Connect with us

Nawiasem Pisząc

Rafał Trzaskowski ustrzelony hat-trickiem

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Drodzy Czytelnicy, jestem Wam winna jedno sprostowanie – otóż Dorota Wysocka-Schnepf, czego nikt z nas nie mógł się spodziewać, minęła się z prawdą podczas ostatniej debaty prezydenckiej. Krzysztof Stanowski nie był nigdy pracownikiem TVP, a jedynie sprzedawał im jeden ze swoich programów. Pani Dorota grzmiała na Twixie ileż to pieniędzy Stanowski dzięki temu zarobił; ten w odpowiedzi wyjaśnił, że za każdy program otrzymywał 4000 złotych, a pod koniec 6000 złotych, z czego większość szła na sygnał albo opłacanie pracowników, którzy w tym projekcie uczestniczyli. Zwrócił również uwagę, że dziennikarka Telewizji Publicznej poświęca mu wyjątkowo dużo uwagi i nie szczędzi, często kłamliwej krytyki, mimo że on w dalszym ciągu jest kandydatem na prezydenta. Nie startującym na poważnie, ale w dalszym ciągu kandydatem. Zostawmy już jednak w spokoju tę biedną kobietą, bo tuż przed I turą sporo bomb wybuchło Rafałowi Trzaskowskiemu prosto w tę jego śliczną buźkę. Czy będzie to tak zwany „game-changer”? Do pierwszej tury zostało już niewiele czasu, więc nie wiadomo, czy uda się temat odpowiednio nagłośnić, ale przed drugą… Kto wie? Ja ze swojej strony postaram się temu tematowi trochę pomóc.

Komu wolno robić szwindle z mieszkaniami?

Najpierw jednak zajmijmy się mniejszą aferką, bardziej lokalną, bo dotyczącą samej Warszawy, a konkretnie zabytkowej kamienicy przy ulicy Marszałkowskiej 66 i jej mieszkańców, którzy zostali eksmitowani pod pretekstem remontu, który im obiecano. Z tego, co mówią zapewniano ich, że wrócą do swoich mieszkań po zakończeniu prac. Jak się można łatwo domyślić – nie wrócili, a miasto planuje sprzedaż budynku. Argument też jest łatwy do przewidzenia – remont kamienicy ma rzekomo kosztować 50 milionów, a Warszawy nie stać na taki wydatek. Stać na olbrzymi, biały kloc, który ma być Muzeum Sztuki Nowoczesnej, natomiast z tego, co się zdążyłam zorientować, prezentowane tam „dzieła” i pokazy niewiele ze sztuką mające wspólnego. Bardziej mi się to kojarzy ze spełnianiem fantazji seksualnych pewnej grupy ludzi, którzy mają problem z udzieleniem odpowiedzi, jakiej są płci albo feministek, które przyzwyczaiły nas do tego, że swoje zdanie wyrażają za pomocą pokazywania pewnych części ciała, które przyzwoici ludzie zasłaniają. Stać też na niedziałający kibel, do którego do niedawna ciężko było się było nawet dostać, bo brodziło się w błocie po kostki – co ciekawe, bo ubikacja jest podobno dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, którzy nie bardzo mieli możliwość dotarcia w ogóle do drzwi budynku, skoro nawet ludzie w pełni sił mieli z tym problemy. Rafał jednak stanął na wysokości zadania i kazał przed wejściem wysypać trociny, żeby było ładnie. Do tej pory jednak nie wiem, czy da się już do tego kibla w ogóle wejść, bo widziałam parę reportaży na ten temat i żadnemu z prowadzących się nie udało. Być może prezydent Warszawy pozazdrościł pięknej ubikacji Białystokowi? Stać też Warszawę na strefy relaksu, które są po prostu drewnianymi paletami, ale chyba takimi luksusowymi, bo nie kosztowały tyle ile powinny kosztować drewniane palety. Stać ich również na ulicę mierzącą 300 metrów, ale za to kosztującą dużo więcej. Nie wspomnę już o różnych ozdobnikach w parkach w postaci na przykład srającego psa. Koszt pierwszej inwestycji waha się między 700 milionami (najtańsza wersja) a 1,2 miliarda, ubikacja kosztowała 650 tysięcy złotych. Jedna strefa relaksu zabrała miastu 920 tysięcy złotych, druga – 60 tysięcy złotych. Wspomniana ulica Wojciecha Fangora zaś 39 milionów złotych. Aha, Warszawę stać również na finansowanie lokum Ostatniemu Pokoleniu. I na naprawę tego wszystkiego, co zdążyli zniszczyć. Na to wszystko pieniądze były. Na remont kamienicy, w której mieszkali ludzie, już nie. Nie ma i nie będzie.

Nie tylko słowne przepychanki z mieszkańcami

Mieszkańcy zabytkowej kamienicy zaczęli protestować na wiadomość, że miasto zamierza sprzedać kamienicę za 31 milionów złotych. Obawiają się, że budynek zostanie sprzedany deweloperom, następnie rozebrany i przerobiony na jakiś super nowoczesny i mega luksusowy budynek, w którym będzie Bóg wie co. Ktoś coś mówił o akademikach, ale nie wiem, czy to te za złotówkę. Zastanawiam się tylko, jak zamierzają obejść fakt, że budynek jest wpisany do rejestru zabytków, w związku z tym takie załatwienie sprawy powinno być niemożliwe. Z drugiej strony nikt nie kupi kamienicy za 31 milionów ot tak sobie, bez możliwości zainwestowania w coś, co później będzie przynosiło zyski. Dlatego obawiam się, że urzędnicy ratusza znajdą sposób, żeby ten niewygodny fakt ominąć, bo po co Warszawie zabytkowa kamienica, jak można w tym miejscu postawić jakiś nowoczesny, super oszklony grzmot, bo w stolicy to jest właśnie miarą odpowiedniego statusu. Zresztą skoro ktoś rzeczoną kamienicę do rejestru zabytków wpisał, to ktoś inny może ją wypisać, co za problem? Wyeksmitowani ludzie zaprzeczają, że powodem eksmisji miał być nieopłacony czynsz, a na takie sugestie można trafić w Internecie. Mnie też się nie chce wierzyć, że nagle wszyscy postanowili tego czynszu nie opłacać, a przecież wynieść kazano się każdemu. Pojawiają się również informacje, że wyeksmitowana została również rodzina z sześcioletnim chłopcem, ale tutaj byłabym mocno ostrożna, bo politycy bardzo lubią grać tymi dziećmi na emocjach. Poza tym, tak postępować z ludźmi nie wypada, obojętnie w jakim by nie byli wieku. W tej kamienicy mieszkało przecież sporo ludzi starszych. Ale to nie wszystko, bo podczas ostatniej nadzwyczajnej sesji Rady Miasta, na której obradowano na temat przyszłości zabytkowego budynku, nie wpuszczono jego mieszkańców. Mało tego, zostali oni bardzo brutalnie potraktowani przez Straż Miejską, która agresywnie wypychała zdenerwowanych ludzi, nie przejmując się za bardzo, czy traktują w ten sposób kobietę czy osobę starszą. Czyli postanowiono podjąć decyzję w sprawie mieszkań bez udziału ich właścicieli, zamiast tego ich z tego posiedzenia najzwyczajniej w świecie wykopano. Baaaardzo demokratycznie. Dlatego nie mogę się nadziwić, że Platforma zdecydowała się wyciągać akurat to mieszkanie Nawrockiego, skoro sami dosłownie w tym samym czasie robią szwindle na dużo większą skalę. A tyle Trzaskowski opowiadał o obłudzie i hipokryzji. Rafał jednak, zdaje się, z powrotem stał się katolikiem, więc zapytam: Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Nie wypada również zapominać o gigantycznej aferze reprywatyzacyjnej za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz, z którą obecny prezydent współpracował ani o zamieszaniu z mieszkaniem małżeństwa Myrchów, które Donald Tusk zignorował, ale wyciągał Nawrockiemu jakieś mieszkanie w Gdańsku. I nigdy nie powinniśmy zapominać o Jolancie Brzeskiej.

Tajemnicze wsparcie Rafała Trzaskowskiego

Całe to zamieszanie sympatii Rafałowi Trzaskowskiemu na pewno nie przyniosło, a tutaj już kroi się afera na skalę ogólnopolską, poddającą w wątpliwość legalność całej kampanii kandydata KO. Otóż jest sobie taka fundacja „Akcja Demokracja”, która publikowała spoty wyborcze wychwalające Trzaskowskiego i mocno atakujące Karola Nawrockiego i Sławomira Mentzena. Widziałam część tych spotów i nie pamiętam aż tak siermiężnej propagandy. Goebbels byłby dumny. Prezes tej fundacji Jakub Kocjan jeszcze parę tygodni temu pełnił funkcję asystenta jednej z posłanek PO, a swego czasu otrzymał nawet nagrodę od prezydenta Warszawy, więc wiadomo, że musiał się chłopak odwdzięczyć. Spoty wykupiono za 400 tysięcy złotych. Problem polega na tym, że nie do końca wiadomo, skąd wzięły się te pieniądze, ale bardzo możliwe, że… zza granicy. J.D. Vance tłumaczył kiedyś, że partia demokratyczna ingerowała w wybory w Polsce, żeby wygrała je właśnie KO. Unia Europejska zresztą robiła to dość jawnie. Tych przykładów było sporo, teraz mamy kolejny i naprawdę zastanawiam się, ile jeszcze ich potrzeba, żeby tych ludzi przekonać, że Donald Tusk jest wspierany przez odpowiednie opcje polityczne zza granicy i że to może niedobrze, żeby obce państwa ingerowały w demokratyczne wybory w Polsce? Żeby chociaż pojawił się w ich głowach cień refleksji, nutka wątpliwości? Nic? No dobra, to lecimy dalej. Otóż państwowy instytut badawczy NASK (podkreślam: państwowy, czyli teoretycznie nie powinien być powiązany z żadną partią polityczną, no ale TVP też jest państwowa), który został powołany do walki z dezinformacją, sam w tej dezinformacji brał udział. Ujawniono między innymi, że ich zespół Działania Przeciw Dezinformacji miał monitorować nastroje społeczne PiS i ich wyborców i analizować reakcje internautów na mniejsze lub większe aferki, które zarzuca się posłom tej partii. Mieli również zbierać dane na temat działalności opozycji czy związanych z nią dziennikarzy, a następnie grzecznie informować o wszystkim Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Na taką „walkę z dezinformacją” rzekomo przeznaczono 19 milionów złotych ze skarbu państwa. Niedawno sami pracownicy DPD mieli pochwalić się spotkaniem z prezesem „Akcji Demokracja”, istnieją więc dosyć wysokie szanse, że współpracowali ze sobą również w sprawie tych spotów. To jest naprawdę bardzo szeroko zakrojona akcja nielegalnej ingerencji w wybory prezydenckie w Polsce, jak to ujęła Ewa Zajączkowska. I trudno się z nią nie zgodzić, bo szwindlem śmierdzi z daleka. Moim zdaniem poddaje to w wątpliwość legalność całej kampanii Rafała Trzaskowskiego i samego kandydata.

Klasyczna reakcja Platformy

Czy wyciągnięte zostaną jakieś konsekwencje, a przynajmniej wnioski? Szczerze wątpię, bo przecież Roman Giertych zupełnie jawnie organizował na Twixie swoją armię trolli, którym dokładnie tlumaczył, co i jak mają pisać. Najczęściej były to wpisy wulgarne i będące zwyczajnym kłamstwem, często były to też urojenia samego Giertycha, bo tych roi się w jego głowie naprawdę sporo. Do grup przez niego tworzonych zapisywali się ludzie o prawicowych poglądach i dokładnie wszystko analizowali, między innymi Profesor Pingwin, który jako pierwszy całą tę akcję nagłośnił. Nic się w tej sprawie jednak nie wydarzyło, a Giertych najpewniej dalej stosuje swoje sztuczki, wysyłając swoje bezmyślne owieczki do tępego i perfidnego nawalania w PiS. Zresztą facet miał też finansować „Sok z Buraka”, a większego ścieku medialnego już nie znajdziecie, mimo że żyjemy w kraju, w którym TVN, Onet czy Wybiórcza należą do najpopularniejszych mediów. Do tej pory nie usunięto z sieci żadnych spotów wspierających Rafała Trzaskowskiego i atakujących jego dwóch największych rywali. KO postanowiła zareagować na te doniesienia, jak to tylko oni potrafią – wyłgać się. Pierwszym krokiem było – a jakże! – pozwanie Sławomira Mentzena. Udało się za pierwszym razem, kiedy Szymon Hołownia pozwał go za to, że powiedział prawdę, bo przecież pamiętamy, że sam Hołownia wrzucał zdjęcia z nielegalnymi migrantami, którzy szeroko uśmiechali się do obiektywu aparatu właśnie w Sejmie. Wyjaśnienie było tak idiotyczne, że naprawdę wzbudza wątpliwości co do powagi instytucji, jaką jest (a raczej powinien być) sąd. Teraz pewnie będzie podobnie, bo nie po to KO czyściła sądy z niewygodnych sędziów i obstawiała swoimi upolitycznionymi klakierami, żeby teraz tego nie wykorzystać. Poza tym zdecydowali się na inne swoje stare sprawdzone sztuczki. Po pierwsze zaprzeczanie: oni o niczym nie wiedzieli, nie mieli pojęcia i jest im bardzo przykro. To oni są pokrzywdzeni, dlatego że opublikowane zostały spoty zgodne z ich narracją i atakujące bez pardonu Nawrockiego i Mentzena. Oni nie chcieli i im się to bardzo nie podobało. I to przecież nie ich wina, że ludzie kochają ich tak bardzo, że sami organizują takie akcje. No dobra, z tym ostatnim to przesadziłam. Dokładną analizę całej tej sprawy prowadzi zaprzyjaźniony profil Wojciech Kozioł – mikroblog, serdecznie polecam się zapoznać.

Z troski o pana Jerzego

Na sam koniec jeszcze mała drobna bombka, która też spadła ostatnio Trzaskowskiemu pod nogi i zepsuła mu humor. Otóż kandydat KO wpadł na wyjątkowo durny, nawet jak na siebie, pomysł, żeby pokazać, co takiego wręczył Karolowi Nawrockiemu w kopercie. Przy okazji pokazał też dane wrażliwe tego nieszczęsnego pana Jerzego, w związku z czym Urząd Ochrony Danych Osobowych wszczął przeciwko niemu postępowanie. UODO uznał, że choć ujawnione dane nie stanowią same w sobie danych szczególnej kategorii, to w kontekście podanych informacji oraz dużego zainteresowania mediów, dane Jerzego Ż. i jego sytuacja życiowa stały się powszechnie znane, co potwierdza fakt, że w Internecie krążą już screeny z jego prywatnego konta FB. A pamiętacie, kiedy podobny błąd popełnił Adam Niedzielski, kiedy był ministrem zdrowia? Udostępnił receptę na psychotropy, na której widniały pełne dane lekarza, który tę receptę wystawił. Ależ się wtedy wszyscy w KO oburzyli! Jak tak można, krzyczeli. To moralnie naganne, przekonywali. Naraził lekarza na poważne kłopoty, argumentowali. W efekcie Adam Niedzielski stracił stanowisko, a w 2024 roku prokuratura postawiła mu zarzuty przekroczenia uprawnień oraz ujawnienia danych wrażliwych. Ciekawe, jakie konsekwencje spotkają kandydata na prezydenta, bo w tym przypadku posłowie KO nie są już tak chętni do wydawania osądów? Przecież sprawiedliwości musi stać się zadość, skoro to było takie złe, okrutne i moralnie naganne, prawda? W tym jednak wypadku myślę, że Rafałkowi włosek z pięknej główki nie spadnie, ale bardzo liczę na to, że za kampanijne oszustwo poleci kilka głów, bo teraz praktycznie każdy może poddać w wątpliwość legalność tych wyborów.

I zobaczycie, że po tych wyborach jeszcze będą w związku z tym cyrki.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Zły wpis w złym momencie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy

Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.

Śmiać się, żeby nie płakać

Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.

Konsekwentne rozmydlanie win

W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.

Kiepscy asystenci

To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej