Connect with us

Nawiasem Pisząc

Nie było nigdy nic

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Rafał Ziemkiewicz zauważył kiedyś bardzo ciekawą rzecz. Kiedy Andrzej Lepper jeszcze żył i działał w polityce często używał on pamiętnego zwrotu: „Balcerowicz musi odejść”. Budziło to wtedy powszechne oburzenie i krytykowano ostro polityka Samoobrony, że jest niewychowany, pozbawiony kultury cham i jak tak może. Teraz to samo towarzystwo wychodzi na ulicę z hasłami pełnymi miłości o wypier**laniu i ośmiu gwiazdkach. O wyrywaniu chwastów i dorżnięciu watahy. O tym kogo należy wsadzić do wora przed wrzuceniem go do jeziora albo o tym, że niestety nie umarł ten Kaczyński, co trzeba (nawiązanie do śmierci Teda Kaczyńskiego, słynnego „Unabombera”). To samo środowisko jest oczywiście dalej przekonane, że to PiS zieje nienawiścią, a oni robią za baranki pokoju. I nie jest to dla mnie szczególnie zaskakujące, bo przecież oni święcie wierzą w to, że Platforma jest najbardziej antyrosyjską partią na świecie, a wypominanie im resetu czy nazywania Polaków „rusofobami” to sianie nienawiści. Zobaczycie, jeszcze kilka tygodni i będą Wam wmawiać, że to Tusk zawsze był antyimigrancki, a PiS to by wpuszczał każdego jak leci. W ogóle to oni kazali otwierać granice z Białorusią, tylko w ostatniej chwili szef PO zareagował.

Z Pablo Moralesem na pewno tak nie było!

A dlaczego o tym piszę, bo przecież to nie jest specjalna nowość dla każdego, kto choć odrobinę interesuje się polityką i nie uważa Donalda za zbawcę narodu? Ponieważ już w lipcu okazało się, że znany internetowy troll Pablo Morales, który publikował na Twitterze obrzydliwe (i często niesprawdzone) komentarze, dotyczące PiS-u i Konfederacji, to w rzeczywistości Bartosz Kopania, były doradca Platformy Obywatelskiej. Pana „Pabla” obserwuje na TT ok. 70 tysięcy internautów. I żeby jego wpisy dotyczyły tylko krytyki PiS-u i obrony PO, to jeszcze bym zrozumiała, wszak nie wypada robić do własnego gniazda, ale ten człowiek popisał się również porównaniem krytyków jego ukochanej partii do nazistów, a dziennikarzy (zwłaszcza TVP) do agentów UB z czasów stalinowskich. Prawda, że rozkosznie? Teraz chyba pan Kopania ma jeszcze więcej powodów do żalu w stronę tych ostatnich, bo to właśnie oni zidentyfikowali go jako pana Moralesa. Jak twierdzą, sam im w tym trochę pomógł, ponieważ zdjęcie opublikowane na TT pod tym pseudonimem, pojawiło się dokładnie w tym samym czasie na profilu Bartosza Kopanii. On oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, ale zdaje się, że mleko się rozlało. Nic sobie jednak z tego nie robił, bo swoją radosną działalność uprawiał dalej. Nie wiadomo, czy jednak nie będzie musiał ostatecznie odpuścić, bo temat znowu ożył, a sprawą zainteresowały się większe media w Polsce.

Nic nam o tym nie wiadomo!

Nie jest to oczywiście pierwszy i ostatni taki przypadek, bo o innym, bardzo podobnym usłyszeliśmy w zeszłym roku, a rzecz miała miejsce w moim rodzinnym Inowrocławiu. W czasie kiedy młodszy Brejza, pan Krzysztof, płakał, że padł ofiarą nielegalnego podsłuchiwania za pomocą oprogramowania Pegasus, jego ojciec, prezydent miasta, pan Ryszard miał sporo problemów w ratuszu. Akurat użerał się z tzw. „aferą fakturową” (w tej sprawie śledztwo prowadzi już prokuratura, objętych jest nim kilkanaście osób, a wątek przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez Brejzę-seniora wciąż jest badany), która dotyczyła wyłudzenia publicznych z Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia za pomocą lewych faktur w latach 2015-2017 (ok. 300 tysięcy złotych), to jeszcze podejrzewano go o utworzenie w ratuszu farmy trolli, którą też miał zorganizować z pieniędzy miasta. „To rzeczywiście mogło mieć znaczenie, ponieważ władze PO oszacowały wtedy, że powiązanie Krzysztofa Brejzy z tą sprawą może mieć wpływ na wizerunek partii i został on odsunięty od zarządzania kampanią” – tłumaczył Marcin Habel, redaktor naczelny „Gazety Pomorskiej”, „Ekspressu Bydgoskiego” i „Nowości Dziennika Toruńskiego”. Mało?

A z tym to już w ogóle nie mamy nic wspólnego!

No to przyjrzyjmy się profilowi „Sok z buraka”. Na pierwszy rzut oka widać, że autor ocieka aż z nienawiści do obozu rządzącego, nie wiem, czy kiedykolwiek opublikował coś, co nie byłoby ordynarnym kłamstwem albo manipulacją, a Tuskiem zachwyca się tak, że samemu zainteresowanemu pewnie byłoby głupio, gdyby o tym wiedział… A nie, czekajcie. Ta sprawa też się rypła. Z doniesień medialnych wynika, że Platforma finansowała kretynizmy, które autor profilu wrzucał na FB. W promowanie „Soku…” zaangażowany również był uśmiechnięty pan ze zdjęcia, czyli Roman Giertych. Panie Romanie, czy mogę się uśmiechnąć o kontakt z Sebastianem. Muszę jakoś przetrwać, proza życia. Bez Pana pewnie już by nie było soku – pisał do adwokata administrator strony. Zapisy wiadomości pana Romana i Mariusza Kozaka-Zazgozdy zostały opublikowane. Wcześniej obaj panowie tym informacjom stanowczo zaprzeczali. Giertych w ogóle ucinał temat, a pan Mariusz twierdził, że potrzebował jedynie jego pomocy prawnej po „tragicznej śmierci teściowej”. Wyszło na to, że troszkę minęli się z prawdą, bo spotkali się rok wcześniej w jednej… z publicznych toalet i to właśnie wtedy autor „Soku…” miał załatwić sobie finansowanie. Widocznie pieniążków od Platformy było mu mało, bo przypomnijmy, co opublikowali dziennikarze „Sieci” w 2019 roku: Przez ostatnie pięć miesięcy (od kwietnia) otrzymał co najmniej 25 tys. zł. […] Drugim etatem Kozaka-Zagozdy jest praca w partii Platforma Obywatelska. Jest tam zatrudniony od lutego 2018 r. do dziś. Jego wynagrodzenie to miesięcznie od kilku do kilkunastu tysięcy złotych (w sumie ponad 150 tys.). W tym samym czasie współpracuje także z Klubem Parlamentarnym Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska, co miesiąc takie same pieniądze, też kilka tysięcy. Najlepszym czasem do zarobku są kampanie wyborcze. Jak ustaliliśmy, we wrześniu, październiku i listopadzie 2018 r. wykonuje zlecenia dla KKW Platforma Nowoczesna Koalicja Obywatelska (przed wyborami samorządowymi), w kwietniu i maju 2019 r. dla KKW Koalicja Europejska PO-PSL (przed wyborami do PE). Bierze za to od kilku do nawet ponad 20 tys. zł miesięcznie. Od marca do maja 2019 r. zarabia także po kilka tysięcy na zleceniach dla współpracującej z PO Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana.

Wredne szczujnie to po tamtej stronie

Ale gdyby ktoś Was pytał, to najwięcej szczuła na ludzi hejterska TVP, a teraz faszystowska TV Republika, i nikt inny! Pamiętajcie, wszystko, co wypuszcza TVP ocieka nienawiścią i kłamstwem. To, co ja Wam tutaj opisałam to też podłe łgarstwa są. Oczywiście, wszyscy zainteresowani tak to właśnie teraz przedstawiają, ale zastanawiam się – skoro są tutaj bez winy, padli ofiarą zniesławienia (bo nagle okazuje się, że działalność Pabla Moralesa czy SzB to żaden powód do dumy, wręcz przeciwnie), to dlaczego nie wytoczą procesu dziennikarzom, którzy wpadli na trop tych afer? Zwłaszcza że sądy – w większości – mają po swojej stronie?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Budowany od lat przemysł pogardy i nienawiści

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Szczerze Wam napiszę, że nie przepadam za Dariuszem Michalczewskim. Ani mnie specjalnie nie ciągnęło do jego walk, kiedy zawodowo uprawiał boks, ani tym bardziej po zakończeniu kariery. Często jak się wypowiadał, zastanawiałam się, czy przypadkiem jednak za dużo w głowę nie oberwał. Głównie dlatego, że lubił wypowiadać się na tematy polityczne, a sympatyzował raczej z tym środowiskiem, do którego mi daleko. A jednak to właśnie Dariusz Michalczewski wykazał się honorem. Napisałabym, że jak ktoś jest sportowcem to honor nie jest dla niego uczuciem obcym, ale w porę przypomniałam sobie, ilu sportowców po zakończeniu kariery zapisało się do KO, więc zrezygnowałam.

Prawy sierpowy Michalczewskiego

A o co chodzi? Otóż popularny „Tiger” wyznał niedawno, że nakłaniano go do… udziału w kampanii, nie bójmy się tego słowa, nienawiści w stronę Karola Nawrockiego. Bokser miał być namawiany do opowiadania bzdur na temat ówczesnego kandydata na prezydenta. Jakich? Pewnie zarzutów o bycie alfonsem. Michalczewski nie dość, że odmówił, to jeszcze stwierdził, że Nawrocki jest „równym gościem”. To musiał być mocny cios dla salonu, z którego jednak wywodzi się pięściarz. A skoro Michalczewski odmówił, to trzeba było ratować się postacią znaną, Jackiem Murańskim. Cóż, nie wyszło im to chyba tak, jak planowali. Zastanawiam się, czy może jeszcze Marcina Najmana nie zwerbowali, bo on ostatnio też zaczął politykować. I to tak, że zęby bolą. Bardzo rozbawił mnie jego wpis: Wielki błąd Panie Prezydencie. Historia o tym nie zapomni. Starałem się to Panu wytłumaczyć. Nie udźwignął Pan tego na temat zawetowania ustawy SAFE, czyli tego kredytu, co wszyscy wokół bardzo chcą, żebyśmy wzięli. Tak bardzo chcą, że mimo prezydenckiego weta już zapowiadają, że nam go wcisną. W ten sposób niedługo cały system prawny nam pierdzielnie, bo prezydent będzie wetował, a rząd i tak zrobi, co chce.

Depresja Szymona Hołowni?

Ofiarą ich nagonki padł również Szymon Hołownia, którego oskarżono, że… choruje na depresję. Redaktor Nizinkiewicz, który dokonał tego wielkiego odkrycia, oczywiście dał do zrozumienia, że depresja to ciężka choroba i należy wspierać takie osoby, podkreślając, że dzień, w którym pisał swojego paszkwila, akurat był Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. Swój chłop, tylko że w całym artykule sugerował, że Hołownia z racji choroby i przyjmowania leków być może nie nadawał się do sprawowania funkcji marszałka Sejmu i nie wszystkie jego decyzje były rozsądne. Pił oczywiście do zaprzysiężenia prezydenta. A skąd pan „dziennikarz” czerpał informacje? Podobno z „otoczenia” ówczesnego marszałka, bo z nim samym się nie kontaktował, po co? A wiecie jak na początku zareagowało środowisko, kiedy Hołownia napisał o wszystkim na swoich mediach społecznościowych? Ano, przyznali rację Nizinkiewiczowi. Pod jego wpisem na X-ie wyrazy wsparcia widziałam tylko… z prawej strony. Aha, i Szymon Hołownia w swoim wpisie zaprzeczył jakoby chorował na depresję.

Gorzej miał Cenckiewicz

Przyznać jednak trzeba, że po tym wpisie Nizinkiewicz i cała Rzeczpospolita przeprosiła i artykuł usunęła. Co syfu zdążyli tym artykułem narobić, narobili, ale Hołownia przeprosiny oczywiście przyjął, bo to dobry chłopak jest. Szkoda tylko, że ta cała sytuacja nie dała mu do myślenia, w jakim środowisku się tak naprawdę obraca. Bo przypomnę, że Sławomir Cenckiewicz nie miał tyle szczęścia. Szczegóły jego stanu zdrowia bezlitośnie opublikowali, sugerując, że w wyniku swojej choroby nie może sprawować funkcji, którą sprawuje, bo nie powinien mieć dostępu do pewnych akt. Tam przepychanka trwała przez kilka ładnych tygodni i nikomu nie spieszyło się Cenckiewicza przepraszać. On jest niewygodny, kiedyś dokopał się do prawdy o Wałęsie, więc cholera wie, do czego może się jeszcze dokopać. Być może dlatego aż tak bardzo atakują Karola Nawrockiego, bo też się go boją. Ostatecznie pracował w IPN-ie, cholera wie, co tam się mogło na nich wszystkich znaleźć.

Dlatego aż tak nienawidzą Nawrockiego?

Bo naprawdę nie widzę innych powodów, dla których mają go aż tak nienawidzić. To już nie wygląda tylko na frustrację po przegranych wyborach. Teraz znowu się zmobilizowali w sprawie prezydenckiego weta dotyczącego programu SAFE, o którym już wcześniej pisałam. Mnie się wydaje, że jeśli bankowi bardziej zależy, żebyś wziął kredyt, niż Tobie, to widocznie jest w tym kredycie coś takiego, co sprawia, że bardziej opłaca się bankowi go udzielić, niż Tobie brać. Zresztą mam wrażenie, że kiedyś już przerabialiśmy całkiem podobną aferę z kredytami we frankach. Dotyczyła zupełnie czego innego, jasne, ale zasady były te same. Oczywiście wyszli gorący zwolennicy Tuska, żeby protestować przeciwko temu wetu, trzymając tabliczki z obraźliwymi hasłami w stronę Nawrockiego i widocznie uznali, że taka forma przekazu skłoni prezydenta do zmiany opinii. Przodowała tam, oczywiście, Babcia Kasia, która nie przepuści żadnej okazji, żeby nie zrobić zadymy na ulicy. I Joanna Szczepkowska. Już raz o niej pisałam, więcej nie chce mi się tracić więcej czasu na tę starą wariatkę. Napiszę więc tylko, że ta pani odpaliła się tak bardzo po zwycięstwie Karola Nawrockiego, że też zaczynam się zastanawiać, czy w jej stronę również nie padła delikatna sugestia, żeby zaczęła z siebie idiotkę publicznie robić.

Żonglowanie emocjami

To jest właśnie przemysł pogardy, który zbudował Donald Tusk. Jest on tak skuteczny, że ci ludzie wciąż są święcie przekonani, że to Jarosław Kaczyński jest jedynym człowiekiem, który podzielił Polaków (nie twierdzę, że tego nie robił, ale przynajmniej taką samą robotę wykonywał tutaj Tusk – a teraz wykonuje większą) i że PiS jest partią prorosyjską. To ostatnie mnie zawsze będzie śmieszyło, bo przypominam sobie czasy po tym, co działo się w Gruzji, a potem po Smoleńsku. Ale jeśli przypomnisz o tym w dyskusji, usłyszysz jedynie, że – no właśnie – „czasy się zmieniają”. Premier doskonale wie, co robi. Pobudza nie tylko emocje, ale też najbardziej prymitywne odruchy u ludzi. Dlatego z całej ustawy łańcuchowej słyszeliśmy tylko o biednych pieskach na łańcuchach, z ustawy wiatrakowej, że Nawrocki nie chce dać Polakom tańszego prądu i tak dalej, i tym podobnie. W przypadku SAFE podjudza jednak najbardziej prymitywne ludzkie emocje, jaką jest między innymi strach.

Ryzykowna gra

Wiecie, jak działa adrenalina, prawda? W obliczu zagrożenia adrenalina pobudza ciało migdałowate – ewolucyjnie starszą część mózgu odpowiedzialną za przetrwanie. Tam nie ma miejsca na logikę, fakty czy rozsądek. Wytwarzają się najbardziej prymitywne instynkty: uciec albo zaatakować. Słyszałam o przypadku kobiety, która po jakimś potężnym wypadku samochodowym zauważyła, że jej dziecko leży pod samochodem. W jej mózgu zadziałał prosty instynkt: „ratować potomstwo”. I wiecie, że uniosła to auto? Bo adrenalina daje nam też szybkość i siłę, której byśmy się po sobie nie spodziewali. I w ten sposób właśnie działa Donald Tusk. Oczywiście, on dawkuje te emocje, zapowiada katastrofę, potem uspokaja, ale strach wciąż działa. To on, między innymi, skłonił ludzi do robienia hucpy pod Pałacem Prezydenckim. Wyglądało to żałośnie, to prawda, ale wciąż – niektóre z tych haseł były naprawdę obrzydliwe. Mam wrażenie, że premier zapomniał o jednym. Ludzie, poza emocjami, mają również uczucia. To nas odróżnia od zwierząt. I jednym z tych uczuć jest również nienawiść, a ona w połączeniu ze strachem może prowadzić do tragedii.
 
W Internecie jest coraz więcej wpisów wprost nawołujących do dokonania zamachu na prezydencie Polski. No, ale prezydent nie jest Jurkiem Owsiakiem, więc wszystko spoko. Jego życie jest mniej warte.
 
M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Niemcy na liście homofobicznych państw

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Pamiętacie olbrzymi skandal homofobiczny w Niemczech? Pewien sędzia po jednym z meczów FC Koln oświadczył się swojemu chłopakowi. Wzruszenie odebrało oczywiście wszystkim mowę. Natomiast zaledwie kilka dni później Pascal Kaiser został pobity. Oburzonych artykułów pojawiło się co nie miara, bo wiadomo… homofobia. Sama się zastanawiałam, jak to możliwe? W wyzwolonych i tęczowych Niemczech? Nie ma mowy, musiał pewnie na Polaków trafić. Inna sprawa, że w samym Berlinie dochodzi rocznie do większej liczby przestępstw, niż w całej zacofanej i nietolerancyjnej Polsce. I że za większość z nich odpowiadają imigranci. Ale to nieważne, bo „Polak też gwałci”.

„Szokujący” sprawcy

Ale do brzegu, wróćmy do tego biednego Kaisera. Rzecz miała miejsce pod koniec stycznia, teraz mamy końcówkę lutego, a sprawca wciąż nieujęty. Opieszałość policji czy po prostu… nie ma kogo ujmować? Okazuje się, że policja na razie… przeszukała mieszkanie Kaisera. Zabezpieczyła między innymi jego skrzynkę mailową, na którą miał dostawać groźby. I wyszło im, homofobom pieprzonym, że sędzia wysyłał je sobie sam. Obecnie policja bada, czy Kaiser obrażeń nie zgotował sobie sam, ewentualnie czy nie pomógł mu w tym jego partner. Na razie żaden z nich nie jest podejrzany, ale policja wysłała już sygnał, że właśnie taki scenariusz biorą w tej chwili przede wszystkim pod uwagę.

Była już Hiszpania

Zobaczymy, jak to się skończy. Niczego nie wykluczam, bo tak jak pisałam, Niemcy obecnie tak bezpiecznym państwem, że w pysk można tam zebrać codziennie i wcale to już nikogo nie zaskakuje. Ale, kurczę, nie byłby to pierwszy raz. Pamiętacie inny taki skandal w Hiszpanii, zdaje się w 2021 roku? Jakiś gej zgłosił się na policję, bo „nieznani sprawcy” mieli mu wyciąć homofobiczne hasła na tyłku. Szybko się okazało, że nieznanych sprawców było w liczbie… jeden. I wcale nie był taki nieznany, bo znał go właśnie poszkodowany gej. I sam go o to poprosił. Nie wiem, ja bym się zdziwiła, gdyby któryś z moich znajomych poprosił mnie o wycinanie sobie czegoś na d*pie, ale ja jestem nietolerancyjna, więc się nie znam.

Była Wielka Brytania

Pisałam Wam też o innej sprawie, znacznie wcześniejszej, bo z 2014 roku. Richard Kennedy zgłosił się na policję, że został pobity. I że to na pewno przez homofobię. Obrażenia były poważne, więc policja oczywiście zgłoszenie przyjęła i szybko rozpoczęła śledztwo. Osiemnastolatek przyznał się im, gdzie był wtedy na imprezie, a policja po prostu zabezpieczyła monitoring. I szybko znaleziono sprawcę. Agresywnym homofobem okazał się krawężnik, o który kompletnie pijany Kennedy wziął i się potknął. A że wypił sobie wcześniej odpowiednio dużo, to nie wpadł na pomysł, żeby jakoś zamortyzować upadek, więc wydzwonił twarzą o chodnik. Policjanci przeanalizowali dokładnie całe nagranie z tego dnia i żadnych innych homofobów nie stwierdzono. Bo chyba nie powinno się do nich wliczać grupy Brytyjczyków, którzy usiłowali chłopaka podnieść, bo biedak był tak oszołomiony rażącą nietolerancją, która go spotkała.

Teraz pora na Niemcy

Wszystko wskazuje na to, że ta historia skończy się podobnie, bo ciężko mi wyobrazić sobie, żeby niemiecka policja dzieliła się takimi wątpliwościami z opinią publiczną, gdyby nie miała przekonujących dowodów. I tak się tylko zastanawiam, czy oni nie uczą się na błędach? Była Wielka Brytania, była Hiszpania, teraz są Niemcy, a przypomnę przecież, że w Polsce też mieliśmy aferę z dziewczyną Margota, którą podobno ktoś chciał wepchnąć pod tramwaj, bo była facetem. Tylko że biedne dziewczę było w takim szoku, że nie przypomniała sobie, bidulka, gdzie to konkretnie miało miejsce. A warszawski ZTM powiedział, że żaden z motorniczych nie zgłosił takiej sytuacji, a mają taki obowiązek, żeby od razu można było zabezpieczyć nagrania.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.

Tu nie o łańcuch chodziło

Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.

Od kogo i dla kogo była ta ustawa?

No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.

Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej