Connect with us

Nawiasem Pisząc

Wojowanie sondażami

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Zadziwiająca jest ta wiara wyborców KO w sondaże. Wątpię jednak, żeby tę wiarę podzielali politycy koalicji rządzącej. Przeciwnie, obecnie torpedują nas coraz to nowszymi sondażami, na których zyskują coraz większą przewagę – tylko i wyłącznie po to, żeby utwierdzić swoich wyznawców w przekonaniu, że cały czas są silni, mocni i cały czas warto na nich głosować. To jest numer znany od dawna i stosowany chyba przez wszystkie partie, chociaż żadna nie robi tego z taką częstotliwością, jak KO od porażki w wyborach prezydenckich. Ja osobiście wyczuwam tu lekką desperację, ale skoro ich środowisko daje się na to nabierać…? Mam też przekonanie, graniczące z pewnością, że te sondaże są tak samo wiarygodne, jak te z 2015 roku wedle których Komorowski musiałby przejechać zakonnicę na pasach. W pakiecie zakonnica musiałaby być niepełnosprawna i w ciąży. I zrobił to, skubany! 😉

Sondaże metodą manipulacji

Na pewno wiecie, że te sondaże są zawyżane dla odpowiednich partii, wiecie też, że różnica wizualna między słupkami nie do końca odpowiada tej procentowej. Podejrzewam też, że większość z Was wie, w jaki sposób są sporządzane te sondaże – otóż w zależności od tego, która partia zamawia sondaż, dzwoni się do odpowiednich grup społecznych, w których dane ugrupowanie ma najwyższe poparcie. W przypadku KO są to zapewne więźniowie, bo wśród nich poparcie mają zawsze niezagrożone. 😉 Nie zauważyłam, żeby pozostałe partie tak szalały z tymi sondażami – pewnie dlatego, że zostały dwa lata do wyborów, a za niecały miesiąc ten będzie można już wyrzucić do kosza. Podejrzewam, że w Koalicji mocno im się trzęsą tyłki – sukcesów nie ma, argumentów tym bardziej, zrealizowane obietnice na poziomie 30% (według Tuska, bo tak naprawdę koło 20%), mniejsze i większe aferki, a nawet piłkę podaną bezpośrednio na pustą bramkę (w postaci afery CPK) uderzyli tak, że odbiła się od poprzeczki i przywaliła im w łeb. Oni po prostu muszą wypuszczać co kilka dni nowe wykresy, żeby utrzymać swoich wyborców w przekonaniu, że wszystko mają pod kontrolą, bo gdyby tego nie robili, to w 2027 roku nie byłoby co zbierać. Grają więc, czym mogą. Żeby jednak przekonać się, że ten sondaż – jak każdy inny – jest średnio wiarygodny, wystarczy przebadać nastroje w Internecie. KO straciła dużo poparcia po hucpie Giertycha o sfałszowanych wyborach. Nie wiem, Romek pewnie chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Tak nakręcił swoje źrebięta (głównie jest to środowisko Silnych Razem, bo oni są bardzo giertychopodatni) na powtarzanie wyborów, że ostatecznie rykoszetem oberwał Donald Tusk, który w pewnym momencie starał się te nastroje łagodzić. Wyborcy poczuli się zdradzeni i oszukani. Głośno te swoje emocje wyrażali, bo deklaracji, że więcej na wybory nie pójdą, skoro ich głos nic nie znaczy, było pełno. Inni z kolei (nazwijmy ich roboczo j***ćpisami, chociaż nie wiem, czy ostatecznie oni się czymkolwiek różnią od silniczków) wyrażali swoje niezadowolenie z powodu braku rozliczeń, bo oni chcieli w końcu poczuć, że w ośmiogwiazdkują w pełni. I też pojawiały się deklaracje, że w takim razie na następne wybory nie pójdą, bo w swoim mokrych snach widzieli już wszystkich pisiorów (i polityków, i wyborców) w kolejce na szubienicę. Mam wrażenie, że posłowie KO w ogóle sobie z tych nastrojów nie zdają sprawy, bo chwalą się w swoich mediach społecznościowych kolejnymi rozliczeniami. A kogo oni rozliczyli? Ano, nikogo. Jedynie chwalą się, że rozliczą (bo wiecie – robią, a nie gadają). Poza chwaleniem udało im się jedynie uchylić immunitety – i na tym zazwyczaj się kończyło.

Jak się nie zgadza, to sfałszowali!

No dobrze, ale wróćmy do wiarygodności. Już parę razy Wam pisałam, że nie mogę się nadziwić, jak krótką pamięć mają niektórzy ludzie. Każdy, tylko pobieżnie interesujący się polityką, ale potrafiący myśleć, człowiek już dawno zorientował się, że nie warto się do nich nadmiernie przywiązywać, a najlepiej w ogóle nie brać ich pod uwagę. Przykład słynnego cytatu Adama Michnika już podałam, ale nie cofajmy się aż tak daleko. Wystarczą ostatnie wybory prezydenckie. Przecież oni już zaciskali rączki na wygraną Trzaskowskiego w I turze. Na totalne rozgromienie i Nawrockiego, i Mentzena. Co do tego drugiego – on sam był sztucznie pompowany w sondażach, prawdopodobnie po to, żeby zaszkodzić kandydatowi popieranemu przez PiS. Nieszczęście pana Sławomira polegało na tym, że on sam w te sondaże uwierzył. Wyszło, jak wyszło, ale trzaskomaniacy szybko zostali przekonani, że wybory zostały sfałszowane. I żadna logika ani fakty nie przekonają ich, że było inaczej. Tymczasem – owszem, były pomyłki w poszczególnych okręgach wyborczych, ale wcale nie polegały one na tym, że zawsze mylono się na korzyść Nawrockiego. W bardzo wielu okręgach osiągał on znacznie niższe wyniki, niż w I turze. Jeśli wziąć pod uwagę, że zarówno Braun, jak i Mentzen, którzy osiągnęli w wyborach naprawdę fajne wyniki, mniej lub bardziej bezpośrednio przekazali swoje głosy Nawrockiemu oraz fakt, że w niektórych okręgach frekwencja była niższa (bo część obywateli uznała, że w II turze nie ma już na kogo głosować) naturalnym jest, że w niektórych okręgach pan Karol mógł odrobić część strat albo nawet wyprzedzić rywala. Bardziej znaczący jest jednak fakt, że protesty wyborcze składano TYLKO w okręgach, w których Trzaskowskiemu policzono mniej głosów. Nie składano ich w okręgach, w których poszkodowany był Nawrocki z prostych powodów – PiS nie nakręcił takiej histerii, jak zrobił to Giertych, a wyborcom Nawrockiego wynik odpowiadał, więc nie odczuwali potrzeby protestów. A ponieważ Komisja Wyborcza uznała, że nawet po ponownym przeliczeniu głosów tylko w tych okręgach, w których niedoszacowany był Trzaskowski, zwycięzcą i tak pozostaje Nawrocki – wniosek powinien być dla wszystkich jasny. Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę fakt, że część tych protestów była gigantycznym wręcz pokazem głupoty (wpisywanie PESEL-u Romana Giertycha) lub próbą oszustwa (wpisywanie nieistniejących PESEL-ów), to naprawdę nie ma z czym tutaj dyskutować. Być może gdyby nie ta cała pseudo-afera, wyborcy KO wyciągnęliby mądrzejsze wnioski z zaledwie dwugodzinnej prezydentury Rafała Trzaskowskiego. Być może nawet dotarłoby nawet do nich, dlaczego tak krótko trwała.

Realna interpretacja

A teraz załóżmy, że ten sondaż jest na sto procent wiarygodny i dokładnie tak rozłożą się głosy w październiku 2027 roku. Tutaj wystarczy prosta matematyka. Spośród koalicjantów partii Donalda Tuska do Sejmu wchodzi jedynie Lewica – pozostałe partie są pod progiem. Załóżmy, że znów nawiązany zostanie sojusz KO – Lewica. Daje im to 39,30%. Jeśli więc PiS wejdzie w koalicję z Konfederacją (nawet nie włączając w to KKP Grzegorza Brauna) mają 44% (razem z KKP 49,9%). Cóż, Donald Tusk skomentował ten sondaż: Nadzieja daje siłę, a siła nadzieję. Nie wiem, gdzie pan premier widzi nadzieję, a gdzie siłę. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że w polityce rozmnaża się przez podział, więc PiS i Konfederacja walczą w tej chwili głównie przeciwko sobie, żeby jednak ich wynik był jak najlepszy – i będą się żarli o te kilka procent głosów pewnie co najmniej półtora roku. Wydaje mi się jednak, że im bliżej będzie wyborów, tym bardziej obie te partie (a może nawet i Braun) gdzieś tam po cichu, za zamkniętymi drzwiami zaczną się dogadywać, bo w polityce najważniejszy jest jednak pragmatyzm. Zresztą – nawet gdyby się nie dogadali, to co z taką większością zrobi KO? Aborcję i związki partnerskie mogą od razu wyrzucić do kosza (a mogę się założyć, że przed wyborami w 2027 roku taka obietnica z ich strony znowu się pojawi, bo cóż szkodzi obiecać), parę innych swoich projektów (nie wiem, jakie wymyślą przez te dwa lata) pewnie również. Może się za to okazać, że Sejm będzie przegłosowywał ustawy, które byłyby zupełnie nie na rękę KO. Ja naprawdę nie wiem, z czego tu się cieszyć? Ten sondaż, mimo wysokiego prowadzenia, jest dla Koalicji miażdżący pod każdym względem. Taki rząd byłby jeszcze bardziej kulawy, niż ten obecny. A nie zapominajmy również o Karolu Nawrockim, który cudem przepchniętą ustawę może zawetować. Z taką większością się nie da rządzić. Prognozowałam, że ten rząd nie przetrwa całego czterolecia, ale chyba nie brałam pod uwagę poziomu przyspawania do stołków posłów rządzącej koalicji. Ale w tej konkretnej sytuacji byłabym jednak konsekwentna i również przepowiadałabym szybki upadek rządu, bo tam wystarczy głosowanie o wotum zaufania albo – bardziej prawdopodobne – wotum nieufności. Z której strony bym nie patrzyła – dla Koalicji dupa zawsze z tyłu.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Afera Zero

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Rodacy Kamraci nie są mi ani bracia, ani swaci, dlatego nawet nie zakładałam, że obejrzę program z nimi. Dziwiłam się, że wyszedł dopiero, zdaje się, wczoraj, bo Stanowski już jakiś czas temu zapowiadał, że taka rozmowa będzie, ale że tematem się nie interesowałam, to i sprawy specjalnie nie śledziłam. Słyszałam pewną teorię dlaczego tak, a nie inaczej, ale nie mam jak jej zweryfikować, więc zostawmy to. Wczoraj wróbelki na X-ie zaczęły ćwierkać, że wydarzyła się grubsza akcja i może warto na rzucić okiem. No to rzuciłam. I szczerze Wam napiszę: co tam się odchajzerowało, to ja nawet nie…

Chęć na głęboką wodę

Przede wszystkim zdziwiłam się, że specjalnie dla Kamratów zmieniono format tych dłuższych wywiadów, bo zazwyczaj lecą one na żywo, a widzowie mają możliwość zadzwonienia i zadania własnego pytania. Dla tych gości z tego zrezygnowano i naprawdę nie wydaje mi się, żeby wymusili to Olszański z Osadowskim, bo nie wyglądają mi oni na facetów, którzy baliby się niewygodnych pytań. Zresztą, dość szybko przekonałam się, ku własnemu zaskoczeniu, że to wcale nie są jacyś skończeni durnie. Trochę ich tak odebrałam, bo kiedyś z ciekawości włączyłam sobie ich kanał i szybko doszłam do wniosku, że mam do czynienia z jakimś politycznym patostreamingiem. A oni, owszem, są w wielu kwestiach odklejeni, ale na pewno nie można ich nazwać skończonymi idiotami. Inną kwestią był wybór prowadzącego ten wywiad. Dawid Chęć jest jednym z młodszych, o ile nie najmłodszym, dziennikarzem w kanale Krzysztofa Stanowskiego i dość szybko okazało się, że chłopak nie ma doświadczenia w takich konfrontacjach. Pisząc wprost, kamraci w pewnym momencie weszli mu na głowę, a on nie bardzo wiedział, jak ma sobie z tym poradzić. Zarówno Stanowski, jak i Mazurek, wielokrotnie podkreślali, że zawód dziennikarza polega na czymś więcej niż na byciu podstawką na mikrofon. Niestety Chęć trochę taką podstawką był – starał się, żeby tak nie było, ale mam wrażenie, że zadawał tylko te pytania, które miał zaplanowane, ale kompletnie nie potrafił wejść w dyskusję (nawet bezpośrednio zagadywany, całkiem sympatycznie zresztą, przez obu panów odpowiadał krótkimi zdaniami i nie ciągnął tematu) ani pociągnąć za język. Może poza sytuacją, w której prawdopodobnie przyszedł mu na ratunek ktoś z reżyserki i podsunął materiał, gdzie Jaszczur faktycznie wyzywał kogoś od Żydów. W efekcie obaj panowie wymieniali się opiniami, a Dawid siedział obok, od czasu do czasu zadając pojedyncze pytania, na które mógł otrzymać odpowiedź, ale wcale nie musiał. Co mnie uderzyło najbardziej? Kiedy Wojciech Olszański poprosił Dawida Chęcia o przykłady ich prorosyjskości, ten odpowiedział, że jest nim chociażby ich stosunek do Ukrainy. Przepraszam, co takiego? To, że ktoś ma krytyczny stosunek do Ukrainy, chociażby ze względu na nierozliczoną zbrodnię wołyńską, nie oznacza z automatu, że jest zwolennikiem Rosji. Ja osobiście wolałabym, żeby oba te państwa trzymały się od nas jak najdalej. A zaraz, jak tylko to zrobią, byłabym bardzo wdzięczna, gdyby Niemcy poszły za ich śladem.

Wytłumaczmy widzom, co mają myśleć

Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź na moje wątpliwości dotyczące formatu tego wywiadu, bo po każdej bardziej kontrowersyjnej wypowiedzi pojawiał się ktoś z redakcji, żeby mi wyjaśnić, co powinnam myśleć na dany temat. Czułam się trochę, jak podczas oglądania serialu „Przyjaciele”, w którym rozbawiona widownia głośnym śmiechem tłumaczy widzom, że teraz właśnie było zabawnie i należy się śmiać. I o ile zgadzałam się z Igorem Zalewskim, trochę mniej z Joanną Pinkwart, o tyle uważam, że Arleta Bojke kompletnie odpłynęła, ale do niej jeszcze przejdziemy. Stanowski wielokrotnie podkreślał, że chce stworzyć przestrzeń dla widzów, w której będą oni mogli faktycznie zapoznać się z poglądami danego człowieka, w której będą mogli samodzielnie wyrobić sobie swoją opinię i w której nikt im nie będzie mówił, co mają myśleć. Nie zawsze to się udawało, bo twórca Kanału Zero obiecywał na przykład, że porozmawia ze wszystkimi kandydatami na prezydenta, ale z Maciakiem zrobił tak, jak zrobił. Zupełnie bez sensu według mnie, bo naprawdę nie wydaje mi się, żeby zaproszenie Macieja Maciaka do studia, w którym zamienił z nim dosłownie dwa zdania, było spełnieniem tej obietnicy. Szczerzej byłoby po prostu powiedzieć widzom, że poglądy tego pana są dla niego tak niedopuszczalne, że nie chce mu oddawać ani minuty na swoim kanale, a nie ściągać faceta z Koszalina, czy skąd on tam jest, żeby go potem odesłać z kwitkiem. Miałam też duże zastrzeżenia co do jego sposobu prowadzenia rozmowy z Januszem Walusiem czy Piotrem Wielguckim. Zastanawiam się, dlaczego zdecydowano się tak to rozwiązać – być może wynikało to z faktu, że Dawid Chęć faktycznie nie udźwignął tego wywiadu, więc należało stworzyć złudę jakiejś konfrontacji, ale nagadać komuś, kiedy tego kogoś już dawno nie ma i odpowiedzieć nie może, każdy głupi potrafi. Nie rozumiem, dlaczego tej rozmowy nie poprowadzili Stanowski, Mazurek albo ktokolwiek z bardziej doświadczonej ekipy Kanału Zero. Ktoś, kto na bieżąco potrafiłby wypominać swoim gościom manipulacje czy brak konsekwencji. Wyszłoby to na pewno o wiele lepiej, niż takie pyskowanie, kiedy goście już dawno pojechali do domów. Stanowski tłumaczył to potem, że jego program nigdy nie będzie miejscem dla jakiejkolwiek rosyjskiej narracji – OK, ale dlaczego w takim razie Zalewski musiał specjalnie nagrywać swój komentarz dotyczący opinii kamratów o Unii Europejskiej? Czyżby twórca Kanału Zero także wychodził z fałszywego, według mnie, założenia, że albo Rosja, albo UE i trzeciej nogi, pardon, drogi już nie ma? Przecież sama Unia jeszcze do niedawna handlowała z Rosja, robiła z Rosjanami interesy, tylko teraz każe się nam udawać, że nic takiego nie miało miejsca, a jeśli ktoś pamięta inaczej, to jest ruskim trollem. Strasznie słabo to wyszło. Stanowski mógł wycisnąć z tej rozmowy naprawdę wiele, konfrontując się z Rodakami Kamratami na żywo i samodzielnie, a tak to zrobił dziwnie posklejany wywiad i mamy mu wierzyć na słowo, że na pewno nie wyciął niczego niewygodnego czy znaczącego. Strzelił sobie chyba w kolano, a patrząc na jego nerwowe reakcje na Twixie, chyba sam zdaje sobie z tego sprawę.

Krótka polemika z Bojke

OK, ale wróćmy jeszcze do Arlety. Pani Bojke była łaskawa wspomnieć, że kult Bandery na Ukrainie nie wynika z ludobójstwa na Wołyniu, ale z faktu, że UPA walczyło również z Armią Czerwoną. Ależ my sobie z tego doskonale zdajemy sprawę, pani Arleto. Tylko co z tego? Historia nie jest nauką, w której można sobie wymazać niewygodne kwestie i udawać, że nigdy nie miały miejsca. Tak robi Ukraina, tak robią Niemcy, tak robi Izrael i – tak, tak, pani Arleto – tak robi Rosja. Tylko że Rosja nie pcha się do Unii Europejskiej i NATO, a Ukraina chce się tam dostać, nosząc cały czas ludobójców na sztandarach. I chyba najwyższy czas wymagać od nich, żeby zdecydowali, w którą stronę chcą iść. To dorośli chłopcy już są. Ostatecznie – trzydzieści cztery lata, kawał historii. No dobrze, bez złośliwości. W jednym Arleta Bojke miała rację – na Ukrainie faktycznie się o Wołyniu nie mówi, tylko że dla mnie to nie jest żaden powód, żeby ich usprawiedliwiać. Poznałam wielu Ukraińców i mało który z nich w ogóle wiedział o ludobójstwie na Wołyniu. Ich się tam tego w szkole w ogóle nie uczy, to jest na Ukrainie temat tabu, dlatego udają, że on nie istnieje. Tak jak ten niewidzialny słoń w pokoju – człowiek czuje, że coś wisi w powietrzu, ma wrażenie, że coś za chwilę, brzydko pisząc, pierdolnie, tylko jeszcze nie wie co. I ten słoń, który ulokował się gdzieś między nami, a Ukraińcami coraz bardziej domaga się uwagi. Warto też przypomnieć, jakie inne państwa uczą swoich najmłodszych obywateli fałszywej, wymazanej wersji historii, poza Ukrainą. Niemcy, Izrael i… no, tak znowu… ta zła, niedobra Rosja.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Blisko tragedii na Boże Narodzenie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

W Polsce prawdopodobnie udało się udaremnić zamach terrorystyczny. 19-letni student planował zamach i od miesięcy zbierał informacje, jak samodzielnie skonstruować ładunek wybuchowy. Nie miał jednak jasno sprecyzowanego miejsca zamachu – służbom mówił, że NA PRZYKŁAD jakiś jarmark bożonarodzeniowy. Równie dobrze mogło to być centrum handlowe, dworzec, cholera go tak naprawdę wie. Dziewiętnastolatek prawdopodobnie jest konwertytą na islam, wiadomo, że utrzymywał kontakt z przedstawicielami ISIS i zamierzał do nich dołączyć. Być może udany zamach byłby jego przepustką do tego. Ciekawa jestem powodu, dla którego młody chłopak stał się tak zafascynowany islamem i organizacją terrorystyczną? Co go fascynuje w tej niby-kulturze? Do tego stopnia, że był gotów nawet zabić iluś tam ludzi, żeby się do nich przyłączyć i… dalej zabijać. A jak długo, to już zależy, kiedy by go odstrzelili albo dostał zlecenie dokonania samobójczego zamachu i pewnie wykonałby to z poczuciem olbrzymiego zaszczytu, który go spotkał. Dramat.

Medialne manipulacje

Co jednak ciekawe, nagłówki krzyczą o studencie KUL, nie o młodym mężczyźnie zafascynowanym ISIS i islamem. To już skłania do przekłamań i manipulacji, bo chociażby Alicja Defratyka zastanawiała się, co na to ultra-prawica, konfederaci i brauniarze? Ta tzw. „ultra-prawica” jest przeciwna islamowi w Polsce. Może chłopak by się tak nie zradykalizował, gdyby go u nas nie było? A może po prostu miał nie po kolei w głowie? Albo był psychopatą, któremu zachciało się zabijać ludzi i usiłował sobie do tego dopasować jakąś ideologię, a z wiarą chrześcijańską byłoby mu jakkolwiek trudno? Silni Razem też już wsiedli na swojego konika i przekonują na X-ie, że katolik chciał zabijać innych katolików na jarmarku bożonarodzeniowym. Pomijając fakt, że to bzdura, warto byłoby się dowiedzieć, że nie trzeba być osobą wierzącą, żeby starać się dostać na KUL. Rekrutacja jest całkowicie świecka – liczą się wyniki w nauce, egzaminy. Kryteria są takie, jak na każdej innej uczelni. Nie trzeba składać żadnych deklaracji religijnych. „Katolicki” w nazwie oznacza patronat i tożsamość, a nie obowiązek światopoglądowy nakładany na studentów. Student KUL-u nie oznacza więc zadeklarowanego katolika. Warto też zauważyć, że skoro ten człowiek miał dziewiętnaście lat, to studentem KUL-u był co najwyżej trzy miesiące, co zresztą potwierdza uniwersytet. Nie jest to wystarczająco długo, żeby uczelnia zdążyła wtłoczyć mu do głowy ideologię chrześcijańską – nawet zakładając, że faktycznie takie próby są tam wobec studentów podejmowane, ale nic takiego nie słyszałam. To uczelnia jak każda inna.

Stanowisko uczelni

Ósmego grudnia na Katolicki Uniwersytet Lubelski dotarło pismo z Sądu Rejonowego w Szczecinie z informacją o tymczasowym aresztowaniu, które zostało zastosowane wobec wskazanego studenta drugiego grudnia. Więc po wpływie pisma 8 grudnia student został zawieszony w prawach studenta na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Decyzja ta była, można by rzec, natychmiastowa. Dodatkowo do rzecznika dyscyplinarnego do spraw studentów i doktorantów został skierowany wniosek o zajęcie się tą sprawą – mówił Wojciech Adnrusiewicz, rzecznik prasowy uczelni – Oczywiście ubolewamy, podkreślam po dwakroć: ubolewamy, że taka sytuacja dotyczy studenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Na pewno jednak jest to postępowanie godne najwyższego ubolewania i pozostaje nam przeprosić, że dotyczy naszego studenta. Przyznam szczerze, że nawet ja jestem zaskoczona takimi click-baitami, bo fakt, której uczelni studentem był ten człowiek, jest w tym momencie drugorzędny. Bardziej istotne są jego motywy, a te w sposób oczywisty nie są chrześcijańskie. Doskonale wszyscy wiemy, że sporo ludzi czyta tylko nagłówki, a takie w istotny sposób wprowadzają w błąd. Po co? Tak jest bardziej poprawnie politycznie, żeby bez żadnej podstawy nawalać w katolików? Pozostaje sprawdzić dokładnie, z kim ten chłopak się kontaktował – być może pozwoli to wykryć innych takich odklejeńców. A być może tropy poprowadzą bezpośrednio do któregoś z meczetów? Nastolatek został aresztowany na co najmniej trzy miesiące.

Uważajcie na siebie.

M.

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Bez chanukowych świec w Pałacu Prezydenckim

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie wiem jak Wy, Drodzy Obserwujący, ale ja przesadnie zdziwiona taką decyzją pana Nawrockiego nie jestem. Prezydent już w trakcie kampanii deklarował, że żadnych chanukowych świec zapalał nie będzie. Ja swoje poglądy i swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich traktuję poważnie, więc obchodzę święta, które są bliskie mojej osobie – powiedział w wywiadzie dla Radia RMF FM. To, że nie jestem zaskoczona, nie oznacza jednak, że się nie cieszę, bo od dawna mam wrażenie, że o wiele bardziej honorujemy wartości żydowskie, niż nasze tradycyjne, chrześcijańskie. Zwłaszcza że jedna z tych wartości głosi, że goje, czyli my, mamy służyć Żydom, czyli im. Polecam Wam zresztą tekst Razprozaka (Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem) – swoją drogą jakiś uśmiechnięty demokrata napisał mi ostatnio, że jestem Razprozakiem 2.0, tyle że on to traktował jako obelgę, ja jako komplement. Wspominał coś jeszcze o napluciu mi do ryja, taki to przykład lewicowej tolerancji i miłości.

Przełomowa akcja z gaśnicą

To świętowanie Chanuki weszło w zwyczaje naszych polityków tak głęboko, że w sumie przyzwyczailiśmy się już do tego. Dopiero Grzegorz Braun musiał nam przypomnieć, że chyba coś jest nie tak, swoją akcją z gaśnicą. Ówczesny marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, zorganizował w związku z tym kolejne obchody i próbował wymusić na Krzysztofie Bosaku, że ma wziąć w nich udział, mimo że ten tłumaczył, że jest katolikiem i obowiązuje go m.in. pierwsze Boże przykazanie: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Zresztą w tej całej chanukowej szopce brały udział osoby, które najgłośniej krzyczały o zdejmowaniu krzyży z Sejmu i urzędów, bo państwo ma być świeckie. Ale hipokryzja tych ludzi nie jest chyba dla nikogo z nas nowością. W każdym razie bardzo długo spekulowano czy nowy prezydent nie ugnie się pod tą dziwną żydowską modą i jednak nie weźmie udziału w uroczystościach chanukowych, mimo jego jasnych deklaracji. Argumentowano to tym, że przecież Karol Nawrocki jest protrumpowski, z Trumpa bierze przykład, uzależnia swoją politykę od prezydenta USA i nawet ubiera się tak jak on. A Trump z kolei jest wielkim przyjacielem i sojusznikiem Izraela i premiera Natenjahu. Jest w zasadzie ucieleśnieniem popularnego skrótu „USrael”. Skoro więc polski prezydent nie chce psuć swoich relacji z przywódcą Stanów Zjednoczonych, będzie musiał zapalić świece, nie ma wyjścia.

Szacunek do wartości

No nie, nie będzie musiał. Nawrocki może jest zafascynowany Trumpem, może jest on politykiem, którym się inspiruje i z którego chce w większym lub mniejszym stopniu brać przykład, ale wszystko ma swoje granice. A tymi granicami są wartości tego człowieka, którym pozostaje wierny. Po prostu. Ja mu uwierzyłam i dlatego w końcu zagłosowałam z czystym sumieniem na konkretnego kandydata, a nie tylko po to, żeby nie wygrał ten drugi, jak było w przypadku Andrzeja Dudy. Nie sądzę, żeby przywódca USA miał z tego tytułu jakiś wielki problem, sam sobie może palić te świeczki, jeśli chce, chociaż wydaje mi się, że on jest związany z Izraelem przede wszystkim politycznie. Nieważne, Trump Trumpem. Ja się cieszę, że w końcu mamy polityka na wysokim stanowisku, który sprzeciwia się tej czołobitności wobec Żydów (bo tak to należy nazwać) i nie musi w tym celu biegać z gaśnicą. 😉 Zresztą umówmy się – musiałby być idiotą, żeby się na to zgodzić. Doskonale wie, czego oczekują od niego wyborcy i wie, że straciłby sporo zaufania, gdyby się na to zdecydował. A co do tej szopki w tytule – nie sądzę, żeby Czarzasty, mimo że komunista, odważył się aż tak denerwować chrześcijan. Szopkę zresztą stawia się wieczorem 24 grudnia, po Adwencie. Sam Czarzasty ogłosił, że będą uroczystości chanukowe w Sejmie (jakże by inaczej), ale będzie też Boże Narodzenie: Jest kontynuacja. Tu nie ma żadnej ideologii, a jedynie tradycja. Była Chanuka, to jest. Były święta Bożego Narodzenia, to są. Jeżeli ktoś się spodziewał, że będę robił rewolucję ze względu na swoje poglądy, to się zawiódł, gdyż poglądy swoje mam, ale tradycje i kontynuację szanuję.

Inna sprawa, że to dopiero marszałek Bosak zaproponował postawienie w Sejmie szopki bożonarodzeniowej i podobno była kupowana na ostatnią chwilę. Choinki są, a czy Czarzasty uzna stajenkę za tradycję, skoro pojawiła się dopiero w zeszłym roku z inicjatywy posła Konfederacji…? Zobaczymy. Inna sprawa – jak to skomentował mój przyjaciel: „Szopka i tak jest w Sejmie przez cały rok”.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej