowana w śledzenie, badanie, podważanie i demaskowanie pseudonaukowych, paranormalnych i religijnych twierdzeń, które zaśmiecają przestrzeń społeczną. Słowem, chłodny, analityczny umysł, który nie uwierzy, dopóki nie sprawdzi.

Po ostatniej masakrze-strzelaninie w szkole podstawowej w teksańskim Uvalde Shermer poczuł wenę twórczą, zasiadł do pisania i spłodził felieton na wiadomy temat, ten zaś po dwóch tygodniach wylądował na stronach magazynu “Quillette”. Postawił w nim kategoryczną tezę, że kołem zamachowym przemocy z udziałem broni palnej w Ameryce jest zbyt łatwy dostęp do tejże broni (link). Związek ów ma, jego zdaniem, charakter przyczynowy w tym sensie, że kraje, które obniżyły u siebie wskaźniki zabójstw i samobójstw z użyciem broni, równolegle wdrożyły także surowe zasady jej reglamentacji. Tymi krajami były w latach 90. XX wieku Australia i Austria. O wymiernych konsekwencjach reform premiera Johna Howarda po rzezi w Port Arthur wspominałem w innym miejscu, nie będę się więc powtarzał (dodam tylko, że całokształt materiału dowodowego przekonuje, iż nie wpłynęły one na poziom lokalnej przestępczości). Proponuję za to przyjrzeć się sytuacji w Austrii, bo nasz samozwańczy sceptyk znowu pomija kluczowe detale, niepasujące mu do narracji.

Shermer argumentuje (referując konkluzje tekstu, wydanego nakładem sztandarowego czasopisma brytyjskiego Królewskiego Kolegium Psychiatrów), że po wymuszonym przez unijne dyrektywy nałożeniu restrykcji na cywilny obrót bronią w Austrii w roku 1997 (weryfikacje niekaralności, testy psychologiczne, kursy bezpiecznej obsługi i znajomości prawa, zakazy sprzedaży karabinków “szturmowych”, obowiązkowe szafki i sejfy etc.) zaobserwowano wyraźne kurczenie się puli licencjonowanych posiadaczy broni i korespondujący z nim spadek średniej liczby zabójstw i samobójstw popełnianych z broni palnej. Ten “naturalny eksperyment” – kontynuuje Shermer – powinien być lekcją dla Amerykanów, że przy odpowiedniej determinacji i woli politycznej da się wprowadzić korzystne z punktu widzenia zdrowia publicznego zmiany, przynoszące natychmiastowe efekty.

Problem z tą huraoptymistyczną propagandą sukcesu jest taki, że zarówno pan “sceptyk”, jak i cytowani przez niego autorzy wygodnie przemilczeli długofalowe trendy w kształtowaniu się OGÓLNYCH WSKAŹNIKÓW PRZEMOCY w Austrii przed rokiem 1997 i po roku 1997. Te bowiem ujawniają, że ostrzejsze regulacje w żaden sposób nie korelują z częstością występowania zgonów. Poziom samobójstw ulegał dalszej redukcji w niemal identycznym tempie jak przed wejściem w życie obostrzeń, w przypadku natomiast najważniejszej subkategorii, czyli morderstw i zabójstw, można wręcz pokusić się o wnioskowanie, że restrykcje spowolniły dynamikę spadku śmiertelności, co sugeruje scenariusz znany z USA: rozbrojenie populacji nie-kryminalistów i ograniczenie im możliwości legalnej obrony rozzuchwala populację kryminalistów, skutkując eskalacją zabijania za pomocą innych metod.

(źródło)

(źródło)

Powyższe wykresy nie pozostawiają pola do interpretacji: ja, anonimowy bloger z polskiej piwnicy, jestem lepszym sceptykiem niż amerykański profesjonalista i medialny celebryta, Michael Shermer, który zdecydował się zataić przed swoimi czytelnikami newralgiczne fakty dotyczące rezultatów austriackiej ofensywy legislacyjnej z roku 1997. Nieładnie.

Czytaj dalej

Hoplofobia

Profil rasowy sprawców masowych mordów i strzelanin w Ameryce

Opublikowano

on

Parę lat temu zespół dziennikarzy nowojorskiego „Timesa” przygotował sztucznie rozwleczony reportaż na temat wszystkich strzelanin zarejestrowanych na terenie Stanów Zjednoczonych w roku 2015 z uwzględnieniem rasy sprawców. Ogromną większość z nich stanowiły prywatne wendetty, inicjowane przez lokalne gangi uliczne, oraz mordy rodzinne. Najważniejsze statystyki rozrzucono po całym tekście i przy pierwszym kontakcie jest rzeczą niemożliwą uchwycić ich zniuansowanie, dlatego przechodzę od razu do sedna.

NYT ujawnia, że spośród 358 strzelanin z minimum czterema osobami zabitymi i/lub rannymi w blisko połowie przypadków (160) nie udało się zidentyfikować tożsamości strzelca. Daje to 198 zweryfikowanych incydentów; trzy-czwarte z nich (144 albo 73 proc.) popełnili czarni. Po wykluczeniu 144 „zamkniętych” spraw zostaje zatem 160 nierozwikłanych i 54 z rozpoznanym nie-czarnym zamachowcem. Czy posiłkując się tak okrojonym materiałem można oszacować, za ile ataków ponoszą winę potomkowie europejskich osadników?

214 (160+54) przekłada się na 60 proc. ogółu strzelanin – w tym właśnie przedziale mieszczą się biali napastnicy. Autorzy felietonu podkreślają, że z powodu ułomności policyjnych źródeł, które nie rozróżniają grup etnicznych, zaliczyli do subkategorii „Whites” lwią część Latynosów, znacząco utrudniając wyizolowanie poszukiwanych przypadków. Z drugiej strony wspomnieli także, iż z początkowej puli 358 zdarzeń odnotowanych w 2015 roku 39 zaklasyfikowano jako eksplozje przemocy domowej zakończone rzezią członków rodziny; biali dopuścili się 63 proc. z tych morderstw. Po dokooptowaniu do tego najgłośniejszych medialnie masakr w miejscach publicznych, składających się przeciętnie na kilka incydentów rocznie, oraz zbioru mniejszych ataków z jedną osobą zabitą można spokojnie przyjąć, że „non-Hispanic Whites” odpowiadają bezpośrednio za maksymalnie 36 (~10 proc.) strzelanin [1] (diagramy kołowe prezentują surowe proporcje, nieskorygowane o wielkość populacji, słupki ukazują wskaźniki przeskalowane):

grafika po angielsku link

Co się stanie, gdy zmodyfikujemy bazową definicję z czterech osób rannych (niekoniecznie śmiertelnie) na minimum cztery osoby zabite? Poniższe statystyki pochodzą z najnowszej publikacji Foxa & Levina, kryminologów z Uniwersytetu Północno-Wschodniego w Bostonie:

grafika po angielsku link

Końcowe wnioski

Na przekór fałszywym opiniom kolportowanym w mediach sprawcami znakomitej większości wybuchów masowej przemocy w Ameryce są czarni mężczyźni, stanowiący zaledwie ~6 proc. ludności. Z perspektywy statystycznej sytuacja wygląda następująco: reprezentanci tej populacji odpowiadają rocznie za ~80 proc. wszystkich strzelanin, co oznacza, iż matematyczna szansa dostania się pod lufę czarnoskórego napastnika w USA jest kilkanaście razy wyższa niż w przypadku agresora o białym kolorze skóry. Wywindowanie progu numerycznego ofiar śmiertelnych do 4+ zabitych redukuje wspomniane ryzyko po stronie Murzynów, ale i tak w stosunku do swojej liczebności deklasują oni konkurencję w rankingu morderców. It’s not even close.

_________________________

[1] Jedna kwestia wymaga tutaj uściślenia: jak się rzekło, NYT nie pozostawili explicite uwag odnośnie rasy lub pochodzenia etnicznego przy 160 strzelaninach. Milczące założenie, że ich inicjatorami byli agresorzy o ciemnej karnacji wynika wprost z samego artykułu oraz dedukcji na podstawie statystyk federalnych. Tajemnicą poliszynela jest, że najwięcej nierozwiązanych zabójstw w Ameryce to pochodna konfrontacji ulicznych z udziałem młodych Murzynów albo latynoskich cholos w roli ofiar, co niemal zawsze oznacza też zaangażowanie mordercy bądź morderców o podobnym odcieniu skóry (przy okazji: Murzyni ginący z rąk białych stanowią symboliczny procent wszystkich czarnych ofiar zabójstw; FBI podaje średnio ~200 przypadków w skali roku, ale ponieważ wielu z tych zabójców to w rzeczywistości Latynosi, błędnie zakodowani przez lokalną policję jako biali na wstępnym etapie śledztwa, bardziej realna liczba „white-on-black homicides” jest nieporównywalnie niższa). Problemy z identyfikacją sprawców nie dotyczą natomiast przemocy domowej czy miłosnych trójkątów (cytat), a są to najbardziej typowe motywy zbrodni pośród przedstawicieli białej ludności, regularnie wieńczone aresztowaniem podejrzanego. Nie powinno więc dziwić, że większość (ok. 3/4) skatalogowanych przez nowojorski dziennik zajść, w których uczestniczyli biali Amerykanie, sprowadzała się do eskalowania wewnętrznych konfliktów w patologicznych rodzinach z długim rekordem policyjnych interwencji.

Czytaj dalej