Nawiasem Pisząc
Kiepskie dni na Czerskiej
Pisałam już o aferze ze Stanowskim na moim FB kilka dni temu, ale muszę jeszcze do tego nawiązać, bo inba się z tego zrobiła niesamowita. Normalnie Wybiórcza-Gate. O samym zarzewiu konfliktu nie będę się zatem wielce rozpisywała – przypomnę jedynie, że redakcja szmatławca z Czerskiej wyjątkowo nie lubi Krzysztofa Stanowskiego i postanowiła napisać o nim tekst, w którym zawarto co najwyżej półprawdy, w większości jednak manipulacje i kłamstwa. Twórca Kanału Zero postanowił więc wziąć odwet, bo z jakichś przyczyn nie spodobało mu się nazywanie go seksistą. I trzeba powiedzieć, że wyjątkowo celnie ich wypunktował. Mówiąc kolokwialnie – nie było potem co zbierać.
Maryśka nie czai bazy
Zanim jednak przejdę do meritum, wspomnę, że w swojej odpowiedzi Krzysztof Stanowski opowiedział również o innej pani dziennikarce, Marii Korcz, która rozpoczęła atak w jego stronę kilka miesięcy wcześniej – mianowicie, że śmieci w lesie i nazywa ekologów nazistami. Znowu – nie chcę się rozpisywać – napiszę jedynie, że naprawdę trzeba mieć umysł wyjątkowo niskich lotów, żeby nie załapać, że wpisy, do których odnosiła się pani Maria były ironią. I to naprawdę oczywistą. Gazeta Wybiórcza postanowiła jednak wypuścić jej odpowiedź i… cóż mogę powiedzieć… strzeliła sobie w kolano. Korcz mówiła w niej bowiem, że setki razy już słyszała, że po prostu nie zrozumiała żartu, sugerując oczywiście, że po pierwsze Stanowski ani chybi jest seksistą, bo ją bardzo nieładnie potraktował z góry, a po drugie, że zawsze jak ktoś palnie coś chamskiego i kontrowersyjnego, to potem się tłumaczy, że to był żart, ale ona, stara wyga, nigdy nie daje się nabrać i pan Krzysztof też jej nie oszuka, nie z nią takie numery. Jak mogę to skomentować? Jeśli dziewczę nie dostrzegło bijącego aż po oczach sarkazmu we wpisach Stanowskiego, to jestem skłonna uwierzyć, że faktycznie setki razy słyszała już od kogoś, że czegoś nie rozumie. Podejrzewam, że za każdym razem, kiedy otwiera usta, żeby zabrać głos w jakiejś sprawie, w odpowiedzi słyszy: „Maryśka, jak ty nic nie kumasz!”. Poza tym – jeśli ktoś Ci powtórzy coś jeden raz, to możesz uznać, że się czepia, po kilku razach powinieneś zacząć się martwić, ale jeśli stu ludzi mówi Ci to samo, to już naprawdę coś jest nie tak.
Ofiara, którą gotowi jesteśmy ponieść
Było to tak niesamowicie lekkomyślne, naiwne i zwyczajnie w świecie głupie, że aż nie do wyobrażenia. Dlatego mało kto uwierzył, że młoda przecież pismaczka zdecydowała się to zrobić z własnej nieprzymuszonej woli. Zwłaszcza że to przecież nie ona była główną bohaterką ostatniego „Dziennikarskiego Zera”. W komentarzach pojawiły się słynne, żartobliwe komentarze: „Mrugnij dwa razy”. Może się mylę, ale według mnie dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co po filmie Stanowskiego dzieje się w Internecie i jakie są ogólne nastroje, więc szczerze wątpię, żeby ładowała się na taką minę. Który młody, niedoświadczony dziennikarz chciałby, żeby na początku jego kariery śmiało się z niego pół polskiego Twixa? Dlatego podejrzewam, że Korcz została wypchnięta przez szefów (Michnik jest przecież cynicznym manipulantem, zresztą nie on jeden w tej redakcji) i myślę, że wiem w jakim celu. Poświęcono ją w imię wyższych celów i została rzucona dziennikarzowi na pożarcie. Pewnie gdyby chwycił przynętę, redakcja podsuwałaby mu kolejne, niedoświadczone i głupiutkie autoreczki, żeby je po kolei rozjeżdżał. Po którymś razie można by było napisać obszerny tekst, jakim to Stanowski jest seksistą, że tak się znęca nad swoimi młodszymi koleżankami po fachu. I że oni ostrzegali. Publicysta nie dał się jednak nabrać i odpowiedział jedynie: Szanowna Redakcjo. Jeśli macie u siebie słabsze jednostki, powinniście je chronić, zamiast wystawiać na publiczny osąd. Na tym polega odpowiedzialność za pracowników. Fakt, troszkę to było złośliwe, ale ten facet potrafi przecież ostrzej. Internauci nie byli jednak tak wyrozumiali i na najbliższe 24 godziny (jeśli nie dłużej) pani Maria stała się pośmiewiskiem Twixa. Nie wiem, czy pracodawcy się nad nią zlitowali i pozwolili w końcu schować się w domu i pochlipać w poduszkę, czy dziewczyna sama stwierdziła, że wszystko lepsze niż to – w każdym razie od czasu tej swojej wypowiedzi milczy.
Wyborcza nigdy się nie poddaje
Tam na Czerskiej mają jednak wyjątkowo mało rozwinięty instynkt samozachowawczy, bo następnie odpalił się Piotr Głuchowski, a redakcja znowu – z tylko sobie znanych powodów – postanowiła to przepuścić. To był moment, w którym Gazeta Wybiórcza strzeliła sobie w drugie kolano. Teraz pozostało im tylko czołgać się do drzwi z napisem: 'Ewakuacja”. Autor kłamliwego artykułu o Stanowskim tłumaczył, że w swoim artykule napisał wyraźnie: „Oto fragmenty tekstów” i je zacytował, „nie wchodząc w detale kto o kim i dlaczego”. I już. Tyle według niego wystarczyło. On nie widzi nic złego, że „nie wchodząc w detale” wprost zasugerował czytelnikom, że to Krzysztof Stanowski wypisywał te wszystkie wulgaryzmy, nie wydaje mu się też istotne, żeby kontekst miał jakiekolwiek znaczenie. Cała odpowiedź pana Piotra jest, rzecz jasna, ukryta za pay-wallem. Twórca Kanału Zero udostępniał na swoim Twixie fragmenty tej odpowiedzi, ale szczerze pisząc nie wiem, czy będzie chciał się jeszcze do tej sprawy odnosić. Niby znowu mogłoby być śmiesznie, niby znowu osiągnąłby świetne zasięgi, ale ile razy można się schylać? Poza tym inna mądra na Twixie (Maja Herman) zarzuciła mu ableizm (ja nie wiedziałam co to za cholera, ale podobno jest to wrogość do osób niepełnosprawnych), więc po co miałby dostarczać jej argumenty pod tę tezę? W każdym razie w Wybiórczej zadbano o to, żeby ogólnodostępny nie był ani jeden punkt (tytuł tekstu to: „Kłamstwa i manipulacje Krzysztofa Stanowskiego w 10 punktach) z… ekhm, ekhm… riposty pana Głuchowskiego. Moim zdaniem to też nie jest przypadek i nie wynika to tylko z tego, że od paru lat wszystkie ich teksty są płatne. Oni doskonale zdają sobie sprawę, że się zblaźnili, mleko się rozlało i niewiele da się już zrobić. Pozostaje im najtwardszy, żelazny elektorat, dlatego należy przekonać tych ludzi, że z tym Krzyśkiem to wcale nie tak, a inaczej; ewentualnie dostarczyć argumentów, żeby wiedzieli co mówić, gdyby któryś z nich był aż tak zdesperowany, żeby bronić ich „dobrego” imienia. W razie czego to oni zrobią z siebie idiotów, panowie dziennikarze wysłali już jedną ofiarę na stracenie i w tej chwili wystarczy. Bo jaki inny cel miałoby publikowanie niedostępnego tekstu, skoro znajduje się w nim odpowiedź na materiał, który po pierwsze był puszczony na portalu ogólnodostępnym, a po drugie obejrzało go około miliona ludzi, a pewnie drugie tyle trafiło na najbardziej kąśliwe fragmenty, które latają po Internecie. Jaki inny jest w tym sens? Ja szczerze mówiąc nie znajduję.
Mimo wszystko ta afera raczej nie wyjdzie Wybiórczej na dobre. Tekst Głuchowskiego co prawda jest zablokowany, ale komentarze można poczytać. I owszem jest parę takich, których autorzy stają po stronie pana Piotra (to ten najtwardszy, rzetelny elektorat), ale pojawiło się sporo takich, w których ludzie piszą, że taki poziom żenady i kompromitacji to za wiele nawet dla nich, więc im jest bardzo przykro, ale rezygnują z subskrypcji. <3
Gdyby ktoś nie widział, a chciałby:
Link do filmu Stanowskiego:
Link do odpowiedzi Marii Korcz:
https://twitter.com/gazeta_wyborcza/status/1770161399232135573
Link do mojego tekstu na FB:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=831512845656809&set=pb.100063943033540.-2207520000&type=3
M.
Wesprzeć nas można poprzez Patronite
Nawiasem Pisząc
To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!
Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.
Tu nie o łańcuch chodziło
Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.
Od kogo i dla kogo była ta ustawa?
No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.
Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?
M.
Nawiasem Pisząc
Smutna złego końcówka
Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?
Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia
Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:
– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?
– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*
– No pan podpisał tę ustawę.
– No dobrze, no, podpisałem.
– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.
– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…
– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?
– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.
– Żałuje pan tego?
– Nie.
Twardym trzeba być…
Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.
M.
Nawiasem Pisząc
Żenujący popis posła Treli
Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa
Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.
Podwójne standardy
Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.
M.
