Connect with us

Nawiasem Pisząc

Zamach stanu po polsku

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Miałam zająć się czymś innym, ale w Polsce znowu się odbiedrania. Bo okazuje się, że mamy w Polsce zamach stanu, co bardzo wyśmiali zwolennicy uśmiechniętej koalicji, w tym Radosław Sikorski, któremu – jak widać na załączonym screenie – już wypomnieli inny jego post sprzed lat, kiedy to ówczesna opozycja wykrzykiwała o zamachu stanu, tyle że wtedy ograniczyli się do krzyczenia i prowokowania zamieszek na ulicach. To jest kolejny przykład, że żyjemy w odwróconej rzeczywistości. Mieliśmy już przejmowanie telewizji publicznej, przekazywanie grubej kasy na „wyzwolone” TVP, a nie na onkologię dziecięcą, barierki, ale pod zmienionym adresem, łamanie Konstytucji i skarżenie się Unii Europejskiej (a pewnie parę innych rzeczy by się znalazło, w tej chwili piszę z pamięci), więc teraz mamy zamach stanu. Z tą tylko różnicą, że tym razem w sprawę włączyła się prokuratura.

Taki zamach, jaka opozycja?

Mianowicie prezes TK Bogdan Święczkowski złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości dokonania zamachu stanu przez obecną ekipę rządzącą. I faktycznie bardzo rozśmieszyło to przeciwników PiS-u, bo media społecznościowe zalewają prześmiewcze komentarze w stylu: „Nie wiecie, jak z tym zamachem stanu? Bo boję się wyjść z psem” albo „Mamy zamach stanu, a ja i tak musiałem pojechać do pracy, ryzykując życiem”. Cóż, rzadko zgadzam się z panem Sikorskim, ale tez mi się wydaje, że zamach stanu niekoniecznie zawsze musi polegać na tym, że wychodzi wojsko i tłucze się z władzą; zgadzam się, że może się to odbywać za zamkniętymi drzwiami. Z tego samego zdania wyszedł chyba pan Święczkowski. Utrzymuje on bowiem, że usilne odmawianie opublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego de facto prowadzi do tego, że ten przestaje być organem władzy sądowniczej. A ignorowanie postanowień instytucji konstytucyjnych może prowadzić nawet do zmiany ustroju. A to już można traktować jako zamach stanu. Podobno prokuratura rozpoczęła już pierwsze przesłuchania, więc istotnie zabrali się do tego szybko. Cóż, ja nie jestem prawnikiem, więc nie wypowiem się, czy Święczkowski istotnie ma rację. Dostrzegam jednak pewną nadzieję w związku z tym zawiadomieniem. Niewielką, owszem, ale zawsze. Przyjmuję ją jednak z wdzięcznością, bo tej nadziei mam już naprawdę coraz mniej.

Jest parę trupów w rządowej szafie

Nie, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z ekipy rządzącej został ukarany. Na to chyba stanowczo za wcześnie, zwłaszcza że wiemy, iż sądy są obecnie mocno upolitycznione, więc wystarczy, żeby zajął się tym sędzia związany z Iusticią. Ale jednak będą musieli odnieść się do tych zarzutów. Będzie trzeba pogrzebać trochę w zajęciu polskich mediów publicznych czy przejęciu prokuratury, a pamiętajmy, że oba odbyły się siłowo. Trzeba będzie posprawdzać, czemu i na jakiej podstawie aresztowano (albo usiłowano aresztować) przeciwników politycznych (albo związane z nimi osoby spoza polityki), czy byli tam traktowani zgodnie z prawem i czy tego rodzaju przeciągający się areszt wydobywczy, jaki stosowano, miał jakiekolwiek podstawy. I czy na pewno w pełni legalnie można najpierw działać, a dopiero potem szukać podstawy prawnej. I być może właśnie to grzebanie sprawi, że wyciekną kolejne niewygodne fakty. Bo, umówmy się, do tej pory premier ze swoim rządem wielokrotnie łamał tę Konstytucję i to w sposób, który zawstydziłby ten wredny, antykonstytucyjny PiS. I będzie trzeba się do tych wszystkich zarzutów odpowiednio odnieść. I zastanawiam się, jak to będzie dalej wyglądało? Że Konstytucja jest niezgodna z Konstytucją? Że oj tam, oj tam, może i łamał, ale wyraźnie zapowiedział, że będzie łamał, bo inaczej się nie da, więc wszystko spoko? Czy jednak wyrok będzie niewygodny dla rządzących, ale ci znowu uznają, że nie uznają i dalej będą się czuć absolutnie bezkarnie na zasadzie „i co nam zrobicie?”. Kompletnie nie przejmując się tym, że być może niedługo więźniowie też wyjdą z założenia, że nie uznają i chcą wyjść. I jakie będą PODSTAWY PRAWNE, żeby ich zatrzymać, skoro dostali już jasny przykład, że można nie uznawać wyroku sądu?

Czy tylko rządowi wolno nie uznawać?

Inna sprawa, że z tego rząd też już robi pewnego rodzaju komedię, bo wyrok Sądu Najwyższego o legalności wyborów i zmiany władzy zaakceptowali bez zająknięcia i tam już neo-sędziowie nie przeszkadzali. Zaczęli jednak przeszkadzać później, więc w tej chwili nasz rząd akceptuje wyroki korzystne dla nich, a tych, które im się nie podobają już nie. Praworządność w pełnej krasie. Nawiasem pisząc, przyjrzałabym się też Szymonowi Hołowni, który wprost stwierdził, że ten sędzia mu się nie podoba, bo chce innego. Mam duże obawy, że w końcu – tak jak wspominałam już wcześniej – więźniowie będą chcieli z tego skorzystać. A przecież – skoro sądy są nielegalne, to wyroki na nich też są nielegalne. I co wtedy? Będzie im tłumaczone, że to zależy, kiedy uznajemy, a kiedy nie uznajemy i ten akurat wyrok powinni uznać, bo tak? Czy zaczniemy ich z tych więzień wypuszczać? W tym między innymi Kajetana P., który postanowił obciąć głowę swojej korepetytorce języka włoskiego, bo przecież „życie człowieka nie jest więcej warte od życia komara”, jak przekonywał. Ale co tam, niech giną kolejni niewinni ludzie, to są ofiary, które obecny rząd jest gotów ponieść. W imię Konstytucji, która mimo że jest łamana, to nie jest łamana. Robi nam się naprawdę niebezpieczny pierdolnik prawny i nie jest to sprawa, której rozwiązanie można przeciągać bez końca. I być może prezes TK podjął taką decyzję, licząc na to, że może będzie to przyczynkiem do tego, żeby w końcu zrobić z tym pierdolnikiem porządek. Tutaj jednak mam olbrzymie obawy, czy uda się to, jeśli premierem dalej będzie Tusk. Bo szefowi KO wcale nie zależy na tym, żeby tę szopkę jakoś rozwiązać. Jemu zależy na prowadzeniu przedstawienia dla tych osób, których jeszcze nie zniechęcił (chociaż jest ich, na szczęście, coraz mniej) i mszczeniu się na politycznych oponentach. Myślę, że przede wszystkim za to, że jego partia przerżnęła wybory.

Bezprawnie przywrócić praworządność

Wciąż jest jednak spore grono osób, które uwielbia Tuska bezkrytycznie. Którzy wcześniej puszczali mimo uszu słowa premiera, kiedy wprost przyznawał się on, że tak, będzie łamał prawo, bo jest do tego zmuszony. Ale nie będzie się zaciągał. Spotkałam się już z tłumaczeniami tego rodzaju ludzi, że miłościwie nam panujący nie ma innego wyjścia, jak tylko „trochę ponaginać prawo”, żeby zrobić w końcu z polską praworządnością porządek, bo wcześniej PiS doprowadził do tego, do czego doprowadził. Czyli przywracamy praworządność za pomocą łamania prawa. Brzmi sensownie, prawda? Wtedy to już nie jest bezprawie. Już wtedy było wiadomo, że mamy do czynienia z ludźmi tak oślepionymi, że nic nie jest w stanie podważyć ich fanatycznego uwielbienia i lojalności wobec Tuska. Ale ci ludzie postanowili udowodnić to jeszcze raz wczoraj, żeby absolutnie nikt nie miał żadnej wątpliwości, że należą do sekty, ale za to uśmiechniętej. Bo co zrobił Donald Tusk? Nagrał krótki filmik, w którym grał ping-ponga, rzucając żarty o zamachu stanu, a podsumowując to słowami: „Zajmiemy się tym później”. Dając tym wrednym pisiorom do zrozumienia, że ma w poważaniu tę całą akcję, bo już czuje się bezkarny. A co zrobili jego fanatycy? Udostępniali to dalej, gratulowali celnej riposty, śmiechom dosłownie nie było końca, bo znowu premier zaorał. Szkopuł polegał na tym, że w tym dniu było posiedzenie Sejmu, na którym premier raczej powinien uczestniczyć. Wyborcy Donalda Tuska bezkrytycznie przyjęli do wiadomości, że olał swoją pracę, żeby trochę sobie poodbijać małą piłeczkę małymi paletkami. Są priorytety!

Tuskowi wolno więcej

Nie przypominam sobie, żebym była świadkiem sytuacji, w której ktoś chwali się swoim wyborcom, że tak naprawdę nie pracuje, nie pełni swoich obowiązków, bo woli grać w ping-ponga, a tamci klaskali zachwyceni jego błyskotliwą odpowiedzią. Być może dlatego, że nie pracuję w Sejmie. Nawrockiemu czy Dudzie to urlop można wypomnieć, im nie wolno. Nie wolno im chyba nawet wziąć tego urlopu. Wolno Donaldowi, nawet jeśli nie jest na urlopie, tylko po prostu olał ciepłym moczem obrady Sejmu. I to jest fajne. Naprawdę nie wiem, jak można inaczej nazwać tych najgorliwszych wyznawców Tuska, jeśli nie sektą. Jemu wolno absolutnie wszystko. On dosłownie może śmiać się swoim wyborcom w twarz zupełnie jawnie, dosłownie publikując im filmik, w którym pokazuje, że pracę ma tak naprawdę w poważaniu. Ma ochotę na rozrywkę, to ma rozrywkę, nawet w godzinach pracy. Mam olbrzymie wątpliwości, że gdybym ja, albo którekolwiek z Was, Drodzy Obserwujący, zadzwonili do pracy, że w sumie to dziś nie przyjdziemy, bo idziemy odbijać piłeczkę paletką, to nasi przełożeni zareagowaliby z taką radością i entuzjazmem jak zwolennicy KO. Mam jeszcze większe wątpliwości, czy gdyby którekolwiek z nas na pytanie pracodawcy: „Gdzie jesteś?”, wysłał mu krótkie nagranie, jaka to fajna zabawa przy stole ping-pongowym, więc pracą zajmę się później, nie skończyłoby się to co najmniej na dywaniku u dyrektora. Ale pracodawcą pana Tuska są jego wyborcy, a oni są o wiele bardziej wyrozumiali i uśmiechnięci. Pal sześć, że mamy kompletnie rozpieprzone sądownictwo, że niedługo będą chcieli nam tu wysyłać masowo migrantów, którzy nie zaaklimatyzowali się w krajach Europy Zachodniej i że mamy wojnę za granicą. Miłość do ping-ponga łączy, a nie dzieli.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Zły wpis w złym momencie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy

Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.

Śmiać się, żeby nie płakać

Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.

Konsekwentne rozmydlanie win

W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.

Kiepscy asystenci

To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej