Connect with us

Nawiasem Pisząc

Francuzi mistrzami w szacunku i tolerancji!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Parę dni temu, kiedy pisałam o tym, że Francuzi do niesienia olimpijskiego znicza zaprosiła między innymi dwóch transseksualistów, wspominałam o tym, że te Igrzyska mogą być najbardziej kompromitujące w dziejach. No, może poza tymi, które odbyły się w latach 30-tych w stolicy III Rzeszy, ale w sumie nie jestem przekonana. Chodziło mi oczywiście o niezaspokojone tłumy lekarzy i inżynierów, którzy trochę już w tym Paryżu zdążyli nabroić, ale były to pojedyncze przypadki, które – zdaniem organizatorów – na pewno niczego nie dowodzą. Martwiłam się po prostu o bezpieczeństwo sportowców i kibiców. Cóż, mleko już się rozlało. Nawet jeśli, jakimś cudem, te Igrzyska będą najspokojniejsze ze wszystkich, zostaną one zapamiętane z innego powodu. I mam wrażenie, że nie do końca o taką pamięć zabiegali organizatorzy, chociaż zadaję sobie pytanie, jakim cudem mogli nie przewidzieć, że niektóre fragmenty piątkowej uroczystości wywołają takie, a nie inne reakcje? Chodzi oczywiście o obrzydliwą i obrazoburczą Ceremonię Otwarcia tych Igrzysk.

Równi i równiejsi

Zacznijmy może od kwestii mniej kontrowersyjnych, czyli prezentacji drużyn narodowych, które w ciągu najbliższych dwóch tygodni walczyć będą o medale. Pomysł niby oryginalny i nietuzinkowy, bo dlaczego by nie zrobić tak, że te reprezentacje będą przepływały na promach i machały do widzów, będzie szybciej, prościej, równiej (?) – bo tę ostatnią wartość organizatorzy najczęściej podkreślali w swojej „artystycznej” wizji. Wyszło tak sobie, bo w efekcie wszystkie reprezentacje wpłynęły tak jakby w tle… Szybko, niezbyt widowiskowo, stojąc w deszczu, poupychani jak konfitury w piwnicę i oddzieleni od następnej reprezentacji barierkami, bo przecież nie można było załatwić jednego promu dla jednej reprezentacji, wszak to miały być najtańsze Igrzyska w historii, więc gdzieś tę kasę należało przyoszczędzić. Okazało się, że na sportowcach najlepiej. Łajba z reprezentacją Polski ponoć nie miała nawet dostępu do toalety, o kartonowych wyrach nawet nie będę wspominała. Może o to chodziło z tą „równością”, żeby wybitni sportowcy spali dokładnie w takich samych warunkach, bo bezdomni inżynierzy i lekarze? Prawdopodobnie, bo w samych Igrzyskach za dużo tej równości nie było widać. Zacznę od tego, że już sama prezentacja drużyn wypadła według mnie bardzo rozczarowująco. Pamiętam, jak to się odbywało, w latach poprzednich i zazwyczaj te reprezentacje w kolejności alfabetycznej wchodziły na bieżnię stadionów narodowych. I, owszem, było widać, że niektóre są skromne, inne dużo liczniejsze, ale każda miała mniej więcej tyle samo czasu, każda mogła się zaprezentować jak chce, każda była widoczna i oklaskiwana, każda mogła chociażby zaprezentować swoje stroje. A teraz? Wspomnę jedynie, że reprezentantów Polski pokazywano z jednej kamery i nie zadbano nawet o to, żeby wytrzeć ją z kropel, bo w efekcie widzieliśmy, że coś czerwonego mignęło nam mignęło, jak się wytężyło wzrok, to nawet można było zauważyć małe biało-czerwone flagi, którymi nasi sportowcy machali do widzów. Ale dotrzeć poszczególne twarze, chociażby naszej chorążej Anity Włodarczyk, już nie było tak łatwo. Ot, tam sobie gdzieś przepłynęła pomiędzy setką takich samych reprezentacji. No, może jeszcze sportowcy z USA byli widoczni, bo oni tradycyjnie wysłali bardzo liczną ekipę, więc dało radę ich wszystkich upchnąć tylko na jednym promie. Zastanawiam się tylko, w jaki sposób zaprezentowali tam tę całą równość. Na pewno starali się ją ubrać w łatki nijakości i przeciętności, ale wyjaśni mi ktoś w takim razie, czemu niektóre reprezentacje miały super wypasione promy (chociaż przy tej liczbie pasażerów pewnie nie robiło to wielkiego wrażenia, bo i tak ledwo co się tam dało ruszyć), inne wsadzano po kilka na jednej łódce, a te najmniejsze wpływały jakimiś kutrami rybackimi, bo się nie chciało Francuzom jakichś lepszych warunków im zapewnić. I pewnie tylko kompletnym przykładem reprezentacje, które zostały tak potraktowane pochodziły z jakichś najbiedniejszych, afrykańskich państw. To nie ma nic wspólnego z równością, za to z rasizmem, z którym tak walczycie, już jak najbardziej. A te barierki, którymi oddzieliliście jedne drużyny od innych kojarzył mi się już typowo z apartheidem. Brawo, Francja!

Wolność bez granic

Chciałam o tym napisać parę słów, bo uderzyło mnie to w oczy, kiedy oglądałam ceremonię otwarcia, chociaż nie ukrywam, że do tamtego momentu bardziej mnie śmieszył ten cały cyrk, niż irytował. Faktem jest, że byłam zawiedziona sposobem prezentacji poszczególnych zespołów, w tym przede wszystkim Polki, ale nie potrafiłam się nie uśmiechnąć, kiedy oczywiste różnice między poszczególnymi reprezentacjami widać było jak na dłoni, a organizatorzy uwidaczniali je jeszcze, inaczej traktując malutką reprezentację np. Czadu, a inaczej amerykańską potęgę. Ale niestety hasło „równość” nie była jedynym, jakie Francuzi postanowili wciągnąć na swoje sztandary. Jak wyglądała równość w ich wykonaniu, już Wam napisałam, a jak dumna Francja wyobraża sobie wolność? Na pewno nie tak, jak wyobraża ją sobie większość cywilizowanych osób. U nich wolność to po prostu zabawa, bez końca i bez poszanowania jakichkolwiek granic. Ich wolność była ważniejsza niż poszanowanie zasad olimpijskich, które powstały po to, aby Igrzyska Olimpijskie były tylko i aż świętem sportu, bez polityki, podziałów czy braku szacunku. Brakiem szacunku było wciskanie mniejszych, afrykańskich reprezentacji do jakichś starych kutrów pływackich. Brakiem szacunku było również to, co zrobiono z wiarą chrześcijańską, z „Ostatnią Wieczerzą” Leonarda da Vinci, która przedstawiała ważne dla wszystkich chrześcijan wydarzenie z życia Jezusa Chrystusa. I nie udawajmy, że oni nie chcieli zrobić tego, co zrobili; że nie spodziewali się reakcji; że to był tylko wyraz artystyczny, a chrześcijanie jak zwykle mają kija w tyłku i są za głupi, żeby zrozumieć „SZTUKĘ”. Nie wiem, być może efekt z nierównym traktowaniem różnych reprezentacji wyszedł im przez przypadek, bo nie przewidzieli, nieszczęśnicy, że mała pływacka łajba z kilkuosobową reprezentacją jakiegoś małego, afrykańskiego państwa popierdywała z całą mocą swojego zużytego silnika, byle tylko nie zostać zatopiona przez wielgachne promy niektórych innych reprezentacji, ale na pewno doskonale wiedzieli, co robią, kiedy na scenę wychodziła jakaś otyła niewiasta, która miała odgrywać Chrystusa. Doskonale wiedzieli, co robią, kiedy przed takim wizerunkiem Jezusa zaczął swój obsceniczny taniec gruby, nagi mężczyzna, pomalowany jedynie na niebiesko, który prawdopodobnie odgrywał Bachusa/Dionizosa. Z pełną premedytacją urządzono na stole, symbolizującym ten z Ostatniej Wieczerzy, jakiś pokaz mody społeczności LGBT i ogólnie festiwal rozwiązłości, za jaką zresztą niegdyś uchodziły bachusowe „dożynki”. Oni doskonale wiedzieli, że jest to połączenie odrzucające chrześcijan, przeciwko któremu chrześcijanie ostro się od wielu lat buntują. Z pełną premedytacją połączono obrzydliwą parodię chrześcijaństwa z rozwiązłym i obrzydliwym stylem życia. Z poczuciem satysfakcji reżyserowano sceny orgii na stole, z którego miał spożywać Jezus Chrystus. Oczywiście, teraz udają wielce zaskoczonych, bo przecież nie wiedzieli, że ich radosny performance może sprawić komuś przykrość. I puszczają w świat przekonanie, że jak zwykle tylko chrześcijanom się coś nie podoba, nikt inny nie ma pretensji. Patrzcie, tylko chrześcijanie burzą się, że mniejszości seksualne domagają się „swoich praw” i chcą kochać, tak jak czują, bla, bla, bla. Ale, przepraszam bardzo, o co mieli oburzać się żydzi i muzułmanie? W którym miejscu zrobiliście sobie jaja z Mahometa, tak jak zrobiliście to z Chrystusem? W którym momencie uderzaliście również w religię żydowską? Który z symbolów tych dwóch religii został podczas tego wielkiego, sportowego święta potraktowany tak, jak mająca olbrzymie znaczenie dla wiary chrześcijańskiej, Ostatniej Wieczerzy? Dziwnym trafem mi jakoś umknęły. Wcale mnie to nie dziwi, bo muzułmanie Was już wychowali po zamachach na redakcję czasopisma „Charlie Hebdo”, Izrael już od ładnych paru lat terroryzują cały świat oskarżeniami o antysemityzm, więc tutaj już odwagi zabrakło, ale uderzać w chrześcijan, czemu nie? Francja z „najstarszej córy Kościoła” przeobraziła się w „ostatnią kurtyzanę” – na własne życzenie i na naszych oczach. To, co widzieliśmy w piątkowy wieczór to nie tylko upadek obyczajów. To upadek cywilizacji. I nie dajcie się nabrać ich tłumaczeniami, że inspirowali się „Ucztą bogów” Belliniego, a katolicy są głupi i nie znają się na sztuce. Przede wszystkim Belliniego, nie Biljerta, jak usiłują teraz to wszystkim wmówić, bo sami są w temacie sztuki niesamowicie obeznani. Zrobili to tylko dlatego, że smród rozpętali większy, niż sami się spodziewali. Reżyserem tej ohydy jest wielki entuzjasta społeczności LGBT, a Barbara Butch, która w przedstawieniu wystąpiła w roli Chrystusa sama o sobie mówi, że jest „żydowską, queerową lesbijką” i „jest z tego dumna. Po ceremonii wrzuciła zresztą na swoim profilu zdjęcie „Ostatniej wieczerzy” da Vinciego, które podpisała: Oh yes! Oh yes! The new gay testament. To chyba wystarczy jako komentarz do ich stanowiska, że „katolicy jak zwykle nic nie zrozumieli”. Zrobili to z pełną świadomością.

Wolność słowa w nowej, niezależnej TVP

Na osobny komentarz zasługuje zawieszenie Przemysława Babiarza. Powodem była skandaliczna wypowiedź komentatora, której największym grzechem jest to, że okazała się ona prawdą. Babiarz krótko bowiem skomentował utwór „Imagine” Johna Lennona wizją komunizmu. Artysta sam powiedział, że ta jego piosenka to właściwie „manifest komunistyczny, chociaż nie jestem komunistą i nie należę do żadnego ruchu”. W którym więc momencie, pan Przemysław powiedział nieprawdę? Dlaczego te jego słowa tak bardzo uraziły obecne TVP, że od razu komentatora zawieszono, a pewnie niedługo zostanie mu dostarczone wypowiedzenie? „Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie. Informujemy, że po wczorajszych skandalicznych słowach Przemysława Babiarza, został on zawieszony w obowiązkach służbowych i nie będzie komentował zmagań podczas Igrzysk Olimpijskich” – czytamy w oświadczeniu. Chwilę wcześniej przytaczałam słowa samego Lennona, więc gdzie tu skandal, chciałam dopytać? Nowe władze TVP wiedzą lepiej, o czym było dane dzieło, niż jego autor? Czy może tak bardzo boją się, że iluś tam osobom otworzą się oczy, że rządzą nami postkomuniści, którzy znów próbują uleczyć świat swoją wizją, wykorzystując do tego młodych, zagubionych i zmanipulowanych ludzi? Innej możliwości nie widzę, a wiemy przecież, że nowe władze są zależne od przywódcy partii, która była zakładana przez komunistów i sporo w swoich szeregach ma entuzjastów tego reżimu. Ta sama partia szykuje nam ustawę, która kompletnie zamknie nas usta, a wszystko to ładnie opakują w szaty „walki z mową nienawiści”. Czyli, jak to u marksistów bywa, znowu gówno owinięte w ładny, kolorowy papierek. Czy Polacy są już zdolni do oczywistej, wydawało się, koncepcji, że gówno opakowane w ładny papierek nie stanie się nagle czekoladką pod wpływem pełnych tolerancji i miłości wypowiedzi dookoła niego. Wręcz przeciwnie, dalej pozostanie gównem, tylko że być może my już nie będziemy mogli tego powiedzieć. Będziemy musieli zajadać się ze smakiem. Zresztą, mówimy tu o partii, która – z polecenia swojego fuhrera – publicznie karze swoich posłów za to, że nie zagłosowali tak, jak sobie tego życzy fuhrer Tusk. Mowa oczywiście o tej śmiesznej uchwale legalizującej aborcję, którą to nasz Sejm dzięki Bogu uwalił, chociaż nie wiadomo na jak długo. Tusk darował tylko jednemu, który wtedy przebywał w szpitalu (ludzki pan!), pozostali zostali co najmniej zawieszeni, bo obecny premier Polski nigdy nie był politykiem, który szanowałby czyjeś poglądy. W jego partii poglądy każdy może mieć, jakie chce, tylko żeby za bardzo się z nimi nie obnażał. A w Sejmie mają głosować tylko tak, jak dyscyplina partyjna nakazuje. Tyle znaczy wolność słowa według partii Donalda Tuska. Bo prawo ma być takie, jak on sobie wyobraża, że jest. I to powinno nam wystarczy, żeby go przestrzegać. Z wielkim uśmiechem na twarzy, rzecz jasna.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Zły wpis w złym momencie

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Ten wpis Jana Grabca pojawił się już kawał czasu temu. Zapisałam go sobie z planem opublikowania w ciągu maksymalnie 2-3 dni, a że z planów wyszła figa z makiem – jeszcze raz przepraszam. Mimo to, wracam do niego, bo niesamowicie mnie on uwiera. I nie potrafię sobie odpuścić, bo to był po prostu wpis wybitnie głupi… i zły. Już nie będę odnosić się do tego, że Polska w 1939 roku sama sobie szukała wrogów (w domyśle, jak rozumiem, mam sobie dopowiedzieć: „ma co chciała”?), bo że jest to bzdura, chyba wszyscy wiemy doskonale. Świeżo po odzyskaniu niepodległości myśleliśmy sobie, jak tu się jeszcze pogrążyć. Za dobrze nam było. Koniecznie musieliśmy coś pokomplikować, no i nam się oberwało… To już tak ironicznie piszę, z czystego przyzwyczajenia, bo głupotę naszych polityków można tylko ironizować – cóż nam innego pozostało? Albo gorzkie łzy, albo pusty śmiech. Ja zresztą doskonale rozumiem, co autor miał na myśli, bo to były echa ustnej (a raczej internetowej) przepychanki Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem, wynikającej z tego, że ten pierwszy powiedział parę słów na temat Powstania Wielkopolskiego, a ten drugi wściekł się, że „znowu mu Niemcy atakujo”. Klasyka, przyzwyczailiśmy się. Do tego, że politycy KO dwoją się i troją, żeby wyciągnąć swojego szefa za każdym razem, kiedy się kompromituje – też.

Nasi przyjaciele, Niemcy

Nawet niespecjalnie uwiera mnie to, że oni mają Niemców za naszych najwspanialszych, bezinteresownych przyjaciół. Nie chce mi się tłumaczyć, że podchodzenie z nieufnością i sceptycyzmem to nie to samo, co usilne szukanie sobie wroga. Kto umie patrzeć, ten widzi, że Niemcom na przyjaźni z nami akurat nie zależy. Nikt nie twierdzi, że lada dzień zaatakują nas dronami, rakietami i czołgami, ale łudzenie się, że im zależy na jakimkolwiek naszym rozwoju gospodarczym jest głupotą. Ja w ich postulatach, decyzjach i ogólnym zachowaniu dostrzegam raczej chęć zrobienia sobie z nas skupiska rzeczy niepotrzebnych. Bo te wiatraki od Siemensa nie sprzedają się tak, jakby chcieli; bo tych elektrycznych super-luksusowych samochodów z do połowy rozładowaną baterią nikt już u nich nie chce, a po co mają się marnować? Ekonomia! Ach, i tutaj nie wszyscy inżynierowie i chirurdzy się dobrze zaaklimatyzowali, więc możemy się podzielić! Tych to oddamy nawet za darmo, znajcie nasze dobre serca! Wszystko się da przecież po dobroci załatwić. Wystarczy rozmawiać, a Wy, drodzy Polacy, i wiatraczki będziecie mieć, i zużyte auta elektryczne, a w ramach promocji dorzucimy Wam chirurgów z Afryki, bo plotki jakieś chodzą, że u Was w tej ochronie zdrowia to tak nie bardzo, prawda? No, to macie, przyjmijcie. I nie narzekajcie. My to wszystko z dobrego, szczerego serca robimy. Odrobinę wdzięczności tylko wymagamy, to chyba nie za dużo? Zamienili po prostu jedną metodę na drugą.

Śmiać się, żeby nie płakać

Dobrze, bo znowu się nabijam, a temat jednak poważny. Z drugiej strony, jak tu się nie śmiać, skoro ostatnie wystąpienia premiera na arenie międzynarodowej skończyły się tak, że nie dość, że sami sobie reparacje wypłacimy, to jeszcze podarujemy je Ukraińcom w imieniu Rosjan. Tacy skuteczni jesteśmy! Śpimy na pieniądzach, Drodzy Obserwujący, i w dupach nam się poprzewracało, tyle Wam napiszę. Przyznajcie jednak szczerze – jak tu nie kpić z czegoś takiego? Ten wpis brzmi słabo z jeszcze innej strony. Reprezentanci naszego państwa pozwalają sobie na takie bezmyślne wpisy w czasie, kiedy historia jest notorycznie zakłamywana, bo państwa, które w przeszłości przelewały najwięcej krwi w imię nie wiadomo czego, dzisiaj nie bardzo chcą się do tej swojej ponurej historii przyznawać. Lepiej rozmydlać winę na inne narody. A jak jest okazja, to i nakłamać do potęgi. Przecież ten tekst powstał w czasach, kiedy nasi wspaniali sąsiedzi postawili uporać się z własną historią na swój sposób za punkt honoru.

Konsekwentne rozmydlanie win

W czasach, kiedy Niemcy nie ograniczają się tylko do tłumaczenia o złych nazistach, którzy napadli i ich zmusili – za to coraz bardziej otwarcie mówią, że Polska w sumie tę II wojnę światową sprowokowała, a w ogóle to nie przesadzajcie. Kiedy Izrael łaskawie przyznaje, że OK, Holocaust to głównie Niemcy, ale nie tylko, bo Polacy im pomagali – i gdyby nie oni, to by im się na pewno nie udało. Kiedy jakakolwiek pamięć o Wołyniu jest uciszana narracją o ruskich trollach, a w ogóle to Ukraińcy nie chcieli, ale musieli, bo Polacy im cerkwie zamykali. Takie tłumaczenie to już klasyka. I weź wytłumacz własnym rodakom, że tak barbarzyńskie tortury stosowane na Polakach być może nie są współmierną karą za zamknięcie iluś tam cerkwi. Nie wspominając już o Rosjanach, którzy za Jelcyna przyznali się do Katynia, za Putina już im się coś nie zgadza (oglądałam kiedyś materiał, w którym pytano właśnie Rosjan o Katyń – wielu z nich jest przekonanych, że ten Katyń to zbrodnia… niemiecka), ale czegokolwiek by tak naprawdę nie zrobili, powinniśmy im być wdzięczni, bo nas wyzwolili. Wyzwolili, prawda? Czas, żebyśmy przyjęli to na klatę. A to, że oni po prostu odpierali Niemców na naszym terytorium; że to wyzwolenie polegało na mordowaniu, gwałceniu, podpalaniu czy rabowaniu i że zaraz potem zniewolili nas znowu na ponad czterdzieści lat, to już trudno. Wyzwolili, to wyzwolili. Takie są fakty, a z nimi się podobno nie dyskutuje.

Kiepscy asystenci

To, że inne państwa, którym ciąży niezbyt chlubna historia, próbują się od niej odgrodzić i rozmemłać tę winę na wszystkich wokoło po równo (dbając przy okazji o to, żeby ich „równa” połowa była jak najmniejsza) niezbyt mnie dziwi. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie natomiast to, że nasi politycy tak bardzo ułatwiają im pracę. Wcześniej swoją bezapelacyjną mądrością popisała się Barbara Nowacka, której wymsknęły się brednie o „polskich nazistach”. Ale to tylko dlatego, że się przejęzyczyła! A że czytała z kartki? Pewnie asystent napisał. W tych kręgach nabór na asystentów trwa cały bity rok – mam wrażenie, że oni im tam służą tylko i wyłącznie jako kozły ofiarne. „Powiedziałam/em coś idiotycznego, ale to nie moja wina, tylko tego tu Areczka. To mój asystent” – tak to z reguły wygląda. Albo asystenci, albo przejęzyczenia, albo niezrozumienie zacofanych obywateli, bo przecież pan Grabiec wcale nie miał do napisania tego, co napisał, tylko coś innego. A co, to już nie może powiedzieć, spieszy mu się. Szuka akurat asystenta, żeby mu podpisał papierek o dobrowolnym rozwiązaniu umowy. I to szybciutko, zanim tusz wyschnie, później się nie liczy.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej