Connect with us

Nawiasem Pisząc

Wybory, wybory i jeszcze trochę wyborów

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Wybory, wybory i po wyborach! A po wyborach niektórym ciężko jest się otrząsnąć po tym, co się wydarzyło podczas niedzielnego głosowania. Co prawda, zwycięzcą jest Rafał Trzaskowski (co dla mnie jest kompletnie niepojęte), ale Karol Nawrocki ze swoim wynikiem mocno depcze mu po piętach. Patrząc na chaotyczną reakcję polityków KO, podejrzewam, że być może nadepnął mu na odcisk, a to – jak wiadomo – bywa nieprzyjemne. Wiadomo, wyniki indywidualne są tylko wynikami indywidualnymi, ale mogą mieć wpływ na dalsze prace Sejmu i ogólnie jego kształt. Zwłaszcza że – jeśli Trzaskowskiemu po raz kolejny powinie się noga i nie wygra wyborów – węszę tutaj dość szybki rozpad aktualnie rządzącej koalicji i rozpisanie wcześniejszych wyborów. Głównie dlatego, że naprawdę nie mam pomysłu, jak oni chcieliby ten swój grajdołek uratować… Inna sprawa jest taka, że bardzo możliwe, że nie doszacowałam przyklejenia się do stołków członków tych mniejszych partii w koalicji. Być może, w ich przekonaniu, może się walić i palić, ale dopóki oni otrzymują sowitą wypłatę za swoje nic-nie-robienie, to w sumie luz. A jeśli tak będzie, na upadek tej nieszczęsnej koalicji będziemy musieli jeszcze poczekać.

Pyrrusowe zwycięstwo?

Rafał Trzaskowski, mimo że jest zwycięzcą pierwszej tury, ma teraz naprawdę ciężkie zadanie do zrobienia. Musi przekonać do siebie wyborców Mentzena czy Brauna, którzy – z oczywistych powodów – nastawieni do niego życzliwie nie są. W Polskę poszło już hasło: „Byle nie Trzaskowski”, poszczególni członkowie Nowej Nadziei i ogólnie Konfederacji deklarują już swoje głosy na Nawrockiego… Zadanie dla Trzaskowskiego w tej sytuacji wydaje mi się niewykonalne. Podejrzewam, że będzie się umizgiwał prawicy, byleby tylko oddali głosy na niego, ale tak naprawdę on musi powalczyć o głosy tych, którzy na wybory nie poszli (bo frekwencja jest dużo niższa, niż podczas wyborów parlamentarnych w 2023) i przekonać ich, że warto jednak ruszyć tyłki i postawić krzyżyk w okienku przy jego nazwisku. To jest olbrzymia siła, którą kandydat KO pewnie będzie starał się wykorzystać. Nie jestem tylko do końca przekonana, czy ta misja się powiedzie, skoro prezydent Warszawy dalej próbuje podlizywać się wyborcom Konfederacji. Wydawałoby się, że lepiej i wygodniej byłoby pójść albo w jedną, albo w drugą stronę. Trzaskowski jednak najwidoczniej lubi trzymać wiele srok za ogon. Zobaczymy, co z tego trzymania tak naprawdę wyjdzie.

(Nie)łatwe zadanie dla Trzaskowskiego

Karol Nawrocki osiągnął bardzo dobry wynik. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to w jego stronę szły najbardziej „bezpardonowe” ataki ze strony KO i ich sojuszników, a Rafał miał w każdej debacie niemalże cieplarniane warunki, jednak z żadnej nie był w stanie wyjść zwycięsko. On tak naprawdę musi przekonać do siebie zwolenników Mentzena i Brauna, którym naturalnie jest bliżej jednak do niego, niż do Trzaskowskiego. I – z tego co obserwuję wpisy internautów – spora część osób z tego środowiska deklaruje głos właśnie na Nawrockiego. Argumentacja jest taka, że lepiej cholera, niż dżuma, ale mimo wszystko mam wrażenie, że Nawrocki może liczyć na głosy dużej części wyborców tych dwóch, podobno kontrowersyjnych, kandydatów. Może też liczyć na to, że ci ludzie nie pójdą po prostu do urn wyborczych i zostawią wszystko „ślepemu losowi”, bo oni swoich reprezentantów już nie mają. Ta opcja też byłaby dla Nawrockiego korzystna – bo jeśli ktoś pójdzie na te wybory, to z zamiarem zakreślenia jego nazwiska; a jak reszta z tych osób ostatecznie nie pójdzie, to też nieźle. Nie wiem natomiast, czy pan Karol może liczyć na głosy tych, którzy w pierwszej turze nie poszli. Wydaje mi się, że tutaj raczej Rafał Trzaskowski ma możliwość zmobilizowania tej części swojego elektoratu, który uznał, że „samo się zrobi”. Okazało się, że samo się nic nie zrobi, a ci, którzy uznali, że 18 maja będą siedzieć w domu, bo Rafałek i tak wygra, ruszą tyłki 1 czerwca. I to jest wielki problem Karola Nawrockiego.

Cicha woda brzegi rwie

Sławomir Mentzen również uzyskał bardzo dobry wynik, zwłaszcza że startował z partii, która do tej pory z tym duo-partyjnym betonem nawet nie współpracowała. Jest to na tyle dobra pozycja, że może usiąść do stołu z dwoma kandydatami, którzy mają największe poparcie. I może, psia jego mać, rozdawać karty. No i rozdał. Zarówno Nawrocki, jak i Trzaskowski zdecydowali się wystąpić w jego programie, przy czym pierwszy od razu stwierdził, że wszystkie osiem postulatów Mentzena poprze bez wahania, a drugi kluczy, unika odpowiedzi i czeka chyba na to, co mu sztabowcy podpowiedzą. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie sprawy jest niezłym pomysłem Mentzena i jego sztabowców (zwłaszcza że w trakcie trwania kampanii dość bezpardonowo atakował Nawrockiego, a trzeba jednak wyjść w tym całym galimatlasie z twarzą i honorem) – nie wiem tylko, co zrobią, jeśli jeden i drugi kandydat zgodzi się na jego postulaty i je podpisze. Doskonale wiem, że oni grają już na jak najwyższe poparcie dla Konfederacji na przyszłość, ale nie mam pojęcia, czy przygotowali sobie jakąś furtkę awaryjną na taki wypadek. A chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że takiemu Trzaskowskiemu kompletnie zwisa, co on podpisuje i po co. Jeżeli to zrobi, to tylko po to, żeby umocnić KO u władzy i samemu przy okazji dostać jakieś granty w ramach wdzięczności. A jeśli w przyszłości będzie mu się to wypominać, to szybko powie, że on o tym nie słyszał, ale jest zaniepokojony. I że się przyjrzy.

Co zrobią wyborcy Brauna?

Również na Grzegorza Brauna w praktyce więcej ludzi oddało głos, niż wynikałoby to z sondaży, które – jak pokazują nam kolejne wybory – są robione na zlecenie i pod publiczkę. I to również o głosy jego wyborców będą teraz drzeć koty Trzaskowski z Nawrockim. A jest o co walczyć. Trzeba jednak pamiętać, że wyborcy Brauna należą do tego najbardziej zaciekłego grona. I o ile wyborcy Mentzena deklarują, że w II turze poprą raczej Nawrockiego, tak znajomi, którzy wspierali Brauna na drugą turę raczej się nie wybierają. I tutaj się z nimi zgodzić nie mogę, bo jestem zdania, że teraz walczymy przede wszystkim o to, żeby Tusk nie dorwał się do pełnej władzy. Dlatego na wybory w II turze się wybieram. I nie zagłosuję na Trzaskowskiego, bo obawiam się, że jego wygrana to kolejne, szkodzące Polakom, ustawy europejskie, wdrażanie Zielonego Ładu czy Euro w Polsce. Tak, w drugiej turze zagłosuję typowo na mniejsze zło. Wolę cholerę, niż dżumę, a tylko taki wybór mi pozostał. Jeśli śledzicie mój profil dłużej, wiecie, że ja się przed żadnym kandydatem płaszczyć nie zamierzam – moja działalność raczej była skupiona na tych, na których nie warto oddawać głosu, niż na tym, żeby pomóc któremuś z kandydatów albo którejś z partii. Taki szkodnik ze mnie. Nie sądzę, żeby Braun ostatecznie poparł któregokolwiek z dwójki kandydatów – to nie jest tego rodzaju zawodnik. On pokombinuje, wywróci wszystko do góry nogami, a w razie czego uciszy gaśnicą, ale szczerze wątpię, żeby wprost powiedział: „Idźcie i głosujcie na Nawrockiego”.

Słychać wycie. Znakomicie?

Teraz wypadałoby się skupić na lewicy, która – co prawda przegrała i to na wielu poziomach – może jednak stanowić sporą siłę. Teraz liżą rany, ale wystąpień Biejat czy Zandberga w debatach na pewno nie można uznać za porażkę. Ciężko mi wyobrazić sobie, żeby Zandberg czy Biejat zachęcali teraz do głosowania na Trzaskowskiego (Zandberg już, zdaje się, zapowiedział, że tego nie zrobi), ale jeszcze ciężej jest mi wyobrazić sobie sytuację, w której wyborcy pani Magdy albo pana Adriana poszli masowo głosować na Nawrockiego. Według mnie większość wyborców Biejat w drugiej turze odda głos na Trzaskowskiego i nie będzie dla mnie żadną niespodzianką, jeśli sama kandydatka takiego poparcia prezydentowi Warszawy udzieli. Mam jednak wątpliwości, co do wyborców Zandberga, tym bardziej, że trzeba przyznać, że jest to człowiek o konkretnych poglądach, których nie lubi rozmieniać na drobne. Między innymi dlatego nie wszedł do naszego obecnego rządu i pozostał w opozycji, mimo że był kuszony przez różne lewicowe środowiska. Szanuję go za to, że się nie złamał, ale również z tego samego powodu sądzę, że jego wyborcy nie pójdą 1 czerwca masowo, żeby zagłosować na Trzaskowskiego. Wydaje mi się, że tutaj będzie podobnie, jak w przypadku zwolenników Brauna – raczej nastawiałabym się na to, że drugą turę sobie odpuszczą. I wiecie co? Na tę – KRÓTKĄ – chwilę możemy się cieszyć, bo jednak prawica wypada lepiej, jeśli zsumować wszystkie głosy, ale Zandberg, w mojej opinii, jest facetem, który tę lewicę jest w stanie podnieść z kolan.

Jak zagłosują konfederaci?

Pozwólcie, proszę, że nie będę teraz tutaj opisywała każdego kandydata na prezydenta w I turze. Jest ich po prostu zbyt wielu, ale niewielu z nich ma jakiekolwiek znaczenie, jeśli chodzi o wyścig do fotelu prezydenckiego. Ich poparcie jednego albo drugiego kandydata też niewiele raczej zmieni. Umówmy się, że w tym tasowaniu mają wyjątkowo słabe karty. Duże zainteresowanie natomiast wzbudzają głosy, które oddadzą w II turze wyborcy Konfederacji, bo w poprzednich wyborach prezydenckich podzielili się niemalże po równo. Na wolnościowców i na narodowców. Ci pierwsi uznali, że Duda będzie gwarantem kolejnych podpisywanych umów, projektowanych przez PiS, w tym również tych, które nanosiłyby na Polaków kolejnych opłat, podwyższeń podatków i tak dalej; ci drudzy zaś zagłosowali typowo światopoglądowo – byli to ludzie, którzy nie chcą tęczowej Polski, nie życzą sobie, żeby transseksualiści uczyli ich dzieci w przedszkolu, czym jest tolerancja i nie zgadzają się na aborcję. Tym razem jednak sytuacja wygląda inaczej. Nie ma już argumentu, żeby głosować na Trzaskowskiego, żeby nie umacniać władzy – żywy jest raczej argument, żeby nie dawać pełni władzy KO, a to stałoby się, gdyby zagłosować na pana Rafała. Dlatego wydaje mi się, że taka argumentacja jest już mocno nieaktualna i raczej należy spodziewać się tego, że wyborcy Mentzena lub Brauna, jeśli wybiorą się na wybory, postawią raczej krzyżyk przy nazwisku Karola Nawrockiego.

Osobisty dylemat

Ja nie będę tutaj udawała jakiegoś wielkiego antysystemowca i łamacza układów. W drugiej turze zamierzam oddać głos na Karola Nawrockiego. I nie dlatego, że tego gościa zwyczajnie polubiłam – na tyle, na ile mogłam go polubić z różnego rodzaju mediów. Wydaje mi się sympatyczny i ogarnięty. Najprawdopodobniej będzie chodził na smyczy działaczy PiS-u, zdaję sobie z tego sprawę. Ale tak, szczerze pisząc – Trzaskowski będzie robił dokładnie to samo. Tutaj też nie mam żadnych wątpliwości. Ja tak naprawdę – po raz kolejny zresztą – w II turze zagłosuję przeciwko komuś, a nie za kimś. Wybieram Nawrockiego, bo nie chcę Trzaskowskiego. I wydaje mi się niezmiernie ważnym, żeby większość wyborców pozostałych kandydatów, zagłosowała jednak na Nawrockiego. Z różnych przyczyn (bo można tutaj, miedzy innymi, opisać to, co robił jako prezes IPN), ale najważniejszą dla mnie jest ta, żeby nie oddawać całej władzy w łapy ludzi pokroju Tuska. Którzy umocnią jego władzę i, przy okazji, zniszczą Polskę. Którzy będą ślepo wykonywać jego polecenia, a co za tym idzie – polecenia Niemiec. My, jako Obywatele tego pokaleczonego, pokiereszowanego i poranionego kraju, mamy prawo powiedzieć, że mamy już dość. Że już nie chcemy. Że wystarczy. Takiej nadziei na pewno nie daje Rafał Trzaskowski. Karol Nawrocki ją daje, ale nie ma co się za bardzo entuzjazmować, bo daje ją co najwyżej średnią. Po raz kolejny, jako Polacy, zostaliśmy postawieni przed wyborem między dżumą, a cholerą. Moja propozycja jest taka, żeby jednak zagłosować na cholerę, nie na dżumę. Czy to dobry wybór? Nie wiem, ale scenariusz tego, co działoby się, gdyby KO otrzymała pełnię władzy, są – co najmniej – druzgoczące.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Wesprzeć nas można poprzez Patronite

Nawiasem Pisząc

To absolutnie nie ma związku z ustawą łańcuchową!

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było – Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu „motłochowi ze wsi” tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze.

Tu nie o łańcuch chodziło

Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2×2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek – jeśli nic mu się w psychice nie odwala – istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna.

Od kogo i dla kogo była ta ustawa?

No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: „Zaraz… A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc… za kasę?”. Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali – manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą – OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach – a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego.

Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom – nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Smutna złego końcówka

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Internet zalała fala memów z propozycjami nowych tytułów lektur szkolnych. „Osoba siłująca”, „O psiecku, które jeździło koleją”, „Osoby w kryzysie bezdomności”, „Mała osoba książęca” czy nawet tak absurdalne jak „O osobach niskorosłych i osobie bez opieki rodzicielskiej o imieniu Marysia”. Jest to oczywista odpowiedź internautów na absurdalną ustawę o tym, żeby ogłoszenia o pracę były neutralne płciowo. Nie wiem, czy ustawa zakłada, co pracodawca ma zrobić w sytuacji, kiedy chce zatrudnić konkretnie babę albo chłopa, ale podejrzewam, że rozwiązywanie takich problemów rządzący zrzucili już na barki tego pracodawcy. O temacie przypomniał „Teatr Wybrzeże”, który we wpisie informującym o odwołaniu spektaklu użył właśnie sformułowania „osoba aktorska”. Ale cóż mieli innego zrobić osoby pracownicze tego teatru, żeby się nie narazić na karę?

Absurdalna ustawa, absurdalne tłumaczenia

Zachodziłam w głowę, jakim cudem Karol Nawrocki podpisał tę ustawę. Wiedziałam, że to niemożliwe, że kto jak kto, ale obecny prezydent na pewno nie przepuściłby takiego farfocla. No i okazało się, że miałam rację, bo ustawę podpisał jeszcze Andrzej Duda. Zrobił to już po 1 czerwca, czyli kiedy wiadomo było, że nowym prezydentem zostanie właśnie Karol Nawrocki, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem. Nie mam pojęcia w takim razie, dlaczego ustawa weszła w życie dopiero z końcem grudnia. Jakieś wyjątkowo długie „vacatio legis”, bo domyślny okres trwa czternaście dni, ale rozumiem, że sami rządzący doszli do wniosku, że ta ustawa jest aż tak abstrakcyjna, że polscy przedsiębiorcy będą potrzebowali więcej czasu na zapoznanie się z nią i zrozumienie, o co w tym chodzi. Byleby tylko, dla własnego dobra, nie usiłowali się połapać, po co właściwie mają wypisywać kretynizmy, zamiast normalnego ogłoszenia o pracę, bo mógłby ich szlag jasny trafić na miejscu. Miałam to sobie nawet sprawdzić, ale ostatecznie zapomniałam o temacie, dopóki nie trafiłam na wywiad z Andrzejem Dudą, w którym potwierdził, że to on podpisał tę śmieszną ustawę. A jak on się pięknie z tego wytłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet:

– Czy jest pan z siebie dumny, że podpisał pan ustawę, która zmusza wszystkich Polaków do pisania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę, a gdy tego nie uczynią, to mogą zostać ukarani grzywną, jak i zostać pozwani przez kandydata na pracownika do sądu, co skończyć się może dla nich karą nawet do 4800 złotych?

– Panie redaktorze… *nerwowy śmiech*

– No pan podpisał tę ustawę.

– No dobrze, no, podpisałem.

– Błąd czy nie błąd? No tak szczerze, panie prezydencie, nie jest pan już prezydentem. Proszę otwarcie powiedzieć.

– Ja powiem tak. To jest w jakimś sensie jeden z tych absurdów, które są częścią, no niestety, współczesnego świata zideologizowanego bardzo przez…

– Ale jak pan mówi, że to jest absurd, to dlaczego pan to podpisał?

– Ponieważ uważałem, że i tak dużo rzeczy blokuję i nie wszystko blokowałem. Taka jest prawda.

Żałuje pan tego?

– Nie.

Twardym trzeba być…

Przepraszam bardzo, ale co tu się odchajzerowało? Prezydent, złośliwie i drwiąco nazywany przez rząd długopisem, twierdzi, że nie chciał im więcej już wetować, mimo że niczego im tak naprawdę nie wetował? Może właśnie wypadałoby im w tamtym momencie udowodnić, że się nie jest długopisem? Tak na zakończenie drugiej kadencji? Zwłaszcza że miał idealną okazję – trafiła mu się pod nos ustawa nieskończenie głupia i nikomu do niczego niepotrzebna. Aż prosząca się o zawetowanie i zakończenie swojej prezydentury jakoś tak… pozytywniej. I tak wielu ludzi by mu nie zapomniało błazenady związanej z Wołyniem i wręczaniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, Bóg jeden wie tak naprawdę za co. Pewnie za to, że wtedy jeszcze był dozgonnie wdzięczny Polsce i pięknymi słówkami nam za wszystko dziękował. Ale on im podpisał, bo uważał, że wiele ustaw im blokował, a nie chciał jednak wetować wszystkiego, żeby… Żeby co? Żeby im przykro nie było? Ponarzekaliby najwyżej na niego w mediach, że jest homofobem, przyzwyczaił się już chyba przez te dziesięć lat. Zresztą sam mówił, że prezydent twardy musi być. A on wolał utrudnić życie milionom polskim przedsiębiorcom, bo… za mało rządowi podpisywał. Ale on niczego nie żałuje. Jak rozumiem, podpisałby te debilizmy jeszcze raz. Już tam pal sześć, że ludzie będą musieli w ogłoszeniach o pracę gw**cić język polski, najważniejsze, że i rządowi było przyjemnie, bo przepchnęli kompletny idiotyzm, i prezydentowi, bo dali mu trochę odsapnąć przed końcem prezydentury. Oni i tak już wtedy wszystkie siły kierowali na Nawrockiego. Istnieje duża szansa, że nawet by tego weta nie zauważali. Zresztą z jego wypowiedzi wynika, że ogólnie tych jego wet nie widzieli, bo podobno tyle tego było, a ja, cholera, wszystko przegapiłam. Nikt nie płakał w mediach, nikt się nie oburzał, o prezydencie Dudzie było cicho jak makiem zasiał. Nawet broniłam Andrzeja Dudę, że większym długopisem przecież był Bronisław Komorowski, który zawetował raptem może z cztery albo pięć ustaw, a Duda jednak prawie dwadzieścia, ale tutaj już nie ma czego bronić. Były prezydent postanowił pożegnać się ze swoją kiepską prezydenturą przez kopnięcie jej w tyłek. Tak że skulona siedzi teraz w kącie i skomle.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej

Nawiasem Pisząc

Żenujący popis posła Treli

logo nawiasem pisząc

Opublikowano

on

Poseł Trela po raz kolejny postanowił udowodnić wszystkim, że kiedyś się z durniem na mózgi pozamieniał. Na domiar złego przeszczep się nie przyjął. Sprawa dotyczy zawetowanej przez Karola Nawrockiego ustawy DSA, o której rząd mówi, że miała być ochroną przeciw cyberprzemocy wobec najmłodszych, a w rzeczywistości chodziło o kaganiec nałożony na pyski niepokornym. Tak jak o ustawie łańcuchowej mówiło się, żeby pieski spuścić z łańcucha, a tak naprawdę mieli obrywać rolnicy kosztem schronisk i organizacji prozwierzęcych (niektóre z nich zresztą były pomysłodawcami tej ustawy, więc ładnie nam się wszystko spina). Swoją drogą, ciekawe to czasy – pieskom zdejmujemy łańcuchy, a przy okazji jeszcze bardziej zaciskamy te, na których trzyma się obywateli.

Walka z dezinformacją czy wolnością słowa

Nikt mi nie wmówi, że ustawa, w której byle urzędnik może ocenić, czy dany wpis spełnia standardy czy nie, nie będzie prowadziła do nadużyć. W oczywisty sposób zbliżylibyśmy się do Wielkiej Brytanii, gdzie już wywieszanie flagi narodowej jest oceniane jako symbol nienawiści. Zwłaszcza że politycy rządzącej koalicji wspominają, że ta ustawa miała też przeciwdziałać dezinformacji, podczas gdy to oni produkują największą ilość kłamstw i manipulacji. I oni też, rzecz jasna, będą oceniać, co tą dezinformacją jest, a co nie. Swoją drogą, poseł Trela udowodnił, że po pierwsze jest moralnym zerem, a po drugie idiotą. Bo z jednej strony atakuje prezydenta gestami, które uważa za obrzydliwe. Widocznie pan poseł uważa je za obrzydliwe, kiedy dotykają jednych, ale całkiem dozwolone, kiedy chcemy uderzyć w kogoś innego. Za takie zachowanie powinna być co najmniej Komisja Etyki Poselskiej. Tak samo, jak w przypadku pani Jachiry, która jawnie nawoływała do wandalizmu. Z drugiej udowadnia, że rację mają ci, którzy ostrzegają, że będzie to narzędzie do kontrolowania jednych przez drugich. Bo dam sobie rękę uciąć, że właśnie za takie śmieszne memy będzie się karało osoby, które użyją ją wobec nie tych osób, co trzeba.

Podwójne standardy

Cisza, która panuje po tym żenującym wystąpieniu posła Treli mówi wystarczająco. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby podobnym wystąpieniem pochwalił się Mentzen, Braun czy Matecki? Oburzeniom nie byłoby końca. Już by się pewnie zastanawiali, jak to wykorzystać do pozbawienia immunitetu. Pamiętacie, jaką hucpę zrobili za okrzyk: „nie bać Tuska”, a jak bronili kwiat naszej młodzieży, który śpiewał o uprawianiu brutalnej miłości z PiS-em? Pierwsze było hejtem, drugie wyrazem naszej kultury, bo to jakiś przebój patologicznego rapera, który poza dziwnymi fiksacjami seksualnymi, znany jest również z tego, że lubi przyćpać. Zresztą daleko nie trzeba szukać – posłowi Myrsze wolno było złamać ciszę wyborczą. Gdyby to zrobił Kaczyński w przypadku Nawrockiego krzyczeliby do tej pory, że to zaważyło na wynikach wyborów. Skoro wg niektórych zaważył fakt, że nazwisko Nawrockiego było pierwsze, jak wynika z polskiego alfabetu. No, ale nie zrobił, więc trzeba było urządzić dramę o sfałszowanych wyborach. I oni, psia ich nać, będą oceniać, co jest dezinformacją, a co nie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Czytaj dalej