Connect with us

Hoplofobia

Czego obawiają się masowi mordercy?

Opublikowano

on

Osoby, które decydują się na dokonanie masowego mordu, względnie przeprowadzenie zamachu terrorystycznego, i całymi miesiącami planują atak, nie boją się śmierci ani schwytania przez policję – scenariusz ten jest naturalnie wkalkulowany w zimną logikę ich działań. Ponad wszystko obawiają się natomiast przedwczesnego fiaska swojej “misji”. W realiach amerykańskich oznacza to najczęściej ryzyko bycia odstrzelonym przez uzbrojonego cywila, noszącego w ukryciu broń palną (zobacz więcej tu i tu). Oto reprezentatywne przykłady masowych morderców (dwóch niedoszłych i jeden faktyczny), którzy w oficjalnych dokumentach (raporty ze śledztwa, manifesty) explicite wyrażali zadowolenie z powodu istnienia stref wolnych od broni.

Od lewej: Payton Gendron, Matin Azizi Yarand, Khalil Abu Rayyan

W momencie popełniania zbrodni Payton Gendron miał 18 lat. Specjalnie udał się w podróż autem do murzyńskiej dzielnicy Buffalo (Nowy Jork) i po zaparkowaniu błyskawicznie otworzył ogień w kierunku ludzi przed supermarketem, po czym kontynuował zabijanie w środku. Ostatecznie zranił śmiertelnie dziesięcioro klientów (głównie czarnoskórych). Przebieg zamachu transmitował na żywo za pośrednictwem platformy Twitch. Przed szarżą zredagował manifest, w którym określił się jako zwolennik “białej supremacji”. W rozdziale zatytułowanym “Weapons, Equipment, and Mentality of the Attacker” (“Broń, wyposażenie i mentalność atakującego”) wyraźnie zaakcentował, że 1) uderzenie na cel, gdzie obowiązują restrykcje w noszeniu broni palnej, redukuje szanse wystąpienia oporu ze strony ofiar; 2) jurysdykcje z trudniejszym dostępem do broni dają znakomitą okazję do sfinalizowania masakry; 3) towarzystwo ochroniarza nie będzie problemem, gdyż zostanie on szybko wyeliminowany (i tak też się stało – emerytowany glina, Aaron Salter, zginął w konfrontacji z młodocianym terrorystą).

(źródło)

Ostatni punkt wydaje się być szczególnie interesujący, zwłaszcza w kontekście posiłkowania się ochroniarzami jako dowodem na to, że cywilni posiadacze broni palnej nie poradzą sobie z zagrożeniem, co jest powszechną taktyką wśród krytyków idei uzbrajania np. nauczycieli w szkołach. Niedawno posłużył się tą pokrętną argumentacją John J. Donohue, profesor ekonomii z Uniwersytetu Stanforda, w felietonie opublikowanym na łamach „Scientific American”.

Oprócz zacytowania spektakularnie sfuszerowanych statystyk FBI, przypomniał on strzelaninę w ogólniaku Columbine i obecnego wtedy na miejscu strażnika (Neil Gardner), który wdał się w zaciętą wymianę ognia z dwoma mordercami. W jego opinii, skoro przeszkolony weteran biura szeryfa nie był w stanie szybko przygwoździć sprawców, to tym bardziej nie będą w stanie tego zrobić zwykli obywatele. Oczywiście Donohue wygodnie pominął najbardziej kluczowy fragment historii, mianowicie “zapomniał” napisać, że choć działanie Gardnera nie zakończyło się celnym trafieniem i likwidacją rozjuszonych psychopatów, to i tak przyniosło wyłącznie pozytywne skutki: chwilowo oderwało zamachowców od zabijania, co pozwoliło rannym uczniom i wykładowcom na bezpieczną ucieczkę. Trudno w ten sposób dokładnie oszacować liczbę ocalonych ludzi, niemniej sama sugestia profesora, że skala sukcesu określonej interwencji powinna być mierzona dotkliwością fizycznych obrażeń doznanych przez napastników, inaczej w ogóle nie można mówić o “szczęśliwym finale” tudzież skutecznej reakcji, jest uproszczonym i nieuczciwym stawianiem sprawy.

Dalej: stanfordzki ekonomista kompletnie zignorował fakt, że rola ochroniarza nie należy wcale do łatwych ze względu na przyciągający uwagę mundur. Masowi mordercy albo zabijają strażników w uniformach w pierwszej kolejności (patrz ostrzelanie gmachu parlamentu w Ottawie [2014], zamach na dyskotekę w Stambule [sylwester 2016/2017]), albo organizują szczegółowy rekonesans przed atakiem i dowiadują się, gdzie mogą napotkać opór ze strony gliniarza dorabiającego do emerytury (patrz jatka w bazie Navy Yard [2013], masakra w nocnym klubie dla gejów w Orlando [2016] czy analizowany tutaj przypadek Gendrona, który rozrysował nawet mapkę wnętrza sklepu ze wskazówkami odnośnie trasy „przemarszu” ochroniarza). I żebyśmy się dobrze zrozumieli: zaangażowanie ochrony jest zawsze lepsze niż jej deficyt, ale nigdy nie stworzy ona takiej przewagi, jaką gwarantuje anonimowość cywila z bronią palną ukrytą w kaburze pod koszulą.

Payton Gendron zaraz po ujęciu przez policję.

Kolejna poważnie zwichrowana jednostka: nastoletni sympatyk ISIS, Matin Azizi Yarand. Kilka lat temu w Teksasie skazano go na dwie dekady odsiadki. Wydarzenie to nie odbiło się szerokim echem w mediach głównego nurtu, wałkowano je tylko trochę w lokalnej prasie. Zradykalizowany student zamierzał przeprowadzić zamach terrorystyczny w pasażu handlowym Stonebriar Centre w miejscowości Frisco. Był pod stałą obserwacją FBI. Jeden z agentów podszył się w sieci pod dżihadystę i zaproponował mu kupno broni palnej, amunicji, wojskowych ciuchów, kamizelki taktycznej z dodatkowymi schowkami na magazynki i wkładów balistycznych. Yarand miesiącami dopieszczał detale akcji, dzieląc się swoimi uwagami z internetowym „kolegą”. Poniżej lista rzeczy, które przemilczano albo wycięto ze wszystkich relacji medialnych, a które znajdują się we wniosku sądowym o nakaz aresztowania podejrzanego.

Yarand wielokrotnie odwiedzał centrum handlowe, aby upewnić się, czy warunki do mordowania są optymalne i czy nikt nie zakłóci mu przetrzebiania klienteli. Na terenie kompleksu obowiązywała polityka “No weapons allowed”, czyli zero tolerancji dla wnoszenia jakiejkolwiek broni. Yarand pisał do agenta FBI, cytuję: Zrobiłem zwiad. Obadałem pasaż i ochrona nie nosi przy sobie broni palnej. Mają tylko gaz pieprzowy. Zaraz mi dupa odpadnie ze śmiechu. Widziałem dokładnie trzech ochroniarzy. Dwóch łazi w parze, a jeden samotnie. Szukałem gliniarza na piętrze w pobliżu kina, ale nikogo nie zauważyłem.

Wraz z upływem czasu wyznawca Proroka odczuwał coraz większą euforię z powodu tego, że sklep jest strefą wolną od broni: Nic nas nie powstrzyma. Będziemy mogli robić, co nam się tylko podoba. Mają ochronę, ale nie mają broni.

Dwa dni po spotkaniu twarzą w twarz z agentem Yarand odkrył, że w centrum handlowym przebywa jednak uzbrojony policjant w mundurze. Absolutnie nie popsuło mu to humoru: Po namyśle wpadłem na genialny pomysł, jak pozbyć się gliniarza jeszcze przed rozpoczęciem właściwej akcji. Wejdziemy do sklepu w cywilnych ciuchach i zaatakujemy go znienacka. Dowiemy się, które wejście patroluje i tam go dorwiemy.

Podniecony zbliżającą się nieuchronnie perspektywą wylegiwania się w rajskim ogrodzie u boku pięknych hurys, zdradził też federalnym swoje głęboko skrywane, sadystyczne fantazje: W zasadzie wolałbym, żeby gliniarz rzucił broń i poddał się. Wtedy my polejemy go benzyną i podpalimy.

(źródło)

Jak widać, wannabe islamski terrorysta odhaczył tu wszystkie newralgiczne punkty, do których regularnie wracają zwolennicy broni palnej w swojej publicystyce: 1) świadomie wytypował strefę wolną od tejże broni na cel ataku; 2) robił skrupulatny zwiad przed zamachem, aby przyszpilić ochronę i zapoznać się z ich harmonogramem; 3) neutralizację umundurowanego policjanta zaplanował w pierwszej kolejności.

Matin Azizi Yarand nie był skory do rozmów z dziennikarzami.

Blognotkę zamykam omówieniem przypadku pogrążonego w depresji i myślach samobójczych dostawcy pizzy z Dearborn Heights w stanie Michigan, niejakiego Khalila Abu-Rayyana. Skazany w roku 2017 na pięć lat więzienia, wyszedł na wolność po trzech i aktualnie znajduje się pod nadzorem służb federalnych. Na radarze FBI wyskoczył po tym, jak zaczął wrzucać do sieci zdjęcia z bronią, okraszone komentarzami o odzieraniu ludzi żywcem ze skóry niczym owce. Niebawem skontaktowała się z nim kobieta (agentka), udająca poszukującą miłości, samotną dziewczynę. Rayyan wyjawił jej, że w hołdzie dla Państwa Islamskiego rozważa dokonanie masowego mordu w jednym z dużych kościołów w Detroit. Oto jak nasz zakochany admirator czarnej flagi racjonalizował wybór akurat tego konkretnego obiektu: Jest to miejsce ogólnodostępne, uczęszcza tam wielu ludzi i nikt nie może wnosić do środka broni palnej. Nagłośniliby to na cały kraj. Wszyscy by się dowiedzieli.

(źródło)

Tłumaczyłem to już w innym wątku, ale nie zaszkodzi powtórzyć: motywacja zamachowców może być różna (sianie strachu, rasistowskie resentymenty, zemsta spowodowana nękaniem w szkole, pragnienie sławy, frustracja seksualna itd.), mogą być oni również emocjonalnie zżyci z danym miejscem, nie zmienia to jednak podstawowego faktu, że w ujęciu statystycznym i z perspektywy długofalowej, licząc od końcówki lat 90. XX wieku, poza dosłownie paroma wyjątkami, do wszystkich masakr w przestrzeni publicznej niepowiązanych z działalnością stricte przestępczą (wojny o narkotyki, akcje odwetowe rywalizujących ze sobą gangów), w których ginęły więcej niż cztery osoby, dochodziło w lokalizacjach, gdzie obowiązywał prywatny, stanowy lub federalny zakaz noszenia broni dla ludności cywilnej.

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Hoplofobia

Czy te oczy mogą kłamać?

Opublikowano

on

Anglojęzyczna Wikipedia podaje (link), że Michael Shermer to popularyzator i historyk nauki, prezes Stowarzyszenia Sceptyków, redaktor naczelny kwartalnika “Skeptic”, autor przeszło tuzina książek, sygnatariusz wielu artykułów na łamach szanowanej prasy oraz postać czynnie zaangażowana w śledzenie, badanie, podważanie i demaskowanie pseudonaukowych, paranormalnych i religijnych twierdzeń, które zaśmiecają przestrzeń społeczną. Słowem, chłodny, analityczny umysł, który nie uwierzy, dopóki nie sprawdzi.

Po ostatniej masakrze-strzelaninie w szkole podstawowej w teksańskim Uvalde Shermer poczuł wenę twórczą, zasiadł do pisania i spłodził felieton na wiadomy temat, ten zaś po dwóch tygodniach wylądował na stronach magazynu “Quillette”. Postawił w nim kategoryczną tezę, że kołem zamachowym przemocy z udziałem broni palnej w Ameryce jest zbyt łatwy dostęp do tejże broni (link). Związek ów ma, jego zdaniem, charakter przyczynowy w tym sensie, że kraje, które obniżyły u siebie wskaźniki zabójstw i samobójstw z użyciem broni, równolegle wdrożyły także surowe zasady jej reglamentacji. Tymi krajami były w latach 90. XX wieku Australia i Austria. O wymiernych konsekwencjach reform premiera Johna Howarda po rzezi w Port Arthur wspominałem w innym miejscu, nie będę się więc powtarzał (dodam tylko, że całokształt materiału dowodowego przekonuje, iż nie wpłynęły one na poziom lokalnej przestępczości). Proponuję za to przyjrzeć się sytuacji w Austrii, bo nasz samozwańczy sceptyk znowu pomija kluczowe detale, niepasujące mu do narracji.

Shermer argumentuje (referując konkluzje tekstu, wydanego nakładem sztandarowego czasopisma brytyjskiego Królewskiego Kolegium Psychiatrów), że po wymuszonym przez unijne dyrektywy nałożeniu restrykcji na cywilny obrót bronią w Austrii w roku 1997 (weryfikacje niekaralności, testy psychologiczne, kursy bezpiecznej obsługi i znajomości prawa, zakazy sprzedaży karabinków “szturmowych”, obowiązkowe szafki i sejfy etc.) zaobserwowano wyraźne kurczenie się puli licencjonowanych posiadaczy broni i korespondujący z nim spadek średniej liczby zabójstw i samobójstw popełnianych z broni palnej. Ten “naturalny eksperyment” – kontynuuje Shermer – powinien być lekcją dla Amerykanów, że przy odpowiedniej determinacji i woli politycznej da się wprowadzić korzystne z punktu widzenia zdrowia publicznego zmiany, przynoszące natychmiastowe efekty.

Problem z tą huraoptymistyczną propagandą sukcesu jest taki, że zarówno pan “sceptyk”, jak i cytowani przez niego autorzy wygodnie przemilczeli długofalowe trendy w kształtowaniu się OGÓLNYCH WSKAŹNIKÓW PRZEMOCY w Austrii przed rokiem 1997 i po roku 1997. Te bowiem ujawniają, że ostrzejsze regulacje w żaden sposób nie korelują z częstością występowania zgonów. Poziom samobójstw ulegał dalszej redukcji w niemal identycznym tempie jak przed wejściem w życie obostrzeń, w przypadku natomiast najważniejszej subkategorii, czyli morderstw i zabójstw, można wręcz pokusić się o wnioskowanie, że restrykcje spowolniły dynamikę spadku śmiertelności, co sugeruje scenariusz znany z USA: rozbrojenie populacji nie-kryminalistów i ograniczenie im możliwości legalnej obrony rozzuchwala populację kryminalistów, skutkując eskalacją zabijania za pomocą innych metod.

(źródło)

(źródło)

Powyższe wykresy nie pozostawiają pola do interpretacji: ja, anonimowy bloger z polskiej piwnicy, jestem lepszym sceptykiem niż amerykański profesjonalista i medialny celebryta, Michael Shermer, który zdecydował się zataić przed swoimi czytelnikami newralgiczne fakty dotyczące rezultatów austriackiej ofensywy legislacyjnej z roku 1997. Nieładnie.

Czytaj dalej

Hoplofobia

Profil rasowy sprawców masowych mordów i strzelanin w Ameryce

Opublikowano

on

Parę lat temu zespół dziennikarzy nowojorskiego „Timesa” przygotował sztucznie rozwleczony reportaż na temat wszystkich strzelanin zarejestrowanych na terenie Stanów Zjednoczonych w roku 2015 z uwzględnieniem rasy sprawców. Ogromną większość z nich stanowiły prywatne wendetty, inicjowane przez lokalne gangi uliczne, oraz mordy rodzinne. Najważniejsze statystyki rozrzucono po całym tekście i przy pierwszym kontakcie jest rzeczą niemożliwą uchwycić ich zniuansowanie, dlatego przechodzę od razu do sedna.

NYT ujawnia, że spośród 358 strzelanin z minimum czterema osobami zabitymi i/lub rannymi w blisko połowie przypadków (160) nie udało się zidentyfikować tożsamości strzelca. Daje to 198 zweryfikowanych incydentów; trzy-czwarte z nich (144 albo 73 proc.) popełnili czarni. Po wykluczeniu 144 „zamkniętych” spraw zostaje zatem 160 nierozwikłanych i 54 z rozpoznanym nie-czarnym zamachowcem. Czy posiłkując się tak okrojonym materiałem można oszacować, za ile ataków ponoszą winę potomkowie europejskich osadników?

214 (160+54) przekłada się na 60 proc. ogółu strzelanin – w tym właśnie przedziale mieszczą się biali napastnicy. Autorzy felietonu podkreślają, że z powodu ułomności policyjnych źródeł, które nie rozróżniają grup etnicznych, zaliczyli do subkategorii „Whites” lwią część Latynosów, znacząco utrudniając wyizolowanie poszukiwanych przypadków. Z drugiej strony wspomnieli także, iż z początkowej puli 358 zdarzeń odnotowanych w 2015 roku 39 zaklasyfikowano jako eksplozje przemocy domowej zakończone rzezią członków rodziny; biali dopuścili się 63 proc. z tych morderstw. Po dokooptowaniu do tego najgłośniejszych medialnie masakr w miejscach publicznych, składających się przeciętnie na kilka incydentów rocznie, oraz zbioru mniejszych ataków z jedną osobą zabitą można spokojnie przyjąć, że „non-Hispanic Whites” odpowiadają bezpośrednio za maksymalnie 36 (~10 proc.) strzelanin [1] (diagramy kołowe prezentują surowe proporcje, nieskorygowane o wielkość populacji, słupki ukazują wskaźniki przeskalowane):

grafika po angielsku link

Co się stanie, gdy zmodyfikujemy bazową definicję z czterech osób rannych (niekoniecznie śmiertelnie) na minimum cztery osoby zabite? Poniższe statystyki pochodzą z najnowszej publikacji Foxa & Levina, kryminologów z Uniwersytetu Północno-Wschodniego w Bostonie:

grafika po angielsku link

Końcowe wnioski

Na przekór fałszywym opiniom kolportowanym w mediach sprawcami znakomitej większości wybuchów masowej przemocy w Ameryce są czarni mężczyźni, stanowiący zaledwie ~6 proc. ludności. Z perspektywy statystycznej sytuacja wygląda następująco: reprezentanci tej populacji odpowiadają rocznie za ~80 proc. wszystkich strzelanin, co oznacza, iż matematyczna szansa dostania się pod lufę czarnoskórego napastnika w USA jest kilkanaście razy wyższa niż w przypadku agresora o białym kolorze skóry. Wywindowanie progu numerycznego ofiar śmiertelnych do 4+ zabitych redukuje wspomniane ryzyko po stronie Murzynów, ale i tak w stosunku do swojej liczebności deklasują oni konkurencję w rankingu morderców. It’s not even close.

_________________________

[1] Jedna kwestia wymaga tutaj uściślenia: jak się rzekło, NYT nie pozostawili explicite uwag odnośnie rasy lub pochodzenia etnicznego przy 160 strzelaninach. Milczące założenie, że ich inicjatorami byli agresorzy o ciemnej karnacji wynika wprost z samego artykułu oraz dedukcji na podstawie statystyk federalnych. Tajemnicą poliszynela jest, że najwięcej nierozwiązanych zabójstw w Ameryce to pochodna konfrontacji ulicznych z udziałem młodych Murzynów albo latynoskich cholos w roli ofiar, co niemal zawsze oznacza też zaangażowanie mordercy bądź morderców o podobnym odcieniu skóry (przy okazji: Murzyni ginący z rąk białych stanowią symboliczny procent wszystkich czarnych ofiar zabójstw; FBI podaje średnio ~200 przypadków w skali roku, ale ponieważ wielu z tych zabójców to w rzeczywistości Latynosi, błędnie zakodowani przez lokalną policję jako biali na wstępnym etapie śledztwa, bardziej realna liczba „white-on-black homicides” jest nieporównywalnie niższa). Problemy z identyfikacją sprawców nie dotyczą natomiast przemocy domowej czy miłosnych trójkątów (cytat), a są to najbardziej typowe motywy zbrodni pośród przedstawicieli białej ludności, regularnie wieńczone aresztowaniem podejrzanego. Nie powinno więc dziwić, że większość (ok. 3/4) skatalogowanych przez nowojorski dziennik zajść, w których uczestniczyli biali Amerykanie, sprowadzała się do eskalowania wewnętrznych konfliktów w patologicznych rodzinach z długim rekordem policyjnych interwencji.

Czytaj dalej

Hoplofobia

Biały terror albo najbardziej ohydne kłamstwo ADL

Opublikowano

on

Mit o przytłaczającym rozroście prawicowego
terroryzmu jest zabójczą dywersją, uskutecznianą
przez lewicowych pseudoanalityków.

– Bruce Newsome (link)

Dokonując krytycznej weryfikacji jakości materiałów źródłowych, z których korzystają rozmaite agregatory katalogujące akty terroru w USA i na świecie, niemal od razu rzuca się w oczy kilka rzeczy:

  • kolosalne przeszacowanie terroryzmu prawicowego (kojarzonego automatycznie z agresją białych mężczyzn);
  • umniejszanie skali terroryzmu islamskiego;
  • tendencyjne ignorowanie terroryzmu lewicowego [1] (w realiach amerykańskich w przeważającej większości przypadków reprezentowanego przez pogrążonych w ostrej paranoi, ideologicznie zradykalizowanych, czarnych morderców-rasistów – zobacz koniecznie ten wpis).

Zjawisko to jest normą i nie spotkałem jeszcze organizacji, która przy tworzeniu baz danych konsekwentnie stosowałaby symetryczne kryteria klasyfikacyjne dla wszystkich trzech odłamów ekstremizmu. Wybitną biegłość w tej formie manipulacji osiągnęła Liga przeciw Zniesławieniom (Anti-Defamation League, dalej ADL), prominentna organizacja żydowska, zwalczająca nienawiść „raz a dobrze” (tak głosi slogan pod ich logo).

Jak łże ADL

Podczas zaaranżowanego w zeszłym roku przez CNN spotkania z wyborcami siedzący na widowni i wyraźnie zaniepokojony profesor Joel Berkowitz, dyrektor Centrum Studiów Żydowskich na Uniwersytecie Wisconsin-Milwaukee, spytał prezydenta-elekta Bidena, co ten myśli na temat zagrożenia dla amerykańskiej demokracji ze strony „białych supremacjonistów”. Joe oczywiście wymamrotał wszystko zgodnie z aktualną linią programową swojej partii: że na tę chwilę prawicowi rasiści stanowią najpoważniejsze wyzwanie terrorystyczne dla bezpieczeństwa publicznego oraz że jego administracja „koncentruje się na tych ludziach”, bo „zaczynają wychodzić badania”, które pokazują, że problem jest „złożony, wieloaspektowy i realny” [2]. Biden cytował tu konkluzje nieprzyzwoicie wręcz spopularyzowanych w przestrzeni medialnej raportów, publikowanych cyklicznie z inicjatywy ADL. W swej heroicznej batalii z nienawiścią Liga posiłkuje się regularnie wyjątkowo nikczemnym repertuarem kuglarskich sztuczek. Wśród nich trzy zasługują na specjalne uwydatnienie:

  • operowanie nieprzeskalowanymi wartościami przy konfrontowaniu grup o radykalnie różnej liczebności (metoda często wykorzystywana przez wszelkiej maści oszustów do wykrzywiania percepcji ryzyka u opinii publicznej);
  • brak elementarnej spójności w definiowaniu przejawów ekstremizmu (informacja ta jest zakopana głęboko w ich dokumentacji i nigdy nie trafia na łamy mediów, ale ADL sama przyznaje, że na swojej liście prawicowych ataków systematycznie uwzględnia morderstwa pozbawione motywacji ideologicznej czy podtekstu rasowo-etnicznego, co otwiera pole do horrendalnych wręcz wypaczeń i kreatywnych zmyśleń [3]);
  • pomimo że wszystkie gangi więzienne w USA wykazują tendencje do werbowania swoich rekrutów w oparciu o kolor ich skóry, to tylko białe grupy kodowane są przez ADL jako „rasowi supremacjoniści” zamiast zwyczajnie jako członkowie pospolitych organizacji przestępczych (link).

W rezultacie połączenia tych szalbierskich technik powstaje statystyczne złudzenie z pogranicza psychozy, że mamy do czynienia z ciągle eskalującą, społeczną patologią, kiedy w rzeczywistości trendy są stabilne od dekad, zaś lustrowane zjawisko jest zdecydowanie mniej wszechogarniające niż sugeruje polityczna retoryka siewców paniki. Warto więc zobrazować na wykresach, jak ADL tworzy fantomową wersję terroryzmu kosztem tej prawdziwej.

Odkłamywanie

Zanim przejdę do sprawdzenia rewelacji Greenblatta i spółki, ważna uwaga dotycząca metodyki: ponieważ znakomitą większość zabójstw, przypisywanych „supremacjonistom”, dokonują mężczyźni i ponieważ każdy biały człowiek na dowolnym etapie życia może zostać wliczony przez szóstego prezesa Ligi do grona „intelektualistów białej supremacji” (wystarczy zacytować w dyskusji statystyki przestępczości z podziałem na rasę sprawców, domagać się zaostrzenia restrykcji imigracyjnych, w tym zwłaszcza zahamowania napływu biedoty z krajów „trzeciego świata”, lub negować sens doktryny multikulturalizmu – patrz ten cytat), to na potrzeby niniejszej analizy porównawczej użyłem w mianowniku – jako zbioru odniesienia – białych Amerykanów płci męskiej i ogółu ludności muzułmańskiej bez podziału na płeć (w sumie 3 miliony 450 tysięcy osób). Prócz tego za pomoc naukową posłużyła mi drobiazgowa korekta danych wsadowych ADL, którą sporządził Anthony Fisher z „Business Insidera”.

Oto jak wygląda prawidłowo oszacowane i skorygowane o wielkość populacji, relatywne zagrożenie terrorystyczne ze strony obydwu grup demograficznych:


Końcowy werdykt

Oceniając fenomen współczesnego ekstremizmu obiektywnie, matematyczna szansa, że przeciętny muzułmanin zaplanuje udany zamach terrorystyczny w granicach USA czy też zamorduje niewinnego Amerykanina jest od kilkunastu do kilkudziesięciu razy większa niż że zrobi to jakiś wydziarany neonazista na zwolnieniu warunkowym, pałający nienawiścią Aryjczyk z przyczepy kempingowej albo wieśniak bez szkoły w czapeczce MAGA, uzbrojony w karabinek AR-15, z nożem traperskim wystającym spod kamizelki taktycznej [4]. Fakty są nieubłagane: wpływ „białej supremacji” na wskaźniki przemocy w Stanach Zjednoczonych jest ledwo dostrzegalny, z kolei jej zagrożenie celowo przejaskrawiane i w dużej mierze to właśnie ADL ponosi winę za nakręcanie tej hucpy.

____________________

[1] Empiryczne potwierdzenie tego, że anglojęzyczne media – licząc od 2008/2009 roku, czyli zaprzysiężenia Obamy – nagminnie puszczają mimo uszu i traktują z lekceważeniem przejawy lewackiego zradykalizowania, poświęcając mu znacznie mniej miejsca na łamach prasy niż ekstremistom prawicowym: Our results illustrate that mainstream news media is, on average, substantially more likely to use far-right-denoting terms than far-left-denoting terms (link). Niestety, ta jawna stronniczość znajduje potem odzwierciedlenie w zawartości bardziej fachowych sprawozdań. Takie dla przykładu Biuro Kontroli Rządu (GAO) do wiadomej puli kwalifikuje tylko działalność szalonych ekologów albo fanatycznych obrońców praw zwierząt, resztę fanatyków wygodnie ruguje. ADL łaskawie skojarzyła z lewicą raptem 15 zabójstw na przestrzeni dwóch dekad, konkludując, że lewoskrętni fundamentaliści wcale nie byli jakoś przesadnie nadaktywni. Podobnego zdania są analitycy Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), którzy w latach 1994-2020 doszukali się ledwo 22 ofiar lewackich bojówkarzy, zaś prawicę obarczyli winą za 335 mordów, z czego niemal połowa to pokłosie ataku bombowego z Oklahoma City. Kopiując bezmyślnie powyższe źródła, para doktorantów, Brent Klein & Kayla Allison, oświadczyła w swoim groteskowo sfuszerowanym artykule, że zabójstw na tle rasowym dopuszczają się głównie biali ludzie (racial homicide is orchestrated by Whites, sometimes far-right extremists, who target racial minorities).

[2] Ironia polega na tym, że miasto goszczące Bidena – Milwaukee – w roku 2020 odnotowało najwięcej morderstw w całej udokumentowanej historii aglomeracji (oficjalnie: 189). Prezydent słowem nie raczył skomentować tego lokalnego rekordu. Być może gdyby zamiast Murzynów za uliczny terror i zabijanie odpowiadali członkowie Ku Klux Klanu, wtedy doradcy Bidena zdążyliby mu przygotować okolicznościowe exposé.

[3] Wzorcowym przykładem radosnego rozprężenia norm jest umieszczenie na wykazie prawicowego fanatyzmu Nikolasa Cruza, masowego mordercy z Parkland na Florydzie. Nie istnieją żadne dowody, że działał on z pobudek ideologicznych: ogromna większość jego ofiar była biała, a w trakcie policyjnego przesłuchania wyjawił śledczym, iż “głos demona” w głowie kazał mu zabijać. Nawet osoby odpowiedzialne za zredagowanie raportu ADL dostrzegły te niewygodne fakty i wcisnęły wzmiankę o nich do któregoś z końcowych akapitów. Ostatecznie Cruz wylądował na indeksie, bo udzielał się w zamkniętym gronie internetowych trolli na Instagramie, gdzie wklejał rasistowskie memy, i na magazynkach do karabinu wyskrobał scyzorykiem symbol swastyki – wykonał go jednak tak nieporadnie i koślawo, jakby robił to z pamięci pierwszy raz w życiu.

Generalnie tylko w roku 2018 z puli szesnastu ataków, wyszczególnionych przez ADL i przeprowadzonych rękami “skrajnej prawicy”, raptem pięć spełniło kryteria przemocy podsycanej nienawiścią rasową lub ideologiczną tudzież było planowanych jako zamachy terrorystyczne. Reszta nigdy nie miała nic wspólnego z rasą, polityką czy religią, choć część została popełniona przez jednostki o powiązaniach ekstremistycznych (np. z gangami więziennymi). W efekcie znacznej redukcji uległa również liczba zabójstw, których niby dopuścili się inspirowani światopoglądowo prawicowcy – z absurdalnych 49, oryginalnie postulowanych w materiałach ADL, do zaledwie piętnastu (z czego aż jedenaście przypadło na masakrę w synagodze w Pittsburghu). Dla porządku: alternatywne źródła (think tank New America) podbiły sumę morderstw do siedemnastu, gdyż zarejestrowały też napaść rozbójniczą na państwo Serafin i Deana Lorenzów, dokonaną przez dwóch eks żołnierzy, którzy skradzione pieniądze zamierzali przeznaczyć na walkę partyzancką z socjalistycznym rządem Wenezueli.

Poniżej wszystkie błędnie zakodowane zdarzenia wraz z krótkim opisem:

  • 09/19/2018, Renton (Washington): biały supremacjonista i właściciel małej firmy dekarskiej Aryan Enterprises, Jeremy Shaw, zabił latarką (do spółki z małżonką) białego sąsiada w ramach spisku uknutego celem przejęcia jego nieruchomości. Pospolita zbrodnia, jakich wiele.
  • 27/07/2018, Robstown (Teksas): były skazaniec, Richard Starry, w napadzie szału zastrzelił czworo swoich krewnych w miejscowym ośrodku opieki i potem w domu, a następnie palnął sobie w łeb.
  • 04/06/2018, Dothan (Alabama): James Mathis, członek gangu więziennego Ghostface Gangsters handlującego metamfetaminą, przy “współpracy” z żoną, Amandą Oakes, uśmiercili własnego, 6-miesięcznego synka, po czym porzucili zwłoki w motelowej zamrażarce. Trywialne dzieciobójstwo, ale nie dla geniuszy z ADL.
  • 04/05/2018, Abingdon (Wirginia): niejaki Roger Melvin Tackett zamordował po kłótni znajomego. Ofiara miała biały kolor skóry, a sprawca kilka neonazistowskich tatuaży, co wystarczyło ADL, by zakwalifikować incydent do prawicowego terroryzmu, który najwyraźniej zagraża Afroamerykanom, żydowskiej diasporze i stabilności republiki oraz wizerunkowi USA na arenie międzynarodowej.
  • 02/14/2018, Parkland (Floryda): patrz wyżej.
  • 02/11/2018, Tallahassee (Floryda): Scott Paul Beierle, nieprzystosowany społecznie prawiczek, zastrzelił dwie białe kobiety w studiu jogi. Miała to być zemsta za niepowodzenia w kontaktach z płcią przeciwną.
  • Kolejne trzy przypadki są kuriozalne nawet jak na standardy ADL. 19/02/2018, Locust Grove (Georgia): sympatyk czarnego nacjonalizmu, antyrządowy bojówkarz, członek murzyńskiego ruchu anarchistów “Moorish sovereigns”, Tierre Guthrie, zabił białego policjanta podczas próby wręczenia nakazu aresztowania za drobne wykroczenie drogowe. Greenblatt uznał to za oznakę prawicowego zradykalizowania.
  • 11/05/2018, Athens (Georgia): czarnoskóry, chory psychicznie Malachi Qaadir Dorns zadźgał matkę i okaleczył brata. Zero potwierdzonych koneksji zabójcy z jakimkolwiek ruchem politycznym.
  • 11/08/2018, Sumter (Karolina Południowa): dwóch Murzynów (samozwańczy “suwerenny obywatel”, Demetrius Alexander Brown – agresor, i Sharmine Lonnie Pack – ofiara) pokłóciło się w warsztacie samochodowym przy transakcji kupna-sprzedaży auta. Obydwaj oskarżali się wzajemnie o usiłowanie oszustwa.
  • 22/04/2018, Nashville (Tennessee): biały mężczyzna i totalny świr, Travis Reinking, wpadł z hukiem półnagi do restauracji i zastrzelił czworo przygodnych klientów (troje czarnych i jednego Latynosa); biegli sądowi orzekli, iż jego stan umysłowy wyklucza możliwość partycypowania w procesie. ADL: Reinking has a serious history of mental illness and the shooting appears to have been non-ideological in nature.
  • 30/06/2018, Camden (Michigan): Joshua Daniel Miller ukatrupił jakiegoś białasa, bo ten dzielił mieszkanie i sypiał z jego byłą żoną. Wliczony w poczet prawicowych ekstremistów za powiązania z lokalną milicją.

Gdyby się na serio uprzeć, to zaprzęgając metodykę Ligi do badań nad terroryzmem, można by śmiało podciągnąć pod right-wing terror co drugie zabójstwo w USA w wykonaniu podejrzanego o białym odcieniu skóry lub otwarcie krytykującego rząd federalny. Z szaleństwa ADL wyłania się dokładnie ten sam wariacki proceder, który przyjął się ostatnio w agitacji hoplofobów. Ci bowiem wymyślają “szkolne strzelaniny” jak na zawołanie: ochroniarz niechcący podziurawi sobie stopę na parkingu przed ogólniakiem – szkolna strzelanina; uczeń walnie samobója po lekcjach w łazience pod prysznicem z pistoletu rodziców – szkolna strzelanina; zabłąkana kula z napadu rabunkowego trafi w mur gmachu podstawówki – szkolna strzelanina; dzieciak wyciągnie replikę pistoletu w autobusie – powtórka z Columbine. W tym luzowaniu rygoru chodzi wyłącznie o maksymalne napompowanie statystyk, aż nie wykażą one katastrofy, i generowanie później na bazie tak zafałszowanych liczb zwodniczych nagłówków w mediach.

[4] Jest rzeczą znamienną (i śmieszną zarazem), że na indeksie zbrodni ekstremistów islamskich ADL nie wyszczególniła mordów popełnianych na krewnych/członkach rodziny z intencją „zmycia hańby”, czyli zabójstw honorowych. Departament Sprawiedliwości szacuje, że rocznie w USA ofiarą honor killings pada od 23 do 27 osób, głównie kobiet (cytat, link). Po zsumowaniu wyszłoby zatem ~350 zabitych w ciągu piętnastu lat – więcej niż wynosi liczba morderstw ekstremistów, dokonanych ze wszystkich innych pobudek. Wspominam o tym, ponieważ w katalogu prawicowego terroryzmu figuruje brutalne pobicie białego współwięźnia przez dwóch „Aryjczyków”, spełniające kryteria definicji zabójstwa honorowego. Mężczyzna „splamił honor” gangu, bo nie miał nic przeciwko dzieleniu celi z czarnoskórym osadzonym.

Na wykazie ADL nie znalazło się też miejsce dla Arcana Cetina, masowego mordercy tureckiego pochodzenia z waszyngtońskiego Burlington, który zastrzelił pięć osób w centrum handlowym. Motywy jego zbrodni do dzisiaj pozostają niewyjaśnione, ale istnieją podejrzenia, że gość nie znosił kobiet (cztery ofiary były płci żeńskiej) i jak wynika z relacji rówieśników, już w szkole średniej wulgarnie odnosił się do swoich koleżanek. Nie ma wątpliwości, że gdyby sprawca był biały, ADL bez skrupułów zaliczyłaby go w poczet prawicowych terrorystów-inceli.

Czytaj dalej