Connect with us

Nawiasem Pisząc

Jak kłamać o Polsce, ale żeby się nie pokaleczyć

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Całkiem niedawno, zaraz po napisaniu posta o kolejnych przygodach Grzegorza z gaśnicą, jedna obserwująca wysłała mi krótki fragment wywiadu Radosława Sikorskiego z Krzysztofem Stanowskim, w którym podejmowali oni temat reparacji wojennych. I ten wywiad jest kolejnym objawem naszego wstydu polskości, którym zagraniczne media (chociaż polskojęzyczne) usiłują zatruć nam umysł od wielu lat. Kolejny, jeden z wielu objawów, które notorycznie bagatelizujemy. Zaraz przejdę do tego wywiadu i wybranych z niego fragmentów, ale najpierw może przypomnę parę podobnych sytuacji – których sama nie odszukiwałam specjalnie w czeluściach Internetu, bo zachowałam je sobie po prostu w głowie. Warto pamiętać, że zaczęło się to już jakiś czas temu. Serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, który miał sumiennie i szczerze rozliczyć Niemców za II wojnę światową, jednak dziwnym trafem najbardziej oberwało się żołnierzom Armii Krajowej, którzy zostali tam przedstawieni jako wcielenie zła. Należy wspomnieć, że większość „szczerych do bólu” produkcji filmowych, które miały rozliczyć II wojnę światową, nie za bardzo kwapiło się do rozliczania innej strony konfliktu, czyli Związku Radzieckiego. Za to bardzo wiele było takich, w których nie zabrakło czasu, aby rozliczyć Polaków. Mimo że nie było z czego. Mniejsze lub większe szpileczki były nam wbijane przy okazji „Listy Schindlera” czy „Pianisty”. Zwycięzców się nie sądzi. Zupełnym przypadkiem pojawiła się też książka „Malowany ptak”, w której Polacy byli przedstawieni jako moralne zera, totalne prostactwo – gorzej niż zwierzęta. I była to książka reklamowana jako autobiografia! Autor bardzo długo zarzekał się, że wszystko, co opisywał przeżył naprawdę i widział na własne oczy. Mówi się, że właśnie ze względu na to, że wszystko wyszło na jaw, Kosiński popełnił samobójstwo. A wiecie, dlaczego wyszło? Ktoś sobie policzył, gdzie był chłopiec podczas II wojny światowej i wyszło mu, że nawet małżeństwo Myrchów nie byłoby w stanie tyle kilometrówki wyrobić. Jak widać po upływie lat, pan Jerzy nie musiał z tego powodu odbierać sobie życia, bo sami Polacy nic nie zrobili. Do tej pory wielu z nich sądzi, że to prawdziwy opis prawdziwych zdarzeń i „każdy prawdziwy Polak powinien ją chociaż raz przeczytać”. I nawet przez myśl nikomu nie przeszło, że przecież pan Kosiński nie opisuje tam typowej polskiej wsi w okresie II wojny światowej, ba, on nie opisuje nawet typowej średniowiecznej wsi. Opis pasował bardziej do zagrody świń, które akurat były w stanie mordowania najmłodszego i najsłabszego prosiaka. Gdyby nie to, że mi się daty nie zgadzały, pomyślałabym, że to może jakiś odcinek „Z kamerą wśród zwierząt” w wersji pisanej.

Od czego się zaczęło?

A przechodząc już do czasów bardziej współczesnych. Czy my oponowaliśmy, kiedy Aleksander Kwaśniewski był łaskaw przeprosić Żydów za Jedwabne, w oczach całego świata, obarczając nas winą za tę zbrodnię? Nie, nikogo to nie zdziwiło, uznaliśmy, że skoro prezydent Kwaśniewski tak mówił, to musiała być prawda. Do dnia dzisiejszego trudno to obalić, chociaż z nadzieją przyznaję, że zaczynamy w końcu budzić się z marazmu. Boję się jednak, że za późno i ze zbyt małą stanowczością. Mniej więcej w tym samym czasie Aleksander Kwaśniewski przypisał wszystkie zasługi Witolda Pileckiego – Cyrankiewiczowi. Wtedy również nikt (albo mało kto) nie zareagował – na szczęście pamięć o Rotmistrzu zaczęła pukać w końcu od spodu i ostatecznie się przebiła. Dzięki Bogu, bo w sumie na niej zaczęliśmy, powoli, bo powoli, ale jednak budować na nowo fundamenty polskości i dumy narodowej. Witold Pilecki już od dawna nie żyje, a mimo wszystko dalej Polakom pomaga – już zza grobu. W tym momencie już naprawdę trzeba wstać z kolan. Ale dobrze, wróćmy do tematu. Borys Budka wpadł na antenie, zdaje się „Radia Zet”, że nie zna polskiego hymnu. Oficjalna wersja jest taka, że tak bardzo się wzruszył z powodu pisowskiego reżimu, że nie był w stanie, biedaczek, powtórzyć jego słów, ale w takie bzdury chyba wierzy tylko najtwardszy elektorat KO. Sprawa, według mnie, skandaliczna, bo jeśli polski polityk przez całe swoje życie nie był w stanie zapoznać się i zapamiętać tekstu Mazurka Dąbrowskiego, to jak my mamy wierzyć w jego patriotyzm i zaangażowanie w sprawy polskie? Ja nie wierzę. Potem mieliśmy sławne już wystąpienie Barbary Nowackiej o polskich nazistach, ale też bez wielkiego słowa sprzeciwu przyjęliśmy, że pani minister przejęzyczyła się, czytając z kartki. Przecież ona powinna tego samego dnia podać się do dymisji i zakopać jak najgłębiej, żeby ludzie zdążyli zapomnieć, że ktoś taki w ogóle istniał. No, ale przecież niepotrzebne są takie radykalne środki, przecież każdemu zdarza się przejęzyczyć. A owszem, mnie też się zdarza. Ale jeszcze nie tak, żeby Niemców pomylić z polskimi nazistami. Nie wiem, być może głównie dlatego, że nie szastam sformułowaniem „naziści”, tylko wprost piszę o Niemcach, bo z historii wiem, że była to wojna światowa, a te z reguły polegają na tym, że jedno państwo atakuje drugie i cała rzecz dzieje się na kuli ziemskiej, a nie na odległej planecie Nazis, czy skąd tam ci naziści pochodzą. A nie, dzięki naszej pani minister EDUKACJI już wiem. Proszę bardzo, jak ta kobieta pięknie edukuje młodzież. Również taką po trzydziestce. W tak zwanym międzyczasie mieliśmy też wyrzucenie wystawy Muzeum II Wojny Światowej o rodzinie Ulmów, św. Maksymilianie Kolbe czy właśnie Witoldzie Pileckim – jednego z największych Polaków. Pojawiła się też wystawa „Nasi chłopcy” w Muzeum Gdańska, w której sam tytuł mnie odrzuca. Doskonale rozumiem, że ta wystawa miała opowiadać o mężczyznach siłą wcielonych do armii Wermachtu, ale mimo wszystko… Już wiele osób pozwoliło sobie na takie porównania, więc będę kolejna, ale co mi tam: „Nasi chłopcy – Żydzi pomagający nazistom w unicestwianiu… Żydów”. Nie rozumiem, dlaczego miałoby to nie przejść?

Radosława Sikorskiego parę słów o wojnie

Tych parę przykładów, które wyszukałam sobie we własnej pamięci, zajęło mi już sporo miejsca, więc płyńmy do brzegu. Radosław Sikorski w programie Krzysztofa Stanowskiego wdał się w dyskusję na temat reparacji wojennych. I teraz warto przypomnieć całą aferę, kiedy PiS (będąc jeszcze u władzy) zapowiedział, że nie ma zamiaru kończyć walki o reparacje. Na co przedstawiciele KO bardzo się oburzyli, że jak to tak drążyć historię, że przecież nie ma dla nas wspanialszych przyjaciół niż Niemcy i nie psujmy sobie z nimi relacji. Dopóki nie otrzymali instrukcji, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa jest za tym, żeby domagać się jakiejś rekompensaty od Niemiec za szkody – a są to straty niebagatelne, bo to przez II wojnę światową potem przez kilkadziesiąt lat musieliśmy mierzyć się z komunizmem. W wykonaniu Związku Radzieckiego (przecież w Holiłódzie mówili, że to fajna armia w sumie jest, wyzwalała nas i w ogóle), więc można ironicznie powiedzieć, że to aż o dwa dobra za dużo. Dlatego też KO natychmiast zmieniła całą narrację na temat reparacji i kategorycznie stwierdziła, że reparacje będą, jak najbardziej, ale to oni muszą wygrać, bo to ich partia jest jedyną, która jest w stanie te reparacje wywalczyć. Jak to się skończyło, wszyscy pamiętamy. Usłyszeliśmy o tym od samego Donalda Tuska, który powiedział nam w lekko zawoalowany sposób, że te reparacje możemy sobie w rzyć wsadzić. To w sumie kolejny przykład, który śmiało można dodać do wcześniejszego akapitu.

OK, ale wróćmy do Radka Zdradka, bo to w sumie ciekawy wywiad. Poniżej zamieszczę Wam jego fragmenty, te najbardziej rażące:

Chodzi mi o reparacje… Pan jest ministrem spraw zagranicznych. Czy panu się podoba, jak do tego tematu podchodzą Niemcy, że na przykład…

– Chwila moment. Bo Niemcy realnie stracili.

– To mogli nie wywoływać wojny, ich sprawa.

– Dobra. Niemcy stracili na rzecz Polski 20% terytorium.

Biedni ci Niemcy. Tacy poczciwi. Przypomnę tylko, że te 20% ziem niemieckich po wojnie wyglądało niewiele lepiej niż Warszawa. Dosłownie był tam kamień na kamieniu. To, co jest teraz to już nie jest to, co nam Niemcy „łaskawie” podarowali po II wojnie światowej. To jest to, co my, Polacy, odbudowaliśmy. A że my „w zamian” straciliśmy wschodnie rubieże, to już nieważne. Przecież polski minister spraw zagranicznych powinien praktycznie zastanawiać się przede wszystkim nad tym, co stracili Niemcy i nie ma czasu kłopotać się tym, co straciła Polska, prawda?

Co dalej u Radka?

Jak zrobić, żeby sąsiad, który nam rozwalił cały kraj, poczuł się zobowiązany do tego, żeby coś nam zapłacić; dużo nam zapłacić, a nie postawić kamień w Berlinie?

Proszę mnie nie przekonywać, że Niemcy się zachowywali jak bestie i że zrujnowali nam kraj.

Czyli, jak rozumiem, Niemcy wcale się nie zachowali jak bestie i nie zrujnowali nam kraju. Hej, jak już szukamy „negowania Holocaustu”, to ja bym się zajęła tę konkretną wypowiedzią. Bo dla mnie zaganianie ludzi do zwierzęcych wagonów, w których ci często się dusili albo byli tratowani, i zawożenie (tych ocalałych) do obozów śmierci mieści się granicach zachowywania jak bestia. Wam też? Nie jestem w tym chyba osamotniona? Więc skoro nie zachowywali się jak bestia, to Holocaustu nie było, bo przecież tylko bestia mogłaby zrobić coś tak, dosłownie, bestialskiego. No, ale tam nie padło ani słowo „Holocaust”, ani słowo „Żydzi”, więc tematu nie było. Po raz kolejny mamy narrację, że w sumie podczas II wojny światowej to ucierpieli tylko Żydzi, nam się, według pana Sikorskiego, żyło jak pączkom w maśle. Ach, i w żadnym wypadku nie zrujnowali nam kraju, broń Boże. Widocznie to zdjęcie kilkunastoletniej dziewczynki pochylającej się nad swoją zastrzeloną siostrą tuż po bombardowaniach Wermachtu (z 39. roku, z września, czyli sam początek wojny), możemy sobie między bajki włożyć. Tak naprawdę Polacy sami są sobie winni, bo wywołali Powstanie Warszawskie, zamiast dalej dawać się zabijać jak psy. Bo jakby spokojnie i grzecznie się dawali zabijać, to stolica stałaby cała. Dobrze myślę? Według słów ministra Sikorskiego widocznie tak, bo naprawdę nie wiem, jak inaczej miałabym to interpretować. On potem próbował się wymigiwać od tego, że nie do końca to miał na myśli, ale przekaz jego słów był jasny: nie powinniśmy się niczego od Niemców wymagać, bo oni też stracili. A że my straciliśmy nieporównywalnie więcej, to już oj tam, oj tam. Widocznie nam, tak jak Niemcom, się należało. My straciliśmy i oni stracili. Po równo jest, prawda? No, nieprawda, ale to jest tak jasne i logiczne, że nie trzeba chyba nic więcej w tym temacie pisać. Jeśli pan minister tego nie rozumie, to jest on jedną z niewielu osób, które nie są w stanie tego pojąć. A kimże ja jestem, żeby pouczać elitę, prawda?

Nieodżałowany Maksymilian Schnepf…

Drugą sprawą, do której chciałabym się odnieść, to komentarz Instytutu Witolda Pileckiego – dzięki Lemingopedia 3.0 zapoznałam się z tą sprawą i postanowiłam ją wyróżnić w tonie innych, zjadających polskość i polską dumę, sprawach. Otóż, Instytut Pileckiego był owszem łaskawie pamiętać o obławie augostowskiej. Zamieścił nawet wpis z okazji rocznicy. Tyle tylko, że ten ich tekst sprowadzał się co jedynie do roli umniejszania zbrodni dokonanych przez Maksymiliana Schnepfa, czyli zięcia naszej wybitnej propagandystki z TVP – Doroty Wysockiej Schnepf. Otóż, Instytut Witolda Pileckiego napisał:

Porucznik Maksymilian Schnepf dowodził jednostką ludowego WP, o wielkości 110-160 żołnierzy, która zatrzymała 22 osoby, z których część nigdy nie wróciła do domu. W Obławę zaangażowanych było 45 000 żołnierzy, udział jednostki Schnepfa stanowił jedynie 2 promile tych sił.

To jest taki stos manipulacji, propagandy i zwyczajnego kłamstwa historycznego, że pozwolicie, abym odniosła się tylko do fragmentów. A zatem, odnosząc się bezpośrednio do tekstu: „z których część nigdy nie wróciła do domu”? Znaczy – co się z nimi stało? Poszli w długą? Pouciekali i założyli sobie nowe, do tej pory nieodkryte, kolonie? Czy może najzwyczajniej w świecie ktoś ich tam pomordował? Może ci ludzie nie mogli wrócić do domów, bo nie żyli? Ale uśmiechnięty Instytut Pileckiego, być może, ma inny przebieg wydarzeń. Nie wiem, ja się z góry nastawiam na złą wolę władz komunistycznych i według mnie ci ludzie zostali po prostu zabici? Bo nie wiem, jak inaczej zrozumieć to przesłanie? Nagle im się odwidziało, stwierdzili, że mają wszystko gdzieś i poszli żyć na Bieszczadach? Od Instytutu Witolda Pileckiego oczekiwałabym wprost informacji, co się z tymi ludźmi stało, zamiast lakonicznego „nie wrócili do domu”. Druga sprawa, to ta, że przecież to tylko i jedynie 2 promile. W sumie tyle, co nic, prawda? Nie ma o czym mówić – jak rozumiem, według Instytutu Pileckiego. Otóż nie, bo jak dla mnie, fakt, że pan Schnepf przyczynił się do zabicia tylko 2 promili ze wszystkich poległych osób, świadczy tylko o tym, że pan Schnepf miał iluś tam różnych odpowiedników, którzy wykonywali te same okrucieństwa i bestialstwa. Czasem większe, czasem mniejsze, nie wnikam. Ale to byli ci sami ludzie – sterowani przez tego samego kata. I tak samo posłusznie wykonujące jego rozkazy. I tutaj nie ma sensu bawienie się w tego typu liczby. Bo według mnie ci wszyscy ludzie są tak samo odpowiedzialni za tę zbrodnię. I nie ma dla mnie znaczenia, który zabił więcej, a który mniej, bo „chciałby, ale nie dał rady”. Każdego z nich czyni to odpowiedzialnym za to morderstwo.

Zastanawiam się też, dlaczego akurat nazwisko Schnepfa próbowano tu tak ocieplić? Dlaczego akurat na niego padło, skoro – jak rozumiem – osób odpowiedzialnych było więcej? I to w „różnych promilach”? Czy tylko dlatego, że pani Dorota ciągle chce być ambasadorową Polski we Włoszech? Tak tylko pytam…

 

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Budowany od lat przemysł pogardy i nienawiści

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Szczerze Wam napiszę, że nie przepadam za Dariuszem Michalczewskim. Ani mnie specjalnie nie ciągnęło do jego walk, kiedy zawodowo uprawiał boks, ani tym bardziej po zakończeniu kariery. Często jak się wypowiadał, zastanawiałam się, czy przypadkiem jednak za dużo w głowę nie oberwał. Głównie dlatego, że lubił wypowiadać się na tematy polityczne, a sympatyzował raczej z tym środowiskiem, do którego mi daleko. A jednak to właśnie Dariusz Michalczewski wykazał się honorem. Napisałabym, że jak ktoś jest sportowcem to honor nie jest dla niego uczuciem obcym, ale w porę przypomniałam sobie, ilu sportowców po zakończeniu kariery zapisało się do KO, więc zrezygnowałam.

Prawy sierpowy Michalczewskiego

A o co chodzi? Otóż popularny „Tiger” wyznał niedawno, że nakłaniano go do… udziału w kampanii, nie bójmy się tego słowa, nienawiści w stronę Karola Nawrockiego. Bokser miał być namawiany do opowiadania bzdur na temat ówczesnego kandydata na prezydenta. Jakich? Pewnie zarzutów o bycie alfonsem. Michalczewski nie dość, że odmówił, to jeszcze stwierdził, że Nawrocki jest „równym gościem”. To musiał być mocny cios dla salonu, z którego jednak wywodzi się pięściarz. A skoro Michalczewski odmówił, to trzeba było ratować się postacią znaną, Jackiem Murańskim. Cóż, nie wyszło im to chyba tak, jak planowali. Zastanawiam się, czy może jeszcze Marcina Najmana nie zwerbowali, bo on ostatnio też zaczął politykować. I to tak, że zęby bolą. Bardzo rozbawił mnie jego wpis: Wielki błąd Panie Prezydencie. Historia o tym nie zapomni. Starałem się to Panu wytłumaczyć. Nie udźwignął Pan tego na temat zawetowania ustawy SAFE, czyli tego kredytu, co wszyscy wokół bardzo chcą, żebyśmy wzięli. Tak bardzo chcą, że mimo prezydenckiego weta już zapowiadają, że nam go wcisną. W ten sposób niedługo cały system prawny nam pierdzielnie, bo prezydent będzie wetował, a rząd i tak zrobi, co chce.

Depresja Szymona Hołowni?

Ofiarą ich nagonki padł również Szymon Hołownia, którego oskarżono, że… choruje na depresję. Redaktor Nizinkiewicz, który dokonał tego wielkiego odkrycia, oczywiście dał do zrozumienia, że depresja to ciężka choroba i należy wspierać takie osoby, podkreślając, że dzień, w którym pisał swojego paszkwila, akurat był Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. Swój chłop, tylko że w całym artykule sugerował, że Hołownia z racji choroby i przyjmowania leków być może nie nadawał się do sprawowania funkcji marszałka Sejmu i nie wszystkie jego decyzje były rozsądne. Pił oczywiście do zaprzysiężenia prezydenta. A skąd pan „dziennikarz” czerpał informacje? Podobno z „otoczenia” ówczesnego marszałka, bo z nim samym się nie kontaktował, po co? A wiecie jak na początku zareagowało środowisko, kiedy Hołownia napisał o wszystkim na swoich mediach społecznościowych? Ano, przyznali rację Nizinkiewiczowi. Pod jego wpisem na X-ie wyrazy wsparcia widziałam tylko… z prawej strony. Aha, i Szymon Hołownia w swoim wpisie zaprzeczył jakoby chorował na depresję.

Gorzej miał Cenckiewicz

Przyznać jednak trzeba, że po tym wpisie Nizinkiewicz i cała Rzeczpospolita przeprosiła i artykuł usunęła. Co syfu zdążyli tym artykułem narobić, narobili, ale Hołownia przeprosiny oczywiście przyjął, bo to dobry chłopak jest. Szkoda tylko, że ta cała sytuacja nie dała mu do myślenia, w jakim środowisku się tak naprawdę obraca. Bo przypomnę, że Sławomir Cenckiewicz nie miał tyle szczęścia. Szczegóły jego stanu zdrowia bezlitośnie opublikowali, sugerując, że w wyniku swojej choroby nie może sprawować funkcji, którą sprawuje, bo nie powinien mieć dostępu do pewnych akt. Tam przepychanka trwała przez kilka ładnych tygodni i nikomu nie spieszyło się Cenckiewicza przepraszać. On jest niewygodny, kiedyś dokopał się do prawdy o Wałęsie, więc cholera wie, do czego może się jeszcze dokopać. Być może dlatego aż tak bardzo atakują Karola Nawrockiego, bo też się go boją. Ostatecznie pracował w IPN-ie, cholera wie, co tam się mogło na nich wszystkich znaleźć.

Dlatego aż tak nienawidzą Nawrockiego?

Bo naprawdę nie widzę innych powodów, dla których mają go aż tak nienawidzić. To już nie wygląda tylko na frustrację po przegranych wyborach. Teraz znowu się zmobilizowali w sprawie prezydenckiego weta dotyczącego programu SAFE, o którym już wcześniej pisałam. Mnie się wydaje, że jeśli bankowi bardziej zależy, żebyś wziął kredyt, niż Tobie, to widocznie jest w tym kredycie coś takiego, co sprawia, że bardziej opłaca się bankowi go udzielić, niż Tobie brać. Zresztą mam wrażenie, że kiedyś już przerabialiśmy całkiem podobną aferę z kredytami we frankach. Dotyczyła zupełnie czego innego, jasne, ale zasady były te same. Oczywiście wyszli gorący zwolennicy Tuska, żeby protestować przeciwko temu wetu, trzymając tabliczki z obraźliwymi hasłami w stronę Nawrockiego i widocznie uznali, że taka forma przekazu skłoni prezydenta do zmiany opinii. Przodowała tam, oczywiście, Babcia Kasia, która nie przepuści żadnej okazji, żeby nie zrobić zadymy na ulicy. I Joanna Szczepkowska. Już raz o niej pisałam, więcej nie chce mi się tracić więcej czasu na tę starą wariatkę. Napiszę więc tylko, że ta pani odpaliła się tak bardzo po zwycięstwie Karola Nawrockiego, że też zaczynam się zastanawiać, czy w jej stronę również nie padła delikatna sugestia, żeby zaczęła z siebie idiotkę publicznie robić.

Żonglowanie emocjami

To jest właśnie przemysł pogardy, który zbudował Donald Tusk. Jest on tak skuteczny, że ci ludzie wciąż są święcie przekonani, że to Jarosław Kaczyński jest jedynym człowiekiem, który podzielił Polaków (nie twierdzę, że tego nie robił, ale przynajmniej taką samą robotę wykonywał tutaj Tusk – a teraz wykonuje większą) i że PiS jest partią prorosyjską. To ostatnie mnie zawsze będzie śmieszyło, bo przypominam sobie czasy po tym, co działo się w Gruzji, a potem po Smoleńsku. Ale jeśli przypomnisz o tym w dyskusji, usłyszysz jedynie, że – no właśnie – „czasy się zmieniają”. Premier doskonale wie, co robi. Pobudza nie tylko emocje, ale też najbardziej prymitywne odruchy u ludzi. Dlatego z całej ustawy łańcuchowej słyszeliśmy tylko o biednych pieskach na łańcuchach, z ustawy wiatrakowej, że Nawrocki nie chce dać Polakom tańszego prądu i tak dalej, i tym podobnie. W przypadku SAFE podjudza jednak najbardziej prymitywne ludzkie emocje, jaką jest między innymi strach.

Ryzykowna gra

Wiecie, jak działa adrenalina, prawda? W obliczu zagrożenia adrenalina pobudza ciało migdałowate – ewolucyjnie starszą część mózgu odpowiedzialną za przetrwanie. Tam nie ma miejsca na logikę, fakty czy rozsądek. Wytwarzają się najbardziej prymitywne instynkty: uciec albo zaatakować. Słyszałam o przypadku kobiety, która po jakimś potężnym wypadku samochodowym zauważyła, że jej dziecko leży pod samochodem. W jej mózgu zadziałał prosty instynkt: „ratować potomstwo”. I wiecie, że uniosła to auto? Bo adrenalina daje nam też szybkość i siłę, której byśmy się po sobie nie spodziewali. I w ten sposób właśnie działa Donald Tusk. Oczywiście, on dawkuje te emocje, zapowiada katastrofę, potem uspokaja, ale strach wciąż działa. To on, między innymi, skłonił ludzi do robienia hucpy pod Pałacem Prezydenckim. Wyglądało to żałośnie, to prawda, ale wciąż – niektóre z tych haseł były naprawdę obrzydliwe. Mam wrażenie, że premier zapomniał o jednym. Ludzie, poza emocjami, mają również uczucia. To nas odróżnia od zwierząt. I jednym z tych uczuć jest również nienawiść, a ona w połączeniu ze strachem może prowadzić do tragedii.
 
W Internecie jest coraz więcej wpisów wprost nawołujących do dokonania zamachu na prezydencie Polski. No, ale prezydent nie jest Jurkiem Owsiakiem, więc wszystko spoko. Jego życie jest mniej warte.
 
M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Niemcy na liście homofobicznych państw

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Pamiętacie olbrzymi skandal homofobiczny w Niemczech? Pewien sędzia po jednym z meczów FC Koln oświadczył się swojemu chłopakowi. Wzruszenie odebrało oczywiście wszystkim mowę. Natomiast zaledwie kilka dni później Pascal Kaiser został pobity. Oburzonych artykułów pojawiło się co nie miara, bo wiadomo… homofobia. Sama się zastanawiałam, jak to możliwe? W wyzwolonych i tęczowych Niemczech? Nie ma mowy, musiał pewnie na Polaków trafić. Inna sprawa, że w samym Berlinie dochodzi rocznie do większej liczby przestępstw, niż w całej zacofanej i nietolerancyjnej Polsce. I że za większość z nich odpowiadają imigranci. Ale to nieważne, bo „Polak też gwałci”.

„Szokujący” sprawcy

Ale do brzegu, wróćmy do tego biednego Kaisera. Rzecz miała miejsce pod koniec stycznia, teraz mamy końcówkę lutego, a sprawca wciąż nieujęty. Opieszałość policji czy po prostu… nie ma kogo ujmować? Okazuje się, że policja na razie… przeszukała mieszkanie Kaisera. Zabezpieczyła między innymi jego skrzynkę mailową, na którą miał dostawać groźby. I wyszło im, homofobom pieprzonym, że sędzia wysyłał je sobie sam. Obecnie policja bada, czy Kaiser obrażeń nie zgotował sobie sam, ewentualnie czy nie pomógł mu w tym jego partner. Na razie żaden z nich nie jest podejrzany, ale policja wysłała już sygnał, że właśnie taki scenariusz biorą w tej chwili przede wszystkim pod uwagę.

Była już Hiszpania

Zobaczymy, jak to się skończy. Niczego nie wykluczam, bo tak jak pisałam, Niemcy obecnie tak bezpiecznym państwem, że w pysk można tam zebrać codziennie i wcale to już nikogo nie zaskakuje. Ale, kurczę, nie byłby to pierwszy raz. Pamiętacie inny taki skandal w Hiszpanii, zdaje się w 2021 roku? Jakiś gej zgłosił się na policję, bo „nieznani sprawcy” mieli mu wyciąć homofobiczne hasła na tyłku. Szybko się okazało, że nieznanych sprawców było w liczbie… jeden. I wcale nie był taki nieznany, bo znał go właśnie poszkodowany gej. I sam go o to poprosił. Nie wiem, ja bym się zdziwiła, gdyby któryś z moich znajomych poprosił mnie o wycinanie sobie czegoś na d*pie, ale ja jestem nietolerancyjna, więc się nie znam.

Była Wielka Brytania

Pisałam Wam też o innej sprawie, znacznie wcześniejszej, bo z 2014 roku. Richard Kennedy zgłosił się na policję, że został pobity. I że to na pewno przez homofobię. Obrażenia były poważne, więc policja oczywiście zgłoszenie przyjęła i szybko rozpoczęła śledztwo. Osiemnastolatek przyznał się im, gdzie był wtedy na imprezie, a policja po prostu zabezpieczyła monitoring. I szybko znaleziono sprawcę. Agresywnym homofobem okazał się krawężnik, o który kompletnie pijany Kennedy wziął i się potknął. A że wypił sobie wcześniej odpowiednio dużo, to nie wpadł na pomysł, żeby jakoś zamortyzować upadek, więc wydzwonił twarzą o chodnik. Policjanci przeanalizowali dokładnie całe nagranie z tego dnia i żadnych innych homofobów nie stwierdzono. Bo chyba nie powinno się do nich wliczać grupy Brytyjczyków, którzy usiłowali chłopaka podnieść, bo biedak był tak oszołomiony rażącą nietolerancją, która go spotkała.

Teraz pora na Niemcy

Wszystko wskazuje na to, że ta historia skończy się podobnie, bo ciężko mi wyobrazić sobie, żeby niemiecka policja dzieliła się takimi wątpliwościami z opinią publiczną, gdyby nie miała przekonujących dowodów. I tak się tylko zastanawiam, czy oni nie uczą się na błędach? Była Wielka Brytania, była Hiszpania, teraz są Niemcy, a przypomnę przecież, że w Polsce też mieliśmy aferę z dziewczyną Margota, którą podobno ktoś chciał wepchnąć pod tramwaj, bo była facetem. Tylko że biedne dziewczę było w takim szoku, że nie przypomniała sobie, bidulka, gdzie to konkretnie miało miejsce. A warszawski ZTM powiedział, że żaden z motorniczych nie zgłosił takiej sytuacji, a mają taki obowiązek, żeby od razu można było zabezpieczyć nagrania.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.

Tu nie o łańcuch chodziło

Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.

Od kogo i dla kogo była ta ustawa?

No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.

Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej