Connect with us

Inny Wymiar

4 cytaty sprzed lat, ale dzięki „postępowcom” dalej aktualne

Opublikowano

on

Pewne rzeczy pozostają w ludzkiej pamięci na wiele, wiele lat. Jedne 20, inne 120, ale ich wspólnym mianownikiem jest obecność w ludzkich umysłach. Bez wątpienia jednym z takich elementów są cytaty. Czasem używane tylko po to, aby pochwalić się ich znajomością, nieraz także powtarzane za panującą modą nawet bez znajomości przekazu, który się za nim kryje.

Są też jednak chwile, kiedy pewne słowa idealnie pasują do opisania jakiejś sytuacji, np. politycznej. I tym właśnie chciałbym się zająć dzisiaj. Oto 4 cytaty sprzed lat, ale dzięki lewakom jak najbardziej na czasie.

Już w starożytności polityk rzymski, Marek Tuliusz Cyceron, słusznie mawiał: „Ohydną karykaturą ustroju jest państwo, w którym bogaczy uważa się za elitę”. Ja trochę bym to uwspółcześnił i dodałbym do tego grona szeroko rozumianych „celebrytów”, czyli ludzi znanych z tego, że są znani. Ilekroć słyszymy jak o jakichś, ponoć niezwykle ważnych sprawach wypowiadają się tacy quasi-eksperci jak: Maja Ostaszewska, Andrzej Seweryn, Krystyna Janda, Krzysztof Zalewski czy Dorota Wellman? Przyznać trzeba, że bardzo często. W zasadzie codziennie. A o tych „niezwykle ważnych” sprawach takich jak rzekoma pandemia, śmiercionośne zmiany klimatu (nie kwestionuję tu samych zmian klimatu, ale ich skalę), wielość płci, niebinarność, ciałopozytywność i inne takie decydują najbogatsi ludzie świata, m.in. prezes Światowego Forum Ekonomicznego Klaus Schwab, „filantrop” George Soros czy Bill Gates, opłacając swoich żołnierzy do głoszenia tyrad o ww. „problemach” i „zaniedbaniach polityków”. Wystarczy czytać ich wypowiedzi. To zwykła plutokracja, z którą należy walczyć.

Tu płynnie przechodzimy do kolejnej kwestii, a konkretnie do tego, co dziś znaczy być człowiekiem konserwatywnym. Naprawdę celnie ujął to Jan Herman Hoppe, niemiecko-amerykański ekonomista i filozof, twierdząc: „Konserwatywny oznacza kogoś, kto przez szum anomalii i wypadków dostrzega to, co stare i naturalne, i kto tego broni, kto to wspiera i stara się chronić przed tym, co tymczasowe i nienormalne”.

Uzupełniłbym to przekorą, a przez nią rozumiem sprzeciw wobec jednorodnym głosom ludzi, którzy zawsze chcą iść na łatwiznę, za stadem. Prawdziwy konserwatysta musi się nie bać uderzyć pięścią w stół i powiedzieć głośno i wyraźnie: „nie, to czego chcecie, jest złe, dobro wygląda inaczej, nie można bez przerwy biegać za większością”, kiedy zajdzie taka potrzeba.

Demoliberalna rewolucja społeczno-kulturowa bez wątpienia, jak to rewolucja składa się z elementów tymczasowych. Wystarczy podać przykład Marty Kauffman, twórcy słynnego serialu „Przyjaciele”, jak na swoje czasy całkiem „postępowego”, która ostatnio przeprosiła za „małą różnorodność rasową” w produkcji. Postęp nigdy nie może stać w miejscu. Innym przykładem niech będzie norweska feministka (a więc teoretycznie ta dobra), niedawno oskarżona za… stwierdzenie, że „mężczyźni nie mogą być lesbijkami”. Jak to w rewolucji – to, co dzisiaj jest dobre, już jutro może być złe, dlatego, że będzie za mało postępowe, a skoro tak, to i „faszystowskie”, „ksenofobiczne”, itp. Lewactwo nie znosi próżni. Niech aborcja jako „prawo człowieka”, niebinarność, osoby z macicami, osoby rodzące, kobiety z penisami, zmiany zaimków lub identyfikacji, itd. będą z kolei wystarczającym, zbiorczym dowodem na nienormalność lewych.

Konserwatyzm nieodłącznie wiążę się również z wiarą religijną i chrześcijaństwem, a zwłaszcza katolicyzmem. Istotna powinna być tu ogólna stałość przyjętych reguł, których katolik powinien przestrzegać. Niektóre zmiany stanowisk Episkopatu, w mojej opinii są jak najbardziej w porządku, np. przeszczep organów, bez których chory lub ranny człowiek nie będzie mógł żyć. Uważam to za wyraz troski i miłości do drugiej osoby. Nie należy jednak mylić tego z modernizmem, który wdarł się do Kościoła już jakiś czas temu, a który polega na wejściu do Świątyni Pana osób świeckich, źle życzących Kościołowi, nierzadko powiązanych z masonerią (jak Opus Dei w Hiszpanii). Dziś widzimy to, jeżeli chodzi o różnych Lemańskich, Sowy, Bonieckich, Kramerów, itp. Prawdziwy kapłan nie może być chadekiem – nie może się podobać wszystkim i zgadzać się na wszystko, w tym na to, co niezgodne z prawdami wiary. I tu przychodzi Benedykt XVI, cały na biało i mówi: „Jezus, który byłby w zgodzie ze wszystkimi, Jezus bez swojego świętego gniewu, bez twardości prawdy, nie jest prawdziwym Jezusem, lecz jego żałosną karykaturą”. Religia musi mieć swoje zasady, których wierzący powinni przestrzegać. Niestety czasem i księża ich nie respektują, co powoduje radość u adwersarzy Kościoła. Katolicyzm to nie libertynizm.

Szczerze muszę przyznać, że mało jest rzeczy tak irytujących jak karuzela równość, tolerancji, itd. Co chwila widzimy i słyszymy w TV, jak jacyś dobrze ubrani ludzie, ładnymi słowami próbują nas przekonać, że są tacy młodzi, świeży, fajni, dobrzy i że warto iść za nimi, ponieważ oni chcą dobrze. Skoro gadają o tym non-stop, to chyba nie są tacy przekonani do tej swojej postępowości. W innym wypadku, po co mieliby rozprawiać o tym w kółko? Nie musieliby tego robić, bo byłoby to dla nich jasne jak słońce. I to raczej nie dziwne, dlatego, że innym razem ci sami ludzie pociągnięci przez sprytnych finansistów, potrafią wyjść na ulice, drąc się zabawnie, kogo by tu nie „j**ali” czy kazali „w**ierdalać”. Dodatkowo, uważając się za lepszych, atakują policję albo nawołują do niszczenia Kościołów. Oczywiście w imię wspomnianego „postępu”.

Dlatego właśnie na koniec zostawiłem sobie zdecydowanie swój ulubiony cytat nieśmiertelnego Karola Maurras’sa, działacza z „Akcji Francuskiej”. Sądzę, że nic nie oddaje tak dobrze dzisiejszej, obłudnej, zakłamanej, lewackiej rzeczywistości, jak jego słowa: „Liberał to anarchista, starannie zawiązujący krawat”. Co Lempart po ładnym ględzeniu u Moniki Olejnik w „Kropce nad i”, skoro za chwilę i tak wróci na ulicę i znowu pokaże swoją plemienną mentalność? Co z gadek typowego lewaka o „szacunku”, na Paradzie Równości, jeżeli zaraz raduje się on z zakazu maszerowania (w większości spokojnego) dla narodowców? Nic, chociaż lemingi i tak się nabiorą i jakoś to sobie wytłumaczą. Ale w gruncie rzeczy, liberał od anarchisty różni się tylko strojem, fryzurą i sposobem wypowiadania się do kamer (a w tym ostatnim też tylko czasem).

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Inny Wymiar

Maja Staśko i jej „wartości”

Opublikowano

on

Kilka dni temu, a dokładniej w sobotę, 17 września odbyła się 4 już gala z serii High League. To przedsięwzięcie to spektakl będący swoistym symbolem obecnego świata – pokaz celebryctwa z domieszką czegoś innego, zwykłego (w tym wypadku sportu z gatunku szeroko pojętej sztuki walki, choć w odniesieniu do powyższego widowiska określenie to brzmi raczej sarkastycznie). Na Polsacie rozmaite „gwiazdy” tańczą, a tu inne „gwiazdy” biją się i obalają, (a raczej przewalają).

Najprawdopodobniej nie pisałbym w tym miejscu o takich sprawach wcale, gdyby nie jedna, naprawdę interesująca rzecz z tym związana. A mianowicie – od jakiegoś czasu wiadome było, że wśród zawodniczek na ww. gali będzie słynna ostatnimi czasy lewicowa aktywistka, Maja Staśko. Ta od walki z seksizmem i, co jeszcze bardziej oczywiste w tych środowiskach, wyznawania bogini „Tolerancji”. Ktoś mógłby się zdziwić, jak taka potężna przeciwniczka kapitalizmu mogła zgodzić się na występ w szeregach PRYWATNEJ federacji freakfightowej. Raz, że prywatna, a dwa, że to mordobicie, a nie pomaganie słabszym. Ja tam się jakoś specjalnie nie dziwię. W końcu u lewaków hipokryzja to chleb powszedni i to nie od czasów przedwczorajszych. Aż przypomina się Jaś Kapela w „Hejt Parku” u Krzysztofa Stanowskiego i przyjęcie pieniędzy od tego ostatniego przez Kapelę, mimo że ponoć jest on przeciwnikiem bogacenia się. Głośno śmiała się z tego nawet reżyserka programu.

Ale to nie jedyna hipokryzja Staśko w tym temacie. Jak już wspomniałem, zajmuje się ona również problematyką seksizmu i tzw. „kultury gwałtu”. Traktuje te sprawy niezwykle poważnie. Na temat tych zagadnień napisała nawet książkę. Mówię o tym, bo twarzą organizacji High League jest Malik Montana, bardzo znany w Polsce raper. Jego domeną jest rapowanie o wielkich pieniądzach, które ma, rzeczach, które sobie za nie kupił, imprezowaniu, ćpaniu oraz o swoich bliskich stosunkach z kobietami (tak, chodzi o seks). Ma w swoim emploi teksty takie jak: „silikonowe cycki jej nie mieszczą mi się w dłonie, zabieraj studentki, bo te po botoksie moje”, „Ty lepiej wyglądasz w bieliźnie, najlepiej bez niej oczywiście, najchętniej bym z Tobą już wyszedł, w drodze do domu już liżesz” czy moje ulubione „wiem, byłem nikim w dziurawych butach, teraz szmaty po koncertach chcą mi ciągnąć druta”. Podobnych określeń jest u niego znacznie, znacznie więcej. Zresztą sama Staśko też coś o tym wie, bo jakiś czas temu podczas instagramowej dyskusji z Malikiem, ten się z niej śmiał i kazał jej „pokazać cycuszki”.

Teraz nasza Maja niejako firmuje się obok niego tak, jakby zapomniała o powyższych, nazwijmy to „niezgodnościach opinii”. Nie przeszkadzają jej atrakcyjnie wyglądające kobiety wchodzące obok zawodników na ring, ani fakt, że na 9 walk rozegranych na sobotniej gali, tylko 2 były walkami kobiet (w tym jedna jej).
No cóż, pieniądz nie śmierdzi nikomu, a zwłaszcza liberałom…

Czytaj dalej

Inny Wymiar

Rafał Ziemkiewicz – urodziny mistrza

Opublikowano

on

Dokładnie 58 lat temu, tj. 13 września 1964 roku urodził się Rafał Ziemkiewicz – świetny polski pisarz, dziennikarz, publicysta, komentator. Z okazji urodzin zaprezentujmy więc pokrótce jego sylwetkę.

Ziemkiewicz w 1988 roku ukończył polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim.  Był bardzo zainteresowany Science Fiction i początkowo swoje pisarstwo wiązał właśnie z tym gatunkiem literackim. Debiut zaliczył w wieku niespełna 18 lat, w lipcu 1982 roku, publikując opowiadanie „Z palcem na spuście” w tygodniku „Odgłosy”. Jeszcze w tym samym roku otrzymał nagrodę w konkursie na opowiadanie SF za utwór „Cortex Celebri” oraz wyróżnienie za „Pilota”. Trzykrotnie zdobył też prestiżową nagrodę Zajdla przyznawaną przez konwent fantastyki Polcon za najlepsze fantastyczne dzieła.

Jako polityczny publicysta zaczął pisać w latach 90. Jego pierwszym miejscem pracy był „Najwyższy Czas”, do którego pisał swoje felietony. Współpracował również blisko z „Gazetą Polską”. Był też członkiem i rzecznikiem prasowym Unii Polityki Realnej. Lata później działał przy Stowarzyszeniu KoLiber i Ruchu Narodowym. Ogółem przez lata pracował dla wielu mediów (poza ww. były to jeszcze m.in: „Newsweek”, Radiowa Jedynka, „Rzeczpospolita”, „Uważam Że” czy TVP).

Aktualnie publikuje w Tygodniku „Do Rzeczy”, na własnej stronie internetowej, a także na kanale na YT, założonym w 2020 roku, po rozstaniu z TVP Info. Tworzy codzienne vlogi, w których komentuje bieżącą rzeczywistość, prowadzi cykle „Akademia zdrowego rozsądku”, „Z mojej półki” i przeprowadza wywiady.

Napisał również trochę książek publicystycznych związanych z polityką, które bez wątpienia wzbudzały emocje. Chyba największą z nich była „Michnikowszczyzna”, wydana w 2006 roku, za którą Adam Michnik wytoczył Ziemkiewiczowi proces sądowy. Nasz dzisiejszy bohater zarzucał w lekturze redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej” promowanie postkomunizmu, nieodcięcie się od swoich niechlubnych korzeni rodzinnych oraz stronniczość.

Sławę Panu Rafałowi przyniósł też wydany w roku 2020 „Cham niezbuntowany”. Przyczyniło się do tego stowarzyszenie „Nigdy więcej”, za sprawą którego publikacja przestała być dostępna do kupienia na Allegro. To tylko zrobiło pozycji dodatkową reklamę i z pewnością pomogło osiągnąć znakomite sprzedażowe wyniki.

W 2021 roku Ziemkiewicz został zatrzymany na brytyjskim lotnisku, gdzie przyleciał z córką, która dostała się na studia na Oxfordzie. Okazało się, że ma zakaz przebywania w Wielkiej Brytanii za swoje poglądy i ich głoszenie, nawet jeśli przybył tam w zupełnie innym celu. Jak to na postępowym, tolerancyjnym zachodzie: absurd goni absurd…

W mojej ocenie Rafał Ziemkiewicz to fenomenalny publicysta, który celnie, a do tego na luzie potrafi opisywać naszą szarą rzeczywistość. Dorzuci do tego przy okazji trochę barwnych historycznych szczegółów z czasów swojej młodości i przemian ustrojowych, a to też jest cenne. Panie Rafale, niech nam Pan żyje 100 lat w zdrowiu, szczęściu, pomyślności, pieniądzach i spokoju!!!

Czytaj dalej

Inny Wymiar

Inny Wywiad (VI) – gość: Roman Warszawski

Opublikowano

on

Dzień dobry wszystkim, bądźcie zdrowi. Zapraszam na moją rozmowę z Romanem Warszawskim, chyba najsłynniejszym obecnie w Polsce obrońcą praw mężczyzn, który opowiedział mi co nieco o czerwonej pigułce💊💊💊…

Inny Wymiar⚫: Red Pill to ruch związany z obroną praw mężczyzn, a przynajmniej ja najprościej opisałbym go w taki właśnie sposób. A jak Pan rozszerzyłby definicję, opisującą tę ideę?

Roman Warszawski🔴: Red pill to świadomość natury ludzkiej. Prakseologia, a nie zbiór dogmatów. Zauważenie gynocentryzmu, kobiecej hipergamii i męskiego instynktu dominacji. Dopiero na tym mogą być nadbudowane ideologie. Ze świadomości natury relacji międzyludzkich wychodzą np. MRA Mens Right Activist – którzy zauważyli, że już od dawna płcią dyskryminowaną na wielu polach są mężczyźni. Dalej mamy PUA – pick up artists – środowisko doskonalące się w sztuce uwodzenia. Mamy też najbliższych mi MGTOW, czyli mężczyzn idących swoją drogą – to skrajnie indywidualistyczna filozofia, zakładająca osobiste poszukiwanie celu i sensu życia.

IW⚫: Proszę powiedzieć trochę o historii tego ruchu. Gdzie, kiedy i za czyją sprawą on powstał?

RW🔴: Jak już wspomniałem, red pill nie jest ruchem albo ideologią. Z grup posługujących się tą wiedzą najstarszą są MRA – mens rights activist. Wywodzą się oni od feministów drugiej fali, gdzie kilku działaczy zorientowało się, że wbrew obowiązującej narracji, kobiety nie są ofiarami systemu, a jest problem z męskimi ofiarami przemocy domowej czy też z kontaktami ojca z dziećmi po rozpadzie małżeństwa.

PUA powstali w latach 90-tych XX wieku. W ogromnym uproszczeniu – nerdy zaczęli zadawać pytanie dlaczego nie wychodzi im z dziewczynami, później poszli w teren, zebrali doświadczenia i porównali notatki. Pewien ogląd środowiska daje książka Neila Strausa „Gra”.

Najmłodszą grupą są MGTOW – mężczyźni idący swoją drogą. Powstali ok. 2012 r. jako społeczności internetowa. Wyznają oni skrajnie indywidualistyczną filozofię, według której życie mężczyzny powinno skupiać się na samorozwoju i ostatecznie stworzeniu dla siebie samego własnego celu i sensu życia nie opartego na uznaniu że strony społeczeństwa, a zwłaszcza kobiet. W założeniu tej filozofii leży sprzeciw wobec państwowego małżeństwa jako instytucji, która nie daje mężczyźnie żadnych korzyści, a w pewien sposób prowadzi do oddania kontroli nad własnym życiem w ręce żony, która może korzystać ze wsparcia instytucji państwa.

IW⚫: Czy w związku z tym indywidualizmem, warunkiem, aby być MGTOW jest nie szukanie sobie stałej partnerki życiowej czy nie jest to konieczne, a chodzi tylko o, jak Pan stwierdził: „sprzeciw wobec państwowego małżeństwa jako instytucji, która nie daje mężczyźnie żadnych korzyści, a w pewien sposób prowadzi do oddania kontroli nad własnym życiem w ręce żony, która może korzystać ze wsparcia instytucji państwa”?

RW🔴: Zależy kogo zapytać. Filozofia jest skrajnie indywidualistyczna, nie ma papieża który rozstrzygnie. Trafiają się głosy, że tylko mężczyźni żyjący w trybie mnicha mogą naprawdę być MGTOW. Ja się z tym stanowiskiem zupełnie nie zgadzam. Uważam, że wystarczy, iż kierujesz się wewnętrzną motywacją i wyżej od wszelkich relacji cenisz własne zasady. Bo właśnie o to chodzi w pójściu swoją drogą – aby żyć na własnych warunkach i nie podlegać mocy magicznych zaklęć – „jesteś zły, samolubny, prawdziwy mężczyzna tak nie postępuje”.

IW⚫: A jak ma się red pill do konserwatyzmu? Przecież to właśnie ten ostatni, (zwłaszcza w skrajniejszej formie) zakłada, że kobiety i mężczyźni są inni, wskazując z reguły na konieczność męskiej dominacji, ustępstwa wobec kobiet, itd. Jak wygląda to od tej strony?

RW🔴: Jako ateista widzę święte księgi głównych religii świata, w tym Biblię jako zagregowane doświadczenie odnośnie natury ludzkiej. W tym sensie tradycyjny konserwatyzm uosabiał kompromis pomiędzy męską i żeńską strategią reprodukcyjną. Tyle, że to już pieśń przeszłości. Dziś nie ma praktycznie kobiet które nie są feministkami co najmniej drugiej fali, a kobiety (ze względu na swoją wspólnotowość) to największy klaster wyborców i konsumentów. A więc i konserwatyści mają swoją gynocentryczną ofertę dla nich – mężczyźni mają akceptować swoje stare obowiązki i nie mają jednocześnie dawnych przywilejów. Oferta zjeść ciastko i mieć ciastko.

IW⚫: Dlaczego zdecydował się Pan „wziąć czerwoną pigułkę”? Tzn. mówiąc prościej, dlaczego zdecydował się Pan zaangażować w obronę praw mężczyzn?

RW🔴: Sam pigułkę wziąłem, bo widzę, że to prawdziwy opis rzeczywistości i pozwala lepiej działać w świecie. Co do skali makro – kiedy widzisz mechanizmy, to aż nazbyt oczywiste staje się, że niebieska pigułka w takim społeczeństwie musi prowadzić do apokalipsy Zombie. Po pierwsze, rozpada nam się podstawowa komórka społeczna jaką jest małżeństwo, a za nią rozpadają się wszystkie naturalne wspólnoty. Mamy zapaść demograficzną i zatomizowane społeczeństwo. Za chwilę przeciętny wyborca będzie po 60-tce, bez dzieci i rodziny. A wszystko dlatego, że kobiety nie chcą mieć nic do czynienia z nieatrakcyjnymi mężczyznami, a mężczyźni dostają cały czas błędną informację jak być atrakcyjnym. Na końcu wszystko postanawiają dać sobie ze wszystkim spokój, mają podejście po nas choćby potop, społeczeństwo jest trupem, a pozory życia zapewnia mechanizm państwa, który podtrzymywany jest przez coraz bardziej wąską grupę podatników netto, a jednocześnie wzmacnia mechanizmy które doprowadziły do powstania problemu. Chcę mieć na starość ciepłą wodę w kranie i chcę, aby moi synowie mogli mieć normalnie dzieci, aby móc cieszyć się życiem.

IW⚫: „Mężczyźni dostają cały czas błędną informację jak być atrakcyjnym”. To znaczy co, według Pana powinni robić mężczyźni, aby być atrakcyjni – zarówno dla kobiet jak i dla samych siebie?

RW🔴: Pierwszym krokiem jest zmiana założeń i postawienie na zdrowy egoizm. Należy stać się swoim własnym mentalnym początkiem. Dla tradycjonalistów od razu dodam – nie da się uratować nikogo nie ratując najpierw samego siebie, a poświęcenie bez nagrody to droga donikąd. Dla kobiet atrakcyjny jest mężczyzna posiadający własne terytorium, autonomiczny, wiedzący czego chce oraz zmierzający aby to osiągnąć. Dlatego też tak ważne jest zabicie w sobie beciaka, który uważa, że związek z kobietą jest dla niego nagrodą, gdy tymczasem w relacji, w której kobieta czuję się szczęśliwa, jej hipergamia jest zaspokojona, to on jest nagrodą.

IW⚫: Jak odpowiada Pan na zarzuty wobec ludzi red pill’u, typu: „mówisz tak, bo jesteś jeszcze młody chłopak”, „jakbyś znalazł sobie w końcu jakąś dziewczynę, to przestałbyś tak gadać” lub „ktoś kiedyś musiał Cię skrzywdzić” i inne takie? Jest w ogóle sens rozmawiania z takimi osobami?

RW🔴: Ja dostaję raczej zarzuty, że jestem już starym dziadem i mając tak siwe włosy nie wypada mi o takich rzeczach mówić🙈.

IW⚫: Czy czerwona pigułka stoi na przeciwnym biegunie w stosunku do feminizmu? Można to śmiało nazwać czymś skrajnie przeciwstawnym?

RW🔴: Czerwona pigułka to opis. Jeśli jakiś mężczyzna decyduje się w życiu na swoją naturą i męska strategią reprodukcyjną – w tym sensie to tak. Ponieważ feminizm to tak naprawdę kobiecy szowinizm na sterydach.

IW⚫: Obserwuję i widzę, że aktywność Pana czy Pani Marty Markowskiej w temacie red pill’a cieszy się od pewnego czasu sporą popularnością. Jest Pan zadowolony z odbioru waszej działalności? Spodziewał się Pan tak (w wyraźnej większości pozytywnego) feedbacku od ludzi?

RW🔴: Spodziewałem się większej fali krytyki i oburzenia. Mimo wszystko, trochę obawiam się nadmiernej popularyzacji red pilla, bo bardzo łatwo nim przestraszyć. Kobiety po pobieżnym zapoznaniu się mają wrażenie, że red pill to ataka na nie i przedstawienie ich jako złych osób, z kolei konserwatyści widzą w red pillu pochwałę degeneracji i zepsucia obyczajów. I to z kolei właśnie generuje fale hejtu. Dla konserwatystów red pill daje możliwość pokazania samych siebie jako ludzi środka, bo z jednej strony są złe feministki, z drugiej red pill, a oni mają trzecią drogę. Tak naprawdę drogę donikąd, bo chcą konserwować drugą falę feminizmu.

Roman Warszawski (pierwszy z prawej), razem z Martą Markowską i Waldemarem Krysiakiem na spotkaniu z fanami w stołecznej „Świetlicy Wolności”.

IW⚫: Obawia się Pan, że w miarę wzrostu popularności red pill’a hejt w waszym kierunku będzie przybierał na sile?

RW🔴: Niestety, bardzo łatwo na takim hejcie zrobić zasięgi. A natura social mediów wręcz zachęca do takiego działania.

IW⚫: Stawia Pan sobie jakieś red pillowe cele na najbliższy czas? Coś, co chciałby Pan osiągnąć w tym temacie i rozpowszechnianiu go.

RW🔴: Chcę po prostu dotrzeć do jak największej liczby ludzi, którzy dzięki czerwonej pigułce mogliby poprawić swoje życie. Tak czy siak, zainteresowanie red pillem będzie rosło, bo problemy stworzone przez blue pill będą narastać.

IW⚫: Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

RW🔴: Cała przyjemność po mojej stronie.

Czytaj dalej