Nawiasem Pisząc
Inkluzywne poglądy Rafała
Pewnie słyszeliście już o nowych pomysłach Rafała ze stolicy? I nie chodzi już nawet o strefę świeżego powietrza (czy tam wolną od spalin), która startuje za około sześć tygodni. O tym już wszyscy wiedzą, że jest kretyńskim pomysłem. Chyba wczoraj czytałam opinię pewnego kierowcy, który musiał przejechać z punktu A do punktu B i postanowił sprawdzić nową trasę, ponieważ stara przebiegała przez tereny, które Trzaskowski – w przypływie geniuszu – postanowił zablokować dla większości aut. Mężczyzna nadłożył kilkanaście kilometrów i wydłużył czas swojej podróży do około czterdziestu minut. Nie wiem, jak prezydentowi Warszawy wyszło, że dłuższa trasa i czas jazdy pozytywnie wpłyną na klimat i płonącą planetę. Mnie się wydawało, że powinno mu raczej zależeć na tym, żeby ten czas jazdy maksymalnie skrócić. To jest tak samo skuteczne, jak ekoterroryści przyklejający się do jezdni – też im się nie dodało, że stojące w korku z włączonymi silnikami samochody nie są tym, na czym powinno im zależeć. Ale to może po prostu chodzi o to, żeby kierowcy oberwali po kieszeniach, bo za paliwo, które – nie wiedzieć czemu – wciąż nie kosztuje 5,19 zł, będą musieli płacić oni – a nie pan prezydent czy idiota z klejem.
Gdzie z tym krzyżem, panie urzędniku!?
Nie, nie, ten pomysł już wszyscy zdążyli wyśmiać, więc Rafałek wpadł na następny. Zdecydował o zdjęciu krzyży z urzędów miasta – pracownicy symboli religijnych nie powinni mieć ich nawet na swoich biurkach. Trzaskowski łaskawie zgodził się na medaliki. I spoko, bo według mnie urząd miasta też nie jest miejscem, do którego chodzę, żeby się pomodlić. Nigdy mi te krzyże tam nie przeszkadzały i nie do końca rozumiem, czemu kogokolwiek miałyby denerwować, bo one tam tylko wisiały. Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek zwracał na nie uwagę. Takie zachowania kojarzą mi się ze szczeniackim gimboateizmem, którym widocznie zaraził się pan i władca stolicy. Jestem w stanie jednak tę decyzję zrozumieć, chociaż uważam, że ingerencja w to, co pracownicy mogą mieć na swoich biurkach jest przesadzona. Ktoś chce mieć jakieś symbole religijne przy swoim miejscu pracy, to niech sobie ma i nikogo nie powinno to interesować. Może ktoś potrzebuje się pomodlić o cierpliwość do klientów? Cały czas coś mi tu jednak zgrzyta, bo pan Rafał kiedyś odpalał świece chanukowe pod Pałacem Kultury i Nauki. I wydaje mi się, że na tę okazje nałożył nawet jarmułkę, żeby udowodnić, że potrafi podlizywać się Żydom jak nikt inny. Może nawet któryś z nich łaskawie poklepał go po ramieniu. Ale… czy świece chanukowe i jarmułka nie są przypadkiem symbolami religijnymi, na których usunięciu z przestrzeni publicznej tak zależy prezydentowi? Widzicie, to podobna hipokryzja, co w Sejmie. Wykrzykują bojownicze hasełka o zdejmowaniu krzyża w Sejmie, bo wiadomo, że jest to największy problem, z jakim zmagają się Polacy (to i zakaz aborcji, rzecz jasna), więc nie można czekać ani minuty dłużej, a potem pędzą na złamanie karku robić szopkę przy żydowskiej chanuce i mało brakowało, żeby jeszcze przedstawicielom tej religii nie dygnęli. A może nawet dygnęli, nie wiem, ten akurat cyrk w Sejmie szczęśliwie przegapiłam. Wiem, że był. Zastanawiam się też, jak zachowałby się Trzaskowski, gdyby urzędnicy postanowili się zbuntować i na przykład trzech z nich przyniosło jednak do pracy na swoje biurka symbole religijne – dajmy na to, że chrześcijański, żydowski i muzułmański? Co wtedy zrobiłby Rafcio? Konsekwentnie ukarałby całą trójkę i kazał zabrać wszystkie dewocjonalia? Udawałby, że tego nie widzi, żeby nie wyjść na idiotę (jak wiadomo, jest on powszechnie znany z tego, że unika sytuacji kompromitujących dla siebie, prawda?) czy kazałby się wynosić tylko katolikowi, a w pozostałych dwóch przypadkach grzecznie się ukłonił. Naprawdę jestem ciekawa.
Być neutralnym jak Rafał!\
No, ale urząd miasta ma być miejscem świeckim i – uwaga, uwaga – neutralnym światopoglądowo. Dlatego też pracownicy będą musieli teraz pytać swoich petentów, jakimi zaimkami mają się do nich zwracać. Znaczy – podobno mają pytać osoby niebinarne, ale nikt chyba tego nie ma wytatuowanego na czole? A ja bym się na przykład źle poczuła, gdyby ktoś się mnie zapytał, czy aby na pewno jestem kobietą. I co najważniejsze – jaka jest forma nijaka, znaczy niebinarna, od słów „Pan/Pani”? Panu? Pano? Panx? Pxn?Panoramix? Dlaczego prezydentowi Warszawy zależy na tym, żeby jego urzędnicy łamali sobie języki? No, weź tu obsłuż gościa, który życzy sobie, aby ktoś zwracał się do niego z iksem? „Czy wypełniłx już Pxn ten wniosek? Podpisałx się Pxn pod nim? Czy mx Pxn aktualny dowód? Taaak, bardzo mi przykro, że mx Pxn tam wpisaną nie swoją płeć, to oburzające. Proszę podać właściwą, natychmiast to poprawimy i jeszcze wypłacimy Pxnx odszkodowanie!”. Pan Rafał naprawdę stał się już parodią samego siebie. Chyba nie ma bardziej lewicowego polityka w Platformie, która – przypomnijmy – zaczynała jako partia centroprawicowa. Gdybyście przeczytali ich postulaty z początków istnienia, to przecieralibyście oczy ze zdumienia. Ochrona życia, niezależność państwa polskiego od Unii Europejskiej. Śmiech na sali. Oni oczywiście twierdzą, że zmienili poglądy na skutek samorozwoju i ewolucji, ale na Boga, samorozwój i ewolucja nie działa tak, że z owcy zrobi się krokodyl albo na odwrót. Zresztą, ewolucja przebiega bardzo powoli, a przypominam tylko, że przecież oni parę miesięcy temu chcieli wpuszczać wszystkich uchodźców na granicy białoruskiej do Polski. I utrudniali pracę Straży Granicznej jak tylko mogli. Biedna Basia Kurdej-Szatan już nawet nie wie, jakimi wulgaryzmami rzucać w Internecie, więc milczy i udaje, że tematu nie ma. A może uczy się interpunkcji. Wracając zaś do tej neutralności światopoglądowo – najbardziej neutralny jest pan Rafał, dlatego kazał kiedyś podświetlić PKiN na tęczowo. Według niego na tym polega ta cała neutralność. Ma ona miejsce wtedy, kiedy możesz, a nawet musisz głosić poglądy, które podobają się Trzaskowskiemu, ale pod żadnym pozorem nie możesz głosić tych, które ranią jego miękkie serduszko. Bo ma być neutralnie, ale inkluzywnie!
Sprawa jest tak komiczna, że usłyszeli o niej aż za oceanem. Odniósł się do niej nawet sam Elon Musk. Wyobrażam sobie, jak prezydentowi stolicy zaświeciły się oczy, kiedy usłyszał, że ten facet coś o nim napisał. Niestety mina mu potem pewnie zrzedła, bo Musk wcale nie napisał, że joł, jaki super prezydent, wreszcie jest tolerancja i inkluzywność w tej zacofanej Polsce. Stwierdził jedynie, że bezwstydnie kopiuje on najgłupsze pomysły z USA.
I że to żenada trochę jest.
M.
Wesprzeć nas można poprzez Patronite
Nawiasem Pisząc
To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!
Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.
Tu nie o łańcuch chodziło
Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.
Od kogo i dla kogo była ta ustawa?
No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.
Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?
M.
Nawiasem Pisząc
Smutna złego końcówka
Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?
Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia
Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:
– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?
– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*
– No pan podpisał tę ustawę.
– No dobrze, no, podpisałem.
– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.
– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…
– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?
– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.
– Żałuje pan tego?
– Nie.
Twardym trzeba być…
Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.
M.
Nawiasem Pisząc
Żenujący popis posła Treli
Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa
Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.
Podwójne standardy
Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.
M.
