Connect with us

Nawiasem Pisząc

Ale fajna ta Francja, taka multikulturowa!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Niedawno pisałam, że kiedy tylko Unia Europejska podjęła decyzję o relokacji „uchodźców”, zamieszkujący Europę Zachodnią imigranci z Bliskiego Wschodu postanowili pokazać krajom, których to szaleństwo nie objęło, a którym teraz Unia stanowczo chce się podzielić, że to nie jest najlepszy interes, jaki by mogły zrobić. Bo spójrzcie sami – tuż po ogłoszeniu tej decyzji mieliśmy już Syryjczyka, który atakował nożem kilkuletnie dzieci, później morderstwo na 27-letniej Polce dokonane przez obywatela Bangladeszu, a przecież mniej więcej w tym samym czasie inny imigrant napadł na 73-letnią kobietę i jej wnuczkę, którą próbował później porwać. Dwa z tych trzech „incydentów”, jak to się teraz na tego typu sytuacje mówi, miały miejsce we Francji. A parę dni temu znowu potężne ubogacenie kulturowe zalało ten kraj.

„To tylko pojedynczy przypadek”

O pierwszej sprawie już Wam kiedyś pisałam, bo wydarzyła się właśnie niedługo po tym, kiedy Unia postanowiła wesprzeć nas swoim dobrem. Myślę, że nie ma sensu wiele się tu rozpisywać, bo chyba każdy z nas wie, jak można nazwać człowieka, który usiłuje zadźgać kilkuletnie dzieci – bynajmniej nie obyłoby się tu bez wulgaryzmów. Jeśli chodzi o naszą rodaczkę zamordowaną w Grecji, to też wszystko jest jasne – chociaż tutaj, z całym szacunkiem dla ofiary i jej rodziny, sama Anastazja mocno ułatwiła mu tę zbrodnię. Nie chcę tutaj specjalnie jej atakować, bo przecież już się nie obroni, więc przyjmijmy wersję, którą przekazał mediom jej ojciec: że pojechała ze swoim późniejszym oprawcą po narkotyki (konkretnie marihuanę) i w żadnym innym celu. Jestem w stanie to uszanować. Nie zmienia to jednak faktu, że zachowała się skrajnie lekkomyślnie, nieodpowiedzialnie, żeby nie powiedzieć – idiotycznie. Nie wsiada się obcemu facetowi na motor, nie daje się zawieźć do jego domu, nie bierze się od niego jakichkolwiek narkotyków. Zwłaszcza, kiedy jesteś w obcym państwie, wypiłaś wcześniej drinka i jesteś młodą, atrakcyjną blondynką. A już na pewno, kiedy tym obcym mężczyzną jest śniady „książę Orientu”. Szkoda, że feministki wykorzystały tę tragedię, żeby przekonywać inne dziewczyny, że to tak naprawdę nic nie znaczy, że mogą robić, co chcą, jak chcą i kiedy chcą i nikt nie ma prawa ich tknąć. Anastazji życia już nie wrócimy, ale może warto byłoby starać się zapobiegać takim tragediom na przyszłość. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy toczyło się śledztwo w sprawie Polki, we Francji jakiś czarnoskóry jegomość zaatakował starszą kobietę, która razem ze swoją wnuczką wyglądały na ulicę. Przyjazny imigrant najpierw uniemożliwił kobiecie zamknięcie drzwi, co ta usiłowała zrobić, kiedy zorientowała się, że mężczyzna ma już nie tak przyjazne zamiary. Napastnik wypchnął 73-latkę przez drzwi, a następnie porwał jej wnuczkę – przynajmniej tak to wyglądało z zapisu kamery. Na szczęście ostatecznie coś go spłoszyło, bo naprawdę wolę sobie nie wyobrażać, co stałoby się z tym dzieckiem, gdyby temu szaleńcowi udało się je uprowadzić. Co łączy Grecję i Francję? Oba kraje zdecydowały się przyjmować uchodźców (chociaż podejrzewam, że Grecja wielkiego wyboru nie miała, bo Niemcy od czasu ich olbrzymiego kryzysu zadłużenia trzymają ich jak na widelcu) i w obu obywatele boją się normalnie wyjść na ulicę. Przy sprawie polskiej 27-latki czytałam artykuł, mówiący o tym, że obywatele greccy boją się swoich gości z Bliskiego Wschodu i raczej unikają kontaktu z nimi. W przypadku szaleńca, który zaatakował babcię z wnuczką, można by wysnuć wniosek, oglądając nagranie z całego zajścia, że kobieta bardzo lękliwie rozglądała się po ulicy, a kiedy zauważyła zbliżającego się mężczyznę od razu chciała zamknąć przed nim drzwi. Ci ludzie są tam zwyczajnie zastraszeni. No dobrze, a co je dzieli? Grecy wyciągają wnioski ze swojego błędu i morderca Anastazji trafił na razie do najcięższego aresztu w Grecji. Grecka prokuratura zapowiada, że Banglijczyk nie ma co liczyć na jakąkolwiek litość i będzie wnioskować o najwyższy wymiar kary. Tymczasem, co postanowiła prokuratura we Francji? Facet, który tak brutalnie poturbował starszą kobietę i próbował porwać małą dziewczynkę trafił do… szpitala psychiatrycznego. Mimo że wcześniej był już wielokrotnie notowany i serwował ten rodzaj ubogacenia kulturowego, którego Francuzi raczej sobie nie życzą. Wynika to jednak z polityki prowadzonej przez Emmanuela Macrona, do czego zaraz przejdziemy.

Muslim Lives Matter

Bo we Francji znowu jest wesoło! Od ładnych paru dni imigranci znowu zalewają ulice tego państwa swoją miłością i tolerancją. Zaczęło się od tego, że policjant zastrzelił 17-letniego Nagela, algierskiego pochodzenia, który dwukrotnie próbował uciec kontroli drogowej, za pierwszym razem prawie potrącając innego funkcjonariusza. Z tej okazji „uchodźcy” postanowili pokazać Francji swoiste ALM (Arab Lives Matter) czy MLM (Muslim Lives Matter) i od ładnych paru dni demolują francuskie ulice. Zamieszki nie odbywają się tylko w Paryżu, ale praktycznie rozlały się na cały kraj i musicie przyznać, że skojarzenia z tym, co działo się w USA po śmierci George’a Floyda narzucają się same. Samochodów spalono już ładnych kilka tysięcy, w ogniu stanęły również budynki, w tym przede wszystkim komisariaty policji, ale też szkoły i sklepy. Chociaż z tych ostatnich wcześniej „uratowano” produkty się w nich znajdujące, więc sami widzicie, że nie jest tak najgorzej i ci imigranci na coś się jednak przydają. Ciekawe jest jednak to, jak zareagowała matka i babcia zabitego chłopaka. Otóż ta pierwsza brała czynny udział w zamieszkach i było widać na zdjęciach i nagraniach, jak zagrzewa chuliganów do boju, krzycząc, wymachując pięściami i… uśmiechając się; z kolei druga po paru dniach radosnego podpalania i demolowania przez arabskich mścicieli, apelowała o zaprzestanie zabawy i nie atakowanie ludzi. Nie muszę chyba dodawać, że tłum żądnych krwi muzułmanów posłuchał pierwszej kobiety i demolka trwa w najlepsze. Nagel, podobnie jak Floyd, nie był rzecz jasna żadnym „aniołkiem” – francuska policja dobrze go znała, był zatrzymywany między innymi za handel narkotykami. Trzeba jednak powiedzieć, że działy się tam sceny dantejskie – zapadł mi w pamięć widok mężczyzny, kulącego się na ziemi w kałuży krwi, bo przyjaciele-uchodźcy ucięli mu dłoń. Za to, że próbował ratować swój samochód przed spaleniem. Mną osobiście wstrząsnął ten widok, ale wiecie, kim nie wstrząsnął? Wspomnianym Emmanuelem Macronem, który siedzi sobie bezpiecznie w Pałacu Elizejskim i stamtąd tylko wygłasza swoje zrozumienie dla demolujących jego państwo i zastraszających jego obywateli bandytów. Zapowiedział również, że funkcjonariusz zostanie surowo ukarany – w tej chwili siedzi w areszcie i oczekuje na proces. Prezydent Francji już go zdążył skazać, mam wrażenie, że wyręczył sąd. To jest kolejna analogia do wydarzeń z USA, bo wydaje mi się, że tak samo jak Chauvin, tak i ten nieszczęśnik zostanie poświęcony, żeby udobruchać trochę rozjuszony tłum. Macron zapowiedział bowiem, że policjanci mają w miarę możliwości łagodnie postępować z tą rozszalałą dziczą. Na razie faktycznie nie ma informacji o śmierci któregokolwiek z szalejących Arabów (dla porównania podczas tłumienia protestów żółtych koszulek zginęło jedenastu Francuzów, ale to jest przecież wpisane w koszta, prawda?), chociaż podobno aresztowanych zostało już ok. 4000 osób. Zniszczenia są ogromne, nie znamy jeszcze liczby rannych funkcjonariuszy czy zwykłych obywateli. Francja ma, czego chciała? Być może, ale bardzo słono za to płaci.

Obrońca granic – Donald Tusk!

I na tym można by było zakończyć, gdyby nie to, że znowu przypomniał o sobie Donald Tusk. Nasz były premier, jak wiadomo, jest bardzo zmiennym człowiekiem – zapowiada, że nie wyjedzie z Polski, żeby potem zawitać w Brukseli; obiecuje, że nie podniesie wieku emerytalnego, żeby potem stwierdzić, że to fantastyczny pomysł; kategorycznie zarzekał się, że podatki za jego rządów nie wzrosną, aby potem grzecznie zakomunikować, że akurat z VAT-em, to absolutnie niezbędne było. I teraz znowu Król Europy przepoczwarzył się nagle w zaciekłego przeciwnika imigracji. I to nie tylko tej nielegalnej, ale w ogóle każdej. Nikogo nasz Donek już tu nie wpuści – oczywiście pod warunkiem, że go wybierzemy. No i jeśli Niemcy mu nie będą kazały. Ale tak, to luz. Tusk nagrał niedawno płomienne przemówienie, w którym ubolewał nad tym, jakie straszne rzeczy dzieją się w stolicy miłości i tolerancji, a następnie przypomniał, że u nas będzie tak samo, bo PiS wpuścił ponad 130 000 migrantów. Rząd próbuje się bronić, że po pierwsze to 26 000, po drugie oni przyjadą tu legalnie do pracy, a ich obecność będzie tymczasowa. Muszę się zgodzić, bo różnica jednak jest spora, ale wolałabym, żeby nasza władza jednak zredukowała tę ilość do minimum, bo cały czas mieszka u nas parę milionów Ukraińców, a poza tym kultura Bliskiego Wschodu jest jednak całkiem inna od naszej. Na przykładzie Francji widzimy, że ci ludzie się nie asymilują. Ba, ci awanturnicy, którzy dzisiaj tak hucznie upamiętniają swojego 17-letniego brata, żyją we Francji od kilku pokoleń – a mimo wszystko nadal traktują ten kraj jako obcy, a nawet wrogi. Wracając jednak do niespodziewanej (i komicznej) metamorfozy Tuska, zastanawiam się, jak na jego nagłą deklarację zareagują koledzy z partii. Zwłaszcza Franek Sterczewski, Klaudia Jachira czy Janina Ochojska. Co prawda Jachira zmieniła barwy partyjne na zielone, a Ochojska naprawia świat w Parlamencie Europejskim, ale jednak ta – najgłośniej chyba lamentująca o biednych uchodźciątkach przy granicy – trójka zawsze go popierała. Szykuje się rozłam w Koalicji, czy jednak koledzy Donka zmienią poglądy tak łatwo, jak on sam? Dotychczas udawało im się to całkiem nieźle, chociaż ten zwrot jest chyba największy, jakie były premier kiedykolwiek popełnił. Franek mógłby na przykład powiedzieć, że on z tą torbą w stronę granicy biegł, żeby intruzów przepędzić. A może pięknie wyjaśnią, że chodziło mu o tych złych pisowskich imigrantów, ci na granicy są spoko i można ich wpuszczać?

Trzeba przyznać, że wyśmienita komedia. My sobie możemy ją oglądać, zajadając się popcornem, z miłą satysfakcją, że wiedzieliśmy, ostrzegaliśmy i tłumaczyliśmy już w 2015 roku, kiedy Angela Merkel zdobyła się na olbrzymią gościnność i wymagała tego samego od innych członków UE. Wiecie, o co się pyta w takich sytuacjach? „A nie mówiliśmy?!”.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

 

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.

Tu nie o łańcuch chodziło

Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.

Od kogo i dla kogo była ta ustawa?

No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.

Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej