Connect with us

Żelazna Logika

Donald Tusk: „Czas pokuty za takie winy, jakie były udziałem Niemiec w czasie II wojny światowej, nigdy się nie kończy”

Opublikowano

on

Takie słowa padły z ust Donalda Tuska z mównicy sejmowej. Ale nie tylko takie. Było tego znacznie więcej. Poniżej pełna wypowiedź.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dzisiaj rozmawiamy w naszym Sejmie o sprawie, która budzi niepokój wszystkich Polaków, wszystkich niezależnie od tego, jakie reprezentują poglądy polityczne, jaką wiedzę historyczną posiadają, jakie doświadczenia z czasów wojny czy z ostatnich dziesięcioleci ich dotknęły. Także ten niepokój odczuwają ci wszyscy na tej sali, którzy mają różne poglądy na to, jak wyjść ze stanu tego niepokoju, jak dobrze i skutecznie zabezpieczyć polskie interesy. Mogą mieć różne poglądy na praktyczne działania naszej Izby i naszych polityków skierowane na uzyskanie celu nadrzędnego polskiej polityki w relacji z naszym zachodnim sąsiadem, czyli dobrego sąsiedztwa, bezpieczeństwa Polski w stosunkach z Niemcami i sprawiedliwego bilansu relacji także historycznych między Polską a Niemcami.

Dzisiaj trzeba bardzo głośno i solidarnie powiedzieć, niezależnie od tego, jaką partię reprezentuje się, że Polacy są zaniepokojeni przede wszystkim tym, co obserwujemy w Niemczech. Nie można nie zauważać, nawet wtedy, kiedy ma się najbardziej szlachetne, europejskie intencje, ewolucji postaw niemieckich, ewolucji tak wyraźnej również wśród polityków niemieckich, zarówno dzisiaj rządzących Niemcami, jak i tych, którzy stanowią najważniejszą opozycję polityczną dla rządu kanclerza Schrödera, a więc także CDU. Jak mówię o niepokoju związanym z ewolucją pewnych postaw, to mówię przede wszystkim o czymś, co nie zawsze jest zauważalne na pierwszy rzut oka, o czymś, co wymaga ciągłej czujności i odpowiedniej historycznej wrażliwości ze strony obserwatorów tego, co się dzieje w Niemczech. Ale ja to odczuwam bardzo wyraźnie. Może dlatego że jestem urodzony w Gdańsku, mieszkam tam z dziada pradziada, moi rodzice, dziadowie, przodkowie musieli być wyczuleni na problematykę polsko-niemiecką. Otóż ta wrażliwość dzisiaj mówi nam, że Niemcy chcą wyzbyć się historii, że dzisiaj Niemcy niezależnie od tego, jaką partię polityczną tam reprezentują, chcieliby w dużej mierze napisać jednak tę historię na nowo, a najlepiej o niej zapomnieć. I niestety, mówię o tym z wielką przykrością, nie zmieniają tego niepokojącego faktu społecznego i politycznego wypowiedzi najszlachetniejszych przedstawicieli niemieckiej sceny politycznej. Bo z jednej strony co prawda, kiedy mamy uroczyste wizyty w Polsce albo inne ważne okoliczności, takie jak na przykład rozpoczęcie prezydentury, wtedy słyszymy bardzo krzepiące słowa od każdego Europejczyka mieszkającego w tej części Europy. Słyszymy słowa wypowiadane przez nowego prezydenta Niemiec, który mówi, że Niemcy nie mogą pisać historii na nowo i że tej historii nie da się zaprzeczyć. Tej historii, co do której nikt w Polsce nie ma wątpliwości.

   Natomiast praktyczne skutki szlachetnych, być może nie tylko słów, ale także intencji, są dla Polaków jednak bardzo niepokojące.

Kiedy rozmawiamy o skutkach II wojny światowej, to musimy z całą stanowczością, z całą mocą, zawsze wtedy, kiedy będzie to potrzebne – dziś, a być może za 10, za 50 lat – powtarzać: Niemcy są odpowiedzialne za wszystkie skutki II wojny światowej. Jeśli wśród tych skutków pojawiają się także skutki materialne wyliczane poprzez procesy cywilne, roszczenia wobec rządów czy wobec obywateli, jeśli wśród tych skutków są także nieszczęścia i ofiary różnych narodów mieszkających w tej części Europy, to nadal nie zmienia to tej oczywistej historycznej i politycznej prawdy. Cała odpowiedzialność za skutki materialne II wojny światowej w relacjach polsko-niemieckich spada na Niemcy. Zawsze Niemcy były za nie odpowiedzialne i powinny tę odpowiedzialność dalej ponosić.

Dlatego najbardziej przyjazne gesty z naszej strony wobec państwa niemieckiego i ze strony niemieckiego państwa wobec Polaków, polskich polityków i państwa polskiego nie mogą zastąpić realnych, twardych konkretów. Jeśli nie z winy Polski i Polaków tylko z powodu organizacji niemieckich pojawia się na nowo temat roszczeń, pojawia się także – czego dowodem jest dzisiejsza debata – na nowo temat reparacji, to też twardo trzeba powiedzieć, że odpowiedzialność za to, że ten temat pojawia się w sposób tak niepokojący opinię publiczną, spada na Niemcy. (Oklaski)

    Polska z niespotykaną w dziejach nowożytnej Europy wielkodusznością, jako główna ofiara II wojny światowej, nie podnosiła do tej pory kwestii reparacji czy odszkodowań. Ta wielkoduszna filozofia polityczna, jaka zakorzeniła się w polskich sercach i umysłach, nie może być wykorzystana przez te środowiska niemieckie, które tę historyczną wielkoduszność Polski mogą brać za bezradność albo za brak zwykłego kompetentnego przygotowania do rozmowy o historii i pieniądzach w polityce i w relacjach polsko-niemieckich. Dlatego dzisiaj my, w Sejmie, powinniśmy solidarnie i jednoznacznie potwierdzać tę historyczną i polityczną odpowiedzialność Niemiec za skutki II wojny światowej.

    Będziemy się spierać, i o tym parę słów za chwilę powiem, o sposoby dojścia do finału w tej sprawie satysfakcjonującego polską opinię publiczną i Polaków, ale nie może być sporu co do rudymentów, co do tych najoczywistszych faktów. Nie powinno być także, w mojej ocenie, sporu co do krytycznej oceny działań tego rządu i poprzednich. Tu też wymagana jest od wszystkich posłów tej Izby pewna solidarność w tejże odpowiedzialności za to, co korzystnego dla Polski udało nam się uzyskać w relacjach polsko-niemieckich, ale także za zaniechania, błędy czy brak kompetencji poszczególnych ekip, także tej, która Polską rządzi od blisko 3 lat. Dzisiaj ten niepokój o ewolucję postaw niemieckich jest uzasadniony, ale równie uzasadniony jest niepokój często spowodowany bezradnością albo brakiem kompetencji, determinacji, strategicznej wizji uregulowania relacji polsko-niemieckich w kontekście reparacji i roszczeń tego rządu.

    Ja miałem okazję zwracać się do ministra spraw zagranicznych wielokrotnie w bezpośrednich rozmowach z prośbą o natychmiastowe podjęcie działań ze strony rządu polskiego, które dałyby nie złudne, ale praktyczne, prawdziwe poczucie bezpieczeństwa Polakom mieszkającym na ziemiach odzyskanych. My mówimy i to trzeba też mówić z całą mocą i jasnością, że jakiekolwiek roszczenia cywilne ze strony Niemiec wobec rządu polskiego czy wobec obywateli polskich są bezprawne. I nie uznamy żadnych takich roszczeń, ale równocześnie musimy zobowiązać nasz rząd, żeby dał poczucie bezpieczeństwa prawnego i własnościowego polskim obywatelom. Nie może być tak, że obywatel Niemiec wyposażony przez Preussische Treuhand w instrumenty prawne i finansowe w punkcie startu będzie miał przewagę w tych skandalicznych, naszym zdaniem, próbach roszczeń cywilnych i procesach sądowych nad polskim obywatelem, który będzie pozbawiony opieki prawnej.

    Elementem tej uchwały, to będzie jedna z poprawek Platformy, powinno być kategoryczne zobowiązanie polskiego rządu, aby przygotował całą gamę instrumentów chroniących w sposób łatwo dostępny, powszechny i bezpłatny wszystkich obywateli, którzy mogliby być narażeni na nieuzasadnione, ale przecież dokuczliwe roszczenia środowisk niemieckich czy obywateli niemieckich. To może mieć praktyczniejszy wymiar niż najbardziej romantyczne zawołania w dowolnej uchwale sejmowej. Obowiązkiem polskiej polityki i polskiego rządu jest bowiem przede wszystkim, także w tej sprawie, zapewnić Polakom poczucie bezpieczeństwa, nie złudnego, ale praktycznego bezpieczeństwa. Jeśli zatem zgodzilibyście się państwo, że warto jeszcze kilka, a może kilkanaście godzin poświęcić pracy nad projektem tej uchwały po to, by była to uchwała zobowiązująca rząd do twardego i stanowczego działania na rzecz zabezpieczenia polskich interesów w relacjach polsko-niemieckich, i skutecznego, a nie romantycznego, to byłbym wdzięczny wszystkim, którzy zaangażowali się w szlachetną i z najlepszymi intencjami inicjatywę tej uchwały.

Chciałbym także, jeśli to możliwe, aby na tej sali przy tej okazji możliwie mało emocji partyjnych wpływało na nasze wypowiedzi. Naprawdę powinniśmy – niezależnie od tego, z której strony sali siedzimy – wspólnie doprowadzić do powstania takiego projektu uchwały, który wyposaży nasz rząd w skuteczne instrumenty dochodzenia sprawiedliwości historycznej i finansowej w relacjach polsko-niemieckich w kontekście tych zdarzeń, o których mówimy.

Wspieraj Takżetego!

Jestem przekonany o tym, że polska polityka trochę inaczej niż do tej pory, szczególnie w relacjach polsko-niemieckich, wymaga wyjątkowych kompetencji, wyjątkowej solidarności politycznej Polaków i osadzenia w historii inaczej, niż chcieli tego trochę naiwni politycy polscy i niemieccy wówczas, kiedy mówili, że historię można odłożyć ad acta. Otóż dzisiaj, puentując swoją wypowiedź, chciałbym podkreślić z całą mocą, że we wszystkich relacjach polsko-niemieckich obowiązkiem Polski, ale także tej nowej Europy, której staliśmy się członkiem, nie jest zapominanie, ale przypominanie historii. Jeśli w rozmowach z politykami niemieckimi coraz częściej słyszę – i państwo też pewnie to słyszeli – że czas na nowe Niemcy, że czas pokuty niemieckiej się skończył, to chciałbym także, aby przy okazji tej uchwały Polacy głośno powiedzieli, że czas pokuty za takie winy, jakie były udziałem Niemiec w czasie II wojny światowej, że czas pokuty w takiej sprawie nigdy się nie kończy, że jeśli jakikolwiek lider niemieckiej opinii publicznej przyjedzie do nas, do Polski, i zrobi nawet najszlachetniejszy gest, uklęknie przed naszymi pomnikami naszej tragedii narodowej, to powinien usłyszeć, że to jest zawsze obowiązkiem Niemców i że żaden gest nie zamknie tej wiecznej pokuty za to, co stało się w Polsce i w Europie wskutek agresji niemieckiej i wskutek II wojny światowej. To osadzenie w historii być może najskuteczniej otrzeźwi te środowiska niemieckie, które z historii robią tak skandaliczny – rzadko tych słów używam, ale dzisiaj mogę to zrobić – tak haniebny instrument i chcą uzyskać tak haniebną w naszych oczach, w naszym rozumieniu historii satysfakcję materialną.

    Chciałbym także, jeśli to możliwe, aby finałem nie tylko tej debaty, ale całej polityki polskiej w kontekście reparacji i roszczeń – być może także w czasie dyskusji, bo będziemy proponowali jeszcze krótką, intensywną dyskusję w komisji nad tą uchwałą – było powiedzenie bardzo wyraźnie, że mamy też cele praktyczne, których nie musimy ukrywać. Po pierwsze, w tej uchwale, a później w każdej polskiej wypowiedzi polskiego polityka powinniśmy domagać się jednoznacznie, aby to rząd niemiecki wziął na siebie wszystkie ewentualne skutki roszczeń cywilnych, jakie Niemcy będą wobec kogokolwiek, a szczególnie wobec Polaków wysuwali w związku z II wojną światową, w związku ze skutkami II wojny światowej. Nie wiem, dlaczego rząd polski do tej pory nie powiedział tego expressis verbis, prosto w twarz: jeśli jakiekolwiek roszczenia niemieckie będą skuteczne na drodze cywilnej – bo przecież to jest jeden z głównych lejtmotywów wypowiedzi niemieckich – że politycy nie odpowiadają za decyzje sądowe, to w takim razie żądamy, aby politycy niemieccy odpowiadali za ewentualne skutki decyzji sądowych. Niemcy muszą wziąć na siebie sto procent odpowiedzialności finansowej za ewentualne skutki roszczeń. Rząd niemiecki musi to wreszcie prosto, twardo, przekonująco powiedzieć Polakom i całej Europie. To powinno być także elementem tej uchwały. Tu nie ma czego ukrywać, tu nie ma co grać. Niemcy muszą wiedzieć, że z tego nie zrezygnujemy.

    Po drugie, dobrze byłoby, abyśmy dzisiaj powiedzieli równocześnie, że intencją Polaków jest tak naprawdę Europa bez roszczeń, że chcemy Europy, która nie będzie nękana nieustannymi wzajemnymi roszczeniami, i że jeśli ta nowa Europa, której staliśmy się członkiem, stanie się jednak Europą roszczeń, to twardo mówimy, że za to także spadnie odpowiedzialność na Niemców, bo to oni, środowiska niemieckie rozpoczęły tę niebezpieczną grę. Przy każdej jednak okazji my, Polacy, powinniśmy mówić – bo chyba w to wierzymy – że naszym celem jest prawdziwa pokojowa i przyjazna Europa bez roszczeń. Taka konkluzja, taka puenta też powinna towarzyszyć tej dzisiejszej debacie. Stosowne poprawki Platformy Obywatelskiej złożę na ręce pana marszałka. Bardzo proszę wszystkich o wzajemną wyrozumiałość w tej najważniejszej być może w tym politycznym kwartale debacie politycznej. Dziękuję bardzo.

To przemowa Donalda Tuska z 25.08.2004 roku. Pełen zapis stenogramu ze strony Sejmu. Wypowiedź dotyczy kwestii roszczeń niemieckich, ze strony środowisk Eriki Steinbach i tzw. „wypędzonych”. 18 lat temu byliśmy na takim etapie relacji z Niemcami, że to oni mieli roszczenia pod adresem Polski.

Czy ktoś chciałby coś opowiedzieć o „europejskiej wspólnocie”, sojusznikach”, „wzajemnym szacunku”, „dobrych relacjach” albo „głupim denerwowaniu naszych sąsiadów żądaniami, które się przedawniły” i tym podobne głupoty? Oni, agresorzy w wojnie(!) wtedy mogli, a my, ofiary, dziś nie możemy? Proszę o jeden powód, dlaczego nie moglibyśmy żądać reparacji za zniszczenia i zagładę jaką Niemcy zgotowali Polsce w latach 1939-1945. Tylko jeden.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Żelazna Logika

Rosja jest w d**** czyli co wiemy po orędziu Putina

Opublikowano

on

Dziś rano pojawiło się, przełożone z wczoraj, orędzie Władimira Putina. Co można z niego odczytać? Że Rosja jest jeszcze bardziej w dupie, niż nam się wydawało.

Putin zaczął od krytyki całego zachodu, który obarczył winą za wojnę, za „specjalną operację wojskową”. Bo zachód „blokuje rozwój Rosji”. Tej samej Rosji, która jest niezależnym, samowystarczalnym imperium i któremu nie straszne żadne sankcje. I tej samej operacji wojskowej, którą rozpoczęła Rosja i która miała zakończyć się pół roku temu.
Seems legit 👌

Cel wojny

Dalej, Putin mówił właśnie o tejże „specjalnej operacji”. Podał że jej celem jest „wyzwolenie Donbasu spod władzy nazistów”. Mówimy o Donbasie, który od 2014 roku jest we władaniu samozwańczych Donbaskiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, sprzyjającej Rosji.
Ok, możemy mieć tu bekę, że trochę chłopakom pocisnął, wyzywając od nazistów ale cel tej wypowiedzi jest inny. A ukryte jej znaczenie, jest kluczowe dla zrozumienia miejsca, w jakim dziś jest Rosja. Najpierw spójrzmy na mapę:

Donbas to, tak z grubsza, obszar oddzielony czerwoną linią. W zasadzie większość tego terenu była pod okupa.., pardon, była „wyzwolona” osiem lat temu. W marcu 2022 tak wyglądał front, jak na zdjęciu wyżej.

Jak wygląda dziś? Wszystko co żółte, wszystko na północy i spory kawał pod Charkowem, już nie oglądają ciężarówek z namalowanym „Z”. Rosja ma, mniej więcej status quo w Donbasie, no i sporą część południa. Po całkowitym wycofaniu się na północy, po zatrzymaniu marszu na południu, po odbiciu sporej części obok Charkowa i wyrzuceniu Rosji na tereny zajęte w 2014 roku, wychodzi Putin i mówi „naszym celem jest wyzwolenie Donbasu”.

Serio, ziomuś? Dla kogo jest ta bajka? 🤣

Referenda i broń atomowa

W jednym punkcie, bo w pewnym sensie te sprawy się łączą. Rosja straszy użyciem broni atomowej, od prawie samego początku wojny. Od prawie samego, bo w pierwszych dniach, gdy wszystko jeszcze szło zgodnie z planem, tego tematu nie było. Pojawił się dopiero po klęsce w Hostomelu i zatrzymaniu wojsk przed Kijowem na wszystkich kierunkach. To wtedy okazało się, że na stronie RIA Novosti, było już gotowe oświadczenie Kremla o „wyzwoleniu Kijowa” ale nie zostało opublikowane. Z wiadomych powodów. I to właśnie wtedy, Medwediew czy Putin oraz rosyjscy propagandyści, zaczęli głośno mówić o możliwości użycia broni atomowej, przez Rosję.

Później ten straszak pojawiał się jeszcze kilkukrotnie i zawsze miał on związek z tym co działo się na froncie:

  • Nie pykło w 3 dni? „Użyjemy atomu”
  • Całkowite wycofanie wojsk spod Kijowa? „Zobaczycie! Użyjemy atomu”
  • Brak sukcesu na froncie Odeskim, zatopienie okrętu wojennego „Moskwa”, brak sukcesów pod Charkowem, stabilizacja pod Donieckiem, Bayraktary sieją spustoszenie? „Nie żartujemy! Użyjemy atomu!”
  • Odwrót pod Charkowem? „No, teraz to już przegięliście! Zobaczycie, naprawdę uży….”

Z tym atomem to jest tak, że im gorzej radzą sobie Rosjanie, niestety tym większa szansa, że użyją broni jądrowej „prewencyjnie”. Żeby zatrzymać większość działań wojennych i żeby zachować twarz (w ich mniemaniu) przed własnym społeczeństwem. Rosja ma jednak to do siebie, że zawsze musi mieć wymówkę. I teraz w przemówieniu Putina i wcześniej wielokrotnie, dowiadywaliśmy się, że Rosja zawsze niesie pokój, nigdy nie atakuje pierwsza, zawsze jest niewinna i chce dobrze. Skoro tak, można więc przyjąć, że w ich doktrynie jest jakby zawarta potrzeba posiadania pretekstu. Obojętne jakiego. I tu dochodzimy do referendów.

Przyspieszenie referendów w Donbasie, Ługańsku, Chersoniu i na części Zaporoża, po to aby przyłączyć je do Rosji, może właśnie być takim szukaniem pretekstu. Wg analityków, w walki na Ukrainie zaangażowanych było nawet 80% wszystkich sił wojskowych, zginęło ponad 50 tys. ludzi, o stratach ton sprzętu nie wspomniawszy. Rosja prawdopodobnie nie ma już kim prowadzić tej walki, stąd ogłoszenie mobilizacji (o tym później). Rosja nie może jednak przyznać, że kończy wojnę, bo jej nie idzie. Zakończyć wojnę musi sukcesem albo przynajmniej, „nieprzewidzianymi okolicznościami, które zmuszają obie strony do zaprzestania walk”.

Takim pretekstem byłby jakikolwiek atak ukraińskich sił na terytorium Rosji. A skoro Ukraina nie zamierza tego zrobić, no to przesuńmy granicę tak, żeby jednak nas zaatakowali. Jak zaatakują to będziemy mieć pretekst do użycia atomu. Albo, niech oni tak przynajmniej myślą. Niezależnie od działań Ukraińców, jakiś w miarę pożądany efekt, dla szukających teraz rozpaczliwie sukcesu Rosjan, zostanie osiągnięty. Zyskają teren albo pretekst. Jego wynikiem, nie musi być wcale atom. Może to być, w razie dalszego posuwania się ukraińskich sił zbrojnych, choćby pretekst do zastosowania powszechnej mobilizacji. Bo przecież „atakują Rosję, brońmy się!

A czy użyją tego atomu? Putin w wystąpieniu powiedział „nie blefuję„, co na rosyjski język dyplomacji, zazwyczaj przekłada się dokładnie odwrotnie. I chcielibyśmy żeby tak zostało.

Mobilizacja

Tu nie trzeba się zbyt wiele rozpisywać. Jeśli Rosja zarządza mobilizację, choćby tylko częściową, to znaczy że dostaje w łeb i to solidnie. To znaczy że ludzi brakuje, ochotników nie ma, a nawet najemników i kryminalistów zaczyna brakować. Jak mawiał Stalin „ludiej u nas mnoga” i na to chyba liczy Putin. Ale mobilizacja ustanowiona wybiórczo, m.in. nie obejmująca dużych miast, wskazuje, że nawet on zdaje sobie sprawę, że czasy gdy każdy Rosjanin szedł na front, z okrzykiem „Urrraaa!” już dawno minęły. To jest już zupełnie inne społeczeństwo, które, może i popiera działania wojenne przeciw „chochołom”, bo dostaje taki przekaz propagandowy, który pcha ich do nienawiści. Ale gdy trzeba iść samemu walczyć? No co ty, Wołodia, zwariowałeś? Niech idą ci ze wschodu, my mamy w domach pralki, telewizory i słuchawki do iPhone’ów.

Sankcje

I tu przechodzimy do świata zachodu, jaki mieszkańcy Moskwy czy Petersburga już zdołali poznać i się w nim zadomowić. Czy zbiorcze sankcje gospodarcze, w postaci wycofania się firm, dostaw czy transakcji działają? Tego możemy się jedynie domyślać. Ale jest druga strona sankcji, ta mniej widoczna. Uderzające bezpośrednio w obywateli. Dotychczas typowy przedstawiciel rosyjskiej klasy średniej, pracował w Yandexie, Sberbanku, Gazpromie czy Vkontakte i później pokazywał swoje doświadczenie na rozmowach w Google’, Citi, Shellu czy Facebooku. Często też wyjeżdżał na zachód. W wyniku szerokiego ostracyzmu (przede wszystkim firm z amerykańskim kapitałem), ludzie z takim doświadczeniem mogą być prawie pewni, że mają wilczy bilet w zachodnich firmach. To można było znieść. To że McDonalda już nie ma, też jakoś było do przełknięcia. Ale ryzykowanie własnego życia, gdzieś na stepach pod Dnieprem czy w lasach pod Kijowem? No, Władimir. Chyba cię trochę poniosło.
No i pamiętajmy, że wg różnych szacunków, od kilkuset tysięcy do nawet 1,5 miliona Rosjan, po 24 lutego, już wyjechało z kraju.

Wygląda na to, że i rosyjskie władze i rosyjscy obywatele, zdają sobie sprawę, że tej granicy przekroczyć nie można. Przesuwanie wystąpienia Putina, też wskazuje na to, że mogło tam dochodzić do jakichś korekt. Może w ostatniej chwili, ktoś podsunął Putinowi raport, którego zabrakło przed wejściem na Ukrainę, gdy wszyscy z zachwytem czytali analizy, że ukraińskie społeczeństwo przywita Rosjan kwiatami. A może walka frakcji toczy się pod dywanem. Tego nie wiemy.

Wiemy natomiast, że Putin zakończył swoje wystąpienie słowami „wierzę w wasze wsparcie”. Jeszcze raz przytaczając rosyjski język dyplomacji, to może oznaczać, że nawet on już przestaje w to wierzyć.

Czytaj dalej

Żelazna Logika

Shocked with Bucha, Izyum or Mariupol? Well, you shouldn’t be. Here is the Russian story: the centuries of genocides

Opublikowano

on

„No man, no problem”
Is Russia the country that committed most genocides in the history of mankind?

The countries neighbouring Russia, know this well. Bucha, Izyum, Mariupol… Nope. Sadly, we were not surprised. We’ve seen it all for decades.

Geoeconomist Daniel Foulder made on Twitter a list of Russian genocides.
And this is overwhelming…

Staggering, isn’t it? 🤯

Sadly, this is not even half of it…. Twitter users reminded of the next ones.

Yet, still not over… Here is a HUGE thread by Maksim Eristavi.

The list is really long. You can read it on Twitter

Maksim also made some videos

Yet. This is still not everything!

Just ask anyone from former so-called „communist countries” (Poland, Czech, Slovakia, Lithuania, Latvia, Estonia, Romania, Bulgaria, former Yugoslavia, Hungary, Ukraine, Belarus, Georgia, Azerbaijan, Armenia) about what Russians did, while marching west in 1944-45.
And later in the years 1945-1990.

Will the world finally stop it?

Czytaj dalej

Żelazna Logika

Von der Leyen: „Trzeba było słuchać Polski” oraz „Europa zareagowała natychmiast, zjednoczona i zdeterminowana”. Która twarz szefowej UE jest prawdziwa? 17 pytań do von der Leyen.

Opublikowano

on

W Polsce najwięcej słychać o słowach „Trzeba było słuchać Polski”. No i spoko, tylko co nam to daje? Zamiast się cieszyć, że nas klepnęła po plecach, lepiej przyjrzyjmy się, co UE robi z pieniędzmi dla Polski i jak Unia reagowała dotychczas. Bo von der Leyen pochwaliła dziś całą UE, a nie tylko Polskę.

I wyciągnijmy wnioski, bo potem za 5 lat znowu będzie „sukces” w postaci „no, jednak Polska miała rację”, z którego nic nie wyniknie.

Przyjrzyjmy się temu, co Ursula von der Leyen mówiła w całej swojej wypowiedzi (całe wystąpienie w linku).

„Europejczycy nie wahali się, a nasza odpowiedź była zjednoczona, zdeterminowana i natychmiastowa”

Tak wygląda wstęp do tej przemowy.

Niemka von der Leyen, opowiada nam historyjki o solidarności, wspólnocie i natychmiastowej reakcji wszystkich, zaledwie pół roku, po tym, jak jej kraj wstrzymywał sankcje i blokował (zresztą robi to dotychczas) dostawy broni. Pół roku temu, na samym początku wojny, Niemcy mówili ambasadorowi Ukrainy, że „teraz nie ma sensu wam pomagać, bo za parę godzin przegracie”.

Na początku wojny, poszczególne kraje kombinowały z sankcjami, że owszem ale bez diamentów, bez luksusowych samochodów, bez tego i owego. No dobra, banki ok ale bez Gazprombanku, bo przecież musimy kupować ten gaz. No i właśnie, bez sankcji na gaz, właściwie do dziś. Nota bene, tuż po rozmowie Scholza z Putinem, MSZ Rosji wrzucił oświadczenie, w którym oskarża Polskę o… wstrzymanie dostaw gazu z Rosji przez gazociągi na naszym terenie, a także Nordstream(!).

W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie, bo to Rosja wstrzymałą dostawy gazu jednostronnie. I to też jest test dla Niemiec, aby sprostować nieprawdziwe informacje, zawarte przecież w notce o rozmowie Putina z kanclerzem Niemiec. Na razie takiego sprostowania nie znaleźliśmy.

Która von der Leyen jest prawdziwa?

Ta która klepie Polskę po ramieniu? Czy ta, która pisze nową historię aby zetrzeć plamę wstydu z kilku krajów UE, na czele z Niemcami?

Wróćmy jeszcze raz do tej „zjednoczonej, natychmiastowej odpowiedzi ze strony UE”, o której mówiła von der Leyen.

1. Wcześniej już wspomnieliśmy o niezbyt udanych początkach sankcji, gdzie poszczególne kraje załatwiały wyłączenie z nich; diamentów, samochodów, dóbr luksusowych, a przede wszystkim – Gazprombanku i Sberbanku oraz wyłączeniu Rosji ze SWIFT, żeby nadal móc kupować gaz od Rosji. O tym von der Leyen zapomniała?

2. Już zapomniała, jak Niemcy wstrzymywali i nadal wstrzymują dostawy broni?

3. Już zapomniała, jak niemiecka szefowa dyplomacji, w kwietniu(!) wykluczała embargo na rosyjski gaz? To była ta wspólna, natychmiastowa decyzja unijna?

4. Już zapomniała, że sankcje na rosyjskie surowce, znalazły się dopiero w piątej (!) transzy sankcji?

5. Już zapomniała, jak w sierpniu Niemcy blokowały wypłatę 8 mld Euro dla Ukrainy ze środków unijnych?

6. Już zapomniała, że na pierwszą wizytę do Kijowa wybrało się tylko kilku liderów krajów wschodniej UE, a prezydent Niemiec dostał odpowiedź, że nie jest mile widziany?

7. Już zapomniała „listy niemieckich intelektualistów”, którzy apelowali o zakończenie dostaw broni dla Ukrainy i oddanie Rosji podbitych terenów?

8. Już zapomniała, że za plecami innych krajów, o rozpoczęcie rozmów z Rosją zabiegali w Kijowie: Scholz, Macron i Draghi, gdy wreszcie się tam pojawili?

9. Już zapomniała jaka afera wybuchła, gdy ujawniono finansowanie przez Gazprom, w wysokości 192 mln Euro ekologicznych organizacji, powiązanych z politykami SPD, których jedynym zadaniem było lobbowanie za budową Nordstream 2? – dla porównania, wszystkie partie polityczne w Polsce otrzymują rocznie subwencję w wysokości ok 13,5 mln Euro. Wszystkie razem. Czyli 15 razy mniej niż ta jedna organizacja dostała na lobbing

10. Już zapomniała, jak niemieckie i francuskie firmy, łamały sankcje nałożone po 2014 i wysyłały do Rosji technologię dla rosyjskiej armii?

11. Już zapomniała, że Niemcy, byli przeciwni udzieleniu Ukrainie gwarancji NATO?

12. Nie zauważyła ostatniego info z Euromaidan Press, o tym że trzy niemieckie firmy: Walter, Schunk i Kemmler działają w Rosji i dostarczają technologie, których Rosja potrzebuje do produkcji i serwisowania broni ofensywnej? (btw, spróbujcie znaleźć to info na stronach Onetu, TVN24 albo Wyborczej)

13. Czy niedawny niemiecki pomysł „zmuszania innych krajów„, do dzielenia się energią z krajami, którym zabraknie gazu, poprzez ograniczenie w tych krajach produkcji przemysłowej i przekazanie nadwyżki Niemcom, to też był przykład tej solidarności i wspólnoty? I pomysł nowego podatku na elektrownie węglowe, czyli głównie na Polskę, to też te działania wspólnotowe?
I czy plany zniesienia zasady jednomyślności, to też są działania na rzecz poszanowania głosu poszczególnych członków Unii?

14. A czy niemieckie naciski na Litwę, aby ta w ramach nałożonych sankcji, otworzyła korytarz do Kaliningradu, to też był przykład solidarności i natychmiastowych, zdeterminowanych wspólnych działań unijnych?

15. A czy to też jest przykład tych „zdeterminowanych działań”?

16. Na litość boską, czy blokowanie dla Polski pieniędzy z KPO, w chwili gdy boryka się z największym nagłym kryzysem uchodźczym, w historii całej Unii Europejskiej – czy to jest to wspólne zdecydowane działanie, na rzecz Ukrainy?

17. I na koniec, do jasnej cholery. Czy słowa Johannesa Hahna z kwietnia 2022, o tym, że Jest za wcześnie, na przekazanie krajom zaangażowanym środków, na pomoc dla uchodźców, bo jeszcze nie wiadomo gdzie ci uchodźcy się udadzą to był przykład natychmiastowych, solidarnych działań?
ZA WCZEŚNIE? Czyt.: „No fajnie Polacy że się finansowo wykrwawiacie od prawie dwóch miesięcy ale wiecie, jeszcze wam nic nie damy, bo może oni jednak przyjadą do nas i dopiero wtedy rozdzielimy kasę”.

Czy to były przykłady tej zdecydowanej, solidarnej reakcji Europy, pani Ursulo? Która pani jest prawdziwa? Ta, która pisze na nowo historię czy ta, która klepie Polskę po plecach i… Polska nic z tego nie ma?

Bardzo prosimy, niech pani nie robi sobie z nas jaj…

Czytaj dalej