Connect with us

Inny Wymiar

Inny Wywiad (VII) – gość: Wojciech Kozioł

Avatar photo

Opublikowano

on

Dzień dobry wszystkim, bądźcie zdrowi. Zapraszam was na kolejny już . Tym razem gościem programu był mój dobry kolega po fachu z TŻT, ekspert do spraw geopolityki i redaktor naczelny strony „Kijem w mrowisko” – Wojciech Kozioł. Pomówiliśmy o bieżącej sytuacji na świecie, zachowaniu się różnych państw w stosunku do wojny i możliwościach na przyszłość. Warto przeczytać.

IW⚫: Zacznijmy od początku. Jak scharakteryzowałbyś sytuację geopolityczną patrząc na luty tego roku, czyli czas kiedy Rosja napadła na Ukrainę?

WK⚪: Zadałeś mi pytanie, na które można odpowiedzieć rozdziałem w pracy naukowej. Ale mówiąc w dużym skrócie – na pewno jest to na swój sposób moment wielkich zmian.

Jeśli jeszcze pamiętamy ostatnie miesiące 2021 roku, to nic nie wskazywało na aż takie zmiany. Widzieliśmy Stany Zjednoczone, które nieudolnie wycofały się z Afganistanu. Mieliśmy Niemcy, które dostały zielone światło na uruchomienie Nord Stream 2. Do tego doszły również nowe umowy rosyjsko-chińskie w sprawie dostaw surowców energetycznych. Byliśmy wtedy w bardzo złym położeniu i wydawało się, że również i nasze interesy są przypieczętowane.

Po 24 lutego wszystko to zaczęło się odwracać. USA twardo postawiły na współpracę w ramach NATO, by już nie pojawiały się komentarze o „śmierci mózgowej Sojuszu”. Rosja po przegranej pod Kijowem oraz ogromnych zaniedbaniach pierwszej fazy wojny obnażyła problemy swojej „niezwyciężonej armii”. Ukraina zadziwiła świat swoją walecznością i przygotowaniem do wojny – przy ogromnej pomocy Zachodu, co jest niezwykle istotne. Natomiast Niemcy zawiedli, jako liderzy Europy.
Ta wojna może być dopiero początkiem wielkich zmian w tej części Europy.

IW⚫: Myślę, że można powiedzieć, iż Stany Zjednoczone poprawiły swój wizerunek w oczach świata w ostatnich miesiącach. Jak sądzisz, na ile to zasługa otoczenia prezydenta Bidena, a na ile jego samego? Wszak jest on raczej wyśmiewany, jako „starszy człowiek z demencją”, a od jakiegoś czasu poparcie dla niego wśród Amerykanów słabnie.

WK⚪: Nie jestem osobą aż na tyle dobrze znającą amerykańską administrację, by z pewnością odpowiedzieć czy to są decyzje prezydenta Bidena czy kogoś z jego otoczenia. Na pewno korzysta on z rzeszy doradców, którzy dobrze znają fundamenty amerykańskiej strategii. Aktualny kierunek polityki jest taki, by osłabić, a w najlepszym wypadu pokonać Rosję, która jest strategicznym partnerem Chin. Być może Amerykanie wreszcie wybudzą się z tego mitu, że z Rosją da się dokonać resetu. Dlatego tutaj chyba cała administracja z Bidenem na czele oraz cały sektor militarny będą mówić jednym głosem.

IW⚫: Wspomniałeś wcześniej o Niemczech i ich rozczarowującej w temacie wojny postawie. Jak wypadają one w tym kontekście w porównaniu z USA? Jak oceniłbyś słowa Scholza chwalącego swój rząd, (a więc de facto i siebie samego) za skalę niemieckiej pomocy dla Ukrainy?

WK⚪: Niedawno Amerykanie opublikowali dokument, zawierający informację na temat „oficjalnych” dostaw sprzętu. Więc z pewnością na Ukrainę dostarczono tego znacznie więcej. Niemniej te liczby robiły wrażenie, a na tym ta pomoc się nie kończy. Kilka dni temu prezydent Biden znów zapowiedział kolejne wsparcie dla Ukrainy.
Pod tym względem Stany przodują w stawce przed Polakami i Brytyjczykami. Poza tym podium jest już spora przepaść. Choć wiadomo, że są też państwa, jak na przykład Estonia, która nie dostarczyła ilościowo wiele sprzętu, ale w stosunku do swojego PKB jest chyba nadal na pierwszym miejscu.

Niemieckie wsparcie to jest wręcz epopeja. W zasadzie można by powiedzieć, że przez pierwsze kilka miesięcy RFN robiła wszystko byle tylko nie dostarczyć na Ukrainę czegoś użytecznego. Historię z kaskami-hełmami większość już zna. Jednak nie lepiej było z BWP Marderami, które jedynie stały im w magazynach, a mowa tu o wozach mających kilkadziesiąt lat na karku! Nie inaczej sytuacja wyglądała z działami przeciwlotniczymi Gepard, do których Niemcy nawet nie posiadali odpowiedniej ilości amunicji. A takich przykładów można jeszcze znaleźć bardzo dużo.
Dopiero w ostatnich dwóch miesiącach Niemcy zaczęli nieco bardziej dotować Ukrainę, ale to i tak niewiele, jak na ich możliwości.

Co zaś do samego kanclerza Scholza, to naprawdę jest to ostatnia osoba w niemieckim rządzie, która może czuć jakąkolwiek dumę z pomocy Ukrainie. Człowiek, który przez pierwsze miesiące kłamał w żywe oczy na temat dostaw. Następnie chciał wykorzystać wojnę, jako pretekst do zniesienia zasady jednomyślności w Unii. Ukoronowaniem ostatniego półrocza w jego wykonaniu jest historia z obiema nitkami Nord Stream. Najpierw niedziałająca turbina, potem zmniejszenie przepływu, by na końcu się okazało, że ostatnie 15 lat budowy niemiecko-rosyjskiego projektu gazowego wyleciało w powietrze.

IW⚫: Czy zważając na powyższe, uważasz, że słuszne są głosy, iż Niemcy stoją w tej wojnie po stronie Rosji? Niektórzy jak, chociażby Prof. Wielomski twierdzą, że Niemcy są tu po stronie Niemiec, tzn. dbają o swoje państwo i jego interesy, gdyż uważają to za sprawy najważniejsze. Jak to skomentujesz?

WK⚪: To, że Niemcy dbają tu przede wszystkim o swoje interesy jest prawdą. Problem jest jednak taki, że interesy Niemieckie, w wielu formatach, pokrywają się z celami rosyjskimi. Żeby tylko przypomnieć słowa niemieckich oficjeli do ukraińskiego ambasadora na początku wojny, że „Ukrainie nie ma sensu już pomagać”. Wiadomo również, że jednym z najbardziej blokujących wsparcie dla Ukrainy po 2014 roku była Angela Merkel.

Pod względem energetyki Niemcy również ściśle współpracowali z Rosjanami. W końcu Nord Stream miał z Niemiec uczynić hegemona w Europie, co też kiedyś świetnie opisał Jakub Wiech w swoim „Energiewende. Nowe Niemieckie Imperium”.
Przypadek Gerharda Schroedera również jest dobrze znany. Były kanclerze z ramienia SPD, który od lat ma bliskie stosunki nie tylko z rosyjskim sektorem energetycznym, ale i samym Władimirem Putinem. Dlatego jeśli ktoś szuka znaczących państw w Europie, które przez lata karmiły Kreml, to nie są to jakieś małe orbanowskie Węgry, włoski Salvini czy Le Pen, którzy nie mieli takiej siły sprawczej.
Niemcy będą musieli teraz odpokutować te lata, bo nie tylko zawiedli, jako lider Unii Europejskiej, ale też jako państwo, które powinno wiedzieć najlepiej, jakie są konsekwencje lekceważenia dyktatorów z neoimperialnymi wizjami świata.

IW⚫: Zwłaszcza, że nasi zachodni sąsiedzi, jako najważniejsze ogniwo Unii, często wspominali o jej „wartościach”, jak np. obrona słabszych. Teraz ich nie pokazali.

WK⚪: Dokładnie tak. No i trzeba przyznać, że stali się przez to karykaturą samych siebie. Prezydent Macron telefonujący do Putina dzień w dzień, co stało się niemal memem, a następnie robiący sobie stylizacje przed paparazzi „na Zełeńskiego”, w bluzie i z zarostem. Kanclerz Scholz kręcący się wokół turbiny do gazociągu i nie potrafiący zrozumieć dlaczego Putin jej nie chce.

Za to z najlepszej strony, co należy podkreślać za każdym razem, sprawiły się państwa naszego regionu. Państwa Bałtyckie, Polska, Czechy, Słowacja, nawet Chorwacja.

Brytyjczycy też aktywnie grają w anglosaską rozgrywkę osłabienia Rosji. Jest to dla nas bardzo dobry układ, który póki co działa.

IW⚫: Wymieniłeś powyżej Węgry Wiktora Orbana, które mają dużo mniejsze znaczenie w interesach z Rosją, niż Niemcy. Jak określiłbyś węgierską politykę względem Rosji i Ukrainy w czasie wojny i jakie masz zdanie na jej temat?

WK⚪: Węgry to jest bardzo skomplikowany temat. Duże znaczenie ma dla nich położenie geograficzne – na południe od Karpat i bez dostępu do morza. Nie czują oni aż tak bezpośredniego zagrożenia od strony Rosji, ale też nie mogą sobie pozwolić na uniezależnienie się od niej tak jak my z terminalem LNG. Tutaj jestem w stanie ich zrozumieć.

Natomiast nie trafiają do mnie tezy Viktora Orbana, mówiące o tym, że sankcje nie działają i że bardziej szkodzą zachodowi, niż Rosji. Nie jest to prawdą i w zasadzie nie ma nic, co by jednoznacznie potwierdzało tę tezę. Nawet jeśli weźmiemy tylko straty Rosji pod kątem rezerw czy gdy przeczytamy sobie raport Yale na temat sankcji, to wszystko to przeczy słowom węgierskiego premiera. Jego polityka jest zdecydowanie inna od naszej w kwestii Ukrainy, gdzie dla nas do rangi stanu wyrosły wygrana Ukrainy i klęska Rosji.

IW⚫: Jak opisałbyś to jak zmieniała się przez te miesiące i zmienia wciąż sytuacja na froncie?

WK⚪: Dużo czasu można by poświecić na przebieg działań wojennych, ale żeby tak to w dużym skrócie ująć, to możemy wyszczególnić sobie kilka znaczących etapów.

Pierwszym była zdecydowanie bitwa kijowska. Rosjanie do tego momentu myśleli, że będą w stanie obalić rząd w Kijowie, pozbyć się prezydenta i posadzić tam swoją marionetkę. Ukraińcy się nie złamali i odparli to pierwsze uderzenie.

Przez całą wiosnę mieliśmy taką pełzającą ofensywę rosyjską, która stopniowo zdobywała tereny w obwodach zaporoskim, ługańskim, chersońskim i charkowskim. Dużo swobody w późniejszym czasie dało wyparcie Rosjan od strony białoruskiej i z północy.

Dla Ukrainy z pewnością punktem szczególnie niebezpiecznym był upadek Siewierodoniecka, gdzie popełnili dużo błędów, ale wyszli z tego, choć z dużymi stratami. Od tego momentu mieliśmy początek, tak zwanego „HIMARS-owania”, które przez lato mocno osłabiło rosyjską logistykę, co odbiło się na ich zdolnościach defensywnych.

No i wreszcie mamy wrzesień i jest to pierwszy moment kiedy Ukraińcy zdecydowanie przejęli inicjatywę w tej wojnie. Kontrofensywa w charkowskim, parcie w stronę obwodu ługańskiego oraz powolne przesuwanie linii frontu pod Chersoniem. Będę akurat starał się do końca wiosny przyszłego roku sklecić w temacie Ukrainy pracę naukową i tam już pewnie więcej szczegółów zawrę na temat przebiegu działań wojennych.

IW⚫: Na ile mocno sytuację zmienia przyłączenie przez Federację Rosyjską w skład swojego kraju obwodów zaporoskiego, chersońskiego, ługańskiego i donieckiego? Teraz władze Rosji zapowiedziały, że ataki Ukraińców na te tereny będą uznawane za uderzenia w obszar państwa rosyjskiego. Jednocześnie armia Ukrainy nie zamierza odpuszczać walki o odzyskanie kontroli nad tymi obwodami, a przynajmniej tak głoszą ukraińskie komunikaty.

WK⚪: Powiem szczerze, że wszyscy teraz zachodzą w głowę, co Putin chciał tym osiągnąć. Tym bardziej, że walki nadal trwają. Jest kilka teorii. Pierwsza taka, że Rosja potrzebowała jakiegokolwiek sukcesu, bo powiedzmy sobie szczerze, od czerwca stoi w miejscu albo jest w defensywie.

Równie dobrze mógł to być ruch w stronę Zachodu: Widzicie? Mam co chciałem osiągnąć, chce negocjować pokój i wrócić do „business as usual” tylko ci źli Ukraińcy cały czas atakują.”

No i jest jeszcze ta najbardziej nieprzyjemna, czyli groźbą eskalacją i użyciem taktycznej broni jądrowej. Wiadomo, że Amerykanie też biorą to pod uwagę i śledzą ruchy rosyjskie w tych sprawach, więc nie można tej ewentualności zignorować. Zagrożenie jest małe, ale istnieje. Oczywiście my możemy spać spokojnie, jako członkowie NATO. Ale nie widzę też, by Ukraińcy się tym przejmowali. Oni wiedzą, że walczą o swoją ziemię, a nie o jakieś wyimaginowane tereny rosyjskie.
Warto też mieć na uwadze to, że tak jak w przypadku Krymu, żadna poważna organizacja międzynarodowa nie uznała tego za zgodne z prawem.

IW⚫: Jak sądzisz, jak w najbliższym czasie będzie się malowała sytuacja na polu walk?

WK⚪: Zawsze jest to trochę wróżenie z fusów i rozważanie wielu opcji. Po udanej ofensywie charkowskiej zarysowałem trzy możliwe scenariusze. Jeden z nich okazał się właściwy, czyli Łymań, który został odbity, kiedy rozmawiamy. Zdobycie tego miasta to częściowe otwarcie drogi do Siewierodoniecka. Być może tam ruszy kolejne uderzenie lub północną część obwodu ługańskiego.

Inne opcje, czyli przecięcie pasa łączącego Krym i Rostów nad Donem – czyli kierunek Mariupol. Kolejna opcja to Chersoń, choć tutaj Rosjanie nadal są mocno okopani. Na ten moment najbardziej prawdopodobnym wydaje się być Siewierodonieck.

IW⚫: Jaki masz pogląd na temat działań polskiego rządu oraz Polek i Polaków, jeżeli mówimy o wsparciu dla ukraińskich uchodźców? Jest rozsądne czy może przesadzone i, jeśli zbyt wielkie to na tyle, że możemy już mówić o tzw. „ukrainizacji Polski” i wpychaniu naszej ojczyzny w nie naszą wojnę przez imperium amerykańskie?

WK⚪: Zacznijmy może od samych Polaków, jako społeczeństwa, bo tutaj jako naród naprawdę dokonaliśmy rzeczy niezwykłych. W momencie szczytowym przyjęliśmy prawie 4 miliony uchodźców. Dla porównania: w Warszawie mieszka niecałe 1,9 mln. Nawet zagraniczni obserwatorzy nie wierzyli własnym oczom: nie powstały żadne obozy, nie było żadnych masowych zamieszek. Nawet sytuacja na granicy się nie zawaliła, pomimo ekstremalnej sytuacji.
Jeśli chodzi o państwo, to też zrobiliśmy dużo. Duża jest to też zasługa tego, że sami Ukraińcy poczuli się tutaj mile widziani, co też szybko pomogło się wielu zasymilować. Wiadomo, wyjątki się zdarzają od reguły, ale nie ujmuje to całości tego zjawiska wsparcia.

Co zaś do krzyczących „stop ukrainizacji Polski” to tutaj dość aktywnie demaskowaliśmy tę akcję wspólnie z Nagrodą Złotego Goebbelsa na TT. Całość była nakręcona głównie przez osoby ze środowiska Grzegorza Brauna, którzy pisali po kilkaset(!) tweetów z tym hasztagiem. Dodatkowo bardzo często wrzucali zdjęcia np. pociągów z węglem z dopiskiem, że jest on właśnie wywożony za granicę. A wystarczyło tylko wyszukać tego samego zdjęcia w googlach, by się zorientować, że pochodzą one np. sprzed 10 lat z gazet zagraniczych i dotyczą zupełnie innych tematów. Takich postów były dziesiątki. Chciałbym tak samo zrozumieć pojęcie „nie nasza wojna”. Jeśli konsekwencje wojny nas dotykają, to musimy reagować. Państwa nie żyją w próżni i oddziałują na siebie. Dla nas w interesie jest, by Ukraina była uniezależniona od Rosji i w dobrych relacjach z nami. Więc jakiejś „ukrainizacji” się nie boję i też innym to radzę, by patrzyli na to chłodnym okiem, a nie emocjami i krzykami na tweeterze.

Nikt nas nie wpycha wojnę, jak to twierdzi choćby Leszek Sykulski. Ja tutaj wyznaję starą uniwersalną zasadę: chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Armia ma przede wszystkim odstraszać. Poza tym, gdy ktoś mówi o wciąganiu Polski do wojny, to często zapomina o tym, że mowa tu również o całym Sojuszu. A warto zaznaczyć, że Ukraina korzysta tylko z części potencjału jaki posiada NATO, a i tak obnażyła wiele rosyjskich słabości.

IW⚫: Ostatnio sporo mówi się o możliwym przyjęciu Ukrainy właśnie w skład Paktu Północnoatlantyckiego, być może w trybie przyspieszonym. Na ile jest to realne?

WK⚪: Na ten moment myślę, że to nierealne. Podobnie jak w przypadku przyłączenia do Unii. To są gesty. Miłe dla oka, mające wymiar symboliczny i mające irytować Rosję, ale nie widzę szansy, by Ukraina weszła do NATO w najbliższym czasie. Nastąpić by musiała również zgoda wszystkich państw członkowskich, co nie zawsze jest taką oczywistością. Dobrze wiemy, że nawet takie państwa jak Finlandia i Szwecja muszą kilka warunków tutaj spełnić i trochę czasu jeszcze odczekać, by wejść do Sojuszu.

IW⚫: Mówi się, że wszystko ma swoje wady i zalety, więc jakkolwiek absurdalnie nie zabrzmiałoby to pytanie, to chciałbym Ci je w tym miejscu zadać – co dobrego przyniósł dla Polski i innych państw ten konflikt?

WK⚪: Jest kilka rzeczy, które z pewnością dla nas okazały się dobre z tego wszystkiego. Paradoksalnie poprawa naszej sytuacji geostrategicznej. Szwecja i Finlandia, które chcą przystąpić do NATO od razu odciążają nas na Bałtyku oraz tworzą potencjalny nowy front dla Rosji. Warto pamiętać, że są to naprawdę dobrze wyszkolone i uzbrojone armie. Do tego my sami zostaliśmy „pchnięci kijem” do zmodernizowania sił zbrojnych. Wiele zakupów jest w gruncie rzeczy trafnych, a polskie siły pancerne zdecydowanie potrzebowały nowego sprzętu. My natomiast zrobiliśmy ze starych T-72 dobry użytek dając je Ukrainie, niż posyłać je na żyletki za kilka lat. No i najważniejsza rzecz, udało się zerwać oś Berlin-Moskwa przy silnym parciu Anglosasów. Wyrwało nas to z bardzo trudnego położenia. Dodatkowo może wreszcie również stosunki polsko-ukraińskie ulegną zmianie na lepsze po tym wszystkim. Chciałbym zobaczyć kiedyś wspólnie działające państwa bałtyckie, Polskę, Ukrainę, a może kiedyś i Białoruś, kto wie.

IW⚫: Jaki rozwój sytuacji byłby według Ciebie dla Polski najkorzystniejszy? Zdecydowana i w miarę szybka wygrana Ukrainy, pokój na warunkach obecnej lub bardzo podobnej do obecnej (wiele rzeczy co chwilę się zmienia) sytuacji terytorialnej, a może coś, co wydaje się najbardziej smutne, czyli wojna trwająca wiele lat i znaczne wykrwawienie się jednej i drugiej strony?

WK⚪: W szybką wygraną niestety nie wierzę, choć byłaby ona najlepsza, jeśli podchodzimy do tego bardzo humanitarnie. Jednak obawiam się, że wtedy zachód chciałby wrócić do dawnych układów sprzed wojny. Im dłużej wojna trwa, tym bardziej Rosja będzie się zapadała wewnętrznie pod sankcjami i problemami wewnętrznymi. Choć wiadomo, że Ukraińcy będą chcieli odzyskać swoje ziemie jak najszybciej przy jak najmniejszej liczbie ofiar.

IW⚫: Ja życzę wszystkim pokoju, zwłaszcza obywatelom Ukrainy. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.

WK⚪: Ja Tobie również, a wszystkim mieszkańcom Ukrainy życzę zwycięstwa i wyzwolenia okupowanych terenów.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Inny Wymiar

Inny Wywiad (VIII) – gość: Nagroda Złotego Goebbelsa

Avatar photo

Opublikowano

on

Dzień dobry wszystkim, bądźcie zdrowi. Zapraszam na kolejny . Dzisiaj moim gościem jest już po raz kolejny jeden z autorów TŻT, a konkretnie Nagroda Złotego Goebbelsa, z którym pomówiłem o jego bogatej internetowej karierze. Zapraszam do czytania.

Inny Wymiar⚫️: Kiedy i jak powstała Nagroda Złotego Goebbelsa?

Nagroda Złotego Goebbelsa🟡: Szczerze, musiałem to sobie wygooglować. Tak, że 1 rok temu ekstremiści z FB usunęli wszystkie konta administratorskie, a stało się to po 6 latach pisania, czyli został założony w 2015. W leniwy weekend podczas oglądania telewizji.

IW⚫️: Dlaczego postanowiłeś utworzyć ten profil?

NZG🟡: Z frustracji jakością dziennikarstwa. Chciałem zrobić coś, co będzie zauważone bardziej, niż jeden krytyczny komentarz pod postem, spośród setek innych. Miało szansę chwycić.

IW⚫️: Czego spodziewałeś się na początku prowadzenia „NZG”?

NZG🟡: Że stracę mnóstwo energii, a nikt nawet nie zauważy, że coś takiego istnieje 🙂.

IW⚫️: Miałeś w swojej działalności jakieś punkty zwrotne kiedy, np. wskutek udostępnienia i polecenia Cię przez popularniejszą stronę nagle Twoje zasięgi skoczyły? A może takich „punktów zwrotnych” było kilka? Opowiedz trochę o tym.

NZG🟡: Większość adminów pamięta pierwsze udostępnienie przez popularny profil, dzięki czemu i oni stali się popularni. W przypadku NZG była to Żelazna Logika (za co admini ŻL osobiście usłyszeli podziękowania). Był szok, gdy nagle przybyło 2 tys. obserwujących. A po paru latach można było przeoczyć, że wybiło 120 tys.

IW⚫️: Zajmujesz się głównie, tzw. fact-checkingiem, czyli krótko mówiąc: weryfikowaniem prawdziwości informacji. Co skłoniło Cię do skupienia się akurat na tym punkcie?

NZG🟡: Większość treści określanych mianem fejkniusa lub przynajmniej manipulacji, wykorzystuje lenistwo lub zapracowanie czytelnika, który nie ma czasu na weryfikację. A czasem wystarczy przeczytać treść artykułu, by odwrócił on tezę z nagłówka o 180 stopni. NZG miało pokazać mechanizmy stosowane przez media oraz uczyć nawyku domniemania manipulacji i weryfikowania treści.

IW⚫️: Były u Ciebie jakieś inspiracje przy tworzeniu „NZG”?

NZG🟡: Wtedy już chyba latał po internecie mem ze złotym Goebbelsem, chciałem ożywić tę koncepcję.

IW⚫️: A wzorowałeś się na innych, np. na wspomnianej już Żelaznej Logice, Rafale Ziemkiewiczu czy może jeszcze kimś innym?

NZG🟡: Po prostu zacząłem prowadzić profil tak jak lubię i potrafię, nie wiem czy to w ogóle jakiś styl 🙂. Zależało mi na tym, by chociaż grafiki były charakterystyczne.

IW⚫️: Jakie aspekty takiego działania są najbardziej stresujące? Narażanie się na gniew cenzorów od tzw. „standardów społeczności”?

NZG🟡: Dla mnie i wielu internautów portal Facebook (chyba tak to się pisało 😉) to już kiczowata przeszłość. Jak Nasza Klasa. Ale mityczne „standardy społeczności” stały się dosłownie memem. Często żartowałem, że dzięki histerycznej polityce FB, ludzie urodzeni po ’89 mogli się zabawić w artystów próbujących ominąć komunistyczną cenzurę. Przy czym komunistyczni cenzorzy byli zdecydowanie bardziej liberalni. Firma Facebook świadomie zatrudniła lewicowych ekstremistów do pracy jako moderatorzy treści, co musiało się skończyć na żenującym nieprofesjonalizmie. Początkowo potrafili być dokuczliwi, ale im bardziej absurdalne stawało się ich zachowanie, tym śmieszniejsze w odbiorze. Po czasie taki portal jest postrzegany jako kpiące z użytkownika zideologizowane badziewie i użytkownik zaczyna mieć, mówiąc brzydko, wywalone, na durne komunikaty i bany. Myślałem, że poczuję maksymalne rozgoryczenie i ból po permanentnym banie, a nic takiego nie nastąpiło. Zaśmiałem się. wzruszyłem ramionami, bo FB skreśliłem sam na długo przed ich decyzją i po tylu przygodach, złośliwościach, kłodach rzucanych pod nogi, nie wiązałem z nim żadnej przyszłości. Powie Ci to wielu adminów trwałe ocenzurowanych przez FB. To jak z pracownikiem, który tylko męczy się w swojej obecnej pracy i gdy zostaje zwolniony, nie czuje smutku, ani złości, a wyłącznie ulgę.

IW⚫️: Szybko po banie na fb wpadł Ci do głowy pomysł, żeby przenieść się na Twittera? Miałeś jeszcze jakiś inny plan B?

NZG🟡: Twitter ruszył jeszcze przed banem na FB, konta długo chodziły równolegle. Chociaż Twitter z racji na ograniczoną formę (limity znaków, wielkości galerii, długości wideo) nie daje takich samych możliwości, to w porównaniu z FB jest tu swoboda. A od dłuższych publikacji mamy „Takżetego”.

IW⚫️: Jakie miałeś zdanie o TT kiedy tu wchodziłeś? Chodzi mi tutaj głównie o poziom innych użytkowników i wolność wypowiedzi. Twoje odczucia apropo tej platformy się jakoś odmieniły po tym jak działasz na niej już przez jakiś czas?

NZG🟡: Wiele osób krytykuje Twitter za lewicową cenzurę, ale przejście z FB na TT, przynajmniej dla Polaka, to jednak powiew wolności. Pomijając podejrzenia o tzw. shadowban, to dotychczas konto NZG nie dostało tutaj ani jednego ostrzeżenia, ani jeden tweet nie został usunięty, nie został nałożony ani jeden dzień kary. Twitter to inny rodzaj komunikacji, ale jest dobrze. Facebook to upadająca platforma, stała się parodią samej siebie, a pod kątem użytkowym jest dziś istną katastrofą, szczególnie po ostatnich zmianach na rzecz uprzywilejowania prymitywnych treści obrazkowych nad formą pisaną.

IW⚫️: Niby tak, ale z 2 strony to wysyp jeszcze większej ilości „silnych razem” i ich prostactwa…

NZG🟡: Być może tak, bo Twitter to nieco większe możliwości (złudzenie) anonimowości, ale równie łatwo się odseparować od takich elementów. Przy czym trzeba pamiętać, że na Twitterze łatwo też wpaść w bańkę, dlatego ewentualny ban za prymitywizm i uciążliwość, a nie same poglądy.

IW⚫️: Myślisz, że Twitter stanie się jeszcze lepszą platformą po kupieniu go przez Elona Muska? Jak zareagowałeś na ten zakup?

NZG🟡: Myślę, że warto przeczekać klasyczną histerię lewicy i obserwować faktyczne ruchy nowego kierownictwa, patrzyć czy przełożą się na jakieś realne zmiany z punktu widzenia użytkownika, śledzić kurs akcji. Podejrzewam, że tego nie odczujemy. Przejęcie Twittera to ciekawa sprawa. Jeśli deklaracje Muska są szczere, to jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Komunistyczna Kalifornia zamienia cyfrowy świat w cyrk, od Facebooka po Netfliksa mamy festiwal politycznej poprawności w lewicowym wydaniu czyli propagandę, cenzurę i dom wariatów, kibicuję każdej próbie odkręcenia tej tragifarsy.

IW⚫️: Jak to zwyczajowo bywa, kiedy jako NZG odniosłeś sukces, to poza fanami pojawili się również Twoi przeciwnicy, także z prawej strony. Jak reagujesz na zarzuty, że „się zmieniłeś” czy, że „jesteś pisowcem”? Warto się w ogóle przejmować takimi głosami?

NZG🟡: A już taki mamy klimat, zabetonowana mniejszość rzuca w innych różnymi oklepanymi przytykami, tak było, jest i będzie, nie ma co się nad tym zjawiskiem rozwodzić. Najbardziej zafiksowani zawsze mierzą swoją miarą i przyporządkowują do konkurencyjnego plemienia. Do tego standardowe rozważania nad sprzedażą konta lub byciem częścią jakiejś tajemniczej siatki trolli nadających z podziemnej bazy. Beton każdej partii jest taki sam.

IW⚫️: Co z perspektywy czasu byś zmienił w prowadzeniu strony? Co zrobiłbyś inaczej, lepiej gdybyś mógł cofnąć czas? A może nie było takiej rzeczy?

NZG🟡: Zadawałem sobie pytanie – czy warto było? – i choćby z szacunku dla tych tysięcy followersów, którzy latami motywowali do dalszej aktywności, zdecydowanie tak. To znaczy, że ta energia nie szła na marne, że są ludzie, którzy to docenili i jakoś na tych treściach zyskali. Tylko wiesz, prowadząc taki profil jednego dnia możesz się poczuć dumny i znaczący widząc ponad sto tysięcy odbiorców i milionowe zasięgi, a drugiego dnia stwierdzisz, że to bez sensu, skoro SokzBuraka albo profil ze zdjęciami śmiesznych kotów, mają kilka razy więcej. Dlatego nie ma co się licytować na liczby, szczególnie jeśli robi się dla idei.

IW⚫️: Jakie masz plany na przyszłość?

NZG🟡: Już wiele ambitnych planów zweryfikowało życie, więc nie chcę rzucać słów na wiatr, mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie, by dalej robić swoje. Teraz na topie jest walka z rosyjska propagandą, której uległo wielu Polaków, ale też wiele postaci się przed nami odsłoniło. Ostatnio pokazaliśmy skalę demoralizacji Polek przez tzw. działy kobiece i szykuje się kolejna odsłona obszernej galerii. Przed nami parę innych ciekawych wydarzeń, w tym wybory w USA i można się skoncentrować na politycznej propagandzie w amerykańskich mediach.

IW⚫️: Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.

NZG🟡: Dzięki serdeczne.

Czytaj dalej

Inny Wymiar

„Michalkiewicz. Biografia” – moja recenzja

Avatar photo

Opublikowano

on

Świetna lektura, bo i człowiek świetny – tak w skrócie można by podsumować biografię Pana red. Stanisława Michalkiewicza autorstwa Pana Tomasza Cukiernika. Poniżej dlaczego polecam ją wszystkim fanom tego wybitnego felietonisty.

Jeden z fragmentów ze zdjęciem

Pozycja kompletna – nie o każdej biografii możemy tak powiedzieć, ale o tej na temat Stanisława Michalkiewicza jak najbardziej. Od jej początku jesteśmy raczeni ciekawymi opisami rodziny Pana Stanisława (zwłaszcza rodziców), a także jego samego z lat najmłodszych. Informacje o Lubelszczyźnie i tamtejszej szkole, parafii czy domu rodzinnym przeplatają się z dobrymi fotografiami powyższych. Te ostatnie są zarówno czarno-białe sprzed kilkudziesięciu lat, jak i kolorowe, świeże, bo wykonane dosłownie kilka lat temu. Dzięki temu oraz barwnemu tekstowi, wiemy lub przynajmniej możemy sobie wyobrazić jak dane obiekty prezentowały się w dawnych czasach i na ile w ich wypadku sprawdza się powiedzenie, że czas nie jest z gumy.

Pochwały należą się w mojej opinii również za to, że książka ta nie jest hagiografią. Oczywiście, że płynie z niej wiele ciepłych i dobrych słów dla Pana Michalkiewicza, ale skoro mówimy o postaci takiego kalibru, to raczej nie może ich nie być.
Natomiast poza słowami uznania, znalazło się też w środku trochę miejsca na słowa mniejszej albo większej krytyki. Jako przykład podam w tym miejscu Mateusza Michalkiewicza, syna Pana Stanisława, który chociaż bardzo szanuje swojego ojca za wiedzę, jaką posiada, uważa, że w pewnych kwestiach bardziej rodzinnych powinien być inny. Innym przykładem mogą być publicyści, nawet ci z prawej strony (jak Rafał Ziemkiewicz), którzy uważają, że w pewnej chwili w swoim pisaniu Michalkiewicz za bardzo skupił się na kwestii Żydów.
Pan Stanisław, który przez całe życie walczy z cenzurą chciał, aby i tu jej nie stosowano, co Pan Cukiernik, jak widać bardzo dobrze rozumie. To niewątpliwie „plus dodatni”, szczególnie w czasach coraz powszechniejszej stronniczości i zakazów.

Początek rozdziału „Michalkiewizmy”

Od podszewki możemy także zajrzeć za kulisy politycznej działalności Pana redaktora, w PRL-u jak i w III RP. Przechodzimy wtedy m.in przez ROPCiO, internowanie w Białołęce, aż do czasów UPR, a potem wycofania się z aktywności politycznej.

Kolejną rzeczą, którą szczegółowo poznajemy jest współpraca z różnymi mediami – od założenia „Najwyższego Czasu”, na początku lat 90., przez „Gońca”, media o. Tadeusza Rydzyka, ale i rożnorakie książkowe wydawnictwa. Jak na tego fenomenalnego publicystę i jego biografię przystało, to sprawy niezwykle istotne.

Pozytywnie odbieram też 2 inne interesujące rozdziały: „Michalkiewizmy” i „Ankieta”. Pierwszy to zbiór różnych powiedzonek Michalkiewicza, a nieraz i ich genezy, zaś drugi to kilkadziesiąt różnorodnych pytań zadanych Panu Stanisławowi przez autora, dzięki którym dowiemy się m.in jaka jest ulubiona kuchnia lub aktor redaktora. Powiedziałbym, że te 2 rozdziały są dosyć nieszablonowe, ale to jest ich zaleta, a nie wada.

1 strona rozdziału „Egzotyka”

Z zupełnie innej beczki, chciałbym również pochwalić lakierowaną twardą oprawę publikacji. Przez nią, bardzo przyjemnie się książkę nie tylko czyta, ale i po prostu trzyma w rękach.

Na koniec mała prywatna ciekawostka historyczna. W dniu kiedy piszę i publikuję ten tekst, czyli 28 października 2022 roku mija dokładnie rok od mojego spotkania z Tomaszem Cukiernikiem i Stanisławem Michalkiewiczem, z okazji wydania tej pozycji.

Reasumując, dla fanów publicysty ta książka jest pozycją absolutnie obowiązkową. Polecam ją każdemu prawemu człowiekowi. 

Czytaj dalej

Inny Wymiar

Maja Staśko i jej „wartości”

Avatar photo

Opublikowano

on

Kilka dni temu, a dokładniej w sobotę, 17 września odbyła się 4 już gala z serii High League. To przedsięwzięcie to spektakl będący swoistym symbolem obecnego świata – pokaz celebryctwa z domieszką czegoś innego, zwykłego (w tym wypadku sportu z gatunku szeroko pojętej sztuki walki, choć w odniesieniu do powyższego widowiska określenie to brzmi raczej sarkastycznie). Na Polsacie rozmaite „gwiazdy” tańczą, a tu inne „gwiazdy” biją się i obalają, (a raczej przewalają).

Najprawdopodobniej nie pisałbym w tym miejscu o takich sprawach wcale, gdyby nie jedna, naprawdę interesująca rzecz z tym związana. A mianowicie – od jakiegoś czasu wiadome było, że wśród zawodniczek na ww. gali będzie słynna ostatnimi czasy lewicowa aktywistka, Maja Staśko. Ta od walki z seksizmem i, co jeszcze bardziej oczywiste w tych środowiskach, wyznawania bogini „Tolerancji”. Ktoś mógłby się zdziwić, jak taka potężna przeciwniczka kapitalizmu mogła zgodzić się na występ w szeregach PRYWATNEJ federacji freakfightowej. Raz, że prywatna, a dwa, że to mordobicie, a nie pomaganie słabszym. Ja tam się jakoś specjalnie nie dziwię. W końcu u lewaków hipokryzja to chleb powszedni i to nie od czasów przedwczorajszych. Aż przypomina się Jaś Kapela w „Hejt Parku” u Krzysztofa Stanowskiego i przyjęcie pieniędzy od tego ostatniego przez Kapelę, mimo że ponoć jest on przeciwnikiem bogacenia się. Głośno śmiała się z tego nawet reżyserka programu.

Ale to nie jedyna hipokryzja Staśko w tym temacie. Jak już wspomniałem, zajmuje się ona również problematyką seksizmu i tzw. „kultury gwałtu”. Traktuje te sprawy niezwykle poważnie. Na temat tych zagadnień napisała nawet książkę. Mówię o tym, bo twarzą organizacji High League jest Malik Montana, bardzo znany w Polsce raper. Jego domeną jest rapowanie o wielkich pieniądzach, które ma, rzeczach, które sobie za nie kupił, imprezowaniu, ćpaniu oraz o swoich bliskich stosunkach z kobietami (tak, chodzi o seks). Ma w swoim emploi teksty takie jak: „silikonowe cycki jej nie mieszczą mi się w dłonie, zabieraj studentki, bo te po botoksie moje”, „Ty lepiej wyglądasz w bieliźnie, najlepiej bez niej oczywiście, najchętniej bym z Tobą już wyszedł, w drodze do domu już liżesz” czy moje ulubione „wiem, byłem nikim w dziurawych butach, teraz szmaty po koncertach chcą mi ciągnąć druta”. Podobnych określeń jest u niego znacznie, znacznie więcej. Zresztą sama Staśko też coś o tym wie, bo jakiś czas temu podczas instagramowej dyskusji z Malikiem, ten się z niej śmiał i kazał jej „pokazać cycuszki”.

Teraz nasza Maja niejako firmuje się obok niego tak, jakby zapomniała o powyższych, nazwijmy to „niezgodnościach opinii”. Nie przeszkadzają jej atrakcyjnie wyglądające kobiety wchodzące obok zawodników na ring, ani fakt, że na 9 walk rozegranych na sobotniej gali, tylko 2 były walkami kobiet (w tym jedna jej).
No cóż, pieniądz nie śmierdzi nikomu, a zwłaszcza liberałom…

Czytaj dalej