Connect with us

Nawiasem Pisząc

Tusk znowu zachował się jak Tusk

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Oj, nie pozwala mi się pan premier nudzić. Bo okazuje się, że znowu okłamał. Dzień jak co dzień, ale tym razem w sprawie bardzo ważnej, więc pokuszę się o komentarz. O co chodzi? Pamiętacie pewnie zapewnienia Tuska, że pakt migracyjny Polski nie obowiązuje, bo przyjęliśmy już bardzo wielu uchodźców z Ukrainy? Pan Marcin Sypniewski z Konfederacji postanowił powiedzieć „sprawdzam”. I sprawdził bezpośrednio w Komisji Europejskiej. No i okazało się, że Unia Europejska ma gdzieś ukraińskich uchodźców, za bardzo chce się pozbyć swoich arabskich i afrykańskich i koniecznie chce się nimi podzielić tymi bardziej krewkimi, którzy lubią sprawiać kłopoty, podpalać samochody czy rzucać fajerwerkami w stronę policjantów.

Jednoznaczna odpowiedź

Odpowiedź Komisji Europejskiej była jasna i jednoznaczna. Polska wcale nie będzie zwolniona z „mechanizmu solidarności”, w związku z tym będziemy zmuszeni przyjąć swoją dolę migrantów albo bulić kasę. „Polska jest związana wszystkimi instrumentami ustawodawczymi wchodzącymi w skład paktu o migracji i azylu, […] zgodnie z prawem UE nie ma prawnych możliwości zwolnienia Polski z wdrażania jakichkolwiek części paktu”. Napiszę może w związku z tym dwie kwestie od siebie. Bardzo śmieszy mnie określenie „mechanizmu solidarności” uknute przez Unię. Migrantów zaprosiła, kompletnie nie licząc się z konsekwencjami, które dla większości ludzi były oczywiste, niemiecka polityk, mało tego, zaprosiła ich nie tylko do Niemiec, ale zrobiła to w imieniu całej Europy, a my się teraz mamy solidaryzować, bo ostatecznie skończyło się tak, jak wszyscy ostrzegali, że się skończy. Przecież to jest skrajna bezczelność i kolejny dowód na to, że państwa członkowskie utraciły swoją suwerenność, skoro są zmuszane do tego, żeby wykonywać to, co jeden bałwan z drugim tam sobie wymyśli. A pamiętacie może początki Platformy? Unia Europejska – tak, ale z zachowaniem kompletnej niezależności i możliwość dalszego decydowania o naszej polityce, systemie prawnym i tak dalej. Bardzo szybko Tuskowi ta niezależność się znudziła. Natomiast to nie jest wszystko, dalej będzie jeszcze ciekawiej.

Było wyjście z sytuacji, ale…

Tuskowi to jednak nie przeszkadza, żeby powymachiwać pięścią w stronę Unii Europejskiej, bo napisał na X-ie (na dodatek po angielsku, a nie tak jak Barbara Nowacka wyłącznie po polsku niedługo po tym, jak oskarżyła Polskę o zbrodnie niemieckie): „Bunt przeciwko regulacjom jest nieunikniony! Czy komuś w UE się to podoba, czy nie. Nadszedł czas!”. Oj, pieprzyć to on zawsze potrafił sporo, odnoszę wrażenie, że najważniejszą częścią jego pracy jest wrzucanie kolejnych wpisów na wspomnianej platformie społecznościowej. Natomiast naszło mnie kolejne spostrzeżenie. Kiedy PiS (co prawda również tylko na pokaz) sprzeciwiał się Unii, ludzie wpadli w paranoję, że jak to tak można skłócać się nas z sojusznikami, sprzeciwiać się ich słusznych i wyłącznie korzystnych dla Polski regulacjom, niedługo nie będziemy mieli przyjaciół w Europie (bo zawsze przecież mieliśmy ich w nadmiarze) i w ogóle będzie tragedia. Kiedy podobną pokazówkę urządza Tusk, na dodatek zmieniając swoje poglądy o 180 stopni, to znaczy, że to twardy, bezkompromisowy premier, walczący o polskie interesy. Interesujące jest również to, że UE mocno zabiegała o zwycięstwo partii Tuska (co oczywiście w żaden sposób nie jest ingerencją w polską suwerenność, prawda?), ale na tym pomoc się skończyła. Teraz znowu trzymają go na krótkiej smyczy, dlatego Scholz również nie miał oporów, żeby wkopać szefa KO, że wcale z nim nie rozmawiał, kiedy ten zapewniał, że pojedzie tam osobiście i wyjaśni sobie z nim sprawę przerzucanych przez Niemców ich uchodźców. Nie pojechał, nie porozmawiał, niczego nie wyjaśnił. Ostatecznie przerzucili to przerzucili, na kwiatek drążyć temat.

Nam się na pewno uda!

Cóż, ja Tuskowi nie wierzę. Podejrzewam, że Unia prędzej czy później wymusi na nas ten pakt migracyjny, a my bez słowa sprzeciwu zgodzimy się wypłacać im dodatkowe pieniądze, bo aktywność polityczna Tuska w zasadzie ogranicza się do X-a, ewentualnie wygadywaniu na spotkaniach z wyborcami czy dziennikarzami kolejnych kłamstw. Chyba że wybierzemy bramkę numer jeden i przyjmiemy tutaj masę chirurgów i inżynierów, bo w przeciwnym razie po co nam 49 centrów integracji dla cudzoziemców? Widziałam, jak mają wyglądać te centra i, pomijając fakt, że to naprawdę zbędne luksusy, to jednak wygląda to również na upychanie ich w jednym miejscu, żeby, broń Boże, się nie zintegrowali, żeby mogli się tam bez przeszkód organizować, co w konsekwencji może doprowadzić do stref „no-go” na wzór tych szwedzkich chociażby. Albo zamachów terrorystycznych, bo w dalszym ciągu odstajemy w tej statystyce od państw Europy zachodniej i to tak, że aż wstyd. Patrząc na to, jak często Tusk zmienia zdanie (a zmienia je chyba za każdym razem, kiedy poanalizuje sobie sondaże) wcale bym się nie zdziwiła, jeżeli za parę dni zrobi kolejnego fikołka z saltem i wyjaśni swoim zwolennikom, że imigranci spod granicy z Białorusi są be, ale ci, których chcą się pozbyć Niemcy są już bardzo fajni i nie ma powodów do obaw. Wtedy skończy się to dokładnie jak w Europie Zachodniej, a nasza władza będzie oczywiście bardzo zdziwiona. Na cholerę zresztą uczyć się na cudzych błędach, lepiej na własnych. Więc popełnimy dokładnie te same, bo u nas na pewno skończy się inaczej. Wiecie, to tak jak te zapewnienia młodych razemków, że „to nie był prawdziwy komunizm”, więc trzeba spróbować wprowadzić go znowu, mimo że nigdzie na świecie nie wyszło to dobrze.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Podwójne standardy

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

My jesteśmy niepodrabialni jako naród. Zdecydowanie: niepodrabialni. Bo czy wyobrażacie sobie, żeby w jakimkolwiek innym kraju, tuż po tym jak wyszły naprawdę kompromitujące fakty na temat partii rządzącej, tłum najbardziej obruszył się tym, że prezydent w końcu się zdenerwował i wytłumaczył idiocie, że jest idiotą? A u nas, proszę bardzo: jak kraść, to miliony, jak kochać, to nie tylko dzieci, ale też psy… ale podnosić głos na dziennikarza TVN-u? Skandal, nie godzi się! Pewnie teraz mu przykro. Zamknął się w łazience i od dziesięciu godzin nie chce wyjść! Mamusia mu musi jedzenie przez drzwi podawać.

Słuszne oburzenie?

Wiecie, że ta cała afera z frankami kojarzyła mi się do tej pory głównie z dwoma politykami? Z Ryszardem Petru, który zachęcał ludzi, żeby brali kredyty we frankach, bo są super pewne i bezpieczne. A potem śmiał się z tych ludzi, że co za kretyn bierze kredyty w obcej walucie i potem się dziwi, że trzeba płacić po kursie? A ci kretyni, którzy na niego głosowali, potem razem z nim śmiali się z innych kretynów, którzy na niego głosowali, ale ci pierwsi akurat w tamtym okresie nie potrzebowali kredytu. Śmiali się, że przecież trzeba było się słuchać Ryśka. Drugim takim politykiem jest Roman Giertych, który lubi od czasu do czasu (zwłaszcza od 2023 roku) odpalać się, że frankowicze wciąż czekają na pomoc, a PiS nie robi nic, podkreślam: NIC (tu należy wstawić długi ciąg wykrzykników przerywanych jedynkami, żeby to odpowiednio wybrzmiało), żeby tych ludzi w jakikolwiek sposób wesprzeć! Nic, a nic!

Nasz cyrk… nasza foka i nasz koń

Cóż, taka to rola konia, żeby od czasu do czasu rżeć, ale jednak wypadałoby zachować jakieś resztki przyzwoitości. Bo kancelaria Giertycha na tych frankach zarobiła już ponad 8 milionów złotych. I w sumie, co chłopu żałujecie, wredny PiS nie chciał pomóc, więc on przyszedł i zrobił, naturalna sprawa, prawda? Tak by było, gdyby nie fakt, że procesy frankowiczów były bardzo konsekwentnie sabotowane – przez pana Sebastiana, na którego wszyscy wołają „Foka”, a tak się składa, że to bliski kumpel Giertycha. A to składał nieprawdziwe oświadczenia, a to popełniał błędy na poziomie proceduralnym. Normalna kancelaria już by takiego gagatka wzięła na dodatkowe szkolenia, opierdzieliła, w najgorszym razie zasugerowała szukanie nowej pracy, ale Romek widocznie rozumie, że foka to foka i nie ma co od niej oczekiwać cudów. Pan Sebastian na razie jest na poziomie obracania piłki na własnym nosie przy jednoczesnym klaskaniu – uczy się więc i rozwija. A w tym czasie pan Roman może batem okładać ten wstrętny PiS, że tak ludzi zostawił bez pomocy.

Krystaliczny poseł!

W międzyczasie kasa do kieszeni strumieniem spływała, ale podobno dzielny Roman ani razu nie zemdlał w tym czasie. Każde takie opóźnienie było mu, bardzo niewygodnie, na rękę. I za każde takie opóźnienie była przyznawana premia, więc z góry widać, że to jeden, wielki przypadek. Oczywiście, od wyjaśniania i załatwiania jakichkolwiek nieprawidłowości (bo teraz mamy do czynienia z nieprawidłowościami jedynie, drodzy Państwo, gdyby to się zdarzyło w partii PiS byłaby to skandaliczna kradzież) w szeregach Platformy, jest Donald Tusk. Więc przyszedł i wyjaśnił, że w sumie ma to w poważaniu, bo on ocenia Romana Giertycha jako posła, a nie adwokata. A posłem, Drodzy Obserwujący, jest PRZE-UCZ-CI-WYM! W życiu uczciwszego nie znajdziecie.

Prywatne kontakty

Chociaż trochę się dziwię, jakim cudem taki troskliwy mąż, ojciec i dziadek aż tak nie interesuje się prawniczą działalnością swojego kolegi, bo tak się składa, że Giertych reprezentował też jego i jego rodzinę. Między innymi dlatego jego córka trafiła na nagrania z Pegasusa, a sam Tusk rozkręcił z tego powodu kolejną aferę. No, chyba że jego córka zadzwoniła tylko do wujka Romana, żeby się go zapytać, jaką szczotę następnym razem zabrać do czesania jego długiej grzywy, po tym jak tam się gdzieś wybiorą na wspólny galopik. Jeżeli teraz coś sobie niejednoznacznie wyobrażacie, to przestańcie, proszę Was. Naprawdę, przestańcie. Bo zaraz będę Wam musiała napisać, że w tej partii wcale nie jest tak źle, jak się Wam wszystkim wydaje. Jest jeszcze gorzej. I zaraz będę musiała Wam ten sielski obrazek zniszczyć.

Skomplikowane powiązania

Tak naprawdę nie wiem, od czego to niszczenie mam zacząć? Czy od tego, że prawie zawsze w takich sprawach, jakiś parszywiec dobierający się do dzieci okazuje się być związany z KO? A to Józefaciuk zapraszał jakiegoś do Sejmu, a to syn posłanki KO popełnia samobójstwo, bo ktoś opublikował jego dane… i tylko dlatego, bo w przekazie medialnym dość mocno umyka fakt, że chłopak był molestowany przez… działacza KO. Ale to by było zbyt brutalne, więc może napiszmy to jakoś lżej. Otóż, kiedy posłowie KO tak mocno krytykowali prezydenta za weto tej ustawy, co to niby tylko nie pozwalała trzymać psów na łańcuchu, to tylko i wyłącznie dlatego, że oni ze swojego całego i szczerego serca… kochają psy. A rzecz dotyczy jednej z działaczek partii, która wplątała się w związek, jaki na FB określilibyśmy jako: „To skomplikowane”.

„Czy przestał Pan…?”

Na początek, żeby być wierną wobec faktów. A więc facet tej kobiety został skazany na 25 lat więzienia za znęcanie się nad partnerką i jej dzieckiem. I tutaj nie ma co oceniać, źle trafiła na chłopa, chłop okazał się sk****lem – co jakiś czas w Polsce, niestety, słyszy się o podobnych historiach. Tylko nie tym razem, bo niestety ta pani również usłyszała wyrok – 6,5 roku. Za ukrywanie sprawcy, nie udzielenie pomocy dziecku i… zabawianie się ze zwierzętami. Był kiedyś wywiad Bogdana Rymanowskiego ze Sławomirem Mentzenem. Polityk upierał się, że nie da się odpowiedzieć na każde pytanie „tak” lub „nie”, a taki sposób odpowiedzi narzucała mu formuła tego wywiadu. Kiedy Rymanowski wciąż nalegał, że się da, Mentzen zadał mu pytanie: „Czy przestał pan już molestować swojego kota nocą w piwnicy?”. Po tym pytaniu zapadła chwila ciszy, a potem sam Rymanowski się roześmiał. Cóż, obawiam się, że gdyby takie pytanie padło w tej sytuacji, cisza mogłaby być znacznie dłuższa, a śmiech po niej dużo bardziej nerwowy.

Bardzo chcielibyśmy to nagłośnić, ale…

Oczywiście tylko na takie afery czekali dziennikarze mediów głównego ścieku. Już tylko zacierali rączki, czekając, aż znajdzie się coś stawiającego w gorszym świetle KO, stanęli na starcie, szykując się do biegu i… nic się nie stało. Obie te afery nagle się rozpłynęły, a przekazem dnia stał się wybuch gniewu Karola Nawrockiego, który po prostu podszedł do dziennikarza TVN-u, żeby mu wytłumaczyć, co mówił na konferencji, bo biedak nie zrozumiał. Wiecie pewnie, jak to jest z idiotami? Niby człowiek wie, że nie powinien się irytować, bo idiota znowu nie zrozumiał, taki się urodził, nie jego wina, trzeba wspierać, ale jednak ma się ochotę czasem na niego fuknąć, bo ile można powtarzać to samo? No właśnie. I to właśnie ten krótki wybuch złości sprawił, że… nie mamy już o czym innym mówić. Walić Giertycha, który znowu nas wali na miliony, walić panią, która być może waliła psy i walić innych zboczeńców powiązanych z KO. Teraz mamy grubą aferę. Nawrocki się wkurwił.

Cierpliwość prezydenta

Wiecie, to już nawet nie jest zabawne, bo niektórzy opisują to zdarzenie tak, jakby dziennikarz TVN-u kompletnie pobity trafił do szpitala i musiał być utrzymywany przez miesiąc w śpiączce farmakologicznej. Jakby Karol Nawrocki urządził sobie na tej konferencji ustawkę, oklepał pysk temu facetowi, a potem splunął i poszedł dalej. A ja Wam napiszę, że trochę Nawrockiego rozumiem – od kiedy został kandydatem na prezydenta, codziennie musi mierzyć się z obrzydliwymi atakami. Na siebie, na swoją żonę i na swoje dzieci. I w końcu nie wytrzymał, podszedł do dziennikarza, który zadawał mu pytanie, na które odpowiedział zresztą parę chwil wcześniej, właśnie na tej konferencji, wkurzony widocznie, że musi oczywiste rzeczy trzy razy powtarzać. Tutaj nie ma wiele więcej do dodania – poza tym, że jak będziecie wybierać się gdzieś na wakacje, to zostawiajcie swoje zwierzaki pod opieką kogoś, kto nie jest działaczem KO.

Nie twierdzę, że oni wszyscy tak mają, ale wiecie – licho nie śpi.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Budowany od lat przemysł pogardy i nienawiści

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Szczerze Wam napiszę, że nie przepadam za Dariuszem Michalczewskim. Ani mnie specjalnie nie ciągnęło do jego walk, kiedy zawodowo uprawiał boks, ani tym bardziej po zakończeniu kariery. Często jak się wypowiadał, zastanawiałam się, czy przypadkiem jednak za dużo w głowę nie oberwał. Głównie dlatego, że lubił wypowiadać się na tematy polityczne, a sympatyzował raczej z tym środowiskiem, do którego mi daleko. A jednak to właśnie Dariusz Michalczewski wykazał się honorem. Napisałabym, że jak ktoś jest sportowcem to honor nie jest dla niego uczuciem obcym, ale w porę przypomniałam sobie, ilu sportowców po zakończeniu kariery zapisało się do KO, więc zrezygnowałam.

Prawy sierpowy Michalczewskiego

A o co chodzi? Otóż popularny „Tiger” wyznał niedawno, że nakłaniano go do… udziału w kampanii, nie bójmy się tego słowa, nienawiści w stronę Karola Nawrockiego. Bokser miał być namawiany do opowiadania bzdur na temat ówczesnego kandydata na prezydenta. Jakich? Pewnie zarzutów o bycie alfonsem. Michalczewski nie dość, że odmówił, to jeszcze stwierdził, że Nawrocki jest „równym gościem”. To musiał być mocny cios dla salonu, z którego jednak wywodzi się pięściarz. A skoro Michalczewski odmówił, to trzeba było ratować się postacią znaną, Jackiem Murańskim. Cóż, nie wyszło im to chyba tak, jak planowali. Zastanawiam się, czy może jeszcze Marcina Najmana nie zwerbowali, bo on ostatnio też zaczął politykować. I to tak, że zęby bolą. Bardzo rozbawił mnie jego wpis: Wielki błąd Panie Prezydencie. Historia o tym nie zapomni. Starałem się to Panu wytłumaczyć. Nie udźwignął Pan tego na temat zawetowania ustawy SAFE, czyli tego kredytu, co wszyscy wokół bardzo chcą, żebyśmy wzięli. Tak bardzo chcą, że mimo prezydenckiego weta już zapowiadają, że nam go wcisną. W ten sposób niedługo cały system prawny nam pierdzielnie, bo prezydent będzie wetował, a rząd i tak zrobi, co chce.

Depresja Szymona Hołowni?

Ofiarą ich nagonki padł również Szymon Hołownia, którego oskarżono, że… choruje na depresję. Redaktor Nizinkiewicz, który dokonał tego wielkiego odkrycia, oczywiście dał do zrozumienia, że depresja to ciężka choroba i należy wspierać takie osoby, podkreślając, że dzień, w którym pisał swojego paszkwila, akurat był Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. Swój chłop, tylko że w całym artykule sugerował, że Hołownia z racji choroby i przyjmowania leków być może nie nadawał się do sprawowania funkcji marszałka Sejmu i nie wszystkie jego decyzje były rozsądne. Pił oczywiście do zaprzysiężenia prezydenta. A skąd pan „dziennikarz” czerpał informacje? Podobno z „otoczenia” ówczesnego marszałka, bo z nim samym się nie kontaktował, po co? A wiecie jak na początku zareagowało środowisko, kiedy Hołownia napisał o wszystkim na swoich mediach społecznościowych? Ano, przyznali rację Nizinkiewiczowi. Pod jego wpisem na X-ie wyrazy wsparcia widziałam tylko… z prawej strony. Aha, i Szymon Hołownia w swoim wpisie zaprzeczył jakoby chorował na depresję.

Gorzej miał Cenckiewicz

Przyznać jednak trzeba, że po tym wpisie Nizinkiewicz i cała Rzeczpospolita przeprosiła i artykuł usunęła. Co syfu zdążyli tym artykułem narobić, narobili, ale Hołownia przeprosiny oczywiście przyjął, bo to dobry chłopak jest. Szkoda tylko, że ta cała sytuacja nie dała mu do myślenia, w jakim środowisku się tak naprawdę obraca. Bo przypomnę, że Sławomir Cenckiewicz nie miał tyle szczęścia. Szczegóły jego stanu zdrowia bezlitośnie opublikowali, sugerując, że w wyniku swojej choroby nie może sprawować funkcji, którą sprawuje, bo nie powinien mieć dostępu do pewnych akt. Tam przepychanka trwała przez kilka ładnych tygodni i nikomu nie spieszyło się Cenckiewicza przepraszać. On jest niewygodny, kiedyś dokopał się do prawdy o Wałęsie, więc cholera wie, do czego może się jeszcze dokopać. Być może dlatego aż tak bardzo atakują Karola Nawrockiego, bo też się go boją. Ostatecznie pracował w IPN-ie, cholera wie, co tam się mogło na nich wszystkich znaleźć.

Dlatego aż tak nienawidzą Nawrockiego?

Bo naprawdę nie widzę innych powodów, dla których mają go aż tak nienawidzić. To już nie wygląda tylko na frustrację po przegranych wyborach. Teraz znowu się zmobilizowali w sprawie prezydenckiego weta dotyczącego programu SAFE, o którym już wcześniej pisałam. Mnie się wydaje, że jeśli bankowi bardziej zależy, żebyś wziął kredyt, niż Tobie, to widocznie jest w tym kredycie coś takiego, co sprawia, że bardziej opłaca się bankowi go udzielić, niż Tobie brać. Zresztą mam wrażenie, że kiedyś już przerabialiśmy całkiem podobną aferę z kredytami we frankach. Dotyczyła zupełnie czego innego, jasne, ale zasady były te same. Oczywiście wyszli gorący zwolennicy Tuska, żeby protestować przeciwko temu wetu, trzymając tabliczki z obraźliwymi hasłami w stronę Nawrockiego i widocznie uznali, że taka forma przekazu skłoni prezydenta do zmiany opinii. Przodowała tam, oczywiście, Babcia Kasia, która nie przepuści żadnej okazji, żeby nie zrobić zadymy na ulicy. I Joanna Szczepkowska. Już raz o niej pisałam, więcej nie chce mi się tracić więcej czasu na tę starą wariatkę. Napiszę więc tylko, że ta pani odpaliła się tak bardzo po zwycięstwie Karola Nawrockiego, że też zaczynam się zastanawiać, czy w jej stronę również nie padła delikatna sugestia, żeby zaczęła z siebie idiotkę publicznie robić.

Żonglowanie emocjami

To jest właśnie przemysł pogardy, który zbudował Donald Tusk. Jest on tak skuteczny, że ci ludzie wciąż są święcie przekonani, że to Jarosław Kaczyński jest jedynym człowiekiem, który podzielił Polaków (nie twierdzę, że tego nie robił, ale przynajmniej taką samą robotę wykonywał tutaj Tusk – a teraz wykonuje większą) i że PiS jest partią prorosyjską. To ostatnie mnie zawsze będzie śmieszyło, bo przypominam sobie czasy po tym, co działo się w Gruzji, a potem po Smoleńsku. Ale jeśli przypomnisz o tym w dyskusji, usłyszysz jedynie, że – no właśnie – „czasy się zmieniają”. Premier doskonale wie, co robi. Pobudza nie tylko emocje, ale też najbardziej prymitywne odruchy u ludzi. Dlatego z całej ustawy łańcuchowej słyszeliśmy tylko o biednych pieskach na łańcuchach, z ustawy wiatrakowej, że Nawrocki nie chce dać Polakom tańszego prądu i tak dalej, i tym podobnie. W przypadku SAFE podjudza jednak najbardziej prymitywne ludzkie emocje, jaką jest między innymi strach.

Ryzykowna gra

Wiecie, jak działa adrenalina, prawda? W obliczu zagrożenia adrenalina pobudza ciało migdałowate – ewolucyjnie starszą część mózgu odpowiedzialną za przetrwanie. Tam nie ma miejsca na logikę, fakty czy rozsądek. Wytwarzają się najbardziej prymitywne instynkty: uciec albo zaatakować. Słyszałam o przypadku kobiety, która po jakimś potężnym wypadku samochodowym zauważyła, że jej dziecko leży pod samochodem. W jej mózgu zadziałał prosty instynkt: „ratować potomstwo”. I wiecie, że uniosła to auto? Bo adrenalina daje nam też szybkość i siłę, której byśmy się po sobie nie spodziewali. I w ten sposób właśnie działa Donald Tusk. Oczywiście, on dawkuje te emocje, zapowiada katastrofę, potem uspokaja, ale strach wciąż działa. To on, między innymi, skłonił ludzi do robienia hucpy pod Pałacem Prezydenckim. Wyglądało to żałośnie, to prawda, ale wciąż – niektóre z tych haseł były naprawdę obrzydliwe. Mam wrażenie, że premier zapomniał o jednym. Ludzie, poza emocjami, mają również uczucia. To nas odróżnia od zwierząt. I jednym z tych uczuć jest również nienawiść, a ona w połączeniu ze strachem może prowadzić do tragedii.
 
W Internecie jest coraz więcej wpisów wprost nawołujących do dokonania zamachu na prezydencie Polski. No, ale prezydent nie jest Jurkiem Owsiakiem, więc wszystko spoko. Jego życie jest mniej warte.
 
M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Niemcy na liście homofobicznych państw

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Pamiętacie olbrzymi skandal homofobiczny w Niemczech? Pewien sędzia po jednym z meczów FC Koln oświadczył się swojemu chłopakowi. Wzruszenie odebrało oczywiście wszystkim mowę. Natomiast zaledwie kilka dni później Pascal Kaiser został pobity. Oburzonych artykułów pojawiło się co nie miara, bo wiadomo… homofobia. Sama się zastanawiałam, jak to możliwe? W wyzwolonych i tęczowych Niemczech? Nie ma mowy, musiał pewnie na Polaków trafić. Inna sprawa, że w samym Berlinie dochodzi rocznie do większej liczby przestępstw, niż w całej zacofanej i nietolerancyjnej Polsce. I że za większość z nich odpowiadają imigranci. Ale to nieważne, bo „Polak też gwałci”.

„Szokujący” sprawcy

Ale do brzegu, wróćmy do tego biednego Kaisera. Rzecz miała miejsce pod koniec stycznia, teraz mamy końcówkę lutego, a sprawca wciąż nieujęty. Opieszałość policji czy po prostu… nie ma kogo ujmować? Okazuje się, że policja na razie… przeszukała mieszkanie Kaisera. Zabezpieczyła między innymi jego skrzynkę mailową, na którą miał dostawać groźby. I wyszło im, homofobom pieprzonym, że sędzia wysyłał je sobie sam. Obecnie policja bada, czy Kaiser obrażeń nie zgotował sobie sam, ewentualnie czy nie pomógł mu w tym jego partner. Na razie żaden z nich nie jest podejrzany, ale policja wysłała już sygnał, że właśnie taki scenariusz biorą w tej chwili przede wszystkim pod uwagę.

Była już Hiszpania

Zobaczymy, jak to się skończy. Niczego nie wykluczam, bo tak jak pisałam, Niemcy obecnie tak bezpiecznym państwem, że w pysk można tam zebrać codziennie i wcale to już nikogo nie zaskakuje. Ale, kurczę, nie byłby to pierwszy raz. Pamiętacie inny taki skandal w Hiszpanii, zdaje się w 2021 roku? Jakiś gej zgłosił się na policję, bo „nieznani sprawcy” mieli mu wyciąć homofobiczne hasła na tyłku. Szybko się okazało, że nieznanych sprawców było w liczbie… jeden. I wcale nie był taki nieznany, bo znał go właśnie poszkodowany gej. I sam go o to poprosił. Nie wiem, ja bym się zdziwiła, gdyby któryś z moich znajomych poprosił mnie o wycinanie sobie czegoś na d*pie, ale ja jestem nietolerancyjna, więc się nie znam.

Była Wielka Brytania

Pisałam Wam też o innej sprawie, znacznie wcześniejszej, bo z 2014 roku. Richard Kennedy zgłosił się na policję, że został pobity. I że to na pewno przez homofobię. Obrażenia były poważne, więc policja oczywiście zgłoszenie przyjęła i szybko rozpoczęła śledztwo. Osiemnastolatek przyznał się im, gdzie był wtedy na imprezie, a policja po prostu zabezpieczyła monitoring. I szybko znaleziono sprawcę. Agresywnym homofobem okazał się krawężnik, o który kompletnie pijany Kennedy wziął i się potknął. A że wypił sobie wcześniej odpowiednio dużo, to nie wpadł na pomysł, żeby jakoś zamortyzować upadek, więc wydzwonił twarzą o chodnik. Policjanci przeanalizowali dokładnie całe nagranie z tego dnia i żadnych innych homofobów nie stwierdzono. Bo chyba nie powinno się do nich wliczać grupy Brytyjczyków, którzy usiłowali chłopaka podnieść, bo biedak był tak oszołomiony rażącą nietolerancją, która go spotkała.

Teraz pora na Niemcy

Wszystko wskazuje na to, że ta historia skończy się podobnie, bo ciężko mi wyobrazić sobie, żeby niemiecka policja dzieliła się takimi wątpliwościami z opinią publiczną, gdyby nie miała przekonujących dowodów. I tak się tylko zastanawiam, czy oni nie uczą się na błędach? Była Wielka Brytania, była Hiszpania, teraz są Niemcy, a przypomnę przecież, że w Polsce też mieliśmy aferę z dziewczyną Margota, którą podobno ktoś chciał wepchnąć pod tramwaj, bo była facetem. Tylko że biedne dziewczę było w takim szoku, że nie przypomniała sobie, bidulka, gdzie to konkretnie miało miejsce. A warszawski ZTM powiedział, że żaden z motorniczych nie zgłosił takiej sytuacji, a mają taki obowiązek, żeby od razu można było zabezpieczyć nagrania.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej